Dodaj do ulubionych

Ja już nie wiem...

23.07.13, 10:33
Potrzebuję kilku/kilkunastu opinii na temat mojej sytuacji. Przestaję ufać temu, co myślę, uważam, temu co czuję, jestem potwornie zagubiona...

Jestem w związku z facetem, który właśnie niedawno miał rozprawę rozwodową. Planowaliśmy własną rodzinę, dziecko w przyszłym roku, za kilka lat własny pensjonat... I wszystko szlag trafił - mój partner uważa, że przeze mnie.
Poszło o to, że na rozprawie rozwodowej, aby mieć święty spokój i nie wstydzić się przed sądem swojej żony histeryczki i jej cyrków (tak powiedział), zmienił swój wniosek z udzielenia rozwodu bez orzekania o winie na udzielenie rozwodu z jego winy, mimo, że wcześniej inaczej wnioskował. Tym samym podjął, uważam, że za NAS, zobowiązanie wobec tej kobiety na całe życie. A jest to typ kobiety, która na pewno to wykorzysta, bo już w tej chwili korzysta - partner w chwili obecnej płaci cały ich wspólny kredyt za dom (2500 PLN miesięcznie), wcześniej spłacał jej kredyt na samochód (całe szczęście już się skończyło), płaci również kredyt gotówkowy zaciągnięty u kolegi na wyposażenie tego domu (w kwocie około 2000 PLN miesięcznie). Na początku się rzucałam, że przecież to jest ich WSPÓLNE zobowiązanie, wiec nie rozumiem, dlaczego żona nie partycypuje, ale tak mnie przekręcił, że jakoś to przełykam. Do tego dochodzą comiesięczne alimenty na synka (w kwocie 3000 PLN - co jest dla mnie kwotą kosmiczną, bo w myśl prawa, rodzice łożą wspólnie i mniej więcej w częściach równych na utrzymanie dziecka, więc mi wychodzi 6000 PLN - co jest niedorzeczne chyba, ale może się mylę?). Łączni wychodzi, jak ch.. strzelił ok. 7500 PLN miesięcznie. Żona mojego partnera nie jest osobą bezrobotną, zarabia około 5000 PLN netto, więc całą swoją pensję ma na kremy, ciuchy itd. - jak to mój partner powiedział, ona sobie nie odmówi a będzie zasłaniała się dzieckiem, że dziecku obniża standard i jaki to z niego do d..y ojciec.
Z obecnymi zobowiązaniami partner tak mnie ugadał, że uwierzyłam, że one się kiedyś skończą - kredyt na dom za 20 lat, alimenty za jakieś 14 lat, kredyt gotówkowy na wyposażenie domu też...
I szlag mnie trafił, jak powiedział, że zgodził się na wzięcie winy na siebie - prawnie oznacza to, że jeśli żona zechce udowodnić, że nagle nie może pracować, jej standard się obniżył to partner będzie zobowiązany łożyć na jej utrzymanie (aby standard jej się nie pogorszył z życia przed rozwodem) do końca życia.
Czuję, ze on pogrąża nas finansowo. W domu jest nerwowo, partner, aby zwiększyć zarobek prowadzi interesy nie do końca uczciwe, ciągły stres, łatanie budżety, zaległości w US, ZUS, proszenie o pieniądze rodziców... I on bierze kolejne zobowiązanie, nawet mnie nie biorąc w tym pod uwagę, co czuję.
Powiedziałam mu, że nie będę zarabiać na życie żony (wtedy już byłej), bo jest to dla mnie nikt, osoba obca i w związku z tym, nie wyjdę za partnera za mąż, bo boję się takiego życia, że przyjdzie komornik, wejdzie na moją pensję (ja mam legalny dochód i to około 8000 PLN miesięcznie), bo zdarza się, że partner pieniędzy nie ma (tak to jest jak jest się na działalności).
Reakcja partnera mnie rozwaliła...
Usłyszałam, że jestem dla niego niestabilna, że to są NASZE zobowiązania, że przecież to oczywiste, że RAZEM płacimy na jego żonę, że jak będziemy mieli pensjonat to to jest oczywiste, że z NASZYCH pieniędzy on musi pospłacać zobowiązania, że jego zobowiązanie wobec żony, mam traktować po prostu jako jakiś jego kredyt a ja wszystko biorę jakoś personalnie. Że jestem przewrażliwiona, skąpa, co ja tak się sfokusowałam na kasie, że dzielę, że to co nasze to nasze a co moje to moje, że mam dziwne poczucie własności, wręcz chore. I w takim razie nie będziemy mieć pensjonatu, ani niczego wspólnego i on będzie sobie sam radził. tak powiedział. NIC WSPÓLNEGO, bo ja się do tego nie nadaję. Znowu czuję, że mną manipuluje albo rzeczywiście, powinnam brać faceta z całym jego dobytkiem, że miłość się liczy... Tylko ja czuję, ze on t zrobił tak, jakby nie miał w ogóle szacunku do mnie i mojej pracy. Płaczę od 3 dni, nie mogę się uspokoić, zaczynam już sobie wkręcać, że rzeczywiści mam chore pojęcie o tym, i ludzie normalni, będący w związku tak robią. Poproszę o opinie, nawet skrajne, każde opinie są dobre i pozwalają spojrzeć na sprawę z różnych perspektyw. Będę bardzo wdzięczna.
Obserwuj wątek
    • sibeliuss Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:42
      Szczerze? Jak go kochasz to dasz się urobić jak plastelina i będziesz sponsorowała obcego babsztyla, bo ulokowałaś uczucia w rycerzyku. Facet ma małą wyobraźnie, do tego jak widać ma wobec ex poczucie winy i chce je okupić WASZĄ kasą i ma w odwłoku Twoje zdanie. Cokolwiek przeczytasz będzie niczym innym jak pisaniną obcych ludzi, boisz się samotności i tego nic nie zmieni. Może to okrutne, ale jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji - wyjście z tego związku, szybko i nieodwracalnie, ale do tego trzeba mieć sporą odwagę.
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:51
        sibeliuss, dziękuję. Potrzebuję tej pisaniny, bo przestałam w tym związku ufać sobie, a to jest bardzo złe, ja to wiem. Czuję się coraz gorzej, mam objawy psychosomatyczne. Najgorsze dla mnie jest to, że nie ufam temu, co czuję, że rozmowy z partnerem są prowadzone w taki sposób, że wszystko moja wina. I nagle zaczynam w to wierzyć.

