skrytapiromanka
23.06.13, 13:15
czyli lekki niedzielny wątek z przymrużeniem oka, tak go, proszę, potraktujcie ;)
jeszcze do niedawna miałam takie marzenie: zjeść Magnum pink marc de champagne. zaprzątało mi to głowę, śliniłam się za każdym razem widząc reklamę tego loda na patyku przykrytego różową skorupką. w dwu osiedlowych sklepikach nie było, nawet przeszłam jeszcze gdzieś kawałek dalej - i nic. tak się bujałam kilka dni. w końcu nie wytrzymałam i któregoś późnego wieczora doznałam olśnienia - nasza stacja benzynowa! zbieram męża z łóżka i idziemy na stację. JEST! jest i czeka na mnie. ze stacji wychodzimy zadowoleni - i ja, i mąż, że nie musimy szukać dalej. zdejmuję papierek, gryzę skorupkę, próbuję loda i... wiecie co? :( jest zupełnie inaczej, niż myślałam. mąż pyta: "no i co?". mój komentarz: "to lód o smaku poprzedniego dnia...". dla mnie to był dramat, bo nastawiałam się na delicję, a dostałam coś o smaku bełta, taniej imprezy i nieumytych zębów :( obrzydliwe. myślałam, że nic nie przebije porażki, jaką okazał się mój pierwszy w łóżku facet, ale to Magnum było naprawdę gorsze.
macie na stanie jakieś takie spektakularne porażki? zawiedzione nadzieje?
--
*nie dokarmiać ciężarnej*