z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie

23.04.13, 00:37
Na forum od czasu do czasu rozpętuje się dyskusja na temat płacenia podczas spotkań towarzyskich (głównie chodzi oczywiście o spotkania damsko-męskie). Chciałbym oczywiście rozpętać kolejną :)

Jak w przypadku tak zwanych "zaproszeń" większość - tych najgłośniej wyrażających swe opinie - pań jest w miarę jednogłośna: płacić powinien zapraszający. Panie w większości także uważają oczywiście, że inicjatywa powinna leżeć głównie po stronie mężczyzny - tak jak: to mężczyzna powinien zapraszać (a co za tym idzie również płacić :)).

W każdym razie z dyskusji, które pamiętam kluczowym słowem było właśnie owe "zapraszam". A co jeżeli go nie ma? Czyli gdy np. jedna osoba wychodzi nie z zaproszeniem, a z propozycją wspólnego spędzenia czasu?

Czyli zamiast:

- Cześć Julka! Chciałbym Cię zaprosić na film we wtorek w kinie Paprotka!

byłoby:

- Cześć Julka! Miałabyś może ochotę wybrać się jutro wspólnie ze mną na nowy hit kinowy do "Paprotki"?

Jakie zasady obowiązują wówczas? A może też żadna "szanująca się" kobieta nie przystałaby na "propozycję"? Co w przypadku gdy to kobieta wychodzi z propozycją?

Czy status finansowy obojga ma znaczenie? Co w przypadku gdy mężczyzna zarabia wyraźnie lepiej (ok, bez zadawanie tego pytania i tak znam odpowiedź :)), gdy zarabiają podobnie, a co gdy to kobieta zarabia wyraźnie więcej (tak, wiem, większość pań nie byłaby zainteresowana randką/pół-randką z mężczyzną zarabiającym wyraźnie mniej)?

Na ile znaczenie ma charakter spotkania? Randka, spotkanie zapoznawcze, spotkanie koleżeńskie (z otwartą furtką na coś więcej w przyszłości), spotkanie koleżeńskie współpracowników (z otwartą furtką na coś więcej w przyszłości) czy też spotkanie czysto-koleżeńskie pomiędzy znajomymi z pracy (bądź nie)?
    • dziewczyna_prezesa Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 00:49
      Dziwny temat na dyskusję. A czy chcesz płacic czy nie? Bo zaczyna sie raczej od swojego nastawienia. Nie chcesz płacić, trafi się frajer, to chcesz się czuc zaproszona. Jak nie mówi oficjalnie, ze Cie zaprasza, czujesz się głupio, bo nie wiesz, co o tym sadzić. A chodzi przecież o to, żeby się nie sfrajerować, prawda ?:) Jak masz honor i wychodzisz z załozenia, że możesz za siebie zapłacić, to taka sytuacja nie stanowi problemu. Proponujesz, że zapłacisz za siebie. Ewentualnie, jak to faceta krepuje, to mu pozwalasz zapłacic za siebie, żeby nie czuł się jak matoł.
      To nie do Ciebie osobiscie wolverine, tylko ogólnie, bo chyba o ogólny wątek chodziło ? :)
      • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 00:55
        > To nie do Ciebie osobiscie wolverine, tylko ogólnie, bo chyba o ogólny wątek ch
        > odziło ? :)

        Oczywiście :)
      • coffei.na Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 09:05

        > Dziwny temat na dyskusję. A czy chcesz płacic czy nie? Bo zaczyna sie raczej od
        > swojego nastawienia. Nie chcesz płacić, trafi się frajer, to chcesz się czuc z
        > aproszona. Jak nie mówi oficjalnie, ze Cie zaprasza, czujesz się głupio, bo nie
        > wiesz, co o tym sadzić. A chodzi przecież o to, żeby się nie sfrajerować, praw
        > da ?:) Jak masz honor i wychodzisz z załozenia, że możesz za siebie zapłacić, t
        > o taka sytuacja nie stanowi problemu. Proponujesz, że zapłacisz za siebie. Ewen
        > tualnie, jak to faceta krepuje, to mu pozwalasz zapłacic za siebie, żeby nie cz
        > uł się jak matoł.
        > To nie do Ciebie osobiscie wolverine, tylko ogólnie, bo chyba o ogólny wątek ch
        > odziło ? :)

        spoko majonez-Ty jako dziewczyna prezesa chyba nie musisz zamartwiać się o takie bzdety no nie ? :P
    • jeriomina Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 08:29
      Ja się nie zastanawiam czy usłyszałam "zapraszam" czy "wybierzmy się" - ja zawsze idę z nastawieniem, że za siebie zapłacę, a że panowie zwykle upierają się, by zapłacić za mnie, to jest ich dżentelmeńskie podejście.
      • wez_sie Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 08:37
        ale spotkania z chrzescijanskiej wspolnoty sie nie licza
        • jeriomina Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 08:44
          Nie zadaję się z religiantami.
          • wez_sie Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 09:05
            tak
            ty tylko z samymi dzentelmenami
    • wez_sie Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 08:36
      https://www.cotoznaczy.com.pl/wp-content/uploads/2011/12/facepalm-300x216.jpg
    • akle2 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 10:04
      Nie komplikuj ;P
      Płaci ten, kto zaprasza, to oczywiste. Chyba że proponujesz (nie zapraszasz) kino totalnie aseksualnej kumpeli, z którą bawiliście się w piaskownicy, to wtedy każdy za siebie.
      • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 20:24
        > Chyba że proponujesz (nie zapraszasz) ki
        > no totalnie aseksualnej kumpeli, z którą bawiliście się w piaskownicy, to wtedy
        > każdy za siebie.

        Znaczy się jak zapłacę, to tak jakbym przekazał sygnał/powiedział tej mojej kumpeli/kandydatce na kogoś więcej niż "kumpela":

        - Chcę z Tobą uprawiać seks!

        a jak nie zapłacę, to tak jakbym jej przekazał sygnał/powiedział:

        - Fuuuuuuuuuuj! W życiu z Tobą nie będę chciał uprawiać seksu! Nawet jakbyś była ostatnią kobietą na Ziemi!

        ?

        A co jeżeli bym na przykład zapłacił większość rachunku/opłat związanych ze wspólnym spędzaniem czasu? Jaki wtedy bym przekazywał sygnał (notabene: nie wiedząc o tym, że go przekazuję)?

        No i tak summa summarum, to to płacenie ma jednak związek z seksem? kasa <=> seks
        Jakoś często się ten seks przewija w wątkach dotyczących płacenia podczas spotkań damsko-męskich...
    • kora3 Zasady są proste 23.04.13, 10:33
      placi zawsze zapraszający . Mowa o sytuacji, gdy ktoś wlasnie zaprasza.
      Jesli jest propozycja wspólnego wyjscia, obojetnie z której strony złożona, co do zasady - płaci kazdy za siebie.
      Napisałam "co do zasady" to znaczy - przy takiej sytuacji absolutnie nie nalezy oczekiwać, że zapłaci osoba proponująca spotkanie i nalezy być przygotowanym na zapłącenie za siebie. Natomiast tak się sklada, że faceci, szczególnie ci "starej daty" za oczywiste uwazają, iż to oni pokrywają rachunek w ww. sytuacji.
      Na to też nalezy byc przygotowanym:) Absolutnie poza zasdami dobrego wychowania jest urzadzanie scen przy płaceniu i gwałtowne upieranie się, że się zapłąci za siebie w takiej sytuacji. Koszt obiadu, kolacji, czy drinka nie jest (na ogół) kosztem rodzacym zobowiazania:) Chcąc jednak jasno dac do zrozumienia, że nie życzymy sobie, by ktoś (ten konkretny ktoś, albo w ogóle ktoś) placił za nasze jadło, napitek, kino itd. najlepiej powiedzieć "Ok nastepnym razem JA placę" i trzymać się tego.

      Zdaję sobie sprawę z tego, ze wiele osób moze się ze mną nie zgodzić, ale osoba upierająca się i chcąca za siebie zapłacić "na siłę" np. kilkanascie złotych za kawę jest po prostu smieszna i stawia innych w niezrecznej sytuacji. Sorawia bowiem wrazenie, ze taki koszt rodzi jakieś zobowiazania i ze placący chciałby je w przyszłosci wykorzystać.

      Mnie się czesto zdarza spotykać zawodowo z ludźmi w kawiarniach, restauracjach. Z zasady placę za siebie , ale nie robie afery, gdy np. pan z którym sie spotkalam zapłaci takze za moją kawę (wode mineralną, sok). To nie są koszta rodzace jakieś zobowiazania. Natomiast nie chcialabym, żeby ktoś taki placił np. za mój obiad i to całkiem zrozumiałe z racji sytuacji zawodowej. Jesli taki pan się deklaruje placić nie wyciągam ostentacyjnie portfela i nie robię z tego sprawy, tylko grzecznie mówię, że szanuję jego zasady i pryatnie mam podobne, niemniej nasze s[potkanie ma charakter zaodowy i czulabym sie niezrecznie, co on, jako dżentelmen w kazdym calu na pewno rozumie:) Dziala :)
    • lonely.stoner Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 10:43
      Jesli to randka- to placi facet, ja sie nigdy nie pytam na randce czy mam sie dorzucic.
      jesli spotkanie towarzyskie z kolega to wiadomo ze kazdy placi za siebie, albo jak kto chce. Mi sie zdarzalo placic za kolege, kolega placil za mnie- przewaznie jednak kazdy placi za siebie.
      • jamesonwhiskey [...] 23.04.13, 10:53
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 20:30
        A jak odróżnić randkę od spotkania towarzyskiego z kolegą/koleżanką? Szczególnie jak ma je zidentyfikować osoba, która nie była stroną inicjującą (zakładamy, że strona inicjująca mniej więcej wie czego oczekuje od takowego spotkania) w przypadku gdy nie użyto w zaproszeniu/propozycji słowa randka, i na daną chwilę nie łączy tych osób relacja seksualna?
    • wez_sie widac, ze tutaj to sami 23.04.13, 11:09
      widac, ze tutaj to sami towarzyscy teoretycy.
      zeby z takiej glupoty robic rozkminke i pisac elaboraty w stylu korci, to naprawde wspolczuje.
      mowie wam, lepiej siedziec w domu i nigdzie nie wychodzic, wtedy unikniecie jakichkolwiek sytuacji.
      pi....one poliaczki, co za 10 zl byliby w stanie zjesc spod siebie
      • fuzja.jadrowa Re: widac, ze tutaj to sami 23.04.13, 11:19
        > zeby z takiej glupoty robic rozkminke i pisac elaboraty w stylu korci, to napra
        > wde wspolczuje.

        Mialam wlasnie napisac cos podobnego.

        Wg mnie, temat nie istnieje. Problem pojawilby sie wylacznie w przypadku osobnikow od poczatku na kwestie placenia/nieplacenia zjezonych, z jakimis chorymi nieelastycznymi zasadami, typu: "ja zawsze", "ja nigdy". Tylko, ze ja sie z takimi ludzmi z wyboru nie zadaje.
        • wez_sie Re: widac, ze tutaj to sami 23.04.13, 11:49
          > Mialam wlasnie napisac cos podobnego.
          to mile, ze ktos podobnie mysli.
          w drodze rewanzu chetnie bym cie zaprosil na sok pomaranczowy, ale pod warunkiem, ze zaplacisz za siebie (takie mam zasady)
    • sweet_pink Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 11:36
      Ja jestem zdania, że płaci zapraszający i jednocześnie nie przepadam za sytuacją gdy facet nie daje się nigdzie zaprosić. Zasadniczo od ok 3 randki uważam, że powinno już panować równouprawnienie, a jak jakaś kobieta się krępuje płacić za faceta w knajpie to cóż zostaje powiedzieć "do garów" ;) Inicjować pierwsze spotkanie "randkowe" jako kobieta...przerabiałam i dobrze na tym nie wychodziłam, stanowcze nie.
      W spotkaniach koleżeńskich każdy płaci za siebie chyba, że ewidentnie zostało się zaproszonym.
      W spotkaniach po części biznesowych chyba powinna płacić strona inicjująca spotkanie.
      Status majątkowy to tylko kwestia szacunku - dobieraniu miejsc spotkań koleżeńskich na poziomie możliwości finansowych obu stron.
      Jeśli na spotkaniu koleżeńskim płacę z mężczyzną rachunek po połowie to jest dla mnie 100% jasny sygnał, że ta znajomość po ramy koleżeńskie wybierać się nie zamierza.

