Romans na boku, który nie skończył się syfem

30.07.04, 23:55
Tak tu gadamy o zdradzie i jej przykrych konsekwencjach, a przecież są
przykłady zdrady udanej, która nie wyszła na jaw, nie zrujnowała nikomu
postronnemu życia i jakoś tam się bezboleśnie dla obu stron zakończyła.

Trzeba wiedzieć jak zaczynać i jak oraz kiedy kończyć. Osobiście kilka razy
przeciąłem związki na boku, nie robiąc chyba wielkiej tragedii drugiej
stronie, a na pewno zapobiegając kłopotom, które już się szykowały.
    • reniatoja Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 00:13
      Zdrade sama w sobie, jako zdarzenie, chwile slabosci czy glupoty potrafie
      zrozumiec. Noe rozumiem natomiast, ze komus odbija do tego stopnia, ze dla
      jakiejs nowej milosci (z grzecznosci slowa milosc nie ujmuje w cudzyslow)
      decyduje sie na rozbijanie wlasnej rodziny, odchodzenie od zony, dziecka, nie
      rozumiem tez jak taka kochanka czy kochanek przystaja na to, ze sa przyczyna
      czyjejs tragedii. Nie wiem jak mozna budowac swoje szczescie (znow z
      grzecznosci bez cudzyslowu) na czyims rozwalonym zyciu.
    • Gość: Max tylko zazdroscic IP: *.dyn.optonline.net 31.07.04, 02:20
      No naprawde! Jestes niesamowitym samcem, tylko zazdroscic:-)
    • triss_merigold6 Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 09:59
      Znam z własnego doświadczenia.:) Zdarzało się niegdyś i kończyło kulturalnie,
      bez przedziwnych akcji, kiedyś skończyłam bo uznałam, że facet traci instynkt
      samozachowawczy a afiszowanie się było ostatnią rzeczą na jakiej mi zależało.
      Dyskrecja i brak zakochania (nie mylić z lubieniem czy zauroczeniem) to
      podstawa.
    • unisex Zasady zachowania stanu posiadania, 31.07.04, 11:01
      • unisex Re: Zasady zachowania stanu posiadania, 31.07.04, 11:07
        czyli , aby nie stracić domu, pracy, rodziny, zony i połowy majatku należy
        przestrzegać następujących zasad:
        1. nie dupczyć w pracy
        2. nie bzykać smamotnych bab
        3. nie przedłużać "romansu"- działać krótko a treściwie, wiara, że samo z
        czasem przejdzie jest b.złudna
        4. uciekać , kiedy pojawią się pytania " co będzie z nami?", " kim jestem dla
        ciebie" " kiedy to, czy tamto? " itp.
        • triss_merigold6 Re: Zasady zachowania stanu posiadania, 31.07.04, 11:15
          5. Nie afiszować się. Żadnych publicznych przytulanek, trzymania za rączkę,
          ściskania w samochodzie, jeśli spotkanie w cafe lub knajpie to w ciągu dnia -
          oficjalnie, grzecznie, na dystans.
          6. Nie kłamać zwłaszcza jeśli ktoś ma kiepską pamięć i mylą się dni oraz
          sytuacje. Powiedzenie "byłem/am na imprezie, spotkałem/am się z X, byłem/a w
          delegacji itd." jest również zgodne z prawdą.
          7. Nie spotykać się z mężczyznami cierpiącymi na zaburzenia emocjonalne, z
          poczuciem misji (wyzwolę ją z tego starsznego związku).
          8. Nie opowiadać złych rzeczy o własnym związku chcąć wzbudzić
          współczucie/zainteresowanie/cholera wie po co
          • zdzichu-nr1 Re: Zasady zachowania stanu posiadania, 31.07.04, 12:44
            9. Nie opowiadać o wielkiej miłości, nie zastanawiać sie na głos co by było,
            gdyby tak razem rzucic wszystko i wyjechać w nieznane
            10. Niezbyt często nocować razem i unikać zbyt długich wspólnych wyjazdów
            11. Robić co pewien czas krótkie pauzy w romansie celem ochłonięcia

