Dodaj do ulubionych

Zaręczyny...przed 40-tką?

27.10.13, 22:42
Szósty rok razem. Oboje po przejściach, niedaleko do 40-tki. Mieszkamy razem, z moją córką, dzieci A. często u nas - typowy patchwork... Mamy wspólną pasję, poczucie humoru i chyba dobry kontakt... kochamy się i...kłócimy. A jak kłócimy to po włosku - lecą talerze :) Ja, mimo, że po negatywnych doświadczeniach rozwodowych jestem tradycjonalistką - chciałabym żebyśmy tworzyli rodzinę, żeby był moim mężem...kiedyś...nie musi być już. Marzenia o wspólnym dziecku porzuciłam mimo, że kiedyś chciałam. On nie chciał. "Mamy już dzieci"-słyszałam. Tyle, że nie wspólne...ale o.k. W tej sprawie trudno o kompromis więc ktoś musiał ustąpić. Może rzeczywiście, "trzeba pożyć"...
Ślubu też nie chciał, ale po kryzysie, jaki dopadł nas rok temu (paradoksalnie bardzo zbliżając nas do siebie) i z którego wyszliśmy obronną ręką zaczął przebąkiwać coś o zaręczynach...byłam szczęśliwa...Ale skończyło się na gadaniu...
Miesiąc temu, znowu z własnej inicjatywy, nie pytany (oczywiście wiedząc, że mi na tym zależy) złożył kolejną mglistą obietnicę, z deklaracją "teraz to już na pewno"...
A dziś temat zaręczyn, który wypłynął przy okazji zaręczyn znajomych, wywołał awanturę. usłyszałam, że mimo, że nic na ten temat nie mówię to - uwaga - wywieram presję. Że on tego nie chce, że "40-letni narzeczony" brzmi idiotycznie. Że pierścionek kosz-tu-je (!)...No i że już był mężem i narzeczonymi nie wyszło więc już nie chce...Zapytałam tylko czy ze mną i czy ja mam ponosić konsekwencje jego złych wyborów...
Nie chcę ustepować kolejny raz w sprawach zasadniczych. Dla mnie jest to ważne ale oczywiście nie po to żeby kogoś "złapać", unieszczęśliwić. Wiem, że to nie chroni przed rozstaniem (sama to przerobiłam) i nie o to też mi chodzi
Dla mnie to bardziej symbol: kochamy się i chcemy być ze sobą...i nie jesteśmy ze sobą "na chwilę". Ale też nic na siłę...absolutnie nie chcę żeby spełniał moje oczekiwania wbrew sobie.
Ale mam też wrażenie, że ilekroć mój A. chce sobie coś załatwić, obiecuje mi coś czego nie ma zamiaru spełnić...a ja znowu czuję się rozczarowana, wykorzystana, zła

Czy ja przesadzam? Czy naprawdę nie można zweryfikować swoich poglądów, wiedząc, że można uszczęśliwić osobę, którą się kocha?
Obserwuj wątek
    • jan_hus_na_stosie2 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 27.10.13, 23:40
      ja tam w konkubinacie żyć bym nie chciał, w tę albo we tę, ale co kto lubi :)

      • to.niemozliwe Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 02:43
        Tez jestem, jak Ty zwolennikiem malzenstwa. Choc juz nie z Toba. ;-)
    • naiwnababa12 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 00:04
      A co Ci da ten slub i co to zmieni? Jestes szczesliwa z tym facetem, to po co wymyslasz jakies problemy z dupy? Bo ty chcesz wspolne dziecko :)) Bo ty chcesz slub (czyli tak naprawde co?). Przepraszam za bycie bardzo bezposrednia. W moim odczuciu zachowujesz sie bardzo niedojrzale. Jesli dalej bedziesz sobie wymyslac potrzeby, ktore nie istnieja, to ten zwiazek przestanie byc szczesliwy.
      • jan_hus_na_stosie2 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 00:28
        pitolisz głupoty, to facet zachowuje się jak niedojrzały smarkacz, najpierw coś obiecuje, potem się wycofuje z obietnic, a argument, że pierścionek kosztuje... jest poniżej krytyki

        niby dlaczego ona ma się dostosować do niego a nie on od niej? jakim prawem? czyli co, jej potrzeby są mniej ważne niż jego? A skoro od kilku lat temat ślubu ciągle wraca to taka potrzeba u niej istnieje. Co niby w tym jest niedojrzałego?

        • brownsquirrel Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 01:32
          "Co ci ten slub da?" - jakbym słyszała mojego partnera. Skoro o tym mówię to coś mi da. Napisałam już zresztą o tym.
          Czyli jeśli on mówi "nie" to kompromis może być tylko taki, że ja się mam na to zgodzić?
          To gdzie tu jest kompromis?
          Z mojego punktu widzenia to wygląda tak, że za każdym razem ja muszę ulec. Gdzie jest szacunek dla moich potrzeb?
          Dla mnie bycie razem 6 lat, wspólne życie,miłość to wystarczający powód żeby przestać stać w rozkroku. A przynajmniej powód do jakiejś rzeczowej rozmowy na ten temat i dojście do wspólnych ustaleń.
          A nie manipulacja przy użyciu obietnic kiedy chce się coś osiągnąć.

