nestana
23.01.14, 20:37
Witam wszystkich
Mam trudną sytuację w życiu osobistym i nie za bardzo kogo się poradzić. Dosłownie wszystkie moje koleżanki i przyjaciółki są już mężatkami z dziećmi, zajętymi swoją rodziną i patrzą na życie z nieco innej perspektywy. Dwie serdeczne kumpele singielki rozjechały się po świecie i trochę brakuje mi "niezamężnego" towarzystwa, ale to tak na marginesie.
Mam 34 lata. Za sobą jeden dłuższy siedmioletni związek, który skończył się rok temu. Poza tym dwa krótsze około roczne związki i parę przelotnych, niezobowiązujących przygód. Ten mój najdłuższy związek sama zakończyłam. Nie poszło o zdradę, problemy finansowe czy nawet wizję wspólnej przyszłości - bo byłam zaręczona, w zasadzie wyznaczyliśmy termin ślubu i mieliśmy konkretny plan na dziecko. Po prostu wypaliło się. Mój były partner stał się nudny, kompletnie przestał mnie pociągać, nie mieliśmy już wspólnych zainteresowań (kiedyś były), on spędzał czas albo z kolegami albo w domu przed telewizorem, zaniedbał się. Typowe oznaki "oklapnięcia" i wypalenia. Żeby było zabawniej, w grudniu przed świętami ożenił się a jego żona jest już w ciąży - niecały rok po rozstaniu ze mną. Życzę mu jak najlepiej, wważam, że oboje dobrze postąpiliśmy.
Ale nie o tym chciałam. Zegar biologiczny mi bije, latka lecą i wpadłam w typową pułapkę kobiet w mojej sytuacji: jestem naprawdę aktywną, wysportowaną, dość atrakcyjną i zadbaną dziewczyną, realizuję się zawodowo, nie mam problemów finansowych, podróżuję, spędzam czas tak, jak lubię i nie mogę znaleźć odpowiedniego faceta. Propozycji mam dużo, niestety - i pewnie wiele z Was zna to z własnego doświadczenia - kompletnie nie takie, jakie mnie interesują. Albo startują do mnie faceci kompletnie poniżej poziomu, niezadbani, wyjątkowo nieprzystojni, z problemami osobistymi w życiu, maminsynki, nieudacznicy, narzekacze, nudziarze, albo panowie po 50-tce. Ci ostatni nawet przystojni, inteligentni i obyci, spełnieni w życiu zawodowym, ale zwykle już po rozwodzie z dorosłymi dziećmi, szukają po prostu młodszej kobiety do związku, ale nie chcą zakładać nowej rodziny a mi na tym właśnie zależy.
Oczywiście jest też pewna grupa nieżonatych mężczyzn w moim wieku 30-40 lat, tych "z górnej półki", czyli i wygląd, i inteligencja, i osobowość i życie zawodowe na wielki plus, ale oni zazwyczaj szukają dziewczyn 19-25 lat, na te 30+ rzadko patrzą a jeśli już, to tylko dla przygody na jedną noc lub na miesiąc, co mnie z kolei docelowo nie interesuje.
Nie chcę narzekać, ludzie mają znacznie większe problemy ode mnie, ale naprawdę zaczynam się trochę "dołować". Bo, co jakiegoś faceta poznam, to jest on z jednej z tych trzech grup. Ostatnio wydawało mi się, że będzie inaczej, ale powiedział mi szczerze po niecałym miesiącu znajomości, że na razie interesuje go tylko seks a co będzie później, to on nie wie. Przypadkiem dowiedziałam się, że na portalu randkowym dla osób wierzących (chociaż sam taki nie jest) szuka żony - dziewicy...
Jeszcze raz Was przepraszam, że wylewam trochę swoje żale i smęcę, ale zaczynam mam tego dosyć. W jaki sposób można poznać fajnego faceta w wieku 30-40 lat, bez zadawnionych zobowiązań, typu była żona i alimenty, jakoś tam przystojnego, zadbanego, inteligentnego i ciekawego z poukładanym życiem zawodowym? Czy to w ogóle możliwe?
Pozdrawiam serdecznie.