Dodaj do ulubionych

Beznadziejne oświadczyny...

21.03.14, 09:58
Muszę się wypisać i albo mnie opieprzcie, albo wesprzyjcie... Potrzebuję oceny, krytyki, czegokolwiek...Jest mi cholernie smutno, przykro i dotarłam chyba do ściany w tym związku.

Jesteśmy ze sobą 1,5 roku, związek na odległość, ale staramy się widywać w weekendy, czasami ja do niego mogę przyjechać na dłużej (tak jak teraz). Już nie tacy bardzo młodzi - oboje dobrze po 30-tce.
Wczoraj mi się oświadczył. Kiedy wychodził rano do pracy zapytał czy zjemy kolację na mieście, powiedziałam, że lepiej nie - bo dopiero co wróciliśmy z krótkich wakacji, które siłą rzeczy generują wydatki i tam codziennie mieliśmy przytulne knajpki, restauracyjki, więc czas trochę przyoszczędzić (tym bardziej, że na dziś (piątek) już byliśmy umówieni do knajpki ze znajomymi). Powiedział ok i wyszedł.

Wrócił wieczorem na przygotowaną przeze mnie kolację, po kolacji chciał się przejść. No to poszliśmy na rundkę po dzielnicy. Nic spektakularnego, obok mały park, ale było miło - pachniało wiosną, kwitły drzewa. Usiedliśmy na ławeczce i zaczęliśmy gadać. On po raz pierwszy sam z siebie zaczął mówić o różnicach między nami (jesteśmy totalnie różni, że ja kilkakrotnie chciałam się już rozstać - słynna różnica charakterów:)), ale że jest ze mną naprawdę szczęśliwy. Ok - pomyślałam, może wreszcie on zrozumie to czego ja potrzebuję i nauczy się ze mną rozmawiać. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i do domu.

W mieszkaniu - wynajmowana, nie lubiana przez niego kawalerka, z gołą żarówką, na kanapie, gdy ja półleżałam i beztrosko o czymś rozmawialiśmy - nagle on zapytał czy wyjdę za niego za mąż? Pomyślałam, że to żart, więc zapytałam niby z oburzeniem - to są oświadczyny? a gdzie pierścionek, kwiaty i orkiestra? On na to, że myślał żeby mnie zaprosić na kolację (stąd ta propozycja rano), ale że ja nie chciałam (A SKĄD JA MIAŁAM WIDZIEĆ, ŻE TO KOLACJA ZARĘCZYNOWA???), potem, że na spacerze, ale nie wyszło (DLACZEGO??), a wcześniej na wyjeździe też nie było okazji (?????) Zrobiło mi się tak cholernie przykro, że takie na odwal było to pytanie i tak bylejakie te oświadczyny, że nawet nie umie zorganizować czegoś takiego, żebym ja się poczuła chociaż troszkę wyjątkowo. Wie, że lubię symbole. Powiedziałam, że nie mogę mu dać odpowiedzi.

Wstałam z kanapy, on też. Podszedł do swojego płaszcza, wrócił, powiedział, że chce żebym ja wiedziała jak jestem dla niego ważna i ... dał mi pierścionek. Żebym go nosiła jeśli chcę (niekoniecznie w ramach zaręczyn). Brzydki. Z niebieskim oczkiem, bardzo skromny, z białego złota.

Oddałam mu go, powiedziałam, że nie jestem gotowa i nie tak sobie wyobrażałam taką chwilę, a co do pierścionka to ponieważ nie noszę żadnych - nosić będę tylko ten jedyny. A ten taki nie jest.

Końcówka wieczoru - każde czytało swoją książkę.

Dziś rano przed jego pracą - chciałam go podpytać, zrozumieć - dlaczego wybrał tak beznadziejny sposób na oświadczyny, skąd ten pierścionek. Okazało się, że pierścionek kupił już rok temu, a do tej pory nie udawało mu się oświadczyć. Naprawdę nie rozumiem!! Przez ten rok byliśmy na co najmniej 10-ciu różnych wyjazdach, w cholernie romantycznych miejscach. Nawet w tym mieście - u niego, są miejsca, z którymi wiążą się nasze romantyczne chwile. Dlaczego nie tam? Tylko pod łysą żarówką, w bylejakiej pozie na kanapie, w czwartek po domowej kolacji????

Chyba go nie kocham, chyba jednak czas się rozstać. Więc jednak zostanę starą panną (już nią jestem), ale jest mi tak strasznie przykro - wszystko to było takie beznadziejne... To przecież w tym osiedlowym parku - pod ukwieconym drzewek mirabelek, pod gwiazdami byłoby na milion razy lepiej.
Opieprzcie mnie...
Obserwuj wątek
    • wielkafuria Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 10:08
      wez przestan, jakbys go kochała to nawet przy smietniku jakby sie oswiadczyl to bys wyła ze szczescia i skakała z radosci.

      czyli gdyby to było na kolacji to ok, a jak pod zarowka i nie takiej pozie jak trzeba to nie ok.

      no mogl sie postarac, ale to chyba nie tu akurat jest problem ;)
      • quba Re: Beznadziejne oświadczyny... 08.04.14, 21:03
        wielkafuria napisał(a):

        > wez przestan, jakbys go kochała to nawet przy smietniku jakby sie oswiadczyl to
        > bys wyła ze szczescia i skakała z radosci.

        A niby dlaczego?
        Cóż to takiego ma być w tym, ze ona ma skakać z radości, bo facet się oświadczył byle jak?
        A może być tak, że dziewczyna kocha faceta i nie czeka, aż ten jej zrobi łaskę, tylko sama wybiera miejsce i czas i zagaja:
        chciałeś mi coś ważnego powiedzieć?
        Gdyby ją kochał, to sam by się domyślił o co chodzi i wył ze szczęścia na przykład na moście westchnień w Wenecji (no dobra prowadzi do więzienia, to gdzieś indziej, pod wieżą Eiffela, albo w Pałacu Schoennbrunn we Wiedniu...

        Ale, ponieważ autorka wątku prosi, by ją "opieprzyć", to robię to - może Twój facet nie miał dotąd odwagi, by zaproponować Ci małżeństwo?
        Wiesz, jak pisał poeta : "topi się, kto bierze żonę, to tak jakby na weselu w równe nogi wskoczyć w studnię", i on nie miał odwagi?
        A zastanów się sama czego byś chciała?
        Może właśnie ta wasza wspólna codzienność, czytanie razem, swoich książek, ale i obecność, bycie razem, to wasze szczęście, spokojne "noce i dnie"?
        A jeśli się rozstaniecie, okaże się, że jak w wierszu Małgorzaty Hillar :
        "Kiedy przychodzi miłość
        wzruszamy pogardliwie ramionami

        Silni cyniczni
        z ironicznie zmrużonymi oczami

        Dopiero późną nocą
        przy szczelnie zasłoniętych oknach
        gryziemy z bólu ręce umieramy z miłości"

        Dużo życzę Ci siły i spokojnego spojrzenia na wszystko.
        Jesteś przecież młoda, masz czas...
        • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 09.04.14, 00:00
          Miałam już nie odpisywać... ale ... nie sądziłam, że ktoś przypomni ten wiersz, który jako 15-latka recytowałam na konkursach, a który sama wybrałam po przejrzeniu 5 tomów poezji... I ta sygnaturka z frazą z "Misia" :)
          Dziękuję :)
          • quba Re: Beznadziejne oświadczyny... 09.04.14, 12:18
            na.rozdrozu napisała:

            > Miałam już nie odpisywać... ale ... nie sądziłam, że ktoś przypomni ten wiersz,
            > który jako 15-latka recytowałam na konkursach, a który sama wybrałam po przejr
            > zeniu 5 tomów poezji... I ta sygnaturka z frazą z "Misia" :)
            > Dziękuję :)

            Ściskam Cię!
            :)
    • ingeborg Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 10:25
      Eh. Generalnie nie jestem wielką fanką pań, które mają wygórowane wyobrażenia o swoich oświadczynach i weselu, ale trochę Cię rozumiem.

      Z tym że po pierwsze - ślub po związku wyłącznie na odległość to jakiś poroniony pomysł - jak widać zupełnie się nie znacie, skoro Ty lubisz takie korowody a on się przy gołej żarówce oświadcza.

      Po drugie, skoro tak się kochacie, a żadnemu się nie udało przez ten czas przeprowadzić do tego drugiego, żeby być bliżej ukochanej osoby, to chyba dużo mówi o skłonności do poświęceń.

      Po trzecie jeśli pierścionek był kupowany po pół roku znajomości, to dopuszczam taką możliwość, że pan nie znał jeszcze dobrze Twoich gustów estetycznych (kwestię kupowania pierścionka po półrocznej znajomości pominę milczeniem).

      Podsumowując - to nie oświadczyny i pierścionek są tu problmemem, tylko Twój strach przed staropanieństwem i to, że jesteście ze sobą totalnie na siłę, i pierwsze co Ci przychodzi do głowy jak myślisz o rozmowie, to że on NARESZCIE będzie wiedział jak z Tobą rozmawiać. Noż kurde.

    • alpepe Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 10:33
      Nie wiem, jaki on jest, ale ty chyba jesteś siostrą kachny z wątku obok, bo tęczy nie było, ani jednorożców, a jak się całujecie, nie biją dzwony, a pierścionek był brzydki... Brzydki? Z białego złota, do tego z niebieskim oczkiem, pewnie jest klasycznie piękny, tylko, że ty chcesz fajerwerków i wodotrysków. Podzielam twoje zdanie, powinniście się rozstać.
    • system.tzw.edukacji Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 10:35
      > Końcówka wieczoru - każde czytało swoją książkę.

      Oczytany, ja bym nie wybrzydzał. Mało która kobieta ma szczęście trafić na faceta, który czyta książki. Nieczytasz.

      > Chyba go nie kocham, chyba jednak czas się rozstać.

      Tak sądzę. W przeciwnym razie scena pod gołą żarówką wydałby Ci się urocza.
    • triss_merigold6 Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 10:39
      Wyświadcz panu przysługę i go zostaw.
      Nie chodzi o formę oświadczyn, tylko o to że kobieta po 30-tce powinna wyzbyć się złudzeń, że oto facet w magiczny sposób zrozumie czego ona potrzebuje i nauczy się odpowiednio rozmawiać. Iluzja na temat czytania w myślach już Ci powinna przejść, inaczej będziesz wrzodem na d.. dla każdego w miarę normalnego gościa.
      • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 10:59
        Ok, możecie jeszcze trochę po mnie pojeździć. Dobrze mi to zrobi.

        Tak - kilkakrotnie chciałam się z nim rozstać - zawsze to ja inicjowałam tę rozmowę i ja chciałam to zakończyć.
        Tak - chciałabym romantyzmu, uwzględnienia moich potrzeb, gustów.
        Tak - jestem starą panną, ale nie boję się tego stanu, tylko tego, że kończy mi się termin przydatności żeby mieć dziecko - a tego bym jednak chciała, a na sam zapładniający seks bez związku nie jestem na tyle odważna czy wyzwolona.
        Tak - widocznie jestem infantylna, naiwna i chciałabym przynajmniej zrozumienia, skoro nie mogę liczyć na słynne motyle w brzuchu.
        Tak - bardzo poważnie zbieram się zakończenia tego związku. Dotychczas powstrzymywały to jego protesty i jego wielka chęć bycia ze mną. Tylko, brutalnie mówiąc, kolejna inwestycja diabli wzięła. Bo związek to jest inwestycja - czasu, emocji, oczekiwań.

        I wiem, że on nie czyta w moich myślach, ale na tyle często z nim rozmawiałam o swoich oczekiwaniach od życia, sposobie myślenia i wrażliwości na różne czynniki - że zostawienie mu na karteczce informacji w puntach jak ma przygotować i jak mają wyglądać oświadczyny, jednak trochę mnie przerasta.

        Cieszę się, że wokół jest tyle rozsądnych i szczęśliwych babek, które umieją kochać. Ja widocznie jestem ułomna.
        • przeciezwiadomo Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 11:02
          Sama jesteś sobie winna, bo byłaś na siłę i na odległość z gościem, który Cię nie pociąga, tylko dlatego, że Ci się kończy termin przydatności. Teraz masz pretensję do całego świata o to, że nie spełnił Twoich oczekiwań. Czego się spodziewałaś, pisząc coś takiego na forum? Że pogłaszcze Cię ktoś po główce i napisze o nim - ale drań?
        • po-trafie Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 12:12
          Czy ja dobrze rozumiem, ze jestes z nim tylko dlatego, ze on tak bardzo chce?
          I to, ze on tak bardzo chce, spowodowalo ze dalej w ten zwiazek inwestowalas czas, emocje etc?

          Nie do konca moge zrozumiec, dlaczego dalej jestescie razem. Czekasz na cos? Czegos sie spodziewasz?
          Bo z twoich slow rozumiem, ze jest to tylko i wylacznie strata czasu (zarowno twojego jak i tego faceta)...
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 23:55
            Dziwi mnie tak ostra krytyka. Dla każdej z Was zerwanie z partnerem/partnerką, z którym/ą jesteście od, powiedzmy, że dłuższego czasu jest niczym? Nie zasługuje na chwilę rozwagi, tylko krótka piłka? W końcu dlaczegoś związek powstał, dlaczegoś chce się kochać tę drugą osobę, zrozumieć ją, coś ich przecież łączy.