          Zresztą po takim wałkowaniu tematu, cała kwestia staje się chyba coraz bardziej abstrakcyjna, bo całą istotą zaręczyn, ślubu powinien być spontan i przeświadczenie, że podejmuję najwłaściwszą decyzję, bo to z tą osobą chcę spędzić życie. Takie analizy, dyskusje, wprowadzają jakąś sztuczność całej sytuacji...albo się to czuje i wie albo nie
          • ipsetta Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 19:33
            > Zresztą po takim wałkowaniu tematu, cała kwestia staje się chyba coraz bardziej
            > abstrakcyjna, bo całą istotą zaręczyn, ślubu powinien być spontan i przeświadc
            > zenie, że podejmuję najwłaściwszą decyzję, bo to z tą osobą chcę spędzić życie.
            > Takie analizy, dyskusje, wprowadzają jakąś sztuczność całej sytuacji...albo si
            > ę to czuje i wie albo nie

            Chyba Ciebie rozumiem. Niby jest wam fajnie, ale bez jego automatycznego "zapędu" ku oświadczynom i ślubowi czegoś Ci brakuje. A co lepsze - poruszanie kwestii ożenku potrafi wyprowadzić goscia z równowagi.... Bo to jest takie oczywiste, że slubu wcale byc nie musi, ale zapęd do zaręczyn i ślubu jak najbardziej jest wskazany. :)
            ale, z drugiej strony, tego gościa też mogłabym zrozumieć - miał ciężkie przezycia więc źle mu się małżenstwo kojarzy. być może tak własnie jest.

            Jaki kompromis?
            a może taki, że dziękujesz na jakis czas temu panu za jego towarzystwo, odsyłasz go, żeby miał czas na poukładanie sobie swoich emocji i swoich spraw. w wolnym od towarzystwa pana czasie możesz "poadorowac się" z innymi. a co tam. facetowi po jakimś czasie - albo szczeka opadnie na tyle, że przyjdzie od razu się oświadczać, albo Ciebie oleje, bo byc może nie miłość trzyma go przy Tobie.
            Niestety, związków partnerkich u nas nie ma... choć ciekawym jest, czy facet poszedłby na tego typu zalegalizowanie waszego zwiazku.
            • ipsetta Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 19:46
              jeszcze jedno. a jak to sobie wyobrażasz? że będziecie razem do końca życia?
              nie chciałabym mieć takiej oto wizji, że jako starszawa babunia będę pielęgnować dziadziusia, który od kilkudziesięciu lat nie chce mi się oświadczyć!!!!!
      • wielkafuria Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 12:59
        ej. potrzeba to jest brak czegoś.
        jak moze istniej potrzeba ktora nie istnieje?
        mialas kiedys zajecia z logiki? ;)

        jak autorka watku chce sie zaobraczkowac mimo ze jak twierdzi jest dobrze tzn, ze odczuwa taka potrzebe - stabilizacji, pewnosci, ustatkowania, bezpieczenstwa.

        gdyby nie odczuwala to by takiego dłuuuuugiego watku nie zalozyla.

        dzizas.
    • gyubal_wahazar Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 01:42
      Nie chwytam dlaczego zależy Ci na ślubie, tym bardziej że sama przyznajesz że to żadna gwarancja. Odbierasz więc to jako awans społeczny lub towarzyski ?

      Za to minus jest poważny - trwająca w najlepszym razie parę miesięcy szarpanina z rozwodem. Jeśli Ci więc zależy, na udziale w jego majątku wprzypadku rozwodu, miej jajniki by to przyznać, a jeśli nie, to może warto odpuścić ten łzawy konwenans ?
      • berta-death Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 03:02
        Ślub bierze się przede wszystkim ze względów finansowych. Jest spora różnica czy jest się w pierwszej grupie podatkowej czy obcym. Obcy płaci 40% podatek, swój jest zwolniony z podatku. Czyli w przypadku takiego mieszkania wartego 300tys, to skarbówce trzeba prawie 150tys odpalić. Może człowieka szlag trafić. Zwłaszcza jak odziedziczy część nieruchomości, której nie sprzeda bez zgody współwłaściciela a kasy na podatek spod ziemi nie wytrzaśnie. Może się też zdarzyć, że pan zapomni o testamencie albo zmieni go w ostatniej chwili i wtedy konkubina zostaje z niczym. Wszystko zgarnia biologiczna rodzina.
        Często z tym brakiem chęci zawarcia małżeństwa właśnie o to chodzi, żeby w razie czego wszystko dziedziczyły własne dzieci z poprzednich związków a nie obca baba z obcymi dziećmi. Nawet jak mają wspólne dzieci, to dziecko i tak odziedziczy ale nie odziedziczy konkubina, więc dzieciaki do podziału będą mieć więcej.