      Mnie w płaceniu bardziej od randek, boli fakt że moi niegotujący znajomi (płci obu) nigdy nie wpadli na to by mnie zaprosić gdzieś na kolacje czy ciasto podczas gdy u mnie na proszonych domowych kolacjach bywali nie raz.
      • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 20:36
        > Zasadniczo od ok 3 randki uważam, że
        > powinno już panować równouprawnienie,

        Ale dlaczego dopiero od 3.? Dlaczego nie od 1. albo w ogóle?

        > Jeśli na spotkaniu koleżeńskim płacę z mężczyzną rachunek po połowie to jest dl
        > a mnie 100% jasny sygnał, że ta znajomość po ramy koleżeńskie wybierać się nie
        > zamierza.

        Czyli jakby ów mężczyzna zaproponował randkę jakiś czas później, to byś mu dała do zrozumienia, żeby spadał na szczaw?

        > Mnie w płaceniu bardziej od randek, boli fakt że moi niegotujący znajomi (płci
        > obu) nigdy nie wpadli na to by mnie zaprosić gdzieś na kolacje czy ciasto podcz
        > as gdy u mnie na proszonych domowych kolacjach bywali nie raz.

        Żadnego upominku także nie zdarzało im się przynosić?

        https://www.sherv.net/cm/emo/funny/2/finger.gif
        • sweet_pink Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 23:23
          > Ale dlaczego dopiero od 3.? Dlaczego nie od 1. albo w ogóle?

          Bo tak ;) Szczerze uważam, że facet o kobietę powinien się postarać, a płacenie za nią to część starań. Mężczyźni którzy nie kwapili się do płacenia okazywali się po jakimś czasie totalnie nienadającymi do związku czy czegokolwiek w zasadzie. Nie wiem skąd ta korelacja, ale empiria dowodzi że jest. A z kolej jak już szukam to chłopaka, a nie wiecznego sponsora wiec wchodzi równouprawnienie.

          > Czyli jakby ów mężczyzna zaproponował randkę jakiś czas później, to byś mu dała
          > do zrozumienia, żeby spadał na szczaw?

          Najprawdopodobniej tak. Z przyczyn prostych bardzo, mam spore powodzenie i "jakiś czas później" prawdopodobnie byłabym zaangażowana z kimś innym. Chyba, że to sytuacja gdy ja jestem dużo wcześniej w tym mężczyźnie zakochana i może bym nie zdążyła sobie niezainteresowanego (według mnie) pana wybić z głowy.

          > Żadnego upominku także nie zdarzało im się przynosić?
          Zdarzało się przynieść wino do tej kolacji, ale to nie reguła. Prezent typowy jako dla pani domu np kwiaty - nigdy (z wyjątkiem urodzin).
          .
          • sweet_pink Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 23:28
            A i jeszcze jest jedno wyjaśnienie czemu akurat ok 3 randki. Bo jak randki są udane to po 2-3 mam już ochotę amanta "schrupać". Wtedy ja zapraszam do siebie. Na kolacje (i śniadanie w babskim niedopowiedzeniu). Proste.
    • beenthere Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 12:11
      To ja mam troche inne pytanie wokol tego tematu: jak zachowac sie kiedy facet placi? I to powiedzmy wiecej niz drinka, np kolacja w restauracji. Ja mam z tym problem, bo z roznych przyczyn moim celem bylo jak najszybciej calkowicie uniezaleznic sie finansowo od rodzicow i generalnie mam teraz tak, ze wole zawsze placic za siebie. No ale na randce wiadomo, jak facet chce placic to nie bede awantury robic, wiec co, dziekowac wylewnie czy przejsc z tym do porzadku dziennego (w koncu zaprosil wiec oczywistym jest ze placi...?). Ja zawsze wtedy czuje sie jakos glupio:/
      • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 15:02
        > To ja mam troche inne pytanie wokol tego tematu: jak zachowac sie kiedy facet p
        > laci? I to powiedzmy wiecej niz drinka, np kolacja w restauracji

        Przychodzi rachunek i jeżeli zdecydowanie nie zgadzasz się, żeby ktoś płacił, bez słowa wkładasz kasę tam gdzie trzeba. Jeżeli się narzuca, uprzejmie, ale zdecydowanie tłumaczysz, że przepraszasz, ale bardzo źle byś się czuła/nie uznajesz czegoś takiego/inne. Jeśli dalej się narzuca, to znaczy że jest po prostu prostakiem, bo nie przyjmuje do wiadomości co masz mu do powiedzenia, wtedy należy się zastanowić czy aby na pewno słuszną decyzją było iść z nim na randkę.

        Jeśli bunt w stosunku do płacenia za ciebie nie jest wielki, dajesz za siebie zapłacić bez słowa, a potem sama zapraszasz i płacisz za wszystko.

        Proste.
      • lonely.stoner Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 18:05
        uniez
        > aleznic sie finansowo od rodzicow i generalnie mam teraz tak, ze wole zawsze pl
        > acic za siebie
        ale jesli facet placi za ciebie na randce to czujesz ze chce cie uzalezniac finansowo? czy jak tu jeden taki johnny-kalesony ktory mi sugerowal ze w zamian za to ze facet postawi dziewczynie kolacje w restauracji ta mu musi swiadczyc jakies uslugi seksualne? Przeciez on placi za Ciebie nie daltego ze Cie nie stac, tylko po to zeby Ci sprawic przyjemnosc!!!
        • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 18:22
          i miał w pewien sposób trochę racji

          płacenie za kobietę to pozostałość po patriarchalizmie
          kiedy to obowiązkiem kobiety było zajmowanie się domem, wychowywanie dzieci i posłuszeństwo mężowi, który jako jedyny zarabiał pieniądze

          tkwiąc w postawie "to facet powinien płacić", kobieta sama wprowadza patriarchalne zasady do relacji, powinna więc spodziewać się konsekwencji w postaci patriarchalnego traktowania i w innych kwestiach
          • lonely.stoner Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 19:32
            piataziuta napisała:

            > i miał w pewien sposób trochę racji
            >
            > płacenie za kobietę to pozostałość po patriarchalizmie
            > kiedy to obowiązkiem kobiety było zajmowanie się domem, wychowywanie dzieci i p
            > osłuszeństwo mężowi, który jako jedyny zarabiał pieniądze
            >
            > tkwiąc w postawie "to facet powinien płacić", kobieta sama wprowadza patriarcha
            > lne zasady do relacji, powinna więc spodziewać się konsekwencji w postaci patri
            > archalnego traktowania i w innych kwestiach

            to jest wg mnie totalne niezrozumienie kwesti - facet placi za kobiete na randce, to mezczyzna sie oswiadcza i kupuje pierscionek zareczynowy, itd. to nie sa zadne patriarchalne zasady. A seks stanowi przyjemnosc dla obu stron- chociaz za czasow patriarchatu to faktycznie bylo tak ze seks to byl przykry obowiazek malzenski i kobieta nie mogla decydowac z kim moze z kim nie, bo mogla tylko z mezem, a meza wybierali rodzice- to znaczy- tatus. Wszystkie zakompleksione kobiety jednak beda sobie ten mit powtarzac tak jak Ty to robisz, a wszystkie dusigrosze i biedaki typu johnny-kalesony ktorych beda wam ten mit wbijac do glowki zeby miec z kim sie bzykac. Proste!
            • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 19:51
              Wszystkie zakompleksione kobi
              > ety jednak beda sobie ten mit powtarzac tak jak Ty to robisz, a wszystkie dusig
              > rosze i biedaki typu johnny-kalesony ktorych beda wam ten mit wbijac do glowki
              > zeby miec z kim sie bzykac. Proste!

              :)
              Powoli przestaję się dziwić, dlaczego niektórzy nie traktują kobiet poważnie.
              Brak logiki, konsekwencji i stosowanie różnych zasad wybiórczo i według aktualnego widzimisię, zależnego od kierunku wiatru i odwracanie kota ogonem, w postaci personalnych ataków, gdy dyskusja robi się niewygodna.
              Bo pewnie jesteś za równouprawnieniem w kwestiach na których możesz zyskać, prawda?
              W kwestii płac, w kwestii wychowywania dzieci i zajmowania się domem?
              Jeśli nie, to przepraszam.

              > to jest wg mnie totalne niezrozumienie kwesti - facet placi za kobiete na randc
              > e, to mezczyzna sie oswiadcza i kupuje pierscionek zareczynowy, itd. to nie sa
              > zadne patriarchalne zasady.
              a jakie? matriarchalne? równouprawnione? :)
              • lonely.stoner Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:01
                co ma rownouprawnienie do zasad dobrego wychowania? to ty pisalas przeciez pare postow nizej ze nawet jak idziesz do znajomych to zabierasz wlasna butelke alkoholu- zeby bron boze nie pomysleli ze idzisz na sepa. To juz jest jakies wypaczone podejscie!
                • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:15
                  Nie.
                  Po prostu jak myślę, że nie dość, że koleżanka udostępnia lokal na spotkanie, po którym będzie musiała pół następnego dnia sprzątać, to niech nie musi chociaż swoich ciężko zarobionych, studenckich pieniędzy wydawać na sponsorowanie spotkania, z którego przyjemność czerpią wszyscy, nie tylko ona.
                  Przykładowo, dla niej koszt wina dla dziesięciu osób to 400 zł. A gdy każdy przyniesie jedno, zapłaci 40 i impreza będzie taka sama.
                  Oczywiście, że gdy koleżanka zechce sama wszystko zorganizować, to to zrobi.
                  Wtedy moje wino to prezent, który może schować do szafki lub wylać do kibelka jeśli ma na to ochotę.

                  • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:21
                    Ale "udostępnienie lokalu na spotkanie" to jednak nie to samo co "zaproszenie".
                    • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:23
                      Gdy koleżanka udostępnia lokal na imprezę, zwykle używa słowa "zapraszam".
                      • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:39
                        Niemniej jednak różnica pozostaje.
                        Jest coś takiego jak impreza składkowa, gdzie każdy coś przynosi. Nijak się to ma do płacenia, kiedy ktoś rzeczywiście Cię zaprasza do siebie lub do restauracji/kina/na koncert/gdziekolwiek.
                        • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 21:07
                          > Niemniej jednak różnica pozostaje.
                          > Jest coś takiego jak impreza składkowa, gdzie każdy coś przynosi. Nijak się to
                          > ma do płacenia, kiedy ktoś rzeczywiście Cię zaprasza do siebie lub do restaurac
                          > ji/kina/na koncert/gdziekolwiek.

