wszedlem
29.01.14, 02:17
odnosnie zywo dyskutowanej kwestii wiazania sie z osobami z tzw. bagazem:
fakty:
- kobieta, 30 lat, syn szescioletni
- uczciwie i ciezko pracuje, o syna dba
- fajna, inteligentna, rozsadna i dajaca sie kochac dziewczyna
- byly maz, ktory nie dotrzymuje obietnic danych dziecku, nie akceptuje potencjalnej nowej sytuacji rodzinnej swojego dziecka, zapowiada, ze bedzie umyslnie utrudnial nam zycie np. zagraniczne wyjazdy, jest agresywny itd.
zrezygnowalem. nie mam dzieci, nigdy nie bylem zonaty, wiec po co mialbym w te sfere wchodzic az z takim impetem? ale gdyby ten ostatni fakt zastapic:
- byly maz/zona ktory(a) dba o potomka, nie kontestuje nowego zwiazku swojego bylego partnera/ki, nie przysparza klopotow gdy chodzi o byle wakacje, na ktore dziecko tez jedzie i pewnie sie swietnie ubawi i caloksztaltnie jest mila osoba.
przeciez tak to wlasnie najczesciej bywa. i jakie sa wtedy przeszkody?
z obu frontow poprzednich dyskusji nad wyraz wybijal sie tylko jeden argument: "jego byla albo jej byly bedzie w moim zyciu. beda nas nachodzic, przeszkadzac i burzyc harmonie"
problem w tym, ze jak zakladam, wiekszosc "racjonalistow" nie mialo do czynienia z zadna z tych okolicznosci.
nie ma normalnych ludzi na tym swiecie? kazda osoba z dzieckiem stanowi zagrozenie? moj przyklad jest wyjatkiem od reguly. wiecej wiary w ludzi.