Często sobie drinkujecie?

26.12.13, 13:58
Ewentualnie winkujecie? Pytanie jest skierowane do kobiet. Obserwacje partnerek poczynione przez mężczyzn tez są mile widziane.
Ostatnio zdałem sobie sprawę, ze moja dziewczyna tylko szuka okazji do wypicia lampki wina. Wino jest ponoć zdrowe i nie mam nic przeciwko, ale ona ma ochotę za każdym razem, gdy sie widzimy. Zwykle mówi, ze ma chęć i otwiera sobie sama. Kieliszki mam spore, wiec butelka kończy sie po 4. Butelka starcza jej na 2 posiedzenia. Ja przy tym pije może 2-3 łyczki.
Wiem, ze gdy jest sama u siebie w domu, to tez sobie winkuje, bo "a to ma gorszy humor, a to brzuch coś boli, to znowu ma stres, a to nie może zasnąć". Do tego, gdy odwiedza rodziców, czyli w prawie każdy weekend, to rownież popija sobie z mama " do pogaduszek, do filmu".
Z koleżankami podobnie.
I tak ostatnio zdałem sobie sprawę, ze coś tego za dużo. Alkohol jest ponoć dla ludzi, jesteśmy dorośli, ale...ja sam mam taka potrzebę ( ochotę) może 2-3 razy w miesiącu, a ona 2-3 razy na miesiąc może chęci nie ma. To jakieś uzależnienie, czy kolejna glupia moda, ze już nie można pogadać na kanapie, czy przed tv posiedzieć bez otwarcia wina? Podzielicie sie doświadczeniami?
    • gyubal_wahazar Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 14:22
      Nie żebym miał coś do wniesienia do meritum, ale może w ramach tworzenia nastroju :

      www.youtube.com/watch?v=7JiCTE9o90k
    • marguy Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 14:41
      mariusz,
      twoja dziewczyna ma problem z alkoholem. Szukanie pretekstow do wypicia chocby kieliszka to pierwsze zwiastuny problemu.
      • zajonc.o.poranku Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 14:43
        marguy napisała:

        > mariusz,
        > twoja dziewczyna ma problem z alkoholem. Szukanie pretekstow do wypicia chocby
        > kieliszka to pierwsze zwiastuny problemu.

        A bez pretekstu można sobie codziennie strzelić lampkę?
        • marguy Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 15:46
          Lample czerwonego do obiadu i owszem. Nawet lekarze zalecaja.
          Jednak to nie to samo co picie przy kazdej nadarzajacej sie okazji, a gdy takich nie ma to ich tworzenia tylko po to zeby sie napic.
          • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 21:00
            marguy napisała:

            > Lample czerwonego do obiadu i owszem. Nawet lekarze zalecaja.
            > Jednak to nie to samo co picie przy kazdej nadarzajacej sie okazji, a gdy takic
            > h nie ma to ich tworzenia tylko po to zeby sie napic.

            Trochę to mało logiczne, bo jeśli ktoś je obiady regularnie to i tak wyjdzie mu lampka wina dziennie. W tym wypadku ta "lampka" to 1/4 butelki.

            • marguy Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 22:50
              "licze" we francuskich kieliszkach wiec mi wychodzi o wiele mniej, niecale 100 gramow.
              To z czego pijesz, to nie lampki, to lampiony ;)
        • maitresse.d.un.francais Kolego zajoncu 26.12.13, 22:18
          Czy robicie sobie jaja?

          Problemem nie jest ilość alkoholu, ale stosunek do tegoż.

          • zajonc.o.poranku Re: Kolego zajoncu 29.12.13, 15:17
            maitresse.d.un.francais napisała:

            > Czy robicie sobie jaja?
            > Problemem nie jest ilość alkoholu, ale stosunek do tegoż.

            Pozwolę sobie się nie zgodzić. Znaczy nie do końca. Bo chodzi zapewne po trochu o jedno i drugie. Jeśli ktoś szuka pretekstu żeby łyknąć chociaż odrobinę to ma problem. Ale jak ktoś wali flachę wina co wieczór, ot tak, bo lubi, to wg mnie też ma problem.
            Ilość nie jest problemem do pewnego poziomu. Powyżej tego poziomu problemem zaczyna być. Moim zdaniem oczywiście.
            • qw994 Re: Kolego zajoncu 29.12.13, 15:20
              Zgadza się, jedno i drugie jest problemem. Zwłaszcza w połączeniu.
            • maitresse.d.un.francais Mylicie się, kolego zajoncu 29.12.13, 16:43

              > a problem. Ale jak ktoś wali flachę wina co wieczór, ot tak, bo lubi, to wg mni
              > e też ma problem.

              Ale ona nie wali, bo lubi, tylko wyszukuje preteksty.


              > Ilość nie jest problemem do pewnego poziomu. Powyżej tego poziomu problemem zac
              > zyna być. Moim zdaniem oczywiście.

              Mylicie się, kolego zajoncu.

              Nawet jedna puszka pyfka może być problemem, jeśli delikwent musi, bo się udusi. I bez tej puszki nie funkcjonuje i basta.

              • zajonc.o.poranku Re: Mylicie się, kolego zajoncu 30.12.13, 02:06
                Może i się mylę. Badań nie prowadziłem, zresztą nie bardzo sobie nawet wyobrażam metodykę takich badań. Ale nie bardzo sobie również mogę wyobrazić kogoś kto raz w tygodniu musi koniecznie wypić puszkę piwa bo się udusi. To oczywiście możliwe teoretycznie, ale raczej chodzi o puszkę piwa co wieczór. Co powoduje, że moje teoria jest bardziej prawdopodobna niż Twoja. Nie mówię, że bardziej prawdziwa.
                • maitresse.d.un.francais Re: Mylicie się, kolego zajoncu 30.12.13, 16:08
                  zajonc.o.poranku napisał:

                  > Może i się mylę. Badań nie prowadziłem, zresztą nie bardzo sobie nawet wyobraża
                  > m metodykę takich badań. Ale nie bardzo sobie również mogę wyobrazić kogoś kto
                  > raz w tygodniu musi koniecznie wypić puszkę piwa bo się udusi. To oczywiście mo
                  > żliwe teoretycznie, ale raczej chodzi o puszkę piwa co wieczór.

                  To właśnie miałam na myśli - co wieczór.
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 20:22
        marguy napisała:

        > mariusz,
        > twoja dziewczyna ma problem z alkoholem. Szukanie pretekstow do wypicia chocby
        > kieliszka to pierwsze zwiastuny problemu.

        No właśnie! Po tym co napisałem może się wydawać, że jest taki problem. Z drugiej strony, ona nigdy nie jest nawet specjalnie wstawiona. To jej "picie" powoduje najwyżej senność, rozluźnienie. Gdy spotyka się z przyjaciółkami to jest to samo. Winko. Albo jakiś Reds. Może to taka nowa moda u nas (czy całe południe Europy ma problem z alkoholem?) ?
        Piszę tu o tym, bo to dla mnie swego rodzaju nowość w zachowaniu kobiety. To mężczyźni umawiają się na "piwo", a kobiety to raczej na kawę (i ciastko). Ale w otoczeniu mojej dziewczyny dochodzi do tego jeszcze winko. A może to tak na pokaz? Taka pozostałość po pędzie do (różnie pojętej) dorosłości?
        • maitresse.d.un.francais Bo jak alkoholiczka, to powinna pełzać w rowie? 26.12.13, 22:19
          Mit, autorze. Mit.

          Też uważam, że Twoja kobita jest uzależniona. Do meritum: raczej unikam alkoholu, wolę sobie robić głupie dowcipy w dobrym towarzystwie. Efekt podobny bez zatrucia organizmu. :-P
    • samuela_vimes Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 16:58
      nie lubię wina, ale inne alkohole owszem pijam.. jezusss jeztem alkochóliczkom!!
      • doral2 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 18:34
        łomatko, a to ci dopiero!!
        masz zamiar sie leczyć?
    • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 19:35
      Tak, dosyć często. Kilka razy w tygodniu pijam wino, piwo lub jakieś drinki. I nie lubię forumowej histerii dotyczącej nadużywania alkoholu, problemów z alkoholem itp., a z drugiej strony może w kraju, który wódką stoi, dmuchanie na zimne ma jakiś sens? Cóż, ja uważam, że problem jest wtedy, kiedy człowiek nie może się powstrzymać lub z powodu alkoholu coś zawala. Jeśli nie, to nie rozumiem dlaczego codzienny kieliszek wina lub szklankę piwa traktować inaczej, niż codzienną kawę, herbatę czy co tam jeszcze ludzie maja w nawyku spożywać.
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 20:51
        Jestem tu nowy, więc nie zauważyłem jeszcze tego typu histerii ;)
        W znacznej mierze zgadzam się z Tobą. Jeden codziennie musi zjeść czekoladę, inny wypić kawę, a jeszcze inny wypić lampkę wina. Wszystko to może być tak samo szkodliwe i jednocześnie mało szkodliwe.
        Z drugiej strony po jakimś czasie związku ten jej zwyczaj rzucił mi się w oczy i siłą rzeczy zacząłem się nad tym zastanawiać.
        • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 23:01
          No właśnie, jeszcze zależy, na ile "musi" i o to się rozchodzi.:)
          • maitresse.d.un.francais Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 23:05
            sl.13 napisała:

            > No właśnie, jeszcze zależy, na ile "musi" i o to się rozchodzi.:)

            Się rozchodzić to się mogą gacie na szwie albo chłop z babą w sądzie. :-P
            • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 23:08
              Ojtam ojtam.:)
              • maitresse.d.un.francais Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 23:10
                sl.13 napisała:

                > Ojtam ojtam.:)

                Nie ma ojtam, z nadmiernego ojtamowania rośnie wtórny analfabetyzm. :-P


      • maitresse.d.un.francais Sl.13, masz pół racji ;-) czyli trochę racji 26.12.13, 22:23
        Niemożność powstrzymania się - tak, to świadczy o problemie. Natomiast ów problem niekoniecznie prowadzi do zawalania spraw.
        • sl.13 Re: Sl.13, masz pół racji ;-) czyli trochę racji 26.12.13, 23:00
          Nie twierdziłam, że musi prowadzić.:)
        • mariuszm79 Re: Sl.13, masz pół racji ;-) czyli trochę racji 27.12.13, 18:11
          maitresse.d.un.francais napisała:

          > Niemożność powstrzymania się - tak, to świadczy o problemie. Natomiast ów probl
          > em niekoniecznie prowadzi do zawalania spraw.


          Nie zauważyłem jeszcze u niej prób powstrzymywania się, więc może nie ma problemu? ;)

          A poważnie, to wygląda z jej strony tak, że skoro widzi, że jest winko, to zwykle ma ochotę się napić. Ale też, gdy jesteśmy w sklepie na wyjeździe itp, to pada hasło " kupimy sobie jakiś alko?".
          Ja zwykle kupuję na jakąś tam okazję, a u niej to długo się nie uchowa. Praktycznie, gdy widzi w kuchni wino to już ma chęć. Gdy robimy razem zakupy i kupię jej butelkę, to już następnego dnia otwiera je będąc sama u siebie w domu, bo "ma kiepski nastrój, czy problemy z zaśnięciem".
          Dla mnie to dziwne. Pozornie niegroźne. Chyba, że to może się rozkręcić...
          • maitresse.d.un.francais Re: Sl.13, masz pół racji ;-) czyli trochę racji 27.12.13, 18:33

            > A poważnie, to wygląda z jej strony tak, że skoro widzi, że jest winko, to zwyk
            > le ma ochotę się napić.



            Ale też, gdy jesteśmy w sklepie na wyjeździe itp, to pa
            > da hasło " kupimy sobie jakiś alko?".

