Czy też tak macie?

11.02.14, 01:24
Tak się zastanawiam, czy tylko ja mam tak... Najpierw szukałam bliskości męża, ale byłam długi czas ignorowana i teraz jakakolwiek czułość w jego wykonaniu denerwuje mnie. W maju minie 9 lat małżeństwa, średnio szczęśliwego, ale widocznie mam coś w sobie z masochistki, bo dalej w tym tkwię. Głównie z wygody, mąż dba o dom i rodzinę, w sposób czysto finansowy. Spodobało mi się stwierdzenie gdzieś zasłyszane "będziesz mnie tracił po trochu, codziennie, każdego dnia". I tak to chyba wygląda u nas. Nie wydarzyło się nic dramatycznego między nami, ale jesteśmy bardzo daleko od siebie. Nie próbuje już niczego naprawiać, bo mam dość uwag w stylu: zajmij się prawdziwymi problemami. Jestem samotna w małżeństwie, ale przyzwyczaiłam się i chyba nie chcę nic zmieniać. Ani codzienność ani sypialnia nas nie zbliżą do siebie. Sex nie sprawia radości, gdy mąż "nie zamierza trąbić przed wjazdem do garażu". Nie chcę byle jakiego więc nie ma żadnego...
Czasem tylko budzi się we mnie nostalgia za czymś czego już nie mam, może nigdy nie miałam? Czy to już wszystko? Mam 32 lata i... już nic dobrego mnie w życiu nie spotka?
A.
    • gree.nka Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 07:21
      nie, nie mam. Mam cała masę innych problemów niż zastanawianie się nad własną samotnością, a to by była całkiem wygodna rozterka.
    • dorot-kaaa Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 07:57
      nie, nie jesteś sama. Niby jest ok, niby wszystko gra a jednak...
    • minasz Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 08:00
      mysle ze to jest problem w stawianiu sobie priorytetów czyli prosciej co jest w zyciu wazne
      i twoj ex wybrał cos innego niz Ty dla wielu wazna jest kasa stanowiska zaszczyty czy chec poklasku a nie druga osoba -ta poprostu jest i ma byc i tyle hehe
      u mnie np jest tak ze raz stracona miłosc nie powraca zakochuje sie bardzo mocno ale jak odkochuje to na zawsze a np gach mojej ex jest w niej zakochany choc ona gio wczesniej rzuciła wiec roznie to bywa
    • zabieganab Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 08:10
      na pewno Cie nie pociesze piszac, ze absolutnie nie jestes sama w takiej sytuacji...

      Masz dwa, bardzo proste, wyjscia:
      1 - uzmyslowic sobie, ze nie jest idealnie, ale nie chce Ci sie w to "inwestowac" wiec bedziecie tak trwac, az wydarzy sie cos nieplanowego... Lub nigdy nie wydarzy to nieplanowane ;-)
      Jesli wybierzesz ta droge, musisz sie pogodzic z obecna sytuacja i nie mozesz narzekac

      2 - uzmyslawiasz sobie, ze obecna sytuacja jest dla Ciebie zbyt wazna, wiec zaczynasz dzialac. Twoim priorytetem bedzie zmiana obecnej sytuacji tak dlugo, az poczujesz, ze jest tak jak chcesz.
      Ta opcja jest o tyle trudna, ze musisz zdawac sobie sprawe z konsekwencji podejmowanych dzialan.

      ;-)

      Powodzenia!
      • minasz Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 08:20
        no proste wyjscia to to nie sa:)
        ale ogolnie sie zgadzam bedac w obecnym zwiazku jest duze prawdopodobienstwo zdrady z jednej badz z drugiej strony i narastania konfliktów- z drugiej strony odejscie z niego napewno na poczatku bedzie dla wszystkich trudne- ja patrzac z mojej perspektywy teraz wybrałbym 2gie rozwiazanie ale jeszcze nie tak dawno wybierałem1sze hehe
    • neojeriomina Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 09:28
      Moim zdaniem to nie rokuje. Zadaj sobie pytanie, czy chcesz w tym tkwić, a potem na nie uczciwie odpowiedz.
      Jesteś w takim wieku, że wszystko się jeszcze może ułożyć na nowo.
    • dioskorides Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 09:40
      "uwielbiam" te teksty mam 32 lata czy już mnie nic nie spotka? mam 30 czy już nigdy nikogo nie znajdę.

