kachaa17
16.03.14, 19:10
Pół roku temu wyprowadziłam się od męża. Nie układało się już od długiego czasu, w dodatku ja chorowałam na depresję, nerwicę czy coś tam jeszcze innego. Pisałam wcześniej o tej sytuacji. Mąż był początkowo przeciwny mojej wyprowadzce, błagał mnie żebym została, stwierdził, ze on zrozumiał swoje błędy. Ja jednak nie mogłam zostać. Później mąż pogodził się z sytuacją. Utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny, z tym, że przez ostatnie miesiące to ja dzwoniłam. Wczoraj w rozmowie mąż powiedział, ze może byśmy uporządkowali nasze sprawy - w sensie rozwód.
Ja nie chcę jeszcze rozwodu, ponieważ dopiero co staję na nogi, podnoszę się z depresji i jak się okazuje to myślałam sobie po cichu, ze może by się udało zejść. Mąż wczoraj powiedział, ze jakoś on nie widzi możliwości powrotu. Nie powiem, przeżyłam to dość mocno, choć faktycznie już od pół roku nie jesteśmy razem. Stanęło na tym, że mam się zastanowić. Ale najgorsze emocje dopadły mnie przy czymś innym i właśnie nie wiem o co chodzi. Mąż powiedział, że jeździł do galerii szukać garnituru. Już ta myśl wywołała we mnie niepokój. Bo sobie myślę: ma chłopina dwa garnitury (ostatni ten od ślubu) a tu nagle szuka nowego. Powiedział, ze na ślub do kuzynki. Ślub jest połączony z chrzcinami, wesela nie będzie, tylko przyjęcie. Idzie sam. Czemu mnie to tak ruszyło? Coś się zaczęło ze mną dziać. Jakiż żal poczułam, niepokój, złość. Powiedziałam, ze jest mi przykro i zaraz się rozłączyłam. Nie wiem czemu to tak na mnie podziałało. Może temu, ze on idzie dalej a ja ledwo trzymam się na powierzchni? Z drugiej strony pojawiła się taka myśl: ja też tam powinnam być. Czyżbym była zazdrosna? tak samo było jak dowiedziałam się, ze kupił sobie samochód. Nowy, z salonu. w przypadku samochodu poczułam się jakaś zdradzona, bo jak byliśmy razem ja bardzo chciałam mieć samochód ale mój mąż twierdził, że z salonu to szkoda pieniędzy a używanego to on nie umie kupić. W efekcie po kilku latach ja kupiłam. A tu teraz nagle mu nie żal kasy na nowy jak jest sam.