            • panidanka Re: Zasady zachowania stanu posiadania, 31.07.04, 12:58
              zdzichu-nr1 napisał:

              > 9. Nie opowiadać o wielkiej miłości, nie zastanawiać sie na głos co by było,
              > gdyby tak razem rzucic wszystko i wyjechać w nieznane
              > 10. Niezbyt często nocować razem i unikać zbyt długich wspólnych wyjazdów
              > 11. Robić co pewien czas krótkie pauzy w romansie celem ochłonięcia
              >

              te punkty "na dom" czy na romans?
              • zdzichu-nr1 Mówimy o romansie, nie o domu n/t 31.07.04, 13:08
                • panidanka Re: Mówimy o romansie, nie o domu 31.07.04, 13:40
                  a co to?
                  z własną żoną nie można sobie od czasu do czasu poromansować?
                  tylko z cudzą?
    • Gość: mmm Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem IP: *.klaudyny.waw.pl / *.waw.pl 31.07.04, 11:02
      pewnie 90 % kradziezy tez sie konczy niewykryciem sprawcy. i everybody happy bo
      przeciez chodzi o to zeby uniknac odpowiedzialnosci i nie musiec sprzatac po
      sobie brudow. moralnosc to przeciez kwestia wzgledna i nie trzeba miec wyrzutow
      sumienia jesli sie skoczy kilka razy w bok. w koncu liczy sie MOJA przyjemnosc.
      • panidanka Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 11:55
        Gość portalu: mmm napisał(a):

        > pewnie 90 % kradziezy tez sie konczy niewykryciem sprawcy. i everybody happy
        bo
        >
        > przeciez chodzi o to zeby uniknac odpowiedzialnosci i nie musiec sprzatac po
        > sobie brudow. moralnosc to przeciez kwestia wzgledna i nie trzeba miec
        wyrzutow
        >
        > sumienia jesli sie skoczy kilka razy w bok. w koncu liczy sie MOJA
        przyjemnosc.

        AMEN
        to chyba tak mówi się na końcu zadanej pokuty?
        a potem....
        zasada wzajemnosci i...
        tymspecom od AMEN też się odpuszcza
    • zalotnica Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 13:24
      zdzichu-nr1 napisał:
      > Trzeba wiedzieć jak zaczynać i jak oraz kiedy kończyć. Osobiście kilka razy
      > przeciąłem związki na boku, nie robiąc chyba wielkiej tragedii drugiej
      > stronie, a na pewno zapobiegając kłopotom, które już się szykowały.

      Jednego nie rozumiem, z wlasnego doswiadczenia juz wiesz, ze i tak wczesniej
      czy pozniej musisz zakonczyc ten romans/znajomosc wiec po co szukasz,
      zaczynasz i caly czas oszukujesz (siebie tez). O co w tym wszystkim chodzi,
      czego oczekujesz od zycia ?
      • panidanka Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 13:44
        zalotnica napisała:

        > Jednego nie rozumiem, z wlasnego doswiadczenia juz wiesz, ze i tak
        wczesniej
        > czy pozniej musisz zakonczyc ten romans/znajomosc wiec po co szukasz,
        > zaczynasz i caly czas oszukujesz (siebie tez). O co w tym wszystkim chodzi,
        > czego oczekujesz od zycia ?

        jak to czego?
        rozrywki!!!
        a ze "cudzym" kosztem?
        jak większość rozrywek
        zwłaszcza przy opowiadaniu kawałków....w rodzaju...

        fajną babke dziś widziałem
        chciałbym znowu ją mieć
        a kiedy miałeś?
        nie miałem, ale już raz chciałem
      • zdzichu-nr1 Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 13:54
        zalotnica napisała:

        > Jednego nie rozumiem, z wlasnego doswiadczenia juz wiesz, ze i tak
        > wczesniej czy pozniej musisz zakonczyc ten romans/znajomosc wiec po co
        > szukasz, zaczynasz i caly czas oszukujesz (siebie tez). O co w tym wszystkim
        > chodzi, czego oczekujesz od zycia ?

