sofunny Re: Rozstanie 27.12.13, 15:19 Raz jest lepiej, raz gorzej. Odzywa się. Chyba uznał, że już wszystko ok, dzwonił z życzeniami, głupio przyznać, ale "przepisaliśmy" połowę Świąt, tę lepszą. Są żarty, komplementy a propos wrzuconych gdzieś zdjęć. On nie wie jak to wszystko przeżywam, nie wie o tabletkach nasennych czy wiecznym płaczu, a ja raczej nie chcę wychodzić przed nim na ofiarę. Życzył mi, żebym zawsze była tak piękna i przebojowa, jak teraz i że przecież świetnie sobie radzę, wszystko jest tak, jak chce. No cóż, nie wszystko. W drugiej połowie Świąt nieco o mnie zapomniał, może zajął się czymś, wrócił do domu. W każdym razie ja znów czekam, aż napisze. Obawiam się Sylwestra. ten moment, gdy wszyscy składają sobie życzenia i całują się o 12. Tak się cieszyłam, że po raz pierwszy nie wejdę w Nowy Rok sama. Odpowiedz Link Zgłoś
fotog.rafka Re: Rozstanie 28.12.13, 17:49 mnie mój partner zostawił w drugi dzień tegorocznych świąt, wiem co przechodzisz.... zostawił dla tzw. dobra swoich dzieci, jego eks wife go zaszantażowała ograniczeniem kontaktów z dziecmi..."poświęcił" mnie dla dobra dzieci... nic tego nie zapowiadało, wigilie spędzilismy razem, były plany na następny rok, który miał byc lepszy od tego dość trudnego bo pełnego afer czynionych przez jego eks wife... od dwóch dni żyję w jakimś odrętwieniu i nie wiem co wokół mnie sie dzieje.... Odpowiedz Link Zgłoś
gyubal_wahazar Re: Rozstanie 28.12.13, 18:14 Jeśli mogę coś nieśmiało, to ta jego wersja słabo trzyma się kupy. Kontakty z dziećmi, to mu ograniczyć może tylko sąd. Eksia może najwyżej utrudniać, ale wtedy jedna czy druga skarga do sądu, zwykle skutecznie studzi takie zapały. Wiem, że Cię to nie pocieszy, ale w takich sytuacjach zwykle lepiej wiedzieć wszystko i do końca Odpowiedz Link Zgłoś
altz Re: Rozstanie 28.12.13, 18:37 gyubal_wahazar napisał: > Jeśli mogę coś nieśmiało, to ta jego wersja słabo trzyma się kupy. Kontakty z d > ziećmi, to mu ograniczyć może tylko sąd. Eksia może najwyżej utrudniać, ale wte > dy jedna czy druga skarga do sądu, zwykle skutecznie studzi takie zapały. Wiem, > że Cię to nie pocieszy, ale w takich sytuacjach zwykle lepiej wiedzieć wszystk > o i do końca Wszystko zależy od sytuacji. Jeśli dzieci są bardzo małe, to matka może zrobić z nimi w zasadzie wszystko, może tak zmanipulować, że będą uciekać przed ojcem, albo będą ukrywać przed matką chęć spotkania z ojcem "żeby mama się nie denerwowała". Sąd niewiele zdziała, gdy ojciec nie jest kuty na cztery nogi i nie wie, że np. przy nagle chorujących dzieciach można wezwać lekarza do sprawdzenia. Policja nie pomoże, sąd nie skarze, kary są, ale bardzo rzadko orzekane. Tutaj jest dziwnie, gdyby ojciec miał jakiś spór, pewno nowa pani by coś wiedziała na ten temat. Może facet stwierdził, że mu źle nie było, była żona jest na tak, a dzieciom będzie dużo lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
paulina7171 Re: Rozstanie 28.12.13, 18:22 Czy słowo "wife" nie ma swojego polskiego odpowiednika? Jesteś pewna, że ta eksżona naprawdę była eks? Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: Rozstanie 28.12.13, 18:30 Sofunny, a nie uważasz, że utrzymywanie z nim kontaktu to zły pomysł? Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 28.12.13, 19:30 qw994 zaczynam żałować. Tak, jak napisałam, kontakt znów się urwał. Ja czekam, sprawdzam komunikatory, telefon, on milczy. Z tego, co wiem był wczoraj na imprezie, widziany z jakąś kobietą, niestety nie siostrą czy kumpelą. Ja powoli nie mam siły. Nie potrafię wyjść, bawić się, zapomnieć. Boli mnie to, że dla niego to był tylko ruch, krok, że nie myśli, nie żałuje, nie zastanawia się. Nie zdaje sobie sprawy przez co przechodzę. Lecą kolejne kilogramy, kolejne chusteczki, jemu wydaje się, że jestem taka przebojowa i silna, bo raz na jakiś czas wrzucę coś, co ma sugerować jak świetnie się bawię sama ze sobą. Najgorsze są noce i wieczory... Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: Rozstanie 28.12.13, 19:51 Radzę ci dobrze, pozbądź się go z komunikatorów, fb i innych środków, za pomocą których możesz go śledzić. Nie musisz też niczego udawać, masz prawo do okazywania smutku. I najlepiej by było, gdybyś mu powiedziała, żeby się z tobą nie kontaktował. Owszem, potem będziesz gryzła pięści. Ale krócej niż przy podtrzymywaniu kontaktu. Odpowiedz Link Zgłoś
gyubal_wahazar Re: Rozstanie 28.12.13, 20:08 Grasz w coś ? Szachy, brydż, poker, jakieś rpgi, strzelanki ? Cokolwiek byle wciągało. W sieci jest tego tona. Graj do upadłego. Wyprzesz dzięki temu myśli o eksie, a w końcu padniesz i zaśniesz jak niemowle. A do eksia napisz esa, że dziękujesz za współpracę i prosisz by Cię wyciął z komóry i mejla. Po czym sama go wycinasz. Zachowasz choć strzęp satysfakcji, że finałowy akord należał do Ciebie Aa i jeśli masz smarka to zablokuj jego nr. Jak nie masz to kup - 3 stówy na alegro - grosze za komfort pewności, że Ci nie będzie zawracał gitary Odpowiedz Link Zgłoś
paulina7171 Re: Rozstanie 28.12.13, 20:49 Zgadzam się z Przedmówcami. Pana won z komunikatorów, emaila, komórki, facebooka czy czego tam jeszcze. Wspólnych znajomych nie wypytuj, co u niego. Nie rób nic, co prowokowałoby go do kontaktu. Ja jestem mądra po szkodzie. Mojego byłego wywaliłam z NK zbyt późno: po tym, jak wstawił zdjęcie, na którym obejmował jakąś panią. Znowu uruchomiła się wyobraźnia, były wspomnienia i nowa fala łez. Chyba nie chcesz tego? Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 29.12.13, 13:28 Może widok Jego i innej kobiety by mnie otrzeźwił. Ja za bardzo wciąż się łudzę. Choć wiem, że tym razem nie wróci, że był na co najmniej jednej randce i nie przejmuje się mną. I nie potrafię Go wykasować. Kontakt z nim naprawdę choć na chwilę poprawia mi humor. Chce wiedzieć co u niego. Usunęłam zdjęcia z telefonu, to już duży krok. I powstrzymałam się od napisania. On milczy. Zrobiłam złośliwą uwagę dot. Jego nowego życia, statusu singla, zabawy. Chyba się obraził. Odpowiedz Link Zgłoś
neojeriomina Re: Rozstanie 29.12.13, 13:32 Dołączam się do rad - wykasuj go z wszystkich kontaktów, komunikatory, fb itd - to JEDYNE lekarstwo dla Ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
system.tzw.edukacji Re: Rozstanie 29.12.13, 14:18 > Usunęłam zdjęcia z telefonu, to już duży krok. Odpowiedz Link Zgłoś
paulina7171 Re: Rozstanie 29.12.13, 16:31 Sofunny, a gdyby - dajmy na to - facet wrócił, w Tobie nic nie zmieniłoby się po takim rozstaniu? Minie pierwsza euforia, pierwsza radość, wróci "normalne" życie i co dalej? Dopiero będziesz się bała... Gdy ze mną rozstał się mężczyzna, byłam zrozpaczona do tego stopnia, że gotowa byłam go przyjąć z otwartymi ramionami niemal bezwarunkowo. Z perspektywy czasu dziękuję losowi za to, że tak się nie stało. Bo już nigdy nie byłabym taka ufna i spokojna. Uwierz mi, nawet nie warto testować... Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 29.12.13, 18:58 Szczerze? Przez jakiś czas byłam niemal pewna, że wrócimy do siebie. To nie pierwsze zerwanie, zawsze był powrót. Teraz minęło jednak za dużo czasu. Choć nie ukrywam, że gdyby przyszedł, powiedział, że tęskni, że brakuje mu mnie czy coś w tym stylu pewnie poleciałabym jak głupia. Po miesiącu nie potrafię jeszcze patrzeć na to obiektywnie, pozbawić go otoczki "ideału" i jedynego mężczyzny, z którym mogłabym być. A on, taka prawda, może sobie pogrywać jak chce. To jest ten paradoks. Zdaję sobie sprawę z tego, jak to wszystko wygląda, a mimo to godzę się na tego typu traktowanie. I choć chciałabym unieść się honorem i z dumą prowadzić życie singla, nie potrafię. Odpowiedz Link Zgłoś
paulina7171 Re: Rozstanie 29.12.13, 19:46 A widzisz. We wcześniejszych postach związek z tym panem przedstawiłaś jako wspaniałą relację, po czym rychło się okazało, że to już od jakiegoś czasu było bagienko... I zawsze inicjatorką powrotu byłaś Ty, prawda? Banalne i wyświechtane będzie to, co powiem, ale nie da się powtórzyć tego, co było, w takiej samej formie. A wiara, że będzie lepiej za n-tym razem, też do niczego nie prowadzi. Dlatego jestem wielką przeciwniczką powrotów. Ludzie nie rozstają się bez przyczyny. Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 29.12.13, 21:42 Może jednak zaczynam zauważać, że nie było bajkowo?;) Inicjatorem był on. On zrywał, on wracał. Raz minął dzień, raz dni kilka. Najgorsze jest to, że o ile jednego dnia jest lepiej, wstaję z łóżka, jadę gdzieś, zajmuję się czymś, drugiego płaczę i nie mogę się pozbierać. Póki co wolne, niczego nie zawalę, ale te wahania formy i nastoju są ciężkie. Odpowiedz Link Zgłoś
paulina7171 Re: Rozstanie 29.12.13, 22:16 Wiesz co? Powiem to, co klasyczki tego forum - Tully i Triss - panu kopa. Nieodwołalnie. Cofam to, co powiedziałam kilkanaście postów wyżej - to, że facet ma klasę. Wygląda mi na to, że jesteś klasycznym przykładem 'poczekalni' - pan trzyma sobie Ciebie w odwodzie i czeka, co życie przyniesie. Nie czujesz się uczestniczką jakiegoś niesmacznego castingu? W mojej ocenie padasz ofiarą oczywistej w swej prostocie manipulacji. Pan sobie najspokojniej przeprowadza "wstępne badanie marketingowe rynku" i sprawdza, która z Was postara się bardziej i "da więcej". A że póki co nie wie na czym stoi, woli sobie zabezpieczyć tyły na wypadek, gdyby z którąś z nowych pań jednak mu nie wyszło. Odpowiedz Link Zgłoś
a_nonima Re: Rozstanie 30.12.13, 12:16 Sofunny moje przedmówczynie mają rację. Pan poprawia sobie humor pisząc do Ciebie, ale to nie pomaga w podniesieniu się z kolan, ale budzi nowe nadzieje. Nawet gdyby wrócił to co to będzie za związek... Wiem, że ciężko cieszyć się ze statusu "singiel", ale są dobre tego strony. Za jakiś czas zaczniesz doceniać. Z okazji nadchodzącego Nowego Roku życzę Ci żebyś przestała cierpieć. Wszystko się poukłada. Odpowiedz Link Zgłoś
inka754 Re: Rozstanie 30.12.13, 06:53 Pociesz się, że nie Ty jedna tak masz. U mnie też tak było, ale w końcu zaczęłam kierować się w stosunku do Pana nie tylko sercem, ale i rozumem. U Ciebie też tak będzie. Jak tu kiedyś ktoś mądrze napisał, daj czasowi czas. Odpowiedz Link Zgłoś
rurek00 Re: Rozstanie 30.12.13, 10:25 On w ten sposób poprawia sobie humor, chce się poczuć lepszy, że taki troskliwy itd. Nie daj się wciągnąć w tę grę. Teraz przez kolejne miesiące będziesz myślała o tym kiedy znów zadzwoni, żeby sobie poćwierkać? Co cie otrzeźwi - jak się ożeni, jak będzie miał z kimś dziecko? Po co ci ten kontakt? Co on ci daje? Nadzieję, że wróci? Na prawdę chcesz, żeby wrócił? Nie kocha cię, ma już nową, może nawet szykował sobie grunt pod nowy związek będąc jeszcze a tobą? Wg mnie najlepsze lekarstwo to całkowite zerwanie kontaktu. Bolesne, ale skuteczne. On sobie poprawia nastrój dzwoniąc do ciebie, ty zgrywasz, że wszystko ok, więc on czuje się lepiej, bo tak super to znosisz. I po co w to grasz? Musisz całkowicie zerwać więź emocjonalną z nim, jeśli chcesz kiedyś wejść w nowy związek. Nie zerwiesz tej więzi jeśli będziecie do siebie dzwonić i składać sobie życzenia, bo tak na prawdę wciąż tylko myślisz o tym, że on może wróci. Zacznij żyć swoim życiem i powiedz mu wprost, że nie chcesz aby się z tobą kontaktował. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzi.1 Re: Rozstanie 30.12.13, 14:22 takie rozstania i powroty są symptomem toksycznosci związku, kłóciliscie się ? poczytaj o toksycznych związkach i jeszcze to: forum.gazeta.pl/forum/w,898,147894041,147894041,Koluzje.html Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 31.12.13, 11:17 rurek00 Jak to się mówi, "pocisnąłeś". Muszę czytać to jak najczęściej, bo to całkowita prawda. Powoli zaczynam myśleć na dwa sposoby: obiektywnie i wciąż jeszcze naiwnie, z nadzieją. Z jednej zatem strony wiem, że nic już z tego nie będzie, że ewentualny powrót nie byłby czymś dobrym i tak naprawdę nie wiem czy byłabym na to gotowa. Wiem, że kontakt nic tak naprawdę mi nie daje, poza chwilami podekscytowania, gdy się odzywa i chwilami żalu i stresu, gdy milczy. Z drugiej strony wciąż jeszcze jest gdzieś ta myśl, płomyczek, że coś się zmieni, on się zmieni, zatęskni i będę szczęśliwa. Zdaje sobie sprawę, że to nie była do końca zdrowa relacja. Podobno pierwsze miesiące związku powinny być sielanką, u nas już po pierwszych kilku pojawiły się negatywne emocje, stres i brak zaufania. Sylwester dziś. Bawcie się dobrze, zarówno Wy "sparowani", jak i Wy, samotni. Odpowiedz Link Zgłoś
inka754 Re: Rozstanie 31.12.13, 12:38 Dziękujemy. A Ty pamiętaj, że lepiej bawić się samej niż w złym towarzystwie. Trzymaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
misia-ff Rozstanie 01.01.14, 15:43 wiem doskonale jakie to uczucie. I jak ciezko jest wytlumaczyc sobie, ze ta osoba nie jest warta tego, zeby o niej myslec. U mnie wszystko definitywnie zakonczylo sie w lipcu. Wczesniej dawal sygnaly, ktorych oczywiscie nie widzialam, albo nie chcialam widziec, ze nie pasujemy do siebie. Ignorowalam, robiac przy okazji z siebie idiotke, bo jak inaczej mozna nazwac kogos, kto kompromituje sie dla faceta. Potem spotkalam go z inna, awantura na srodku ulicy, przestalismy ze soba rozmawiac. Strasznie bolalo, kiedy przechodzilismy obok siebie, a on traktowal mnie jak powietrze. Po jakims czasie odpuscil. Ja nie. Za bardzo bolalo. Codziennie zastanawialam sie w kiedy popelnilam blad i co zrobilam zle, analizowalam kazdy dzien, po kolei, milion razy. Codziennie o nim myslalam i codziennie mialam nadzieje, ze moze cos sie zmieni. Moj zdrowy rozsadek przypominal mi czasem o tym jak sie poczulam kiedy zobaczylam tamta kobiete, jaki miala wyraz twarzy na moj widok (a miala dokladnie taki, jakby wiedziala kim jestem, ale historia, ktora ON jej opowiedzial musiala byc zupelnie inna, niz ta prawdziwa - patrzyla na mnie z pogarda, moze z politowaniem, smiala mi sie prosto w twarz). A czulam sie tak jakbym dostala w twarz. Przypominalam sobie ile razy i w jaki sposob dawal mi do zrozumienia, ze nie chce sie ze mna spotkac i jakie to bylo upokarzajace. Niestety, mimo tego wszystkiego wciaz za nim tesknilam. I do teraz o nim mysle, choc minelo juz tak wiele miesiecy. Na Swieta popelnilam blad - wyslalam smsa z zyczeniami. Odpisal po 12 godzinach ! - wyslal "formulke". Zenujace. I znow wbil mi kolek, znowu zrobilam z siebie idiotke. Nie wiem czego oczekiwalam. Na nowy rok, choc tez liczylam na to, nie dostalam od niego zyczen. Bo on o mnie nie mysli, nie jestem dla niego wazna - trzeba w koncu spojrzec prawdzie w oczy. Nie wiem czemu my kobiety jestesmy takie naiwne i czym wlasciwie oni sobie zasluzyli, ze tak ich uwielbiamy. Moje noworoczne postanowienie - on juz znika, trzeba zyc dla siebie. Trzymam za Ciebie kciuki. Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 01.01.14, 16:37 misia-ff trzymam kciuki za Ciebie! Ja mimo wszystko nie dostałam tak wyraźnego "ciosu". On, niestety, nie potrafi mnie też jeszcze do końca "olać". Był telefon noworoczny, w nocy, pewnie nie do końca na trzeźwo. Szkoda tylko, że zamiast sztandarowego "Szczęśliwego Nowego Roku" usłyszałam, że tęskni, myśli i tak naprawdę nie wie już co ma robić. Taki początek 2014. Mętlik, znów płomyczek nadziei, a tak liczyłam, że w Nowy Rok wkroczę z planem, że się uda, że dam radę, że nie ma już czego analizować i na co czekać. Odpowiedz Link Zgłoś
misia-ff Rozstanie 01.01.14, 21:41 oj, to chyba nie zazdroszcze. Z jednej strony fajnie miec nadzieje, zwlaszcza, jesli na kims nam zalezy, ale z drugiej strony takie czekanie na jego decyzje jest okropne - wroci do mnie czy nie? ... Pan i Wladca. eh ... Ja juz nie mam zadnej nadziei, bo moj glos rozsadku mi mowi: ej, gdyby mu na Tobie zalezalo, to od lipca odezwalby sie do Ciebie, prawda? a jego nie interesuje nawet jak Ty sie czujesz po tamtym zdarzeniu, nie probowal niczego wyjasnic, wiec chyba sprawa jest jasna i oczywista? - no tak. Tak wlasnie byc powinno. ON ma mnie w dupie i nalezaloby to w koncu zrozumiec. Problem tylko polega na tym, ze my razem pracujemy ... owszem, firma jest olbrzymia, da sie nie spotykac, nie trafiac na siebie, ale ilez mozna ... On prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mnie zranil, sadzi, ze juz dawno ulozylam sobie zycie po swojemu, bylo minelo, a ja glupia codziennie o nim mysle. eh ... kobiety sa skomplikowane strasznie :))) u Ciebie widze nie lepiej, tez bedziesz miec teraz metlik w glowie. Pisz jak sprawy sie potoczyly :) Odpowiedz Link Zgłoś
miau.weglowy jakie znowu 'my kobiety'? 01.01.14, 16:59 czesc reaguje inaczej -bierze sie i wyrzuca/oddaje na przechowanie rzeczy zwiazane z bylym, usuwa z pola widzenia cokolwiek, co przypomina wspolna przeszlosc -kasuje powiazania: nr tel, email, social media (hue hue takie czasy) -jak trzeba, to otwarcie sie deklaruje; nie kontaktuj sie ze mna, bo to wcale nie jest dobre dla mnie i nie poprawiaj sobie samopoczucia moim kosztem (nie)drogi eksie, ze niby taki wspolczujacy jestes (wtf?!), bo tak naprawde to ty chcesz sie poczuc lepiej we wlasnych oczach -nie to nie, bez łachym prosic sie nie bede (lekko bojowe nastawienie nie zaszkodzi imho ;)) -nu zajac ja tjebja pakażu! (co nie znaczy, ze rzucamy sie zaraz na szyje pierwszemu napotkanemu na ulicy, ale po prostu zalobe odbywamy bez swiadka w postaci eksa) - bylo minelo, trudno, widac nie bylo "pisane"=jakos trzeba to zaakceptowac, a to juz pierwszy krok do zdrowienia -i dac sobie czas ile tam potrzeba, nie kazdemu tyle samo, ale dac sobie prawo do "odplakania" najwazniejsze: nie zabrac u bylego; powstrzymanie sie od takich jazd pozwala zachowac poczucie wlasnej wartosci. - ławeczka z widokiem Odpowiedz Link Zgłoś
martucha90 Re: Rozstanie 02.01.14, 13:26 > Chciałabym jednak znać Wasze porady, życiowe, wynikające z własnych doświadczeń. > To pierwsza taka miłość. Jak mnie się rozpadła pierwsza miłość (miałam 20 lat), to sporo płakałam i cierpiałam. Najpierw intensywnie, potem z rzadka, od czasu do czasu. Przy czym jeszcze po 4 latach (!) zdarzało mi się płakać na ten temat. Z kolejnymi miłościami szło dużo łatwiej - kończyło co najwyżej na kilku tygodniach żalu :) Tak więc zapewne i Ty z czasem uodpornisz się, dojrzejesz, stwardniejesz. To tylko ten pierwszy raz tak boli. Chciałam pocieszyć, mam nadzieję, że mi wyszło ;/ Odpowiedz Link Zgłoś
czoklitka Re: Rozstanie 02.01.14, 19:27 Przykre jest to bardzo. Choć teraz nie wyobrażasz sobie, że będziesz w stanie pokochać kogoś innego, to twoja fascynacja tym mężczyzną w końcu Ci przejdzie. :) Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 02.01.14, 19:59 Niczemu nie jesteś winna, po prostu chodzą sobie takie uujki po świecie i czasem ma się pecha na takiego trafić. Nie jest uujkem, bo nie kocha, a dlatego, że się tobą bawi. Po przeczytaniu tego wątku zdałam sobie sprawę, że mam szczęście, że mój zamilkł definitywnie, choć tuż po rozstaniu też bawił się ze mną w przyciąganie-odpychanie. Brutalnie mówiąc porzuć wszelkie nadzieje, odchoruj i przyzwyczaj się do myśli, że to nie jest ktoś kto jest ci pisany. Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 05.01.14, 18:51 "Bawi" to chyba dobre określenie. I chyba coraz bardziej do mnie dociera, że tak właśnie jest. Znów się odzywał, co więcej, doszło do rozmowy, gdzie usłyszałam to, czego z jednej strony się obawiałam, z drugiej bardzo chciałam. Pojawiła się wizja ewentualnego powrotu, na poważnie. On jednak nadal "nie jest pewny". Ma mętlik, z jednej strony tęskni, z drugiej nie wie czy to ma szanse. Nie wie czego tak naprawdę chce. A ja mogę czekać na jego decyzję, bo to przecież od niego już teraz wszystko zależy. Naprawdę myślałam, że wkroczę w Nowy Rok z planem, z energią i siłą na samotne życie. A tymczasem zaledwie 5. dnia stycznia mam kompletnie dość. Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 15:50 Nie będę zakładać nowego wątku, podepnę się pod ten mając nadzieję, że dostanę tu jakieś porady jak pogodzić się z porzuceniem. Mam trochę lat, ale po raz pierwszy ktoś złamał mi serce, po raz pierwszy przeżywam takie porzucenie i jest mi chole*nie ciężko. Tak naprawdę nie znam powodów zakończenia tego związku, nie usłyszałam żadnych konkretów. Sama nie widzę żadnej przeszkody do naszego bycia razem (poza tym, że on nie daje nam szansy). Dobrze było nam razem, jesteśmy do siebie pod wieloma względami bardzo podobni. Tylko po jakimś czasie opadły, zwłaszcza u niego, różowe okulary po pierwszej fascynacji i nie było już tak intensywnie jak na samym początku, ale nadal było dobrze. Nie było kłótni, co najwyżej drobne sprzeczki, jakie zdarzają się ludziom, którzy dużo czasu spędzają ze sobą. On już po zerwaniu miał spore wątpliwości. Po raz pierwszy odkąd go poznałam widziałam taki ból i łzy w jego oczach na naszym pierwszym spotkaniu po zerwaniu, kiedy próbowaliśmy o nas rozmawiać. Potem chciałam zerwać kontakt, on nalegał, żebyśmy go podtrzymali. Przyciśnięty do muru w końcu napisał wprost, że jego zdaniem będzie nam lepiej osobno, z innymi. To jest pierwszy mężczyzna z którym naprawdę chcę być. Do czasu zerwania nawet nie byłam świadoma, że aż tak mi na nim zależy, chociaż chciałam z nim być, czułam się przy nim szczęśliwa. A teraz nie mogę sobie wyobrazić, że nie będzie go w moim życiu. Gdybym chciała to już bym była z kimś innym, ale nie chcę, chcę tylko jego. Pomóżcie, poradźcie jak pogodzić się z tym, że już nie będziemy ze sobą. Z tego co mówił o innych znajomościach z kobietami wywnioskowałam, że nasza znajomość dla niego też była wyjątkowa. Jak przestać się łudzić, że wrócimy do siebie? Jak o nim zapomnieć? Jak dać szansę komuś innemu skoro nie jest nim? Jak żyć bez niego? Jak złagodzić ten potworny ból na myśl, że nie będziemy razem? Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 16:09 Oni zawsze mówią, że jesteśmy niezwykłe i że znajomość z nami była wyjątkowa ;) Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 16:22 On nie mówił, że nasza znajomość jest wyjątkowa i że ja jestem wyjątkowa. To ja to sobie wydedukowałam na podstawie tego co mówił o innych kobietach i innych znajomościach, były jakieś bez polotu. Inni mężczyźni których znam wspominali jakąś swoją miłość, kobietę do której mają sentyment. U niego tego nie było. Nie było kobiety którą by wspominał, nie było takiego związku. Bez żadnych emocji o tym mówił. Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 16:31 Tym bardziej świadczy to o tym, że łudzisz się, że dla niego było to równie wyjątkowe jak dla ciebie. Gdyby tak było nie kończyłby znajomości i nie miałby takich rozterek. Nie jest chyba szesnastolatkiem ? Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 16:42 Jest mężczyzną po 30-tce, teoretycznie dojrzałym. Problem w tym, że chyba tylko teoretycznie i jeżeli chodzi o związki, to będzie szukał coś czego nigdy nie znajdzie, czyli ideału. Może byłoby mi łatwiej gdybym znała powody, dla ktorych nie możemy być razem, ale usłyszałam tylko o "innych oczekiwaniach", nawet nie wiem jakich, bo naprawdę pod bardzo wieloma względami jesteśmy bardzo podobni do siebie. Nie poznałam dotąd kogoś bardziej podobnego do mnie. A jeżeli jest pożądanie, jeżeli ludzie mają podobną wrażliwość, ogólnie są podobni do siebie, podzielają swoje zainteresowania, lubią spędzać ze sobą czas, bo dobrze czują się w swoim towarzystwie, to dlaczego nie mogą być ze sobą? Odpowiedz Link Zgłoś
system.tzw.edukacji Re: Rozstanie 06.01.14, 16:55 > Jest mężczyzną po 30-tce, teoretycznie dojrzałym. Ta, chyba w kategoriach psychoterapeutycznych. :D > Może byłoby mi łatwiej gdybym znała powody, dla ktorych nie możemy być razem, > ale usłyszałam tylko o "innych oczekiwaniach" I co? Rzeczywiście prawdziwy powód jest dla Ciebie aż taki istotny? No to Ci go podam: koleś Cię po prostu nie kocha i nie chce z Tobą być, tyle że jest do tego „dojrzały”, iż nie potrafi Ci tego powiedzieć wprost. It’s that simple. Zmienia Ci to coś? Teraz chodzi o to, żebyś nie wmawiała sobie jakichś urojonych powodów i nie żyła myślą, że jeśli coś zmienisz albo, co gorsza, podasz jakiś trafny argument, to Miś wróci w podskokach otoczony skowronkami i będziecie żyć długo i szczęśliwie. Nie, to tak nie działa. > A jeżeli jest pożądanie, jeżeli ludzie mają podobną wrażliwość, ogólnie są podobni do siebie, > podzielają swoje zainteresowania, lubią spędzać ze sobą czas, bo dobrze czują się w swoim > towarzystwie, to dlaczego nie mogą być ze sobą? Mogą, tylko nie chcą – a w tym wypadku nie chce tego On: Miś, dla którego znajomość z Tobą była do tego stopnia wyjątkowa i emocjonująca, że aż sobie postanowił znaleźć kogoś innego. Teraz musisz się z tym zmierzyć. Cóż, minie parę miesięcy i Ci przejdzie, nie Ty pierwsza pod Słońcem zostałaś porzucona, większość ludzi musi się z tym prędzej czy później zmierzyć, przykro mi. Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 17:08 Wybacz, że piszę tak cynicznie, ale podobne posty pisałam tu kilka miesięcy temu, a mężczyzna którego opisujesz to prawdopodobnie taki sam typ jak mój - wieczny_poszukiwacz_sam_nie _wiedzący_czego. Jeszcze trochę mnie pobolewa i czasem łapie tęsknota, ale umiem już z pewnym dystansem patrzeć na tę sprawę, choć sama nie wiem, czy gdyby zadzwonił.... na szczęście nie dzwoni :) Też nie rozumiem jak może być między ludzmi pozornie idealnie, świetne rozmowy, wspaniały seks, podobne spojrzenie na świat, a mimo to jeden z partnerów szuka czegoś nadal. Widocznie tak musi być, trzeba pogodzić się z tym, że nie wszystko będzie takie jak sobie wymarzymy, a druga osoba może mieć inne podejście niż my, jej prawo - nie jest naszą własnością. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_piehdole Re: Rozstanie 06.01.14, 17:14 > Też nie rozumiem jak może być między ludzmi pozornie idealnie, świetne rozmowy, wspaniały seks, podobne spojrzenie na świat, a mimo to jeden z partnerów szuka czegoś nadal. Czego nie rozumiesz? Mozesz byc bardzo fajna, ale nie na tyle, zeby sie w tobie zakochac. Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 17:17 No właśnie nie rozumiem jak można się we mnie nie zakochać ;P hehe Odpowiedz Link Zgłoś
system.tzw.edukacji Re: Rozstanie 06.01.14, 17:28 > Widocznie tak musi być, trzeba pogodzić się z tym, że nie wszystko > będzie takie jak sobie wymarzymy, a druga osoba może mieć inne podejście niż > my, jej prawo - nie jest naszą własnością. Bardzo się z tym zgadzam. Dobrze jest w tej intencji odmawiać dwa, trzy razy dziennie (czyli np. rano, kiedy wstaję z łóżka; następnie kiedy zjem obiadem; oraz kiedy idę na nocny spoczynek) następującą modlitwę: Ja robie swoje, a ty swoje. Nie jestem na tym świecie po to, by spełniać twoje oczekiwania, A ty nie jesteś na tym świecie, by spełniać moje. Ty to ty, a ja to ja, I jeśli przypadkiem natrafimy na siebie to wspaniale. Jeśli nie, to nic nie można na to poradzić. Oczywiście ważna jest systematyczność i konsekwencja. Nie mów zaraz, później – rób teraz. Czyli tak: otwieram rano oczy, od razu odmawiam modlitwę, i już mam jedną zaliczoną, już jestem o ten krok w swoim samorozwoju dalej. :) Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 17:40 Mam inną mantrę, ale boję się, że tutejsza moderacja jej nie przełknie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
system.tzw.edukacji Re: Rozstanie 06.01.14, 17:52 > Mam inną mantrę, ale boję się, że tutejsza moderacja jej nie przełknie ;) Spodziewam się, że podobną do tej, jaką zwykł o poranku wypowiadać bohater „Dnia świra”. :) Odpowiedz Link Zgłoś
ursyda Re: Rozstanie 06.01.14, 18:11 forum.gazeta.pl/forumSearch.do?pageNumber=1&query=Ja+robie+swoje%2C+a+ty+swoje.+&author=system.tzw.edukacji&title=&forum= Monotematyczność do porzygu. Odpowiedz Link Zgłoś
system.tzw.edukacji Re: Rozstanie 06.01.14, 18:23 > Monotematyczność do porzygu. Jak rozumiesz przedrostek mono-, Ursy-do? Bo tak się składa, że jestem, biedny miś, oskarżany o monotematyczność przy okazji co najmniej kilku różnych tematów. :( Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 17:53 Niestety, on jest chyba właśnie typem wiecznego poszukiwacza. Do czasu aż nie poznałam jego myślałam, że ja też nią jestem - taką księżniczką, której żaden mężczyzna nie będzie nigdy pasował. Z każdym facetem od początku znajomości wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ale coś tam próbowałam, bo przecież czuję tak tylko dlatego, że jestem tą wybredną księżniczką (tak myślałam). I albo na samym początku dawałam facetowi kosza albo próbowałam i zrywałam albo na moje szczeście to samo jakoś się rozpływało. Łamałam serca nie wiedząc jak jest kiedy samemu się to przeżywa. Poznałam jego i po raz pierwszy w życiu nie miałam żadnych wątpliwości, wydawało mi się to niemożliwe. Zafascynowałam go, chyba nawet dużo bardziej niż on mnie, bardzo się nakręcił od początku, narzucił potworne tempo, mówił że mu zależy, że chce być ze mną. Próbowałam hamować, stopować go jakoś, tłumacząc, że najpierw musimy się poznać, ale w końcu poddałam się i zaangażowałam. Było super do czasu aż zaczęły mu spadać różowe okulary, bo zaczął mnie naprawdę poznawać. Byliśmy ze sobą zaledwie kilka miesięcy, nie było mowy o miłości. Ani ja, ani on nie zakochujemy się w 5 minut. Nie wiem czy kiedykolwiek byliśmy zakochani, ale będąc ze sobą mieliśmy z czasem szanse na zrodzenie się miłości, z pominięciem zakochania. Oboje byliśmy szczęśliwi ze sobą. Tylko on marzy o miłości do grobowej deski. Wiem, że zdarzają się takie, ale generalnie patrzę krótkoterminowo (kilka lat) na związki, a jeżeli to będzie ta prawdziwa wielka miłość to i może dotrwa to do grobowej deski. Tak jak pisałam - krótko byliśmy ze sobą, zaledwie kilka miesięcy, nie zdążylismy się dobrze poznać. Nawet gdyby nam nie wyszło za jakiś czas, chciałabym mieć szansę przekonania się na własnej skórze dlaczego nie możemy być ze sobą, poznania go lepiej, poznania jego wad, tych potencjalnych różnic, które powodują, że nie mogłoby nic z tego wyjść. Ta szansa została mi odebrana i nie mogę pogodzić się z tym, że mam związane ręce, nie mogę nic zrobić, to nie zależy ode mnie. A to był pierwszy, w moim całkiem już długim życiu, mężczyzna co do którego nie miałam wątpliwości. Dlatego mam poczucie, że on jest mi pisany (chociaż jestem osobą racjonalną i nie wierzę w takie bzdety, ale tu włączyły się emocje) i nie powinnam z niego rezygnować, tylko to już nie zależy ode mnie i to mnie wkurza. W dodatku naczytałam się w różnych wątkach na temat rozstań, że ludzie wracają do siebie i nawet się pobierają, są szczęśliwi razem, więc teraz się łudzę. I wcale nie marzę o małżeństwie, po prostu chciałabym, żeby był przy mnie, chciałabym lepiej go poznać, chciałabym tyle rzeczy z nim jeszcze zrobić, przeżyć, odkryć... Z innymi to nie jest taka frajda i mam wrażenie, że on też się o tym wkrótce przekona. Tylko nawet gdyby chciał wrócić, spróbować jeszcze raz, duma może mu na to nie pozwolić. Nie wiem czy to miłość z mojej strony (nie patrzyłam tak na to kiedy byliśmy ze sobą), czy tylko pragnienie czegoś czego nie mogę mieć - to jest najbardziej pociągające, ale mimo wszystko mam wrażenie, że po raz pierwszy w życiu czuję co to złamane serce. Trafiła kosa na kamień. Odpowiedz Link Zgłoś
system.tzw.edukacji Re: Rozstanie 06.01.14, 18:03 > Łamałam serca nie wiedząc jak jest kiedy samemu się to przeżywa. O, to nawet cała ta historia ma wymiar pedagogiczny. > Tylko nawet gdyby chciał wrócić, spróbować jeszcze raz, > duma może mu na to nie pozwolić. Tak jak myślałem: roisz sobie już jakieś niestworzone scenariusze. Tak, tak, jasne… on pewnie z całych sił chce do Ciebie wrócić, ale wie, że „nie możecie być razem”, i to go powstrzymuje… ostatkiem… sił… och… Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 18:10 Podoba mi się Twój sarkazm. Może ten sposób podziała na mnie leczniczo. Po raz pierwszy uśmiechnęłam się dzisiaj. :) Tworzę te scenariusze, bo on jest niedojrzałą, niezdecydowaną sierotą szukającą ideału, którego nie znajdzie. Łudzę się, że może kiedyś pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że w ten sposób to będzie miał do grobowej deski, ale nie miłość, tylko samotność. Nie kocha mnie, ok, ja też nie wiem czy go kocham, ale są ludzie którzy potrzebują czasu, żeby to uczucie zrodziło się w nich. Uważam, że mieliśmy za mało czasu, żeby przekonać się o tym. Odpowiedz Link Zgłoś
system.tzw.edukacji Re: Rozstanie 06.01.14, 18:16 > Podoba mi się Twój sarkazm. Może ten sposób podziała na mnie leczniczo. Taka też jest intencja. :) > ale są ludzie którzy potrzebują czasu, żeby to uczucie zrodziło się w nich Możliwe, ja akurat należę do osób angażujących się raczej łatwo, więc trochę nie rozumiem takich podchodów, ale zakładam, że tak jest. A co do kochasia, to zacznijmy od tego, że nawet jeśli rzeczywiście byście do siebie wrócili, to jaką masz gwarancję, że jutro czy pojutrze jego „wątpliwości” nie powrócą? Prędzej czy później byłoby od nowa to samo; ludzie się raczej nie zmieniają, zwłaszcza po trzydziestce. Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 18:30 system.tzw.edukacji napisał: > > Podoba mi się Twój sarkazm. Może ten sposób podziała na mnie leczniczo. > > Taka też jest intencja. :) Dziękuję. :) > A co do kochasia, to zacznijmy od tego, że nawet jeśli rzeczywiście byście do s > iebie wrócili, to jaką masz gwarancję, że jutro czy pojutrze jego „wątpli > wości” nie powrócą? Prędzej czy później byłoby od nowa to samo; ludzie si > ę raczej nie zmieniają, zwłaszcza po trzydziestce. > Nie wiem, czy gdyby on chciał powrotu, zgodziłabym się na to. Teraz pragnę kolejnej szansy, być może dlatego, że nie mam wpływu na sytuację i wkurza mnie, że została nam zabrana możliwość dalszego poznawania się. Ale gdyby on chciał spróbować jeszcze raz, nie rzuciałbym mu się w ramiona od razu. Zastanowiłabym się, bo miałabym dokładnie te same wątpliwości o których napisałeś, a oprócz tego jakieś swoje dodatkowe. Ale w tej chwili tak cierpię i jestem jeszcze na tyle zaangażowana, że nie miałabym nic do stracenia. Może tylko kilka miesiący życia, które warto byłoby poświęcić, żeby przekonać się jakby mogło być i czy na pewno nie jesteśmy sobie pisani (choć w te bzdury nie wierzę ;), czy nie stracimy czegoś co już się więcej nie powtórzy. Jestem przekonana, że ta znajomość warta jest takiej próby, nawet gdyby zakończyła się niepowodzeniem. Zaprzeczyłam temu co napisałam w pierwszym zdaniu, ale teraz nie mam wpływu na sytucję, więc bardzo chcę takiej szansy, a gdyby ona się pojawiła, inaczej podeszłabym do sprawy. Gdyby zrobił to za jakiś czas, być może sytuacja będzie na tyle neutralna, że nie zdecydowałabym się na to. Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 18:41 Wróci, wróci....Ja też po pierwszym rozstaniu wiedziałam, że los nie dał nam szansy poznać się tak naprawdę i nie mogłam tego przeboleć ;) No i wrócił. Ta koleżanka wyżej też pisała o takim powracającym jak bumerang mężczyznie. Możesz więc byc prawie pewna, że wróci..... a potem znów się oddali szukać siebie i miłości idealnej. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 19:45 chinski_czosnek napisała: > Wróci, wróci....Ja też po pierwszym rozstaniu wiedziałam, że los nie dał nam sz > ansy poznać się tak naprawdę i nie mogłam tego przeboleć ;) No i wrócił. > Ta koleżanka wyżej też pisała o takim powracającym jak bumerang mężczyznie. > Możesz więc byc prawie pewna, że wróci..... a potem znów się oddali szukać sieb > ie i miłości idealnej. ;) To mi nie pomaga, nie powinnam mieć nadziei. ;) Nie powinnam się łudzić, że będziemy jeszcze ze sobą, ale myśl, że może tak jeszcze kiedyś być koi ból, pozwala go przetrwać. Łudzę się, że ta myśl pomoże przeżyć mi ten najgorszy okres, a potem zacznę zapominać, to stanie się bardziej neutralne i moje życie wróci do normy. Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 19:56 Jeśli Ci to pomoże przetrwać najtrudniejszy okres to czemu nie, pożyj sobie trochę złudzeniami. Mnie też, obawiam się, mimo nabrania tzw. życiowej mądrości, nadal podskórnie marzy mi się akt trzeci ;) Jest jednak nadzieja, że go zaprzepaściłam, bo w swej impulsywności napisałam panu co myślę o niedojrzałych popaprańcach i parę innych przemyśleń - chyba mnie już nie lubi :D Odpowiedz Link Zgłoś
klamkas Re: Rozstanie 06.01.14, 18:22 A może on jest z tych, którzy chcą po prostu pokochać, tak chemicznie, z szaleństwem i hormonami? Ma do tego prawo... Ja bym nie chciała związku, w którym trzeba czekać, aż pojawi się miłość i dawać jej szansę, bo ta jakoś sama nie chce przyjść ;). Poza tym wybacz - jakby mi partner/potencjalny partner powiedział, że dla niego związki to coś krótkoterminowego i na kilka lat, to pewnie też bym wiała gdzie pieprz rośnie. Bo chociaż nie jestem romantyczką, nie wierzę w "od pierwszego wejrzenia" ani "aż po grób" to jednak jestem zwolenniczką teorii, że należy się chociaż starać by to "aż po grób" było możliwe. Zamiast tego ty oferujesz: "za kilka lat mi się znudzisz, to znajdę sobie kogoś innego", albo "gdy pojawi się problem, znajdę innego", albo "jak będę miała ochotę, to znajdę innego". PS. Może on nie szuka ideału, tylko kogoś, komu będzie do tego ideału bliżej niż tobie? Wiesz, jak człowiek marzy o Kilimandżaro, to nie zadowoli go wejście na Magórkę ;). Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 18:47 klamkas napisała: > A może on jest z tych, którzy chcą po prostu pokochać, tak chemicznie, z szaleń > stwem i hormonami? Ma do tego prawo... Ja bym nie chciała związku, w którym trz > eba czekać, aż pojawi się miłość i dawać jej szansę, bo ta jakoś sama nie chce > przyjść ;). Właśnie chyba do tych należy, tzn. takich którzy o tym marzą, ale czy jest im to pisane? Ja też chciałabym takiego uczucia, takiego szaleństwa, ale pogodziłam się z tym, że nie jestem typem, który przeżywa takie uniesienia. U mnie jest przywiązanie, szczęście kiedy ta osoba jest blisko, cierpienie kiedy jej nie ma... tak jak teraz. > Poza tym wybacz - jakby mi partner/potencjalny partner powiedział, że dla niego > związki to coś krótkoterminowego i na kilka lat, to pewnie też bym wiała gdzie > pieprz rośnie. Bo chociaż nie jestem romantyczką, nie wierzę w "od pierwszego > wejrzenia" ani "aż po grób" to jednak jestem zwolenniczką teorii, że należy się > chociaż starać by to "aż po grób" było możliwe. Zamiast tego ty oferujesz: "za > kilka lat mi się znudzisz, to znajdę sobie kogoś innego", albo "gdy pojawi się > problem, znajdę innego", albo "jak będę miała ochotę, to znajdę innego". To nie tak. Też jestem romantyczką, dlatego nie mogę pogodzić się z tym, że to koniec i nie mamy już szansy. Czuję, że to jest ten mężczyzna ("jesteśmy sobie pisani"), że gdyby był dojrzały i bardziej życiowo podchodził do związków, tym bardziej że nie jesteśmy nastolatkami, a dojrzałymi ludźmi i coś tam w życiu przeżyliśmy; to może to "aż po grób" mogłoby nastąpić w tym przypadku. Tylko że ja nie wybiegam w przyszłość aż tak daleko, patrzę bardziej krótkoterminowo i byłabym szczęśliwa mogąc pobyć z nim choć jeszcze kilka miesięcy (żeby go poznać, przekonać się czy na prawdę nie będzie tego "aż po grób"), czy kilka lat. > PS. Może on nie szuka ideału, tylko kogoś, komu będzie do tego ideału bliżej ni > ż tobie? Wiesz, jak człowiek marzy o Kilimandżaro, to nie zadowoli go wejście n > a Magórkę ;). Muszę być blisko tego ideału, bo kiedy zaczęliśmy się spotykać on był bardzo mną zafascynowany. A mi nie zależało jakoś szczególnie, nie grałam, nie kokietowałam, starałam się być sobą, nie udawać nikogo. Ale możliwe, że mimo to nadal mi do niego za daleko. Na pewno zrobiłam jeden błąd - pozwoliłam na jego zabójcze tempo w rozkręcaniu tej znajomości, a później związku. Przez to ja się zaangażowałam, a u niego fascynacja opadła i uznał, że to nie jest to. Ale przecież taka fascynacja nie trwa wiecznie, nie mówiąc o wyjątkach. Odpowiedz Link Zgłoś
klamkas Re: Rozstanie 06.01.14, 18:57 Dojrzały człowiek, który "życiowo" podchodzi do związków, nie ma prawa do związku jaki sobie wymarzył? Do zakochania? Do motyli w brzuchu i hormonalnego głodu, jeśli właśnie tego chce? To, że ty się poddałaś i pogodziłaś z tym, że ciebie to nie spotka, nie znaczy, że on też musi. I nie ma w tym niedojrzałości. Są inne oczekiwania od życia i związku. Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 19:49 Jak najbardziej ma do tego prawo. Nie wiem jakie były powody rozstania. Ja ze swojego punktu widzenia nie widzę żadnego poważnego powodu. To o czym rozmawiamy to tylko dywagacje, domysły dlaczego on mógł tak zrobić. Prawda jest taka, że nawet jeżeli ludzie się kochają, to mimo to często się rozchodzą z innych powodów. Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 20:07 Jednak zwykle są to powody dość konkretne, np.u mnie, oprócz tego, że mnie prawdopodobnie nie kochał, bo nie jestem dość fajna :P mogła być niechęć do wejścia w poważny związek z kobietą, która ma dziecko. Może być mnóstwo innych przyczyn. Takie nieokreślone "to nie jest to"i "lepiej nam będzie z kim innym" moim zdaniem świadczy o tym, że po prostu miłości nie ma. Być może pan jest na etapie zafascynowania inną niedostępną księżniczką, ale tego przecież ci nie powie...... Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 06.01.14, 20:26 Być może teraz już fascynuje go inna, ale kiedy zrywał ze mną raczej tak nie było. Działo się to kilka tygodni temu i jakiś czas po powiedział, że jeszcze nikogo nie ma. Nigdy mnie nie okłamał, nie dał powodu do podejrzeń, to człowiek z zasadami, a ja mam intuicję i kiedy ktoś bliski mnie okłamuje, czuję że coś mi nie pasuje w tym co mówi. Zdarzyło mi się, że np. po roku od takiego przeczucia prawda wychodziła na jaw, a ja pamiętałam o nim i wszystko mi się poukladało. W tym przypadku nigdy nie miałam takich podejrzeń, nigdy nie złapałam go na kłamstwie i nigdy nie miałam podejrzeń. Dlatego uwierzyłam mu, że nikogo nie ma czy też nie miał. Odpowiedz Link Zgłoś