        Konkluzja tej sytuacji dla mnie jest taka, że partner sam podejmuje decyzje a skorą jesteśmy razem, to one są NASZE i moje odżegnywanie się od tego jest chore. Partner powiedział mi, że jestem "obok" związku a nie z nim "W" związku.
        Dodatkowo oświadczył mi, że skoro tak traktuję jego, to robimy kartkę i wszystko, co dotyczy kosztów naszego życia dzielimy po połowie (co mnie zabolało, bo kosztów zobowiązań z żoną nie dzieli na pół) i dodatkowo, nic wspólnego ze mną nie będzie miał w przyszłości, bo nie może na mnie liczyć. Ja jestem gotowa płacić całość NASZEGO życia (ale naszego, a nie tej pani) aby mi tylko nie wyrzygiwał.
        Jestem rozwalona i mam tego wszystkiego powoli DOSYĆ!
        • tonik777 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:05
          > Konkluzja tej sytuacji dla mnie jest taka, że partner sam podejmuje decyzje a
          > skorą jesteśmy razem, to one są NASZE i moje odżegnywanie się od tego jest chore.
          > Partner powiedział mi, że jestem "obok" związku a nie z nim "W" związku.
          Dajesz sobie wmówić brednie. Chłop jest dobry w zagrywkach psychologicznych, a Ty wierzysz we wszystko co mówi zamiast zastanowić się na sensem jego słów. Skoro twierdzi, że jesteście razem to decyzje też powinny być wasze, a nie tylko jego. Typ jest jeszcze bezczelny, podejmuje decyzję, które będą miały poważne skutki nie patrząc na Ciebie i Tobie jeszcze zarzuca, że się z nim nie zgadzasz. Zawsze możesz zadziałać tak jak on. Ty podejmij decyzję, że nie będziecie płacić kredytów i alimentów na byłą żonę, a alimenty na dziecko zostaną obniżone, a jak się nie zgodzi to zarzuć mu, że jest poza związkiem.
          • sibeliuss Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:21
            tonik777 napisał:

            > Ty podejmij decyzję, że nie będziecie płacić kredytów i alimentów na byłą żonę, a alimenty > na dziecko zostaną obniżone, a jak się nie zgodzi to zarzuć mu, że jest poza związkiem.

            Celnie napisane.
      • 7katipo Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 19:44
        Sibeliuss słusznie prawi. Jesteś na samym początku, zwiewaj TERAZ. Facet Cię nie szanuje, nie liczy się z Twoim zdaniem ani uczuciami. Daje sobie prawo do dysponowania Twoimi finansami (są już "Wasze"), a Ty nie masz prawa do jego kasy, bo jak coś powiesz, to "...jesteś poza związkiem". Manipulacja, paskudna i nawet niespecjalnie subtelna. Znam to lepiej niż bym chciała... Godzisz się na to, na tamto, na kolejne może się nawet i nie godzisz, ale nie powiesz tego głośno, bo już zdążył Ci na tyle zryć beret, że nie jesteś pewna, czy może on jednak nie ma racji, a Ty się czepiasz/wymyślasz/wpisać dowolne
        Z takimi typami nie ma opcji "ułoży się, będzie lepiej"
    • berta-death Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:45
      Przed ewentualnym ślubem zróbcie intercyzę i rozdzielność majątkową. Bo naprawdę może się okazać, że będziesz ich wszystkich utrzymywać. Możesz jeszcze zrobić taki myk, że zaczniesz mu suszyć głowę o ubieganie się o to, żeby dziecko było przy nim. To często studzi finansowe zapały drugiej strony.
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:52
        berta-deth, partner nie będzie walczył w sądzie, bo chce mieć święty spokój. Nie chce dociekać prawdy i walczyć, nawet o dziecko, bo to facet, który wszystko załatwia po najmniejszej linii oporu, dlatego wziął tą winę na siebie, mimo, że żona też ma za uszami sporo. dla JEGO egoistycznego świętego spokoju.
    • feel_good_inc Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:45
      katia_katia_28 napisała:
      > Potrzebuję kilku/kilkunastu opinii na temat mojej sytuacji. Przestaję ufać temu
      > , co myślę, uważam, temu co czuję, jestem potwornie zagubiona...

      Jaki bajer! Głosować można SMS-em czy jak? Jest opcja w której się rozbierasz?
    • light_in_august Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:46
      Po pierwsze, nie rozumiem, jak mógł wziąć winę na siebie, skoro wnioskował o winę żony? Na rozprawie powiedział, że to on jest winny? Bez sensu zupełnie. Mógł ewentualnie w ogóle zrezygnować z orzekania o winie, ale tak to się całkiem kupy nie trzyma. Tak czy inaczej, zachowaj się dziwnie i nie w porządku wobec Ciebie.