        Podobnie jest z darowiznami, wspólnym rozliczaniem się podatkowym i całą resztą. Jak się trafi na upierdliwego kontrolera skarbowego, to wszystko co konkubini uważają za wspólnotę majątkową, czyli np to, że jedno drugiemu funduje wypasione wakacje, jakiś kosztowny prezent, czy najzwyczajniej w wiecie utrzymuje go albo mocno wspiera finansowo bo zarabia dużo więcej, będzie potraktowane jako darowizna od której nie trzeba odprowadzić podatek. Oczywiście z odpowiednimi odsetkami karnymi jak sami nie zgłoszą tego w odpowiednim czasie.
        • znana.jako.ggigus sprawy finansowe można uregulować 28.10.13, 20:43
          intercyzą i z dśw. polecam to rozwiązanie gorąco
    • man_sapiens Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 07:21
      Zawieranie małżeństwa to myślenie magiczne. Że ten kawałek papieru albo obwiązanie rąk stułłą dokona magicznych zmian w życiu.
      Są korzyści podatkowe a w razie rozstania ręce zacierają adwokaci. Poza tym nic się zmienia.
      Może nawet gorzej? Talizman usypia, ludzie przestają dbać o swój związek.
      • ina_nova Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 11:10
        > Zawieranie małżeństwa to myślenie magiczne. Że ten kawałek papieru albo obwiąza
        > nie rąk stułłą dokona magicznych zmian w życiu.
        > Są korzyści podatkowe a w razie rozstania ręce zacierają adwokaci. Poza tym nic
        > się zmienia.

        Przecież autorka napisała WYRAŹNIE, że ślub nie da jej ani gwarancji na doczesną trwałość związku, ani nic nie zmieni. To dla niej ważny symbol. Ona to wie. I rozwód już przeszła w swoim życiu, więc pewnie o adwokatach też wie. Dżizasss....

        > Talizman usypia, ludzie przestają dbać o swój związek.

        Ludzie żyjący razem bez ślubu także przestają dbać o związek.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 07:46
      Nie można brać ślubu aby uszczęśliwić drugą osobę, to powinna być decyzja wynikajaca z własnych potrzeb.

      I oczywiście presję wywierasz, skoro facet obiecuje i nie wywiązuje się z obietnicy.
      Gdyby nie czuł presji to nie obiecywałby czegoś czego nie chce spełnić.
      • gree.nka Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 08:38
        g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

        > Nie można brać ślubu aby uszczęśliwić drugą osobę, to powinna być decyzja wynik
        > ajaca z własnych potrzeb.
        nie rozumiem, dlaczego nie uszczęśliwić kogoś, jeśli dla mnie ślub nie ma znaczenia a dla drugiej strony ma?
        co do potrzeb tego faceta, to sprowadzają się do pociopciania, przespania i przeprania gaci
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 08:56

          gree.nka napisała:

          > g.r.a.f.z.e.r.o napisał:
          >
          > > Nie można brać ślubu aby uszczęśliwić drugą osobę, to powinna być decyzja
          > wynik
          > > ajaca z własnych potrzeb.
          > nie rozumiem, dlaczego nie uszczęśliwić kogoś, jeśli dla mnie ślub nie ma znac
          > zenia a dla drugiej strony ma?
          > co do potrzeb tego faceta, to sprowadzają się do pociopciania, przespania i prz
          > eprania gaci

          Może dla niego ślub nie ma znaczenia, ale nie-manie-ślubu ma...
          Pomyślałaś o tym.
          Poza tym stawiania w opozycji ślubu i gaci uważam za uwłaczające dla kobiet, ale co kto lubi.
          • gree.nka Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 12:00
            nie manie ślubu wiąze się z mniejszymi kosztami rozstania pary, czyli odpadają koszty alimentacyjne żony. Opisany pan już jedną żonę byłą ma więc pewnie są alimenty, na drugie pewnie raczej nie ma zamiaru płacić. Zresztą nie wiem czy są alimenty przyznawane żonie, czy dzieciom - jakoś się nie zastanawiałam nad tym.
            co do ślubu i gaci, dla pana ślub jest negatywny, ale przepierka gatek już jest ok?
      • ina_nova Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 11:13

        > I oczywiście presję wywierasz, skoro facet obiecuje i nie wywiązuje się z obiet
        > nicy.
        > Gdyby nie czuł presji to nie obiecywałby czegoś czego nie chce spełnić.

        Ależ durne tłumaczenie. No to mięczak z niego. I tchórz. Zamiast spokojnie i wprost powiedziec: nie chcę ślubu i nie będę chciał, miota się i kombinuje pozostawiając w niepewności drugą stronę.
    • horpyna4 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 07:52
      Nie znam szczegółów, więc nie wiem, czy ten związek ma sens. Kwestia o kosztach pierścionka rzeczywiście głupia, ale została wyrwana z kontekstu, więc trudno jednoznacznie ją ocenić. Czasem tak się mówi byle co, żeby wygłosić jakiś konkretny argument na "nie".