        No cóż, zapewne nigdy nie znajdę swego ideału, to jest samodzielnej pięknej
        dziewczyny z wielkim intelektem. Z tym już sie pogodziłem, stała partnerka może
        chyba spać spokojnie ;)

        Co do romansów na boku... Każdy mężczyzna ma ochotę na seks z kobietami, które
        go "kręcą" seksualnie. Chcąc z kimś mieć seks, niekoniecznie chce się z nim
        dzielić całe życie. Jak mówi przysłowie, "aby napić się piwa, nie trzeba zaraz
        kupować browaru".
        Rozpoczynam często akcje kierując się tylko samczą chucią i wiedząc z góry, że
        upatrzony obiekt nie nadaje się do niczego więcej (jest np. prościutką umysłowo
        blondynką).Co ciekawe, często obie strony są zadowolone , mimo wiedzy, że rzecz
        jest bez przyszłości. Pozdrawiam

        • zalotnica Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 14:52
          zdzichu-nr1 napisał:
          >No cóż, zapewne nigdy nie znajdę swego ideału, to jest samodzielnej pięknej
          >dziewczyny z wielkim intelektem. Z tym już sie pogodziłem, stała partnerka może
          >chyba spać spokojnie ;)
          >Co do romansów na boku... Każdy mężczyzna ma ochotę na seks z kobietami, które
          >go "kręcą" seksualnie. Chcąc z kimś mieć seks, niekoniecznie chce się z nim
          >dzielić całe życie.
          >Rozpoczynam często akcje kierując się tylko samczą chucią i wiedząc z góry, że
          >upatrzony obiekt nie nadaje się do niczego więcej (jest np. prościutką umysłowo
          >blondynką).Co ciekawe, często obie strony są zadowolone , mimo wiedzy, że rzecz
          >jest bez przyszłości. Pozdrawiam

          po pierwsze, nigdy nie mow nigdy
          po drugie, dlaczego nadal szukasz skoro juz wiesz...?
          Po trzecie, zaprzeczasz sam sobie, po prostu szukasz tylko
          "ofiary" a nie intelektu...
          Po czwarte, czy te wszystkie klamstwa nie maja wplywu na
          jakosc twoich przyjemnosci ...? czy nie czules nigdy obrzydzenia do siebie ...?
          Po piate, wez tez pod uwage fakt , ze nie masz zadnych szans u tych pieknych,
          samodzielnych z intelektem dziewczyn, takich facetow jak Ty wyczuwa sie na
          odleglosc...
          po szoste, czy taka chuc jak Twoja to daje znac o sobie dopiero
          w malzenstwie, ? jesli nie to po co w takim razie ciagales do oltarza ?
          po siodme, jak mozesz zonie patrzec potem spokojnie w oczy ?
          po osme, na szczescie nie kazdy mezczyzna laduje od razu, czy w ogole
          w lozku z kobieta, ktora moze i pragnie, to jest tzw. morale...
          po dziewiate...to mozna tak bez konca

          Czy naprawde taka "chuc" az tak bardzo moze odbierac rozum...?
          Moze zacznij lykac jakies pigulki na ostudzenie, to moze Twoje
          oczka i uszka uslysza i zobacza swiat w innym wymiarze...?
          • zdzichu-nr1 Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 15:59
            Zalotnica, mącisz wątki jak każda kobieta, mimo, że wywód napisałem jasno i
            czytelnie (tylko dla faceta jak widać).

