Kasa nie jest najwazniejsza, ale...

22.02.14, 20:52
Wiadomo, ze mamona nie jest najnajtop szczyt czubek docelowa rzecza w zyciu i tu chyba wiekszosc sie zgodzi.
Ale tez wiekszosc przyzna, ze lepiej jest miec pieniadze niz ich nie miec.

Jakie ma dla Was jakies znaczenie to, ze mezczyzna, z ktorym sie zwiazecie i z nim zamieszkacie , zarabia tyle a smyle?
Nie ze w czasie studiow oferujac pyszny serek selerowy w promocji w supermarkecie, tylko juz w zyciu doroslym, po karierowo startowych perturbacjach. Tak na glebokiej wodzie, powiedzmy ze w wieku 28, 30 i pozniej.

Skonkretyzuje pytanie. Powiedzmy, ze roznica bylaby wyrazna. Zarabialby 50% tego co Wy. Nie bylaby to obiektywnie sytuacja tymnzasowa.Jesli Ty masz 4000 to on 2000, jesli Ty 3200, to on 1600 itp. Bylby to dla Was jakis problem?

poza tym zalozmy, ze jest wszystko ok. To nie typ Pana i wladcy, ktoremu trzeba wszystko pod nos, i pogryzc za niego powiedzmy ze obowiazkami dzieli sie mniej wiecej po polowie.
Jest problem, zgrzyt, niedosyt czegos, takie uczucie "cos tu nie pasuje"?
    • gyubal_wahazar Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 20:59
      Ale brutto czy netto i czy na etacie, czy na działalności ?
      • no_easy_way_out Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:35
        Bez potrojnie opodatkowanej skladki emerytalnej, polowicznie odliczonej od przychodowych kosztow uzyskania VAT'u, podzielonym przez przyszloroczne becikowe potracenia na ZUS.

        ..skoro tak musze kawe na lawe..;)

        Wstaw do wzoru i mow :P
    • vandikia Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:01
      dla mnie no problem, u nas fortuna kołem się toczy, raz zarabiam więcej ja, raz mój mąż, idzie do wspólnej puli

      mam jednych znajomych, gdzie różnica jest duża, on ok 4tysie ona ok 20tysi i w sumie tak sie rolami podzielili, ze on bardziej baba a ona podejmuje meskie decyzje i wydaje mi sie, ze ten podział to kwestia zarabiania, negatywnie to na nich wpływa z czym się nie kryją
      • alpepe Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:08
        Wandzia to wpływa, czy nie wpływa?
        • vandikia Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:29
          na mnie nie, absolutnie, chyba że mój mąż nagle by rzucił pracę i stwierdził, że zasiłek wystarczy ale to skrajność i o ile go znam to raczej celuje w coraz lepsze niż gorsze zarobki

          znam ludzi u których kasa rządzi w domach i wygląda to na ogół (nie zawsze) nieciekawie, to chyba zależy od priorytetów życiowych i związkowych albo ludzie odkładają na jedną "kupkę" albo każdy sobie.
          • vandikia Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:34
            abstrahując co myślisz o Ukrainie? nie zakładam nowego tematu, bo wywalą na inne forum
            • alpepe Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 22:57
              Wypowiedziałam się na forum Pro&Contra w wątku wkkr.
    • alpepe Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:13
      nie jest, o ile jednej stronie, nieważne której, to nie zgrzyta.
    • klamkas Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:15
      Jak wychodziłam za mąż to ważne było dla mnie to, że mąż może nas utrzymać, bo ja miałam wtedy stypendium doktoranckie i marne wynagrodzenie z projektu. Potem wszystko się zmieniło - ja zaczęłam naprawdę zarabiać, a mąż założył DG. Zarabia różnie, w przypływach szaleństwa połowę tego co ja (ale to rzadkość). Nie przeszkadza mi to. Jemu też nie. Oboje lubimy to co robimy zawodowo. Dzięki temu, że on więcej czasu spędza w domu i z dzieckiem, ja mogę robić to co robię (kiedyś było na odwrót - tyle, że on źle znosił tamtą pracę, a ja przeciwnie).

      Ja zarabiam na wszystko, mąż na waciki. Nam to odpowiada, chociaż wiele osób się dziwi, że on nie ma z tym problemu.
    • fuzja_jadrowa Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 21:41
      > Bylby to dla Was jakis problem?

      Absolutnie żaden. Nie jest, nie był i nie będzie, pod warunkiem, że sam mężczyzna czuje się z tą dysproporcją ok.

    • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 23:12
      Chodzi o dysproporcje czy o marne zarobki, bo to dwie różne rzeczy. Poza tym dochody to nie tylko zarobki, wszystko zależy jeszcze od tego czego się już człowiek dorobił, jakie ma oszczędności i na co może liczyć ze strony rodziny. Kasa niestety jest najważniejsza i rozbieżność poglądów w tej kwestii to chyba gwóźdź do trumny każdego związku. A wysokość zarobków jednak jest wyznacznikiem poglądów w kwestii istotności kasy w życiu człowieka.
      • tymon99 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 23:19
        berta-death napisała:

        > Kasa niestety jest najważniejsza

        chyba, że nie jest, ale dla ciebie to raczej niewyobrażalne.
        • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 23:37
          No niewyobrażalne, bo jednak kasa jest potrzebna chociażby po to, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby fizjologiczne i bezpieczeństwa. Bez tego niestety nie da się żyć.
          • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 22.02.14, 23:56
            kwestia zaspokojenia potrzeb fizjologicznych to przypadek skrajny (zupelny brak kasy i niezalezny od checi danej osoby brak perspektyw na jakakolwiek kase).
            Wsrod ludzi w wieku produkcyjnym, zdrowych na ciele i umysle, bez zobowiazan wielkich jak kula u nogi, taka sytuacja wystepuje sporadycznie.

            Natomiast kiedy te potrzeby fizjologiczne sa zaspokojone, to czy faktycznie taka roznice robi, czy ktos zarabia 2000 czy 3000 na reke? Czy wczasy beda pod namiotem w lesie czy w hotelu ze spa? Czy mieszkasz w malenkim mieszkaniu czy w duzym domu? Czy masz taki czy smaki telewizor/samochod/aparat?
            Czy to sa kluczowe, najwazniejsze kwestie?
            Dla niektorych pewnie tak, na uzasadnienie takiego podejscia mozna znalezc sporo argumentow. Ale mozna tez zyc wg nieco innych priorytetow i takie osoby tez sie znajda.

            Odpawiadajac na pytanie watkodawczyni: nie robi mi to roznicy, ile zarabia facet. Moze nie zarabiac wcale. Wazne, zeby byl z takiej sytuacji zadowolony i nie byl bezczynny.
            • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 00:22
              Kasa nie tylko jest potrzebna do tego, żeby mieć wikt, opierunek, dach nad głową i pojechać na wakacje, jakby tak było, to od biedy i 1000PLN wystarczy jak ktoś jest minimalista i mu wszystko jedno co je, gdzie śpi i co na grzbiet zarzuca. Natomiast czasem zdarzyć się może choroba, czasem nawet poważna, jakiś wypadek, problemy z prawem, czy z czymkolwiek innym i wtedy zaczyna mieć znaczenie, czy zarabiasz 2 czy 3tys. W zasadzie w jakiejś kryzysowej sytuacji to te 1000PLN wielkiej różnicy nie zrobi, ale jak już nie chodzi o 1tys tylko o 5 albo 10tys różnicy w zarobkach, to komfort psychiczny jest zdecydowanie większy.