      Ale dlaczego tak zależy Ci na zaręczynach? Przecież tak naprawdę one nie mają najmniejszego znaczenia, to tylko takie przedstawienie i Twój facet tak to odbiera. Dla niego to szopka i uczestnicząc w niej czułby się głupio, trochę jak pajac. I jeżeli zależy Ci na ślubie (mniejsza z tym, z jakich powodów, bo bywają też czysto finansowe), to po prostu weźcie ślub i już. Po prostu przy kolejnej deklaracji, że "już teraz na pewno" weź gościa za kark i natychmiast idźcie załatwiać formalności.

      I zastanów się, czy zależy Ci na formalnym związku, czy na tej całej wystawnej otoczce. Bo wydaje mi się, że dla Twojego faceta bardziej do strawienia byłby cichy ślub, tylko w asyście dwóch świadków. Przemyśl to.
    • alpepe Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 09:18
      Widzisz coś, czego nie ma. Dobrze mu z tobą, ale generalnie to leci w ch. i tyle. Możesz tolerować bycie bezpieczną przystanią do czasu aż pan sobie znajdzie lepszą (może znajdzie, może nie znajdzie, ale opcję taką ma) albo pana wykopać.
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 09:21

        alpepe napisała:

        > Widzisz coś, czego nie ma. Dobrze mu z tobą, ale generalnie to leci w ch. i tyl
        > e. Możesz tolerować bycie bezpieczną przystanią do czasu aż pan sobie znajdzie
        > lepszą (może znajdzie, może nie znajdzie, ale opcję taką ma) albo pana wykopać.

        Co na tym zyska?
        Myślisz że chętni do ożenku się do niech w kolejce ustawią?
        • brownsquirrel Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 10:33
          Jestem Wam wdzięczna za wszystkie komentarze. Na początku post zamieściłam na forum "Mężczyzna", bo chciałam poznać głównie punkt widzenia meżczyzn ale skoro post przerzucono tutaj to niech tak będzie.
          Odpowiadając osobom, które podejrzewają jakieś niecne intencje finansowe stojące w tle, chcę Wam powiedzieć, że to ja, w sensie materialnym posiadam więcej. Formalnie ja jestem właścicielką mieszkania, w którym mieszkamy (chociaż do jego urządzenia mój partner też się dołożył) i jego samochodu. Mam jednak poczucie że to jest wspólne i nie mam żadnych "dyktatorskich" zapędów w związku z tym
          W razie zawarcia małżeństwa podpisalibyśmy, z różnych względów, także na podstawie własnych doświadczeń, umowę o rozdzielności majątkowej.

          Z drugiej strony, mój A. przeszedł naprawdę przez trwające kilka lat piekło rozwodowe. Trafił na wyjątkowo wredny tandem: eks+jej mamusia, które nie szczędząc sił i środków próbowały us..ć mu życie we wszelkich mozliwych aspektach, łącznie z próbami pozbawienia kontaktów z dziećmi. Korowody sądowe w sprawach majątkowych trwają do dziś. Pewnie ma to też wpływ na jego stosunek do małżeństwa, aczkolwiek ja buntuję się przeciwko stawianiem znaku równości między nią, a mną. Każdy związek jest przecież inny...
          Tak czy inaczej, dziękuję za wszystkie komentarze, Są one dla mnie cenne, bo nie mam poczucia nieomylności i chciałabym poznać różne punkty widzenia...może nie mam racji...choć ciężko to przyznać ;)
          • kkk Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 10:48
            ,, 40 letnie narzeczony - brzmi idiotycznie;; ... hhmm, dlaczego> lepiej brzmi ,,40 letnie chłopak z dziecmi'' ?? to dopiero idiotyczne!
            RZeczywiście Twj ,chłopak' jest mało dojrzały jesli głosie takie rzeczy, również to o kostach pierścionka :/ trochę żenada, naprawdę. Współczuje, bo wiem co możesz czuć.
            Tak na dobra sprawe - macie swoje lata, dzieci, wiele rzeczy wspólnych, razem mieszkacie, żyjecie - ślub teraz to formalność, a niedługo może okazać się wygodą. Jednak jak już sie jest ze sobą tych ładnych pare lat, planuje wpólne życie do końca to ślub to jedynei dopełneinie.No chyba ze on chce pozostawic sobie otwarta furtke, w razie czego...
            niezły egoista z niego :)
          • crises Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 08:28
            Oesu, mój był po czterdziestce, jak mi się oświadczał, i jakoś różne traumy z przeszłości ani etykietka "narzeczony po 40" mu w tym nie przeszkodziły.
          • allatatevi1 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 19:43
            No wiesz, śmiać się z rozwódki to może co najwyżej mężatka albo panna.
            Ty sama jesteś z drugiego rozdania, więc wyzłośliwiać się na byłą żonę swojego faceta... żałosne.
            Ty też nie jesteś jakaś super - w końcu z jakiegoś powodu pierwsze małżeństwo ci się rozpadło.
            Pewnie twój były mąż też opowiada swojej nowej kobiecie jaka jesteś psychiczna.
      • akle2 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 30.10.13, 15:49
        Dokładnie.
    • piataziuta Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 11:37
      > Czy ja przesadzam?
      Nie.