            Odpowiedz "nie, kochanie" i obserwuj reakcję.

            > Ja zwykle kupuję na jakąś tam okazję, a u niej to długo się nie uchowa. Praktyc
            > znie, gdy widzi w kuchni wino to już ma chęć. Gdy robimy razem zakupy i kupię j
            > ej butelkę, to już następnego dnia otwiera je będąc sama u siebie w domu, bo "m
            > a kiepski nastrój, czy problemy z zaśnięciem".

            Czyli jak wino jest, to pijemy, a jak nie ma, to kupujemy. Wino być musi i basta.


            > Dla mnie to dziwne. Pozornie niegroźne.

            Zapytaj fachowca, moim zdaniem jest uzależniona.
    • madali Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 19:49
      Dziewczyny zaśmiewają, bo dziś dzień wesoły. Jednak sama sprawa, z mojej wiedzy, jest mało śmieszna. To co obserwujesz u swojej dziewczyny to już niestety uzależnienie.
      Kobiety mają z alkoholem ewidentnie gorzej. Szybciej się uzależniają psychicznie i biochemicznie od alkoholu i ciężej to uzależnienie się leczy.
      Aby alkoholik zaczął chcieć się leczyć, lub przestać pić w tzw. "zaparte", życie musi mu z tego tytułu mocno dokopać. Bliscy niewiele mogą pomóc a najczęściej zapewniają tzw. komfort picia chroniąc alkoholika przed konsekwencjami picia.
      Jeśli chcesz być pewny czy ona ma problem, zaproponuj i przestrzegaj zasady, że spotykacie się gdy przed spotkaniem nie piła i w czasie wspólnie spędzanym nie pijecie alkoholu. Powiedz też jasno, z jakiego powodu martwisz się o nią. Sądzę, że po pewnym czasie wybierze butelkę, a nie spotkania z Tobą.
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 21:24
        Hmm, chyba trochę za ostro weszłaś w temat. Chociaż być może chodzi Ci o to, że to dopiero początek problemów?
        Ona nie pije przed spotkaniem ze mną. Nic takiego nie zauważyłem. Problem nie jest tak duży w tym momencie. Po prostu, rzuciło mi się w oczy, że co się widzimy to ona wypija do pół butelki (1-2 kieliszki) wina. A jeśli chodzi o uzależnienie, to faktycznie, ona ma zakodowane, że w przypadku złego dnia (u niej oznacza to 5 dni w tygodniu:), czy problemów z zasypianiem, trzeba sobie wypić winko. Teraz też skojarzyłem sytuacje, gdy ona na odchodnym prosi mnie o jakieś gotowe drinki itp. Ja zawsze mam jakieś tam zapasy na wypadek gości itp., ale dopóki nie zacząłem się z nią spotykać, to zdarzało się, że niektóre specyfiki wyrzucałem zanim ktoś je wypił. A teraz schodzi to dość szybko.
        Jest tu jeszcze kwestia finansowa. Licząc skromnie to takie jej drinkowanie wyniosłoby ją 1/3 pensji i to stanowi duże ograniczenie. Może właśnie dlatego tak dobrze jej wchodzi u mnie?
        I jeszcze coś mi się skojarzyło. Po pewnym czasie od naszego poznania ona powiedziała, że jej mama zapytała ją o 2 rzeczy związane ze mną: jakie skończyłem studia i czy lubię alkohol. Może coś jest na rzeczy i ktoś w jej rodzinie ma z tym problem, a geny robią swoje. Oby nie.

        Szczerze, to głupio mi teraz jej powiedzieć, że za dużo pije, bo już ktoś tutaj zauważył, że nie można tego uznać za "zbyt dużo".
        Liczę ze jeszcze moze ktos napisze coś na ten temat< może więcej osób tak ma jak ona
        • wielkafuria Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 11:35
          oj mariusz mariusz, skoro zauwazyles ze twoja dziewczyna drinkuje przy kazdejj mozliwej okazjii tzn ze jednak zapala ci sie czerwona lampka.
          a skoro sie zapala to ty masz problem z akceptacja tego faktu.
          ja bym nie mogła byc z kims kto MUSI wypic przy kazdej mozliwej okazji, kto MUSI wypic bo brzuch go boli, bo nie moze zasnac i zawsze znajdzie sie powód zeby wypic.

          ktos ci dobrze doradził. na pytanie czy kupimy sobie jakis alkohol na wieczor odpowiedz ze NIE. mogłabym sie zalozyc ze skonczy sie awanturą. A jesli sie okaze ze laska przełknie odmowę to potem bedzie nerwowa i agresywna.

          mozna od czasu do czasu o ile jemy ciezkie potrawy strzelić sobie lamkę wina, ale nie non stop.
          • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 15:49
            Zapaliła mi się czerwona lampka, ale sądziłem, że to z tego powodu, iż sam nie przepadam za alkoholem. Na wyjeździe mogę pić grzańca i piwo dziennie, ale później nic przez kolejny miesiąc, czy dwa. Stąd zwróciłem uwagę na jej zwyczaje, bo dla mnie to nienaturalne.
            Ale jest teraz swego rodzaju moda na winko, drinki o coraz dziwniejszych nazwach i składzie, moda na profanacje typu whisky z colą ;) itp. Chociaż po waszych reakcjach nie zauważyłem, by takie winkowanie było czymś całkiem normalnym. Ewentualnie, ci co tak robią nie przyznają się do tego ;)
            Jeszcze kwestia odmowy zakupu alkoholu. Nie próbowałem, bo gdy gdzieś jesteśmy to sam mam ochotę na szampana, czy piwo. Będe musiał spróbować tak zrobić. Nie wierzę w jej agresję, czy awanturę, bo to nie jest typ trzaskający drzwiami i mimo wszystko wydaje mi się, że to jeszcze nie ten etap uzależnienia. Zobaczymy :)
            • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 16:00
              Co do faz uzależnienia, to spójrz na to: alkoholizm-życie.pl/alkoholizm/fazy-uzaleznienia.
              Zgodnie z twoim opisem twoja dziewczyna jest w fazie ostrzegawczej.
              • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 14:27
                Przejrzałam to, co zalinkowałeś i większość wydaje się logiczna, ale np. faza krytyczna - szukanie okazji do picia. Szczerze mówiąc trochę nie rozumiem, jak wygląda coś takiego, bo dorosły, wolny człowiek chcąc się napić, może to zrobić kiedy chce' w wolnym czasie i miejscu dozwolonym. I jeszcze: po wypiciu lepsze samopoczucie; alkohol przynosi ulgę, uwalnia od napięć - no to jest chyba raczej normalne.:) Alkohol tak działa na organizm, że człowiek się odpręża, to reakcja chemiczna chyba.
                • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 15:14
                  > Przejrzałam to, co zalinkowałeś i większość wydaje się logiczna, ale np. faza k
                  > rytyczna - szukanie okazji do picia. Szczerze mówiąc trochę nie rozumiem, jak w
                  > ygląda coś takiego, bo dorosły, wolny człowiek chcąc się napić, może to zrobić
                  > kiedy chce' w wolnym czasie i miejscu dozwolonym.

                  Tak, ale nie stwarza sobie ku temu sztucznych okazji. Tutaj są inne priorytety. Oznacza to, że wypicie jest najważniejsze, i po to np. dana osoba spotyka się z koleżanką. Nie żeby się spotkać i przy okazji wypić, ale żeby wypić i w związku z tym stworzyć sytuację, żeby można było wypić. Innymi słowy - picie jest górą, a sytuacja drugorzędna i pretekstowa.


                  I jeszcze: po wypiciu lepsze
                  > samopoczucie; alkohol przynosi ulgę, uwalnia od napięć - no to jest chyba racze
                  > j normalne.:) Alkohol tak działa na organizm, że człowiek się odpręża, to reakc
                  > ja chemiczna chyba.

                  Oczywiście. Ale jeśli zaczyna się pić, żeby sobie tę ulgę przynieść i zaczyna się to praktykować w każdej sytuacji stresowej - to jest to bardzo niebezpieczne. Znowu inna motywacja się kłania. Ty na przykład pijesz, bo masz ochotę i przy okazji się odprężasz. A nie - pijesz, żeby się odprężyć, i jest to dla ciebie podstawowy środek na odprężenie.
    • gree.nka Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 20:08
      chyba ma problem alkoholowy
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 21:03
        gree.nka napisała:

        > chyba ma problem alkoholowy

        Ma, czy nie ma? - oto jest pytanie ;)
        Dla mnie problem alkoholowy, to zawalanie życia przez alkohol lub zataczanie się. Jej to nie dotyczy. Więc może ja przesadzam? Może ja mam większy problem od niej, bo 2-3 godziny dziennie spędzam z Ipadem?
        • gree.nka Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 21:27
          nie wiem, nie znam się, powinieneś pogadać z kimś kto sięzna, może w jakiejś poradni a może poszukać numeru telefonu z pomocą dla alkoholików - może ktoś powie coś mądrego. Może to twoje gdybanie i wyobrazanie sobie alkoholika jest błedne, tak jak myślenie, że alkoholikami są ludzie z marginesu a ci lepsi to już nie, bo nie zawalają spraw, bo ładnie chodzą ubrani. Jednak piją codziennie by się rozluźnić, by się uspokoić albo bo jest im dobrze - każdy powód jest dobry. Forum nie jest dobrą wyrocznią bo tak jak w życie wszyscy znają się na wszystkim lepiej niż ci co się zajmują daną dziedziną. Tak więc wszyscy znają się na psychologii, medycynie i naprawianiu samochodów.
          Coś cie niepokoi - poszukaj specjalisty. W obecnyuch czasach alkoholik wcale nie równa się pijak robotnik, czy kobieta z meliny.
        • gyubal_wahazar Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 21:33
          Na moje, problem to byłby jakbyś 2-3h spędzał bez
          • mariuszg2 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 21:40
            a nie... ja nie nawet wiem co to jest ipad....sam nie mam i nie używam....
            wg mnie problem jest jak się miesza 50 letnią łiski z Amareną... (biedronkowy odpowiednik Arizony)

            lajk za fajny klip kamila :) nieco ponury więc dla rozweselenia słoneczna nuta slylwestrowa :/

            www.youtube.com/watch?v=vwCWwZetRaI
            • gyubal_wahazar Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 22:06
              Twój też całkiem niczego. To cygaro co tam palisz, to kubańskie czy krajowe ? ;)
              • mariuszg2 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 23:07
                krajowe...od Bonifratrów :D daje pod kop€łką :~~
        • maitresse.d.un.francais Mariusz, mylisz się 26.12.13, 22:22
          Zapewniam, że można być alkoholikiem i prowadzić pozornie normalne życie. Praca, znajomi i takie tam.

          Twoja wizja "bo alkoholik to leży w rowie i ma delirium" to jeden z głównych mitów na temat alkoholizmu.

          A kto ma większy problem, o tym niełatwo wyrokować.

          • mariuszg2 Re: Mariusz, mylisz się 26.12.13, 22:45
            droga Matreso
            nie wiedziałem, że lubisz przygarować.... zwłaszcza jeśli chodzi o "takie tam".... tak sobie myślę, że potencjalnie moglibyśmy wspolnie dać po zaworach... i "prowadzić pozornie normalne życie" no ale ten iloraz inteligencji...sorry ale mój ma w mianowniku zero....
        • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 16:17
          Powiem prosto z mostu. Przyjrzyj się czy przypadkiem nie jest tak, że jej braki postępów w nauce są skorelowane z "sączeniem winka"? Od byłych alkoholików (nie takich co mieli ciągi i się upijali tylko takich eleganckich pt wieczorny drinczek na wyluzowanie) słyszałam sporo o problemach z koncentracją na nauce i utrudnionym podejmowaniem wyzwań intelektualnych, przemęczeniu zniechęcającym do pracy itd.
    • six_a Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 21:46
      to ta, której podciąłeś skrzydła czy następna również nieudana?
      • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 26.12.13, 23:02
        A to ten? No to ja się nie dziwię, ze dziewczyna często pije. Ciekawe jakie jeszcze wady w niej znajdzie.:)
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 27.12.13, 18:18
        six_a napisała:

        > to ta, której podciąłeś skrzydła czy następna również nieudana?

