brownsquirrel
27.10.13, 22:42
Szósty rok razem. Oboje po przejściach, niedaleko do 40-tki. Mieszkamy razem, z moją córką, dzieci A. często u nas - typowy patchwork... Mamy wspólną pasję, poczucie humoru i chyba dobry kontakt... kochamy się i...kłócimy. A jak kłócimy to po włosku - lecą talerze :) Ja, mimo, że po negatywnych doświadczeniach rozwodowych jestem tradycjonalistką - chciałabym żebyśmy tworzyli rodzinę, żeby był moim mężem...kiedyś...nie musi być już. Marzenia o wspólnym dziecku porzuciłam mimo, że kiedyś chciałam. On nie chciał. "Mamy już dzieci"-słyszałam. Tyle, że nie wspólne...ale o.k. W tej sprawie trudno o kompromis więc ktoś musiał ustąpić. Może rzeczywiście, "trzeba pożyć"...
Ślubu też nie chciał, ale po kryzysie, jaki dopadł nas rok temu (paradoksalnie bardzo zbliżając nas do siebie) i z którego wyszliśmy obronną ręką zaczął przebąkiwać coś o zaręczynach...byłam szczęśliwa...Ale skończyło się na gadaniu...
Miesiąc temu, znowu z własnej inicjatywy, nie pytany (oczywiście wiedząc, że mi na tym zależy) złożył kolejną mglistą obietnicę, z deklaracją "teraz to już na pewno"...
A dziś temat zaręczyn, który wypłynął przy okazji zaręczyn znajomych, wywołał awanturę. usłyszałam, że mimo, że nic na ten temat nie mówię to - uwaga - wywieram presję. Że on tego nie chce, że "40-letni narzeczony" brzmi idiotycznie. Że pierścionek kosz-tu-je (!)...No i że już był mężem i narzeczonymi nie wyszło więc już nie chce...Zapytałam tylko czy ze mną i czy ja mam ponosić konsekwencje jego złych wyborów...
Nie chcę ustepować kolejny raz w sprawach zasadniczych. Dla mnie jest to ważne ale oczywiście nie po to żeby kogoś "złapać", unieszczęśliwić. Wiem, że to nie chroni przed rozstaniem (sama to przerobiłam) i nie o to też mi chodzi
Dla mnie to bardziej symbol: kochamy się i chcemy być ze sobą...i nie jesteśmy ze sobą "na chwilę". Ale też nic na siłę...absolutnie nie chcę żeby spełniał moje oczekiwania wbrew sobie.
Ale mam też wrażenie, że ilekroć mój A. chce sobie coś załatwić, obiecuje mi coś czego nie ma zamiaru spełnić...a ja znowu czuję się rozczarowana, wykorzystana, zła
Czy ja przesadzam? Czy naprawdę nie można zweryfikować swoich poglądów, wiedząc, że można uszczęśliwić osobę, którą się kocha?