            > po pierwsze, nigdy nie mow nigdy
            mówiłem nigdy?! mówiłem 'chyba'

            > po drugie, dlaczego nadal szukasz skoro juz wiesz...?
            nie plącz różnych rzeczy! Co innego szukanie ideału, a co innego rekreacyjne
            bzyknięcie dwudziestoletniej blondyny która jest chętna, bo jej chłopak
            pojechał do rodziny

            > Po trzecie, zaprzeczasz sam sobie, po prostu szukasz tylko
            > "ofiary" a nie intelektu...
            Do stałego związku szukam kobiety stojącej silnie na własnych nogach, do tego
            pieknej, względnie młodej i błyskotliwie inteligentnej. Na pewno nie
            byłaby "ofiarą", raczej partnerką

            > Po czwarte, czy te wszystkie klamstwa nie maja wplywu na
            > jakosc twoich przyjemnosci ...? czy nie czules nigdy obrzydzenia do siebie ..
            Dziewczynom z którymi sypiam na boku nie kłamię, bo niczego nie obiecuję. Stała
            partnerka zwykle o niczym nie wie, staram się jej też nie kłamać. Przywiązałem
            się do niej, choć od mojego ideału dzielą ją lata świetlne

            > Po piate, wez tez pod uwage fakt , ze nie masz zadnych szans u tych
            > pieknych, samodzielnych z intelektem dziewczyn, takich facetow jak Ty wyczuwa
            > sie na odleglosc...
            Szanse to ja mam u każdej, tyle, że "pięknych, samodzielnych z intelektem
            dziewczyn", to dzisiaj ze świecą szukać...

            > po szoste, czy taka chuc jak Twoja to daje znac o sobie dopiero
            > w malzenstwie, ? jesli nie to po co w takim razie ciagales do oltarza ?
            nie ciągnąłem, to wieloletni konkubinat

            > po siodme, jak mozesz zonie patrzec potem spokojnie w oczy ?
            mogę

            > po osme, na szczescie nie kazdy mezczyzna laduje od razu, czy w ogole
            > w lozku z kobieta, ktora moze i pragnie, to jest tzw. morale...
            raz się żyje

            > po dziewiate...to mozna tak bez konca
            dyskutować z Tobą na pewno można bez końca

            > Czy naprawde taka "chuc" az tak bardzo moze odbierac rozum...?
            moja chuć jest kontrolowana, czego wyrazem założenie tego wątku

            > Moze zacznij lykac jakies pigulki na ostudzenie, to moze Twoje
            > oczka i uszka uslysza i zobacza swiat w innym wymiarze...?
            myślisz o wlewaniu bromu do zupy?
            • Gość: vesna Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem IP: *.torun.mm.pl 31.07.04, 18:18
              Atrakcyjnych samodzielnych inteligentnych i błyskotliwych kobiet jest mnóstwo.
              Ale intelekt nie jest oznaczony neonem na czole. Żeby docenić intelekt, trzeba
              z kobietą dłużej pobyć i z nią rozmawiać.
              Tu zaczynają się schody. Bo jak widzisz ładną i atrakcyjną, nie wiedząc o niej
              nic jeszcze, podchodzisz do niej jak do towaru do bzyknięcia. A intelekt
              wówczas pracuje - i olewa chama z pożytkiem dla siebie ;)
              Inteligentna kobieta zresztą niechętnie wdaje się w takie romanse, więc
              zapomnij.
              • Gość: ola Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 18:31
                ja zupelnie nie rozumiem waszej zgryzliwosci dziewczyny, kazdy jest inny i
                niekoniecznie wyuczone normy moralne sa jedyne i słuszne.
                Jak chce niech sobie bzyka na boku to tylko jego sprawa, jego uczucia, jego
                zycie.Nikogo nie można na siłę uczyć postepowania.
                Kazdy oszukuje tą druga stronę w ten lub inny sposób i dlaczego właśnie
                fizycznośc jest napiętnowana? Jakoś inne zdrady , oszustwa ,ubliżania, przemoc
                psychiczna uchodzą płazem a czy one nie świadczą zle o zwiazku o stanie jego
                uczuc o zdradzie drugiego człowieka?
                Czasem mozna kogoś bardzo kochac a jednak lądowac w łóżku z tym/tą inną, a kto
                tego nie wie to jeszcze sie przekona.
                pozdrawiam
                • Gość: biko Re: Romans na boku, który caly jest syfem IP: *.acn.pl 31.07.04, 19:17
                  Po pierwsze: nie kazdy oszukuje
                  Ludzie, ktorzy oszukuja to nie ludzie tylko mendy.
                  Po drugie: bzykanie na boku, to nie jest osobista sprawa zdzicha. Gdyby walil na
                  boku konia, to nie byloby sprawy. A on krzywdzi zone, ktorej cos obiecywal i
                  chyba tez te panienki. Przeciez pisze o nich jakby to byla jakas nizsza rasa -
                  blondynki co nadaja sie tylko do bzykania
            • zalotnica Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 31.07.04, 19:40
              zdzichu-nr1 napisał:

              > Zalotnica, mącisz wątki jak każda kobieta, mimo, że wywód napisałem jasno i
              > czytelnie (tylko dla faceta jak widać).
              *tak masz racje, jestem kobieta i nigdy nie bede wiedziala co to
              jest meska chuc i jak sobie z nia radzic, ale zawsze mnie nurtuje
              dlaczego jeden facet potrfi sie powstrzymac chociaz tak bardzo pragnie,
              a drugi, tak jak w Twoim przypadku bedzie bawil sie w ...matematyke

              > > po pierwsze, nigdy nie mow nigdy
              > mówiłem nigdy?! mówiłem 'chyba'
              ***cytuje :
              "No cóż, zapewne NIGDY nie znajdę swego ideału, to jest samodzielnej pięknej
              dziewczyny z wielkim intelektem..."
              *teraz wiemy juz dlaczego

              > > po drugie, dlaczego nadal szukasz skoro juz wiesz...?
              > nie plącz różnych rzeczy! Co innego szukanie ideału, a co innego rekreacyjne
              > bzyknięcie dwudziestoletniej blondyny która jest chętna, bo jej chłopak
              > pojechał do rodziny
              ***zabawiajac sie w tak latwy i prosty sposob nie masz czasu i sily juz na
              jakikolwiek wysilek, no bo po co, skoro i tak juz masz, czy mozesz miec...
              a przeciez wypadaloby przed taka panna z intelektem tez czyms blysnac,
              aby to ONA Cie zauwazyla ,prawda...?


              > > Po trzecie, zaprzeczasz sam sobie, po prostu szukasz tylko
              > > "ofiary" a nie intelektu...
              > Do stałego związku szukam kobiety stojącej silnie na własnych nogach, do tego
              > pieknej, względnie młodej i błyskotliwie inteligentnej. Na pewno nie
              > byłaby "ofiarą", raczej partnerką
              ***w tym przypadku to tylko sam sobie jestes winien...to przeciez wlasnie ONE
              szukaja stabilnego faceta a nie zwyklego podrywacza, a ty niestety
              kwalifikujesz sie tylko na takiego...



              > > Po czwarte, czy te wszystkie klamstwa nie maja wplywu na
              > > jakosc twoich przyjemnosci ...? czy nie czules nigdy obrzydzenia do sieb
              > ie ..
              > Dziewczynom z którymi sypiam na boku nie kłamię, bo niczego nie obiecuję.
              >Stała partnerka zwykle o niczym nie wie, staram się jej też nie kłamać. >
              się do niej, choć od mojego ideału dzielą ją lata świetlne
              ***a czy wiesz, ze najpierw samemu trzeba byc idealem, aby miec szanse
              spotkania drugiego...?

              > > Po piate, wez tez pod uwage fakt , ze nie masz zadnych szans u tych
              > > pieknych, samodzielnych z intelektem dziewczyn, takich facetow jak Ty wyc
              > zuwa
              > > sie na odleglosc...
              > Szanse to ja mam u każdej, tyle, że "pięknych, samodzielnych z intelektem
              > dziewczyn", to dzisiaj ze świecą szukać...
              ***naprawde, usmialam sie...a po czym to stwiedziles, ze masz szanse u
              kazdej...?


              > > po szoste, czy taka chuc jak Twoja to daje znac o sobie dopiero
              > > w malzenstwie, ? jesli nie to po co w takim razie ciagales do oltarza ?
              > nie ciągnąłem, to wieloletni konkubinat
              ***uwazam, ze jestescie oboje zawieszeni w prozni , zadne z Was nie potrafi
              podjac zyciowej decyzji...

              > > po siodme, jak mozesz zonie patrzec potem spokojnie w oczy ?
              > mogę
              ***czy nadal sie jeszcze dziwisz, ze te z intelektem omijaja Cie z daleka...?

              > > po osme, na szczescie nie kazdy mezczyzna laduje od razu, czy w ogole
              > > w lozku z kobieta, ktora moze i pragnie, to jest tzw. morale...
              > raz się żyje
              ***tak jak w przyslowiu : swoj swojego zawsze znajdzie...

              > > po dziewiate...to mozna tak bez konca
              > dyskutować z Tobą na pewno można bez końca
              ***jesli masz lusterko w domu, napisz mi kogo tam zobaczyles...

              > > Czy naprawde taka "chuc" az tak bardzo moze odbierac rozum...?
              > moja chuć jest KONTROLOWANA, czego wyrazem założenie tego wątku
              ***powaliles mnie tym stwierdzeniem...
              aha, teraz juz wiem, ze celem tego watku bylo udowodnienie, ze mozna czerpac
              w zyciu ze wszystkich "przyjemnosci" jakie ono ma do zaoferowania, jesli sie
              jest tylko na tyle "sprytnym" (przebieglym, wyrafinowanym), to mozna
              bezkarnie lawirowac miedzy prawda a klamswtem do woli...
              Widze, ze bardzo ciekawie i z wielka premedytacja niektorzy ukladaja
              sobie zyciorysy...

              > > Moze zacznij lykac jakies pigulki na ostudzenie, to moze Twoje
              > > oczka i uszka uslysza i zobacza swiat w innym wymiarze...?
              > myślisz o wlewaniu bromu do zupy?
              ***a czy tylko to jest dostepne dla mezczyzn...? (oprocz blondynek
              oczywiscie...)



              >Tak tu gadamy o zdradzie i jej przykrych konsekwencjach, a przecież są
              >przykłady zdrady udanej, która nie wyszła na jaw, nie zrujnowała nikomu
              >postronnemu życia i jakoś tam się bezboleśnie dla obu stron zakończyła sie.

              >Trzeba wiedzieć jak zaczynać i jak oraz kiedy kończyć. Osobiście kilka razy
              >przeciąłem związki na boku, nie robiąc CHYBA wielkiej tragedii drugiej
              >stronie, a na pewno zapobiegając kłopotom, które już się szykowały.

              ***no to pozwolisz, ze wroce do Twojego pierwszego postu,
              czy zdajesz sobie sprawe z tego, ze slowo "przeciac" zaprzecza
              slowu "bezbolesnie" ...? Pamietaj, ze kobieta, nawet taka blondynka tez
              moze miec swoj honor, slowo "chyba" uzyte przez Ciebie, wyjasnia,
              ze takie jest twoje tylko pobozne zyczenie...a prawda, to CHYBA nie jestes
              tak specjalnie zainteresowany...


              • zdzichu-nr1 Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 02.08.04, 20:04
                Zalotnica, nie sposób Ci odmówić pewnych trafnych spostrzeżeń, co prawda nie za
                wielu. Ode mnie tylko kilka uwag.

                1) Idealny mężczyzna zdobywając miesiącami idealną kobietę, często po cichu
                załatawia swe potrzeby z jakimś damskim wycieruchem. Prezentujesz idealną wizję
                świata, która jest piękna ale niestety nieprawdziwa. Ja walę brutalną prawdę
                między oczy, za co obrywam od Pań na tym forum.

