stephanie.plum
16.01.14, 15:25
kiedyś zaprosiłam bezdomnego pana na herbatę i kąpiel.
(po tej jego kąpieli wyparzyłam wannę wrzątkiem oraz ługiem, chociaż pan, mimo że kloszard, był raczej czyścioszkiem).
dzisiaj w parku spotkałam długowłose indywiduum grzebiące w śniegu. cóż, bywa. po dwóch godzinach znów tamtędy przechodziłam, indywiduum grzebało dalej, wspomagane przez ekipę parkowych bywalców - psiarzy i wózkarek.
okazuje się, że indywiduum zgubiło klucz do zaparkowanego nieopodal samochodu.
przyłączyłam się do poszukiwań.
facet - młody, zarośnięty i rozbrajająco sympatyczny - po kilku godzinach łażenia w śniegu był przemoczony i siny z zimna.
niewiele myśląc, zaprosiłam go na herbatę, z miodem i z imbirem. wypił, podziękował, poszedł.
a mąż mówi mi, żem kretynka, bo obcych ludzi do domu sprowadzam.
kretynka...? co sądzicie?