magadanskaya
04.03.14, 22:55
Bo ja tak.
Ktoś z boku mógłby stwierdzić, że to masochizm, ale zdarza mi się brać za rzeczy, o których nie mam zielonego pojęcia. Oczywiście kosztuje mnie to masę stresu, ale opłaca się, bo:
1) uczę się nowych rzeczy, zdobywam nowe doświadczenia
2) staję się silniejsza, wzrasta poczucie kompetencji
A wy? Próbujecie nowych rzeczy, np. w pracy, wiedząc, że biorąc pod uwagę wasze cechy, szanse na powodzenie są raczej poniżej 50%?
To jest generalnie fajna metoda, bo:
1) w przypadku powodzenia - pojawia się myśl - "O jaaaa, ale jestem zdolna! Zrealizowałam projekt nie z mojej dziedziny/branży etc"
2) w przypadku porażki - "ojtamojtam, przecież to i tak nie moja działka, wiadomo było, że się nie uda, ale fajnie, że spróbowałam".
Tak się zastanawiam na ile to masochizm i życie w niezgodzie z własną naturą, a na ile odkrywanie tej natury ---> bo np. istnieją ludzie z potencjałem, ale są zahamowani przez różne czynniki (np. wychowanie) i jasne, że przez lata wyuczone niewychodzenie z cienia jest fajne i bezpieczne a sytuacja ekspozycji społecznej jest dla takich osób cholernie stresująca, ale czy nie warto?
Jak macie?
Bo ja właśnie tak, że z tą motyką.
Ale też nie zawsze.
Choć często.
Aaaa.
Dobranoc :))