      Po drugie, sąd nie zasądza alimentów w takiej wysokości komuś, kto klepie biedę. Jest to naprawdę spora kwota zasądzana osobie zarabiającej kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie.

      Po trzecie, jeśli żona zarabia mniej (5 tys.), to nie liczy się tak, że oni oboje wykładają na dziecko po równo. Więcej wykłada ten, kto więcej zarabia.
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:55
        Alimenty są zasądzone na kwotę 3000 PL na dziecko, kredyty WSPÓLNE żony i partnera płaci w całości partner, bo tak sobie postanowił. Na papierze partner zarabia około 8000-10000 PLN miesięcznie, reszta niezbyt uczciwie zarobiona.
      • tymon99 Re: Ja już nie wiem... 24.07.13, 22:51
        ight_in_august napisała:

        > nie rozumiem, jak mógł wziąć winę na siebie, skoro wnioskował o winę żony?

        ekhm.. zostawił żonę z dzieckiem, po czym zaczął się bawić w dom i wielkie plany z młodszą i mniej wymagającą. z której strony sąd musiałby patrzeć, żeby nie widzieć jego winy?
    • mojemieszkanie24 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:54
      Uciekaj a tego związku bo gość ewidentnie cię ciągnie na dno. Pamietaj, że to nie są WASZE zobowiązania tylko JEGO. Biorąc winę na siebie doprowadzi do tego, że jeszcze żona będzie chciała od niego alimentów !!! 7500 zł zobowiązania na cale życie to BARDZO BARDZO DUŻO !!!!!!!! A co z waszym życiem? Pamietaj, że z takmi zobowiazaniami możesz zapomniec o jakimkolwiek kredycie, o dziecku też zapomnij bo on całe życie będzie spłacał.

      Podstawowe pytanie: dlaczego partner nie chce sprzedać domu ? Jeżeli żona się nie zgadza to przecież może go spłacić...


      Ja ci dobrze radzę, uciekaj.... jakieś szemrane interesy, partner który tak naprawdę nie zakończył jeszcze związku z kobieta i nie zakończy go przez 20 lat ( będą związani kredytem..). Coś tu nie gra :/
    • krytyk-systemu-edukacji Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 10:56
      > Płaczę od 3 dni, nie mogę się uspokoić, zaczynam
      > już sobie wkręcać, że rzeczywiści mam chore pojęcie o tym, i ludzie normalni,
      > będący w związku tak robią. Poproszę o opinie, nawet skrajne, każde opinie są
      > dobre i pozwalają spojrzeć na sprawę z różnych perspektyw. Będę bardzo wdzięczna.

      Uroki związku z żonatym, odc. dwa tysiące sześćset osiemdziesiąty dziewiąty. :)
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:02
        Dowiedziała m się o nich "po ptokach", nie był ze mną uczciwy na początku, dowiedziałam się jak już zamieszkaliśmy ze sobą. Ale obiecywał, że te długi będą się zmniejszać. A zamiast się zmniejszać wziął sobie babę na łeb do końca życia.
          • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:45
            Po roku mieszkania razem zażądałam rozwodu. Też mnie zmanipulował, powiedział, że ciągle mi mało. Że mam go, przecież mieszkamy razem i co mi papierek przeszkadza. Usłyszałam, że jestem zachłanna, on mi trzyma palec prosto w d..upie a mi mało...
            Pisałam już, że zarabiam około 8000 PLN netto miesięcznie, prowadzę również działalność.
    • mojemieszkanie24 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:02
      jeżeli zona chce dom to niech spłaci męża albo niech kupią mniejszy dom... albo mieszkanie. Nie uważam, żeby przez mieszkanie w mieszkaniu a nie w domu dziecko miało mniej komfortowe warunki. Cos tu smierdzi....
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:04
        Śmierdzi tym, że partner jest psychicznie uzależniony od żony, tzn żona manipuluje dzieckiem i wzbudza w partnerze poczucie winy. A partner wierzy w to, że on tak MUSI, że nie może być tak, że warunku mogą im się pogorszyć. I dziecko jest najważniejsze i dziecko nie może usłyszeć, ze to przez ojca musu się mały wyprowadzić od kolegów, z pięknego domu do jakiegoś mieszkania.
        • nudzimisie_strasznie Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:18
          On psychicznie uzależniony od żony, a Ty od niego...
          Wprowadził Cię w błąd jak się poznawaliście, robi lewe interesy. No sorry. Jakoś mi trudno uwierzyć, że na rozwód z orzeczeniem o jego winie, zgada się z rycerskości. On zapewne jest winny.
          Pilnuj swoich pieniędzy. Pensjonat, jeśli o nim marzysz, otwórz sama lub z innym partnerem biznesowym. On Ci łaski nie robi. I nie ustępuj w najmniejszym nawet stopniu.
          Stosunek do pieniędzy mówi bardzo dużo o człowieku, a o Twoim partnerze mówi nienajlepiej.
            • nudzimisie_strasznie Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:26
              A jaka różnica? Zamiast dociekać co nim kieruje, bo wychodzi na jedno, pilnuj kasy, przystań ochoczo na liczenie się na kartkę, z tego co piszesz, wyjdziesz na tym na plus. Może przyjdzie taki dzień, że Twój chłop zrozumie, że za swoje czyny i zobowiązania odpowiada on. Ty odpowiadaj za siebie, za swoje bezpieczeństwo finansowe, za swoje plany, bo nikt inny tego nie zrobi, a na pewno nie Twój partner.
        • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:10
          Nom, dokładnie. Tzn. mieszka u mnie, kupiłam mieszanie niedawno, tzn. niby RAZEM kupiliśmy, kredyt na mnie, na razie było tak, że ja płacę wszystkie rachunki a on ratę, ale on chce kartkę teraz, bo jak tak sprawę stawiam z jego, tzn. NASZYMI zobowiązaniami (żona) to będziemy się liczyć jak Żydzi.
            • mojemieszkanie24 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:30
              To ty jesteś zaangażowana w ten związek a nie on.... Jesteś zaślepiona, że nie widzisz że on chce cię pogrążyć. Wyobraź sobie że 20 lat on będzie spłacał zadlużenie w wysokości 7500 zl !!!! Jeszcze potem się okaże, ze żona straci pracę to będzie tez jej płacił alimenty.... Kobieto czy jest jakiś powód dla którego ty z nim jesteś ? Zadłuzony po uszy i nieudolny życiowo...
                • mojemieszkanie24 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:10
                  No odliczając jego wydatki ( 7500 zł) to zostaje mu na utrzymanie z 500 zł ( pensje ma około 8000 zł) + brudne interesy. To uważasz za udolność życiową ? Gdyby tak było to nie dałby się wykręcić żonie. On w tym momencie tyle zarabia, za rok czy dwa sytuacja sie odwróci ( szczególnie jak pójdzie siedzieć za te brudne interesy) i wtedy będzie na dnie z długami.
              • krakoma Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:36
                chwilka, ona nie ustosunkowala sie do kwestii jej roli przy rozpadzie tamtego malzenstwa.
                jak sie przyczynila, to facet jak najbardziej moze wymagac, zeby wspolnie za to placili??
                  • satoja Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:49
                    a ty SAMA podjęlas decyzje żeby związać się z facetem żonatym i dzieciatym.
                    i nawet zamieszkaliście w twoim mieszkaniu przed ich rozwodem.
                    nawet doradzalas mu co do rozwodu, alimentów, itd.
                    więc bardzo angażujesz się w posiadania faceta żonatego,rozwodzącego się,alimenciarza.
                    nie trzeba było z tego robić zaklepanego związku dopoki się nie rozwiódł. wtedy by myślał co zrobić żeby zdobyć ciebie, a nie co zrobić żeby żonie zostawić dobre wspomnienia.


