mona1234567
20.01.14, 17:52
Mam kaca moralnego, choć nie powinnam. Poprosiłam ojca mojego ośmiomiesięcznego syna aby zadeklarował co do alimentów. Do tej pory sama finansowałam potrzeby dziecka. Ale kasa niedługo się wyczerpie, bo korzystam od początku ciąży jedynie z oszczędności z pracy za granicą. Oraz robię pewien projekt, ale kokosów z tego nie będzie. Czekam aż dziecko podrośnie i będę mogła iść do pracy. Dowiedziałam się, że łapię faceta na dziecko (fakt, ciąża to wpadka i to totalna, ale nie tylko ja jestem temu winna). Że mnie nienawidzi itd. I mam moralniaka, chociaż wszyscy mówią, że tak powinnam była zrobić.
Ojciec mojego syna to bawidamek, od czasu mojej ciąży miał już 3 kobiety (my znaliśmy się 3 lata, częściowo jako para potem - odgrzewane relacje), interesują go imprezy, wyjazdy itd. Ma forsę na wszystko, ja zawiesiłam wszelkie własne potrzeby na kołku. Każdy mi mówi, że to był mój obowiązek wobec dziecka- zwrócić się o alimenty, ale on bazuje na tym, że w ciąży "obiecałam", że nic od niego nie będę chciała. Fakt, mówiłam tak, ale w ciąży moja perspektywa widzenia była inna. Ale przez to źle się z tym wszystkim czuję. Pomóżcie mi, proszę, wybrnąć z tej matni.