On wraca po 2 latach i nie jest sam

14.02.14, 21:33
Od pierwszego roku studiów para, doskonale pasująca do siebie. Kochankowie i przyjaciele. Namiętny romans, wspólne spędzanie czasu, podróże, bratnie dusze. I tak przez 5 lat. Po studiach mieszkanie wspólne przez 2 lata, konkretne plany na przyszłość, ślub, dzieci, domek, bernardyn itp. Po tym czasie rozstanie, ale bez scen, po prostu oboje mieliśmy gorszy okres. Uczucie jednak pozostało, ciągle była chemia, ciągły kontakt, telefony, spotkania rozmowy. I w końcu on wyjechał egzotycznie i daleko (coś, co nazywa się Katar) do pracy. W czasie, gdy go nie było był kontakt przez e-mail i skype, raz na miesiąc, czasem dwa razy. Czułam, że uczucia nasze są silne i wszystko jest dobrze, gdy wróci znowu będziemy razem, ożeni się ze mną, jesteśmy dla siebie stworzeni - on to podtrzymuje i tak samo uważa w czasie naszych rozmów, czy dość częstów listów.

I po czterech latach on wraca. Z żoną. O 12 lat młodszą Filipinką (on 32, ona 20). Z dzieckiem na ręku i drugim "w drodze". Od 3 lat są małżeństwem. Tego mi nie napisał i nie powiedział. Nauczył ją komunikować się po polsku. Ona jest posłuszna i zapatrzona w niego, on władczy i dominujący, a w kontaktach ze mną był partnerski i taki chcieliśmy mieć związek. Dlaczego tak postąpił? Czy kultura arabska go zmieniła? Co ja mam dalej robić? Z nim wiązałam wszystkie nadzieję, bardzo go kocham. On buduje dom niedaleko naszego dawnego mieszkania i będzię z nią tam mieszkał. Nie wyobrażam sobie tego... Co ja mam zrobić? Dlaczego mężczyźni tacy są???
    • gyubal_wahazar Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 21:44
      Skreśl typa i finał. Na moje, szkoda zdrowia, by się w tym babrać rozpamiętując
      • minasz Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 21:48
        ja bym tak zrobil ona tego nie zrobi brak jej zyciowego doswiadczenia
        • gyubal_wahazar Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 21:55
          Pewnie świeża sprawa, więc jeszcze dziewczynę telepie. Powinna dać w palnik terapeutycznie raz i drugi i od razu by jej ulżyło
          • mariuszg2 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:02
            gyubal_wahazar napisał:

            > Powinna dać w palnik ter
            > apeutycznie raz i drugi i od razu by jej ulżyło

            po filipińsku dać w palnik to "bigyan mitsero" - idę zatem bigyan mitsero
            • gyubal_wahazar Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:08
              A jak po filipińsku będzie 'spadaj na szczaw, waflu przydrożny' ? Może się kiedy przyda autorce
              • minasz Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:15
                bumabagsak na kulang-kulang
                • gyubal_wahazar Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:23
                  Czad. Ładniej jak po naszemu. Tęskna śpiewność kulang-kulang, urzekła mnie szczególnie
                  • mariuszg2 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:27
                    na wszelki wypadek sprawdziłem jak jest po filipinsku bara bara....nie dacie wiary...

                    panyo panky

                    .... zaraz spradzę jak jest "trzecie w drodze"

                    kuźwa laptop oplułem ahahahaha
                    • gyubal_wahazar Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:32
                      W takim tempie, jak pokujesz przez weekend, będziesz nawijał lepiej od Filipinki. A wtedy szybkie panky-panky i was poniesie melanż, a autorka odzyska swego zakatarzonego romea
                    • maly.jasio Filipinki - to jeszcze nic... 14.02.14, 22:32
                      to katoliczki i znaja swoje miejsce - sa dosc grzeczne.

                      Sasiad przywiozl sobie z egzotycznej wyprawy do Tajlandii jedna miejscowa lalunie...
                      lalunia, jak lalunia, ale uszy wiedna - gdy slychac jak ona sie na niego drze :)
                      • mariuszg2 Re: Filipinki - to jeszcze nic... 14.02.14, 22:40
                        maly.jasio napisał:

                        > lalunia, jak lalunia, ale uszy wiedna - gdy slychac jak ona sie na niego drze :
                        > )

                        prawdopodobnie modli się do niego w swoim języku a ze to nie jej pierwsze dziecko z nim to się nakręca.... wszak Polak a Niemiec to nie to samo...
                    • minasz Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:39
                      ja to przetranslatowałem powiedzenie kolegi na spadaj kretynie -uznałem ze to bedzie bardziej prawdopodobne do intencji:)
                      • mariuszg2 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:41
                        w Twojej intencji już dałem ...widać mało....masz wirusa w gugl translatorze....idź do doktora z laptopem
                    • minasz Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:43
                      magkantot

                      mi tak wyszło:)
                      chce sie z toba magkantot baby hehe juz mi opadł hehe
    • gyubal_wahazar Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 21:59
      A tak na marginesie: wraca po 2, czterech czy się czepiam ?
      • system.tzw.edukacji Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 00:37
        > A tak na marginesie: wraca po 2, czterech czy się czepiam ?

        Szkoda, że użytkowniczka Primavela nie udziela się już niestety w swoim temacie. Na pewno jakoś by wyjaśniła tę rozbieżność…
    • marguy Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:00
      Co masz zrobic?
      Zapomniec o nim i zaczac zyc wlasnym zyciem a nie mrzonkami.
      No i wlasciwie o co tobie chodzi?
      Przeciez przed jego wyjazdem rozstaliscie sie. W teksty w rodzaju "uczucie zostalo" nie wierze, bo jesli sie kogos kocha, tak naprawde, to przez trudne okresy zycia przechodzi sie razem. Sprowadzenie milosci jedynie do lozka oraz wspolnych zajec i podrozy - nawet majac lat dwadziescia - to olbrzymi blad za ktory czasami drogo sie placi.
      Byliscie razem, bo bylo wam tak wygodnie.
    • hansii c´ est la vie :) 14.02.14, 22:28
      primavela napisała:
      Co ja mam zrobić?

      - nic . pogodzic sie z tym.

      Dlaczego mężczyźni tacy są???

      - a co tu specyficznie meskiego ?
      kobiety bywaja takie same.
    • light_in_august Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 22:30
      Ach, jak romantyczniusio...
      Nie no, rozstliście się, a Ty przez 2 lub 4 lata żyłaś mrzonkami na odległość? Facet się ogarnął i zaczął normalnie żyć, Ty zatrzymałaś się w miejscu... Nie ma powrotów. Trzeba iść dalej swoją drogą i zostawić chłopa jego filipińsiej żonie i dzieciom.
    • engine8 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 14.02.14, 23:42
      Dla autorki to juz chyba historia...nie dziwota ze sie zastanwia dlaczego tak sie stalo?

      Filipinki maja dosc specyficzne jak dla nas charaktery...(bywalem tam wiec wiem z autopsji)
      Jest to narod biedny - bardzo biedny (u nich w rozmowach slyszy sie czesto pytanie o to ile masz w domu zarowek - to pytanie o poziom zasobnosci tzn na ile cie stac) wiec operuje troche innymi kategoriami ale narod katolocki jakkolwiek definicja co jest grzechem jest troche inna... maja chyba mniej grzechow glownych na liscie....

      Seks jest dla nich jak dla nas chleb z maslem...i sa w tym bardzo dobrze wyszkolone, Szkola ich matki i kolezanki poniewaz ta sztuka jest otrzebna na cale zycie... nie wstydza sie - trzeba byc w tym dobrym i meza zasokoic . A wiec ida do lozka z kim sie da - za pieniadze a najczesciej za to ze moga nazywac kogos swoim narzeczonym... I jak kogos nazwa i okresla jako narzeczony to bron boze inn sie pojawi w okolicy - oczy wydrapia.

      Mezczyzni filipinscy chodza na prostytytki tak jak my na piwo... w piatek po pracy na piwo do klubu (kluby pelne chetnych) a potem seks i do domu do zony... Obcokrajowcy jak zwykle dla biednych to gwarancja extra pieniazkow a wiec sa w cenie.
      Czytalem kiedys w lokalnej prasie w Manili ze szkola srednia zabrala uczniow na wycieczke autobusem i kiedy sie zatrzymali po paliwo okazalo sie w sasiedztwie stacji byl burdel wiec wiekszosc chlopcow polecialo na numerek.... Dziewczyny sie zezloscily ze musialy dlugo czekac i ktoras zadzwonila na policje...Zrobila sie afera....
      No wiec Filipinki sa bardzo usluzne dla mezczyzn ale jednoczesnie trzymaja mezowi reke w kieszeni.. Dla nich to forma zycia - miec meza i do tego dobrze usytuowanego... nie przeszkadz im czy wolny czy zonaty, czy ma dzieci czy nie - staja na glowi aby go miec dla siebie.... potem aby zrobil jej dziecko... A wiec czesto dziewczyny po 20-ce maj juz jedno albo wiecej dzieci nieslubnych...Filipinczycy sie tym ni eprtzejmuja ale z obcokrajowcow mozna w najgorszym wypadku ciagnac alimenty a z tego sie niezle na filipnach zyje. A kiedy juz maja to sie dopiero zaczyna....Zeniac sie z filipinka zenisz sie z cala wielopokoleniowa rodzina i bron boze jak sie zaczynasz upierac aby nie placic za to czy owo - wiedza doskonale jak sie to zalatwia prawnie czy "skutecznie".... Ale dla meza sa idealnymi poslusznymi zonami i potrafi azadowolic swojego pana...
      A to ze sie lajdacza, okradna cudzych mezow to dl anich nie grzech - ciagle sa bardzo katolickie i bogobojne...
      Kolega mial zone filipinke - po 10 latach oddal jej polowe tego mial i zagwarantowal alimenty przez 15 lat... tylko aby sie jej pozbyc. wyjechala na filipiny, kupila dom i zyje za alimenty jak trzeba - podbno ma juz nastpnego frajera (teraz sie ceni bo juz nie biedna).

      A wiec trochemi zal tego Pana co sie zwiazal z filipinka u Arabow (jest ich tam zatrzesienie - pracuja jako sprzataczki a te wyksztalcone jako pielegniarki). Zycz emu szczescia a le watpie czy bedzie je mial na dluzsza mete...

      • leptosom Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 12:41
        po 10 latach oddal jej polowe tego mial

        to chyba nie dziwota? :)
      • znana.jako.ggigus takie aą Filipinki, a Polki 15.02.14, 14:49
        to wymalowane jak lalki i wymagające specjalnego traktowania surowe katoliczki, które chętnie jednak dadzą przed ślubem.
        Polki to albo prostytutki albo sprzątaczki.
        Witamy w świecie stereotypów.
      • marguy Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 15:03
        engine8 napisał(a):

        > Filipinki maja dosc specyficzne jak dla nas charaktery...(bywalem tam wiec wiem
        > z autopsji)


        Bywales... na trwajacych tydzien wakacjach, ktore trawiles na chodzeniu po burdelach. Przynajmniej tak to wyglada czytajac twoja pelna prawd objawionych relacje z Filipin.

        Trzeba byc niezlym bufonem, zeby wydawac tak kategoryczne opinie o jakiejkolwiek nacji po kilku dniach pobytu.

        Choc mieszkalam w kilku bardzo rozniacych sie od siebie krajach (co najmniej dwa lata w kazdym) nie osmielilabym sie wystawiac cenzurek mieszkancom zadnego z nich.
        • haneke_29 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 22:18
          A jakie są Filipinki, Marguy? To nie ironia, poważnie pytam.
          • marguy Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 22:37
            haneke_29 napisał(a):

            > A jakie są Filipinki, Marguy? To nie ironia, poważnie pytam.


            Pojecia nie mam. Nie mieszkalam na Filipinach. Za to na Tahiti mialam sasiadke Wietnamke, ktora liczyc, owszem, umiala doskonale co nie przeszkadzalo jej w byciu naprawde dobrym czlowiekiem.
            Obcujac z nia prawie 10 miesiecy jestem pewna jednego, tego mianowicie, ze dzielily nas ogromne roznice kulturowe. Jednak w zaden sposob nie przeszkodzily namone w doskonalych kontaktach. Ona umie robic pierogi i barszcz, ja jestem dobra w wietnamskiej kuchni :)
            I slucha namietnie Budki Suflera.
    • leptosom Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 08:19
      powinnaś poszukać innego mieszkania i innego jellenia.
    • kol.3 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 08:36
      Bardzo naiwne było oczekiwanie, że pan przez 4 lata nikogo nie miał i budowanie na tej wierze planów na przyszłość. Czy on Ci w ogóle cokolwiek obiecywał przez tego skype' a?

      Taka żona Filipinka ma dla faceta dobre strony. Ona jest posłuszna i zagapiona w niego. On jest władczy i najważniejszy. To bardzo leczy kompleksy i dowartościowuje, zwłaszcza mężczyzn słabych i niewiele wartych. Uważam, że miałaś słaby wzrok i źle ulokowałaś uczucia. Nie masz czego żalować.
      Teraz zmartwienie ma Filipinka.
    • malami115 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 09:56
      Kontakt raz na miesiąc przez 4 lata nie dał ci nic do myślenia ? Żyjemy w czasach telefonów, mailii, skype....Z długo czekałaś.
    • paulina7171 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 10:07
      Nigdy nie zrozumiem, po co ludzie, którzy się rozstali, dalej utrzymują kontakt.
      • leptosom Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 12:42
        na wszelki wypadek.
      • thesloth Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 19:53
        A to racja.
    • gree.nka może gosposie sobie przywiózł, 15.02.14, 10:29
      nie trać nadziei
      • znana.jako.ggigus :)) dobre 15.02.14, 14:50

    • kseniainc Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 12:03
      Wyczaił facet ześ trąba;-p Ale z niego dziadyga tak nawiasem mówiąć, choć może nie wiedział,że Ty tak na poważnie jego żarty traktujesz;-p
    • primavela Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 18:49
      Oczywiście pomyłka w tytule, miało być po 4 latach. Pisałam to, gdy byłam ciężkim stanie emocjonalnym. Na początku miał zostać tam dwa lata, ale przedłużyli mu kontrakt o kolejne dwa.

      Nie rozumiem kompletnie ludzi, którzy piszą "po co trzymać kontakt, gdy się rozstało". Trzeba być maszyną bez serca, żeby tak rozumować. Ludzie rozstają się i do siebie wracają, czasami potrzebują chwili wytchnienia od siebie, przemyślenia paru spraw w samotności a później wracają i są szczęśliwi w związku. U nas też tak było. Czy rozumiecie co to znaczy być pokrewną duszą, prawdziwym przyjacielem a jednocześnie kochankiem? My po prostu byliśmy stworzeni do siebie, mieliśmy takie same wartości, zainteresowania, emocje, takie same marzenia, odczuwaliśmy tak samo, przeżywaliśmy tak samo emocje, no i oboje studiowaliśmy na tym samym kierunku (inżynierskim). On wybrał karierę w firmach prywatnych, ja niestety w budżetówce, on się rozwinął zawodowo a ja utknęłam niestety w polskim piekiełku - to mój największy błąd i do tego się przyznaję i żałuję. Jednak byłam pewna, że gdy wróci z Dohy już jako ktoś z reputacją i mocnym doświadczeniem zawodowym, to zbudujemy razem przyszłość. Jemu jednak z niezrozumiałych powodów się odmieniło a międzyczasie, gdy kontaktowaliśmy się, nie dał mi do zrozumienia, że jednak nie widzi wspólnej przyszłości... I tego też nie rozumiem. Przecież ja jestem lepsza dla niego niż ta Filipinka. Nie chodzi o urodę czy wiek, ani o to że ona jest typem posłusznej kury domowej, ale ja jestem prawdziwą kobietą wyzwaniem, wartościową i wyjątkową, jak on może tego nie doceniać??? Czy faceci są aż tak głupi???
      • klamkas Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 19:08
        Masz jedną podstawową wadę - wiesz lepiej od niego jaki jest, czego potrzebuje i do czego/dla kogo jest stworzony.
      • alpepe Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 19:15
        A w czym niby ty jesteś lepsza od tej Filipinki? Bo na razie to naliczyłam gołodupstwo, marzycielstwo, brak perspektyw zawodowych, zarozumialstwo i głupotę, a to nie zalety?
        Zasada jest jedna, rozstaliście, czyli jakieś powody, do niebycia razem były. Skąd więc to dalsze myślenie życzeniowe?
        • soulshuntr Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 21:48
          alpepowna, badz mila i nie kop pani.
          • alpepe Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 21:53
            no cio ty, troll się zaśmiewa tu do łez :)
            • bialeem Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 18.02.14, 00:07
              A jak nie? Baby różne są, ale gdybym ja byla w takiej sytuacji (oczywiście młodsza i głupsza, bo teraz raczej nie) to by było nieprzyjemnie. Nawet jak troll, to lepiej w takie sytuacji łagodniej...
      • lonely.stoner Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 19:25
        Przecież
        > ja jestem lepsza dla niego niż ta Filipinka. Nie chodzi o urodę czy wiek, ani
        > o to że ona jest typem posłusznej kury domowej, ale ja jestem prawdziwą kobietą
        > wyzwaniem, wartościową i wyjątkową, jak on może tego nie doceniać???

        jaja sobie robisz albo trollujesz- nie wierze ze jakakolwiek kobita po studiach i w miare inteligentna taki belkot by napisala. Z tego zdania to mi przebija masa kompleksow dziewczyny z zadupia, niby sie czujesz taka lepsza od tej jego 'kury domowej' , wyjatkowa i wartosciowa, a w gruncie rzeczy to sama prezentujesz nawet gorsza mentalnoscm, nie wierzysz w siebie i widzisz ze jestes beznadziejna. Tak beznadziejna ze sie nawet do tej biednej 'kury domowej' porownujesz i sie okazuje ze jeszcze na dodatek ona jest fajniejsza bo facet ja wybral ponad Ciebie. No serio... Lepiej sobie znajdz jakiegos wolnego faceta, a z jego zona sie zaprzyjaznij- pewnie sie okazeze laska wcale nie jest 'kura domowa' co to tylko o garnkach i dzieciach nawija.
        • system.tzw.edukacji Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 19:27
          > nie wierze ze jakakolwiek kobita po studiach (…) taki belkot by napisala

          Nie doceniasz najwyraźniej naszych absolwentów.
      • system.tzw.edukacji Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 19:26
        > Nie rozumiem kompletnie ludzi, którzy piszą "po co trzymać kontakt, gdy się
        > rozstało". Trzeba być maszyną bez serca, żeby tak rozumować.

        Nie, wystarczy mieć odrobinę oleju w głowie. Zresztą sama widzisz, że to nie była najrozsądniejsza decyzja.

        > ja jestem prawdziwą kobietą
        > wyzwaniem, wartościową i wyjątkową, jak on może tego nie doceniać???

        Śmiechłem hardo. :D
      • thesloth Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 19:52
        Widać koleś woli posłuszne kury domowe, więc czy jest po kim płakać?
      • kadfael Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 20:09
        Eeeeeee no przecież to troll i to mało rozgarnięty. Ta końcówka postu po prostu zabójcza :D
      • kseniainc Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 20:53
        hahahhaha-się ubawiłam.A Ty siusiasz też na stojąco jak i łon?;-p
      • alienka20 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 17.02.14, 02:07
        primavela napisała:

        Przecież
        > ja jestem lepsza dla niego niż ta Filipinka. Nie chodzi o urodę czy wiek, ani
        > o to że ona jest typem posłusznej kury domowej, ale ja jestem prawdziwą kobietą
        > wyzwaniem, wartościową i wyjątkową, jak on może tego nie doceniać??? Czy facec
        > i są aż tak głupi???

        Sprawa dość świeża moim zdaniem.

        Jednak to nie Ty decydujesz, kto jest dla niego lepszy, tylko on sam. Może kiedyś będzie żałował, może nie, bo kocha swoją żonę i dzieci i uczucia do Ciebie uznał dawno za niebyłe.

        Dziwne, że żyłaś mrzonkami o wspólnej przyszłości przez tyle czasu - ja po takim zerwaniu "z widokami na reaktywację" po kilku miesiącach normalnie już spotykałam się z innymi, trochę jeszcze czasem zapiekło coś w oczach (i w sercu) ale mimo wszystko żyłam normalnie swoim życiem, układałam plany pod siebie, nie pod byłą miłość.
      • 0riana Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 18.02.14, 11:08
        > ja jestem lepsza dla niego niż ta Filipinka. Nie chodzi o urodę czy wiek, ani
        > o to że ona jest typem posłusznej kury domowej, ale ja jestem prawdziwą kobietą
        > wyzwaniem, wartościową i wyjątkową, jak on może tego nie doceniać??? Czy facec
        > i są aż tak głupi???

        Serio? A czemu Ty jesteś niby prawdziwszą kobietą niż Filipinka? Babka dzieci rodzi, więc kobietą jest na pewno 100%. A co do wyzwań - naprawdę wydaje Ci się że związek z osobą z innej kultury, mówiącej w innym języku to mniejsze wyzwanie niż z rozkapryszoną dziunią z budżetówki? W sumie może i większe, ale w negatywny sposób...
    • kalllka Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 20:59
      Katar nie jest egzotyczny.
      novela zdaje sobie sprawe jak moze pozarazac?
      • miau.weglowy Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 21:17
        no wlasnie, potem czlowiek w zatoce zostaje na amen
        • kalllka Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 22:36
          Uhym...wszyscy zaczynaliśmy od "Olę! (zmruż oczko")
          Czas sie obudzić
    • astrofan Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 15.02.14, 22:15
      może ona jest miła, a ty pseudointelektualnie pretensjonalna i męcząca

      co do intelektu jak tylko widzę te wartości typu "podróże", "związek partnerski", wszystko jasne :)
    • nestana Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 04:55
      primavela napisała:

      > Dlaczego tak postąpił? Czy kultura arabska go zmieniła?
      > Co ja mam dalej robić? Dlaczego mężczyźni tacy są???

      Podejrzewam, że wielu mężczyzn w okolicach 30stki, którzy osiągnęli sukces zawodowy - jak w przypadku Twojego byłego - wybiera sobie żony znacznie młodsze i właśnie takie posłuszne kury domowe, często naprawdę wierzące. Z ich perspektywy to najlepsza opcja: młoda, posłuszna, lojalna i wierna, zainteresowana głównie prowadzeniem domu. Na miejscu faceta postąpiłabym tak samo. Po co się bawić w "partnerstwo" z równolatką czy niewiele młodszą, skoro tak jest wygodniej. Sorry takie jest życie i taki mamy klimat ;)
      • thesloth Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 08:26
        Ja dodam, że tacy mężczyźni często lubią poza domem spędzać czas z paniami bardziej przebojowymi, niż posłuszna żona. Tak żeby zjeść ciastko i mieć ciastko.
        • nestana Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 11:44
          thesloth napisała:

          > Ja dodam, że tacy mężczyźni często lubią poza domem spędzać czas z paniami
          > bardziej przebojowymi, niż posłuszna żona. Tak żeby zjeść ciastko i mieć ciastko.

          Bardzo możliwe. I pewnie wielu żonom to specjalnie nie przeszkadza, pod warunkiem, że taki pan się specjalnie nie obnosi ze swoimi rozrywkami i mimo wszystko rodzinę stawia zawsze na pierwszym miejscu, zapewnia jej solidne podstawy finansowe i jednak spędza regularnie czas z żoną i dziećmi. Wówczas takie "ekstra atrakcje" męża są tolerowane ;) I w sumie słusznie, tacy mężczyźni z natury nie są monogamiczni.
          • thesloth Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 12:42
            Jeśli wszyscy są zadowoleni, to niech sobie będą, oczywiście że tak. To nawet logiczne, że posłusznej żonie jest dobrze w takim układzie, natomiast w związku z tym, że czasy się zmieniają, takich kobiet jest coraz mniej. Postaram się nie oceniać ich postawy, chociaż to dosyć trudne.:)
            • nestana Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 17:53
              thesloth napisała:

              > Jeśli wszyscy są zadowoleni, to niech sobie będą, oczywiście że tak. To nawet l
              > ogiczne, że posłusznej żonie jest dobrze w takim układzie, natomiast w związku
              > z tym, że czasy się zmieniają, takich kobiet jest coraz mniej. Postaram się nie
              > oceniać ich postawy, chociaż to dosyć trudne.:)

              Czy jest coraz mniej? Nie wiem, zawsze (niezależnie od czasów) będzie taka grupa kobiet. Nie oceniać jest również prosto: po prostu niech każdy żyje tak, jak mu jest (wydaje się) najlepiej i tyle, każdy sam wybiera sobie przyjaciół / znajomych oraz męża / żonę, więc nie ma problemu ;)
              • thesloth Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 17.02.14, 07:47
                Zawsze będą, co nie znaczy, że nie jest ich coraz mniej.:) O ocenienia chodziło mi bardziej w kontekście, że dyskutujemy o zjawisku na forum. Dopóki to tylko ich sprawa, pani w gorszych chwilach nie narzeka na swoją sytuację, a nadpobudliwy mąż nie łazi za mną, to rzeczywiście, nic mi do tego.:)
    • symbolika Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 11:15
      Zapomnij o nim. Ma rodzinę, skoro drugie dziecko w drodze to pewnie mu sie dobrze zyje.
      4 lata bez spotkania ?.
      Rozstaliscie sie, wyjechał, traktował cie jak przyjaciólkę, chociaz i to wątpliwe , gdyby tak było nie kryłby przed Toba -zony, dziecka/dzieci/.
      Pewnie obawial sie Twojej reakcji, mozliwe,ze wyolbrzymiałas, idealizowałas tą znajomość.

      Dalej zyjesz mzonkami,ze pasujesz lepiej do niego niz Filipinka. Jestes dla niego stworzona.
      W czasach studiów moze i tak było lecz z czasem wszystko sie zmieniło. Jemu sie zmieniło moze dojrzał, wydoroslał, zmieniły sie potrzeby, priorytety. Pewnie sie tez zakochał.
      Taka oto prawda i nie ma sensu w tym grzebac i doszukiwac sie ,ze moze ona go "zaczarowała", złapala na dziecko, cos z nim nie tak, moze chory;).
      Trzeba zyc dalej...



      • miau.weglowy Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 13:06
        symbolika napisał(a):

        > zmieniło moze dojrzał, wydoroslal


        no tu akurat sie nie zgodze. czlowiek dojrzaly zwyczajnie powiedzialby swojej bylej milosci co i jak
        • kadfael Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 13:13
          Serio? Obdzwaniasz wszystkie byłe miłości jak wchodzisz w nowy związek? Kurczę chyba jestem niedojrzała, bo ja nie zrobiłam tego.
          • miau.weglowy Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 13:17
            jezu kobieto ktos byl z nia przez 7 lat, plany na przyszlosc, niby zerwanie a jednak nadal sie spotykaja, potem on wyjezdza, jest w stalym kontakcie, jakby nie bylo. ALE ukrywa, ze zaklada rodzine? no halo!
            to jest dojrzalosc wg ciebie?
            nie chodzi o obdzwanianie wszystkich bylych wg listy
            • miau.weglowy i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 13:19

              'jesteśmy dla siebie stworzeni - on to podtrzymuje i tak samo uważa w czasie naszych rozmów, czy dość częstów listów'

              nadal jest dojrzaly? wg mnie asekurant i kretacz
              • symbolika Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 13:40
                Kobieta gloryfikuje ta znajomosc.
                Rozstali sie, kontakt mieli , czasem trudno zerwac kontakt definitywnie.
                Wyjechał, nie bacząc na swoja "miłosc", nie spotkali sie w tym czasie ani razu, przez 4 lata!

                " W czasie, gdy go nie było był kontakt przez e-mail i skype, raz na miesiąc, czasem dwa razy. "
                Skonczyło sie po prostu, zakochal sie w innej, nie czuł sie w obowiazku informowac swoja była, mial sporadyczny kontakt zajety był nowa rodzina. A była sobie z nim plany dalej ukladała.
                Nie wydaje mi sie,ze jest kretaczem, ułozyl sobie zycie po prostu czego nie mozna powiedziec o autorce wątku.
                • miau.weglowy Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 13:49
                  czytaj dalej jednak. zgadzanie sie z osoba, ktora cie kocha i ty to wiesz, co do tego, ze czeka was wspolna przyszlosc to imo czysty sadyzm.
                • gyubal_wahazar Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 13:58
                  No jasne. Mogła przecież zapytać :
                  - Słuchaj, a czy masz może od 3 lat Filipinkę za żonę i dwójkę dzieciaków ?

                  Mogła ? Mogła. A jak nie spytała, to niech się teraz nie dziwi
                  • symbolika Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 14:02
                    dziewczyna nadinterpretuje i idealizuje.
                    Po prostu przestało mu zalezec na starej"miłosci", nie czuł sie w obowiazku informowac , nie myslał o niej bo zaangazowany był w nowa rodzine. Coz tu jest takiego dziwnego.
                    Moze grzecznie odpisywał na maile i te sporadyczne smsy.

                    Skonczyło sie parę lat wczesniej, zerwali ze soba, wyjechał, zakochal sie, ma rodzinę. Dziewczyna dalej zyła w tym "zwiazku" idealizujac zwiazek i chłopaka.
                    • miau.weglowy Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 15:42
                      a mnie nadal dziwi takie zachowanie, bo wiadomosc typu zenie sie, to jedna z najwazniejszych w zyciu, jakos nikt do tej pory przede mna takich rzeczy nie ukrywal ze znajomych anwet, a co dopiero mowic o bylych bedacych w kontakcie
                      (zreszta kiedy ja sie zakochalam, to bylemu bedacemu w kontakcie i sugerujacemu co jakis czas uparcie, ze nie jestem mu obojetna, od razu to powiedzialam)
                      asekuranctwo na wszystkie strony, bo moze jednak ta druga sroka bedzie lepsza niz ta obecna uwazam za PODLE. i koniec.
                      • klamkas Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 15:53
                        No widzisz, a przede mną kolega ukrył taki fakt. Kiedyś się we mnie podkochiwał, ale nigdy się nie przyznał wprost (mi, bo innym tak;)). Przyjaźniliśmy się nawet. Potem długo sobie wmawiał, że jestem mu zupełnie obojętna i z tego wmawiania uparł się mnie nie zawiadomić, bo przecież takiego byle kogo zawiadamiać nie trzeba ;). Przy okazji się obraził, że złożone mu po czasie życzenia były oschłe i takie jak dla obcego człowieka, a przecież my się przyjaźniliśmy (!).

                        Ludzie są różni i mają różne powody. A może autorka to narzucająca się wariatka, która chłopu spokoju nie dawała i zwyczajnie bał się jej mówić? ;)
                        • miau.weglowy Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 15:58
                          ojtamojtam, tyle kilometrow ich dzielilo wtedy, nic by mu nie zrobila ;)
                          co do kolegi twego - kolega to nie byly, z ktorym mialo sie wspolne plany na przyszlosc jednak ;P
                          to tyle z mojej strony na ten temat, bo wszystko co mialam powiedziec, juz powiedzialam :)
                          • klamkas Re: i jeszcze maly cytacik: 16.02.14, 16:20
                            Oczywiście, że kolega to nie były. Chodzi mi tylko to, że ludzie mają różne (niezrozumiałe dla innych) powody.

                            PS. Ja swojemu byłemu też się nie chwaliłam, że jestem w nowym związku, chociaż z musu pozostawialiśmy w kontakcie. O ślubie powiedziałam tylko dlatego, że wpadłam na niego odbierając obrączki od jubilera ;). Inaczej zawiadomiłabym po fakcie. Nie czułam się w obowiązku zapoznawać go ze szczegółami mojego życia prywatnego, bo przestał być jego częścią.
            • kadfael Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 14:11
              Byli razem z 4 lata temu, a może nawet więcej - nie do końca jest to doprecyzowane. A kontakt mieli sporadyczny na skype. Oczywiście ona sobie różne rzeczy wyobrażała, ale prawda jest taka, że rozstali się wiele lat temu. Piszę hipotetycznie, bo po tym tekście, a raczej jego stylu, jaka to ona wspaniała a ta druga be, uważam, że to troll.
              • miau.weglowy Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 15:37
                ja tez uwazam tak samo, bo nawet do 4 zliczyc nie umie ;)
                ale zalozmy,ze taka syt jak opisana by zaistniala, to nie fair ze strony kogokolwiek byloby przytakiwac i ludzic druga soobe. okrutne wrecz nawet
    • czarny.onyks Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 16.02.14, 14:31
      co masz zrobić??
      to wbrew pozorom proste....

      masz zapomnieć....

      to nie wróci...On ma dom, rodzinę....wybrał inną..
      a Ty zajmij się wreszcie sobą i zostaw mrzonki...
      chyba, że chcesz byc trzecią w tym układzie...
      • 3longina Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 17.02.14, 12:01
        Ktos tu nazwal watkodawczynie trollem? Niekoniecznie musi nim byc. Zycie pisze czesto lepsze scenariusze niz ci w hollywodzie. W pracy mamy takie goscia, ktory roztal sie z kobieta po 10 latach wspolnego zycia. Nie mogl przezyc, ze go opuscila, gdzies tam plakal po katach. No i znalazla sie kolezanka- pocieszycielka. Zaczeli spedzac ze soba cale mnostow czasu- czyli wspolne kawy, wspolne obiady, wspolne kolacje itp. No ale koledze bylo malo i znalazl sobie Kobiete, ktora nota bene poznal przez internet. Tej z pracy nic nie powiedzial o nowej zanjomosci, mimo ze ta Internetowa go odwiedzila i 3 tygodnie u niego mieszkala. W koncu poznal obie Panie ze soba- i tu zaczyna sie zabawa. Obie zaczely mocno sie o niego ubiegac i...wygrala Internetowa- zaszla z nim w ciaze. Fecet nie poinformowal tej z pracy o tym wydarzeniu. Dowiedziala sie ona o tym dopiero z oficjalnego maila, ktorego wysla do wszystkich kolegow i kolezanek z firmy zawiadamiajac ich o narodzinach corki i zapraszajac towarzystwo na szampana. Ta z pracy tez przyszla na te "impreze"- zalana lzami- w kacie opowiadajac, ze nic o tej ciazy nie wiedziala. No i teraz puenta: ta z pracy wcale nie zrezygnowala z "przyjazni" z facetem. Nadal chodza ze soba na kawy, obiady, spacery itp. a facet ma juz 2 dzieci i zona czesto odwiedza go z inwentazem w pracy bo jakos tak dziwnie do niej plotki dochodza.
        Tak wiec rada dla watkodawczyni: trzymaj reke na pulsie i nie odpuszczaj sobie. Zawsze mozesz zostac w tym ukladzie upragniona kochanka. Amen.
        • kseniainc Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 17.02.14, 15:27
          longina, a może Ty jesteś trollem co?Czy serio tak sądzisz jak napisałaś? bleeee
          • 3longina Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 17.02.14, 16:11
            ks...a moze kopernik tez byla kobieta?
            • kseniainc Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 17.02.14, 19:19
              lon.....myślisz???
    • miranda_warning Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 17.02.14, 16:05
      Bardzo, ale to bardzo typowa historia, przynajmniej w branzy w ktorej pracuje. Expat-singiel nigdy nie mysli ze z kolejnego miejsca wroci z lokalna zona, ale samotnosc, i teskonota, jest naprawde straszna, i czesto takie znajomosci chorych na samotnosc koncza sie zwiazkami wypisz wymaluj jak u autorki watku. Rozgladam sie po biurze: Francuz i Wietnamka (on pracowal w Wietnamie) , Anglik i Malezyjka (2 lata w Miri na Borneo, uwierzcie mi strasznie tam nudno, po prostu grali razem w Squasha), Szkot i Filipinka (poznali sie w biurze w Singapurze), Holender i Brazylijka (Brazylia brzmi fajnie ale w takim Macae to chodzilam po scianach z nudow), Amerykanin i Koreanka... Sa i udane pary i fajne expatowe zwiazki. Czesto jednak dochodzi do rozdwojenia jazni i zony tu i kogos tam, i najczesciej ta Szkotka, Angielka czy Amerykanka o niczym nie wie. Autorce watku w sumie sie upieklo bo moze teraz odwrocic sie na piecie.