      Czy naprawdę nie można zweryfikować swoich poglądów, wiedząc
      > , że można uszczęśliwić osobę, którą się kocha?
      Można.
      Ale skąd wiadomo kto ma to zrobic?
      Chyba tylko ty wiesz, czy stać cię na kolejne poświęcenie, czy moze grani e wytrzymałości masz juz mocno naciągnięte i potrzebujesz zeby tym razem to partner się dla ciebie poświęcił.

      A tak swoja droga teksty w stylu "pierścionek kosz-tu-je!", świadczą o strasznym prymitywizmie pana. Jesli są problemy finansowe to można przeciez odkładać na pierścionek niedrogi.
    • agrypina6 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 12:48
      Współczuję CI. Pan ewidentnie nie chce się z Tobą związać na poważnie.
    • pomorzanka34 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 16:23
      wiesz co czasami się utwierdzam w przekonaniu ,ze faceci to patentowi lenie którzy boja się odpowiedzialności i w Twoim przypadku pewnie tak jest .
      Nie wiem co o tym sądzić ale wiem ,ze np ja osobiście w wieku dokładnie 40 lat nie przyjęłabym od swojego faceta oświadczyn
      ano dlatego ,ze miał tyle czasu jak na razie to 15 lat i nawet się nie wysilił aby o tym pomyśleć a jak mi się oświadczy na 40 to na pewno powiem NIE !
    • loginoftheyear Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 20:31
      jak bedziesz chora to uslyszysz, ze leki tez kosztuja?
    • znana.jako.ggigus nie podobasz mu się 28.10.13, 20:41
      zaręczyny są wg mnie poronionym pomysłem, ale tak generalnie. No ale jestem mało romantyczna.
      Co do ślubu: czytałam książkę "Po prostu mu się nie podobasz" i o ile ktoś się nie chce z tobą ożenić, to mu się nie podobasz. Odmowa ślubu oznacza: nie chcę się żenić z tobą.
      Bo bez przesady, straszliwy rozwód - miał czas dojść do siebie, straszliwe małż. rodziców - miał czas dojść do siebie. Jeśli ktoś nie jest w stanie pójść na kompromis i iść do USC, to mu się nie podobasz. Może nie nosić obróczki, fakt przemilczeć, zachować swoje nazwisko, ale jeśli Tobie jest to potrzebne do szczęścia, to nie są to aż takie straszne ceregiele.
      Daj sobie z nim spokój.
    • capa_negra Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 28.10.13, 22:36
      e on tego nie chce, że "40-letni narzeczony" brzmi idiotycznie. Że
      > pierścionek kosz-tu-je (!)...No i że już był mężem i narzeczonymi nie wyszło wi
      > ęc już nie chce...Zapytałam tylko czy ze mną i czy ja mam ponosić konsekwencje
      > jego złych wyborów...


      Wychodziłam za mąż w wieku 37 lat, mąż miał 49 i nic nie było idiotyczne.
      • kkk Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 07:54
        cape-negra - no i OK, ludzie poznają się i pobierają w różnym wieku, często więcej niż raz w życiu.
        Tu chodi o sytuację, kiedy oni (tak mi się wydaje!) i tak i tak będą razem, planują wspólna przyszłość, mają dzieci, zdecydowali się je razem wychowywac.... więc tak naprawdę co za róznica czy wezmą ślub? wg mnie powinni, wygodniej, lepiej... na przyszłość.
        Piszecie ze on nie chce odpowiedzialnosci, ma złe doświadczenia itd, nie chce sie wiązac? no sorry, ale i tak jest przeciez związany?? mieskają razem, mają wspólne rachunki, wydatki, wspólne plany, wspólne życie - i tak sa za siebie odpowiedzialni, troszcza się o siebie, czy tak? ślub bedzie tylko formalnością, nagle nie beda mieli wiecej obowiązków, wiecej odpowiedzialnosci - już to mają!
    • i-love-you-so-much Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 09:49
      Witam forumowiczów
      Jestem facetem więc będzie to męski punkt widzenia :) Sytuacja opisana wyżej jest mi bliska bo kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Czytam Wasze posty i jedno mnie boleśnie uderza. Niektórzy, znając jedynie skrawek rzeczywistości opisanej przez autorkę wątku potrafią skreślać kategoryczne oceny. Gdyby można było wdrożyć karę chłosty za brak oświadczyn o czasie to pewnie niektóre kobiety bez zawahania by ją wdrożyły :)
      Będę trochę bronił nieszczęśnika, który pewnie nie jest taki zły jak nie którzy go widzą i pewnie nie jest taki dobry jak mu się samemu wydaje.
      Oświadczyny ? A co to takiego ? To przecież preludium do ślubu ! Kobieta z którą żyję zapewniała, że tylko zaręczyny i już. Na już się nie skończyło i dzisiaj jesteśmy po slubie - cywilnym bo kościelny byl niemozliwy. Przed zaręczynami zadawałem pytanie "dlaczego dla Ciebie zaręczyny są tak ważne ?" i jak prawie każdy facet oczekiwałem prostej, nasączonej argumentami odpowiedzi. Jak się domyslacie racjonalnych argumentów moja M. nie znalazła ale może znaleźć nie mogła ?
      Bezpieczeństwo, tak ważne dla każdej kobiety ? Zaręczyny tego nie gwarantują, co więcej nawet związek małżeński, gromadka dzieci i wspólny majątek tego nie zapewniają. Poświadczenie miłości ? Przecież najlepszym poświadczeniem miłości jest gest, słowo, dotyk praktykowany co dnia. Więc CO w tym jest, że kobiety tego PRAGNĄ ? I nie mówcie mi, że "wy faceci tego nie zrozumiecie" - spróbujcie nam to wytłumaczyć. A może to kategoria obrządku by moc wrzucić na walla FB zdjęcie dłoni okutej pierścionkiem ? Może chodzi o zazdrosno/zawistno/serdeczne usmiechy koleżanek ? Padła wypowiedź , że facet nie ma klasy bo twierdzi, że pierścionek to wydatek. Nie bronie go bo to pewnie kawal sknery ale .... nikt nie bierze pod uwagę, że może facet nie myślał o pierścionku za 200, 1000, 2000 złotych tylko zdecydowanie droższym ? Bo pomyślał sobie, że jego kobieta zasługuje na bardzo drogi pierścionek a teraz może jest w dołku finansowym ? Nie wiem jak jest, ale trzeba to również wziąć pod uwagę. Kończąc tą przydługą wypowiedź to zaręczyny do których my faceci jesteśmy przymuszani są nic niewarte. Jeżeli to ma nie wypływac z głebi serca i z potrzeb obu stron to nie ma to sensu. Może poczekaj, nie naciskaj, daj wytchnienie a może kiedyś cię zaskoczy ? Kto wie ? Faceci przecież są nieobliczalni :)
      • brownsquirrel Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 10:42
        @i-love-you-so-much, dzięki :)
        chyba lepiej bym tego nie ujęła :) Rozmawialiśmy z przyjaciółmi, którzy są w podobnej sytuacji i też z męskiej strony padło pytanie: "po co?". No i tak szczerze,ciężko było znaleźć 1 powalający argument "za".
        Ale jest coś takiego w kobiecie, że chce się czuć dla faceta ważna, doceniona, może to, żeby tym gestem powiedział nie tylko jej ale światu dookoła: "To z nią chcę się zestarzeć" :)
        Faceci ewidentnie myślą inaczej: "skoro jest dobrze to po co coś zmieniać?". I to nie jest zarzut, po prostu tak jest.
        Argument kosztu pierścionka może rzeczywiście wyrwałam z kontekstu, bo mój A, sknerą nie jest. Może w desperacji próbował znaleźć wszystkie kontrargumenty, jakie przyszły mu do głowy, łącznie z tymi najbardziej absurdalnymi
        Doszłam do tego samego, o czym piszesz na końcu: muszę odpuścić, bo takie wymęczone oświadczyny nie przyniosłyby mi żadnej radości. Czas to zweryfikuje.
        • szalona-matematyczka Brownsquirrel, bardzo sie poswiecasz w tym zwiazku 29.10.13, 14:33
          brownsquirrel napisała:

          > Doszłam do tego samego, o czym piszesz na końcu: muszę odpuścić, bo takie wymęc
          > zone oświadczyny nie przyniosłyby mi żadnej radości.

          Bardzo sie poswiecasz w swoim zwiazku. Juz zrezygnowalas z marzenia o wspolnym dziecku, bo ON nie chcial. Teraz rezygnujesz ze slubu, bo ON nie chce. ON nie poswiecil czegos waznego dla ciebie, skoro nawet pierscionek dla niego za drogi... Chyba lubisz byc Matka Polka Poswiecajaca sie ... tylko w IMIE CZEGO ??????? Bo nawet przyjemnosci z tego poswiecania nie masz, bo cierpisz.
          • loginoftheyear calkiem sluszna uwaga 29.10.13, 15:33
            bo jak ona nie ma dziecka z nim dlatego, ze on nie chce, to moglby np wziac slub, bo ona chce
            cos za cos, kazda strona rezygnuje z czegos waznego, a nie jedna wciaz rezygnuje. to nie fair w zwiazku
            • ipsetta Re: calkiem sluszna uwaga 29.10.13, 17:16
              popieram!
              • jan_hus_na_stosie2 Re: calkiem sluszna uwaga 29.10.13, 20:32
                i ja również!

          • enith Re: Brownsquirrel, bardzo sie poswiecasz w tym zw 29.10.13, 19:58
            > Bardzo sie poswiecasz w swoim zwiazku. Juz zrezygnowalas z marzenia o wspolnym
            > dziecku, bo ON nie chcial. Teraz rezygnujesz ze slubu, bo ON nie chce.

            Bingo. Też zwróciłam uwagę na nierównowagę poświęceń w ich związku. To była pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy. Pan decyduje, pani MUSI się dostosować. Średnio to, moim zdaniem, wróży na przyszłość, chyba, że autorka z tych, co to po prostu lubią się poświęcać. No, ale chyba jednak nie, skoro napisała na forum.
            Swoją drogą nie bardzo rozumiem, jaki kompromis możnaby tu zawrzeć, bo akurat w tych dwóch kwestiach: ślubu i posiadania dzieci kompromis zwyczajnie NIE ISTNIEJE.
            Tu piłka jest po stronie autorki wątku. Jeśli wie, że partner ślubu i wspólnych dzieci nigdy nie chciał i chcieć nie będzie (a nic nie wskazuje, żeby było inaczej), to czas na JEJ decyzję, czy jej to odpowiada, czy dać sobie spokój i szukać szczęścia gdzie indziej.
        • allatatevi1 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 19:52
          Ale przecież on już powiedział innej kobiecie, że chce się z nią zestarzeć.
          A ty powiedziałaś innemu mężczyźnie, że chcesz się z nim zestarzeć.

          Przysięgi takich wiarołomców są g.... warte.
          To tak jakby dzieciobójca zgłosił się do ośrodka adopcyjnego, mówiąc "ale już więcej żadnego dziecka nie zabiję".

          O ile rozumiem wagę ślubu dla ludzi wolnych i bezdzietnych to "dopóki śmierć nas nie rozłączy" w wykonaniu rozwodników, albo ludzi z przychówkiem z poprzednich związków jest śmieszne żeby nie powiedzieć żałosne.
          • six_a Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 20:04
            dzieciobójca i rozwodnik
            faktycznie, to samo

            a ty ilu facetom mówiłaś kocham przed swoim mężem i jaką wartość ma takie pięćdziesiąte kocham, też gó...aną?

            jap co ja czytam.
          • triss_merigold6 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 20:10
            Dziecko, śluby bierze się również w USC i nie ma tam przysięgi.
    • i-love-you-so-much Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 22:16
      Bardzo dużo w Waszych postach agresji. Całkowicie niepotrzebnej. To, że ktoś raz w życiu skłamał nie oznacza, że będzie kłamcą do końca życia. A przysięga małżeńska składana w wieku czasem 19, 20 lat..... co wtedy człowiek wie o życiu ? Co człowiek wie o tym drugim człowieku z którym będzie dzielił przyszłość ? Niewiele, ale przysięga. Potem zderza się z życiem, z jego zmianami, ze zmianami które zachodza w nas samych i w tym drugim człowieku. Czasami dochodzi do wniosku, że ma wszystko oprócz szczęścia. A nie muszę tłumaczyć, że każdy ma prawo do szczęścia. I zmienia to zycie, choć nie zawsze zabija swoje dzieci :) ( to przytyk do jakiegoś nawiedzonego postu )
      Co do kompromisu posiadania dziecka. Nie jest on osiągalny. Dziecko albo jest albo go nie ma. Zachodzi pytanie czy partnerzy mają już dzieci z innych związków i czy mają potrzebę posiadania wspólnego ? Należałoby zastanowić się dlaczego człowiek decyduje się na potomstwo. Czy dla relacji z partnerem, czy dla siebie czy dla innych ( np. dziadkowie ) bo jakiś powód musi być.
      To trudne sprawy, szczególnie gdzy spotyka się dwoje ludzi po przejściach, już nienajmłodszych, których różni wiele spraw ale łączy miłość. W moim przypadku, w związku z M. burze były na porządku dziennym, ciągła walka o pozycję dominującą w naszym stadzie. Czyje będzie na wierzchu, kto wyjdzie na tarczy a kto z tarczą ? Na szczęście przetrwaliśmy ten okres, trochę ja odpuściłem, trochę ona przygasła w swojej zapalczywości. I jesteśmy razem :)

      Więc, nie koncentrujmy się na rzeczach mało istotnych tylko łapmy życie póki ono w nas trwa.
      • six_a Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 29.10.13, 22:27
        >To, że ktoś raz w życiu skłamał

        ale jakie "skłamał" w ogóle? każdy kolejny partner sprawia, że poprzednich oszukiwaliśmy?
        normalnie przedszkole i od definicji trzeba chyba zacząć.
        • i-love-you-so-much Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 30.10.13, 00:00
          ale jakie "skłamał" w ogóle? każdy kolejny partner sprawia, że poprzednich oszukiwaliśmy?
          normalnie przedszkole i od definicji trzeba chyba zacząć.

          Napisz to po polsku to wtedy się ustosunkuję, bo za cholerę nie mogę odczytać twojej intencji. Jedno jest pewne, kiedy mówimy partnerowi "kocham cię" to nie kłamiemy. Wyrażamy to co tu i teraz czujemy. A że to się zmienia to inna sprawa.
          • six_a Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 30.10.13, 09:26
            co to znaczy: "To, że ktoś raz w życiu skłamał nie oznacza, że będzie kłamcą do końca życia."
            • i-love-you-so-much Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 31.10.13, 00:15
              Oznacza to, że czasami popełniamy błedy. Co więcej, mamo do nich prawo. Ale nie można człowieka "szufladkować" do końca życia z powodu takiej czy innej pomyłki. Popełniamy błedy i je naprawiamy, stajemy się coraz lepsi w swej niedoskonałości. Nie nalezy przekreślać z tego powodu kogokolwiek.
              • six_a Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 31.10.13, 00:27
                mnie tego nie musisz tłumaczyć, ponieważ wypowiadam się w tym wątku w takim właśnie tonie.
                pytam, co miałaś na myśli pisząc "skłamał". przysięgę małżeńską?
    • akle2 Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 30.10.13, 15:49
      Przede wszystkim przestań się tłumaczyć. Komukolwiek. MASZ PRAWO do tego aby być traktowaną poważnie. I chcieć męża a nie (sorry) przydu..sa. Popatrz na takiego Kreta, z Młynarską nie chciał się ożenić, z tą drugą co mu dziecko urodziła też nie chciał a przyszła taka Tadla i cały w skowronkach, szuka pierścionka bo "się zakochał" i "dojrzał" do tej decyzji.
      • i-love-you-so-much Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 31.10.13, 00:10
        Czerpanie porad życiowych z Pudelka czy Kozaczka nie jest zbyt rozsądne :D
    • natka1100 Re: ZarÄ?czyny...przed 40-tkÄ?? 01.11.13, 21:24
      Kobity.
      chyba jestem sobowtorem faceta squirrel: chcialam mieszkanie, facet sie zgodzil.chcialam dziecko i mamy.chcialam slub i tez sie.zgodzil. zaraz powiecie ze wredna jestem...
      ale w wielu sprawach jest odwrotnie: ja przez lata tanczylam, spiewalam, skonczylam szkole muzyczna. on nurkuje. i ja zrobilam licencje nurkowe, a on nigdy nawet nie poszedl ze mna do szkoly tanca na zwiady. chcialam sie sama zapisac.ale po slubie zaczal mnie uwazac za swoja wlasnosc.idiotyczne teksty ze nie moge isc na kurs tanca bo mam meza. jakb ym nagle po 10.latach miala sie bzykac na parkiecie. ... ale on na murkowanie moze.a tam tez.bywaja laski co sie tozbieraja bardziej niz do tanca. argument finansowy tez ma idiotyczny: jedno nurkowanie kosztuje tyle co 4 lekcje tanca...
      i na kazde wakacje- rzadkie bo jestesmy w finansowej mega dupie- obowiazkowy wyjazd na nurki....
      tak pisze i mi sie wydaje, ze slub itd byl na zapchanie mi geby


    • vilez Re: Zaręczyny...przed 40-tką? 02.11.13, 09:16
      Narzeczeństwo ludzi, którzy już dano tworzą rodzinę, tez wydaje mi się śmieszne. Jeśli nawet nie groteskowe. To całkowite wypaczenie idei narzeczeństwa.
      Pierścionki też wydają mi się śmieszne.
      Ślub natomiast nie jest bez sensu. Acz, z racji tego, że już dawno mieszkają ze sobą, to u mnie w grę wchodziłby wyłącznie cichy ślub. Czyli- formalizacja bez hec weselnych. Bo to de facto byłaby wyłącznie formalizacja tego, co jest obecnie.
      Pan ma traumę rozwodową. Pytanie, co z nią robi. Lub nadal tkwi mentalnie w tamtym małżeństwie, co się wiąże z owa traumą zresztą. Dopóki tego nie zamknie, dopóty nie ruszy porządnie naprzód.
      Trzeba go skonfrontować z tym wymiarem - że sobie nie radzi. Terapia? Albo z pana słaby na rozumie egoista, że tego nie dostrzega lub nie chce dostrzec. Zaatakowałabym go od tej flanki. Bo Ty chyba też się liczysz, a nie tylko- jego traumatyczny rozwód? No bo w trójkącie "Ty-on-jego rozwód" żyć nie chcesz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka