mam_pokrecony_mozg
09.01.14, 17:52
wyemigrowalam 15 lat temu zeby sie odciac od chorej patologicznej rodziny krwiopijcow....tylko z szacunku do babci i brata mlodszego odwiedzalam ich wszystkich w swieta......a potem wracalam z placzem spowrotem...skrajny fanatyzm religijny, ksenofobia i przemoc domowa. oto 3 kluczowe pojecia charakteryzujace moja dostojna wyksztalcona rodzinke...
wyszydzanie-ponizanie-wysmiewanie
jestes chory- debil- nieudacznik- slepy- glupi-masz krzywe nogi- jestes chora psychicznie- nikt cie nie kocha- jestes paskudna- kto cie kiedys zechce- bicie-kopanie- kablem- paskiem-w brzuch- w twarz itd. itp
po 15 latach, kiedy udalo mi sie zawodowo ustawic ( skonczylam za granica studia) i wyleczyc z kompleksow (terapie), finansowo usamodzielnic, i po nastu latach bycia w chorych patologicznych zwiazkach spotkalam wreszcie wymarzonego faceta!
wychodze za maz w wieku 37 lat, mam nadzieje miec z nim jeszcze dziecko itd itp...
zaprosilam rodzicow i ciotki czyli w sumie ok. 15 osob do NIemiec na male skromne wesele.
i co? oprocz brata nikt nie chce przyjechac...skarza sie, lamentuja, wybrzydzaja, jak ja to moglam matce zrobic, ja niewdzieczna!!! nie kocham rodzicow, jestem egoistka bo zamiast siedziec w miescinie u nich na garnku pod ich despotycznym dachem mialam CZESC wyjechac i sie usamodzielnic!
i malo tego; nic od nich nie chce!
gdybym chciala kase na wesele to by mi pewnie dali a pote, rzadzili rozkazywali a na koniec wypominali.
ale ja nie chce.......licze po cichu ze sie zestarzeli, ze zrozumieli, ze sie usmiechna, uciesza, ze mi dobrze, niczego mi nie brak, ze wyszlam na ludzi i jestem soba.
nie.....wstyd na cale miasto bo rodzina Z. z P nie moze sie pochwalic wystawnym weselem. Bo Pan mlody nie jest bogaty. Bo, nie bedzie pod domem, nie bedzie fryzjera itp. itd...
w te swieta bylam ostatni raz! obiecalam sobie....i przestrzeglam ze zakladam rodzine i wiecej nie przyjade na swieta, ze sie ciesze jakby oni przyjechali. Maja po 58 lat, zdrowi jak byk. ale uparci, egoistyczni zawzieci i zlosliwi do granic bolu. NIkt si enie cieszyl oprocz brata, babcia wyklela ze wesele w poscie, rodzina obrazona ze pieniadze do Niemieck wywiezc trzeba (skrajnie prawicowi sa!) ze nie na miejscu u Panny Mlodej itd.FOCH FOCH FOCH
za 3 miesiace slub...
mnie juz boli glowa, martwie sie ze przez stres mi znowu tarczyce wywali. ze w ciaze nie zajde bo sie martwie rodzina.....
co ja zrobie?!
moj maz wychowal sie bez pieniedzy wielkich i bez wyksztalconych ale kochajacych sie rodzicow, nie rozumie mnie, wspolczuje mi ale nie wie jak sie zachowac bo sam jest miedzy mlotem a kowadlem.
do niego sa mili bo na zewnatrz zawsze byli....
przyjada do mnie wynajetym busem, i od progu zaczna sie narzekania, i NIC im sie nie podoba!
nikt nigdy nie byl u mnie oprocz brata.
nie wiem czy powinnam tak bardzo obstawac przy tym zeby przyjechali ,po co mi ten stres? ta trauma?
cz yto jest milosc rodzicielska? plakac mi sie chce!!!
jak mysle o swoim slubie to mi sie chce plakac.....