pogoda.w.kratke
20.04.13, 15:46
Kolejny watek o pokoju - ale odwrotnie - tu facet nie chce.
Mamy prawie 2.5 letnie dziecko i 3-pokojowe mieszkanie. Do tej pory, a i pewnie jakis czas jeszcze, dziecko nie potrzebowalo pokoju, tylko lozka do spania, bo i tak caly czas spedza z nami. W pokoju gdzie dziecko spi sa rozne graty, glownie mojego meza.
Moj maz ma rowniez swoje narzedzia w garazu i na strychu. Oraz troche w kuchni. I w bagaznikach obu samochodow.
Tydzien temu zaczelam rozmowe o POWOLNYM wyprowadzaniu jego/naszych rzeczy z pokoju dziecka i robienia tam POWOLI pokoju 2.5-latki. Tzn jakies meble, przeniesienie dziecka zabawek tam i generalnie uczenie dziecka ze ma swoja przestrzen i moze sie tam bawic. Nie jest to trudne bo juz sciany sa pomalowane od roku na kolory dzieciece, podloga jest zrobiona, roleta wisi kolorowa.
Minus dla meza? Trzeba bedzie wywalic stare biurko przy ktorym czasem cos naprawial. Nie mamy miejsca na osobny warsztat w domu. Trudno, ja tez nie mam swojego, osobnego pokoju, swoj dziele z nim :)
Reakcja meza: Chcesz zabrac moje rzeczy i postawic tam szafke na misie? Chyba cie poj....lo! (Nigdy tak do siebie nie mowimy).
A potem jeszcze: Chcesz sie mnie pozbyc z domu, nie mam swojego miejsca!
Jakas histeria, wrzaski. O co chodzi?
Jak mam z nim gadac, skoro zachowuje sie jak zazdrosny brat a nie jak ojciec dziecka?
Wszyscy nasi znajomi maja podobne metraze i dzieci w podobnym wieku - zaden ojciec nie mial problemu z pokojem dla dziecka. Moj nienormalny, czy inni wykastrowani?