Don Kichot w kiecce

IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 21.02.14, 00:25
Jestem wściekła. Jestem smutna. Jestem bezradna. jestem zmęczona.
Przez 30 lat na bieżąco starałam się rozwiązywać bieżące problemy, gasić pożary, nie załamać się do końca.Dbać o wszystkich, zaspokajać potrzeby zwłaszcza Mamy. Dzieci rosły, córka zachorowała. Mąż wymienił mnie na lepszy, bardziej temperamentny model . Dla dzieci i mnie przestał istnieć. Przestały być ważne , nigdy nie chciał się z nimi spotkać. Teraz są dorosłe. Syn sie usamodzielnił, wyprowadził do innego miasta.Mamy bardzo słaby, rzadki kontakt. Córka nadal chora, na rencie socjalnej. Przez te lata zagubiłam się, zapomniałam o sobie, o swoim życiu, swoich potrzebach. nadal żyje rozwiązywaniem bieżących problemów, których nie brakuje, zatraciłam kiedyś spojrzenie perspektywiczne dzięki czemu ciągle tkwię w tej samej parszywej sytuacji.Coraz częściej myślę o tym , że coraz bliżej końca. Jesteśmy same we dwie bez żadnego wsparcia, możliwości rozmów z innymi, wyjścia czy wspólnej rozrywki.Trudno mi przebywać wśród osób ciągle radosnych, opowiadających o swoich szczęśliwych rodzinach, wspaniałych, wykształconych dzieciach czy niezwykłych, cudownych wnukach. Z drugiej strony nie chce startować w wyścigu i licytacji co do ilości i grozy chorób , opisów działania leków czy opisów wizyt w przychodniach i szpitalach. Nauczyłam sie bycia samej ze sobą, nie nudzę się, nie narzekam na los. on jest wynikiem kilkudziesięciu lat nietrafnych czy pominietych decyzji własnych. Są momenty jednak, kiedy jest mi bardzo ciężko, smutno a z drugiej strony rozsadza mnie wściekłość....
    • gree.nka Re: Don Kichot w kiecce 23.02.14, 22:03
      Przeczytałąm, mnie też nic nie wychodzi. Staram się nie wpadać we wściekłość, bo to tym bardziej nic nie da. Spokojnie, trzeba robić swoje.
Pełna wersja