        Następna? Przeceniasz moje tempo ;) To ta sama.
        "Również nieudana" - jakby co, ja tego nie powiedziałem, ale dzięki za (nawet tak zawoalowane) słowa wsparcia ;)

        • maitresse.d.un.francais Możesz wyjaśnić 27.12.13, 18:34

          > "Również nieudana" - jakby co, ja tego nie powiedziałem, ale dzięki za (nawet t
          > ak zawoalowane) słowa wsparcia ;)
          >
          co miałeś na myśli przez tę wypowiedź?
          • mariuszm79 Re: Możesz wyjaśnić 27.12.13, 18:43
            maitresse.d.un.francais napisała:

            >
            > > "Również nieudana" - jakby co, ja tego nie powiedziałem, ale dzięki za (n
            > awet t
            > > ak zawoalowane) słowa wsparcia ;)
            > >
            > co miałeś na myśli przez tę wypowiedź?

            To była odpowiedź dla Six_a, dotycząca innego wątku.
            • maitresse.d.un.francais Re: Możesz wyjaśnić 27.12.13, 19:19

              > > > ak zawoalowane) słowa wsparcia ;)
              > > >
              > > co miałeś na myśli przez tę wypowiedź?
              >
              > To była odpowiedź dla Six_a, dotycząca innego wątku.

              Tak, tyle zrozumiałam. Nie wiem, czy owa podzięka za słowa wsparcia jest serio.
              • mariuszm79 Re: Możesz wyjaśnić 27.12.13, 20:40
                Chodziło mi o to, że wreszcie ktoś zauważył, że nie mam łatwo i o dziwo, zrobiła to właśnie osoba, która dla mnie nie jest ani specjalnie miła, ani wylewna. Zapewne jednak, zrobiła to przez przypadek ;) Chwila słabości, czy coś... ;)
                • maitresse.d.un.francais "Nie masz łatwo", to znaczy 27.12.13, 21:26
                  nie trafiasz na kobiety idealne?
                  • mariuszm79 Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 28.12.13, 15:32
                    maitresse.d.un.francais napisała:

                    > nie trafiasz na kobiety idealne?

                    Bierzesz mnie pod włos? ;) Akurat w tamtym wątku opisałem jeden, konkretny problem. Ok. może jest ich więcej. Nie ma (ponoć) ideałów. Są tylko tacy z których wadami możemy żyć. I tak to chyba działa?
                    Kto to jest partner idealny? Ktoś taki sam, jak ja? Przecież siebie mam wystarczająco dużo na codzień, więc raz, byłoby to chyba nudne, dwa, "ona" nic by nie wniosła do mojego życia, bo przecież dzięki tym "innościom" rozwijamy się, podziwiamy kogoś, w końcu tęsknimy, chcemy być razem.
                    Zauważyłem, że wiele subiektywnych wad mogę przetrzymać, np. ona nie da się zagonić do kuchni - to coś zamówimy, ona nie znosi prasować - ok. zamówimy gosposię, ona nie przepada za sprzątaniem - ok. j.w., ona musi gdzieś wyjechać (ja jestem umiarkowanym domatorem) - ok. parę razy w roku dam radę, ona nie przeżyje bez (miałkich ) spotkań z (pustymi) koleżankami -z tymi naprawde na poziomie się nie koleguje niestety - ok. fajnie, ja w tym czasie poczytam, ona na myśl o opalaniu zachowuje się jak kotka w marcu - no trudno, skoro lubi, to nie bede jej tłumaczył, że filtry nie zabezpieczą jej w 100% i się szybciej zestarzeje, a przecież ona już dziś myśli co "tu i tam" będzie sobie wkrótce wstrzykiwać (ciekawe jak na to zarobi?). Odpuszczę sobie dalszą wyliczankę z uwagi na offtopic.

                    Wiele rzeczy mogę przeżyć i zrozumieć, ale nad wyraz słabo radzę sobie w konfrontacji z małym rozumkiem ("kochanie, mam mętlik w głowie" - hm, chyba od urodzenia...) i niskim IQ (brakiem błysku). W nawiasach wersje dla czepliwych wrażliwców ;)

                    A Ty wierzysz w partnera idealnego?
                    • miau.weglowy sluchaj kolego: jak sie leci na opakowanie tylko 28.12.13, 15:42
                      i wylacznie
                      to sie nie narzeka na rozumek.
                      zrozumiano?

                      p.s. gdyby mi ktos wybieral, z kim mam sie spotykac ze znajomych a z kim nie (mialkie, puste, na poziomie), byloby to ostanie spotkanie z ktosiem.
                      moja mama miala takiego absztyfikanta raz, pogonila toto na cztery wiatry.
                      • mariuszm79 Re: sluchaj kolego: jak sie leci na opakowanie ty 28.12.13, 16:05
                        Tylko czekałem, kiedy mi się oberwie;)
                        Zrozumiano, zrozumiano.
                        Ale...nie wszystko jest widoczne na pierwszy rzut oka. Niektórzy dobrze się maskują lub nie są specjalnie wylewni.

                        P.S. Ja nie wybieram jej znajomych. Nic takiego nie napisałem. Niemniej, pozostawiam sobie prawo do ich oceny. I w tym wypadku wystarczająca jest zwykła ocena. Wnikliwa nie jest konieczna...
                        Towarzystwo w którym przebywamy bez przymusu świadczy o nas samych. Muszę to chyba wziąć do siebie.
                        • maitresse.d.un.francais Jak to nie??? 28.12.13, 16:32
                          Oczywiście, różnicę w intelekcie widać nieco później niż defekty wyglądu. Jakieś dwie godziny później. Przynajmniej ja ją widzę po takim czasie, obserwując ludzi.

                          Przy czym różnicę w obie strony. Odróżnię też osobę bystrzejszą ode mnie, i to szybciej niż głupszą, bo to się bardziej rzuca w oczy.
                    • maitresse.d.un.francais Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 28.12.13, 16:30
                      Ale o tym rozumku to do mnie było?

                      Bo to ty osądzasz?

                      • mariuszm79 Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 29.12.13, 13:02
                        Nie do Ciebie :)
                        • maitresse.d.un.francais Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 29.12.13, 16:41
                          mariuszm79 napisał:

                          > Nie do Ciebie :)

                          Już załapałam, przepraszam za czepialstwo.
                    • maitresse.d.un.francais Do kuchni możesz sam się zagonić 28.12.13, 16:36
                      a co do niskiego IQ, zgadzam się z koleżanką miau. Ja tam jestem bystra, opalania nie cierpię, sprzątać posprzątam, choć niechętnie, wstrzykiwać sobie nie zamierzam, no ale rozumiem, że opakowanie nie takie (ciekawe swoją drogą, jak ty wyglądasz?).

                      Zatem, jak mówili w reklamie - życie to sztuka wyboru. :-PPP

                      Kobiety zarówno piękne jak inteligentne wybierają jak widać innych niż ty.
                      • mariuszm79 Re: Do kuchni możesz sam się zagonić 29.12.13, 13:30
                        maitresse.d.un.francais napisała:

                        > a co do niskiego IQ, zgadzam się z koleżanką miau. Ja tam jestem bystra, opalan
                        > ia nie cierpię, sprzątać posprzątam, choć niechętnie, wstrzykiwać sobie nie zam
                        > ierzam, no ale rozumiem, że opakowanie nie takie (ciekawe swoją drogą, jak ty w
                        > yglądasz?).

                        Bardzo doceniam Twój wkład w dyskusję, ale trochę się rozpędziłaś:)
                        Nic nie wspomniałem, że mi "opakowanie nie pasuje". To jej pomysły, żeby się "poostrzykiwać". Jej wygląd nie stanowi przedmiotu wątku. Ani mój (bo przecież dla mądrej i inteligentnej liczy się tylko moje serce i głowa, nieprawdaż?)


                        > Kobiety zarówno piękne jak inteligentne wybierają jak widać innych niż ty.

                        Czy to miało mnie zaboleć? Jaki był cel powyższego zdania? Mógłbym odpowiedzieć, że kobieta piękna i inteligentna (a do tego mądra) to oksymoron. Jednorożec. I nawet jeśli się mylę, to najwyżej w granicach jednego promila. Myślę jednak, że to nie temat na ten wątek.

                        Co do gotowania, to świetnie sobie radzę. Mam numery telefonów do 2 sprawdzonych restauracji :) Ale nie w tym rzecz! Chodziło mi o jej kategoryczność stwierdzenia, że "nie da się zagonić do kuchni", podczas gdy nigdy czegoś takiego nie sugerowałem. Jak przed chwilą wspomniałem, świetnie sobie z tym radzę. Z drugiej strony, kobieta nie mająca czasem ochoty upichcić czegoś pysznego dla swojego faceta? I co gorsze, Święta z cateringu?
                        • maitresse.d.un.francais Do łóżka nie idziemy z sercem i głową 29.12.13, 16:40


                          > Nic nie wspomniałem, że mi "opakowanie nie pasuje". To jej pomysły, żeby się "p
                          > oostrzykiwać".

                          A, myślałam, że to wyszło w innym wątku.


                          Jej wygląd nie stanowi przedmiotu wątku. Ani mój (bo przecież dl
                          > a mądrej i inteligentnej liczy się tylko moje serce i głowa, nieprawdaż?)

                          NIEPRAWDAŻ!!!!!

                          Wybacz, ale do łóżka nie idziemy z sercem i głową, ale całą resztą. I to reszta ma nas podniecać.


                          I tak samo zwracamy uwagę na wasz wygląd jak wy na nasz. Oczywiście na kształt gęby czy proporcje ciała nie mamy wpływu, ale na tuszę, strój i sposób poruszania się - owszem.

                          Przypomniało mi się opowiadanie Vonneguta o głowach podłączonych do sztucznych systemów i mających żyć wiecznie... brrrr...
                          >
                          >
                          > > Kobiety zarówno piękne jak inteligentne wybierają jak widać innych
                          > niż ty.
                          >
                          > Czy to miało mnie zaboleć? Jaki był cel powyższego zdania?

                          Zastanawiam się. To samo wszak mogę powiedzieć o sobie. Mężczyźni piękni i inteligentni wybierają inne niż ja. :-P



                          Mógłbym odpowiedzieć
                          > , że kobieta piękna i inteligentna (a do tego mądra) to oksymoron. Jednorożec.
                          > I nawet jeśli się mylę, to najwyżej w granicach jednego promila.

                          No proszę, proszę. A facet? Pół promila?




                          > Co do gotowania, to świetnie sobie radzę. Mam numery telefonów do 2 sprawdzonyc
                          > h restauracji :)

                          No tak. Tak to i ja sobie świetnie radzę. A jak myślisz, ile to kosztuje miesięcznie w porównaniu z gotowaniem samodzielnym? Oczywiście masz prawo wydawać na co chcesz, tak tylko pytam, bo często ludzie (płci obojga) o tym nie myślą.

                          Tak to i ONA sobie świetnie radzi.


                          Ale nie w tym rzecz! Chodziło mi o jej kategoryczność stwierdz
                          > enia, że "nie da się zagonić do kuchni", podczas gdy nigdy czegoś takiego nie s
                          > ugerowałem.

                          A, no to było uściślić. Z poprzedniego wpisu to nie wynika - nie piszesz, że nie sugerowałeś. Myślałam, że sugerowałeś, i to wielokrotnie.



                          Jak przed chwilą wspomniałem, świetnie sobie z tym radzę. Z drugiej
                          > strony, kobieta nie mająca czasem ochoty upichcić czegoś pysznego dla swojego
                          > faceta?

                          Jeśli się w ogóle nie cierpi gotować, to nie ma się ochoty ani czasem, ani wcale.

                          A teraz pomyśl o czynności domowej, której najbardziej nie cierpisz, już byś wolał iść do dentysty i dać sobie wyrwać ósemkę (nie, to NIE JEST aluzja do zębów mądrości, po prostu ósemki wyrywają się bardzo ciężko i obrzydliwie). Już byś wolał kamienie tłuc przy drodze.

                          No - nie masz ochoty czasem zrobić tej odrażającej rzeczy dla swojej lubej?


                          I co gorsze, Święta z cateringu?
                          • maitresse.d.un.francais była mowa o pięknej i inteligentnej 01.01.14, 19:26
                            proszę mi nie dopisywać "mądrej", bo to primo manipulacja (niby odnosisz się do tego, o czym mowa, ale jednak do czegoś innego), a po drugie użycie pojęcia-worka.
                    • sl.13 Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 29.12.13, 14:40
                      A nie myślałeś o tym, żeby zatrudnić gosposię i chodzić do prostytutek? Serio. Z tego co piszesz i jaki stosunek do kobiet przedstawiasz wygląda, że chyba taka forma kontaktów by cię usatysfakcjonowała. Aha, twoja dziewczyna najprawdopodobniej nie ma żadnych problemów z alkoholem, tylko po prostu czasami lubi coś wypić, a ty nie lubisz. A ona przecież powinna lubić to, co ty, prawda?:)
                    • neojeriomina Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 29.12.13, 16:59
                      Stary, tu nie chodzi o poszukiwanie ideału... ale jeśli Ty mówisz PRAWDĘ w tamtym wątku o podcinaniu i w tym także, to sorry ale zadałeś się z jakimś pustakiem - przynajmniej według TWOJEJ oceny (czy faktycznie te koleżanki są puste i rozmowy z nimi miałkie? nie mnie sądzić, nie wiem - ale skoro Ty to jednak osądzasz...) - co w takim razie Cię w niej pociąga??? Poza ciałem :P
                      • maitresse.d.un.francais Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 29.12.13, 17:09
                        neojeriomina napisała:

                        > Stary, tu nie chodzi o poszukiwanie ideału... ale jeśli Ty mówisz PRAWDĘ w tamt
                        > ym wątku o podcinaniu i w tym także, to sorry ale zadałeś się z jakimś pustakie
                        > m - przynajmniej według TWOJEJ oceny (czy faktycznie te koleżanki są puste i ro
                        > zmowy z nimi miałkie? nie mnie sądzić, nie wiem - ale skoro Ty to jednak osądza
                        > sz...) - co w takim razie Cię w niej pociąga??? Poza ciałem :P

                        Podłączam się do pytania.
                      • mariuszm79 Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 31.12.13, 19:33
                        To jest jak w tej historii z żabą i wrzątkiem. Jak ją wrzucisz do wrzątku to wyskoczy, ale jak zaczniesz ją gotować od zimnej wody, to będzie się przyzwyczajać i się ugotuje. Nie wiem, czy jest to prawda, ale w związkach jest chyba tak samo. Gdyby partner zarzucił nas swoimi wadami (lub cechami, które uznajemy za wady) na samym początku, to uciekalibyśmy od razu. Ale przecież na początku znajomości występuje pewien paradoks: z jednej strony nic o sobie nie wiedząc, poznajemy się intensywnie, z drugiej jednak, nie ma aż tylu sytuacji stykowych, by pewne cechy mogły się uwidocznić. Bo cóż możemy zauważyć w kawiarni, kinie, czy na spacerze?
                        Ale jednocześnie, uczucia wzbierają ;) Do tego, w pewnym wieku, pojawia się świadomość braku ideałów i istnienia ludzkich słabości, więc puszczamy to i owo mimo uszu (oczu i rozumowi). I nagle człowiek jest w pułapce. W głowie są marzenia, plany i wyobrażenia z początku znajomości. Całość spięta rodzącym się uczuciem. I gdzie tu miejsce na rozsądek? I nawet po pewnym czasie, gdy oczy zaczynają się szerzej otwierać, to ten rozsądek jest bardzo bolesny. A mówiąc jeszcze szczerzej, to gdy przeczytałem to co wam napisałem w obu wątkach, to mam sam ochotę strzelić się w głowę. A serce na to :"będzie dobrze". Pewnie, że będzie. Życzę wam tego w Nowym Roku :)
                        • neojeriomina Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 31.12.13, 19:42
                          Gościu, lejesz wodę. A ja pytam o konkrety - cechy, które Ci się w niej podobały, jakieś Wasze wspólne zainteresowania, zbieżności - były/są w ogóle takie?
                          • mariuszm79 Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 31.12.13, 19:57
                            neojeriomina napisała:

                            > Gościu, lejesz wodę. A ja pytam o konkrety - cechy, które Ci się w niej podobał
                            > y, jakieś Wasze wspólne zainteresowania, zbieżności - były/są w ogóle takie?

                            Bo uczucia to lanie wody, a nie konkrety. Jak niby mam wytłumaczyć "dlaczego ta, skoro ich tyle na świecie"?
                            Ale skoro (wreszcie) pytasz konkretnie, to na początku spodobał mi się jej dystans do samej siebie (który później chyba zaniknął) i nie uważanie siebie za 8 cud świata.
                            Zbieżności brak. Wspólne zainteresowania? Chodzenie do kina się liczy? Innych wspólnych nie widzę.
                            To co? Chyba też powinienem się dziś napić?
                            • neojeriomina Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 31.12.13, 20:04
                              mariuszm79 napisał:


                              > Bo uczucia to lanie wody, a nie konkrety. Jak niby mam wytłumaczyć "dlaczego ta
                              > , skoro ich tyle na świecie"?
                              > Ale skoro (wreszcie) pytasz konkretnie, to na początku spodobał mi się jej dyst
                              > ans do samej siebie (który później chyba zaniknął) i nie uważanie siebie za 8 c
                              > ud świata.
                              > Zbieżności brak. Wspólne zainteresowania? Chodzenie do kina się liczy? Innych w
                              > spólnych nie widzę.
                              > To co? Chyba też powinienem się dziś napić?

                              Po mojemu, trochę mało na związek.
                              • maitresse.d.un.francais Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 01.01.14, 17:19

                                > Po mojemu, trochę mało na związek.

                                Według mnie również. Neo, skąd jesteś?
                                • neojeriomina Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 01.01.14, 19:33
                                  Z Polski :)
                                  • maitresse.d.un.francais Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 01.01.14, 19:38
                                    neojeriomina napisała:

                                    > Z Polski :)

                                    Hm, jak już, to czemu nie z Eurazji? :-P

                                    Miejscowość miałam na myśli. To tajna wiadomość?
                                    • neojeriomina Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 01.01.14, 19:42
                                      No przecież ja jestem neo-Jeriomina ;-) już tu jestem na forum znana ze swojego krakowskiego lokalnego patriotyzmu ;-) ale akurat chyba ten zwrot, o ktory pytasz to nie świadczy o pochodzeniu. Tak sobie napisałam ;-)
                                      • maitresse.d.un.francais Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 01.01.14, 20:06
                                        neojeriomina napisała:

                                        > No przecież ja jestem neo-Jeriomina ;-) już tu jestem na forum znana ze
                                        > swojego krakowskiego lokalnego patriotyzmu ;-)

                                        Tyle to ja widzę. Tylko nie zapamiętuję, kto skąd jest.

                                        To nie jest regionalne krakowskie?
                    • piataziuta Re: "Nie masz łatwo", to znaczy 09.01.14, 11:40
                      > Akurat w tamtym wątku opisałem jeden, konkretny prob
                      > lem. Ok. może jest ich więcej. Nie ma (ponoć) ideałów. Są tylko tacy z których
                      > wadami możemy żyć.
                      > Zauważyłem, że wiele subiektywnych wad mogę przetrzymać, np. ona nie da się zag
                      > onić do kuchni - to coś zamówimy, ona nie znosi prasować - ok. zamówimy gosposi
                      > ę, ona nie przepada za sprzątaniem - ok. j.w., ona musi gdzieś wyjechać (ja je
                      > stem umiarkowanym domatorem) - ok. parę razy w roku dam radę, ona nie przeżyje
                      > bez (miałkich ) spotkań z (pustymi) koleżankami -z tymi naprawde na poziomie si
                      > ę nie koleguje niestety - ok. fajnie, ja w tym czasie poczytam, ona na myśl o o
                      > palaniu zachowuje się jak kotka w marcu - no trudno, skoro lubi, to nie bede je
                      > j tłumaczył, że filtry nie zabezpieczą jej w 100% i się szybciej zestarzeje, a
                      > przecież ona już dziś myśli co "tu i tam" będzie sobie wkrótce wstrzykiwać (cie
                      > kawe jak na to zarobi?). Odpuszczę sobie dalszą wyliczankę z uwagi na offtopic.
                      > Wiele rzeczy mogę przeżyć i zrozumieć, ale nad wyraz słabo radzę sobie w konfro
                      > ntacji z małym rozumkiem ("kochanie, mam mętlik w głowie" - hm, chyba od urodze
                      > nia...) i niskim IQ (brakiem błysku). W nawiasach wersje dla czepliwych wrażliw
                      > ców ;)
                      >
                      jedyne co mi się nasuwa to "ty szmato"
                      jak można tak komuś życie marnować?

                      ale cóż, to już było, wiele osób ci z zaangażowaniem radziło, a wniosków nie wyciągnąłeś żadnych
                      pisz sobie na forum dalej, eksploatuj swoje żałosne frustracje
                      pośmiejemy się
                • sl.13 Re: Możesz wyjaśnić 29.12.13, 14:37
                  Nie, po prostu nie zrozumiałeś.:)
        • six_a Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 12:10
          > ale dzięki za (nawet tak zawoalowane) słowa wsparcia ;)

          właściwie to ja raczej miałam na myśli, że pani hołduje zasadzie: wszyscy mężczyźni są piękni, tylko czasem wina brak.
          • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 13:35
            six_a napisała:

            > > ale dzięki za (nawet tak zawoalowane) słowa wsparcia ;)
            >
            > właściwie to ja raczej miałam na myśli, że pani hołduje zasadzie: wszyscy mężcz
            > yźni są piękni, tylko czasem wina brak.

            Ty to jesteś milutka. Człowiek od razu czuje się jak w domu.
            A co do wspomnianej przez Ciebie zasady, to aż zaświeciły mi się oczy na myśl, dlaczego wobec tego ona pije, gdy jest sama oraz z koleżanką ;)
            • six_a Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 13:41
              > Ty to jesteś milutka.
              jestem arcymiła i superempatyczna. zapisz.

              > to aż zaświeciły mi się oczy na myśl,
              > dlaczego wobec tego ona pije, gdy jest sama oraz z koleżanką ;)
              gdyż ponieważ potem czeka ją ciężki powrót do rzeczywistości?
    • chusteczka4 Re: Często sobie drinkujecie? 27.12.13, 23:48
      Przeczytałam twojego posta i musze ci powiedzieć, że moja koleżanka zachowuje się dokładnie tak jak Twoja dziewczyna. Na początku gdy poznałyśmy się wpadała do mnie za każdym razem z ćwiarteczkę proponując byśmy razem wypiły drinka - na początku nie było to dla mnie nic dziwnego, bo spotykałyśmy sie raz w tygodniu, czasami rzadziej. Im bardziej ją poznawałam tym szybciej docierało do mnie, że ona ciągle szukała pretekstu, by coś wypić i go znajdowała. Dodam, że ona sie nie upija, ale musi coś wypić, bez tego normalnie nie funkcjonuje ani także nie widać po niej,że jest wciągnięta, ale niestety jest
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 15:39
        Ćwiarteczka to jednak znacznie poważniejsza sprawa, niż 2 lampki wina? Chociaż może co do zasady, to niekoniecznie?
        Co do szukania pretekstu do picia, to wiem, że tak to działa, ale ona nie ma zachowań typu : "Skarbie, dziś nasz wspólny setny dzień razem, uczcijmy to!" ;)
        Dla niej to winkowanie to jakby lekarstwo, sprawdzony od dawna i pewny sposób na kobiece dolegliwości ciała i duszy, na stres, na trudności z zasypianiem. Forma terapii przez picie (żadne tam picie! przez sączenie winka) ;) Istotne jest to, że ona jeździ autem, więc mówimy o wieczornym "sączeniu".
        • maitresse.d.un.francais A teraz zrób eksperyment 28.12.13, 16:37
          "Kochanie, miesiąc bez winka".

          I obserwuj efekty.
          • maitresse.d.un.francais I owszem, co do zasady to niekoniecznie 28.12.13, 16:41
            co piszę ci już od dwóch dni.
    • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 11:50
      Szukanie okazji i zapijanie problemów to poważny, BARDZO poważny sygnał alarmowy. Sama ilość alkoholu też ma znaczenie. Norma dla kobiety to odpowiednik jednego małego piwa dziennie, nie więcej.
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 15:51
        qw994 napisała:

        > Szukanie okazji i zapijanie problemów to poważny, BARDZO poważny sygnał alarmow
        > y. Sama ilość alkoholu też ma znaczenie. Norma dla kobiety to odpowiednik jedne
        > go małego piwa dziennie, nie więcej.

        To co mnie faktycznie martwi, to jej ewentualne predyspozycje oraz potencjał do rozkręcenia się w tej czynności...
        • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 15:56
          To już się rozkręciło. Wcześniej przecież na pewno tyle nie piła.
          Rozmawiałeś z nią o tym?
          • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 13:42
            qw994 napisała:

            > To już się rozkręciło. Wcześniej przecież na pewno tyle nie piła.
            > Rozmawiałeś z nią o tym?

            Nie rozmawiałem. Jeszcze nie.
            Czy wcześniej tyle nie piła to nie wiem. Pisałem już tu chyba o tym, mam wrażenie, że ona korzysta z tego, że u mnie zawsze jest wybór oraz z tego, że ja nie odmawiam podczas zakupów.
            • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 15:04
              To porozmawiaj, zlikwiduj wybór i odmawiaj kupowania. Jeśli nie będziesz odmawiał, to dla niej będzie sygnał, że to aprobujesz.
    • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 15:51
      Ja powiem szczerze, że z alkoholu wyrosłam. Różne momenty w życiu bywały. Było tak, że się siedziało w domu i do wieczora z graniem na kompie schodziły dwa piwa na wieczór. Bywało tak że spotkanie z kumplami na granie nie mogło się obejść bez połowy butelki wina na głowę (a bywało ze było więcej).
      Lubię bardzo dobre piwo i dobre wino (i tu mój luby podziela), ale powiem szczerze, że pewnie na palcach dwóch rąk bym zliczyła ile butelek wina wypiliśmy we dwoje w tym roku. Piwo miałoby szansę się na palcach jednej ręki zmieścić.

      Inna rzecz, że dziwi mnie że jej nie szkoda przepiać z 500 jak nie lepiej (policzyłam 15 butelek wina klasy, że faktycznie można powiedzieć ze się dla smaku pije)...co miesiąc nowa torebka, albo buty...a w przeliczeniu na rok? 6000 to już są fajne wakacje.
      • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 15:57
        Własnie doczytałam, że to ta sama z wątku o podcinaniu skrzydeł.
        Kolejna sprawa która Ci w niej nie pasuje (potencjalnie bardzo niebezpieczna, bo alkoholizm to choroba uderzająca w cała rodzinę). Na jaką cholerę Ci taki za przeproszeniem mezalians charakteru? Normalnych kobiet w okolicy brak?
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 13:53
        Powtórzę się. Jej na to nie stać. Zresztą, nie dziwię się, bo Twoje wyliczenia faktycznie robią wrażenie. Myślę jednak, że jest to o wiele większa kwota.
        To ja kupuję alkohol. NA wyjeździe to ja płacę, a w domu mam spore zapasy. I zanim ją poznałem to te zapasy głównie gromadziłem (taka męska odchyłka).
        Co do ilości, to nie liczyłem dokładnie, ale schodzi jakieś 10-12 butelek wina na miesiąc plus sporo Redsów i gotowych drinków, a i jeszcze kilka szampanów.

        Jedna rzecz jest dziwna. Zanim jeszcze zaczęliśmy się spotykać, ona twierdziła, że nie przepada za alkoholem (a ma wyraźne ciągoty). I do tego podpytywanie jej mamy, czy ja lubię sobie wypić. Może coś tam w jej rodzinie (genach) jest na rzeczy.
        • six_a Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 14:08
          ty to jesteś niezła kreacja, muszę przyznać:)
          czekam na następny odcinek tego serialu.
        • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 14:45
          > Jedna rzecz jest dziwna. Zanim jeszcze zaczęliśmy się spotykać, ona twierdziła,
          > że nie przepada za alkoholem

          I to zdanie nie daje ci do myślenia?:)
          • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 17:05
            sl.13 napisała:

            > > Jedna rzecz jest dziwna. Zanim jeszcze zaczęliśmy się spotykać, ona twier
            > dziła,
            > > że nie przepada za alkoholem
            >
            > I to zdanie nie daje ci do myślenia?:)

            Daje, daje. Stąd moja tu obecność ;)
            Straszna z niej kłamczucha, prawda? ;)
            • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 17:42
              Chyba pudło.:)
        • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 15:51
          Generalnie nie rozumiem. Martwisz się tym ile ona pije, ale sponsorujesz jej trunki? To się kupy nie trzyma. Zacznij od likwidacji zapasów i omijania na zakupach działu alko.
          Owszem pytanie i deklaracje (nieprawdziwe) dziwne. Jakby mi chłopak powiedział że nie lubi alkoholu, a później pił raz w tygodniu to by dostał żółta kartkę (albo i czerwoną) za mijanie się z prawdą. Tak samo jakby deklarował, że alkohol umiarkowany jest ok a później robił wyrzuty, że piję lampkę wina do kolacji. Ale ja jestem wypaczona na punkcie mijania się z prawdą w związkach.
          Zasadniczo uważam, że dobrze by Ci zrobiło spotkanie i porozmawianie z jakąś normalną kobietą (choćby koleżanką). Może uznałbyś, że warto się chwilę zastanowić nad uporządkowaniem sobie w głowie oczekiwań wobec partnerek życiowych. Bo jak dla mnie Twoim problemem nie są poszczególne poczynania Twojej dziewczyny, ale ogólny mezalians polegający na tym, że Ty masz charakter/kręgosłup (choćby tylko w niektórych aspektach życia) a ona (z opisu) nie ma, jak glista w każdym aspekcie życia. Z takim ludźmi na dłuższa metę raczej trudno o udane pożycie. Zresztą no spójrz na siebie...jesteś w związku, powinieneś czuć się szczęśliwy jak fretka, a Ty masz generalnie głównie powody do zamartwiania się, do tego stopnia że przyszedłeś na babskie forum. Aż takim pesymistą jesteś z natury?
          • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 17:47
            Generalnie chodzi o to, że nie chcę wyjść na kogoś przewrażliwionego i robić z igły widły. Nie mogę też pójść za Twoją radą i pogadać z normalną kobietą, bo nie mam takich koleżanek;) Poza tym, ktoś kto mnie lubi, może mi współczuć i mnie pogłaskać, a mi chodzi raczej o bezstronne opinie, nawet okraszone gorzkimi elementami (których mi nie żałujecie).
            Dziś żadna impreza nie może się obyć bez alkoholu, a jego ilość w sklepach przyprawia o zawrót głowy, więc może to jej stwierdzenie :"nie przepadam za alkoholem" jest zgodne z jej postępowaniem, bo pół butelki wina 5 razy w tygodniu, to taki dzisiejszy standard? Może to ja jestem jakiś inny? Rozmawiałem z kolegami i dla nich wypicie 2 piwek dziennie nie stanowi problemu z alkoholem. Czyli dopóki "nie widać, nie słychać i nie czuć", że ktoś pił, to może nie ma problemu? (akurat wina nie czuć w porównaniu z piwem ;)

            Co do likwidacji zapasów, to nawet nie muszę się tym specjalnie zajmować ;)

            Nie jestem pesymistą. Pesymista chyba by sobie odpuścił, a ja staram się coś zrobić z tymi moimi problemami i "babskie" forum jest do tego całkiem niezłym miejscem, bo wy zwykle suchej nitki nie zostawiacie na człowieku ;), a to swoisty barometr. Ty już prawie się nade mną litujesz, czyli to jednak z nią może być coś nie tak. Nie jest prosto tak samemu przed sobą przyznać się do pomyłki, zwłaszcza, gdy coś się czuje. A niestety masz rację. Gdy jest się w związku to powinno być znacznie lepiej, niż samemu i powinien zadziałać efekt synergii i 1+1 powinno dać 3 (bez aluzji ;) A tymczasem problem problemem pogania. Z pewnością zamiłowanie do drinkowania nie jest tego jedyną przyczyną.
            • maitresse.d.un.francais I po raz 134570... 31.12.13, 18:20
              Poza tym, ktoś kto mnie lubi, może mi współczuć i mni
              > e pogłaskać, a mi chodzi raczej o bezstronne opinie, nawet okraszone gorzkimi e
              > lementami (których mi nie żałujecie).

              Psychoterapeuta. Tak, wiem, prawdziwy mężczyzna nie chodzi. Prędzej w łeb sobie strzeli (jeśli np. ma depresję).


              > Rozmawiałem z kolegami
              > i dla nich wypicie 2 piwek dziennie nie stanowi problemu z alkoholem. Czyli dop
              > óki "nie widać, nie słychać i nie czuć", że ktoś pił, to może nie ma problemu?
              > (akurat wina nie czuć w porównaniu z piwem ;)

              Koledzy są niedoinformowani, znam osobę, która piła 2 piwka dziennie i miała problem z alkoholem, grzecznie udała się na terapię i do dziś nie rusza alkoholu.

              Po raz 134570 - nie ilość alkoholu i stopień urżnięcia, a raczej kwestia przymusu picia lub braku przymusu.




              > Nie jestem pesymistą. Pesymista chyba by sobie odpuścił

              To żeby ci wyszło, że z nią coś nie tak, trzeba się nad tobą litować? Ha, a ja sądziłam, że wystarczy napisać wprost, co sądzimy o sytuacji.


              , a ja staram się coś zr
              > obić z tymi moimi problemami i "babskie" forum jest do tego całkiem niezłym mie
              > jscem, bo wy zwykle suchej nitki nie zostawiacie na człowieku ;), a to swoisty
              > barometr. Ty już prawie się nade mną litujesz, czyli to jednak z nią może być c
              > o. Gdy jest się w związku to pow
              > inno być znacznie lepiej, niż samemu i powinien zadziałać efekt synergii i 1+1
              > powinno dać 3 (bez aluzji ;)

              Nie zawsze, nie zawsze. W niektórych związkach.
            • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 03.01.14, 01:21
              Nie chodzi o to byś rozmawiał z kimś kto się nad Tobą lituje czy coś w tym stylu. Chodzi o to żebyś zobaczył, że łato jest reprezentować sobą "coś". Dziewczyna która się spełnia w jakimś sensownym aspekcie życia, to nie jest gatunek na wymarciu i że warto mieć wymagania co do tego. Jeśli sam sobą coś reprezentujesz nie musisz zadowalać się byle czym.
              Wracając do alkoholu, nie wiem jak u innych ale w moim otoczeniu trudno mi znaleźć kogoś kto by sięgał po alkohol częściej niż 2-3 razy w miesiącu. A to co opisałeś to mi się kojarzy jako norma/rzadko ale w środowisku menelsko-kibolskim, tudzież nadętego hipsterstwa gdzie melanżyk jest obowiązkowy. Ja takich ludzi trzymam od siebie z daleka.
              Co do pesymizmu to jak nie jesteś pesymistą to znaczy, że Twój związek kuleje, bo Twoje samopczucie jak dla mnie jest dalekie od tego jakie ma facet w przyzwoitym związku.

              Wiesz ja Cię bardzo przepraszam, ale z tych wszystkich wpisów mi się wyłania (może źle czytam, no i w końcu twoja relacja jest subiektywna) obraz pt spokojny facet, bez szałowego powodzenia, ale zaradny i z olejem w głowie + ładna dziewczyna która wie jak zagrać by złapać dojną krowę i się w życiu nie narobić.

              Btw. jak szukasz porad na babskim forum, to babska porade dam też. Jest taka ksiażka o wybieraniu partnera, moim zdaniem nie głupia.
              Jedną z mądrzejszych rzeczy jakie tam autorka pisze, że za osobę zdolną do stworzenia dobrego związku można uważać kogoś kto posiada następujące cechy (zasadniczo wszystkie, ale moim zdaniem pierwsza jest absolutnie najważniejsza):
              - skłonna do rozwoju wewnętrznego
              - otwarta emocjonalnie
              - uczciwa
              - dojrzała i odpowiedzialna
              - z poczuciem własnej wartości
              - pozytywnie nastawiona do życia
              Odpowiedz sobie które z tych cech, kuleją u niej i u Ciebie i popatrz czy nie zmierzasz ku katastrofie.
              • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 09.01.14, 02:12
                Dziękuję za długą i rzeczową odpowiedź. Przeczytałem z ciekawością i muszę przyznać, że pomimo delikatności wypowiedzi nie zostawiłaś na mnie suchej nitki. To daje do myślenia. I właśnie od tego jest forum. Jak już wspomniałem, nie mam z kim o tym pogadać, bo nie każdy znajomy jest od takich tematów, a ktoś bliski będzie trzymał moją stronę z automatu, wypaczając swoją pseudo neutralność i moją ocenę sytuacji.

                Jeśli chodzi o "dziewczyny spełniające się w jakimś sensownym aspekcie życia", to wierzę, że nie jest to gatunek na wymarciu, lecz jednocześnie według mojej wiedzy nie jest to gatunek zbyt liczny. Oczywiście, że miałem i mam pewne wymagania, co do partnerki. W jej przypadku zrobiłem chyba zbyt wiele błędnych założeń. Nie czarując za bardzo, to po "odhaczeniu" wyglądu, nabrałem się na szacowną instytucję, w której ona pracuje oraz dodałem do tej mikstury jej potencjał, który był widoczny w jej zachowaniu (za długo by pisać o szczegółach). I tak naprawdę to nie ma dla mnie znaczenia (w kontekście planów), jaką ona ma pracę, bo tę zawsze można stracić. Ja bardzo sobie cenię sprecyzowanie celu i drogę do jego osiągnięcia. A sam cel? Cóż, nie zawsze musi się udać. Nie możemy wszyscy być prezesami, bo nie zjedlibyśmy chrupiącej bułki na śniadanie i utonęlibyśmy w śmieciach.
                To co mnie wyprowadza z równowagi, co sprawia, że nie umiem stanąć na wysokości zadania, jako wspierający partner, a co jednocześnie rujnuje mi związek, to podejście partnerki typu:" oj, jak mi źle, chciałabym coś zmienić, ale nie wiem co, nie wiem jak i nie wiem czego bym chciała, a poza tym, jestem zmęczona, zła, a praca jest okropna, klienci upierdliwi, a szefostwo ciągle się czepia, że nie ma wyników, a inna praca musi być o niebo lepsza". Jak do tego dodać brak umiejętności, a także brak chęci (i realnych możliwości), by się rozwijać (nie mówię o rozwijaniu się wśród koleżanek na kanapie, czy na plaży), to faktycznie obraz robi się nieciekawy (dla mnie). Alkohol to taka wisienka na torcie.
                Samopoczucie faktycznie mam liche. Trochę dałem się nabrać. Wiele rzeczy wychodzi z czasem. A czas powoduje też zaangażowanie. A zaangażowanie to nadzieja na zmiany. Ale ostatnio doszedłem do przykrego wniosku, że moja partnerka ma zbyt ograniczony sposób pojmowania rzeczywistości, by móc problem ogarnąć, przegadać i próbować rozwiązać. Faktycznie, tylko można się upić;)
                Przeanalizowałem podane przez Ciebie cechy konieczne do stworzenia dobrego związku, to raz, nie będę się denerwował przed snem, dwa...tak poważnie, uważam, że to raczej kwestia dobrania się partnerów. Oboje muszą być na tym samym poziomie. Inaczej to chyba nie ma szans. Rzadko kto potrafi się podciągnąć i zrobić wyraźny postęp, jak i niemal niemożliwe jest obniżenie lotów (bo w imię czego). Na szczęście zwykle jednak jesteśmy sobą.

                Wracając jeszcze do alkoholu, to ona nie obraca się w środowisku "menelsko-kibolskim", więc jest to raczej coś na kształt "nadętego hipsterstwa". To jest trochę takie "aspirujące towarzystwo wzajemnej adoracji". Aspirujące do tego, czym karmi nas tv i kolorowe magazyny, z tą różnicą, że o ile "powiew luksusu" w postaci "willi z jacuzzi i jaguara" jest zbyt odległy, to obnoszenie się z wycieczką zagraniczną, czy wieczornym otwieraniem wina jest dostępne dla wielu. Do tego dochodzą zapewne wzorce (geny) z domu oraz przyzwyczajenie.

                P.S. Twój obraz mojej sytuacji jest całkiem precyzyjny.
                • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 09.01.14, 12:51
                  Dzięki :) Ja też lubię forum za to, że czasem ktoś napisze coś pchnie myśli w fajnym kierunku. Przepraszam, że byłam ostra. Mam za sobą kila nieudanych kilkuletnich związków i to mnie nauczyło, że szkoda czasu na relacje które nas zbytnio frustrują. Z biegiem czasu mi te frustracje narastały, a nie się rozwiązywały...Ty musisz sam tu jakiś bilans zrobić.
                  Co do gatunku dziewczyn. Spróbuj się rozejrzeć, pomyśleć nad zmianą otoczenia...ja z kolej mam raczej myślenie, że takie co reprezentują sobą niewiele to rzadkie okazy.
                  • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 11.01.14, 02:11
                    sweet_pink napisała:

                    > Dzięki :) Ja też lubię forum za to, że czasem ktoś napisze coś pchnie myśli w f
                    > ajnym kierunku. Przepraszam, że byłam ostra. Mam za sobą kila nieudanych kilkul
                    > etnich związków i to mnie nauczyło, że szkoda czasu na relacje które nas zbytni
                    > o frustrują. Z biegiem czasu mi te frustracje narastały, a nie się rozwiązywały
                    > ...Ty musisz sam tu jakiś bilans zrobić.
                    > Co do gatunku dziewczyn. Spróbuj się rozejrzeć, pomyśleć nad zmianą otoczenia..
                    > .ja z kolej mam raczej myślenie, że takie co reprezentują sobą niewiele to rzad
                    > kie okazy.

                    Nie masz za co przepraszać. Ostro, acz grzecznie i treściwie to mieszanka pożądana:)
                    Zdaję sobie sprawę, że sam muszę to sobie poukładać, a w momencie podejmowania decyzji towarzyszy nam zawsze jedynie samotność.
                    Jeśli chodzi o zmianę otoczenia, to mojej partnerki nie poznałem na dyskotece. W bibliotece również nie ;) Miejsce było pośrednie, ogólnie mówiąc, praca. W każdym razie, rokowała dobrze. Jest to dla mnie swego rodzaju szok. Nie miła niespodzianka.

                    Bardzo zainteresowała mnie ta część Twojej wypowiedzi :"Mam za sobą kila nieudanych kilkuletnich związków i to mnie nauczyło, że szkoda czasu na relacje które nas zbytnio frustrują".
                    Tak szybko tchórzysz? ;) A gdzie praca nad związkiem? Lepiej kupić nowe, niż naprawić? W którym momencie warto powiedzieć "stop, poddaję się"?
                    Pytanie to nurtuje mnie od dawna. Ile niepasujących nam cech to wystarczająco dużo, by zakończyć znajomość (nawet, czy zwłaszcza w początkowej fazie) ? Po sobie wiem, że z wiekiem robię się bardziej świadomy swojej niecierpliwości i walczę z nią, a także zdaję sobie lepiej sprawę ze słabości ludzkich (w tym i moich), więc daję (jej) prawo do błędów, wad itp. Wbrew temu co tu już napisałem, jestem dość wyrozumiały. Niemniej, w ostatnich związkach zacząłem przez to dochodzić do momentu poczucia bicia głową w mur, jakiegoś niesmaku, poczucia beznadziejności, a nawet poczucia utraty zdrowia. Ale to już raczej w po dłuższym czasie. Pytanie brzmi, w którym momencie trzeba było to uciąć? Jak zestawić i ważyć poszczególne cechy? Nie wspominając już o tym, co zrobić z zauroczeniem, gdy rozsądek poszedł na spacer;)
                    • neojeriomina Re: Często sobie drinkujecie? 11.01.14, 08:35
                      Odpowiem za sweet_pink. Kiedy wątpliwości są na tyle duże, że nie wiesz, co zrobić, dobrze jest uciec się do banalnego sposobu: wziąć kartkę, podzielić na pół i wypisać wady i zalety na każdej połowie. A potem zacząć je wymieniać. No i zobaczysz, co Ci wyjdzie. Tylko staraj się być na maksa uczciwy i nie rób tej tabelki pod wpływem emocji, np. po kłótni.
                    • klamkas Re: Często sobie drinkujecie? 11.01.14, 08:59
                      Dla mnie kryterium jest proste - gdy związek generuje więcej problemów i frustracji niż daje satysfakcji i radości (szczególnie na początku, gdy dzięki hormonom wszystko powinno się wydawać takie proste a niedogodności mało ważne), nie warto się męczyć. Lepiej nie będzie. Może być tylko gorzej, bo zauroczenie minie, rozsądek wróci, a twoja frustracja zacznie niszczyć ciebie i partnerkę.
                      • po-trafie Re: Często sobie drinkujecie? 11.01.14, 11:45
                        Bardzo dobre kryterium, przyklaskuje!
                    • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 14.01.14, 19:30
                      Nie tchórze szybko.
                      Moje związki (z wyjątkiem jednego 5 miesięcy) były kilkuletnie i zazwyczaj od myśli o rozstaniu do rozstania mijało 1-1,5 roku. Były próby terapii par (małżeństwo), rozmowy i próby kompromisu. Ten najkrótszy związek zakończyłam jak przez miesiąc utrzymały się symptomy, że "będzie problem"...oberwałam taką dawką sku...syństwa, że do dziś sobie gratuluje decyzji. Próby budowania/naprawiania skończyłyby się zapewne kolejną porażką i kolejnym bagażem emocjonalnym.
                      Jakby mogła wysłać list do siebie młodej to bym napisała o tym jak nie pogrążać się w naprawianiu. Wysłałabym sobie ta listę cech co Tobie z dopiskiem "taka bądź i nie bądź nigdy z nikim kto taki nie jest".
                      Gdzie jest granica pracy nie wiem, ale tak jak Ty zawsze się zastanawiałam. Zawsze uważałam, że związek to decyzja i że trzeba się jej trzymać i w imię jej wszelkimi siłami dbać o relację. Dziś mam 33 lata, nie mam dzieci, mieszkam sama. Owszem mam chłopaka (rok z kawałkiem), z którym wyjątkowo dobrze się czuję, mam dobre życie którym się cieszę, zbudowałam poczucie własnej wartości, ale nie ukrywajmy nie tak wyobrażałam sobie życie w wieku 33lat, jak dla mnie cena stroga. Jak patrzę wstecz na swoje związki to wiem, że przymykałam oczy na rzeczy na które nie powinnam i że nie warto było spalać się w tych relacjach, lać łez i walczyć z wszystkich sił....i pisać na forum (bo pisałam). Szkoda tych smutnych chwil z których nic nie ma poza lekcją życiową, w dodatku za drogą.
                      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 15.01.14, 01:58
                        Nie tchórzysz szybko, ale w końcu wybrałaś bezpieczny stan typu "stare, dobre małżeństwo" tyle, że bez ślubu? I do tego bez wspólnego mieszkania, co jak wiesz, odkrywa wiele kart. Z opisu Twojego związku wynika dla mnie, że być może masz już dosyć tych razów po głowie (choć ból serca bywa najgorszy) i wybrałaś opcję bezpieczną? Ale czy to jest na pewno miłość? Czy na pewno miłość to spokój i bezpieczeństwo? A może raczej, jak w piosence, "miłość to pole bitwy", gdy do głosu dochodzą uczucia jak niepewność, zazdrość itd.? Przepraszam, że skupiłem się na Tobie w tym momencie, ale jest mi to bliskie, ponieważ pewien czas temu porzuciłem właśnie taką spokojną przystań, bo stwierdziłem, że to nie jest miłość. Było dobrze, ale nie czułem się szczęśliwy. Twój opis brzmi podobnie... Zwłaszcza fragment o zbudowaniu poczucia własnej wartości. Też się teraz zastanawiam, czy takie kontrolowane emocjonalnie bezpieczeństwo nie jest dobrym wyjściem. Wtedy można by spokojnie zrobić listę wad i się zawinąć.
                        Przechodząc do moich aktualnych problemów, to różne otrzymuję rady. Są takie typu "zrób listę zalet i wad i zobacz co przeważy". Trudna sprawa. Jak zawrzeć człowieka na kartce papieru? Czy wszystkie cechy są tak samo punktowane? A gdy będzie np. 16:15 dla wad, to oznaczać to będzie "wyrok"? Albo inna rada, by kończyć związek, gdy frustracje przewyższą satysfakcję. Ale ja lubię wartości bezwzględne (a uczucia takie nie są), więc pytanie o ile przewyższą? A jeśli przewyższają w jednym tygodniu, a w drugim nie? A co z pracą nad związkiem (czyli wracamy do punktu wyjścia)? Ludzie po 30stce mają już tyle przyzwyczajeń,nabytego (lub wrodzonego) egoizmu, że zmiany wydają się abstrakcją. Do tego jednak z wiekiem przybywa problemów i radzenie sobie z nimi oraz praca nad życiem osobistym nie są łatwe do pogodzenia.
                        Napisałaś o rozmowach i próbach kompromisu. Z doświadczenia nazwę to kabaretem (choć bez cienia uśmiechu). Ona chce nad morze, a ja w góry, czyli...spotykając się po środku powinniśmy pojechać do...Poznania;) Z kompromisu nigdy, nikt nie jest zadowolony. Związek to raczej umiejętność rezygnacji z części siebie dla drugiej strony. Nie widzę tego inaczej.
                        Co do rozmów...Na początku każdy twierdzi, że chce dokładnie tego samego oraz tego samego nie chce. Zaraz potem okazuje się, że każdy co innego miał na myśli, bo fakty dają się różnie interpretować. My rozmawiamy i to sporo, ale to samo zdarzenie, sytuację ona widzi inaczej, niż ja (mówię tu o kwestiach spornych, nie o wszystkim, co przeżyliśmy). Alkohol i jej idiotyczne podejście do pracy to takie wisienki na torcie. Czasem w ogóle odnoszę wrażenie, że szczerość w związku (podobnie jak w życiu) nie popłaca. Widzę teraz, że związek to nie miejsce do naprawiania siebie nawzajem, bo kończy się to wojną.
                        Piszesz, że "szkoda tych smutnych chwil , z których nic nie ma poza lekcją życiową". Zgadzam się, że szkoda. Ale z lekcji wynosi się wiedzę, więc dla mnie są to raczej porażki, niż lekcje. Z każdym kolejnym związkiem jestem coraz mocniej zaskoczony in minus. Wciąż nie wiem do którego momentu można przymykać oczy, a w którym uciekać. Jak to jest, że spotykam osobę, która ponoć wiele złego przeszła, ma doświadczenie "związkowe", a robi podstawowe błędy, jakby całkiem nie rozumiejąc idei koegzystowania w relacji z partnerem. To pokazuje, że uczenie się, wyciąganie wniosków jest problemem. To jest temat rzeka, a przecież odbiegliśmy dość mocno od tematu. Powinienem raczej zrobić spis wypitego ostatnio alkoholu ;)
                        • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 15.01.14, 12:10
                          Bardzo w temacie moim zdaniem. Nie bardzo da się rozwiązywać problemy typu "moja dziewczyna za dużo pije" bez przemyślenia swojej wobec niej postawy, planów i wagi relacji.
                          Co do mnie to, absolutnie się mylisz...nic takiego nie wybrałam. Rok z haczykiem to zwyczajnie za mało (tego się nauczyłam) by już białą kieckę wkładać i wić gniazdko, a do starszego małżeństwa nam daleko, jeszcze uczymy się siebie, poznajemy. Dodatkowo ja uczę się funkcjonować w normalnej relacji gdzie ani nikt Cię nie poniża, ani nikogo nie trzeba utrzymywać, ani taszczyć wszystkich problemów samemu. Jestem strasznie zakochana, ale już mi się nie spieszy, obserwuje jego, swoje samopoczucie w tej relacji, dużo rozmawiamy. To co wyczułeś w moim wpisie to raczej kwestia braku dzieci, to boli...w moim wieku powinnam prowadzać synów do szkoły, a nie martwić się czy w ogóle zdążę mieć dzieci.
                          Temat bezpiecznej przystani rozumiem, mój najdłuższy związek przez pierwsze lata był czymś takim.
                          Co do kompromisów...widzisz...jak jedno chce nad morze a drugie w góry to się jedzie do Chorwacji gdzie masz góry nad morzem :P Może to nie tyle chodzi o kompromis co o synergie. Ja mam teraz farta co do rozmów, mój chłopak jest tak zupełnie inny ode mnie w sensie emocjonalnym, że problem trzeba omówić z detalami bo inaczej nie rozumiemy się i oboje mamy nastawienie, że musimy się skupić na tym co druga osoba mówi żeby w pełni zrozumieć + umiemy oboje przyjąć postawę "nie rozumiem ale szanuję". Jesteśmy otwarci a nie zamknięci każde w swoim puncie widzenia. Takie rozmowy bywają trudne, ale warto.
                          Co do listy. Ja uważam, że to słaby pomysł. Nie jest istotne czy np ktoś jest bałaganiarzem czy nie, ale to na ile jest skłonny do panowania nad swoimi zachowaniami by utrzymywać taki poziom porządku jaki ustali z partnerem. Ja jestem po 30 i dopiero teraz dostrzegam wagę pracy nad sobą i robię tego o wiele więcej niż jak miałam te 23-25 lat. Mi ubywa problemów, a relacje z ludźmi są coraz lepsze.
                          jak masz tyle pytań to zajrzyj do tej książki o której pisałam...tytuł wygląda głupio, ale myślę że znajdziesz rzeczy które pomogą Ci zrobić jakieś kroczki w kierunku odpowiedzi na Twoje pytania.
                        • klamkas Re: Często sobie drinkujecie? 15.01.14, 19:31
                          Jakości związku nie zmierzysz i nie przedstawisz liczbowo.

                          Ale odpowiedź na pytania typu: "czy takiego związku i takiej partnerki chcę na najbliższe lata/na zawsze?", albo "czy jestem szczęśliwy z tą kobietą, czy daje mi ona to czego potrzebuję i czy związek mi to daje" są dość proste.

                          Oczywiście, związek to umiejętność rezygnacji z siebie (częściowo). Pytanie, czy twoja partnerka też tak to widzi i czy to realizuje?

                          Powiem tak: kiedyś zrezygnowałam związku chociaż kochałam. I do pewnego momentu wierzyłam w to, że praca nad związkiem i sobą popłaca i można w ten sposób wszystko poprawić. Ale wyrosłam z tego myślenia. Bo ma to sens, kiedy obie osoby chcą pracować równie mocno. I kiedy się rozumieją (bo to nie zawsze jest coś, co można wypracować, czasami po prostu nie ma możliwości porozumienia). Krótko po tym, jak odeszłam od ówczesnego partnera podobny dylemat miał mój przyjaciel. On pozostał przy teorii o pracy, chociaż sprawa była beznadziejna, bo tylko on pracował... I pracuje do teraz (to już prawie 20 lat). I ciągle jest tak samo nieszczęśliwy, sfrustrowany i niezaspokojony. I ciągle ma wyrzuty sumienia, że widać stara się za mało...

                          Rób jak chcesz. Ale pamiętaj, że związek raczej ma pomóc w szczęśliwym i udanym życiu, a nie ci je odbierać. A życie jest tylko jedno...
    • martinsam1 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 16:05
      ja np wypiłam dziś 4 piwa ( ale niepasteryzowane niefiltrowane)
    • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 18:14
      Heh, pisałam o histerii forumowej i proszę, niektórzy już zrobili z dziewczyny alkoholiczkę.:)
      • sweet_pink Re: Często sobie drinkujecie? 28.12.13, 22:03
        Nie bardzo rozumiem jaki tu jest powód do :)
        Znam ludzi którzy przy mniejszej częstotliwości (lub ilości) picia trafili na terapię dla alkoholików bo sobie nie radzili. Podejrzewam, że wielu forumowiczów zna podobne osoby, wiec nic dziwnego, że w opisanym przypadku wietrzą problem.
        • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 09:41
          Po prostu śmieszy mnie diagnozowanie alkoholizmu na forum.:) Ale ok, może skoro sama mam normalne podejście od alkoholu i większość ludzi, których znam też ma takowe, to po prostu nie dostrzegam zagrożenia. Zaś ludzie ciężej doświadczeni przez los lub z innymi obserwacjami, patrzą na to inaczej.
          • madali Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 11:41
            > Po prostu śmieszy mnie diagnozowanie alkoholizmu na forum.:) Ale ok, może skoro
            > sama mam normalne podejście od alkoholu i większość ludzi, których znam też ma
            > takowe, to po prostu nie dostrzegam zagrożenia. Zaś ludzie ciężej doświadczeni
            > przez los lub z innymi obserwacjami, patrzą na to inaczej.

            Naturalnie, że ludzie mający wiedzę i ewentualne doświadczenie ( alkoholizm jest dość częstą chorobą, która daje w kość nie tylko pijącemu ale rodzinie i otoczeniu ) mają w tym zakresie więcej do powiedzenia niż osoby nie znające się na problemie. Zresztą jak w przypadku wszystkich innych zagadnień.
            • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 11:49
              O ile w danym przypadku ów problem rzeczywiście istnieje.:)
              • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 12:11
                Są pewne objawy, które o tym świadczą. Nie są to objawy subiektywne, wynikające z czyjegoś doświadczenia, a ustalone przez specjalistów od uzależnień.
                • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 12:19
                  I naprawdę da radę zweryfikować je na forum?:)
                  Mnie chodzi o to, że ktoś, kto ma jakieś doświadczenie w temacie alkoholizmu, rzeczywiście może być na problem bardziej wyczulony. Ale z drugiej strony może też dmuchać na zimne lub dopatrywać się problemu tam, gdzie go nie ma. Sama znam DDA, którzy w ogóle nie tykają alkoholu bo albo uważają, że to z definicji zło, albo, ze w związku z predyspozycjami może on dla nich stanowić zagrożenie. O ile drugie podejście jest sensowne, to pierwsze jest właśnie przesadą. Bo można pijać z umiarem, nawet dosyć często i nie mieć problemu, a że ktoś sobie tego nie wyobraża, no to w sumie jego problem.
                  • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 12:50
                    Zweryfikować się nie da, ale moim zdaniem sądząc po tym, co napisał autor wątku, sytuacja jest alarmująca. Bo można pić z umiarem i dość często, ale istotne są motywy tego picia. A te opisane przez autora (plus inne zachowania) są obiektywnie niebezpieczne.
                  • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 17:50
                    sl.13 napisała:

                    > Bo można pijać z umiarem, nawet dosyć często i nie mieć problemu, a że ktoś sobie tego
                    > nie wyobraża, no to w sumie jego problem.

                    Skarbie? To Ty? ;))
                    • sl.13 Re: Często sobie drinkujecie? 02.01.14, 22:30
                      > > Bo można pijać z umiarem, nawet dosyć często i nie mieć problemu, a że
                      > > ktoś sobie tego nie wyobraża, no to w sumie jego problem.
                      >
                      > Skarbie? To Ty? ;))

                      Raczej nie toty, bo ja mam normalnego faceta, który nie traktuje mnie jak tłuka.:)
                      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 09.01.14, 01:08
                        Twój facet raczej nie jest normalny, lecz święty ;)
    • light_in_august Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 13:05
      Bardzo rzadko. Ostatnio to może raz na miesiąc jakaś lampka wina albo szklanka grzańca. Szczerze mówiąc, alkohol mógłby dla mnie nie istnieć.
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 17:59
        light_in_august napisała:

        > Bardzo rzadko. Ostatnio to może raz na miesiąc jakaś lampka wina albo szklanka
        > grzańca. Szczerze mówiąc, alkohol mógłby dla mnie nie istnieć.

        Mógłby nie istnieć, ale coś tam wypijesz? ;) Pytam, bo u mnie jest podobnie. Na początku znajomości stwierdziłem, że "nie jestem alkoholowy" i na codzień wcale nie piję, ale gdy gdzieś wyjeżdżamy (czyli powiedzmy raz na 2 miesiące) to zdarza mi się wypić butelkę szampana lub butelkę grzanego wina. To może skłamałem?
    • neojeriomina Re: Często sobie drinkujecie? 29.12.13, 13:43
      Jeśli jest tak jak piszesz, to faktycznie problem - ale nie ilość, tylko stosunek do alkoholu (szukanie okazji - towarzystwo, bezsenność, złe samopoczucie itd.). I nie wierz tym, co piszą, że kawka-herbatka, a wino to to samo :P
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 18:18
        neojeriomina napisała:

        > Jeśli jest tak jak piszesz, to faktycznie problem - ale nie ilość, tylko stosun
        > ek do alkoholu (szukanie okazji - towarzystwo, bezsenność, złe samopoczucie itd
        > .). I nie wierz tym, co piszą, że kawka-herbatka, a wino to to samo :P

        Mam tu zgryz z jedną kwestią. Cały czas wydaje mi się, że ona nie szuka okazji do picia. Ona nie zachowuje się na zasadzie "poświętujmy coś". To jest raczej jakiś rodzaj przekonania o terapeutycznym działaniu alkoholu i np. mówi mi "wczoraj nie mogłam zasnąć, nawet wino mi nie pomogło", albo "coś mnie brzuch boli, może wypiję winko". Gdy jest u mnie to "oo! otworzymy sobie winko?", albo "to ja otworzę winko" lub "mogę wziąć sobie butelkę?". Ja ma "stresa z powodu pracy" (czyli prawie codziennie) to też pije winko. Do filmu dobrze jest wypić winko albo winko połączone ze spritem. W sklepie to oczywiście "kupimy sobie alko na wieczór?", co oznacza kupno wina i szampana.
        Nie wiem, czy jest to szukanie okazji, czy jakiś głupi nawyk. Dodam, że ona się nie upija, bo po 2 lampkach to już zasypia.
        • maitresse.d.un.francais Ślepy, przepraszam cię, jesteś? 31.12.13, 18:21
          Właśnie wyszukuje okazje na siłę. Okazją jest stres z powodu pracy, stres z innych powodów, bezsenność, film, wasze spotkanie.

          Dlaczego niby okazją ma być jedynie świętowanie?
        • qw994 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 18:50
          Przecież to jest właśnie szukanie okazji...
        • neojeriomina Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 19:33
          Naiwność Twoja poraża, panie mariuszu. Przestań pan myśleć stereotypami.
    • miklasz33 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 19:38
      Przeczytałam i zgadzam się, że powinieneś spróbować odmówić swojej dziewczynie picia/zakupu/wzięcia z twoich zapasów alko wieczorem. Też myślę, że będzie zła i agresywna. pozdrawiam
      • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 31.12.13, 19:44
        miklasz33 napisał:

        > Przeczytałam i zgadzam się, że powinieneś spróbować odmówić swojej dziewczynie
        > picia/zakupu/wzięcia z twoich zapasów alko wieczorem. Też myślę, że będzie zła
        > i agresywna. pozdrawiam

        Zacznę od dzisiejszej nocy ;))
        A poważnie, to skoro już tyle osób to sugeruje, to spróbuję tak zrobić.
        • ann_nh Re: Często sobie drinkujecie? 03.01.14, 02:21
          Nie, to nie jest normalne, ze twoja dziewczyna tyle pije.
          To nie chodzi o to, zeby sie upijac do nieprzytomnosci, ale wystarczy, ze pije regularnie.

          W sumie ciekawy watek.

          Odkad poznalam mojego obecnego uswiadomolam sobie, ze sama mam z tym problem.
          Spytal mnie kiedys czy wytrzymalam caly tydzien bez chociazby np malego piwa. I powiem szczerze, ze dlugo sie zastanawialam i nie moglam sobie przypomniec. Zenujace.

          I powinienes zdecydowanie zwrocic swojej dziewczynie uwage.
          Niewinne jedno piwo, lampa wina.... Ale prawie codziennie.
          Dla mnie to bylo w normie, bo kazdy w koncu ma inne normy.

          Ile razy w kanjpie lub do obiadu kelner przynosil kawe i piwo i zawsze stawial piwo przed moim chlopakiem. A ja musialam zamieniac. Za kazdym razem jak szlam na lunch czy obiad bralam alko, dla mnie to jakby zestaw, bo po co mam pic herbete.

          W pl partzy sie na to z przymruEiem oka, bo ot co niewinna lampka. Ale bardzo duzo kobiet pije i to jest straszne.

          Pozdrawiam!





          • cala_w_kwiatkach Re: Często sobie drinkujecie? 03.01.14, 02:56
            a ile osob codziennie zjada tabliczke czekolady, rujnujac sobie zdrowie- to dopiero zagrozenie!?
            Nie ilosc ma znaczenie a indywidualne predyspozycje organizmu do nałogu.
            Wszystko jest dla ludzi. Uwazam, ze dopoki nie ma to odbicia w jej zdrowiu, nie zawala swojego zycia, to nie ma koniecznosci rezygnowania z przyjemnosci. Ja ze słodyczy/alko nie zrezygnuje, ale jestem swiadoma ze niosą ze sobą zagrozenie, wiec to kontroluję. Ona chyba tez??
            • ann_nh Re: Często sobie drinkujecie? 03.01.14, 03:15
              Jest roznica miedzy czekolada a alko
              Nie widzialam jeszcze rozbitych rodzin, awantur i zniszczonych psych dzieci przez czekolade.
              Takie drinkowanie jak wyzej mariusz79 to opisal to rownia pochyla.



          • mariuszm79 Re: Często sobie drinkujecie? 09.01.14, 02:24
            Dziękuję za Twoją wypowiedź. Piszesz o wytrzymaniu tydzień bez alkoholu. To całkiem inny świat. Gdy tak się zastanawiam, to nie przypominam sobie by w tygodniu było więcej, niż 2 dni abstynencji. Tu jeszcze jest kolejna rzecz, że ja rzadko kiedy proponowałem jej alkohol. Gdybym to robił, to wątpię żeby odmówiła.

            Ostatnio zrobiłem mały eksperyment i na jej pytanie o wino odpowiedziałem mało zachęcającym tonem" nieeee...znowu wino?", a ona na to "to sama sobie otworzę". A gdy wspomniałem, że to jednak alkohol, to usłyszałem o jego niemal leczniczych właściwościach. Czyli nie ma co zmieniać siebie, ani świata, wystarczy duża lampka wina ;)
            • neojeriomina Re: Często sobie drinkujecie? 09.01.14, 07:53
              Stary, jak z nią zerwiesz, to ona dopiero w nałóg wpadnie.
    • leptosom Re: Często sobie drinkujecie? 14.01.14, 20:19
      moja semipartnerka nie ma chęci 5-6 dni w m-cu. Ja przeciwnie. akurat jest mój dzień.
    • edi2007 Skąd ja to znam? 22.01.14, 22:30
      Spotykałem sie z podobna dziewczyna przez kilka miesięcy. Nie dość ze darmozjad, to jeszcze kretynka. Bez urazy, ale tak to widzę. U mnie było podobnie. Chciała zmienić prace, ale na taka gdzie za wyższa pensja stałaby mniejsza odpowiedzialność. Jej starania sprowadzały sie do wysyłania cv i ciągłego przysypiania na kanapie, bo ona przecież taka zmęczona. W domu nie tknelaby niczego, ogrod tez nie, przez 5 miesięcy ugotowała raz dla nas. Z koleżankami i na imprezach mogłaby siedzieć do rana, ale popracować nad sobą to brak czasu. Identyczna sytuacja z alkoholem. Ona sobie zrobi drinka, ona ma chęć na winko. Jak za darmo to pewnie, ze ma chęć. Chłopie, nie wiem co ty jeszcze z nią robisz. Wiej, to moja rada. Jeśli tak zachowuje sie panna koło 30stki to pózniej będzie jeszcze gorzej. Ten typ nie ma żadnych skłonności do refleksji nad sobą, wiec gwarantuje ci, ze za pare lat, lub znacznie szybciej, usłyszysz, ze wszelkie jej niepowodzenia to twoja wina. Pewnie tak ja ograniczasz, gdy spełniasz jej zachcianki;) Głupota, egoizm, niskie iq, lenistwo, skłonność do uzywek - oto wymarzona matka twoich dzieci;) Obudź sie i wiej. Powodzenia!
Pełna wersja