                      • satoja Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:57
                        wygląda na to, że wzięlas sobie ropucha i na siłę usiłujesz zrobić z niego księcia.
                        i ciągle się dziwisz, że to się nie udaje, tylko z ropucha uparcie wychodzi ropuch.

                        twoje życie, tak jak je sobie spieprzysz tak spieprzone będziesz miała.




                      • tais86 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 19:00
                        > To prawda, biorę na klatę i wiem, gdzie popełniam błędy. Ostatecznie chcę zobac
                        > zyć, że to jest manipulowanie mnie a ja jak osiołek daję się. SAMA, to prawda.

                        Jak to "ostatecznie chcesz zobaczyć", to ty tego nie widzisz??? Jeśli nie jesteś trollem, to po prostu nie wierzę w to, co czytam. Z tego, co piszesz jawisz się jako inteligentna osoba, a jednocześnie pytasz obcych ludzi, czy być w związku z facetem, który prowadzi nielegalne interesy, tkwi w długach, nie ma do Ciebie za grosz szacunku, a przy tym jest kompletnym prostakiem? Sprawę żony już pomijam. Jak w ogóle można pozwalać sobie na teksty takie jak ten o palcu w d...? Chyba zaczynam rozumieć, skąd bierze się protekcjonalny stosunek mężczyzn do kobiet, skoro nawet inteligentne babki dają sobą tak pomiatać.
                        • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 24.07.13, 11:42
                          To prawda, czuję się ze sobą żałośnie, pozwalam sobą manipulować i boję się wyrazić swój stosunek do czegokolwiek, bo boję się, że on mnie odrzuci ( i de facto odrzuca), gdyby było wszystko ok. z moją psychiką, nie marnowałabym czasu na człowieka, który ma głęboko gdzieś moje potrzeby i uczucia i zamiast powiedzieć: "rozumiem kochanie Twój punkt widzenia, wiem, że boisz się moich zobowiązań, dlatego rób tak, abyś czuła się ze mną bezpiecznie" to słyszę: "z Tobą jest coś nie w porządku"...
                          • po-trafie Re: Ja już nie wiem... 07.08.13, 12:38
                            zainwestuj w terapia, zamiast w niego.
                            Dlugoterminowo wyjdziesz na tym DUZO lepiej.

                            Nie powinny cie ruszac slowa 'z toba jest cos nie w porzadku' od kogos, kto zachowuje sie nie fair.
                            Ty oceniasz swoje zachowanie i sytuacje calkiem trzezwo i niezle, naucz sie cenic siebie i swoj poglad. Nie watp, nie daj sie podkopac komus, kto jest nie fair. To ze on sie wkreca i nawet wierzy ze musi, ze tak ma byc, i ze ty masz sie zachowac tak a tak - to nie znaczy, ze tak ma byc.

                            Ludzie maja rozne wyobrazenia na temat zwiazkow. Sa zony przekonane, ze maja swoim mezom uslugiwac za to tylko, ze oni laskawie wracaja do domu i bija tylko czasem.
                            One w to bardzo wierza.
                            Ich mezowie uwazaja ze tak ma byc.
                            Jak ktos im powie, ze nie chce sie tak bawic, to stwierdzaja 'z ta osoba jest cos nie w pozadku'.

                            To ty decydujesz o tym, jakim zyciem chcesz zyc i w jakich ukladach chcesz byc. Decyduj madrze.
    • jeriomina Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:29
      Prowadzi interesy "nie do końca uczciwe" - przeczytaj to, co napisałaś.
      Ty masz jeszcze jakieś wątpliwości?
      Jeśli mimo wszystko chcesz być z tym kretynem, to przynajmniej intercyzę sobie załatw, zanim skończysz na ulicy.
    • mojemieszkanie24 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:32
      On dba tylko i wyłącznie o swoje interesy. Jak on sobie wyobraża założenie tego pensjonatu ? Ty rozumiem masz na wszystko wyłozyć, bo on przecież nie ma z czego... i ma czelność jeszcze ci wmawiać, ze to WASZE ozbowiązania. Śmiech na sali...
    • allatatevi1 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:34
      Bezwzględnie intercyza.

      Doradzałabym też wizytę u psychologa/psychoterapeuty żeby sprawdzić czy z Twoją samooceną wszystko jest ok - w końcu musi być jakiś powód dla którego zamiast wziąć sobie mężczyznę z czystą kartą, wzięłaś spady po innej kobiecie.

      Poza tym piszesz, że planujecie dziecko. W życiu rzeczywiście wiele rzeczy może się pokomplikować, ale Ty na wejściu fundujesz swojemu potomkowi rodzeństwo przyrodnie, patchworkową rodzinę.
      Rozumiem, że kobieta po rozwodzie i/lub z dzieckiem musi trochę powściągnąć swoje ambicje co do posiadania partnera na poziomie.
      Ale Ty bezdzietna, panna (?) chyba mogłaś trochę wyżej postawić poprzeczkę?
      • satoja Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:41
        cóż, autorka "wzięła" sobie ŻONATEGO FACETA Z DZIECKIEM. przygarnęła do własnego mieszkania, nie przeszkadzała jej ta żona i dziecko, nie przeszkadzało jej jego ściemnianie, planuje z nim ślub i dziecko choć facet rozwodu nie miał, itd itp.
        obudzila się dopiero jak poczuła zagrożenie finansowe i to, że inna baba dostanie więcej niż ona ;)
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:48
        Jestem rozwiedziona, bez dzieci.
        Mój partner zmanipulował mnie już na początku. Na psychoterapię chodziłam, przerwałam po tym, jak psychoterapeuta powiedział mi, że partner powinien ze mną chodzić na psychoterapię. Partner przyszedł dwa razy, obraził się, że musi mówić o sobie a potem powiedział, że z nim wszystko w porządku i nie uważa, żeby jakiś psycholog miał rozwiązywać nasze problemy. Od rozwiązywania moich problemów mam przecież jego, tzn. partnera.
        Było między nami już nieciekawie, ale ta sprawa z tym rozwodem i JEGO/NASZYMI zobowiązaniami mnie rozwaliła 3 dni temu dokumentnie i nie wytrzymałam...
        • allatatevi1 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:24
          Słuchaj a czy Ty jesteś pewna, że za tym rozwodem nie stoi coś obrzydliwego, co on zrobił?
          Np. przeleciał 17-letnią opiekunkę do dziecka? I teraz dlatego tak się boi, że żona to wywlecze?

          Pisałaś, że on to wszystko robi w imię zgody i braku kłótni w sądzie, a trochę ciężko w to uwierzyć, bo on raczej na empatycznego nie wygląda.
          Raczej wygląda na przemocowca psychicznego i manipulatora.

          • krokodil123 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:29
            Też tak myślę i dlatego wysunęłam teorie że albo on tej kasy nie miał i nie ma ,albo teraz kasa jest i idzie gdzieś indziej a nie na kredyty dla żony i dziecko.

            Jeszcze zwróciłam uwagę że porządny przedsiębiorca wolałby mieć w firmę wszystko w porządku a nie unikać płacenia podatków i robić sobie zaległości w Zusie u Musie.
            • loginoftheyear Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:37
              przychylam sie do tego zdania
              zyje troche dlugo juz i jeszcze nie slyszalam o mezczyznie, ktory z wygodnej opcji nieorzekania o winie przeszedlby do obwiniania siebie tylko dla 'swietego spokoju;
              swiety spokoj haha, daj sobie wkrecac tak dalej...
          • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:54
            Powiedział, że żona zrobi cyrk i wstyd przed sądem a on nie lubi mówić publicznie o sobie, dodatkowo boi się, ze dziecko będzie ciągane po sądach. Powiedział, cytuję: "dla mnie święty spokój jest najważniejszy oraz pójście po najmniejszej linii oporu".
            • krokodil123 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 15:14
              Ale kochana nie ma znaczenia co on mówi a jak jest prawda.

              Mój były ma 2 żonę. Mieliśmy wspólny biznes, gadał i i dada każdemu że on mnie utrzymywał a ja pachniałam. Oddałam mu firmy nie bez perypetie.
              Ja nadal pracuję i zarabiam a on nic nie zarabia bo "taki biznesmen" i ścigają go urzędy za permanentne zaległości.
              Nic mi nie dal, nie płaci alimentów, od roku ma komornika, ale żonie opowiada że to nie prawda-płaci a ja coś sobie ubzdurałam a o komorniku się nie przyznaje i dużo podobnych.
                • krokodil123 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 16:06
                  Problem widzę w tym że zakładasz że wszystko co on mówi jest prawda.
                  I to dobrze, ale później tak jak pisali dziewczyny coś zaczyna nie pasować w profilu psychologicznym tego faceta.
                  Z byłą żoną jest za bardzo hojny co jest rzadkość, a tobie ciśnie i manipuluję.

                  Tutaj się zastanawiam gdzie jest jego prawdziwe oblicze, nie wierze że tam jest słodki i posłuszny a u ciebie robi kwasy i kalkuluję ponad miarę.
    • satoja Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:37
      wielu facetow "kocha" poprzez obdarowywanie kobiety kasą.
      jak widać, ten facet cały czas bardziej dba o exżonę i jej wygodę niż o ciebie i twoje bezpieczenstwo finansowe.
      może zamydlilaś sobie oczy tym, że niby facet zarabia taaaaka kasę i fajny jest więc obiecujacy na przyszłosć - ale pora już różowe okulary zdjąć.
      facet bardziej dba o swoją poprzednią rodzinę a od ciebie oczekuje wsparcia w tym dbaniu o ex.
      nie wychodź za niego za mąż, a jesli zamierzasz z nim robić jakies spółki to tylko z.o.o.

      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:53
        W naszym związku nie chodziło o pieniądze, nie jestem jego utrzymanką, myślałam o związku partnerskim, ale zaczynam zauważać, że więcej daję niż dostaję, nie chodzi o kasę - o liczenie się z moim zdaniem, moim bezpieczeństwem itd.
    • tonik777 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:55
      Zostaw go, a znajdź sobie faceta bez zobowiązań. Wcale Ci się nie dziwię, że nie chcesz płacić całkiem sporej kasy na byłą żoną partnera. Potem się okaże, że jemu nie zechce się pracować i całe utrzymanie rodziny i jego byłej z dzieckiem na Twojej głowie. Nie pakuj się w to.
    • gina_rossi Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 11:59
      katia_katia_28 napisała:

      > Powiedziałam mu, że nie będę zarabiać na życie żony (wtedy już byłej), bo jest
      > to dla mnie nikt, osoba obca i w związku z tym, nie wyjdę za partnera za mąż, b
      > o boję się takiego życia, że przyjdzie komornik, wejdzie na moją pensję (ja mam
      > legalny dochód i to około 8000 PLN miesięcznie), bo zdarza się, że partner pie
      > niędzy nie ma (tak to jest jak jest się na działalności).
      > Reakcja partnera mnie rozwaliła...#


      Twoje zagubienie jest chwilowe - uspokoj sie i bierz nogi za pas, zanim skomplikujesz sobie zycie jeszcze bardziej!
      Sama swietnie sobie poradzisz.

      > Usłyszałam, że jestem dla niego niestabilna, że to są NASZE zobowiązania, że pr
      > zecież to oczywiste, że RAZEM płacimy na jego żonę, że jak będziemy mieli pensj
      > onat to to jest oczywiste, że z NASZYCH pieniędzy on musi pospłacać zobowiązani
      > a, że jego zobowiązanie wobec żony, mam traktować po prostu jako jakiś jego kre
      > dyt a ja wszystko biorę jakoś personalnie.

      I juz masz odpowiedz na Twoje rozterki i zagubienie! Nie mecz sie i bierz nogi za pas. Zycie jest tylko jedno - dlaczego masz placic na jakas EX? Z jakiej racji?

    • krakoma Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:10
      ja to widze tak: zostalas jego kochanka, pan przeniosl sie do ciebie (piszesz SAM, ale byla to wasza wspolna decyzja), zostawil zone z dzieckiem. bylo si. jemu nic nie brakowalo, ale ty chcialas go posiasc, stad zadanie rozwodu. dla ciebie zgodzil sie na rozwod, ale ma wyrzuty sumienia w stos do ex i dziecka, stad jego przejecie winy. jako ze ty masz jego, a zona nic, sadzi, ze podzieli sie z nia przynajmniej kasa. ale ty sie o kase bijesz. juz on sam ci nie wystarcza. chcesz wszystko.
      a teraz najlepsze: po tym wszystkim zastanawiasz sie, czy by go czasem nie zostawic.

      super story
        • tamtakobieta Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:26
          Nie czytałam całego wątku, a tylko pierwszy post, ale i tak mam zamiar napisać, co o tym myślę. Po pierwsze, katia, z całym szacunkiem dla Ciebie, niezależnie od wszystkiego, nie trzeba było się angażować w związek z żonatym facetem. Ale skoro już tak wyszło, to teraz znalazłaś się w, moim zdaniem, tragicznej sytuacji i powinnaś albo uciekać, zanim facet pociągnie Cię na dno, albo, jeśli jeszcze nie jest za późno na zmianę wniosku rozwodowego, kategorycznie zażądać, żeby jednak rozwód był bez orzekania o winie. To są jedyne opcje przy których możesz się jakoś wykaraskać z kłopotów. Trzecie wyjście, w którym akceptujesz sytuację taką, jaka jest, jest dla Ciebie szalenie niekorzystne i w przyszłości może mieć (dla Ciebie) gigantyczne konsekwencje i ekonomiczne i innego rodzaju (np. nerwy związane z tym, że ta była żona zawsze będzie w jakiś sposób elementem Waszego życia, jeśli będziecie musieli płacić jej alimenty). A swoją drogą, zastanowiłabym się poważnie czy chcę być z facetem, który stawia mnie przed faktem dokonanym jeśli chodzi o tak poważne decyzje jak ta ze zmianą wniosku.

          Mimo wszystko trzymam kciuki, mam nadzieję, że jakoś sobie poradzisz z tym ambarasem.
          • kino.mockba Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:34
            > Ale
            > skoro już tak wyszło, to teraz znalazłaś się w, moim zdaniem, tragicznej sytua
            > cji i powinnaś albo uciekać, zanim facet pociągnie Cię na dno, albo, jeśli jesz
            > cze nie jest za późno na zmianę wniosku rozwodowego, kategorycznie zażądać, żeb
            > y jednak rozwód był bez orzekania o winie. To są jedyne opcje przy których może
            > sz się jakoś wykaraskać z kłopotów

            Zaraz założę wątek o tym, że mój mąż zamieszkał z obcą babą, a ona go teraz namawia, żeby przestał łożyć na rodzinę (a rodzina wiadomo- rzecz święta). Jestem ciekawa jakie będą komentarze;]
      • satoja Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:18
        to akurat popular story
        bardzo dużo związków żonaty+kochanka rozpada się gdy kochanka zaząda rozwodu i ma własne plany na nową rodzinę.
        wcześniej był "fajny układ" , dwoje dorosłych sobie jest ze sobą bez myslenia o formalnych rzeczach, jakieś alimenty na dziecko, poza tym spokój, ot taki przyjemny romans codzienny, a przy okazji zmiany stanu cywilnego okazalo się że ani podejście pana nie odpowiada nowej pani, ani podejście nowej pani nie odpowiada panu.
        rozwód to trauma i trzęsienie ziemi nie tylko dla męża i żony - także dla kochanki ;)
        priorytety życiowe się zmieniają i unaoczniają wady.
        a brać sobie żonatego do chałupy i dopiero później go rozwodzić - to masochistką trzeba być.
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:19
        Dla mnie to było oczywiste, że się rozwiedzie, bo chyba to się nazywa szacunek do partnerki. Sam podjął decyzję o zakończeniu małżeństwa, tzn. nie zakończeniu jak na to wychodzi teraz, tylko o wyprowadzce. Bo zakończyć małżeństwa nie chciał (zwalał na mnie, że miłość jego do mnie to za mało dla mnie - kuźwa, ja myślałam, że miłością to dzieci w liceum żyją) i aby nasz związek był związkiem na każdej płaszczyźnie, a nie jakiś pieprzony trójkąt.
        • krakoma Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:38
          no a zwiazalabys sie z nim, gdybys poznala go teraz? wiedzac o tym przejeciu winy i wysokich alimentach? jak bys sie wtedy zabezpieczyla?

          tak samo mozesz teraz postapic, jesli uwazasz ze jest on tego wart.
          • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:44
            To nie była sytuacja zastana, zastaną sytuacją były alimenty na synka - 3000 PLN. Decyzję o spłacaniu całego kredytu na ich dom i umeblowanie podjął sam, ale mi to jakoś pokrętnie wytłumaczył, że, głupia, uwierzyłam, a tą decyzję o zobowiązaniu wobec żony do końca życia tez podjął sam - nie licząc się ze mną w ogóle, a potem oskarżając, że to ze mną coś nie halo (swoją drogą jest nie halo, że tak daleko z tym człowiekiem zabrnęłam...)....
    • tamtakobieta Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:28
      Nie czytałam całego wątku, a tylko pierwszy post, ale i tak mam zamiar napisać, co o tym myślę. Po pierwsze, katia, z całym szacunkiem dla Ciebie, niezależnie od wszystkiego, nie trzeba było się angażować w związek z żonatym facetem. Ale skoro już tak wyszło, to teraz znalazłaś się w, moim zdaniem, tragicznej sytuacji i powinnaś albo uciekać, zanim facet pociągnie Cię na dno, albo, jeśli jeszcze nie jest za późno na zmianę wniosku rozwodowego, kategorycznie zażądać, żeby jednak rozwód był bez orzekania o winie. To są jedyne opcje przy których możesz się jakoś wykaraskać z kłopotów. Trzecie wyjście, w którym akceptujesz sytuację taką, jaka jest, jest dla Ciebie szalenie niekorzystne i w przyszłości może mieć (dla Ciebie) gigantyczne konsekwencje i ekonomiczne i innego rodzaju (np. nerwy związane z tym, że ta była żona zawsze będzie w jakiś sposób elementem Waszego życia, jeśli będziecie musieli płacić jej alimenty). A swoją drogą, zastanowiłabym się poważnie czy chcę być z facetem, który stawia mnie przed faktem dokonanym jeśli chodzi o tak poważne decyzje jak ta ze zmianą wniosku.

      Mimo wszystko trzymam kciuki, mam nadzieję, że jakoś sobie poradzisz z tym ambarasem.
    • ipsetta Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:38
      Jeśli niestabilnej żonce zachce się z wami mieszkać (itp., itd.), to też facet pozwoli?

      >Usłyszałam, że jestem dla niego niestabilna

      No więc. A on dla Ciebie jest niestabilny.
      Niech się wypcha.
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 12:46
        Tja, partner mówi, że jest stabilny, bo on wie, że chce ze mną być, i gdybym wzięła kredyt to przecież wiadomo, że jakby co nie wyszło to byśmy RAZEM spłacali, tylko, że ja bym ten kredyt ewentualnie z nim przedyskutowała i wzięła pod uwagę jego zdanie. A ja jestem niestabilna, bo nie może na mnie liczyć i na dodatek waham się ciągle, czy chce być z nim, takim wspaniałym człowiekiem :?
    • facet_on_line Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 13:12
      facet miał do utrzymania dom+ rodzinę + kochankę w pewnym stopniu ( wspólne wypady , zakupy,urlop itp)
      Obecnie ma do utrzymania 2 domy + zszargane nerwy + narzekająca i czepiającą się obecną kobietę

      wniosek z tego
      nie warto się rozwodzić !

      :)hhehe
      • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 13:23
        Drogi facecie_on_line, powtarzam, że nie miał mnie jako kochanki na utrzymaniu. Powiedział, że chce ze mną stworzyć poważny, dojrzały związek, nie taki, jak jego małżeństwo, że wszystko prostuje, trele morele, srutututu...
      • krokodil123 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 13:32
        Jestem ciekawa kiedy i kto podjął decyzje o wspólnym pensjonacie.
        Od kogo wyszła propozycja i jakie ma być źródło finansowania tego przedsięwzięcia.

        Sprawa "wspólnych" zobowiązań.
        Wiadomo to nie jest tak jak on ci wciska.
        Jak on będzie płacił (razem będziecie spłacać) kredyt na dom to właścicielem tego domu na papierze są i zostaną on i jego była-ciebie tam nie będzie.
        Zaproponuj mu dla jaj-że razem spłacacie, ale była żona cie dorzuca do aktu notarialnego jako w 1/3 właścicielka.

        A bez jaj-na początek wyczyść wszystkie wasze rozrachunki.
        Mieszkanie jest twoje (czy on figuruje nie zrozumiałam) ty masz kredyt-ty sobie spłacaj.
        A na co on ma zobowiązania-nie on sam spłaca, tak przynajmniej się zobaczy co facetowi zostaje na koniec.
        • katia_katia_28 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:11
          Kredyt na mieszkanie jest na mnie, mieszkanie jest moje. Kredyt na dom, który on spłaca w całości jest na niego i żonę, do tego pożyczka gotówkowa na wyposażenie tego doku, którą on też spłaca w całości. Wcześniej spłacił jej samochód.
          DO teraz było tak, że ja płacę rachunki a mieszkanie, w którym razem mieszkamy, plus jedzenie raz on raz ja itd., ratę kredytu płaci on. A teraz, jak już napisałam, chce się liczyć ze mną o złotówkę każdą, kto ile wkłada na wspólne życie.
    • 10iwonka10 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 13:40
      Ja mysle ze on to wszystko robi ze wzgledu na dziecko zeby go byla zona nie ustawiala przeciwko ojcu. A ona i tak pewno to robi.

      Dla ciebie taki zwiazek jest kompletnie bez sensu. Nie rozumiem tego kredytu za dom... powinni placic po polowie a jak splaca, dziecko dorosnie dom sprzedac podzielic sie kosztami...
      I jeszcze splaca meble, jej samochod....

      Moze najlepiej wprowadz sie do tego domu i bedzie mieszkac w czworke :-)

    • wredny-typek Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 13:50
      Dobry człowiek z tego twojego partnera - dając pieniądze radzi sobie z poczuciem winy .
      A ponieważ poczucie winy wobec dziecka będzie miał zawsze, kasa popłynie przez całe życie.
      Dodatkowo, ponieważ jest z tobą w dojrzałym związku, uważa za OCZYWISTE, ŻE DZIELISZ JEGO UCZUCIA. I zobowiązania.
      Oboje wykazaliście się nadzwyczajną umiejętnością przewidywania - dowieść jego wyłącznej winy wcale nie byłoby trudno, skoro jeszcze będąc mężem innej mieszka z tobą. Być może godząc się na uznanie za wyłącznie winnego oszczędził ci wezwania w charakterze świadka i to miał na myśli jako pranie brudów?
      Gratulacje, pasujecie do siebie jak mało kto.
      • krokodil123 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 13:57
        Teraz mi przyszedł szalony pomysł (mając byłego robiącego niestworzone szopki następnej).
        A może w ogóle facet nie spłaca żadnego kredytu na meble, czy na samochód.
        Może on albo za mało zarabia a nagadał niestworzone głupoty, był na utrzymaniu żony a teraz wymyślił jak brak kasy i ścigania go z urzędach uzasadnić.
        Albo może tak być że daje pieniądze na coś innego (własne kredyty czy na firmę) czeka że autorka się nimi zaopiekuje.

        Katia-czy ty widziałaś na oczy te umowy na umeblowanie, na kredyt na samochód etc......chyba nie.
          • krokodil123 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:15
            Ale jak? Robi przelewy na nazwisko żonie co miesiąc po 7000 powiedzmy?
            Tego widziałaś, jaki jest tytuł przelewu?

            A skąd wie że żona zapłaci z tej kasy na poczet jego kredytu na dom, skąd wie że ona zapłaci jego ratę za samochód?
              • krokodil123 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:59
                No dobrze, ale zgodzisz się ze mną że musi mieć do żony duże zaufanie w tym że ona ten kredyt zapłaci a nie wyda kasę na coś innego.
                Dla mnie to jest dziwne, dlaczego on sam nie płaci za ten kredyt?
                Jutro czy za 10 lat żona może wystąpić o regres (chyba tak się nazywa) że ona spłaciła kredyt w 72% a nie on i większość domu jest jej. Sprzedać go i dać facetowi 30 % kasy.

                Coś mi strasznie nie gra.
                  • kalllka Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 16:41
                    no prosze, udalo sie :)
                    skoro wiesz, ze popuszczasz, a nie wiesz dlaczego, przefiltruj wlasny cash flow :|
                    zastopuj pompowanie gotowki chocby na miesiac, jesli bilans wyjdzie ( 0- bedziesz wiedziec w 'cos' wpuscila ..tyle tysiecy :|
                    poza wszystkim,
                    doroslego partnera, nie wychowuje sie. zupelnie nie.
                    zas publicznym osmieszaniem jego nieudolnosci, czy natretnym narzekactwem traci sie szacunek (chocby tylko-do samego siebie)
    • mojemieszkanie24 Re: Ja już nie wiem... 23.07.13, 14:02
      no prawda jest taka, że będziesz z nim żyła w dziwnym układzie i ponosiła tylko straty.

      PRZEJDŹMY DO KONKRETÓW

      Przeczytałaś tutaj wypowiedzi i duża większość radzi ci UCIEKAĆ z tego chorego układu. Pytanie: CO Z TYM MASZ ZAMIAR DALEJ ZROBIĆ ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka