primavela
14.02.14, 21:33
Od pierwszego roku studiów para, doskonale pasująca do siebie. Kochankowie i przyjaciele. Namiętny romans, wspólne spędzanie czasu, podróże, bratnie dusze. I tak przez 5 lat. Po studiach mieszkanie wspólne przez 2 lata, konkretne plany na przyszłość, ślub, dzieci, domek, bernardyn itp. Po tym czasie rozstanie, ale bez scen, po prostu oboje mieliśmy gorszy okres. Uczucie jednak pozostało, ciągle była chemia, ciągły kontakt, telefony, spotkania rozmowy. I w końcu on wyjechał egzotycznie i daleko (coś, co nazywa się Katar) do pracy. W czasie, gdy go nie było był kontakt przez e-mail i skype, raz na miesiąc, czasem dwa razy. Czułam, że uczucia nasze są silne i wszystko jest dobrze, gdy wróci znowu będziemy razem, ożeni się ze mną, jesteśmy dla siebie stworzeni - on to podtrzymuje i tak samo uważa w czasie naszych rozmów, czy dość częstów listów.
I po czterech latach on wraca. Z żoną. O 12 lat młodszą Filipinką (on 32, ona 20). Z dzieckiem na ręku i drugim "w drodze". Od 3 lat są małżeństwem. Tego mi nie napisał i nie powiedział. Nauczył ją komunikować się po polsku. Ona jest posłuszna i zapatrzona w niego, on władczy i dominujący, a w kontaktach ze mną był partnerski i taki chcieliśmy mieć związek. Dlaczego tak postąpił? Czy kultura arabska go zmieniła? Co ja mam dalej robić? Z nim wiązałam wszystkie nadzieję, bardzo go kocham. On buduje dom niedaleko naszego dawnego mieszkania i będzię z nią tam mieszkał. Nie wyobrażam sobie tego... Co ja mam zrobić? Dlaczego mężczyźni tacy są???