kombinerki.pinocheta
05.05.13, 01:17
Poczynilem obserwacje i nasunely mi sie z nich pewne wnioski, a mianowicie (fajne slowo - mia-no-wi-cie):
kto tanczy, ten najwiecej bzyka
Nie ma bata zeby bylo inaczej.
Przyznaje, ze podziwienie panienek w wesolych parkietowych plasach sprawie mi troche radosci, ale im jeszcze wiecej. Tzn. nie moje podziwianie, ale sam taniec. Gosc, ktory ma ofdwage wyskoczyc, pokazac sie, pogibac w rytm muzyki na pewno ma wieksze szanse na dostanie przepustki do zrodelka. I nie mowie o samych tanczacych. Te obserwujace tez to widza i w odpowiedni sposob ocenia i docenia takiego faceta.
Fajnie sie panny gibaly w tancu, duzo bylo w tym radosci. Pokolenie 1200, ale mimo wszystko sie ciesza.
Doceniacie facetow, ktorzy nie maja oporow by zatanczyc z kobieta/dolaczyc w trakcie/poprosic o taniec (to ostatnie to w wyzszych sferach, takze moze was nie dotyczyc, ha ha)? :)