      mam 36 lat, czy mam już szykować garniak do trumny??
    • piataziuta Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 11:31
      nie mam tak
      na szczęście, gdy miałam 23 lata, nigdy nie przyszłoby mi do głowy brać z kimkolwiek ślubu
      • neojeriomina Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 11:57
        Ty nie, ale jest mnóstwo ludzi, którzy to robią i niekoniecznie sam fakt zawarcia w tym wieku ślubu jest głupotą i jest wart potępienia. Po prostu nie każdy w tym wieku ma zdolność właściwej oceny sytuacji, czy też umiejętność prognozowania przyszłości w przybliżeniu. Poza tym ludzie się zmieniają. I dlatego coś, co na początku dość dobrze się zapowiadało, potem mogło zwyczajnie się zepsuć. Ważne, żeby - jeśli się nieodwracalnie popsuło - umieć jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
        • piataziuta Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 12:34
          > Ty nie, ale jest mnóstwo ludzi, którzy to robią i niekoniecznie sam fakt zawarc
          > ia w tym wieku ślubu jest głupotą i jest wart potępienia. Po prostu nie każdy w
          > tym wieku ma zdolność właściwej oceny sytuacji, czy też umiejętność prognozowa
          > nia przyszłości w przybliżeniu. Poza tym ludzie się zmieniają. I dlatego coś, c
          > o na początku dość dobrze się zapowiadało, potem mogło zwyczajnie się zepsuć. W
          > ażne, żeby - jeśli się nieodwracalnie popsuło - umieć jakoś wybrnąć z tej sytua
          > cji.

          Trochę sobie zaprzeczasz w tej wypowiedzi.
          > Ty nie, ale jest mnóstwo ludzi, którzy to robią i niekoniecznie sam fakt zawarc
          > ia w tym wieku ślubu jest głupotą i jest wart potępienia.

          a w następnych zdaniach piszesz:
          >Po prostu nie każdy w
          > tym wieku ma zdolność właściwej oceny sytuacji, czy też umiejętność prognozowa
          > nia przyszłości w przybliżeniu. Poza tym ludzie się zmieniają. I dlatego coś, c
          > o na początku dość dobrze się zapowiadało, potem mogło zwyczajnie się zepsuć.

          Też uważam, że ludzie w tym wieku raczej nie mają zdolności właściwej oceny sytuacji i zmieniają się itd, A WIĘC nie powinni brać ślubu.
          • neojeriomina Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 12:48
            Nie zaprzeczam. Bez przesady. Po prostu niektórym się udaje, i ich małżeństwo zawarte w młodym wieku (poniżej 25 lat) jednak się udaje.
    • twojabogini Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 12:04
      Znam wiele kobiet samotnych w małżeństwach. Myślę, że wynika to z rozbieżności oczekiwań tych kobiet od związku małżeńskiego (partnerstwo, bliskość, namiętność, intymność) i oczekiwań ich partnerów, którzy traktują małżeństwo bardziej użytkowo i utylitarnie (rozdział ról - kobieta więcej czasu poświęca rodzinie i dzieciom, mężczyzna zarabia +zaspokojenie seksualne).
      Przy czym mężczyźni ci, gdy kobieta wyraża pragnienie bliskości i intymności i o tym mówi, często zbywają ją, wyśmiewają, udają, że nie wiedzą o co chodzi.

      Takie małżeństwa opierają się na wzorcu patriarchalnym - pomijane są w nim potrzeby kobiety. Mężczyzna nie zamierza prowadzić gry wstępnej, bo z racji posiadania żony należy mu się zaspokojenie seksualne, nie zamierza uczestniczyć na równi w opiece nad dziećmi i pracach domowych - bo zarabia więcej. Nie zamierza wspierać emocjonalnie partnerki, zbliżać się do niej, nawiązywać intymnej więzi, bo widzi ją w roli żony, a nie przyjaciółki, partnerki, czy nawet kochanki.

      To właśnie w takich małżeństwach kobiety są samotne. Problem w tym, że często jedynym sposobem poradzenia sobie z trudnymi emocjami jest odmowa seksu. To znaczy jak najbardziej uważam, że kobiety powinny odmawiać uczestniczenia w jakichkolwiek aktach o charakterze seksualnym, jeśli podczas niego miałyby być traktowane przedmiotowo (jako narzędzie zaspokojenia mężczyzny, anie partnerka seksualna, której potrzeby są równie ważne).
      Rzecz w tym, że sama odmowa seksu prowadzi najczęściej do następującego scenariusza - mężczyzna przekonany, że choć się stara (to znaczy dba o rodzinę pod względem finansowym, co uważa za swoje jedyne zadanie jako męża i ojca) to partnerka go od siebie odsuwa i nie docenia go (czyli odmawia kontaktów seksualnych) - zaczyna uważać, że ma prawo do zaspokojenia seksualnego poza związkiem.
      W niektórych przypadkach panowie odchodzą do innych kobiet, w innych romansują po cichu, niektórzy wycofują się w pornografię. Jednak moment kiedy mężczyzna się wycofuje i przestaje zabiegać o seks jest punktem w którym związek nabiera tempa w zjeździe po równi pochyłej.

      Co można zrobić? Opcja jeden - przyjąć patriarchalne reguły gry, to znaczy zacząć widzieć w mężu męża, a nie potencjalnego partnera, przyjaciela czy namiętnego kochanka. Godzić się na bycie seksualnym obiektem (uważam to za fatalne rozwiązanie, gdyż na dłuższą metę kobiety ponoszą w większości ogromne koszty, niewiele kobiet potrafi poradzić sobie emocjonalnie z taką sytuacją, choć są takie, które z udawania i przywiązywania do siebie mężczyzny poprzez seks - bez własnej satysfakcji seksualnej - czerpią radość i poczucie siły w związku). Zaspokojenia potrzeb emocjonalnych trzeba w takiej sytuacji szukać poza związkiem, w relacjach przyjaźni. Niektóre kobiety decydują się na życie autoerotyczne, inne także realizują się poza związkiem (niektóre nie chcąc ryzykować utraty finansowania decydują się na związki z kobietami, sądząc, że łatwiej będzie je ukryć a w razie wpadki partner nie potraktuje ich jako zdrady).

      Inna metoda to starać się zmienić relacje w małżeństwie. Jednak tu dużo zależy od osobowości partnera - jeśli jest osobą unikającą bliskości, w głębi duszy uważającą kobiety za gorsze od mężczyzn a żony, za pewien specyficzny rodzaj kobiet, a do tego czerpią swoją siłę i poczucie dumy z zależności materialnej partnerki - szanse są niewielkie. Jeśli do tego relacje seksualne nawiązują jedynie w formie dominacji seksualnej i czerpania przyjemności z partnerki, a nie wspólnie z partnerką - szanse bliskie zeru.
      Równie małe szanse są wtedy, gdy mężczyzna swoje potrzeby bliskości i intymności jak również seksualne zaspokaja poza związkiem (co nie zawsze wiąże się ze zdradą z innymi kobietami, czasem bowiem z korzystaniem z usług prostytutek, a czasem z pornografią).

      Z czasem chęć zmiany u kobiety jest tak silna, że kobiety albo odchodzą albo decydują się na romanse. U innych przeważa rezygnacja.
      Znam dwie kobiety, które mimo wszystko (w tym małych szans) postawiły na zmianę.

      Przypadek 1: kobieta uzupełniła wykształcenie, zaczęła więcej czasu poświęcać karierze zawodowej, aż wyrównała zarobki. Jej sytuacja zawodowa poprawiła się, poprawiła się tez jej relacja w małżeństwie - ale kobieta wiele pracy zaczęła wkładać w to, aby domagać się szacunku, nie pozwalać na przedmiotowe traktowanie, z drugiej strony - żeby zmiany wprowadzać stopniowo, nie krytykować męża itp. Udało się jej, relacja z mężem się pogłębiła, także w seksie - twierdzi, że jest partnersko i jej potrzeby są uwzględniane.

      Przypadek 2: kobieta postępowała podobnie, ale im bardziej zyskiwała niezależność, tym jej mąż czuł się bardziej sfrustrowany, próbował torpedować jej zmiany pracy, domagać się jej większej obecności w domu. Zaczął być agresywny i nadużywać alkoholu. Rozstali się.

      Te znane mi związki w których między małżonkami jest bliskość są najczęściej związkami w których podstawą relacji jest wzajemny szacunek. Czasem są to związki o bardzo tradycyjnym podziale ról (kobiety nie pracują zawodowo - ale mają równy dostęp do decyzji, środków finansowych, a ich praca na rzecz rodziny jest ceniona) - więc nie jest ważny podział ról, ale szacunek do kobiety (i kobiety do mężczyzny oczywiście też).

      To tyle co mi wiadomo o samotności kobiet w małżeństwach. Aha oprócz tego, że sądzę, że niezależnie od jakości związku relacje bliskości warto budować nie tylko z partnerem, ale też z innymi ludźmi. Żaden człowiek nie jest w stanie zaspokoić wszystkich naszych oczekiwań i potrzeb emocjonalnych - ani nawet jakiejś ich części za to przez cały czas.
    • light_in_august Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 12:51
      Złożony problem...
      Małżeństwo traci w dzisiejszych czasach rację bytu, bo ludzie zaczęli mieć wobec związków (i wobec życia w ogóle) oczekiwania z kosmosu. Każdy związek na początku jest super, motyle, ćmy, zaćmienia słońca itd. Tyle że z czasem to się zmienia, wszystko stygnie, blednie, a ludziom - kobietom zwłaszcza - wydaje się, że te motyle będą fruwać wiecznie i że po 10 latach partner nadal będzie patrzył na niemaślanymi oczętami, seks będzie 3 razy dziennie tak jak na początku i bukiet róż 3 razy w tygodniu. I nagle wielkie rozczarowanie. Związek się zmienia i ludzie powinni się zmieniać razm z nim, a nie żyć ułudami o wielkiej romantyczności.

      Trzeba sobie zadać pytanie: dlaczego jest mi źle? Czy naprawdę jest mi tak źle, że trzeba się ewakuować i szukać czegoś nowego, czy może można poprawić to, co jest? Czy problem tkwi w partnerze czy może we mnie? Bo ja np. znam wiele osób, które wyszły z "letniego" małżeństwa, weszły w nowy związek, po czym okazało się, że po paru latach jest dokładnie tak samo, jak było w tym nieudanym małżeństwie...

      Nie ma jednej odpowiedzi. Jeden się rozwiedzie i ułoży sobie nowe życie lepiej, inny zamieni siekierkę na kijek, bo problem tkwi w jego nierealnych oczekiwaniach, a nie w partnerze.
    • raohszana Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 13:26
      Nie, nie macie. Nie jesteście utrzymankami i nie siedzicie z wygody jęcząc o samotności, bo bierzemy odpowiedzialność za własne życie. I rzycie też.
      • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:10
        aohszana napisał:

        > Nie, nie macie. Nie jesteście utrzymankami i nie siedzicie z wygody jęcząc o sa
        > motności, bo bierzemy odpowiedzialność za własne życie. I rzycie też.
        >

        ej, weź. Napisałam to samo co ty, zanim przeczytałam, że tak napisałaś. bla bla bla
        • raohszana Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:17
          To spiseG czy duchowe bractwo? :D
          • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:19
            to fszysko smoleńska brzoza :-D
            • raohszana Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:26
              Ruzka, wybuchajondza brzosa! Wydało siem! Wybuchonie K. ratuj!
              • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:43
                ciii, bo macierewicza na nas naślą ;-)
    • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:09
      jak zgodziłaś się być utrzymanką, to teraz masz na co zasłużyłaś. Nie żal mi takich kobiet, które są zbyt wygodne by skończyć nieudaną relację z powodów finansowych. Jesteś leniwa i wygodna, więc nie dziw się, że mąż traktuje cię należycie, czyli bez szacunku.
      • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:21
        Ja nie widzę, żeby to ona się godziła na bycie utrzymanką : "Najpierw szukałam bliskości męża, ale byłam długi czas ignorowana."
        Nie wiedzę tu układu - wychodzisz za mnie, ja cię utrzymuję ale siedzisz cicho.
        Wyszła za mąż zapewne z miłości, skoro szukała jego bliskości, z tego co pisze to walczyła ale zaliczyła porażkę. I teraz się zastanawia co zrobić, widząc, że sprawy zaszły za daleko.
        Mogę mieć tylko nadzieję, że dojdzie do wniosku, że to wszystko nie jest warte tej samotności.
        • raohszana Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:25
          Całe małżeństwo było średnio szczęśliwe, a ona tkwi z wygody, co napisała. 9 lat tak siedzi i nic.
          • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:01
            No i? No i poczuła, że stoi przy ścianie i pyta czy ktoś jest w podobnej sytuacji.
            Co jej po odpowiedzi: ja nie bo ja nie jestem taka głupia, bo JA (i tu litania wszystkch cudownych cech autorki, które chronia ją przed wszystkimi nieszczęściami świata) to bym w życiu na to nie pozwoliła a ty jesteś głupią utrzymanką i wcale mi ciebie nie szkoda (post pani poniżej).
            Ja nie wiem, to ja myślałam, że jestem forumowy pitbul ale wy po prostu szarpiecie na oślep. Ot - dopiszę się żeby pokazać, że jestem lepsza i mnie się to nie przydarzy.
            Wstyd dziewczyny. Wstyd.
            Można napisać własne zdanie ale wyzywać kogoś od utrzymanek?
            • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:07
              ale forum to nie poradnia psychologiczna, skoro żali się, że jest nieszczęśliwa, to napisałam jaka jest tego przyczyna. A wstydziłam się jak byłam mała.
              • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:12
                Nie, nie napisałaś tylko nazwałaś utrzymanką, broniąć misia, że dobrze robi, że ją tak traktuje. Tylko z tego co ona pisze, to on ją tak traktował już wcześniej a ona walczyłą o bliskość. No ale misia bronimy, niech nią pomiata. To właśnie ostatnie zdanie tak mną szarpnęło. Nie wstydzisz się? twoja sprawa ale w takim przypadku stawanie po stronie idioty to powód dla wstydu. Kobietom nie trzeba wojny, kobiety same się zagryzą.
                • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 18:48
                  ursyda, gorzej ci? nie bronię jej faceta. Uważam, że jako partner też zupełnie się nie sprawdził. To i tak jednak nie zmienia faktu, że babka siedzi z nim tylko dla kasy, z czystej wygody i to potępiam.
        • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:42
          W maju minie 9 lat małżeństwa, średnio szczęśliwego, ale widocznie mam coś w sobie z masochistki, bo dalej w tym tkwię. Głównie z wygody, mąż dba o dom i rodzinę, w sposób czysto finansowy.

          o dlatwego od 9 lat siedzi z chłopem z którym nie jest jej ok?
          • raohszana Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:44
            Może ją przykuł za nogę do kaloryfera, tak mi wpadło do głowy!
            • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 16:52
              chyba do zlewu prędzej, bo by jakiś pożytek był :-D

              BTW
              ja naprawdę rozumiem sytuację babka nie pracuje i zajmuje się domem, a facet finansami, ale to obu stronom musi pasować, obie strony muszą to obgadać i żadna ze stron nie powinna się czuć w takiej sytuacji nieszczęśliwa.
              A skoro autorzyca jest nieszczęśliwa, a mimo to siedzi z mężem, bo jej wygodnie, to sprawa jest prosta i smutna niestety.
          • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:02
            Fajnie, że umiesz pogrubiać tekst, jeszcze trzeba było capsa użyć dla podkreślenia a odpwiedź masz wyżej.
      • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 18:53
        " Jesteś leniwa i wygodna, więc nie dziw się, że mąż traktuje cię należycie, czyli bez szacunku. "

        No super.
        • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 18:59
          no, ale sama sobie na to zasłużyła będąc z facetem dla kasy. pań w agencjach towarzyskich też ci żal?
          chciała, żeby było dobrze, odtrącił ją i olał, a ta dalej z nim siedzi, bo kasę daje.
          • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 19:04
            Tak, pań w agencjach towarzyskich też mi żal.
            • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 19:45
              a mi nie i tu się różni nasze podejście. Mamy odmienne zdanie 'to się zdarza', ja szanuję twoje, co nie zmienia faktu, że do mnie nie przemawia.
              • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 21:18
                Nie, nasze podejście różni się tym, że ja nie wyzywam kobiet od utrzymanek, tylko dlatego, że jakiś gburowaty xuj ją oddtrącił w związku z czym się zagubiła.
                • soulshuntr Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 21:36
                  No pacz Ólka, jaka bidulka ta malpka. Wez ja pociesz, za raczke potrzymaj albo daj caluska w czolko. Szkoda jej przecie, taka agubiona i nieszczesliwa w zloty klatce.
                  • ursyda Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 11:38
                    Tak Soul, tak
                • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 14:55
                  to skoro ją odtrącił to po co z nim siedzi?

                  dla kasy.
                • samuela_vimes Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 14:59
                  ursa to trochę jak ze złamaną ręką. Przykładowo łamiesz sobie rękę, wiesz że nie zrośnie się bez pomocy lekarza, ale mimo to nie idziesz do niego, tylko wszędzie wokół narzekasz jak cię boli, bierzesz leki przeciwbólowe, zmieniasz sobie opatrunki i to nic nie pomaga, dalej wszystkim narzekasz, że nie wytrzymujesz z bólu, ale dalej nie idziesz do lekarza. Tak ja widzę właśnie siedzenie z idiotą, który mnie już nie kocha i nie ma do mnie szacunku.
                  bez sensu?
    • ursyda Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:14
      Taki troll a tyle nieznanych kart odkrył.
    • czoklitka Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:24
      Uważam, ze trzeba być idiotą, aby wybrać sobie ten sposób na życie. Ale może nic dziwnego, skoro:
      >bo dalej w tym tkwię. Głównie z wygody, mąż dba o dom i rodzinę,
      >w sposób czysto finansowy.

      Nie wiem, ale brzmi to mi tak, że jej nie chce się pracować.

      >Spodobało mi się stwierdzenie gdzieś zasłyszane "będziesz mnie tracił po trochu, >codziennie, każdego dnia".

      Spodobało się jej twierdzenie. :D

      Ogółem - kwilenie i stękanie, pretensjonalność i strasznie nudna pani, która swoją dupę uważa za rzecz wyjątkową.
      • stokrotka_a Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:40
        czoklitka napisała:

        > Nie wiem, ale brzmi to mi tak, że jej nie chce się pracować.

        A skąd taki wniosek? Napisała, że nie pracuje?
        • czoklitka Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:54
          >Napisała, że nie pracuje?

          A ja napisałam, że
          >Nie wiem, ale brzmi to mi tak,

          po prostu - tak mi to brzmi. może niesłusznie.
          • stokrotka_a Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:59
            czoklitka napisała:

            > po prostu - tak mi to brzmi. może niesłusznie.

            Brzmienia bywają mylące. ;-) Nawet gdyby nie pracowała na etacie, to praca w domu też ma wymierną wartość.
            • czoklitka Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 18:47
              >Brzmienia bywają mylące. ;-)

              Wiem stokrotka. :)

              >Nawet gdyby nie pracowała na etacie, to praca w do
              > mu też ma wymierną wartość.

              Nie przeczę.
            • czoklitka Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 19:32
              > Brzmienia bywają mylące. ;-)

              Odnośnie mylących. Wg mnie albo autorka listu uwielbia gloryfikować siebie w roli cierpiętnicy, albo zwyczajnie dziwi się temu dyskomfortowi, jaki teraz odczuwa. Być może ona miała zupełnie błędne wyobrażenia o tym, czym jest długotrwały związek, małżeństwo - że to nie tylko "motylki" do końca życia. Ale skąd ludziom mogą brać się takie wyobrażenie i taka naiwność - tego, serio, nie wiem.

              Poza tym, wg mnie najciekawsze w tym liście jest to zdanie:
              >Najpierw szukałam bliskości męża, ale byłam długi czas ignorowana
    • nie.poprawna Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 17:25
      Mam w sumie podobna sytuacje, moze staz troche mniejszy. Zycie dawno juz oduczylo mnie wiary w bajki o szalonej milosci. W sumie to staram sie cieszyc tym co mam, i koncentrowac na innych rzeczach niz zwiazek. Facet, milo jak jest ale nie jest moja misja zyciowa. Staram sie realizowac w pracy, uczyc nowych rzeczy, mysle ze lepiej wyjde na inwestowaniu w siebie niz na gapieniu sie w zakochane oczka.
      • martinsam1 Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 21:24
        Bo ludzie sie zrobili egoistyczni i indywidualistyczni
    • martinsam1 Re: Czy też tak macie? 11.02.14, 21:21
      Tkwij w tym zwiazku bo ludzie w polsce sa zbyt tchorzliwi by zdradzac i ryzykowac nowe otwarcie po trzydziestce
      • twojabogini Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 11:19
        Tu nie chodzi o nowe otwarcia i tchórzostwo. Czasem związek nie jest zły, nie ma w nim awantur, poniżania, zapewnia stabilną sytuację wszystkim członkom rodziny, w tym dzieciom. Jeśli któreś z małżonków oczekuje więcej - to ma problem. Wtedy to zadaje sobie pytania - czy w imię swoich niezrealizowanych oczekiwań mam prawo destabilizować swoją rodzinę i pozbawiać dzieci ojca (po rozpadzie małżenstwa patriarchalnego ojciec najczęściej zaprzestaje kontaktów z dziećmi)?
        Czy moja pozycja w związku jest słabsza, czy nie jestem traktowana w małżeństwie z szacunkiem bo: a) jestem kobietą i generalnie tak ma większość kobiet, b) ze mną coś jest nie tak, c) coś jest nie tak z moim mężem.

        Nic dziwnego, że kobiety w takiej sytuacji poszukują informacji o tym, jak to jest w innych związkach.
        Co do wygody finansowej - osoba, która przez wiele lat stoi na niższej pozycji w związku, często ma ograniczone możliwości zarobkowe (bo odpowiedzialność za dom i dzieci spoczywa na niej) naprawdę ma z poczatku ograniczone możliwości utrzymania, a tym bardziej utrzymania siebie i dzieci na dotychczasowym poziomie. Zachwiana wiara w siebie (albo rzetelna ocena swoich możliwości na rynku pracy) powodują lęk - nie poradzę sobie, więc muszę się godzić na to co mam.
        Często od takiej decyzji kobiety zaczyna się przemoc w związku i coraz gorsze traktowanie przez partnera - bo kobieta jest skłonna akceptować coraz więcej, granice togo co dopuszczalne w związku są stale przesuwane

        Pojechali niektórzy po kobiecie, że utrzymanka itp. nawet jeśli małżeństwo potoczyło się w ten sposób, że stała się zależna finansowo to dokuczanie jej nie ma sensu - nie zdecydowała się na taki układ, ani do niego nie dążyła. A teraz czuje się bezradna, a bez kasy naprawdę ciężko decydować o rozstaniu, nowych początkach itp.
        Lepiej zmotywować kobietę do odzyskania niezależności finansowej,zmiany lub podjęcia pracy, podniesienia swoich kompetencji - czasem skutkuje to poprawą pozycji kobiety w związku, czasem daje jej siłę i środki by odjeść, czasem pozwala pozostać w związku i realizować się poza nim.

        Co do oświadczeń typu "ja tak nie mam" - większość znanych mi małżeństw i rodzin funkcjonuje kosztem kobiety - to one ograniczają swoje możliwości zarobkowe, w większej części przejmując opiekę nad dziećmi, wykonując więcej prac domowych, biorą wszystkie wolne na opiekę, na szczepienie, na grypkę i kupkę. Wychodzą wcześniej na zebrania itp. jest to jedna z przyczyn w róznicach płac kobiet i mężczyzn, której nie ujmuja żadne statystyki.

        Bo faktycznie dajmy na to kierownik projektów w firmie płci męskiej zarabia 10 tysiaków, a jego koleżanka na tym samym stanowisku - 8 tysiaków. Wykonują te same obowiązki. Ale to ona ma dodatkowe dwa dni opieki nad dzieckiem, wychodzi wcześniej z pracy gdy jej mama nie da rady odebrać dziecka z przedszkola i parę razy do roku jest na zwolnieniu na dziecko. I to ona nie bierze udziału w sensownych szkoleniach wyjazdowych, bo mąż się nie godzi na jej wyjazd. Jej kolega też ma dzieci - ale takie rzeczy robi żona. On jest w pełni dyspozycyjny, bierze na siebie wszystkie dłuższe wyjazdy do klientów (koleżanka nie może, bo po południu ma na głowie dzieci, więc jeździ jedynie lokalnie) bierze udział także we wszystkich imprezach firmowych z imieninami szefa włącznie.

        Notabene ta jego żona także pracuje zawodowo i zapewne zarabia mniej niż jej kolega na tym samym stanowisku...
    • ruda_owca Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 11:12
      > Czasem tylko budzi się we mnie nostalgia za czymś czego już nie mam, może nigdy
      > nie miałam? Czy to już wszystko? Mam 32 lata i... już nic dobrego mnie w życiu
      > nie spotka?

      Pewnie ze spotka, w pewnym momencie spotkasz pana i zatrzesie sie ziemia. Na szczescie nie bedziesz musiala miec moralnych rozterek pod tytulem "czy ja bedac mezatka moge z tym panem?", bo przeciez maz cie juz dawno odtracil i w zasadzie to nawet rogi mu sie naleza za te 9 lat cierpienia i marnowania zycia.
      Tak wiec glowa do gory, najlepsze jeszcze przed toba, chociaz najlepiej juz teraz zaloz sobie osobne konto i przelewaj na nia kase, coby przypadkiem nie byc za bardzo stratna jak maz sie zorinetuje co sie swieci.
      • twojabogini Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 11:25
        > Tak wiec glowa do gory, najlepsze jeszcze przed toba,

        Jasne, niech jedyną realizacją życiową będzie kochanek i pożądanie seksualne. To można mieć zawsze i w dużych ilościach. Tym bardzie, ze autorka wątku raczej wolałaby znaleźć szczęście i realizację w ramach stałego zwiazku, a nie pana który sprawi , że jej się w głowie zakręci (a trywialnie: wzbudzi w niej silne pożądanie).

        A zabezpieczenie materialne to nie przelewanie co miesiąc wspólnej kasy na tajne konto (choć sama doradzam to kobietom, które są naprawdę w głębokiej d. i nie maja nawet na bilet na wyjazd ze swojej miejscowości). Zabezpieczenie materialne to inwestycja w siebie - awans zawodowy, zwiększenie swoich możliwości zarobkowych, dodatkowy kurs, nauka języka obcego, kontrakt za granicami kraju.
      • gustavo.fring Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 12:30
        ruda_owca napisał:

        > bo przeciez maz cie juz dawno odtracil i w zasadzie
        > to nawet rogi mu sie naleza za te 9 lat cierpienia i marnowania zycia.

        Załóżcie jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji i tam sobie słodźcie.

        Pytanie, co ta pretensjonalna Pani wkłada do tego związku. Zaryzykuję odpowiedź - nic.
        • ruda_owca Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 17:25
          > Załóżcie jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji i tam sobie słodźcie.

          A ty z boginia zalozcie jakies towarzystwo do treningu dostrzegania ironii i sarkazmu.
    • urko70 Re: Czy też tak macie? 12.02.14, 14:46
      mroczny-przedmiot-pozadania napisała:

      > [i]Tak się zastanawiam, czy tylko ja mam tak

      "Nie można oczekiwać zmiany od kogoś bo wpływ ma się tylko i
      wyłącznie na swoje zachowanie."

      A może warto się zastanowić nie nad innymi tylko nad sobą, nad swoim związkiem,
      nad tym czemu spowszechniało, czemu nie ma żaru, czemu nie ma pożądania
      i bliskości?
Pełna wersja