kochanic.a.francuza
18.06.13, 15:08
Meza pytalam ,ale ma wlasne problemy i doradzil raz tak, a raz inaczej. Nie mam kogo zapytac, bo albo za mlodzi znajomi, albo nie w branzy, albo nieosiagalni.
No wiec zaczynam:
Dwa lata temu przyszedl do firmy nowy facet z fama "wysokiej klasy specjalista". Faktycznie, mucha nie siada, jestem pod wrazeniem, do tego ma tzw. "zdolnosci komunikacyjne", ze wszystkimi zyje dobrze. Inteligentny, opanowany, kulturalny, nawet ladny. W pracy mamy zwyczaj wysylac sobie pocztowki swiateczne. Dwa lata temu, na pierwszej pocztowce z wydrukowanymi firmowo zyczeniami od niego bylo dopisane, ze Pan wyraza zal nie ma okazji pogadac z "piekna Kochanica". Uznalam za dziwny i przesadzony ten komplement, oboje jestesmy w zwiazku malzenskim. Ale zapomnialam, bo pewnie chcial jakos nawiazac kontakt i mu pewnie niezrecznie wyszlo, jak to w zyciu, kazdy czasem jakies fopa rabnie.
Potem w pracy Pan skomplementowal moj zapach, ze ladny. Nie na osobnosci, normalnie przy ludziach, ale juz sie zawstydzilam i puscilam buraka. Jak dla mnie to za duzo. Nawet sie tu raz radzilam, co to znaczy i zdania byly podzielone. Jeden forumowicz, ze bedzie z tego romans, inna forumowiczka, ze przesadzam.
Stwierdzilam, ze przesadzam, tym bardziej, ze facet prawie przestal ze mna gadac widzac moje zaklopotanie. Ale na wszelki wypadek nagle zaczelam nosic jakas smieszna obraczke...:/ Jakos tak sie ciagnie bez problemow dwa lata. Jest mi troche wstyd, ze niepotrzebnie sie zjerzylam, mimo, ze on nic nie mial moze na sumieniu, ale teraz jest taki czas, ze potrzebuje jego wspolpracy, a nie widze jakiegos konkretnego zaangazowania.
Otoz musze zrobic prezentacje przed klientami. Zaprezenowac Jego "produkt". Niestety jego product jest niewykonczony i jesli tak zostanie skonczy sie katastrowa i odplywem dotychczasowych klientow, plus strata nowych. Dyrekcja nawet nie wnika w to jak sie potoczy prezentacja, bo uznala, ze JEGO produkt jest NA PEWNO perfekcyjny, a i Kochanica nie raz dala rade na takich prezentacjach.
Zakomunikowalam, mu ze zle to widze, umowilam sie z nim na meeting i poprosilam o opinie i o pomoc (jest wyzej w hierarchi ode mnie). Zgodzil sie, po czym w umowiana godzine wybyl z firmy, a mi zostawil wiadomosc, ze nagle musial wybyc i ze potem pogadamy. (nigdy wczesniej nie widzialam, zeby o tej porze wychodzil z firmy). Potem, w pospiechu pogadalismy ze dwie minuty, myslam, ze zrozumial co mowie i poprawil to i tamto, ale nadal nie widze poprawy. Do prezentacji pozostao pare dni.
Pytanie jest, czy zakomunikowac dyrekcji, ze zle widze ta prezentacje, czy dalej pertraktowac z nim? Na pertraktacje zostaly dwa-trzy dni. Dyrekcja wiem, ze chodzi w stresie (choc pokazuje luz i usmiech), bo od naplywu badz braku nowych klientow zalezy stolek dyrekcji. Wiem, ze dyrektor zrobi tak, zeby produkt zostal porawiony, ale jesli ON sie dowie, ze prosilam dyrekcje o pomoc moge miec trudnosci z nim w przyszlosci. Wlasnie dostal awans i za pare lat ten pan bedzie "dyrekcja".
Maz najpierw stwierdzil, ze mam pogadac z dyrekcja, potem, ze lepiej nie i mam z nim sie dogadac. Juz jestem zkolowana, bo nie wiem czy to moja chora wyobraznia, czy faktycznie facet poczul sie zlekcewazony i mnie olewa, a wrecz dywersuje?
Ma ktos rade?
Acha: on jest specjalista, ale takim, ktory cale zycie przepracowal w budzetowce, mam wrazenie, ze nie zdaje sobie sprawy, co bedzie jak ta prezentacja okaze sie klapa, ze firma moze splajtowac i on moze starcic prace, albo conajmniej miec obcieta pensje. Albo moze jest bogaty z domu i uprawia zawod dla przyjemnosci, wiec mu wszystko wisi?...
Myslenie ludzi z budzetowki jest inne.
Co mam zrobic? Zalezy mi na nowych klientach i wzmacnianiu pozycji w pracy.