              Nawet biorąc tylko ten wikt, opierunek i dach nad głową, to też chyba lepiej mieszkać w bezpieczniejszej dzielnicy niż mniej bezpiecznej, lepiej jeździć dużym bezpiecznym autem niż jakimś 10-letnim tico, lepiej jeść zdrową żywność niż hipermarketową i fastfoodową napakowaną chemią taniochę, która nie psuje się przez kilka lat. A jak ktoś jeszcze dzieci planuje, to koszty zaczynają się piętrzyć.
              • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 08:19
                Jest roznica pomiedzy 'lepiej jest' a 'najwazniejszym jest'. Nie twierdze, ze odrzucilabym kogos ze wzgledu na to, ze zarabia duzo. Ze je odrzucam, zamykam na nie oczy, ze ich nie ma.

                Ale na liscie 'lepiej by bylo jesli..' mam dobrze z 10 -20 pozycji powyzej 'lepiej by bylo gdybysmy zarabiali wiecej'.
                Nie jestem tez z zasady osoba czarnowidzaca i nie przyszloby mi do glowy wybierac faceta jako zabezpieczenia na gorsze dni. W ten sposob moge dokonywac wyboru swojej pracy, zarobkow i inwerstycji. A nie wyboru czlowieka bedacego towarzyszem zycia.
                Najczarniejszy scenarisz i tak brzmialmy: ktores z nas zachoruje na chorobe nieuleczalna i ciagnaca sie dlugo. Zadne pieniadze nie pomoga i dokunac wyborow zawodowo finansowych rowniez z tym sie licze.
                • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 08:50
                  Nie chodzi mi o odrzucenie kogoś kto zarabia słabo, ale o to, że zarobki poniżej pewnego poziomu jednak świadczą o człowieku. Przede wszystkim o jego mentalności, ambicji, radzeniu sobie w życiu i sposobie postrzegania świata. Jednak wypadałoby chociaż tyle zarabiać, żeby nie być tym ostatnim dziadem, którego każdy może w zad kopnąć, bo wiadomo, że można sobie w stosunku do niego na wszystko pozwolić.

                  Nikt nie mówi o byciu niczym Kulczyk, który wszytko za gotówkę sobie kupi, ale żeby chociaż na jakąś porządną polisę ubezpieczeniową zarobić. Żeby mieć odłożone co nieco na czarną godzinę, żeby mieć taką pozycję zawodową i możliwości, żeby w razie jakichkolwiek kłopotów mieć do kogo zadzwonić z prośbą o pomoc. A żeby taką pomoc otrzymać, trzeba być w stanie czymś się zrewanżować. Bo te zarobki to idą w parze z pozycją społeczną, zawodową, kontaktami, możliwościami i całą masą innych bezgotówkowych korzyści. Kasa to nie tylko to co innym od razu na myśl przychodzi, czyli markowe ciuchy i kosmetyki czy wakacje w atrakcyjnym kurorcie. I to nie o te pieniądze chodzi, tylko o wartości dodane, które z nią przychodzą. Można w ogóle z tych pieniędzy nie korzystać, można je przeznaczyć na cele charytatywne, ważne, żeby mieć te korzyści współistniejące z kasą.
                  • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 11:54
                    Nie wiem, czy jest to kwestia innych doswiadczen czy moze innej ich interpretacji, ale moje wnioski sa zupelnie inne.

                    > którego każdy może w zad kopnąć, bo wiadomo, że można sobie w stosunku do niego na
                    > wszystko pozwolić.

                    Nie obracam sie wsrod osob wobec ktorych ktos sobie na wszystko pozwala, bo osoba ta malo zarabia. Z moich doswiadczen wynika, ze jest to kwestia charakteru i postawy, ktore niekoniecznie przekladaja sie na zarobki.
                    Pracownicy naukowi (doktoranci czy doktorzy i asystenci, ktorzy o profesurze moga myslec dopiero za ilestam lat), nauczyciele, urzednicy panstwowi (chocby skarbowka), osoby prowadzace jednoosobowe dzialalnosci gospodarcze, gdzie raz jest sie pod wozem a raz na wozie (architekci bez bardzo znanych nazwisk i wielkich projektow, fotograficy, ksiegowe, nauczyciele jezykow, osoby prowadzace male sklepy i male gastronomie)... Wiele z tych osob zarabia sporo ponizej 2000 miesiecznie. Czesc z nich ma miesiace w roku, gdzie i 1200 nie wyciagna.
                    Nie nazwalabym ich przez to nieambitnymi czy nieporadnymi. Niepelnowartosciowymi mentalnie czy postrzegajacymi swiat w sposob, ktory by mi nie odpowiadal.
                    I nie widzialam sytuacji, gdzie ktos ich po prostu kopie w dupie bardziej niz takiego managera IT zarabiajacego 8000 czy 10 000 miesiecznie.

                    > by w razie jakichkolwiek kłopotów mieć do kogo zadzwonić z prośbą o pomoc. A że
                    > by taką pomoc otrzymać, trzeba być w stanie czymś się zrewanżować

                    I to znowu brzmi dla mnie, jak cos z innego swiata. Wg wszystkich moich doswiadczen, przyjaciol, osoby ktore moga pomoc, poznaje sie w biedzie. W razie problemow zyciowych nijak nie liczylabym na osoby, ktore poznalam zarabiajac bardzo dobrze.
                    Wiem natomiast, ze w kazdej sytuacji moge liczyc na ludzi, ktorych znalam tez w czasie niepogody finansowej i wspolnego klepania biedy. Pierwszych prac, pierwszych wyplat, tak glodowych, ze nigdy nie wystarczalo do konca miesiaca.
                    Umielismy sie wtedy wesprzec, umielismy wtedy sobie wzajemnie podac reke.
                    Od tego czasu wielu z nas wyszlo na duzo wyzszy pulap finansowy, ale pamiec o tym, kto byl przy tobie gdy bylo ciezko nie znika. I kiedy dzieje sie cos awaryjnego, to sa osoby ktorym ufam i ktore mi ufaja. Kiedy zaczynaja sie problemy zdrowotne, finansowe czy rodzinne, to z tymi ludzmi je przezywam, a nie z kims, z kim chodze na drogie kolacje.

                    W moim odczuciu, sa ludzie, ktorzy z mania pieniedzy wyciagaja swiadomosc wlasnej wartosci czy sily. Nie pociagaja mnie takie osoby.
                    Pociagaja mnie osoby, ktore swiadomosc swojej wytrzymalosci i mozliwosci wyciagaja z faktycznych zdarzen, czynow, dokonanych wyborow. Do tego ciezsza droga, wiecej zmagan, koniecznosc przeskoczenia wiekszej ilosci przeszkod - to wszystko jest wg mnie wiecej warte niz zarabiane pieniadze. I w taki sposob wybieram partnera zyciowego.
                    • vvwwvv Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 09:21
                      Podpisuję się pod tym.
              • korkix78 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 09:43
                lepiej jeździć dużym
                > bezpiecznym autem niż jakimś 10-letnim tico,

                W kwestii techniczne-formalnej:
                Nie ma juz na swiecie 10-letnich Tico :) - najnowsze maja 13 lat: to dlatego, ze ostatni wyprodukowany zjechal z tasm w 2001.

                A pozostajac przy glownym temacie: rozumiem to co probujesz przekazac. A gdybym tak skomplikowal hipotetyczna sytuacje, i zalozyl, ze Twoj wybranek zarabia niewiele. Powiedzmy parenascie % powyzej minimalnej. Ale: kiedys zarabial dobrze, zaskorniaki, zeby nie byc nigdy pod sciana odlozyl, zalozmy ze sa to spore pieniadze, grubo powyzej kwot rzedu 5, 8 czy 10 tysiecy zlotych. Ale nie takie, zeby kupic nowe mieszkanie czy nawet nieduzy dom. Czem tak sie zmienilo? No tu mozna pisac rozne scenariusze: moze kiedys oddawal sie karierze, mozna powiedziec ze glownie zyl tym, ale w pewnym momencie wypalil sie, albo zmienil podejscie, moze pod wplywem jakiegos wydarzenia, moze nie, moze przeprowadzil sie, nieistotne - w kazdym razie z pelna premedytacja wybral prace spokojna, umiarkowanie ciekawa, niewymagajaca zbyt wielu poswiecen, wkradajacych sie do zycia prywatnego,
                za cene skromnych zarobkow - przy poprzednim stworzeniu zaplecza finansowego, ktore z zalozenia jest nie do ruszenia, jednak bez duzego uszczerbku w razie czego moze sluzyc zeby ratowac w potrzebie.I poprzez potrzebe mam na mysli duzo powazniejsze/drozsze sprawy niz nagla awaria pralki, wyklepanie blotnika auta, czy nawet strata pracy przez Ciebie lub jego na wiele dlugich miesiecy.

                Jest to nieco osobiste, bo mowie to troche po sobie- w sensie takim, ze za bardzo moje zycie obraca sie wokol pracy, pracuje za granica od naprawde wielu lat, ale czasami zdarza sie ze miewam mysli zeby tym wszystkim pieprznac, przyjechac do Polski, wziasc jakas mila, sympatyczna, w miare ciekawa prace, moze nawet na nieco mniej niz 40 godzin tygodniowo (sa takie?) poswiecajac zarobki,-o ile taka opcja jest mozliwa.
                Wtedy (no, i gdybym byl sam) bylbym wlasnie takim zywym przykladem.
                Troche wymyslilem te sytuacje, ale na pewno takie sytuacje istnieja. Co wtedy?
                • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 11:11
                  Cieszy mnie niezmiernie, że jednak ktoś próbuje mnie zrozumieć. Cały czas chodzi mi o to, że zarobki jednak powinny być utrzymane na poziomie zapewniającym godne i bezpieczne życie. Czyli, że jak już musisz poruszać się samochodem, to żeby cię było stać na bezpieczny samochód, który ochroni cię podczas wypadku, który nie będzie popowodziowym składakiem wyklepanym u Zenka w garażu, który rozleci się podczas ostrzejszego hamowania czy wjechania w dziurę, co też może skończyć się poważnym wypadkiem. Jak nie poruszasz się samochodem, to żeby było cię stać na taksówkę, żeby uniknąć nocnych podróży piechotą bądź publiczną komunikacją po różnych dziwnych miejscach. Jak bierzesz taksówkę, to żebyś nie był skazany na jakieś najtańsze prowadzone przez naćpanego i agresywnego drecha. Żebyś nie musiał mieszkać w szemranej dzielnicy i co wieczór bać się czy cię ktoś nie utłucze albo nie zgwałci po drodze. Żebyś nie był skazany na patologiczne sąsiedztwo, niekończące się awantury za ścianą i codzienne pranie zarzyganej wycieraczki. Że jak zachorujesz to żeby najkulturalniejszym słowem jakie usłyszysz w szpitalu nie było 'zamknij mordę'. Żebyś nie był skazany na niekończące się kolejki do specjalistów, żebyś po operacji leżał sobie w klimatyzowanej sali a nie zdychał z upału bądź leżał w przeciągu. Żebyś załapał się na środki przeciwbólowe i fachowe leczenie. Te przykłady można mnożyć w nieskończoność, bo jednak pewna pula pieniędzy i pewna pozycja społeczna są niezbędne do tego, żeby w miarę godnie życie przeżyć.

                  I to o co mi chodzi, to ważne, żeby partnerzy mieli podobne spojrzenie na to życie. Ciężko by mi się było związać z minimalistą, któremu wystarcza życie z zasiłku, mieszkanie w socjałce na Pradze Południe i jeżdżenie 30-letnim rozlatującym się złomem, wyklepanym u kumpla w garażu. Kimś kto kompletnie nie rozumie mojego punktu widzenie, żyje dniem dzisiejszym i nie potrafi sobie wyobrazić, że jednak może się coś takiego wydarzyć, że te pieniądze się przydadzą. Że jednak trzeba zdobyć jakiś dobry zawód, znaleźć dobrą pracę i zarabiać godziwe pieniądze, nawet jak się z nich nie zamierza korzystać. Niekoniecznie chodzi o menela czy drecha, bo to równie dobrze może chodzić o hipstera-filozofa, dla którego świat materialny nie ma znaczenia.
                  • vvwwvv Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 09:22
                    Strasznie czarno-biało postrzegasz świat, między jednym a drugim jest mnóstwo kolorów. To taka metoda dyskusji, lecenie w skrajności?
                  • nudzimisie_strasznie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 11:46
                    Berta, zgodnie z tymi Twoimi typologiami, jestem menelem aż się patrzy. Weź miej odwagę zejść z poziomu ogólności i skieruj swój przekaz "gardzę Tobą i mogę bezkarnie skopać Ci dupę" do konkretnej osoby, może być do mnie.
          • marguy Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 00:36
            berta-death napisała:

            > "No niewyobrażalne, bo jednak kasa jest potrzebna chociażby po to, żeby zaspokoi
            > ć podstawowe potrzeby fizjologiczne
            i bezpieczeństwa. Bez tego niestety nie da
            > się żyć."

            Wybacz bezposredniosc pytania: ty sobie kuper wycierasz banknotami?

            Co do reszty, to kasa jest najwazniejsza dla tych, ktorym obce sa inne wartosci.
            • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 01:09
              No niestety do pewnego etapu zamożności być idzie ramię w ramię w parze z mieć. Nie da się tego przeskoczyć. Poniżej pewnego poziomu finansowe inną wartością jest tylko sterczenie pod budką z piwem i gapienie się w tv.
              • tymon99 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 06:58
                berta-death napisała:

                > No niestety do pewnego etapu zamożności być idzie ramię w ramię w parze z mieć.
                > Nie da się tego przeskoczyć. Poniżej pewnego poziomu finansowe inną wartością
                > jest tylko sterczenie pod budką z piwem i gapienie się w tv.

                twoja pogarda wobec uboższych jest obrzydliwa. wstrętna. fuj. ble.
                • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 08:39
                  Gdzie ty tu widzisz pogardę dla uboższych? Niestety czy się to komuś podoba czy nie, pieniądze są wyznacznikiem pozycji społecznej. Nawet nie tyle wyznacznikiem ile jej budulcem. I jak ktoś nie zadał sobie trudu, żeby zdobyć jako takie kwalifikacje, żeby mieć jako taki zawód z jako takimi zarobkami, tylko żyje na poziomie minimum egzystencjalnego, jak ten menel właśnie, to co można o nim powiedzieć?
                  • tymon99 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 09:56
                    berta-death napisała:

                    > Gdzie ty tu widzisz pogardę dla uboższych?

                    spróbuj kiedyś nie tylko pisać, ale i przeczytać, co napisałaś.

                    > pieniądze są wyznacznikiem pozycji społecznej.

                    w twojej sferze być może tak jest.

                    > żyje na poziomie minimum egzystencjalnego, jak ten menel właśnie, to co można o nim powi
                    > edzieć?

                    a kimże jesteś, u licha, żeby go (lub kogokolwiek innego) oceniać?
                  • lefanalbleu dziewczyno berta 23.02.14, 11:33

                    bzdurzysz, aż się kurzy. A drech, który ma ustawionego tatusia, który mu sypie kasę na to, żeby synkowi założyć firmę na jago nazwisko, i tylko to, bo drech nie ma wykształcenia - to dobrze czy źle? Drech oczywiście po całcyh dniach rozbija się autem za tatusiowe pieniądze, a inni w firmie pracują bo drech jest za głupi, żeby cokolwiek ogarnąć - no, ale ma kasę! to twoim zdaniem wartościowa jednostka, której się należy wysoka pozycja społeczna w twoich oczach?

                    a filozof hipster to jakiś menel, bo zarabia średnią krajową??? taki masz tok myślenia?
                  • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 12:28
                    Wiekszosc naszych medalistow olimpijskich zyje za bardzo bardzo niewielkie pieniadze (dopiero po medalu dostaja stypendium). A poza tymi, ktorzy zdobyli medal, sa tez sportowcy, ktorzy sie o niego tylko otarli, ktorym nie wyszlo bycie najlepszym na swiecie, ale sa np w swiatowym top 100 swojej dyscypliny.
                    Sa artysci, muzycy, aktorzy, malarze, fotograficy, pisarze, poeci. Na kazdego jednego, ktory zarabia duzo, wypada kilku jesli nie kilkunastu rowniez utalentowanych, ale nie tak szeroko rozponawalnych. I zarabiajacych grosze.
                    Sa pracownicy naukowi.
                    Sa hipsterscy absolwenci filozofii.
                    Sa osoby pracujace charytatywnie, spedzajace swoje dnie w hospicjach, swietlicach srodowiskowych czy z osobami niepelnosprawnymi lub starszymi.

                    Wiekszosc z tych ludzi zarabia niewiele wiecej niz opisane przez Ciebie 'minimum egzystencjalne'. Nie stac ich na taksowke a w razie choroby ida do publicznej placowki zdrowia. I leza na lozku w sali bez klimatyzacji.
                    I czekaja w kolejkach do specjalisty przez dlugie miesiace.

                    Bo ani kwalifikacji, ani talent, ani oddanie jakiejs sprawie nie przeklada sie wprost na finanse. Mozna byc wykwalifikowanym masazysta i fizjoterapeuta bez pieniedzy na wlasny gabinet i zarabiac wielokrotnie mniej niz doswiadczony programista bez studiow. Mozna byc doktorantem na wydziale inzynierii i pisac prace naukowe i uczyc studentow i robic badania.. zarabiajac duzo mniej, niz pani przyklejajaca tipsy z wlasnym salonem.

                    Czy naprawde w Twoim widzeniu swiata jest miejsce tylko dla pieniedzy jako budulca pozycji spolecznej? Wiedza, talent, wlozona w cos praca, umiejetnosci - wiele rzeczy nieprzekladajacych sie wprost na finanse - nie maja zadnego znaczenia?

                    Umiem powiedziec mase pozytywnych i interesujacych rzeczy o ludziach, ktorzy zarabiaja podobnie, co pan intensywnie zbierajacy zlom.
                    • lefanalbleu do po-trafie 23.02.14, 13:13

                      pełna zgoda, co do Twojego wpisu. A nie widzisz, że dziewucha a nickiem berta wszystko upraszacza, sprostacza? prymitywny drech z kasą od tatusia na założenie firmy jest więcej wart niż skromnie zarabiający, ale tymczasem nierozpoznawalny np. malarz, pisarz, aktor. I tu jest clue myślenia owej pannicy.
                    • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 13:38
                      Wiedza i talent owszem, ale żyć z czegoś trzeba. I niestety czy się to komuś podoba czy nie, żyje się z pieniędzy. Skądś je trzeba brać. Najczęściej bierze się je z pracy. Rozsądny człowiek najpierw zapewnia sobie byt a potem bawi się w samorozwój i takie tam. A jak chce mieć rodzinę, to jeszcze tej rodzinie zapewnia byt i dopiero wtedy zajmuje się swoim hobby.
                      Zauważ, że ja cały czas nie mówię o żadnych kokosach i luksusach, tylko o podstawowych rzeczach. Takich, które całkiem lekkim sposobem powinny być dostępne każdemu człowiekowi. I w cywilizowanych krajach tak jest, ale w PL niestety trzeba nieco ciężej popracować i nieco więcej niż minimum socjalne zarobić, żeby godny poziom życia osiągnąć. To wszystko.

                      W związku z powyższym mówię jak jest, ciężko by mi było się związać z minimalistą, któremu odpowiada życie kloszarda i co za tym idzie bycie traktowanym jak kloszard. To nie jest kwestia pieniędzy, tylko mentalności. Bo zdrowy, pracowity, ambitny i pełnosprawny umysłowo człowiek jednak jest w stanie osiągnąć w życiu coś więcej niż bycie odpowiednikiem kloszarda. Jak tego nie robi, znaczy, nie ma aspiracji bycia kimś więcej niż tym nieszczęsnym kloszardem z wszystkimi tego konsekwencjami. I ten brak aspiracji może stanąć na przeszkodzie, bo jednak taka rozbieżność mentalności rozwali każdy związek.
                      Natomiast jeżeli ktoś z innych powodów nie jest w stanie zarabiać więcej a ja byłabym w stanie wziąć go na utrzymanie to nie ma sprawy. Spokojnie mogłabym być żoną utrzymującą swojego męża, ale naprawdę musiałby mieć dobry powód do braku zarobków bądź niskich zarobków. Jednak żoną Ferdka Kiepskiego bym być nie chciała.
                      • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 14:26
                        W jakis sposob zakleszczylas sie pomiedzy dwoma wizjami:
                        - osoba niepracujaca lub zupelnie bez ambicji i w zwiazku z tym zyjaca jak kloszard;
                        - osoba pracujaca, zaradna, zarabiajaca tak zeby dawalo to 'pozycje spoleczna' i minimum socjalne w ktore, wedlug wczesniejszych wpisow, wchodzi chociazby prywatna opieka zdrowotna.

                        A ja cie pytam co z ludzmi, ktorzy pracuja, czesto pracuja ciezko, maja ambicje, marzenia, plany, wiedze. I zarabiaja grosze, nie stac je na taksowki, ani na prywatna wizyte u dermatologa czy onkologa. Zyja skromnie. Wymienilam sporo przykladow takich osob wczesniej.
                        Gdzie one stoja w Twojej hierarchii?

                        • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 14:34
                          To nie ma znaczenia gdzie oni stoją w mojej hierarchii. Istotne jest, że w społecznej hierarchii nie stoją zbyt wysoko i odczuwają to na własnej skórze, bo nie ma bata żeby nie odczuli. I moim skromnym zdaniem, powinno się na głowie stanąć i na rzęsach nauczyć chodzić, żeby jednak poprawić sobie standard życia. Ale co kto lubi.
                          • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 14:47
                            Pytam o Twoja, bo to co nazywasz 'hierarchia spoleczna' to tylko twoje na nia spojrzenie. Ja patrze na to samo spoleczenstwo i widze zupelnie co innego.
                            To, jak interpretujemy to, co widzimy, jesli subiektywna i nie zgodze sie z brzmiaca dosc generalizujaco teza 'w spolecznej hierarchii nie stoja zbyt wysoko'.

                            W swiecie w ktorym ja zyje dosc dlugo, osoby ktore wymienilam sa spolecznie szanowane, pytane o zdanie, ich poglady sa traktowane z powaga i uwaga.
                            Mam nadzieje, ze nigdy nie trafie do swiata, o ktorym Ty opowiadasz i ktory traktujesz jako cos oczywistego i wszechobecnego.
                            • lefanalbleu Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 15:04

                              no toż pisałam, że w jej hierarchii prymitywny, niewykształcony dres z kasą od tatusia na założenie firmy, stoi wyżej od niejednego naukowca ze skromnym uposażeniem.
                            • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 01:19
                              Nie chodzi o moje subiektywne odczucia ani o to, że ktoś wg obiegowej opinii cieszy się szacunkiem czy nie. Mnie chodzi o konkrety i twarde korzyści płynące z posiadania wysokiej pozycji społecznej i tego, że ludzie się z tobą liczą. I owszem, pieniądze to nie wszystko, bo jak nie będą szły w parze właśnie z pozycją społeczną, to ich właściciel nadal będzie traktowany per noga i będą mu wszędzie zamykać drzwi przed nosem. Natomiast takiego cuda nie ma, żeby ktoś był osobą liczącą się w świecie a nie miał kasy, bo jakoś tak się składa, że jedno idzie w parze z drugim. Można z tej kasy nie korzystać, można ją przeznaczyć na jakiś cel, ale ona pojawia się niejako przy okazji.
                              Na to, żeby sobie pozwolić na skromne życie też trzeba ciężko zapracować. Czyli trzeba zostać noblistą jak Szymborska albo znaleźć się na liście forbesa. Wtedy można powiedzieć, że dobra doczesne nie stanowią żadnej wartości, bo i tak ludzie wiedzą z kim mają do czynienia.

                              Nie wiem czy się wyraziłam dość precyzyjnie, ale cały czas chodzi mi o sytuację, żeby w razie czego mieć do kogo zadzwonić. Czyli, żeby ci ktoś wpływowy dał swój numer telefonu a potem nie zbył w momencie jak do niego zadzwonisz po pomoc. A byle komu takich rzeczy się nie daje. I niestety jak ktoś od początku wyjdzie z założenia, że jest minimalista i jemu niepotrzebne żadne awanse, lepsze prace, lepsze kwalifikacje ani nic innego, bo kojarzą mu się one jedynie z lepszą kasą, którą można przeznaczyć na droższe gadżety, to nie ma bata, będzie kloszardem, traktowanym przez innych jak kloszard.
                              Przecież lepiej być taką panią z telewizji jak ta z poprzedniego wątku, z którą liczą się zarówno interweniujący policjanci jak i właściciel wynajmowanego mieszkania. Byle Kowalska zostałaby zbyta byle czym, właściciel by ją jeszcze zwyzywał, że mu w nocy przeszkadza, hałasujący lokatorzy naszczali na wycieraczkę i samochód porysowali a policja stwierdziła, że nic nie może zrobić a przyjechałaby pewnie ze 2h po tym jak impreza się skończyła, więc nawet świadkami zajścia by nie byli. A to tylko drobny przykład małej niedogodności mieszkaniowej. Życie składa się z o wiele większych przeszkód, które często tylko kasą można przeskoczyć. Naprawdę nie widzę powodu dla którego by nie dążyć do lepszych zarobków i łatwiejszego życia.
                              • vvwwvv Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 09:28
                                Bzdury opowiadasz. Znajomy wzywał policję (lub ochroniarzy z budynku) do awanturujących się i imprezujących sąsiadów wielokrotnie, nigdy nie został zlekceważony, zawsze doprowadzano do mandatów i kolegiów. A jest "tylko" pracownikiem naukowym pewnej uczelni, czyli wg. Twojej klasyfikacji równa się z plebsem.
                                Nie wiem, kim jesteś, ile zarabiasz i ile znaczysz w społeczeństwie, ale kiedy czytam Twoje wypowiedzi w tej dyskusji, odczuwam wielki żal - musisz być osobą bardzo skrzywdzoną przez los, bo poglądy, które prezentujesz są patologiczne. Zapewne jesteś samotna i pozostawiona sama sobie, skoro jedynie w pieniądzach i zarobkach upatrujesz źródła swojego bezpieczeństwa. Może warto pogadać z jakimś specjalistą na ten temat? Piszę to bez złośliwości.
                                • lefanalbleu Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 10:10
                                  toż widzisz, że pannica cierpi na opór.......... Sypie fomułkami jak z rękawa, ale chyba mało życie zna.
                              • lefanalbleu Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 10:17
                                żebyś ty wiedziała, jaką silną pozycję w niektórych społecznościach mają ciecie i cieciówy - a przecież to sam dół łańcucha pokarmowego. Albo dawni Ubecy - a oni przecież nie mają dużo kasy...
                              • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 10:28
                                Mam wrazenie, ze w jakis sposob kazdej osobie, ktorej nalezy sie szacunek, od razu przypisujesz pieniadze.

                                Skad pomysl, ze pani z TV zarabia jakies kokosy? Z watku obok wynikalo jasno, ze mieszka w bloku, gdzie mieszkania sa wynajmowane ludziom robiacym nocne libacje.
                                Raczej nie w penthousie na 120m2, raczej nie w mieszkaniu gdzie zamontowala sobie dodatkowe wygluszenie, raczej nie w bloku z ochrona czy innym panem portierem, ktory reaguje od reki na problemy z cisza nocna.

                                Skad pomysl, ze ma pieniadze? Ma prace, ktora robi wrazenie. TV brzmi dumnie, bycie doktorem albo profesorem brzmi dumnie, bycie zawodowym sportowcem z osiagnieciami brzmi dumnie. Bliska rodzina jest inspektorem egzekucji urzedu skarbowego. Po 20 latach pracy zarabia mniej niz 1500, ale szacunek i respekt pojawia sie raczej wszedzie. Bo urzad panstwowy, praca w sadzie, w mediach <i tu dluga lista> brzmi dumnie.
                                Sluzby mundurowe czy wojsko tez raczej nie sa traktowane jak kloszardia, a nie zarabiaja kokosow.
                                Czy nie widzisz tego, ze tak jak wspomnialas, mozna miec pieniadze bez pozycji spolecznej, a mozna tez miec pozycje spoleczna bez pieniedzy?
                                Wiesz ilu jest konsultantow rzadowych czy specjalistow w swoich dziedzinach, ekspertow, ktorzy nie sa najbogatszymi ludzmi w kraju, nie zalapuja sie nawet w 3 prog podatkowy, ale ich zdanie moze zmienic losy gospodarki?
                                Czy myslisz, ze na liscie osob odznaczonych orderem Orla Bialego sa tylko milionerzy lub osoby majetne?
                                Czy myslisz, ze sedziowe Trybunaly Konstytucyjnego albo czlonkowie PAN dokonywali swoich wyborow zyciowych pod katem zwiekszenia zasobow finansowych i gromadzenia dobr?
                                Nie, po prostu ciezko pracowali oddajac sie jednej dziedzinie, przez duza czesc zycia (a czesto i do teraz) zarabiajac niewielkie pieniadze. A szacunek i powazanie maja ogromne.

                                To sa takie cuda, ze ktos ma powazanie, a nie ma kasy.
                                Myslisz, ze Szymborska przed dostaniem Nobla byla traktowana jak menel?
                                • vvwwvv Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 10:38
                                  > To sa takie cuda, ze ktos ma powazanie, a nie ma kasy.
                                  > Myslisz, ze Szymborska przed dostaniem Nobla byla traktowana jak menel?

                                  O, dokładnie coś takiego przeszło mi przez myśl.
                                • berta-death Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 13:06
                                  Przecież to był tylko przykład, na podstawie jakiegoś wątku forumowego, najprawdopodobniej fikcyjnego od początku do końca. Nie mniej jednak prezentującego pewien schemat myślenia, że jak ktoś z tv, czy czegokolwiek to już mu wszystko wolno, już sobie wszystko pozałatwia. Wpisujący się w nieco szerszy nurt. Co rusz to można natknąć się na komentarze, że jakby to dotyczyło zwykłego Kowalskiego, to by olali, albo jakby to nie był zwykły Kowalski to by nie olali, itp. Co prawda są to jakieś wyobrażenia o tym jak to ludzie z wyższych sfer sobie żyją, jakaś tęsknota za lepszym światem i wyraz jakichś frustracji, nie zawsze zgodny z rzeczywistością, nie mniej jednak nie ma dymu bez ognia. Łatwiej się żyje mając pieniądze i znajomości, łatwiej się żyje ciesząc się poważaniem wśród ludzi.

                                  Czy się to komuś podoba czy nie, obracamy się wśród ludzi, z których większość dość prosto odbiera świat i ocenia innych. A ocenia niestety po pozorach. Czyli jak cię widzą tak cię piszą, jak cię piszą tak cię traktują. Socjologiczne eksperymenty też to potwierdzają. Inaczej jest postrzegany i traktowany ktoś kto przyjedzie nowym mercedesem i ubrany jest w nowy garnitur Bossa a inaczej ktoś kto wysiądzie z tico i ma jakiś lumpeksowy przyodziewek marki przyodziewek. Za gościem w garniturze ludzie przejdą na czerwonym świetle, za wyglądającym jak kloszard nikt nie pójdzie.
                                  I oczywiście, że pieniądze, tytuły i stanowiska nie są warunkiem ani koniecznym ani wystarczającym, żeby się cieszyć społecznym szacunkiem i mieć możliwość załatwienia sobie czegoś co jest trudne do załatwienia. Na nikim nie zrobi wrażenia, że ktoś przedstawiając się powie swój tytuł, stan konta czy stanowisko. Zapewne skończyłoby się tak, że jeden powie jestem profesor Kowalski a drugi mu odpowie a ja technik Maliniak. Bo kasa, tytuł czy stanowisko może, ale nie musi wiązać się z żadnymi wartościami dodanymi w postaci znajomości i możliwości. Natomiast brak w/w z całą pewnością nie wiąże się z niczym takim i niejako z urzędu jest się dla każdego zwykłym szaraczkiem, którego można potraktować per noga, bo co najwyżej to naskoczyć może. Owszem, można też trafić na osoby kulturalne, kompetentne i pomocne, ale się nie musi. No i co kto lubi, ja uważam, że jednak warto w życiu osiągnąć coś więcej niż bycie totalnym szarakiem na łasce i niełasce innych, ale inni mogą uważać inaczej.

                                  A poza tym zostaje jeszcze kwestia rzeczy, które całkiem wprost można sobie kupić jak się ma na to pieniądze. I tutaj wracam do tego co pisałam w którymś z poprzednich postów, że lepiej mieć dobry samochód niż zły, lepiej mieszkać w lepszej okolicy niż gorszej, itp. Moim zdaniem człowiek nie powinien być minimalistą, powinien mieć jakieś ambicje i aspiracje i jednak chcieć się rozwijać i podnosić swój standard życia. I w związku z tym dorosły mężczyzna po trzydziestce, który wciąż zarabia pensję minimalną i nie ma na to jakiegoś bardzo dobrego wyjaśnienia, nie bardzo nadaje się do tego, żeby się z nim wiązać. Nie myśli poważnie o życiu i przyszłości.
                                • miau.weglowy berta nie rozumie czegos takiego jak 24.02.14, 17:14
                                  praca z zamilowania oraz podazanie sciezka talentu w sztuce, muzyce i literaturze
                                  szkoda strzepic klawiatury
                  • senseiek Mozna by go nazwac - prawie papiez.. :) 23.02.14, 15:28
                    berta-death napisała:

                    > Gdzie ty tu widzisz pogardę dla uboższych? Niestety czy się to komuś podoba czy
                    > nie, pieniądze są wyznacznikiem pozycji społecznej. Nawet nie tyle wyznaczniki
                    > em ile jej budulcem. I jak ktoś nie zadał sobie trudu, żeby zdobyć jako takie k
                    > walifikacje, żeby mieć jako taki zawód z jako takimi zarobkami, tylko żyje na p
                    > oziomie minimum egzystencjalnego, jak ten menel właśnie, to co można o nim powi
                    > edzieć?

                    Mozna by go nazwac - prawie papiez.. :)

                    Woli jezdzic Renault 4, zamiast mercedesami, bentleyami albo rolls-royce'ami.. (choc je ma w swoim garazu pozostawione przez poprzednikow)

                    Woli mieszkac w hoteliku, zamiast w palacu.

                    itd. itp.
          • senseiek Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 09:10
            > Bez tego niestety nie da się żyć.

            Da sie. Ludzie robili to przez 2-3 miliony lat bez pieniedzy i sie dalo.. :)
      • fuzja_jadrowa Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 09:26
        > Kasa niestety jest najważniejsza i rozbieżność poglądów w tej kwestii to chyba gwóźdź do trumny każdego związku.

        Nie rozumiem, dlaczego wprowadzasz tu osobną kwestię rozbieżności poglądów. Można zarabiać tyle samo, tak samo dużo lub tak samo mało, i mieć zupełnie różne wizje gospodarowania pieniędzmi.

        > A wysokość zarobków jednak jest wyznacznikiem poglądów w kwestii istotności kasy w życiu człowieka.

        Jedno z drugim nie musi być sprzężone. Wysokość moich zarobków jest efektem ubocznym robienia tego, co lubię i potrafię. Nie mówi nic o moim podejściu do pieniądza.
    • midnight_lightning Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 01:57
      Tak kasa wg kobiet nie jest ważna :) nie musisz zarabiać tyle, co Kulczyk, wystarczy połowa tego:)

      Facet nie musi być bogaty, ma tylko mieć k(l)asę i być "zaradny" :)
      Darujmy sobie złudzenia, kasa podnieca kobiety, to najlepszy afrodyzjak. Kobiety to genetyczne utrzymanki.
      • po-trafie Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 08:20
        Nigdy w zyciu nie bylam z facetem, ktory zarabialby wiecej niz ja :-)
        • fuzja_jadrowa Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 09:19
          > Nigdy w zyciu nie bylam z facetem, ktory zarabialby wiecej niz ja :-)

          No ja też właśnie taka niepodniecona żyję. Nawet moja własna kasa za bardzo mnie nie podnieca. :)
    • malami115 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 08:45
      dla mnie problemem by bylo, gdyby facet był bezrobotny. Nie chodzi tu o chwilowy brak pracy lub chorobę tylko o zdrowego dorosłego mężczyznę bez pracy. Nie wierzę, że ktoś kto chce znaleźć pracę nie może jej nie znaleźć ( chodzi o faceta). Kobiety są w gorszej sytuacji no ale nieważne, to nie ten temat. Jeżeli chodzi o pieniądze to na początku, gdy poznałam swojego wybranka serca była znaczna róznica w naszych dochodach - zarabiał 3 razy więcej ode mnie ale nie stanowiło to dla mnie problemu ponieważ dla niego nie był to problem. Teraz takze zarabia więcej ale nie jest to aż taka znaczna róznica, no jak będę na macierzyńskim to ta róznica się trochę poglębi ( 80% rocznego). Ja nie widzę problemu i on takze ponieważ obydwoje do zwiazku wnosimy bardzo wiele.
      • malami115 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 08:47
        najważniejsza jest oczywiscie rodzina i milość ale niestety... miłością nie wykarmi się rodziny...
        • tymon99 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 00:05
          malami115 napisał(a):

          > miłością nie wykarmi się rodziny...

          mylisz się. nie wykarmi się rodziny niczym innym, jak miłością właśnie.
          • ijonaa.tichy Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 00:09
            tymon99 napisał:

            > malami115 napisał(a):
            >
            > > miłością nie wykarmi się rodziny...
            >
            > mylisz się. nie wykarmi się rodziny niczym innym, jak miłością właśnie.
            >

            Właśnie! a napoi wodą, do której uprzednio miłośnie się przemówiło :)
            • tymon99 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 01:06
              jeśli jeszcze kiedyś zechcesz napisać o gadaniu do wody, bądź łaskawa nie podpinać tego pod mój post.
              • ijonaa.tichy Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 01:27
                dlaczego jesteś taki niemiły??
                • tymon99 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 08:17
                  dlatego, że mój post był najzupełniej poważny i najzupełniej dosłowny. wszelkie dopatrywanie się w nim poezji lub żartu jest zbędne.
                  • miau.weglowy nie martw sie tymon 24.02.14, 17:19
                    sa ludzie, co to rozumieja :)
                    a nawet uparcie wprowadzali w zycie i ciesza sie pieknymi efektami
                    nikt mi nie wmowi, ze fura kasy i nieobecnosc w zyciu moich dzieci dalyby takie same rezultaty jakie mam
                    i kropka
    • bella_roza Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 09:49
      Całe życie zarabiam więcej niż mój mąż,bywało że 4x, teraz 1.5-2x. Nie jest to dla nas żadnym problemem. ALE: on jest robotny,po prostu w jego branźy takie są zarobki. A co najważniejsze, łącznie mamy tyle że starcza nam na wszystko. Jakby kasy brakowało, to mógłby z tego zrobić się problem.
    • sweet_pink Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 11:00
      Zasadniczo w tym co napisałeś najbardziej zwróciła moją uwagę tymczasowość. I chyba jest dla mnie mało istotne ile konkretnie, ale własnie żeby to było tymczasowe...facet ze stałym dochodem (a już ze stale niskim to tym bardziej) nie podejmujący działań w celu poprawy sytuacji, awansu, rozwoju biznesu itp. to dla mnie jest facet z defektem, z pewnym poczuciem bierności. Ogólnie ja mam uczulenie na ludzi "stojących w miejscu", a jakoś tak wychodzi że po podejściu do pracy/finansach najłatwiej to zobaczyć.
      Generalnie problemem nie jest sama kasa, a cechy charakteru panów które sprawiają, że pan znalazł się takiej sytuacji. Założenia które próbujesz poczynić w temacie są totalnie nierealne. Równie dobrze mógłbyś poczynić watek o kosmitach.
    • nestana Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 13:50
      no_easy_way_out napisał:

      > Skonkretyzuje pytanie. Powiedzmy, ze roznica bylaby wyrazna. Zarabialby 50% teg
      > o co Wy. Nie bylaby to obiektywnie sytuacja tymnzasowa.Jesli Ty masz 4000 to on
      > 2000, jesli Ty 3200, to on 1600 itp. Bylby to dla Was jakis problem?

      W pewnym sensie byłby to problem. Piszę "w pewnym sensie", bo chodzi o problem subiektywny. Ja zarabiam 6500 netto, załóżmy, że on 5000. Obiektywnie nie ma problemu, bo za tyle spokojnie można się w Warszawie utrzymać i całkiem przyzwoicie żyć (za każdą z tych pensji). Jednak subiektywnie podskórnie czułabym, że coś jest nie tak. Mężczyzna, który wiąże się z kobietą, od której zarabia mniej, byłby w moim odczuciu zbyt mało męski a ja niestety nie lubię pantoflarzy i maminsynków. Pieniądze obok siły fizycznej są dla mnie wyróżnikiem mężczyzn typu alfa od pozostałych. Nie muszą to być wartości bezwględne, muszą być proporcjonalnie większe od tych, którymi dysponuje kobieta. Gdybym zarabiała 1000 miesięcznie, to wystarczyłoby mi, żeby facet zarabiał 2000. Gdyby zarabiała 20 000 to on powinien mieć 25 000. I nie ma to nic wspólnego z utrzymywaniem, tylko właśnie z męskością. Zaznaczam, że to moja opinia a wiem, że na forum jest wiele pań, które wprost uwielbiają mało zarabiających ciaptaków wierzących w "partnerstwo", więc one na pewno mają inne zdanie.
      • thelma333.3 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 19:33
        z ciekawosci: a dlaczego obrazasz takich facetow ktorzy zarabiaja mniej od Ciebie (a takze mniej od swoich kobiet) ?
        bo 'ciaptak' do pozytywnych okreslen raczej nie nalezy;
        w sumie ciekawe stwierdzenie; myslisz ze jak facet bedzie zarabial 20 tys miesiecznie to bedzie sie z Toba obowiazkami domowymi dzielil? ;-)
        • nestana Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 25.02.14, 14:04
          thelma333.3 napisała:

          > z ciekawosci: a dlaczego obrazasz takich facetow ktorzy zarabiaja mniej od Cieb
          > ie (a takze mniej od swoich kobiet) ?
          > bo 'ciaptak' do pozytywnych okreslen raczej nie nalezy;
          > w sumie ciekawe stwierdzenie; myslisz ze jak facet bedzie zarabial 20 tys miesi
          > ecznie to bedzie sie z Toba obowiazkami domowymi dzielil? ;-)

          Przeczytaj raz jeszcze mój wpis ze zrozumieniem. Facet może zarabiać nawet 1000 zł netto i będzie dla mnie atrakcyjne, ale pod warunkiem, że ja będę zarabiała tylko 500. Nie chodzi o sumy bezwględne, tylko o relatywne. Musi zarabiać więcej ode mnie. Dla mnie jest to jedno z kryteriów męskości, konkretnie: zaradność. Natomiast co do Twojego przykładu, to gdybym poznała faceta, który zarabia 20K miesięcznie, to z przyjemnością wyręczyłabym go we wszystkich domowych obowiązkach, bo zakładam, że mielibyśmy wówczas Panią Nataszę ze Lwowa, która sprząta, pierze, prasuje i gotuje ;)
          • fuzja_jadrowa Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 25.02.14, 15:32
            Proszę bardzo, jakie rozdwojenie jaźni. No, no...

            Tutaj to:
            Dla mnie jest to jedno z kryteriów męskości, konkretnie: zaradność.

            W sąsiednim wątku to:
            Dlaczego facet, który wyjdzie z kumplami w sobotę na imprezę, pozna dziewczynę, prześpi się z nią a rano nie pamięta nawet jej imienia, ma znakomity humor a koledzy uważają go za fanstatycznego gościa, a dziewczyna, która pójdzie do łóżka z przystojnym facetem poznanym tej nocy, jest obgadywana przez koleżanki za jej plecami i w dodatku sama ze sobą się źle czuje? To jest właśnie ta niesprawiedliwość i ten stereotyp społeczny, to mnie boli.

            Zróżnicowane kryteria wracają, przy okazji gryząc cię w dupsko. :)
            • ursyda Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 25.02.14, 16:07
              :)
            • no_easy_way_out Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 25.02.14, 23:04
              ! ;) Strasznie mnie zzerala ciekawosc, czy ktos to podlapie oprocz mnie tez ;)
              chylne twarz ;>
    • koronka2012 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 23.02.14, 18:50
      no_easy_way_out napisał:

      > Skonkretyzuje pytanie. Powiedzmy, ze roznica bylaby wyrazna. Zarabialby 50% teg
      > o co Wy. Nie bylaby to obiektywnie sytuacja tymnzasowa.Jesli Ty masz 4000 to on
      > 2000, jesli Ty 3200, to on 1600 itp. Bylby to dla Was jakis problem?

      Oczywiście, że byłby to problem i to nie do przejścia. Nieudaczników nie toleruję.
      Skoro ja mogę zarabiać, to facet tym bardziej.
      • malami115 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 08:32
        popieram. Facet bez pracy= nieudacznik. Nie mam na mysli tymczasowego braku pracy ( kilka miesięcy) lub choroby.
    • coffei.na Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 16:04
      nieważne jak nieważne kto -ważne by 5teczka na miesiąc była :)
    • mocno.zdziwiona Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 17:36
      Dla mnie taka dysproporcja byłaby przeszkodą w tworzeniu związku. Co innego gdyby sytuacja była tymczasowa, bo to wiadomo, że raz na wozie, raz pod wozem. Ale od razu na wstępie wiązać się z kimś kto zarabia połowę tego co ja stanowiłoby dla mnie problem. Chodziłoby mi o formy spędzania wolnego czasu, ewentualnie o tworzenie przyszłej rodziny, itd.
      • ursyda Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 20:10
        Włos mi się na głowie jeży jak was czytam:/
        • magnusg Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 25.02.14, 20:30
          Dlaczego?Sa szczere i my faceci wiemy,ze wiekszosc kobiet tak mysli.Nic szokujacego w tych wypowiedziach nie ma.
    • thelma333.3 Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 19:29
      50% z 2000 to nie to samo co 50% z 10000;
      wiec to by zależało od kwot bezwzględnych;
      nie związałabym się z kimś kto zarabia tak mało, ze sam nie jest w stanie się utrzymać, a także w razie utraty pracy przeze mnie od razu idziemy pod most ;
    • ursyda Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 24.02.14, 20:13
      Ciekawa jestem co powiedziałybyście kobiecie, która by tu, na forum poskarżyła się, ze facet, ją odrzucił bo zarabiała mniej. Choć w sumie wiem co byście jej napisały, że to materialista i świnia. No ale odwrotnie to już można. Żenada.

    • ursyda Wszystko to co słyszymy przed "ale" jest nieważne. 25.02.14, 16:09
    • a1ma Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 26.02.14, 01:37
      Jeśli ja 30, to on 15? No spoko, ale tylko pod warunkiem, że to on idzie na macierzyński.
    • promenadowa Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 05.03.14, 21:00
      ... równowaga powinna być (dokończę sobie Twój tytuł). U mnie niestety nie było - zaczęło się 4 lata temu. Zmiany u męża w pracy, z miesiąca na miesiąc coraz mniejsza pomoc finansowa z Jego strony - pierwsze 1,5 roku takie miotanie, pomiędzy kolejnymi cichymi dniami, biernymi próbami szukania przez Niego pracy, tłumaczeniami o depresji, przemocy emocjonalnej - generalnie JA MUSZĘ POMAGAĆ, JAKO ŻONA, bo On ma pecha i tyle...
      Skrótowo pomagałam jeszcze 2 kolejne lata, finansując już całkowicie większość życia i potrzeb rodzinnych - w międzyczasie usłyszałam oskarżenia o materializm, przemoc emocjonalną, spowodowanie u Niego stanu depresyjnego.
      Końcowo - konfrontacja z matką Jego nastoletniej kochanki (bagatela 25 lat różnicy pomiędzy nimi), która poinformowała mnie o ich 2 letnim związku - a On tylko potwierdził, że leczył swoje kompleksy. Wieczorem miał spakowane walizki (do Mamusi co kazała mi się... modlić jak prosiłam, by pogadała z Synem), dziś jestem po 1 rozprawie rozwodowej i ogarniam życie bez "pasożyta", jest mi... spokojnie i przewidywalnie.
      Kasa nie ma znaczenia - jak ma się odpowiedzialnego partnera przy boku, a nie lenia, który uważa, że "mu się należy". Takie moje wywody... dziś wiem, że najlepiej polegać na sobie :)
    • pies_alkoholika Re: Kasa nie jest najwazniejsza, ale... 05.03.14, 21:26

      > Jakie ma dla Was jakies znaczenie to, ze mezczyzna, z ktorym sie zwiazecie i z
      > nim zamieszkacie , zarabia tyle a smyle?


      jest tylko jedna prawidłowa odpowiedź - fundamentalne !!!
Pełna wersja