                          Przecież zaprasza rzeczywiście, na imprezę składkową. Ja tam pewnie w nieco dziwnych mini-społecznościach koegzystuję, ale imprezy (w przypadku osób z mojego pokolenia) typu gospodarz/zapraszający za wszystko płaci zdarzają się jedynie w przypadku urodzin itp. (ale wtedy goście dorzucają się w "prezentach"), w innych przypadkach są to w mniejszym lub większym stopniu imprezy składkowe. Baaaa... w przypadku np. miejsca pracy nawet jeżeli ktoś zaprasza np. na imprezę pożegnalną do jakiegoś pubu/restauracji, to też płaci za 2-3 kolejki, nie więcej. I dla wszystkich jest to NORMALNE i AKCEPTOWALNE.
              • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:12
                > Powoli przestaję się dziwić, dlaczego niektórzy nie traktują kobiet poważnie.
                > Brak logiki, konsekwencji i stosowanie różnych zasad wybiórczo i według aktualn
                > ego widzimisię, zależnego od kierunku wiatru i odwracanie kota ogonem, w postac
                > i personalnych ataków, gdy dyskusja robi się niewygodna.
                > Bo pewnie jesteś za równouprawnieniem w kwestiach na których możesz zyskać, pra
                > wda?
                > W kwestii płac, w kwestii wychowywania dzieci i zajmowania się domem?
                > Jeśli nie, to przepraszam.

                Oraz w kwestii ciąży, porodu i sikania na stojąco.
                Chyba nie wyłączasz z niewiadomych powodów tych aspektów równouprawnienia?
                Jeśli nie, to przepraszam.
        • senseiek Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie ... 23.04.13, 18:43
          > Przeciez on placi za Ciebie nie daltego ze Cie nie stac, tylko po to zeby Ci sprawic przyjemnosc!!!

          Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie przyjemnosci.. ;)
          • lonely.stoner Re: Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie ... 23.04.13, 19:29
            senseiek napisał:

            > > Przeciez on placi za Ciebie nie daltego ze Cie nie stac, tylko po to zeb
            > y Ci sprawic przyjemnosc!!!
            >
            > Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie przyjemnosci.. ;)

            no tak, ale placenie za kobiete na randce to taki sam rodzaj sprawiania jej przyjemnosci i zdobywania jak zareczyny i pierscionek - w oncu to facet sie oswiadcza i kupuje pierscionek nie na odwrot.
            • rekreativa Re: Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie ... 23.04.13, 19:59
              Dupa tam.
              Po to równouprawnienie jest, żeby se i babka mogła rąbnąć na kolanko i się oświadczyć.
              :P
              • piataziuta Re: Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie ... 23.04.13, 20:03
                buk sięęęę rooooooodziiii moc truuuchleeeeeeeejeeee...
                ...
                [i]
              • lonely.stoner Re: Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie ... 23.04.13, 20:04
                rekreativa napisała:

                > Dupa tam.
                > Po to równouprawnienie jest, żeby se i babka mogła rąbnąć na kolanko i się oświ
                > adczyć.
                > :P

                hehe- no wlasnie pitaziuta mnie uswiadamia powyzej ze po wlasnie rownouprawnienie jest!!!! dziwi mnie ze w tych czasach niektorym do tej pory sie kojarzy ze rownouprawnienie to np. spalenie biustonoszy na stosie, i placenie za siebie na randce :D
                • piataziuta Re: Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie ... 23.04.13, 20:18
                  więdną mi moje 10 palcy jusz
                  może na prawdę z choinki się urwałam, kto wie
                  • szymon_gw Re: Znam lepsze sposoby na robienie kobiecie ... 25.04.13, 23:34
                    piataziuta napisała:
                    > więdną mi moje 10 palcy jusz
                    > może na prawdę z choinki się urwałam, kto wie

                    Nie, nie urwałaś się z choinki. Po prostu z podziwu godną konsekwencją podchodzisz do feministycznie (tak to widzę) rozumianego równouprawnienia płci i wynikającego z niego partnerstwa. Przy czym gdybym się umówił z Tobą na randkę, to jednak nalegałbym na to, że to ja zapłacę, a wcześniej pewnie bym się starał Cię przekonać, ile to niepotrzebnego zamieszania w głowach młodych,i nie tylko, kobiet wyrządza feminizm. Ale to już raczej z czystej przekory :) Na pewno jednak zaimponowałaby mi Twoja konsekwencja i "niewybiórczość" w odniesieniu do wyznawanych wartości.
      • grassant Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 19:05
        Ja zawsze wtedy czuje sie jakos glupio:/

        tak, czujesz się. wyjmij pieniądze i zapłać, nie będziesz się tak czułą.
    • piataziuta co??? 23.04.13, 14:44
      chyba masz cos nie tak pod kopułą, albo może twoje źródła informacji

      z jakiej kasy ktokolwiek miałby ci cokolwiek sponsorować???
      takie podejście to szczyt bezczelności
      ZAWSZE gdy idzie się na jakiekolwiek spotkania, idzie się z pieniędzmi przy sobie i oczywistym jest że płacisz za siebie

      może być tak, ale nie musi, że ktoś z jakichś powodów chce zapłacić za oboje i możesz, ale nie musisz się na to zgodzić
      i odwrotnie, też możesz za kogoś zapłacić jeśli chcesz i jeśli ktoś się na to zgodzi

      rozpatrywanie czy ktoś więcej zarabia i czy użył słowa "zapraszam" i używanie tego jako pretekstu, żeby coś od kogoś wysępić, to naprawdę szczyty... nawet nie wiem czego, brak mi słów
      • wolverine_14 Re: co??? 23.04.13, 18:39
        Oj ziuta, ziuta, chyba lewą nogą dzisiaj wstałaś. W którym miejscu to niby napisałem, iż chciałbym by mi ktokolwiek cokolwiek sponsorował, a w szczególności dziewoja, z którą się wybieram na spotkanie towarzyskie czy też randkę?
        • piataziuta Re: co??? 23.04.13, 18:42
          sory, myślałam żeś płci żeńskiej
          i tak, wstałam lewą nogą :P
        • jeriomina Re: co??? 23.04.13, 18:43
          Cóż, drogi autorze wątku, musisz się przyzwyczaić do tego, że na tym forum niektórzy są mistrzami nadinterpretacji ;-)
          • piataziuta Re: co??? 23.04.13, 19:03
            Czemu tak bardzo się boisz precyzować o kim piszesz swoje posty i nazywać rzeczy po imieniu, Prudziu?

            • jeriomina Re: co??? 23.04.13, 19:04
              Drzewko chyba Ci się pomyliło :P
              • piataziuta Re: co??? 23.04.13, 19:13
                Nie wiem czy wiesz, ale brak odwagi i preferowanie szeptania za plecami, od mówienia rzeczy wprost, to cecha bardzo wpisująca się w profil charakterologiczny pruderyjnych, konserwatywnych dziewoj. :)
                • jeriomina Re: co??? 23.04.13, 19:15
                  Widzę, że pomyliłaś nie tylko drzewko, ale i wątek oraz osobę, do której adresujesz te wypociny :)
                  • piataziuta Re: co??? 23.04.13, 19:22
                    Jasne, jasne.
                    • wolverine_14 Re: co??? 23.04.13, 20:18
                      Zostawić baby na chwilę i już się kłócą :P

                      Spoooooooooookóóóóóóóóóóóóój!!!
                      • rekreativa Re: co??? 23.04.13, 20:24
                        Nie ma to jak wsadzić kij w mrowisko i pójść w cholerę, nie?
                        :P
                        • wolverine_14 Re: co??? 25.04.13, 21:08
                          Przygotowywałem się do oglądania meczu :P
      • a1ma Re: co??? 23.04.13, 18:51
        A jak zapraszasz gości do domu, to przedstawiasz im na koniec wizyty rachunek z Lidla i proponujesz podział po połowie, co i tak jest wspaniałomyślne z Twojej strony, bo przecież Ty płaciłaś za benzynę i za wodę do zmywania też zapłacisz.
        • piataziuta Re: co??? 23.04.13, 18:57
          Nie.

          Ale jak jadę do znajomych na imprezę, to przynoszę swój alkohol, często pomagam w przygotowaniach i sprzątaniu po.
          Moi znajomi podobnie.
          Dziwi cię to?
          • a1ma Re: co??? 23.04.13, 19:02
            Owszem. Nie przywykłam do tego, żeby ktoś właził mi do kuchni z brudnymi naczyniami i zdecydowanie nie oczekuję tego od moich gości, wręcz przeciwnie.
            Jak kogoś zapraszam, to go goszczę, proste. A jeśli przynosi wino, to traktuję je jako prezent, a nie brakujący artykuł spożywczy, który postawię na stół.
            • piataziuta Re: co??? 23.04.13, 19:08
              Gościsz swoich gości we własnym domu, więc goście powinni uszanować twoje zasady.
              Gdy ludzie spotykają się na neutralnym gruncie, nikt nie powinien oczekiwać, że się za niego zapłaci.
              • a1ma Re: co??? 23.04.13, 19:10
                Jeśli kogoś zapraszam do domu, to go goszczę, a nie oczekuję, że po sobie posprząta.
                Jeśli zapraszam go do restauracji, to za niego płacę, proste.

                I to działa w drugą stronę - nie zmywam po sobie u znajomych i nie płacę za atrakcje, na które zostałam ZAPROSZONA.
                • piataziuta Re: co??? 23.04.13, 19:20
                  "Hej a1ma, zorganizowałam spotkanie z naszymi starymi kumpelami w reastauracji X, serdecznie zapraszam, wpadniesz?". Impreza była gruba, więc rachunek zrobił się duży.
                  Co robisz? Karczemną awanturę, gdy padnie sugestia o podzieleniu rachunku? Bo padło słowo "zapraszam"?
                  Czy może wychodzisz zanim dojdzie do płacenia?
                  • a1ma Re: co??? 23.04.13, 19:47
                    Tak, zawsze wychodzę wcześniej, to chyba oczywiste.
      • kora3 No nie Ziuto 24.04.13, 09:45
        piataziuta napisała:

        > ZAWSZE gdy idzie się na jakiekolwiek spotkania, idzie się z pieniędzmi przy sob
        > ie i oczywistym jest że płacisz za siebie

        >
        Pierwsza czesc Twego zdania jest bardziej niz rozsądna - niezaleznie od sytuacji zawsze dobrze jest mieć kase przy sobie. Natomiast druga - nie.

        Wcale nie jest oczywiste, jakoby osoba ZAPROSZONA miała płacić za siebie. I nie sądz ze chodzi i o jakieś sponsorowanie, czy "cóś". Chodzi o zasadę. Jesli ktoś kogoś zaprasza - oczywistym jest, że bierze na siebie koszty.
        Nie byłabś zdziwiona, gdyby zaprosil Cię ktoś np. na urodziny i oczekiwał, ze za siebie zapłącisz? Nie chodzi o to, że nie mialabyś na to, tylko o sam fakt.

        Natomiast - owszem masz rację - nie ma znaczenia kto jest lepiej sytuowany itd. Fakt, że ktoś zarabia/ma wiecej nie oznacza bynajmniej, ze ma kogokolwiek sponsorować. Tego rodzaju oczekiwania są bezczelne.

        Przyznam się, ze nie spotkalam sie z sytuacją, by mezczyzna, z którym umówilam się na randkę oczekiwał, bym za siebie zapłącila. Ja nawet takich kolegów nie mam :)
        • piataziuta Re: No nie Ziuto 24.04.13, 12:02
          No dobrze, wiem już jak uważa większość piszących tu.

          Ja nie daję za siebie płacić obcym facetom, nawet na randce, bo nie podoba mi się wprowadzanie takiej zależności - że facet płaci, tak jakby był gospodarzem, szefem, który ustala zasady, a ja powinnam się w zamian wdzięczyć i być miłą.
          Jest to symbolika, która w życiu sprowadza się do prostego hasła: kto daje kasę ten rządzi.

          Oczywiście, że nie narzucam rozliczania się co do grosza, tylko jeśli sytuacja ma potencjał stania się niezręczną, płacę za oboje sama i robię to z uśmiechem.

