Gość: New_04
IP: *. / 212.191.130.*
04.08.04, 12:34
I co was do tego popchnelo?. Ja zdradzilam blisko rok temu. Po powiedzmy paru
latach zwiazku. Calkowiscie swiadoma decyzja. Powod? Totalnie chorobliwa
zazdrosc partnera. Wmawianie mi i robienie awantur z wydumanych powodow to na
porzadku dziennym. W tym i zdrady:P ktorej wtedy jeszcze nie bylo. Wszyscy
moi znajomi, ktokolwiek wlasciwie kto sie do mnie odezwie jest potencjalnym
moim kochankiem. Cierpialam dreczona podejrzeniami, brakiem zaufania. Nie
obeszlo sie bez wyzywania mnie (czasami wulgarnego), mimo ze NIC nie
zrobilam, czasem moglo to byc moje pozniejsze przyjscie z pracy. Oczywiscie
po awanturach nastepowal ten "dobry czas" (kiedy decydowalam sie odejsc). I
bylo naprawde fajnie az do nastepnego razu kiedy znow go cos ugryzlo (mogl
byc to drobiazg). W koncu cos chyba peklo. Pojechalam 100 km na spotkanie.
Zaplanowane chyba swiadomie przez obie strony (druga strona tez w zwiazku).
Co bylo potem ? Poczulam ulge. Poczulam sie wolna nie dreczona (mimo sexu
wlasciwie nawet nie lepszego niz z moim partnerem), pociagnelo na pewno
nieznane, atmosfera i ten brak "problemow", poczulam sie mlodsza (mam 33
lata). Znajomosci nie kontynuowalam, choc druga strona chciala. Potem lekkie
wyrzuty sumienia, ktore sie odzywaly (i odzywaja) zawsze kiedy miedzy nami
jest OK. Przechodzi to w dziwna satysfakcje kiedy nastepuje znow klotnia i
wyzywanie mnie. Zwiazku chyba nie chce konczyc (co nie znaczy ze kiedys po
prostu moge nie wytrzymac). Nie jest latwo kogos poznac w tym wieku (mimo ze
naleze raczej do atrakcyjnych). Nie mam nawet gdzie i raczej nie prowokuje
takich sytuacji.
Tylko z jedna osoba o tym rozmawialam. Ze znajoma (kolezanka?) ktora w
podobnych okolicznosciach zdradzila. Tyle ze ona chyba silniejsza niz ja, bo
wyrzutow sumienia brak. Nie mam zamiaru mowic o tym partnerowi.
Zadnych "obciazen" tego typu. Moje sumienie (on go nie ma mieszajac mnie z
blotem). Na mnie nijak to nie wplynelo. Moze poza tymi chwilami gdy czuje
sie "lepiej"(?), kiedy to znow jestem dreczona wymowkami.
Moj wniosek jest taki: nie mozna zakladac wmawiajac parnterowi zdrade (chyba
ze ma widoczne ku temu tendencje) ..bo w koncu sie to stanie (cos na zasadzie
samospelniajacych sie "zyczen").