ferrod
09.09.13, 10:27
Temat taki w kontekście niedawnych odwiedzin u znajomej.
Mila, ładna, trochę nieśmiała i nie posiadająca tupetu życiowego dziewczyna.
Gdy miała dwadzieścia kilka lat poderwał ją żonaty facet. Wielkie zauroczenie i naiwna wiara w to, co facet mówi. A pięknie mówił. O miłości, o przyszłym ich wspólnym życiu, o złym małżeństwie w którym tkwi dla dziecka i które zamierza w najbliższym czasie zakończyć.
Dziewczyna wierzyła, kochała, czekała.
Tak upłynęło 8 lat.
Obudziła się, gdy spotkała kochanka na wakacjach idących za rękę z żoną i dzieckiem, udającego, że kochanki nie rozpoznaje.
Kilka następnych lat była sama. Dochodziła do siebie łykając łzy.
Później zaczęła się rozglądać za nowymi facetami.
Różnych poznała aż trafiła na kawalera, bardzo chętnego na związek, spodobali się sobie oboje. Na początku wielkie zauroczenie, szczęście, że wreszcie los odwrócił kartę, poznanie go ze swoja rodziną, odwiedziny u niego, mieszkał z matką-wdową.
Później delikatne sugestie "co robimy dalej". Facet twierdzi, że kocha, chce by byli razem, ale... nie chce formalizować układu bo po co. Nie ma pomysłu na wspólne zamieszkanie bo on matki nie zostawi. Nie zaczął remontować domu by wydzielic oddzielne od matki pomieszczenia. Jemu jest dobrze tak jak jest. Jak ona przyjedzie do niego na weekend, będą z jego mama pić kawę i jeść mamy obiady. Bo mama najlepiej gotuje. I nie można nie być u mamy na obiedzie bo mamie będzie przykro.
Oprócz tego można pojechac na wycieczki, pobyć razem. Ale wspólnie mieszkać? Może się dziewczyna wprowadzić do niego i do mamy. I dostosowac się do jego i mamy potrzeb. Dziecko mogą sobie zrobić, czemu nie. Nawet by chciał.
Po 6 latach rozmów inicjowanych głownie przez dziewczynę, po przedstawianiu rożnych możliwych wariantów życia razem we dwoje a nie na przyczepkę do matki, ktore trafiały do faceta jak grochem o ścianę, dziewczyna się poddała. Facet się obraził, że śmiała się nie dostosować, o co jej niby chodzi jak on robi wszystko prawidłowo.
Jest sama.
Ma czterdzieści kilka lat.
Nie ma szans na wspólnika do życia i do mieszkania.
Nie ma szans na dzieci.
Nie ma szans na założenie rodziny.
Bo... czekała.
Czekała, aż jej faceci coś zdecydują, zechcą, będą chcieli wspólnie z nią i tylko z nią...
Nie czekajcie na faceta.
Nie warto.
Bierzcie życie w swoje ręce, sprawdzajcie co warci i decydujcie szybko.
Bo nie zdążycie "żyć". Obudzicie się z przekonaniem, że życie wam przeciekło przez palce i spędziłyście je na czekaniu...