chinski_czosnek Re: Rozstanie 06.01.14, 20:33 Życzę ci wobec tego, żebyś nie musiała zmieniać zdania na temat jego uczciwości. To niemiłe uczucie. Odpowiedz Link Zgłoś
ines.de Re: Rozstanie 06.01.14, 16:49 przeciez dostalas od niego odpowiedz, ze bedzie Wam lepiej osobno. Musisz sobie uswiadomic, ze nie chce Cie, im szybciej to zorbisz, tym lepiej dla Ciebie. Wiem, ze bedzie bolec, ale czas leczy rany, banal, a jaki prawdziwy. Jezeli mezczyznie zalezy na kobiecie, to zrobi wszystko, zeby z nia byc. Jemu na Tobie nie zalezy, inaczej nie bylby takich 'akcji'. Nie analizuj tego co mowil na sa swoja korzysc. Szkoda czasu. Zerwij z nim calkowicie kontakt, wymysl zajecia dodatkowe, zeby miec caly dzien zapelniony, a wieczorami padac ze zmeczenia. Z czasem minie, a pojawi sie nowy Meczyzna, a nie chlopiec jak ten, ktory nawet jasno nie umial/nie mial odwagi powiedziec o co mu chodzil. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_piehdole Re: Rozstanie 06.01.14, 17:18 > Z czasem minie, a pojawi sie nowy Meczyzna, a nie chlopiec jak ten, ktory nawet > jasno nie umial/nie mial odwagi powiedziec o co mu chodzil. No tak, bo jakby jej powiedzial prosto w twarz, ze smierdzi jej z ust, jest za glupia albo nie jest dla niego materialem do obdarzenia szczera miloscia, to bylby z niego prawdziwy mezczyzna. Odpowiedz Link Zgłoś
ines.de Re: Rozstanie 06.01.14, 17:24 ja wole jasne komunikaty, nawet, gdyby mial mi powiediec, ze ejstm glupia, wtedy szybciej bym sie ogarnela :D wg mnie tylko chlopcy tak lawiruja i nei wiedza czego chca, mam swoja definicje mezczyzny i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_piehdole Re: Rozstanie 06.01.14, 17:28 To masz fajnie, ze tak wszystkiego jestes pewna i nigdy nie masz watpliwosci. I na dodatek szczera az do bolu podczas porzucania. Gratuluje. Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Rozstanie 06.01.14, 20:26 naiwna00 Dzięki za odświeżenie wątku. I to dobrze, że podpięłaś się pod ten, mamy bardzo podobne sytuacje. Dwóch niedojrzałych facetów, dwie zakochane kobiety, ten sam smutek. Wiem, co czujesz, wiem, że masz nadzieję, że to wszystko da się odbudować. U mnie tez było dobrze, jednego dnia spędzaliśmy razem czas, uprawialiśmy seks, planowaliśmy kolejny tydzień, dokładnie następnego dnia zerwał ze mną. Nie dlatego, że coś zrobiłam źle, że coś ze mną nie tak. Po prostu "to nie to". Ale przecież ja jestem najlepszą kobietą w jego życiu, cudowną, piękną, pociągającą i szybko i łatwo sobie poradzę. Minęło kilka tygodni. Nie jest lepiej. Wstępuję na drogę antydepresantów, bo to, co się dzieje mnie przerasta. Jedyne, co mogę Ci radzić- nie pozwól mieszać sobie w głowie. Kilkanaście dni temu pojawiła się iskierka nadziei na powrót- usłyszałam, że On nie może żyć beze mnie, tęskni, wciąz jednak nie jest pewny czy bycie razem to dobry pomysł. Nieco inne mamy obecnie spojrzenie na związek. Po moim, stanowczym, aż się sama sobie dziwię stwierdzeniu, że nie będę czekać w nieskończoność i że to wszystko mnie rani, zamilkł. Może liczył na to, że będę flirtować, a może nawet prześpimy się ze sobą licząc na to, że wróci. Trzymaj się Kochana. I życzę, żebyś poradziła sobie lepiej ode mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 12.01.14, 15:39 Odświeżyłam wątek, a później zniknęłam, bo pojawiły się problemy w pracy, w mieszkaniu, duża impreza rodzinna. Było czym zająć czas i myśli. Dochodzę do wniosku, że problemy to najlepszy sposób na zapomnienie o facecie. A jeżeli zerwie się z nim kontakt, odetnie się od wszelkich "przypominaczy" to można uspokoić się i zacząć powoli zapominać. A propos zerwania kontaktu - nie mam go z nim zaledwie od tygodnia, a mam wrażenie jakby cała wieczność minęła, ale nie czuję potrzeby odezwania się do niego, bo wiem, że nie mogę. Poza tym zaczynam go widzieć w ciemniejszych barwach, może nawet nierealnie. Widzę go gorszym niż jest w rzeczywistości, ale to działa. To kolejny sposób na odcięcie się od tego związku. Mimo wszystko nadal nie mogę pogodzić się z tym, że nie jesteśmy ze sobą. Czy kiedykolwiek to nastąpi? Teraz chcę dać szansę innemu mężczyźnie na pojawienie się w moim życiu. Chociaż ciągle to odkładam łudząc się, że może jednak będzie powrót. Ale go nie będzie. To nie jest typ faceta, który tak postępuje. sofunny, mam nadzieję, że u Ciebie już też jest lepiej, że wszystko się uspokoiło i powoli zacznie układać. Wczoraj rozmawiałam z kuzynem, ktory jest młodszy od Byłego o 7 lat. Zaskoczyło mnie jego dojrzałe podejście do związku i odpowiedzialność, którą na siebie wziął wiążąc się z tą dziewczyną, mimo że gdyby chciał mógłby mieć jeszcze kilka lat na wyszalenie się. Były w tym porównaniu wypada blado. Przekonałam się jak jest niedojrzały. Masz podobną sytuację. Czy warto być z kimś takim? Męczyć się, bo on ciągle nie będzie pewny, ciągle będzie miał wątpliwości i ciągle będzie bał się odpowiedzialności? Czy nie lepiej spróbować przełamać się i dać szansę komuś innemu, komuś dojrzałemu? Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za to, żeby udało Ci się wszystko poukładać po Twojej (a nie jego, chyba że będą zbieżne) myśli. :) Odpowiedz Link Zgłoś
niratkaddd Re: Rozstanie 12.01.14, 21:31 Ale co wy z tym modnym wytrychem słownym "niedojrzały" facet. Jak cie nie chce to od razu "niedojrzały". A może właśnie bardzo dojrzały, skoro potrafi ci zakonunikować, że to koniec. Odpowiedz Link Zgłoś
funnylittlething Jakbym czytała o sobie 14.01.14, 21:30 Też pierwsza miłość. Też rozstania i powroty. Sam je inicjował, sam za każdym razem szukał kontaktu, wracał jak bumerang. Flirtował, podrywał. Niejednokrotnie był nielojalny i chyba nie do końca uczciwy. Po 3-4 miesiącach wydawało się, że niby się wszystko ułożyło. Żadnych kłótni. Same dobre chwile. W każdej dziedzinie było dobrze, nie było niczego do poprawy. Po kolejnych 4 miesiącach z dnia na dzień padło z jego strony ''Nie kocham cie, wszystko jest dobrze, wręcz bardzo dobrze, jesteś wspaniała, piękna mądra (blablabla), ale rozstańmy się''. Zupełnie inaczej się rozstaje, jeśli widać, że nic się nie układa, że ludzie się kłócą, że brakuje porozumienia, a zupełnie inaczej gdy jednego dnia się śmiejecie, miło wspólnie spędzacie czas, w łóżku jak zwykle super, jest chemia, jest wszystko, a kilka dni później już "nie kocham cię i nie pokocham". I tak wszystko się skończyło zanim się tak naprawdę zaczęło. Pierwszy miesiąc przeżyłam na środkach na uspokojenie, tabletkach nasennych i alkoholu. Kolejne - płakałam dzień w dzień. Powoli zapominam, nie wspominam żadnych wspólnych chwil, wymazuję z pamięci. Straciłam do niego serce. Już nie tęsknię. W międzyczasie się odzywał wielokrotnie, poprosiłam żeby przestał, nie chcę mieć z nim już nigdy kontaktu. Przyjaźni z tego na pewno nie będzie. Ostatnio powiedział, że szuka swojego ideału szczęścia, ale sam nie wie, czego chce (???). I że boi się, że będzie później żałował, że może to jednak było to. Nie mieści mi się w głowie, jak można być tak niestabilnym, niestałym, zmiennym jak chorągiewka na wietrze, tak niepoważnie kogoś potraktować. W sumie czerwone światełko powinno mi się zapalić dużo wcześniej. Eks to taka osoba, która zmienia dziewczyny jak rękawiczki, żadna znajomość nie przetrwała nawet roku. Wydaje mi się, że nigdy nie dał nikomu szansy na zbudowanie czegokolwiek trwałego. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko swoją samotność i ogromną potrzebę bliskości i miłości. Teraz już chociaż wiem, na czym polegał mój błąd, na co już nigdy więcej nie będę się godzić. Minęło prawie pół roku od rozstania, na szczęście z każdym miesiącem jest coraz lepiej. Jeszcze z pół roku i przejdzie. Boję się tylko, że te negatywne doświadczenia będą później rzutowały na relacjach w przyszłym związku, że będzie mi trudno zaufać i uwierzyć w szczere intencje, a zamiast cieszyć się dobrymi chwilami wewnętrzny głos będzie mi mówił "nie ciesz się, to wszystko pewnie kłamstwo, nie angażuj się bo znowu pożałujesz, pamiętaj co było ostatnio...". Odpowiedz Link Zgłoś
sofunny Re: Jakbym czytała o sobie 16.01.14, 17:24 Czytając to, mogłabym powiedzieć, że znamy tego samego faceta;) U mnie dokładnie tak samo. Było dobrze, jednego dnia wspólne śniadania i snucie planów, drugiego "jesteś najlepszą kobietą, jaką spotkałem w życiu, ale nie kocham Cię". Pocieszają mnie nieco Twoje słowa. Mimo upływu kolejnych dni czy tygodni nie czuję się lepiej. Odcięłam się, nie mamy kontaktu, duże miasto jest jednak czasem zbyt małe, a w dobie portali społecznościowych łatwo "uczestniczyć" w czyimś życiu, nie będąc w nim. A ciężko patrzeć na to, jak "tej drugiej osobie" jest wspaniale podczas gdy samemu jest się na granicy wytrzymania. Odpowiedz Link Zgłoś
inka754 Re: Jakbym czytała o sobie 17.01.14, 06:49 Pozory często mylą. A nawet jeśli jest mu teraz wspaniale, to za miesiąc może mu już tak wspaniale nie być. Jak to w życiu, raz lepiej, raz gorzej. Trzymam kciuki za Ciebie, czas naprawdę działa na Twoją korzyść, chociaż dzisiaj trudno Ci w to uwierzyć (własne doświadczenia mnie tego nauczyły). Pozdrawiam ciepło. Odpowiedz Link Zgłoś
naiwna00 Re: Rozstanie 26.01.14, 12:55 Niestety odświeżam wątek. Powiedzcie, czy jest możliwe, że kiedykolwiek zapomnę o mężczyźnie, jedynym który dotychczas dał mi poczucie, że jest tym właściwym, jednym jedynym, tą przysłowiową drugą połówką? Czy on już zawsze będzie tkwił we mnie, mimo że będę z kimś innym? Zerwałam z nim kontakt, już było lepiej, zapominałam, a od kilku dni znowu kryzys. Czuję zazdrość, bo pewnie się z kimś spotyka i panicznie boję się, że mogę gdzieś wpaść na niego, zobaczyć go z tą kobietą. Sama zaczęłam się spotykać z innymi. Jednemu mężczyźnie już powiedziałam, że nic z tego nie będzie, próbuję z nim zerwać kontakt, ale on nie odpuszcza. Zaraz to zacznie zakrawać na stalking. Jednak mam nadzieję, że w końcu mu się znudzi i to się skończy, bo zaczynam się bać jak to dalej może się rozwinąć. Spotkałam się z kolejnym, podobam mu się, on chce kontynuować. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęłam poznawać innego (myślałam, ze może któryś zrezygnuje), mailujemy ze sobą, tak trochę przypadkowo to wyszło. Proponuje spotkanie i nie wiem co zrobić, bo zainteresował mnie sobą, a nie w moim stylu jest kręcenie na kilka frontów. Co będzie jeżeli spotkam się z nim, a on nie ucieknie i będzie chciał ciągu dalszego? Do tego kumpluję się, czy nawet przyjaźnię z innymi mężczyznami, z którymi kiedyś coś tam się działo. A mój poprzedni Były, z którym to ja zerwałam, znowu ostatnio wyznał, że jestem jego ideałem (bzdury gada, bo ideałów nie ma). Mam kolekcję (wiem, brzmi to tak jakbym traktowała ich przedmiotowo, ale tak nie jest, to tylko taki skrót myślowy; szanuję ich i cenię sobie te znajomości) mężczyzn, spora część z nich chciałaby być ze mną, a ja nie mogę zapomnieć o tym jedynym, który mnie nie chce. Czuję, że on jest tym mi pisanym, nikt nie będzie pasował do mnie bardziej niż on, był dopełnieniem mnie. Czy jest szansa, że kiedyś o nim zapomnę, przestanę tak czuć? Chcę dać szansę komuś innemu, nie porównywać tego następnego z Byłym, ale on ciągle we mnie tkwi. Mam czekać aż o nim zapomnę, czy pogodzić się z tym, że już zawsze tak będzie, że nie uda mi się go wymazać całkowicie z mojego serca? Odpowiedz Link Zgłoś
prenessa4 Re: Rozstanie 28.01.14, 18:33 Dziewczyny litości... Ja rozumiem, że facet, młość, wspólne plany... Ale zrozumcie jedno: TERAZ JEST NAJLEPSZY CZAS ŻEBY ZADBAC O SIEBIE!!!! Również przeżywałam w swoim życiu rozstania, które dużo mne kosztowaly, ale po ostatnim, kiedy to facet zranił mnie mówiąc: nie kocham cię postanowiłam wziąć się w garść i powięcić ten czas sobie. Dużo czytałam książek psycholgiczych, o wartości siebie, pozytywnym myśleniu, nauczyłam się być szczęśliwa ze sobą jako singielka. Dzięki temu dzisiaj tworzę naprawdę ZDROWY związek ze swoim mężem. Dużo mi dało bycie samej przez 2 lata. Wykorzystałam je maksymalnie!!! Nie weszłam w nowy związek ze starymi przyzwyczajeniami i zlymi emocjami. Nie szukajcie teraz faceta na siłę, to jest najgorszy czas, najgorsze rozwiązanie. Znowu nie uda Wam się stworzyć trwałego związku, bo sytuacjaz poprzdniego będzie się powtarzała. Będąc jeszcze singlem zaczęłam pisać bloga. Nie wiem czy mogę się tu reklamować więc jesli któraś chętna to wyślę na maila. Jest to blog o kobietach i dlakobiet, o związkach z facetami, jak osiągnąć szczęście itd. Wielu dziewczynom po przeczytaniu moje pisaniny otwierają się oczy. Może warto spróbować? Odpowiedz Link Zgłoś
raohszana Re: Rozstanie 02.02.14, 03:20 Jeju, laska, nie histeryzuj. Ledwo co się rozstaliście, a Ty pierniczysz o jakimś "on mi pisany" i nigdy oraz zawsze. Pięć lat masz? Odpowiedz Link Zgłoś