      Droga Primavelo, kiedy zobaczysz swojego exa pogratuluj mu z usmiechem na twarzy wspanialej zony i cudnych dzieci. Jezeli bedzie z zona przywitaj sie z nia wylewnie. A kiedy on zaprosi Cie na nocne Polakow rozmowy powiedz ze jestes zajeta. I nie martw sie, ta praca uzaleznia, ex i Filipinka wkrotce wyjada do nastepnej pracy.

      Pozdrawiam,
      • 3longina Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 18.02.14, 11:50
        Nalezaloby jeszcze dodac, ze akurata Europejczyk czy bialy Amerykanin sa uosobieniem dobrobytu oraz materialem na meza czesto poszukiwanym ze wzgledu na "europejski" image, dosc mocno w tych czesciach swiata zakorzeniony.
        Nie chce tu bronic "biednych, samotnych misiow" ale opowiesci o rzucajacych sie na szyje kobietach kazdemu "bialemu" sa autentyczne.
        • miranda_warning Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 19.02.14, 04:10
          3longina napisała:

          > Nalezaloby jeszcze dodac, ze akurata Europejczyk czy bialy Amerykanin sa uosobi
          > eniem dobrobytu oraz materialem na meza czesto poszukiwanym ze wzgledu na "euro
          > pejski" image, dosc mocno w tych czesciach swiata zakorzeniony.
          > Nie chce tu bronic "biednych, samotnych misiow" ale opowiesci o rzucajacych sie
          > na szyje kobietach kazdemu "bialemu" sa autentyczne.

          Autorka watku pyta "dlaczego?" a my odpowiadamy. Nikt nikogo nie usprawiedliwa bo to byloby "selfserving". Ten scenariusz jest dla mnie tak stereotypowy ( z wyjatkiem Polaka w roli glownej ale ja jestem starsza od bohaterki watku) ze szkoda czasu na lingwistyczna i pseudosocjologiczna analize.
          • 3longina Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 19.02.14, 07:52
            a co ma pseudopsychologia i megalingwistyka do twojego wieku i narodowosci polskiej w kwestii "on wraca po 2 latach i nie jest sam"?
            • doris-ek Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 19.02.14, 14:33
              Narodowosc jest dla mnie ciekawa bo jak ja bylam singielka Polska byla krajem komunistycznym i w pracy (kilkadzisiat krajow sluzbowo) Polakow raczej nie spotykalam. Teraz widuje coraz czesciej polskie naswizka na POB. Jak widac duzo sie zmienilo przez ostantie 30 lat (od mojego wyjazdu z Polski) i Polacy takze sa bohaterami tego rodzaju historii.

              A wkrety lingwityczne (poczatek waktu, stali bywalcy) nic do tematu nie wniosly.

              A autorce watku zycze szczescia i szybkiego zapomnienia.
              --
              Don't take life too seriously; No one gets out alive.
              • doris-ek Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 19.02.14, 14:35
                Przepraszam ze sie wtracam.
    • kol.3 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 18.02.14, 06:59
      Oglądałam kiedyś paradokument pt "Zdrady". Odcinek był o tym, że do biura detektywistycznego zgłasza się panna, która chce sprawdzić, czy jej chłopak, z którym jest w początkowej ciąży jej nie zdradza. Detektywi przez kilka dni śledzą chłopaka i stwierdzają, ze gość prowadza się z przystojną blondyną, z którą szykuje się do ślubu, kupuje obrączki, planuje podróż do Włoch. Panna leje łzy rozpaczy, boi się, że z nerwów straci dziecko. Kiedy dochodzi do konfrontacji między chłopakiem a panną okazuje się, że:
      1. Panna kocha się skrycie w panu od gimnazjum (on jej w ogóle z gimnazjum nie pamięta)
      2. Panna od lat uważa że TO ONA jest jedyną właściwą i najlepszą kandydatką na żonę dla niego
      3. Panna w żadnej ciąży nie jest
      4. Panna ląduje u psychologa żeby leczyć psychozę.
      Chyba podobne przypadki.
    • ingeborg Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 19.02.14, 16:15
      Czyli jeszcze raz, droga autorka roni łzy za panem, który w wieku trzydziestu lat zrobił dziecko filipińskiej nastolatce? No zaiste, fantastyczny materiał na partnera życiowego.
      • allatatevi1 Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 19.02.14, 21:08
        10/10.

        Skoro ona ma 20 lat a są 3 lata po ślubie to facet ożenił się z siedemnastolatką...
        • nestana Re: On wraca po 2 latach i nie jest sam 21.02.14, 14:05
          allatatevi1 napisała:

          > 10/10.
          >
          > Skoro ona ma 20 lat a są 3 lata po ślubie to facet ożenił się z siedemnastolatką...

          en.wikipedia.org/wiki/Ages_of_consent_in_Asia#Qatar
          Czytamy: "Qatar has no age limit for marriage", teoretycznie więc mógł się z nią ożenić, gdy miała 10 lat (za zgodą rodzicą).

          PS Widzę w tym wątku ostrą nutę zazdrości, jak zwykle w wykonaniu facetów - nieudaczników (którzy o 17-latce mogą najwyżej fantazjować) oraz zawiści w wy konaniu kobiet, że nie trafił im się fantastyczny pan inżynier z Kataru ;) Ostra tyrka polskich kompleksików.
Pełna wersja