                2) Nie mam problemu ze zdobywaniem kobiet, mam problemy z ich jakością. Dodam
                że nie obracam się w jakichś substandardowych kręgach społecznych.

                3) Mój stały związek scharakteryzowany trafnie.

                4) W lusterku jest naprawdę niezły gość :)))

                5) Nie ma absolutnej prawdy i absolutnego kłamstwa, samej czerni i bieli.
                Boleję nad tym, ale prawdziwy świat to wyłącznie różne odcienie szarości.

                6) Poza bromem, chodzeniem na siłownię, biegami maratońskimi, katowaniem
                górskiego roweru jest tylko masturbacja, której jednak mężczyźni po 18 roku
                życia raczej nie stosują.

                7) Odnośnie "przecinania związków". Wiesz, wyciśnięcie wągra boli, jednak
                lepiej go wycisnąć niż czekać aż się z niego zrobi czyrak. Wtedy będzie bolało
                dużo bardziej, a czasem konieczna będzie wręcz interwencja chirurgiczna.

                Poza tym wcale nie jestem aż takim skurwysynem, za jakiego mnie uważasz.
                pozdrawiam

                • pom Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem 02.08.04, 20:36
                  > 7) Odnośnie "przecinania związków". Wiesz, wyciśnięcie wągra boli, jednak
                  > lepiej go wycisnąć niż czekać aż się z niego zrobi czyrak. Wtedy będzie bolało
                  > dużo bardziej, a czasem konieczna będzie wręcz interwencja chirurgiczna.

                  Mi Twój wieloletni konkubinat przypomiona taki właśnie czyrak. Jakoś tego nie
                  zauważyłeś mądrząc się o bzykaniu... jak je nazwałeś...? Damskich wycieruchów?


                  > Poza tym wcale nie jestem aż takim skurwysynem

                  Ciekawe, czy Twoja stała partnerka też by to powiedziała przeczytawszy ten
                  wątek. W koncu ona zna ciebie najlepiej. I mimo swej niedoskonałej inteligencji
                  jakieś przemyslenia jednak ma.

                  Masz rację, swego ideału na pewno nie znajdziesz. Tnij swe wągry i ulewaj
                  frustracje na forum. Dobre i to.
    • Gość: pollak Się tak zastanawiam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.04, 19:21
      Się tak zastanawiam jakim ciołem trzeba być aby się chwalić swoim kurestwem...
      • aleckh Re: Się tak zastanawiam 02.08.04, 20:39
        Zostawcie Zdzicha, tyle gada a tak naprawdę jeszcze fajnej kobiety nie poznał
        (jak zresztą sam pisze). A może już poznał, ale go nie chciała...
    • Gość: dluga Re: Romans na boku, który nie skończył się syfem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 20:58
      Hmm... pretekst pt. ze nigdy nie znajdzie sie swojego idealu jest bardzo dobrym
      wytlumaczeniem....obawiam sie tylko, ze niestety za latwym, bo gdyby w ten
      spsob podchodzic do kazdego aspektu zycia ( no przeciez dazy sie w nim prawie
      do doskonalosci), bylo by ono na chwile, na niby?! Wg mnie romansowanie takie
      jakie ty reprezentujesz (dodam dla ulatwienia ze niestety z pozycji narcyza i
      pewnie myslisz, ze twoja partnerka znalazla ideal) jest poprostu efektem
      kruchosci twojej psychiki. Brak silnej woli powoduje, ze czlowiek dla
      usprawiedliwienia swoich slabosci szuka czegos co jest kompletnie nieosiagalne,
      totalna mrzonka. A poniewaz zdaje sobie z tego sprawe, wmawia sobie, ze
      zadawala sie byle czym ale w ilosciach, ktore gdzies tam mogly by zastapic owy
      pojedynczy ideal. Pieknie... myslenie bardzo przewrotne, ale wygodne:)
Pełna wersja