          Analogicznie, niedobrze mi się robi gdy słyszę o zasadach, że to facet powinien zdobywać, a kobieta to trofeum.
          Ja nie jestem żadnym trofeum, ani żadnym innym przedmiotem, na który facet ma zapracować, a potem go sobie zwyczajnie zawłaszczyć i dysponować nim.
          I bardzo żal mi kobiet, które tego oczekują.
          Ja jestem partnerką i oczekuję partnerstwa.
          Co prawda mało kto daje radę moim partnerskim wymaganiom sprostać, ale to już inna sprawa. :P

          Jeżeli koleżanka zaprasza mnie na piwo, czy kolację, w życiu mi nie przyjdzie do głowy, żeby miała za mnie płacić, tylko dlatego że nieopatrznie użyła słowa "zapraszam". Jak pokazują doświadczenia, żadna koleżanka nie miała też nigdy takiego zamiaru, bo nigdy nie usłyszałam stwierdzenia "ja zapraszałam więc ja płacę".
          W ogóle pieniądze, płacenie i to gdzie jesteśmy i spożywamy, raczej nie ma szczególnie znaczenia. Wartością jest raczej samo spotkanie i rozmowa, niż leciwe zasady savoir vivre'u.

          To samo się tyczy spotkań grupowych. Nie widzę powodów dla których jedna osoba miałaby ponosić koszty całego spotkania, z którego przyjemność czerpie każdy. Jeżeli ktoś ma ochotę postawić wszystkim kolejkę, to to robi i wszystkim jest wtedy miło, ale nie ma takiego obowiązku, tylko dlatego, że ktoś wyszedł z inicjatywą i zorganizował spotkanie.

          Pracowałam trochę w restauracji i byłam świadkiem niejednokrotnie, gdy spotykała się grupa znajomych, która drinkowała, podjadała i bawiła się wesoło, a na końcu zostawały dwie osoby, które doznawały szoku, ze pozostał im nieuregulowany rachunek za parę osób, które po prostu wyszły.
          I co ciekawe, zwykle były to właśnie grupy kobiet w średnim wieku.
          Młodzież zwykle się zrzuca na bieżąco, a wśród imprezujących panów zwykle jest jeden - dwóch liderów, którzy płacą jeszcze zanim impreza się skończy.

          To nie w moim stylu tyle pisać, ale niech już stracę... ;)
          • jeriomina Re: No nie Ziuto 24.04.13, 12:05
            piataziuta napisała:

            > No dobrze, wiem już jak uważa większość piszących tu.
            >
            > Ja nie daję za siebie płacić obcym facetom, nawet na randce, bo nie podoba mi s
            > ię wprowadzanie takiej zależności - że facet płaci, tak jakby był gospodarzem,
            > szefem, który ustala zasady, a ja powinnam się w zamian wdzięczyć i być miłą.
            > Jest to symbolika, która w życiu sprowadza się do prostego hasła: kto daje kasę
            > ten rządzi.
            >
            To przykre, że najwyraźniej tylko takie masz doświadczenia z mężczyznami.
            Uwierz, są tacy, którzy płacąc wcale niczego nie oczekują. Nawet bycia miłym.
            • piataziuta Re: No nie Ziuto 24.04.13, 12:14
              To nie ma nic wspólnego z facetami których spotykałam.
              To są pewne oczywiste zasady, które warto zaznaczyć, jeszcze zanim dojdzie do jakiejkolwiek sytuacji.
              Oczywiście o ile się takowe wyznaje.
            • piataziuta Re: No nie Ziuto 24.04.13, 12:16
              Dawać za siebie płacić, a potem mówić "oczekuję partnerstwa!", to dopiero brak konsekwencji.
              • jeriomina Re: No nie Ziuto 24.04.13, 12:22
                Jak już napisałam wyżej, zawsze mam ze sobą pieniądze i zawsze wychodzę z inicjatywą zapłacenia za siebie. I na płacenie za mnie upierali się nie tylko faceci, którzy ewentualnie na coś liczyli, wręcz powiem, że z tym akurat różnie bywało ;-) ale zwykli koledzy, kumple, z którymi na pewno o żadnych zobowiązaniach, o jakich wspominałaś, mowy nie ma. To po prostu kwestia zasad, owszem ale chyba bardziej tych, w których mężczyzna został wychowany.
                • piataziuta Re: No nie Ziuto 24.04.13, 12:46
                  Dżizys, naprawdę, z inteligencją chyba u ciebie nie najlepiej.

                  Jeżeli się ma jakieś zasady i przekonania, to je się stosuje bez oglądania się faceta.

                  I naprawdę, nie ma potrzeby w każdym poście podkreślać, jak to się z tobą faceci nie umawiali, wiemy to już wszyscy.
                  • jeriomina Re: No nie Ziuto 24.04.13, 13:03
                    Argumenty (kiepskie zresztą) ad personam nie świadczą najlepiej o rozmówcy. Widać wyraźnie, że z Tobą nie da się rzeczowo na żaden temat porozmawiać.
                    EOT.
              • kora3 hmmm Ziuto nie wiem ile masz lat 24.04.13, 13:53
                i ile doświadczenia w tym "partnerstwie" oraz jakiego, ale wybacz, brzmisz mi nieco infantylnie.
                Nie gniewaj się, bo uwaga nie jest obliczona na złośliwosc. Po prostu - dla mnie dziecinne i głupie wydaje się przekonanie, iż ktokolwiek oczekiwalby jakiejś czołobitności z powodu zapłącenia za czyjąs kawe, czy drinka (np.) - pisząc ktokolwiek mam na mysli zarówno relację damsko- meską, jak i kolezeńską. To są takie kwoty, o których wczesniej pisałam, że nie rodza zobowiazan. Inaczej rzecz ma sie z drogimi prezentami np.

                Jak pisalam, ja jestem pani "starej daty":) i takich mezczyzn od zawsze spotykalam. Nie tylko w relacjach damsko-meskich, ale także kolezeńskich. Jednakowoż nie widze niczego zlego w tym, że kobieta nie chce by za nią placono. Tyle tylko, że osoba ostentacyjnie łącaca za swoją kawe kilkanaście zlotych i podkreslająca, ze nie chce by jej fundowano jest zwyczajnie (w pewnym wieku bedąc - nie dot. nastolatek) smieszna. Ktoś chcący, by relacja byla zgodna z jego zasadami powinien potrafić wypracowac sobie to taktownie:)

                A na marginesie - nie zawsze jest tak, że w powaznym już zwiazku typu małżeńśtwo, mieszkanie razem itp. oboje zarabiają przyblizone kwoty. Bywa tak, że jedno z partnerow zarabia duzo wiecej niz drugie. W tej sytuacji takze uwazasz, że kadzy płąci za siebie, po połowie na utrzymanie domu itp.?
          • kora3 E no chwila Ziuto - ustalmy o czym rozmawiamy ok? 24.04.13, 13:41
            odniosłam sie do Twej wypowiedzi do autorki wątku. Pisalaś, ze nie ma sytuacji, w której ktoś za kogoś powinien zaplacić. Napisałam, ze jest i jest wowczas, gdy się kogoś zaprasza.
            W sytuacji zaproszenia nie ma znaczenie jakiej plci są zapraszający i zapraszani.

            piataziuta napisała:
            .
            >
            > Ja nie daję za siebie płacić obcym facetom, nawet na randce, bo nie podoba mi s
            > ię wprowadzanie takiej zależności - że facet płaci, tak jakby był gospodarzem,
            > szefem, który ustala zasady, a ja powinnam się w zamian wdzięczyć i być miłą.


            Hmmm no powiem Ci, że albo spotykasz nieciekawych facetó, albo masz ogolnie o mezczyznach zle zdanie, ktorego ja nie podzielam akurat:)

            >
            > Oczywiście, że nie narzucam rozliczania się co do grosza, tylko jeśli sytuacja
            > ma potencjał stania się niezręczną, płacę za oboje sama i robię to z uśmiechem.


            Ależ to oczywiste - sama o takich sytuacjach, które moga być dla mnie niezreczne napisałam.
            >

            > Ja nie jestem żadnym trofeum, ani żadnym innym przedmiotem, na który facet ma z
            > apracować, a potem go sobie zwyczajnie zawłaszczyć i dysponować nim.


            No wiesz, a ja uwazam, ze facet ma zdobywac - nie tyle kobiete w sensie "trofeum" co jej wzgledy. Do głowy mi przy tym nie przyszło, że zdoibywszy je ma zawłąszczac kobietę i dysponowac nią - skąd to wzięłąś u licha?

            Wybacz, że pytam, ale dla mnie to jakies patologiczne spojrzenie
            > Co prawda mało kto daje radę moim partnerskim wymaganiom sprostać, ale to już i
            > nna sprawa. :P


            A jakież to wymagania? Pytam z ciekawosci, bo na tym forum za ogromne wymaganie niektórzy uwazają takie, zeby gośc nie był biedakiem :)
            >
            > Jeżeli koleżanka zaprasza mnie na piwo, czy kolację, w życiu mi nie przyjdzie d
            > o głowy, żeby miała za mnie płacić, tylko dlatego że nieopatrznie użyła słowa "
            > zapraszam".


            E no chwila, chwila Ziuto powoli. Nie chodzi o "zapraszam" użyte w innym kontekscie:) Chodzi o ZAPROSZENIE - co tu niezrozumialego? Jesli ja kogos zapraszam np. na kolację, drinka, imprezę urodzinową/imieninową to nie robie tego przypadkowo i do głowy by mi nie przyszło oczekiwać, ze te aproszone osoby zapłacą za siebie albo zrzucą się na koszty jadla i napitku w domu.
            Jesli natomiast kolezanka pyta "Moze pójdziemy po pracy na piwo?" to z kolei tego nie traktuje jako zaproszenie i oczywiste jest dla mnie ze to PROPOZYCJA.


            >
            > Pracowałam trochę w restauracji i byłam świadkiem niejednokrotnie, gdy spotykał
            > a się grupa znajomych, która drinkowała, podjadała i bawiła się wesoło, a na ko
            > ńcu zostawały dwie osoby, które doznawały szoku, ze pozostał im nieuregulowany
            > rachunek za parę osób, które po prostu wyszły.


            Wiesz tego rodzaju sytuacja jest niedopuszczalna i w ogóle nie ma o czym mówić.
    • kochanic.a.francuza Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 17:53
      Zaprosilam nie raz i nie dwa kolege na kawe i sama zaplacilam.
      Na randce nie moglabym za siebie zaplacic-miaj mi romantyczny nastroj, a co do za randka bez romantyzu. Do dzisiaj mi tak zostalo, ze jak ide gdzies z mezem i to ja place, to mi mniej smakuje:/ Nie wiem dlaczego, ale tak juz mam.
      Co do spotkan biznesowych, nie wiem jak w Polsce, ale u mnie nigdy nie placu klient. Czyli: jak sie umowilam z developerem w sprawie kupna od niego mieszkania, to on placi za kawe i kropka. Przeciez w salonie fryzjerskim, klientka nie stawia kawy fryzjerce, tylko salon klientce nie nie?
      Oczywiscie konsumpcja konczy sie na filizance czegos tam. No...chyba, ze to jakies specyficzne uklady biznesowe.
      • senseiek Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 18:49
        > Do dzisiaj mi tak zostalo, ze jak ide gdzies z mezem i
        > to ja place, to mi mniej smakuje:/ Nie wiem dlaczego, ale tak juz mam.

        Mi tam wodka lepiej smakuje jak ja kolega przyniesie... :P

      • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 21:31
        > Na randce nie moglabym za siebie zaplacic-miaj mi romantyczny nastroj, a co do
        > za randka bez romantyzu.

        No, ale przecież płacisz już teoretycznie por andce ... chyba że zamierzasz ją gdzieś kontynuować.


        > Do dzisiaj mi tak zostalo, ze jak ide gdzies z mezem i
        > to ja place, to mi mniej smakuje:/ Nie wiem dlaczego, ale tak juz mam.

        Przed opłaceniem ustalasz kto płaci?
        I czy chodzi Ci o to, że płacisz z puli swoich pieniędzy (a co za tym idzie masz oddzielne pieniądze ze swoim mężem), czy tez gdy bezpośrednio Ty płacisz (dajesz np. pieniądze komuś z obsługi klienta).

        > Przeciez w salonie fryzjerskim, klientka nie st
        > awia kawy fryzjerce, tylko salon klientce nie nie?

        Nie wiem, mnie tam nigdy w salonie fryzjerskim nie proponowano kawy, z drugiej strony ... i tak bym nie skorzystał.
    • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 18:42
      Małe sprostowanie, ponieważ chyba zostałem źle zrozumiany: w przypadku spotkań ze współpracownikami/czkami nie chodziło mi o spotkania "biznesowe".
    • lonely.stoner Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:12
      w ogole to sobie mysle ze ja pierdziele- nie chcialabym miec do czynienia z kims kto oczekuje ze jak przyjde w gosci to mam wlasny alkohol przyniesc- bo jak nie to wyjde na sepa, z facetem ktory by mnie na randke do kawiarni zaprosil i kazal wyskoczyc ze zl 8.46 (bo tyle wyszedl rachunek na pol), albo zeby mi ktos po np. zaproszeniu na grilla wystawia rachunek ze zjadlam za tyle i tyle wiec mam zaplacic. Takie rozliczanie sie co do grosza to jest chore. Nie stac Cie na przyjmowanie gosci, zaproszenie dziewczyne na randke czy urzadzenie grilla to nie rob - zamiast wyjsc na prostaka. Rozumiem - jakby to byla kwota powyzej 200zl to by mozna faktycznie debatowac, ale zeby kogos rozliczac za jakies tam jedzenie w knajpie? Te lunche biznesowe tez sie przeciez zazwyczaj nie odbywaja w jakis lokalach gdzie ceny sa z kosmosu, ale gdzie 100zl za posilek + kieliszek wina wynosi.
      No i juz zupelnie abstrahujac od tematu- skoro mnie ktos zaprasza gdzies tam, to ta osoba wybiera miejsce gdzie sie spotkamy- jesli facet zaprasza dziewczyne i wybiera jakis konkretny lokal to znaczy ze go na to stac- no chyba ze zanim pojda na randke on powie tak: sluchaj, wymyslilem ze umowimy sie w restauracji XXX, a tam obaid + wino kosztuje ok. 150zl od osoby, bedziemy sie zrzucac na pol- pasuje Ci? no bo jak nie to mozemy isc do kawiarni gdzie kawa+ ciacho kosztuje 15 zl od osoby. HAHAHAHA :D
      • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:16
        > w ogole to sobie mysle ze ja pierdziele- nie chcialabym miec do czynienia z kim
        > s kto oczekuje ze jak przyjde w gosci to mam wlasny alkohol przyniesc- bo jak n
        > ie to wyjde na sepa, z facetem ktory by mnie na randke do kawiarni zaprosil i k
        > azal wyskoczyc ze zl 8.46 (bo tyle wyszedl rachunek na pol), albo zeby mi ktos
        > po np. zaproszeniu na grilla wystawia rachunek ze zjadlam za tyle i tyle wiec m
        > am zaplacic. Takie rozliczanie sie co do grosza to jest chore. Nie stac Cie na
        > przyjmowanie gosci, zaproszenie dziewczyne na randke czy urzadzenie grilla to n
        > ie rob - zamiast wyjsc na prostaka.

        Ototo.

        > No i juz zupelnie abstrahujac od tematu- skoro mnie ktos zaprasza gdzies tam, t
        > o ta osoba wybiera miejsce gdzie sie spotkamy- jesli facet zaprasza dziewczyne
        > i wybiera jakis konkretny lokal to znaczy ze go na to stac- no chyba ze zanim p
        > ojda na randke on powie tak: sluchaj, wymyslilem ze umowimy sie w restauracji X
        > XX, a tam obaid + wino kosztuje ok. 150zl od osoby, bedziemy sie zrzucac na pol
        > - pasuje Ci? no bo jak nie to mozemy isc do kawiarni gdzie kawa+ ciacho kosztuj
        > e 15 zl od osoby. HAHAHAHA :D

        To niby jest zabawne i nie jest. Bo zapraszający rzeczywiście wybiera miejsce i co za tym idzie - zakres finansowy. I nieelegancko jest oczekiwać, że ktoś pokryje za niego pół rachunku w wybranym miejscu, jeśli to wysoki rachunek, a jeśli niski - to nie ma o czym gadać, tak?
        • wolverine_14 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 21:16
          > To niby jest zabawne i nie jest. Bo zapraszający rzeczywiście wybiera miejsce i
          > co za tym idzie - zakres finansowy. I nieelegancko jest oczekiwać, że ktoś pok
          > ryje za niego pół rachunku w wybranym miejscu, jeśli to wysoki rachunek, a jeśl
          > i niski - to nie ma o czym gadać, tak?

          Wybiera... wstępnie, nie wydaje mi się jednak by miejsce było nienegocjowalne (przynajmniej w większości przypadków). Nigdy nie zdarzyło Ci się dać kontrpropozycji do czyjejś propozycji? Tak na wszystko się zgadzasz bez zająknięcia? Robisz zawsze dokładnie to co inni chcą?
      • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:33
        rozmowa nie jest o tym żeby rozliczać się co do grosza, tylko o tym czy ktoś powinien za ciebie płacić
        • rekreativa Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:58
          Są sytuacje, gdzie tradycja podpowiada, kto płaci (jak np. randka).
          Natomiast to, że jest jakaś tradycja, nie znaczy, że ja mam psi obowiązek jej przestrzegać. Tyle że to warto ustalić wcześniej, coby nie wpaść w takie tarapaty, że od nas oczekują zapłacenia, a w portfelu brakło.
          • szymon_gw Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 25.04.13, 23:14
            rekreativa napisała:
            > Są sytuacje, gdzie tradycja podpowiada, kto płaci (jak np. randka).
            > Natomiast to, że jest jakaś tradycja, nie znaczy, że ja mam psi obowiązek jej
            > przestrzegać. Tyle że to warto ustalić wcześniej, coby nie wpaść w takie tarapaty(...)
            > y, że od nas oczekują zapłacenia, a w portfelu brakło.

            A czy jak okres randkowania przejdzie w etap wspólnego zamieszkania, to tradycja dalej podpowiada, że kobieta powinna zająć się tradycyjnie całością typowych prac domowych, które tradycyjnie są na głowie kobiety, czy też raczej wtedy to już nie ma psiego obowiązku jej przestrzegać i włączamy opcje "partnerstwo"? Jasne, że warto to ustalić wcześniej (przed zamieszkaniem razem), coby nie wpaść w tarapaty :)
    • mila2712 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:17
      Jeżeli mężczyzna zaprasza to płaci
      jeżeli to spotkanie w gronie znajomych / koleżeńskie to zazwyczaj zrzutka
      • gree.nka Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:26
        mila2712 napisała:

        > Jeżeli mężczyzna zaprasza to płaci
        > jeżeli to spotkanie w gronie znajomych / koleżeńskie to zazwyczaj zrzutka
        no ale jak prosi tylko koleżankę , to koleżanka może pomyśleć, że on zaprasza
        • mila2712 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:29
          jeżeli to jest szczególna koleżanka to zapłaci
          jeśli to tylko koleżanka z pracy a on jest dżentelmenem ( och chyba już takich mężczyzn nie ma ) to też zapłaci :)))
          • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:40
            Są, owszem.
            • mila2712 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:44
              a1ma napisała:

              > Są, owszem.

              Ciekawe ....
              na tym forum może 3 ....
              • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:51
                A kto szuka prawdziwych mężczyzn na forum "Kobieta"? ;-)
                Mnie się jeszcze nie zdarzyło płacić za siebie w męskim towarzystwie i nie dlatego, że nie proponowałam. Po prostu żaden facet nigdy nie zgodził się na taką propozycję.
                • mila2712 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:54
                  a1ma napisała:

                  > A kto szuka prawdziwych mężczyzn na forum "Kobieta"? ;-)

                  ależ ja ich nie szukałam, to wychodzi podczas rozmowy ....


                  > Mnie się jeszcze nie zdarzyło płacić za siebie w męskim towarzystwie i nie dlat
                  > ego, że nie proponowałam. Po prostu żaden facet nigdy nie zgodził się na taką p
                  > ropozycję.

                  ja nie zdążyłam zaproponować....... kilku dżentelmenów w swoim życiu spotkałam
    • six_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 20:58
      dobra, kto mi postawi, bo jakiś bajzel tu robicie, a najważniejszego nikt nie poruszył.
      • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 21:41
        ja!
        :P
        • rekreativa Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 22:06
          No co Ty?
          Cwaniara chce znaleźć frajera, a Ty się sama podkładasz?
          :P
          • six_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 22:11
            no co:) ruszam na żebry, to ostatnio modne:)
            • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 22:15
              co lepiej?
              poczytać
              poćwiczyć
              czy napić się wina na balkonie?
              • six_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 22:16
                zrób wszystko, co się będziesz ograniczać:)
                może wino na końcu:), żeby nie zacząć ćwiczyć na balustradzie balkonowej. chyba że to parter, to można.
          • piataziuta Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 22:12
            nie ma nic złego w stawianiu komuś czegoś
            w przeciwieństwie, od oczekiwania, że ktoś będzie za ciebie płacił :P
            • rekreativa Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 23.04.13, 22:17
              Ja tam zawsze kasiorkę przy sobie miałam.
              Tyle że się spotykałam z ubogimi studentami :) Więc bywałam sponsorką bułek z jogurtem :P
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 11:36
      Idea płacenia za kobietę wynika z dwóch źródeł.
      1. Z czasów gdy mężczyzna o wszystkim decydował, zresztą kobieta i tak pieniędzy nie miała :)
      2. Z powodów z jakich powstało całe savoir-vivre. Czyli w celu takiego uregulowania zachowań społecznych, alby nie powstawały wątpliwości i sytuacje sprawiający dyskomfort.

      Powód pierwszy na szczęście zniknął, drugi cały czas jest aktualny.
      Mężczyzna nie płaci dlatego że chce coś kupić czy zaimponować, tylko dlatego że się tak przyjęło.
      On wie że ma zapłacić, ona wie że on zapłaci. Wszystko jest wiadome i proste. Nie spowoduje zakłopotania. Jeśli ona powie że płaci za siebie, to on też już wie jak ten gest odczytać.

      Naturalnie to wszystko działa w sytuacjach społecznie jednoznacznych. Czyli jeśli faktycznie wiadomo że dane spotkanie to randka. Aha - randka to nie musi być kawka, to nawet wspólny wypad na ryby może być, ważne że intencja jest damsko-męska.
      Jeśli ta intencja nie jest określona, to domyślnym podejściem jest "każdy płaci za siebie", ewentualnie można przyjąć ofertę pokrycia kosztów przez drugą osobę, jeśli jest to osoba bliska - bliski przyjaciel/znajomy.
      Co więcej - jeśli intencja randkowa nie jest określona, a osoba nie jest bliska, to propozycja zapłaty za kogoś jest niezgodna z SV - bo może powodować zakłopotanie, poprzez stworzenie wrażenia że w danym spotkaniu chodziło o coś innego.
      • wez_sie Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 11:45
        troche piszesz glupoty, bo wiele dziewczyn czuje sie niekomfortowo, jak facet ma za wszystko becelowac.
        nie wiem w jakim ty towarzystwie sie obracasz, ale ja czesciej sie spotkalem z sytuacja, gdy dupeczka chciala sie zrzucac na pol albo np ja kupilem pitce, a ona pozniej 0,2 zoladkowej gorzkiej.
        i uwierzysz lub nie i tak wiekszosc tych znajomosci zostala skonsumowana, wiec ma sie to nijak do twoich teorii, ze jak babka chce placic za siebie to od razu randka nieudana.

        czasy sie zmienily i relacje damsko meskie sie zmienily, ale ty i janek hus widze wciaz jestescie w XX wieku i mnie nie dziwi, ze takie nieogary jestescie
      • jeriomina Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 11:52
        > li faktycznie wiadomo że dane spotkanie to randka. Aha - randka to nie musi być
        > kawka, to nawet wspólny wypad na ryby może być, ważne że intencja jest damsko-
        > męska.

        Graf, nie uważasz chyba, że każde spotkanie damsko-męskie to randka???
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 12:08

          > Graf, nie uważasz chyba, że każde spotkanie damsko-męskie to randka???

          Oczywiście że nie. Ale każde zajęcie randką MOŻE być. Nie tylko obiad/kino/kawa.

          Jak oboje łowić ryby umiemy i lubimy to to randka być nie musi. Ale jak ty nie masz o tym zielonego pojęcia... to kontekst się sam narzuca :) Aha - w takim wypadku wypada wyrażać zachwyt nad każdą zdobyczą mężczyzny, jego sprawnością i takie tam :D
          • jeriomina Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 12:13
            g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

            Aha - w takim wy
            > padku wypada wyrażać zachwyt nad każdą zdobyczą mężczyzny, jego sprawnością i t
            > akie tam :D

            To zawsze się sprawdza. Zresztą, najlepiej po prostu robić to szczerze :) czyli najlepiej randkować z kimś, kto faktycznie robi coś sprawnie, dobrze, mądrze.
          • mila2712 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 12:13
            g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

            >
            > > Graf, nie uważasz chyba, że każde spotkanie damsko-męskie to randka???
            >
            > Oczywiście że nie. Ale każde zajęcie randką MOŻE być. Nie tylko obiad/kino/kawa
            > .
            >
            > Jak oboje łowić ryby umiemy i lubimy to to randka być nie musi. Ale jak ty nie
            > masz o tym zielonego pojęcia... to kontekst się sam narzuca :) Aha - w takim wy
            > padku wypada wyrażać zachwyt nad każdą zdobyczą mężczyzny, jego sprawnością i t
            > akie tam :D

            hahahahah
            och och jak Ty wspaniale nabijasz tego robaczka ....... a jak trzymasz wędkę ...... ja bym tak nie potrafiła.....

            Oj Grafie ale dzisiaj u Ciebie twórczy dzień :p
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 12:15

              > hahahahah
              > och och jak Ty wspaniale nabijasz tego robaczka ....... a jak trzymasz wędkę ..
              > .... ja bym tak nie potrafiła.....
              >
              > Oj Grafie ale dzisiaj u Ciebie twórczy dzień :p

              Jak to mówią.
              Nic nie działa na faceta bardziej niż wrażenie które robi na kobiecie :)
              • mila2712 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 12:17
                g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                >
                > > hahahahah
                > > och och jak Ty wspaniale nabijasz tego robaczka ....... a jak trzymasz wę
                > dkę ..
                > > .... ja bym tak nie potrafiła.....
                > >
                > > Oj Grafie ale dzisiaj u Ciebie twórczy dzień :p
                >
                > Jak to mówią.
                > Nic nie działa na faceta bardziej niż wrażenie które robi na kobiecie :)

                Serio ?
                matuleńko dobrze że mówisz :p
              • jeriomina Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 12:24
                Ponoć jednym z lepiej działających na faceta tekstów są proste słowa "masz rację".
                Wypróbowałam. Coś w tym jest.
                • mila2712 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 12:26
                  jeriomina napisała:

                  > Ponoć jednym z lepiej działających na faceta tekstów są proste słowa "masz racj
                  > ę".
                  > Wypróbowałam. Coś w tym jest.

                  Wiesz co trzeba będzie przeprowadzić eksperyment ...... na forum :p
    • a1ma droga Ziuto, 24.04.13, 12:51
      naprawdę nie widzisz, że płacenie przez mężczyznę to przejaw dobrego wychowania tegoż, a nie ubezwłasnowolnienia partnerki?

      Sama też dźwigasz toboły, sama otwierasz sobie drzwi, odsuwasz krzesło w restauracji i sama nalewasz paliwa, kiedy (potencjalnie) Twój mężczyzna radośnie stoi obok? Sama nabędziesz sobie pierścionek zaręczynowy bądź też oświadczysz się mężczyźnie? No pewnie, że można to wszystko zrobić, tylko PO CO? Żeby coś udowodnić? To chyba tutaj właśnie wychodzą na wierzch kompleksy, jeśli MUSISZ coś udowadniać. Ja nie muszę.
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: droga Ziuto, 24.04.13, 12:56

        a1ma napisała:

        > naprawdę nie widzisz, że płacenie przez mężczyznę to przejaw dobrego wychowania
        > tegoż, a nie ubezwłasnowolnienia partnerki?

        Każdy przywilej, każde szczególne traktowanie, niesie za sobą ograniczenie swobody osoby szczególnie traktowanej.
        Jest oczywiście róznica w robieniu tego bez świadomości i w robieniu tego świadomie.
        • rekreativa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 14:26
          A co z robieniem podjazdów i udogodnień dla niepełnosprawnych?
          Czy według Ciebie to nie należy do specjalnego traktowania?
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: droga Ziuto, 24.04.13, 16:02

            rekreativa napisała:

            > A co z robieniem podjazdów i udogodnień dla niepełnosprawnych?
            > Czy według Ciebie to nie należy do specjalnego traktowania?

            No pewnie że tak, ale wynika to z faktycznego upośledzenia pewnych czynności i ograniczonych możliwości danej osoby.
            • rekreativa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 16:38
              Czyli nie każde szczególne traktowanie powoduje "ograniczenie swobody osoby szczególnie traktowanej. "
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: droga Ziuto, 24.04.13, 16:47

                rekreativa napisała:

                > Czyli nie każde szczególne traktowanie powoduje "ograniczenie swobody osoby szc
                > zególnie traktowanej. "

                Osoba niepełnosprawna sama w sobie ma ograniczoną swobodę.
                Ale nawet tutaj, takie przywileje jak dopłaty do pensji czy inne bonusy z pefronu powodują że niepełnosprawny ma mniejszy wybór co do możliwego zatrudnienia.
      • piataziuta Re: droga Ziuto, 24.04.13, 13:05
        > naprawdę nie widzisz, że płacenie przez mężczyznę to przejaw dobrego wychowania
        > tegoż, a nie ubezwłasnowolnienia partnerki?

        Wiem, że panowie są skonfundowani zróżnicowanymi oczekiwaniami ze strony kobiet w dzisiejszych czasach i gdy chcą dobrze wypaść, wychodzą z siebie żeby odgadnąć, z jakiego założenia wychodzi nowo poznana przez nich kobieta i do tego się zastosować.
        Może zacznijmy od tego ile masz lat a1mo.
        Ja mam 26 i śmiem twierdzić, że moje poglądy są raczej wyśrodkowane. Równolegle występują koleżanki dla których płacenie przez faceta jest oczywiste i takie, które bardzo drażni nawet przepuszczanie w drzwiach.
        Przypuszczam jesteś trochę starsza i zasady o których piszesz, wśród twoich rówieśników, są nieodzowną podstawą dobrego wychowania.
        Mam rację?

        > Sama też dźwigasz toboły, sama otwierasz sobie drzwi, odsuwasz krzesło w restau
        > racji i sama nalewasz paliwa, kiedy (potencjalnie) Twój mężczyzna radośnie stoi
        > obok? Sama nabędziesz sobie pierścionek zaręczynowy bądź też oświadczysz się m
        > ężczyźnie? No pewnie, że można to wszystko zrobić, tylko PO CO? Żeby coś udowod
        > nić? To chyba tutaj właśnie wychodzą na wierzch kompleksy, jeśli MUSISZ coś udo
        > wadniać. Ja nie muszę.

        Mam taką brzydką cechę, że większość panów którymi się otaczam, robi to co ja chcę.
        A to jakie są moje personalne oczekiwania to raczej oddzielny temat.

        Pointa moich donkichoterskich elaboratów w tym wątku jest taka, że warto zwrócić uwagę na spójność swoich zasad z których się wychodzi i postępowania. Jeśli jest się za równouprawnieniem, kretynizmem jest oczekiwać, że facet będzie za kobietę płacił w restauracji.
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: droga Ziuto, 24.04.13, 13:10
          >Jeśli j
          > est się za równouprawnieniem, kretynizmem jest oczekiwać, że facet będzie za ko
          > bietę płacił w restauracji.

          Popieram w 100%. Oczekiwanie równości i idącej za tym swobody oznacza rezygnację z przywilejów.
          Zresztą z tego samego powodu jestem przeciwnikiem 100% równości - jako rozwiązania mniej efektywnego i wprowadzającego zamęt :)
          • piataziuta Re: droga Ziuto, 24.04.13, 13:20
            > Popieram w 100%. Oczekiwanie równości i idącej za tym swobody oznacza rezygnacj
            > ę z przywilejów.
            > Zresztą z tego samego powodu jestem przeciwnikiem 100% równości - jako rozwiąza
            > nia mniej efektywnego i wprowadzającego zamęt :)

            Mi się kiedyś wydawało, że jestem zwolenniczką 100% równości. Potem nagle doznałam olśnienia, że to mi się nie opłaca i teraz wychodzę z twardych piątoziutowych zasad. :D
            Ale przynajmniej jestem uprzejma uświadamiać facetów już od pierwszej randki czego chcę.
          • rekreativa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 14:31
            Czym innym jest nie oczekiwać , że to facet za mnie zapłaci, a czym innym upierać się zapłacić, jeśli mężczyzna chce to zrobić i wyrywać sobie z rąk rachunek.
            No chyba że facet jest totalny bufon i nawet szklanki wody nie chcesz mu zawdzięczać .
            • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 14:42
              > Czym innym jest nie oczekiwać , że to facet za mnie zapłaci, a czym innym upier
              > ać się zapłacić, jeśli mężczyzna chce to zrobić i wyrywać sobie z rąk rachunek
              > .

              Jeśli facet nie zapłaci za głupią kawę czy kino, to zazwyczaj nie dlatego, że go nie stać, tylko dlatego, żeby mi coś udowodnić. A takim mówię od razu zdecydowane NIE.
              A jeśli go nie stać - to zawsze może zaprosić na spacer po prostu, jest jeszcze trochę rzeczy na tym świecie za darmo. W miarę rozwoju znajomości oczywiście można zacząć dzielić się kosztami, ale na pierwszych spotkaniach, na które zaprasza mężczyzna (no chyba że jest odwrotnie), to on wybiera miejsce i on płaci.

              Ale oczywiście, wszystko jest do uzgodnienia. Możliwe, że komuś odpowiada inny model, nie ma sprawy.
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: droga Ziuto, 24.04.13, 16:07
                a1ma napisała:
                > Jeśli facet nie zapłaci za głupią kawę czy kino, to zazwyczaj nie dlatego, że g
                > o nie stać, tylko dlatego, żeby mi coś udowodnić. A takim mówię od razu zdecydo
                > wane NIE.

                Nie prawda. Facet nie zapłacił, bo nie wie czy w obecnym nowoczesnym świecie on ma płacić, oboje płacicie czy jak to ma być... Gdyby nie było wątpliwości, to nie miałby problemu.

                > A jeśli go nie stać - to zawsze może zaprosić na spacer po prostu, jest jeszcze
                > trochę rzeczy na tym świecie za darmo.
                To prawda. Gorzej jak zachce ci się na spacerze pić...
                Z pragnienia cierpieć będzie, zwłaszcza jeśli to pierwsza randka :)
                • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 16:41
                  g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                  > a1ma napisała:
                  > > Jeśli facet nie zapłaci za głupią kawę czy kino, to zazwyczaj nie dlatego
                  > , że g
                  > > o nie stać, tylko dlatego, żeby mi coś udowodnić. A takim mówię od razu z
                  > decydo
                  > > wane NIE.
                  >
                  > Nie prawda. Facet nie zapłacił, bo nie wie czy w obecnym nowoczesnym świecie on
                  > ma płacić, oboje płacicie czy jak to ma być... Gdyby nie było wątpliwości, to
                  > nie miałby problemu.

                  Nawet jeśli trafi na kobietę, która chce koniecznie zapłacić za siebie te 13,58, bo inaczej jej godność zostanie pogwałcona, to chyba i tak wypada zaproponować pokrycie rachunku? Czy sama propozycja jest już zbrodnią przeciwko równouprawnieniu?
                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: droga Ziuto, 24.04.13, 17:00
                    > Nawet jeśli trafi na kobietę, która chce koniecznie zapłacić za siebie te 13,58
                    > , bo inaczej jej godność zostanie pogwałcona, to chyba i tak wypada zaproponowa
                    > ć pokrycie rachunku? Czy sama propozycja jest już zbrodnią przeciwko równoupraw
                    > nieniu?
                    Bo to może być źle odebrane, tak samo zresztą jak zapłacenie bez pytania.

                    Pytanie do ciebie.
                    A dlaczego TY uważasz że jeśli trafisz na mężczyznę który uważa że powinniście płacić na pół, to twoja kobieca godność zostaje gwałcone?
                    Dlaczego sama propozycja że zapłacisz jest zbrodnią przeciw przeciw naturalnemu ładowi?
                    • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 17:03
                      Absolutnie nic nie zostanie pogwałcone :)
                      Ale jeśli ktokolwiek, mężczyzna czy kobieta, zaprosi mnie gdzieś, wybierze miejsce, a następnie przy płaceniu rachunku zaproponuje podział kosztów, to zapłacę oczywiście swoją część, ale prawdopodobnie więcej nie przyjmę "zaproszenia" od tej osoby, bo poczuję się zwyczajnie oszukana.
                      • stokrotka_a Re: droga Ziuto, 24.04.13, 17:32
                        a1ma napisała:

                        > Ale jeśli ktokolwiek, mężczyzna czy kobieta, zaprosi mnie gdzieś, wybierze miej
                        > sce, a następnie przy płaceniu rachunku zaproponuje podział kosztów, to zapłacę
                        > oczywiście swoją część, ale prawdopodobnie więcej nie przyjmę "zaproszenia" od
                        > tej osoby, bo poczuję się zwyczajnie oszukana.

                        Nie dziwię się, że tak się poczujesz - były widoki na darmową wyżerkę, a tu się okazuje, że płacić trzeba. Skandal! ;-)
                        • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 17:41
                          stokrotka_a napisała:

                          > a1ma napisała:
                          >
                          > > Ale jeśli ktokolwiek, mężczyzna czy kobieta, zaprosi mnie gdzieś, wybierz
                          > e miej
                          > > sce, a następnie przy płaceniu rachunku zaproponuje podział kosztów, to z
                          > apłacę
                          > > oczywiście swoją część, ale prawdopodobnie więcej nie przyjmę "zaproszen
                          > ia" od
                          > > tej osoby, bo poczuję się zwyczajnie oszukana.
                          >
                          > Nie dziwię się, że tak się poczujesz - były widoki na darmową wyżerkę, a tu się
                          > okazuje, że płacić trzeba. Skandal! ;-)

                          Oczywiście, że skandal.
                          Jeśli ktoś oferuje coś, ktoś tę ofertę przyjmuję, a po skorzystaniu okazuje się, że warunki się zmieniły, to jest to zwyczajnie celowe wprowadzenie w błąd = oszustwo.

                          Zawsze można powiedzieć "czy zjesz ze mną kolację w knajpie xx, ale każdy zapłaci za siebie?". Wtedy wszystko jest jasne i przyjmuję taką ofertę lub nie, moja decyzja. Ale jeśli mówi "zapraszam Cię na kolację do xx", to czuję się zaproszona i zakładam, że nie będę ponosić kosztów kolacji.
                          • stokrotka_a Re: droga Ziuto, 24.04.13, 17:47
                            a1ma napisała:

                            > Oczywiście, że skandal.
                            > Jeśli ktoś oferuje coś, ktoś tę ofertę przyjmuję, a po skorzystaniu okazuje się
                            > , że warunki się zmieniły, to jest to zwyczajnie celowe wprowadzenie w błąd = o
                            > szustwo.
                            >
                            > Zawsze można powiedzieć "czy zjesz ze mną kolację w knajpie xx, ale każdy zapła
                            > ci za siebie?". Wtedy wszystko jest jasne i przyjmuję taką ofertę lub nie, moja
                            > decyzja. Ale jeśli mówi "zapraszam Cię na kolację do xx", to czuję się zaprosz
                            > ona i zakładam, że nie będę ponosić kosztów kolacji.

                            Uważam, że twoje założenia są niewłaściwe. Uniknęłabyś "skandalu", gdybyś zakładała, że bycie zaproszoną nie oznacza bycia sponsorowaną.

                            Dla mnie normą jest płacenie za siebie, dzięki czemu unikam skandali. ;-)
                            • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 17:49
                              Ty uważasz tak, ja uważam inaczej.
                              W każdym podręczniki savoir-vivre przeczytasz, że zapraszający ponosi koszty imprezy, to raczej podstawowa zasada. Ale przymusu zapraszania na szczęście nie ma ;-)
                              • stokrotka_a Re: droga Ziuto, 24.04.13, 18:09
                                a1ma napisała:

                                > Ty uważasz tak, ja uważam inaczej.

                                To oczywiste. Każdy ma prawo do swojego zdania. ;-)

                                > W każdym podręczniki savoir-vivre przeczytasz, że zapraszający ponosi koszty im
                                > prezy, to raczej podstawowa zasada. Ale przymusu zapraszania na szczęście nie ma ;-)

                                Na pewno w każdym? A zatem tu gdzie mieszkam ludzie w ogóle nie czytają podręczników savoir-vivre. ;-)
                                • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 18:12
                                  > Na pewno w każdym? A zatem tu gdzie mieszkam ludzie w ogóle nie czytają podręcz
                                  > ników savoir-vivre. ;-)

                                  Znajomość sv też nie jest przymusowa, uff!
                                  • stokrotka_a Re: droga Ziuto, 24.04.13, 18:19
                                    a1ma napisała:

                                    > Znajomość sv też nie jest przymusowa, uff!

                                    Nie jest, ale ludzie tu znają na ogół zasady sv i stosują je, dzięki czemu unika się niepotrzebych skandali i poczucia bycia oszukaną. ;-)
                            • rekreativa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 17:57
                              Nie ma obowiązku przestrzegania zasad savoir-vivre, ale przestańcie przynajmniej wmawiać dziewczynie, że to ona się myli, bo się nie myli.
                              Etykieta wyraźnie ustawia te sprawy: płaci ten, który zaprasza. Można się z tym zgadzać, albo i nie, ale takie są zasady.
                              • stokrotka_a Re: droga Ziuto, 24.04.13, 18:11
                                rekreativa napisała:

                                > Nie ma obowiązku przestrzegania zasad savoir-vivre, ale przestańcie przynajmnie
                                > j wmawiać dziewczynie, że to ona się myli, bo się nie myli.
                                > Etykieta wyraźnie ustawia te sprawy: płaci ten, który zaprasza. Można się z tym
                                > zgadzać, albo i nie, ale takie są zasady.

                                Zasady zasadom nierówne - u mnie savoir-vivre mówi, że każdy płaci za siebie, chyba, że zapraszający wyrażnie zaznaczył, że jest sponsorem.
                                • rekreativa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 18:19
                                  Szampana też możesz walić z gwinta, albo z kubeczka w misie Puchatki, co nie znaczy, że to ma cokolwiek wspólnego z savoir-vivrem.
                                  • stokrotka_a Re: droga Ziuto, 24.04.13, 18:21
                                    Mylisz się. To jest właśnie savoir-vivre, który tu obowiązuje. Nie ma czegoś takiego jak jednakowe zasady sv ustalone dla wszystkich ludzi na świecie. ;-)
                                    • rekreativa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 18:42
                                      No jasne, że nie dla wszystkich na świecie, bo zasady te zależą od kultury. Inne są na dworze w Japonii, a inne na dworze szwedzkim.
                                      Jest jednakowoż zasada stała: to nie plebs decyduje o tym, co jest, a co nie jest w dobrym tonie :)
                                      • stokrotka_a Re: droga Ziuto, 25.04.13, 08:53
                                        rekreativa napisała:

                                        > Jest jednakowoż zasada stała: to nie plebs decyduje o tym, co jest, a co nie je
                                        > st w dobrym tonie :)

                                        Wybacz, ale z taką opinią to powinnaś cofnąć się w nieco w czasie.
                                        • rekreativa Re: droga Ziuto, 26.04.13, 11:51
                                          Po pierwsze chyba czujesz, że od początku prowadzę te rozmowę pół żartem?
                                          Po drugie: obecne zasady etykiety pochodzą z dawnych czasów, trochę sie dostosowało do realiów, trochę się dodało lub ujęło, ale trzon jest z poprzednich wieków, a wtedy savoir vivre tworzony był dla i przez wyższe sfery (taka rzecz jak otwieranie przed kobietą drzwi: przecież to nie Antki na wsi swoim Kaśkom drzwi otwierali, tylko państwo w pałacu).
        • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 13:10
          > Ja mam 26 i śmiem twierdzić, że moje poglądy są raczej wyśrodkowane. Równolegl
          > e występują koleżanki dla których płacenie przez faceta jest oczywiste i takie,
          > które bardzo drażni nawet przepuszczanie w drzwiach.
          > Przypuszczam jesteś trochę starsza i zasady o których piszesz, wśród twoich rów
          > ieśników, są nieodzowną podstawą dobrego wychowania.
          > Mam rację?

          Nie masz niestety ;-)
          Jesteśmy z tego samego pokolenia i wśród NASZYCH rówieśników zdarzają się dobrze wychowani i ci mniej starannie, co chyba przyznasz sama. I jeśli kiedyś będę mieć syna, to też nauczę go, że przepuszcza się kobiety w drzwiach, dostawia im krzesła i że zapraszając je na kolację, nie oczekuje się podziału kosztów. A to będzie za co najmniej jedno pokolenie! ;-)

          > Pointa moich donkichoterskich elaboratów w tym wątku jest taka, że warto zwróci
          > ć uwagę na spójność swoich zasad z których się wychodzi i postępowania. Jeśli j
          > est się za równouprawnieniem, kretynizmem jest oczekiwać, że facet będzie za ko
          > bietę płacił w restauracji.

          Albo że kupi jej pierścionek zaręczynowy?
          Odpowiedz, proszę.
          • piataziuta Re: droga Ziuto, 24.04.13, 13:23
            > Albo że kupi jej pierścionek zaręczynowy?
            > Odpowiedz, proszę.

            Tak. W moim świecie, facet nie musi kupować pierścionka zaręczynowego. Może to również zrobić kobieta, jeśli ma na to ochotę.
            Wszystko jest kwestią indywidualnych zasad i preferencji. :)
            Był tu zresztą taki wątek, w którym dziewczyna chciała się oświadczyć. Popierałam ją.
            • majaa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 14:11
              piataziuta napisała:

              > Tak. W moim świecie, facet nie musi kupować pierścionka zaręczynowego. Może to
              > również zrobić kobieta, jeśli ma na to ochotę.
              > Wszystko jest kwestią indywidualnych zasad i preferencji. :)
              > Był tu zresztą taki wątek, w którym dziewczyna chciała się oświadczyć. Popierał
              > am ją.

              Tak, masz rację, wszystko zależy od indywidualnego wyboru. Ja np. zdecydowanie wolę "swój świat" z nieco bardziej tradycyjnym podejściem. Nie chciałabym również, żeby moja córka miała faceta, któremu sama musi się oświadczyć, który nie pomoże jej z ciężkimi walizami i jeszcze, w ramach równouprawnienia oczywiście, wpycha się pierwszy w drzwi.
              • rekreativa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 14:39
                Akurat pomoc z ciężkimi walizami to nie jest kwestia równouprawnienia, tylko zwykłej, ludzkiej życzliwości.
                Jeśli mój mąż zrobił po drodze do domu zakupy, to ja schodzę na dół do garażu i pomagam mu je wtargać do mieszkania. A jeśli wyjeżdżam i mam dwie walizki, to on mnie odprowadza ciągnąc tę cięższą.
                Jeśli facet widzi, że dziewczyna ma ciężkie siatki, torby, cokolwiek i nic od niej nie weźmie, żeby pomóc, to jest zwykły burak i tyle.
                • a1ma Re: droga Ziuto, 24.04.13, 14:44
                  Zdarzyło mi się kilkukrotnie mocować z ciężką paczką na parkingu, kiedy próbowałam wtaszczyć ją z wózka do samochodu - ZAWSZE pomagał mi jakiś przypadkowy facet (bez proszenia), jakoś nigdy kobieta ;-)
                  • jeriomina Re: droga Ziuto, 24.04.13, 16:18
                    Dokładnie. To samo np. przy pompowaniu kółek do roweru w piwnicy. Sąsiedzi płci męskiej rzucają się od razu na pomoc. Za każdym razem mam się zastanawiać, czy oni przypadkiem czegoś ode mnie nie chcą w zamian za pomoc? Litości, po prostu mają większe mięśnie, więcej siły, biologii nie przeskoczysz. Słusznie mówi kochanica - równouprawnienie będzie wtedy, jak mężczyzna będzie rodzić dzieci.
                    • szymon_gw Re: droga Ziuto, 25.04.13, 22:21
                      jeriomina napisała:
                      > Dokładnie. To samo np. przy pompowaniu kółek do roweru w piwnicy. Sąsiedzi płci
                      > męskiej rzucają się od razu na pomoc. Za każdym razem mam się zastanawiać, czy
                      > oni przypadkiem czegoś ode mnie nie chcą w zamian za pomoc? Litości,

                      I Ty naprawdę sądzisz, że oni tak się wyrywają w podskokach z tą pomocą powodowani li tylko otrzymana onegdaj solidną kinderstubą? Litości :) A nie jest to częściej typowo atawistyczna reakcja samca wobec (mam nadzieje, że się nie obrazisz) samicy, wzmocniona dodatkowo przekazem kulturowym wyrażającym się w mądrości ludowej (tradycja!) głoszącej, że "Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego co może dać ci sąsiadka"? :)

                      > po prostu
                      > mają większe mięśnie, więcej siły, biologii nie przeskoczysz. Słusznie mówi ko
                      > chanica - równouprawnienie będzie wtedy, jak mężczyzna będzie rodzić dzieci.

                      Hm,... może więc słusznie pracodawca powinien nie mieć problemów z zadawaniem w trakcie rekrutacji pytań o liczbę dzieci i ich ewentualny wiek. Pytanie o plany prokreacyjne można sobie darować, bo tu idzie o pieniądze więc liczą się fakty. Pozwoliłoby mu to odpowiednio zdyskontować korzyści z zatrudnienia danego kandydata/tki w postaci wysokości proponowanego wynagrodzenia. W uproszczeniu: młoda bezdzietna powinna dostać mniej, bo trzeba zdyskontować ryzyko utraty pracownika na powiedzmy rok, a młody bezdzietny powinien dostać więcej, bo należy uwzględnić szansę, że stanie się dzietny i będzie dzięki temu zasuwał bardziej a za nadgodziny to nawet podziękuję.
                      Biologii nie przeskoczysz. Równouprawnienie, w tym na ryku pracy i płacy, będzie wtedy, jak mężczyzna będzie rodzić dzieci. :)
                      • jeriomina Re: droga Ziuto, 26.04.13, 04:32
                        szymon_gw napisał:

                        > jeriomina napisała:
                        > > Dokładnie. To samo np. przy pompowaniu kółek do roweru w piwnicy. Sąsiedz
                        > i płci
                        > > męskiej rzucają się od razu na pomoc. Za każdym razem mam się zastanawia
                        > ć, czy
                        > > oni przypadkiem czegoś ode mnie nie chcą w zamian za pomoc? Litości,
                        >
                        > I Ty naprawdę sądzisz, że oni tak się wyrywają w podskokach z tą pomocą powodow
                        > ani li tylko otrzymana onegdaj solidną kinderstubą? Litości :)

                        Tak. Śmiem tak sądzić, że oni są dobrze wychowani i tyle.
                • majaa Re: droga Ziuto, 24.04.13, 15:11
                  rekreativa napisała:

                  > Akurat pomoc z ciężkimi walizami to nie jest kwestia równouprawnienia, tylko zw
                  > ykłej, ludzkiej życzliwości.

                  > Jeśli facet widzi, że dziewczyna ma ciężkie siatki, torby, cokolwiek i nic od n
                  > iej nie weźmie, żeby pomóc, to jest zwykły burak i tyle.

                  Życzliwości też, ale chyba jednak przede wszystkim wychowania.
                  I to nie ja podciągam wszystko pod hasło równouprawnienie. Napisałam to z przekąsem, bo postrzeganie takich zachowań, jak np. przytrzymanie drzwi przez faceta (silniejszego przecież na ogół, nie da się ukryć) w kategoriach zamachu na kobiecą wolność i równość za mocne przewrażliwienie.
      • wolverine_14 Re: droga Ziuto, 25.04.13, 21:40
        > Sama też dźwigasz toboły

        Tutaj podłoże jest jednak nieco inne: mężczyźni są po prostu przeciętnie sporo silniejsi od kobiet.
        Jak widzi się np. kumpla który ma trudności w udźwignięciu czegoś, to też mu się pomaga to przenieść.
    • amj6 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 13:41
      jak jest to zaproszenie w ramach kontaktów męsko-damskich, czyli coś na kształt "randki" - osoba zapraszająca płaci - i nie ma znaczenia czy powie "zapraszam" czy "może wybralibyśmy się"

      jeśli jest to spotkanie po prostu przyjacielskie - płaci się za siebie (chyba że jedna strona bardzo chce zapłacić za nas, jednak z inicjatywą i pełną gotowością zapłaty za siebie należy wyjść)

      każdy chyba wie jakiego rodzaju zaproszenie otrzymuje


      • stokrotka_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 17:13
        amj6 napisała:

        > jak jest to zaproszenie w ramach kontaktów męsko-damskich, czyli coś na kształt
        > "randki" - osoba zapraszająca płaci - i nie ma znaczenia czy powie "zapraszam"
        > czy "może wybralibyśmy się"

        A osoba zaproszana i "opłacona" przez zapraszającego rewanżuje się zrobieniem loda lub minety?
        • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 17:24
          stokrotka_a napisała:

          > amj6 napisała:
          >
          > > jak jest to zaproszenie w ramach kontaktów męsko-damskich, czyli coś na k
          > ształt
          > > "randki" - osoba zapraszająca płaci - i nie ma znaczenia czy powie "zapr
          > aszam"
          > > czy "może wybralibyśmy się"
          >
          > A osoba zaproszana i "opłacona" przez zapraszającego rewanżuje się zrobieniem l
          > oda lub minety?

          Tak! Koniecznie!
          Jak zapraszam znajomych na obiad w niedzielę to naturalnie tylko i wyłącznie napędzana myślą orgii po.
          • stokrotka_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 17:30
            a1ma napisała:

            > Tak! Koniecznie!
            > Jak zapraszam znajomych na obiad w niedzielę to naturalnie tylko i wyłącznie na
            > pędzana myślą orgii po.

            Moja droga, piszesz nie na temat. Moje pytanie dotyczyło opłacanej randki albo czegoś "na kształt randki", a nie obiadu ze znajomymi. ;-)
            • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 17:44
              stokrotka_a napisała:

              > a1ma napisała:
              >
              > > Tak! Koniecznie!
              > > Jak zapraszam znajomych na obiad w niedzielę to naturalnie tylko i wyłącz
              > nie na
              > > pędzana myślą orgii po.
              >
              > Moja droga, piszesz nie na temat. Moje pytanie dotyczyło opłacanej randki albo
              > czegoś "na kształt randki"
              , a nie obiadu ze znajomymi. ;-)

              A gdzie to zostało zaznaczone?
              I czy przyjaciołom można zasponsorować obiad, czy będzie to dla nich poniżające?
              • stokrotka_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 17:50
                a1ma napisała:

                > A gdzie to zostało zaznaczone?

                A tu:

                > jak jest to zaproszenie w ramach kontaktów męsko-damskich, czyli coś na kształt
                > "randki" - osoba zapraszająca płaci - i nie ma znaczenia czy powie "zapraszam"
                > czy "może wybralibyśmy się"

                A osoba zaproszana i "opłacona" przez zapraszającego rewanżuje się zrobieniem loda lub minety?

                Masz tu tekst cytowany przeze mnie i moje pytanie. Jaśniej już chyba nie można. ;-)


                > I czy przyjaciołom można zasponsorować obiad, czy będzie to dla nich poniżające?

                A to już zależy od przyjaciół i ich poglądów na poniżanie. ;-)
                • rekreativa Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 18:00
                  A co robisz, jeśli poszłaś na randkę i dziewczyna chce za Ciebie zapłacić? Wykłócasz się, że musisz koniecznie zapłacić połowę? Czy przyjmujesz i rewanżujesz się minetą? :P
                  • stokrotka_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 18:13
                    Zostawiam jej na stole połowę kwoty rachunku i radzę jej, żeby za minętę zapłaciła komuś innemu. ;-)
                    • a1ma Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 18:16
                      stokrotka_a napisała:

                      > Zostawiam jej na stole połowę kwoty rachunku i radzę jej, żeby za minętę zapłac
                      > iła komuś innemu. ;-)

                      Tanio cenisz tę usługę ;-)
                      • stokrotka_a Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 18:17
                        a1ma napisała:

                        > Tanio cenisz tę usługę ;-)

                        Niekoniecznie. W rachunek może być naprawdę wysoki. Sądzę nawet, że kilka minet możnabyłoby sobie kupić. ;-)
    • jamesonwhiskey Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 18:23
      rozumiem ze , wiec rownowaga w przyrodzie w takim wypadku nie jest zachowana
      a to nie dobrze
    • mijo81 Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 24.04.13, 22:53
      Nie ważne czy zaproszenie, propozycja czy cokolwiek innego .... większość kobiet oczekuje że chłop jednak zapłaci, bo są nauczone że to sponsoring to jest to :)
    • tanebo Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 26.04.13, 06:39
      Ciekawe czy kobiety wiedzą z czego wynika zwyczaj płacenia za kobietę. Sprawa jest prosta. Kiedyś kobiety, poza prostytutkami, nie pracowały. Nie miały więc pieniędzy. A skoro ich nie miały to nie mogły płacić. Podobnie jest z zamawianiem u kelnera. Kobiety nie zamawiały bo jako analfabetki nie potrafiły przeczytać menu.
      • rekreativa Re: z serii: spotkanie towarzyskie a płacenie 26.04.13, 11:56
        Pierwsza część, zgoda: kobiety nie miały własnych pieniędzy. Nierzadko bywało, że panie z wyższych sfer nie miały nawet rozeznania w wartości pieniądza, bo nigdy nie czyniły własnoręcznie zakupów.
        Natomiast to:
        "Kobiety nie zamawiały bo jako analfabetki nie potrafiły przeczytać
        > menu." jest bzdurą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja