piataziuta
07.03.14, 23:46
Była sobie Żaba i Książę. Żyli sobie razem dłuższy czas, raz lepiej, raz gorzej, ale w ostatnim obiegu księżyca mieli się raczej dobrze.
Pewnego dnia, gdy Żaba wróciła z jednodniowej podróży, a Książę z pracy...znaczy, z objazdu po królestwie, przytuliwszy się, uśmiechając się do siebie, położyli się do łóżka, celem odpoczynku.
Książę przyciął komara, a Żaba zajęła się laptopem.
Nagle, ku zdziwieniu Żaby, Książę westchnął z irytacją. Okazało się, że nie śpi.
-Dobrze się czujesz Księciuniu?-zapytała Żaba.
-Nie! - warknął Książę.
-Czy boli cię znowu głowa?
-Nie! Po prostu źle się czuję.
-Czy mogę coś dla Ciebie zrobić? Chcesz kanapkę, herbatę albo coś?
-Nie!
Żaba z powrotem więc zajęła się laptopem, albowiem była zmęczona.
Książę jednak zaczął wiercić się coraz bardziej, wzdychając z irytacją.
-Co się stało, Książę?
-DAJ MI SPOKÓJ!- warknął, po czym opuścił komnatę.
"Pewnie ma gorszy dzień" - pomyślała Żaba - "Dam mu chwilę."
Jednak zorientowawszy się, że Książę poszedł do drugiej komnaty tylko po to, aby zmienić łóżko, uświadomiła sobie, że prawdopodobnie to ona jest przyczyną jego wku....
Zorientowała się również, że oto, najprawdopodobniej, po raz kolejny, doświadcza nieoczekiwanej zmiany humoru Księcia o 180 stopni, spowodowanej najprawdopodobniej niekorzystnymi losami jego królestwa, czy też może, zmianą kierunku wiatru - co Książę, zapomniawszy się, zwykł odreagowywać na Żabie.
Przypomniawszy sobie złe losy Królowej Matki, będącej ofiarą Króla Ojca, w Żabie odezwał się bunt. "Nie ku..., nie dam z siebie zrobić ofiary.".
- MOŻESZ MI POWIEDZIEĆ, O CO CI CHODZI!? - zapytała prawie krzycząc Żaba, poszedłszy za Księciem
- DAJ MI SPOKÓJ!
- Znowu ci coś odwaliło?
- Nie dbasz o mnie!
- Nie rozumiem ku...! Jak to nie dbam o ciebie!? Przecież przed chwilą miałeś dobry humor!?
- Udawałem!
Dalej padło jeszcze parę niecenzuralnych zdań, po czym Żaba zaczęła pakować swoje parę (krótkookresowo przywiezionych) rzeczy, stwierdzając, że nic tu po niej. W międzyczasie jednak, usłyszawszy, że jedyne co potrafi, to zabrać rzeczy i wynieść się, wydarła z siebie:
- Ok, masz dziesięć minut, żeby się ogarnąć!
Po 10 parszywie długich minutach, w ciągu których nie stało się nic, Żaba spakowała swoje rzeczy.
Warto dodać, że zrobiła to wielce agresywnie, wywalając swoje rzeczy na podłogę, a potem ciskając je z tupetem do plastikowych siatek na zakupy.
Książę nie pozostał dłużny, w odpowiedzi na pakowanie oraz szczątkowe agresywne pseudodialogi, zareagował ostentacyjnym rzutem deski do prasowania w dal, mijając Żabę o pół metra.
Żaba wyniosła się z płaczem z mieszkania, zamówiła taksówkę, upchała do tejże sześć plastikowych siatek z których się wysypywało i laptopa, i zażyczyła sobie "Poproszę do domu. Tylko przez bankomat."
Po tym nastąpiła wojna.
Ale nie ukraińsko - ruska, tylko żabio - książeca.
Stroną Księcia jest twierdzenie, że może i zachował się źle, ale to Żaba pierwsza zaczęła być agresywna i to jej wina, że i on był agresywny. I przecież przeprosił już, a to, że główną treścią w przeprosinach uczynił stwierdzenie "to twoja wina", jest faktem pozbawionym znaczenia.
Żaba natomiast, oxujała z tego wszystkiego i nic już się nie mieści jej w głowie.
Proszę o komentarz.