            No chyba, że ktoś traktuje ludzi instrumentalnie, w sensie przydatny na partnera albo nieprzydatny, nie ma sensu, do widzenia. Wahanie tego rodzaju jest oznakiem empatii, autorka zapewne męczy się, chciałaby zerwać, ale partner cierpi i próbuje związek na siłę utrzymać.

            To strasznie trudne krzywdzić kogoś, kto nic Ci tak naprawdę złego nie zrobił, naprawdę Cię kocha, ale Cię nie rozumie, nie jest Wam dane być razem. Jak facet jest totalnym dupkiem, żaden problem z nim zerwać, ale jak jest taki obezwładniająco zapatrzony? Jak się zbierasz na rozmowę ostateczną, a on tego nie przyjmuje do wiadomości i mówi, że od teraz będzie inaczej, i naprawdę próbuje? A Ty masz go dość, choć on się stara, z drugiej strony czujesz się podle, że nie doceniasz go za to, jak się stara?

            Tym niemniej - jak inni piszą - trzeba się rozejść. Jak najszybciej, żeby nie męczyć jego i siebie.
          • mozambique Re: skalkulowala zwiazek na chlodno 24.03.14, 12:10
            tak najpiej niech go po pietach całuje a może i na rekach nosi za to ze się pan laskawie zdecydował zdeklarować ( zapewne po paru latach wygodnego bzykania bez zobowiazan , związek na odleglsoc z=jest zwykle bardzo wygodny dla panów a uwierający dla pań)
        • ogionek Re: Beznadziejne oświadczyny... 24.03.14, 18:07
          W sumie nie miałem odpisywać i nawet nie wiem czy to przeczytasz po paru dniach, ale...
          Po pierwsze primo (jak to dawniej satyrycy mawiali) sama czujesz niedopasowanie. Nic na siłę. Jeśli na prawdę męczy Cię ten związek, to nie ma się nad czym zastanawiać. Tkwiłem w takim trzepniętym związku przez kilkanaście lat i wiem jedno - nie warto na siłę brnąć. Raz czy drugi może coś nie wyjść, czasami trzeba się dotrzeć i dopasować.
          Jeśli stale czujesz brak czegoś, to pora zakończyć w rozsądnym terminie z nadzieją na bardziej dopasowanego partnera.
          Dużo osób dość krytycznie się wypowiadało o Twoich oczekiwaniach. Ja nie będę - są ludzie lubiący sernik i są tacy, co wolą tort waniliowy. O gustach się nie dyskutuje. Dlatego lepiej poszukaj sobie bardziej dobranego partnera pod kątem upodobań estetycznych.

          Na prawdę nie ma sensu marnować i sobie i jemu życia w związku bez tej iskierki. Wierz mi na słowo, później zostaje tylko gorycz i niechęć do wszelakich związków na długo...

          Życzę odwagi i przyjacielskiego rozstania.
        • 5th_element Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 09:06
          aa juz zaczynalo mi sie podobac Twoje pisanie a tu masz: tradycyjne zrzedzenie i fanaberie z kurnika. Skoro jestes kolejnym babskiem, ktore przy trzydziestce dostaje bejbi-wsciku, to prosciej bedzie isc na dyske czy do innego pubu i dac sie przeleciec w celach prokreacyjnych. Daj gosciowi spokoj. Cos Wam ewidentnie zgrzyta i zameczycie sie na smierc.
        • geos Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 11:28
          Nikt nikomu nie czyta w myślach. Żaden człowiek. Mężczyźni nie skupiają się na domysłach oni mają dane albo ich nie mają. Ja mojemu mężowi sama ich dostarczam, żeby się nie domyślał. Po co mam mieć żal. Zaręczyny miałam bardziej beznadziejne od Twoich i jakoś ze śmiechem to wspominam a pierścionek kupiłam sobie sama. I noszę do dziś, razem z obrączką - róznica jest tak- bardzo go kocham. Daj sobie spokój kobieto, widac to nie ten jedyny.
        • bambaya Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 15:37
          w związku nie można byc egoistą, to że Ty sobie wymysliłaś jak mają wygladac zaręczyny, nie oznacza ze on musi tez tego chcieć... ja też nie miałam zaręczyn takich wymarzonych... przemyśl sobie, co jest dla Ciebie ważne? i czy większej przykrości nie zrobiłąs Ty jemu, niz on Tobie?
        • kucharzyca Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 19:33
          Ja Ciebie rozumiem. Mój oświadczył się na schodach pociągu. Bo tak mu było łatwiej. Byłam tym głęboko dotknięta. I nie dlatego, ze lubię konwenanse i romantyzm. Dlatego, ze nie podjął trudu zadbania o mój komfort w takiej sytuacji, tylko myślał o sobie. Nie dałam mu jednoznacznej odpowiedzi, i potem też się rozstaliśmy z wielu innych powodów. W czasach, gdy ludzie żyją bez ślubu, wiec sam ślub przestaje być taki ważny, oświadczyny jako forma naprawdę poważnej i szczerej rozmowy miedzy dwojgiem ludzi - wymaga odpowiedniej oprawy.
        • annubis74 Re: Beznadziejne oświadczyny... 29.03.14, 10:20
          Tak - rozstań się z tym facetem - ewidentnie nie jest Wam po drodze - a po ślubie będzie tylko gorzej. Związek Wam sie nie klei
          Tak - facet chciał romantyzmu - chciał zrobić Ci niespodziankę - chciał zaprosić Cię na romantyczna kolację i miałabyś swój romantyzm rodem z kiczowatych komedii romantycznych - nie chciałaś - a widocznie facet zgodna dusz - stwierdził ze nie będzie ci sie sprzeciwiał.
          Tak - jesteś infantylna - motyle w brzuchu zdarzają się ale na początku związku - później zdarzają się coraz rzadziej, oczywiście miło jak w codzienności wplała sie jakis łądny miły gest.
          Mylisz miłość z dekoracjami, zewnętrzną politurką
        • pilarsanik Re: Beznadziejne oświadczyny... 05.04.14, 23:57
          Moim zdaniem nie jesteś ułomna. Po prostu chcesz szczęścia, tylko nie wiesz czym to szczęście jest.
          Aczkolwiek szukasz księcia z bajki... jednak zapominasz o tym że księcia żyją tylko w bajkach. A ty żyjesz w realnym świecie a nie w bajce.
          Moje doświadczenie jest takie: stały, zwarty i szczęśliwy związek opierać się może tylko i wyłącznie na PARTNERSTWIE, zrozumieniu.
          Oczekujesz romantycznej scenerii na oświadczyny.... oczywiście to rozumiem... że fajnie by było jakby ten facet czymś nas oczarował, ale jeżeli nie potrafi tego zrobić teraz, to później już będzie tylko gorzej. Jeżeli byś go kochała do granic możliwości, sceneria by ci nie przeszkadzała. Jeżeli ci przeszkadza to nie znaczy że jesteś ułomna, tylko że go nie kochasz.
          Scenerie, żarówki, kawalerki, parki czy restauracje zupełnie zanikają gdy ma się DZIECI. Wtedy jest jazda extremalna żyć albo przeżyć i jeżeli nie masz BAZY dobrego związku - on nie przetrwa.
          I że przez wiele lat nie uwidzisz restauracji, parku, kina - tylko pieluchy i szarą rzeczywistość. Związek partnerski nie polega na noszeniu partnerki na rękach a na dyżurowaniu przy nocnym karmieniu dzieci :)
          Och, nie neguję Twoich oczekiwań i nie daj się wkręcić w to że życie to głównie poświęcenie od początku do końca. Po prostu znajdź sobie faceta, który może nie będzie czytał w twoich myślach ale chociaż będzie spełniał twoje podstawowe oczekiwania.
          Z tego co pamiętam, mój mąż w ogóle mi się nie oświadczył, bo to wynikło jakoś tak samo z siebie, że chcielibyśmy być ze sobą już razem, a potem była mowa że jak ja będę jego żoną to........ a potem rozmawialiśmy że skoro mamy się pobrać to kiedy....... i jak zaplanować przyjęcie... i wszystko wyszło samo z siebie. Zupełnie bez przełomów i bez oficjałów. Tzn. ustaliliśmy w końcu datę ślubu i datę oficjalnych zaręczyn dla rodziców... jednak o tym że chcemy być ze sobą na dobre i na złe wiedzieliśmy już znacznie wcześniej.
          Co do księciowania i wyniosłych chwil, pamiętaj moja droga tylko o tym, że skoro decydujesz się z kandydatem być do końca życia, to musisz wziąć pod uwagę również to że być może za 2 lub 40 lat będziesz musiała mu podcierać tyłek (z powodu jakiejś choroby), albo on tobie i czy jesteś do tego zdolna.
    • ingeborg Dżizas... 21.03.14, 10:58
      Oczywiście wszystkie tutaj cieszyłyby się jak głupie z pierścionka z gumy do żucia ofiarowanego na stacji benzynowej z komentarzem typu "ej, może byśmy się ohajtali?". Przecież ta laska nie obraziła się na to, że restauracja za mało ma gwiazdek i że orkiestra przygrywa na skrzypcach a ona by wolała altówkę... Nawet faceci wiedzą, że takie wydarzenie wymaga minimum odświętności. Chociaż co do pierścionka to się zgodzę, że nie wiem jak niebieski kamień i białe złoto może być brzydkie.
      • pandzik Re: Dżizas... 28.03.14, 22:25
        "Nawet
        > faceci wiedzą, że takie wydarzenie wymaga minimum odświętności."

        Taaa, fraka, lakierków i całowania w białą rączkę. A potem idzie taka dziunia przez życie i tylko się domaga słitaśnych misiów na walentynki, poza tym nic ją nie interesuje.

        Ja mojego faceta zapytałam po miesiącu znajomości, w wynajmowanym mieszkaniu, czy by się ze mną nie ożenił. siedzieliśmy sobie w domowych ciuchach przed kompem i oglądaliśmy film.
        Jesteśmy 10 lat po ślubie, drugie dziecko w drodze. Treść, nie forma, po prostu.
    • fuzja_jadrowa Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 11:22
      > Przez ten rok byliśmy na co najmniej 10-ciu różnych wyjazdach, w cholernie romantycznych miejscach. Nawet w tym mieście - u niego, są miejsca, z którymi wiążą się nasze romantyczne chwile. Dlaczego nie tam?

      Podejrzewam, że oświadczyny w którymkolwiek z tych miejsc nadal uważałabyś za niewystarczająco dobre. Tak to wygląda, gdy wizja z komedii romantycznych ma większe znaczenie niż sam oświadczający się.
      • kucharzyca Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 19:48
        Obawiam się, ze się mylisz. Koleś po prostu obniżył swój poziom do poziomu slumsow. To jak pójść w swetrze do opery, albo w dresie na pogrzeb. Niby nic takiego, ale wszyscy czują, ze nie halo. Pewne konwenanse bezwzględnie trzeba znać. W wielu wypadkach nawet proletariat umie się dostosować, a nie korzystać z tego, ze "siorbanie i bekanie jest przecież wygodniejsze i nie trzeba się stresować.
    • sweet_pink Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 12:08
      Faktycznie oświadczyny słabe, ale jakbyś go kochała i marzyła o wspólnej przyszłości i rodzinie to nie zwróciłabyś na to aż takiej uwagi. Raczej byś się zastanowiła jak facet może nadrobić tą sytuację.
      Teraz będę się bawić we wróżkę ze szklaną kulą. Moim zdaniem dobrze wiesz, że go nie chcesz. Pewnie ogólnie facet jest ok, ale wyprowadza Cie z równowagi czymś na kształt życiowej nieporadności...zaręczyny będące kwintesencją owej pierdołowatości Cię dobiły (może też chodzić o inną cechę, np brak empatii z jego strony). Taka "wisienka na torcie". Wcześniej myślałaś, że się jakoś ułoży, bo ogólnie facet dobry zaangażowany i wydawało Ci się że to przesadna wybredność skreślać faceta z powodu braku jakichś cech które nie wydawały Ci się kluczowe (dawałaś się namówić na bycie razem). Zwyczajnie wplatałaś się w związek, który nie jest Tym czego oczekujesz od życia...czemu ciężko stwierdzić, odległość zamąciła, może byłaś manipulowana, może samotna (i on to dla Ciebie taki kryzysowy narzeczony)...trudno bywa. Podziękuj losowi za "beznadziejne" zaręczyny, które Cię obudziły. Wymiksuj się z relacji i szukaj dalej. Powodzenia.
        • sweet_pink Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 13:35
          Rozumiem doskonale. Po 30 szukanie i zaczynanie od nowa to nie takie chocki klocki.
          Jednak spójrz prawdzie w oczy. Nie masz innego wyjścia. Przecież żyć będziesz powiedzmy do 80...i co niemal pół wieku z niewłaściwym facetem? Z niezaspokojonymi potrzebami? W niezadowoleniu? W takim układzie przed 50 będziesz w depresji i będzie jeszcze trudniej niż teraz. Ok nie masz ochoty i ja to zrozumiem, też miałam podobnie...ale chcesz całe życie "płacić" za to ze teraz nie masz ochoty?
          • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 14:34
            Mądra z Ciebie babka.
            W zasadzie taką logikę sama bym zastosowała w stosunku do drugiej osoby.

            Tego faceta spotkałam po 3 latach jak zakończyłam poprzedni związek (długi i burzliwy, ale z jakimś tam intuicyjnym rozumieniem siebie). Pokaleczona emocjonalnie w wieku 30 lat zaczęłam szukać, potem dałam sobie spokój. Po trzech latach pojawił się on. Chciałam, naprawdę chciałam - żeby się udało, bo był taki...normalny. Owszem widziałam różnice, on też, ale w pewnym momencie nawet moja mama powiedziała - nie ma idealnych związków, a on jest naprawdę ok. Znajomi uważali, że trafiłam na cud natury - dobry, spokojny, zrównoważony, pracowity, bardzo mnie kochający. Ok - skoro tyle lat nie znajdywałam ideału, czas zaakceptować to co mam. No to mam. 35 lat, niechęć do siebie i faceta-pierdołę.
            Może wyjściem jest szybkie zrobienie sobie z nim dziecka i wtedy rozstanie. Tyle, że on chce się ze mną ożenić i razem mieszkać.
            A z drugiej strony tyle par jest nieszczęśliwych, dlaczego mi miałoby być lepiej? he he he
            • soulshuntr Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:32
              a tam, marudzisz. Bedziesz miala dzidziusia, pozniej drugiego wiec sie nimi zajmiesz. W miedzyczasie cala milosc przelejesz na dzieciatka, bo przeciez takie kochane urocze bobaski, a maz bedzie gdzies tam w kolejce po kocie i psie, byle kase do domu przynosil. Te 3 razy w miesiacu bedzie cie bolala glowa albo cos a pozniej jakos tak naturalna koleja rzeczy bedziecie mieli osobne lozka.Xieciunia na bialym koniu znajdziesz sobie na sympatii.
    • jw.ow Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 12:19
      A ja cię trochę rozumiem. O ile pierścionek to jest rzecz gustu to oświadczył się w beznadziejny sposób rzeczywiście. Ja tez jestem typem romantyczki i na serio nie przyjęłabym oświadczyn na kanapie w stylu: ,,Ej... a może byś za mnie wyszła ?" Kolacja tak samo nie jest żadnym wysiłkiem ze strony faceta. Gdyby partner znał cię dobrze wiedziałby czego oczekujesz i na pewno te oświadczyny wyglądałyby inaczej. Nic nie przygotował i nie wysilił się. Nie wiem, co jest tego przyczyną, może po prostu sytuacja w związku ? Ja czułabym się zawiedziona takimi oświadczynami na pewno szczególnie, że tak jak mówisz dużo zwiedzacie, jeździcie w różne ciekawe miejsca i mógł to zrobić niejako ,,przy okazji". Jeżeli nie miał pomysłu to jest Internet i wystarczy poszukać w gogle i na pewno kilka pomysłów by znalazł. Byle jaki macie związek i oświadczyny także były byle jakie.
      Mimo, że tutaj spotyka cię fala krytyki nie wierzę, że któraś z kobiet byłaby zadowolona z oświadczyn na kanapie albo gdzieś przy okazji na stancji benzynowej, czy w toalecie podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych.
      • klamkas Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 19:49
        Ale on jej się nie oświadczył przy sikaniu, tylko w normalnych domowych okolicznościach. Nie przesadzaj. Znam gorsze historie i kobiety z radości rzucały się ukochanym na szyje, właśnie dlatego, że kochały i marzyły o wspólnym życiu. I każda normalna zakochana kobieta się zgadza, jeśli tego wspólnego życia chce. Ewentualnie potem się z niego naśmiewa, że zero w nim romantyczności. Nie zgadzają się tylko te, które szukają pretekstów...
      • liisa.valo Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 12:39
        jw.ow napisał(a):

        > Mimo, że tutaj spotyka cię fala krytyki nie wierzę, że któraś z kobiet byłaby z
        > adowolona z oświadczyn na kanapie

        Mnie tam się kiedyś ktoś oświadczył na kanapie, nie pod gołą żarówą, bo żyrandol tam też był. Zachwycona byłam, chociaż nawet pierścionek nie był od razu tylko "w późniejszym terminie".
    • piataziuta Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 13:07
      > Chyba go nie kocham, chyba jednak czas się rozstać.

      To jest sedno sprawy.

      Strasznie to żałosne, że zdajesz sobie sprawę z najważniejszej sprawy - że go nie kochasz, a mimo to jestes na tyle bezczelna, że oczekujesz drogich swiecidełek i fajerwerków.
      Żal mi faceta.

      Znajdź sobie takiego faceta którego pokochasz - wtedy bedziesz się cieszyć z każdych zaręczyn, albo po prostu bogatego, który bedzie cię zasypywał drogimi prezentami, wystawnymi kolacjami i innymi bajerami - bo widać to właśnie jest dla ciebie najważniejsze w życiu.
      • miau.weglowy to jest wlasnie kwintesencja 21.03.14, 14:34
        generalnie ma go centralnie

        no ale....jak sie postara pan i bedzie ladnie inwestowal w pania, to ewentualnie bylaby sklonna, po dlugim i ciezkim namysle (gdyby tylko bylo czym sie chwalic przed kolezankami), go poslubic. ostatecznie...na bezrybiu, jak sie nie ma tzw 'brania', to...
        • na.rozdrozu Re: to jest wlasnie kwintesencja 21.03.14, 14:50
          Nie odpisywałam na post piątejziuty, bo jest dla mnie absurdalny, ale skoro i miauwęglowy się dołącza - to zareaguję.
          Tyle wiecie ile zjecie :)

          Nie ma we mnie, ani w moim poście materialistycznych ciągot i nigdy nie cierpiałam na brak powodzenia - i tu był mój błąd. Pewnie za bardzo przebierałam :)

          Życzę wam jak najwięcej samozadowolenia z siebie.
          • gocha033 dziekujemy... 21.03.14, 14:57
            na.rozdrozu napisała:
            > Życzę wam jak najwięcej samozadowolenia z siebie.


            dziekujemy, juz posiadamy.

            Tym niemniej - czepianie sie jakiegos jednego zdarzenia (forma zareczyn), zahacza o mentalnosc piszacej tu gdzies obok kachy...
            Jasne, ze oprawa moze miec znaczenie, ale tresc jakby chyba wazniejsza ?

            Jak tu ktos tu juz napisal, skoro masz zastrzezenia co do oprawy, to tylko jst to chyba tylko przykrywka do tego, ze do TEGO wlasnie pana jakos nie jestes do konca przekonana ?
          • jobi1 Re: to jest wlasnie kwintesencja 02.04.14, 13:18
            Wydaje mi się, że diagnoza zarówno piątejziuty jaki i maiuweglowego jest trafna, choć wyrażona w dosyć nieprzyjemnej formie. Wydaje mi się że Człowieka z którym jesteś traktujesz przedmiotowo. Tyle, że mnie się wydaje że robisz to z dobrych pobudek.
            Jak dla mnie z Twoich postów istotnie wynika, że nie masz materialistycznych ciągot.
            Chcesz założyć rodzinę i mieć dzieci. I to jak dla mnie jest OK:).
            Jak znam życie to wszyscy dookoła mówią, "ale to przyzwoity facet, czego tu więcej od niego chcieć, lepszego możesz już nie znaleźć". I pewnie trudno odmówić im racji.
            Tylko czy to wystarczający powód żeby wychodzić za niego za mąż i mieć z nim dzieci??
            Twoje odczucia są ważne. Jeśli ten związek nie jest dobry teraz to kiedy będzie?
    • majaa Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 13:11
      Oczywiście, że mógł się bardziej wysilić, przygotować coś specjalnego, zrobić atmosferę..., ale nie to stanowi istotę problemu. Jest dokładnie tak, jak napisałaś w ostatnim akapicie: nie kochasz go, i tyle. Trzeba było się rozstać definitywnie już wtedy, kiedy podjęłaś taką decyzję po raz pierwszy. Oboje niepotrzebnie straciliście czas, a w dodatku facet wciąż żył złudzeniami o wspólnej przyszłości. Pewnie boleśnie się rozczaruje, ale jeśli choć trochę go lubisz i dobrze mu życzysz, to przestań być egoistką i jak najszybciej go zostaw.
    • ina_nova Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 14:02
      W mieszkaniu - wynajmowana, nie lubiana przez niego kawalerka, z gołą żarówką, na kanapie, gdy ja półleżałam i beztrosko o czymś rozmawialiśmy - nagle on zapytał czy wyjdę za niego za mąż? Pomyślałam, że to żart, więc zapytałam niby z oburzeniem - to są oświadczyny? a gdzie pierścionek, kwiaty i orkiestra?


      No....mógł cię chociaż do filharmonii zabrać. Cham!
    • miau.weglowy lol 21.03.14, 14:24
      nie dziwota, ze po takich jazdach panowie sie latami boja odezwac w temacie
      i sie w glowke stuknij tak w ogole
      a pierscionek odeslij do mnie: lubie biale zloto, absolutnie nie po rusku, i lubie niebieski kolor
    • light_in_august Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 14:43
      Jestem w stanie zrozumieć pewnego rodzaju rozczarowanie co do formy oświadczyn. Ale z drugiej strony - oświadcza się facet i kobieta nie ma nad tym kontroli. Więc skoro nie ma na to wpływu, to powinna olać forme i skupić się na treści. A Tobie najwyraźniej ani forma, ani treść nie odpowiadają... I w tym cały problem.
      Zresztą, piszesz o nim z taką niechęcią i pogardą, że aż... słabo się robi. Nic z tego nie będzie. Zaręczyny z fajerwerkami na niebie czy na moście w Paryżu nie zmienią raczej Twojego negatywnego nastawienia do faceta, a jeśli nawet, to tylko na chwilę.
      • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 14:56
        Mówisz "niechęć i pogarda"...
        Naprawdę tak to brzmi?

        Nie upieram się przy utrzymaniu tego związku, ja w nim od początku rozdawałam karty. Zawsze mi przeszkadzał jego brak zdecydowania, nie ma cech samca alfa.

        Ale nie sądziłam, że moja ocena kwalifikuje się w pojęciach przez ciebie użytych.
        Nie wiem czy napisałaś to na wyrost, czy jednak powinnam poważnie sama przemyśleć swój stosunek do niego.
        Akceptuję irytację (bo taką czasami odczuwam), ale nie mogłabym być z człowiekiem, którym pogardzam.
        Jest ze mną aż tak źle?
        • gocha033 Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:01
          na.rozdrozu napisała:
          ale nie mogłabym być z człowiekiem, którym pogardzam.

          - no wlasnie. napisalam powyzej to samo.
          a jak moglas do tej pory ?

          > Jest ze mną aż tak źle?

          - z Toba moze niekoniecznie, ale z waszymi relacjami - napewno.
        • light_in_august Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:43
          Wiesz, to już po tych oświadczynach można poznać, że jest niezdecydowany i zdominowany - pewnie biedak trząsł się ze strachu i niepewności, jak to zrobić, żeby Ci dogodzić. Wymyślił kolację, Ty oprostestowałaś, a on nie umiał przeforsować tego wbrew Twojej woli. Potem może chciał to zrobić na spacerze, ale wydygał. No i wyszło, jak wyszło, pewnie chciał to mieć jak najszybciej za sobą ;)

          Spróbuj docenić go takiego, jakim jest. W koncu rozdawanie kart w związku ma swoje plusy. Ale jeśli faktycznie marzysz o facecie, który będzie brał, co i kiedy chce i kierował Tobą, to to nie jest i nigdy nie będzie ten.
          • kucharzyca Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 20:24
            Raz na jakiś czas facet powinien być facetem i mieć jaja. Oświadczyny są właśnie takim momentem. I w tym momencie ma pokonać strach i stanąć na wysokości zadania. A koleś zachował się tak, ze widać, ze potrzebuje żeby się nim mamusia zaopiekowała i wykazała zrozumienie dla trudności, jaka miał.
        • light_in_august Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:49
          A co do pogardy - nie wiem, czy napisałam na wyrost, takie odniosłam pierwsze wrażenie po przeczytaniu Twoich postów, pierwszego i kolejnego o tym, jak mu gratulujesz wybrania najbrzydszego pierścionka na świecie ;) Pogarda to duże słowo, może bardziej odpowiednie byłoby lekceważenie - ale w sumie znaczenie podobne i skutki odczuwania również. A teraz, jak piszesz o tym jego braku zdecydowania, to naprawdę można wyczuć Twoją irytację jego osobą...
          • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 16:03
            Ja mu nie powiedziałam, że pierścionek jest brzydki. Napisałam to wam :)
            Przy nim powiedziałam, że skoro nie mogę mu dać odpowiedzi, nie mogę również założyć pierścionka - bo chcę nosić jedynie zaręczynowy, a potem obrączkę. Więc skoro na dziś to nie jest pierścionek zaręczynowy - oddaję mu go.
            Starałam się nie okazać mojego niezadowolenia z wyglądu precjoza :)
        • to.niemozliwe Re: Beznadziejne oświadczyny... 22.03.14, 06:19
          Czy az tak zle to nie wiadomo ;-).
          Ludzie, ktorzy nie otrzymywali w dziecinstwie bezwarunkowej milosci, lub ta, ktora otrzymywali od rodzicow byla warunkowana spelnianiem ich kryteriow maja zaburzone poczucie spojnosci wewnetrznej. W sytuacji zaangazowania emocjonalnego przyjmuja spoleczne kryteria oceny tego, co doswiadczaja, zamiast naturalnych. Dlatego odrzucasz prawdopodobnie jedynego czlowieka, ktoremu na Tobie naprawde zalezy. Ranisz go, argumentujac niespelnianiem przezen kryteriow spolecznych i odrzucasz. Warunkowanie milosci w dziecinstwie generuje ludzi o mysleniu o sobie w kategoriach ofiary, loosera. Kogos kto uwaza, ze i tak to wszystko sie nie uda, ze sie rozwali i musi tak juz byc.
          Powielaja ten schemat w relacjach z innymi, podswiadomie prowokujac odrzucenie lub wrecz doprowadzajac druga strone do skrajnosci wymuszaja to, by doswiadczyc ponownie tej "kary", jaka spotykala ich w dziecinstwie.
          Jesli chcesz cos zmienic, to zamknij symbolicznie i dokonaj rytualnego (symbolicznego) pogrzebu siebie niespelnionej, uwiklanej w przeszlosc i niespojnej: wez swojego faceta do tego samego pokoju, z ta sama gola zarowka i nedzna kanapa i tam mu sie oswiadcz! Zrob to sama. Odrzuc swoje spoleczne kryteria i ciesz sie bezwarunkowa miloscia.
          • six_a Re: Beznadziejne oświadczyny... 22.03.14, 09:56
            >wez swojego faceta do tego samego pokoju, z ta sama gola zarowka i nedzna kanapa i tam mu sie oswiadcz!

            przecie ona go nie kocha, litości.
            dlatego ta żarówka urosła do rozmiarów księżyca oraz wszystko jest be i nie tak, jak być powinno.
          • kucharzyca Re: Beznadziejne oświadczyny... 27.03.14, 20:32
            Alez skąd! To, żeby się w czasie oświadczyn czuć wyjątkowo, i żeby było odświętnie, to sa oczekiwania tej dziewczyny! Żeby facet nie był pie... - to sa oczekiwania tej dziewczyny. Ona w żadnym momencie nie mówi, ze taka jest konwencja oświadczyn, albo ze jej mama tak sobie wyobraża oświadczyny.
          • sancho77 Re: Beznadziejne oświadczyny... 19.04.14, 20:57
            Znam to, nie otrzymałem bezwarunkowej miłości i miotam się po świecie już prawie 40 lat. Nie czuję się zbytnio nieszczęśliwy, ale lepiej tak niż pogmatwać sobie jeszcze bardziej (jak moi rodzice). Za młodu uwielbiałem flirtować i miałem do tego dryg, ale z wiekiem staram się już tego unikać. Ludzie zamiast konsekwentnie iść do przodu wyzbywają się siebie i sytuacje stają się coraz mniej czytelne. I ja wytracam rozpęd. Kiedyś myślałem, że sobie to jakoś poukładam, ale moim hamulcowym zawsze było superego. Wierzyłem, że gdy spotkam tę połówkę, to po kwadransie będę już wiedział. A jestem socjopatycznie spontaniczny. Fajnie byłoby dzielić życie z kimś bez napinki, wspierać się w trudach i dzielić radościami. To naprawdę ma sens. Zarówno mieć komu wybaczać jak i mieć się z kim pikantnie posprzeczać, by potem z jajem to odkręcić. Bo dla poczucia jakiejś niewyraźnie określonej stabilizacji - absolutnie nie ma sensu. Trzeba tańczyć w deszczu, a nie omijać kałuże ;-)
            • glizda1977 Re: Beznadziejne oświadczyny... 19.04.14, 21:54
              cyt.,, Fajnie byłoby dzielić życie z kimś bez napinki, wspierać się w trudach i dzielić radościami. To naprawdę ma sens. Zarówno mieć komu wybaczać jak i mieć się z kim pikantnie posprzeczać, by potem z jajem to odkręcić.,,
              Fajnie to ująłeś, nic dodać nic ująć, właśnie tego mi brakowało w ostatnim związku. Pozdrawiam.
              • sancho77 Re: Beznadziejne oświadczyny... 19.04.14, 23:27
                glizda1977 napisała:
                > cyt.,, Fajnie byłoby dzielić życie z kimś bez napinki, wspierać się w trudach i
                > dzielić radościami. To naprawdę ma sens. Zarówno mieć komu wybaczać jak i mieć
                > się z kim pikantnie posprzeczać, by potem z jajem to odkręcić.,,
                > Fajnie to ująłeś, nic dodać nic ująć, właśnie tego mi brakowało w ostatnim zwią
                > zku. Pozdrawiam.

                Ale to nie jest takie proste i nie przychodzi od razu ;-) Na początku łatwo znieść przegięcia obu stron w obie strony, ale potem wkracza para cichych zabójców - Codzienność i Rutyna. I nie wolno słuchać mediatorów Przyzwyczajenia i Rezygnacji. Wujek Zamęt może i gada od rzeczy, ale wolę go od ciotki Nudy ;-)
      • czoklitka Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 22:03
        > Ale z drugiej strony - oświadcza się facet i kobieta nie ma nad tym kontroli.
        >Więc skoro nie ma na to wpływu, to powinna olać forme i skupić się na treści.

        Co za idiotyczna porada.
        Nie jesteśmy na wojnie, aby na warunki zewnętrzne i okoliczności nie mieć wpływu. :)
        Kto powiedziała, że trzeba od razu dać odpowiedź facetowi? Można się wstrzymać z odpowiedzią, jak również można zasygnalizować, że na pewno zdaje sobie sprawę z kobiecych wyobrażeń o scenariuszach zaręczyn, tym bardziej, że z pewnością nie obce są mu sceny przedstawione w różnych filmach romantycznych. :)
    • gyubal_wahazar Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 14:58
      Spójrz prawdzie w oczy: chłopaka masz serdecznie gdzieś, a jedno czego od niego oczekujesz, to tych wszystkich romantycznych bzdetów, tanich egzaltacji i łzawych dialogów.

      Gość ma stalowe nerwy, że jeszcze z Tobą wyrabia. Jakiś wrażliwszy, dawno by odwinął kite
      • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:09
        Dobre :)

        Wbrew temu co pewnie wy tu sobie wszystkie myślicie, ja naprawdę poważnie rozpatruję wasz każdy wpis. Bo sama stoję przed życiowym wyborem.

        Czy tanie egzaltacje? Mirabelkowe drzewo drogie nie jest - fakt, ale pierścionek mógłby kupić bardziej efektowny :)

        Pomyślę nad sobą, nad tym związkiem. Może wyjściem będzie - jak sama sobie kupię pierścionek i zaaranżuję oświadczyny takie jak sobie zamarzę. Może on się nawet zgodzi, a ja będę miała wreszcie ten romantyczny bzdet.
        • gyubal_wahazar Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:26
          No i miło cholera odpisałaś, a już liczyłem na taniec z szablami. Luzu trochę. Luzu i poczucia humoru, jeśli mogę coś nieśmiało. Wiesz jaki to fajny epizod, taka scena jak ta Wasza ?

          Może nie aż tak, jak nieśmiertelna 'moja żona Zoooooofijaaa', ale również kryje w sobie sporo niewinnego wdzięku.

          To raz. A2 - wiesz jaki to nieprawdopodobny stres dla większości chyba facetów, oświadczyć się ? W ciemno, wiekszość z nas wolałaby ileś godzin u dentysty, niż jak ten baran na rzeź. Nie żebyś zaraz miała omdleć ze wzruszenia, ale jakiś drobny gest doceniający tą traumę byłby jak najbardziej.

          Doceń chłopaczynę, bo następnym razem trafisz Trynkiewicza i mogę nie zdążyć z dobrymi radami
          • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:33

            > Doceń chłopaczynę, bo następnym razem trafisz Trynkiewicza i mogę nie zdążyć z
            > dobrymi radami

            Eee tam - on wolał chłopców

            Ale dzięki - chyba potrzebuję tego luzu, który mi zafundowałeś :)
            Ale jak sam jesteś przed oświadczynami - to niech Cię ręka boska broni przed takimi jak moje!!! Bo potem poczytasz sobie na forum o sobie :))
            • greedex5 Re: Beznadziejne oświadczyny... 31.03.14, 07:49
              > Ale jak sam jesteś przed oświadczynami - to niech Cię ręka boska broni przed ta
              > kimi jak moje!!! Bo potem poczytasz sobie na forum o sobie :))
              Bardzo zabawne. Ty w ogóle pomyślałaś jak twój chłopak się czuł po tej sytuacji? Łaził z tym pierścionkiem pół roku, próbował się oświadczyć kilka razy i w końcu, cóż, wyszło jak wyszło, a Ty go odrzuciłaś. Kiedyś w ogóle nie kupowało się pierścionków zaręczynowych. A może nie zainwestował w Ciebie (nie kupił drogiego) bo wyczuwa że nie warto? Nie zawsze dziewczyny zwracają pierścionki :)
        • light_in_august Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 16:06
          > Czy tanie egzaltacje? Mirabelkowe drzewo drogie nie jest - fakt, ale pierścione
          > k mógłby kupić bardziej efektowny :)

          Większość facetów nie ogarnia takich tematów jak estetyka biżuterii. Ot, pierścionek jak pierścionek, coś tam się świeci, coś błyszczy, jest okej. Rzadko kiedy jest strzałem w dziesiątkę. Ja o pierwszym pomyślałam: omg, jaki mikroskopijny! :(, o drugim: qrka, przecież od jakichś 3 tygodni już nie lubię białego złota! A facetom się wydawało, że takie piękne ;) Tyle że koniec końców to nie takie ważne.
        • mm969696 Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 16:28
          aaa, nie przejmuj się, jłei czytasz forum to chyba już wiesz, że z tu nigdy żadna baba nie jest zazdrosna, nie chce ślubu, nie obchodzi walentynek i w ogóle najlepiej jak facet ją traktuje jak kumpla. Inna sprawa że wiele z nich jest uz kilkanaście lat po ślubie albo odwrotnie, ich facet nigdy się im nie oświadczył, więc już nie pamiętają co to romantyzm w związku.

          Dodam tylko że mój facet mi się oświadczył gdy oglądałam serial w tv i nie było w ogóle romantycznie. Ja tez bym bym byla zła na twoim miejscu, ale można wywnioskować ż e moze twój facet sie trochę krępował i dlatego zrobił to w domu, a nie w miejscu publicznym(parku, restauracji, czy na wyjeździe).Pewnie przyszło mu to z dużym trudem, ale jednak zrobił to z własnej , nieprzymuszonej woli.
    • kol.3 Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:08
      Nie ma Cię za co pochwalić. Nie znam Twojej historii, może Twój facet nie jest mistrzem form, ale Twoje zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Krytykowanie pierścionka nie na miejscu. Nie kochasz faceta, więc się z nim rozstań i nie zawracaj głowy, że oświadczyny nie takie, że pierścionek nie taki.
    • soonva Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 15:40
      na.rozdrozu napisała:

      Nie ma co analizować Twojego listu. Rada jest jedna i oczywista: rozstań się z nim, im szybciej tym lepiej. Z tego nic nie będzie. To w kwestii zasadniczej.

      > Opieprzcie mnie...

      Nie powodu. Dlaczego? Masz wyraźnie inny charakter od niego, inne oczekiwania od życia i od związku, inny temperament, inne wyobrażenia, zapewne inne potrzeby. Z Twojego opisu - bez urazy - wyłania się obraz 30-paroletniego kapcia szukającego mamusi z opcją dodatkową "seks". Facet nie zrobił kariery zawodowej, nie ma gustu oraz wyobraźni (opis mieszkania i zaręczyn), jak rozumiem nie jest też duszą towarzystwa, na pewno nie jest liderem. Zapewne to dobry, wartościowy facet, ale nie dla Ciebie.

      Nie jesteś jeszcze taka stara, nie jesteś skazana na staropanieństwo. Zerwij z nim, zaszalej z kumpelami (o ile to lubisz), prześpij się z paroma fajnymi facetami (o ile to lubisz), a gdy już ochłoniesz, bo jednak każde zerwanie jakoś tam obciąża, przemyśl dokładnie czego oczekujesz od związku / małżeństwa / przyszłej rodziny. Bądź śmiertelnie uczciwa sama ze sobą, odpowiedz sobie na pytanie na czym Ci tak naprawdę zależy. Masz już jakieś doświadczenie życiowe i zapewne umiejętność introspekcji, węc powinnaś sobie poradzić. Porozmawiaj też może z jakąś *mądrą* przyjaciółką z poukładanym życiem osobistym, o ile taką posiadasz. I gdy wyciągniesz właściwe wnioski, zacznij szukać tego właściwego, który spełnia Twoje (byle realistyczne) kryteria. Nie przeciągaj tego jednak w nieskończoność, bo po 40-stce będzie już koszmarnie trudno.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      • gustavo.fring Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 16:02
        soonva napisała:


        > z. I gdy wyciągniesz właściwe wnioski, zacznij szukać tego właściwego, który sp
        > ełnia Twoje (byle realistyczne) kryteria. Nie przeciągaj tego jednak w nieskońc
        > zoność, bo po 40-stce będzie już koszmarnie trudno.

        Koszmarnie trudno to jest po 30-tce. Po 40-tce to jest mission impossible.

        Tak przynajmniej uczy to forum. I życie.
      • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 16:16
        Ano widzisz - wszystkie te rady (poza opcją przesypiania się z przypadkowymi facetami) przerobiłam przed tym związkiem. I naprawdę chciałam dobrze wybrać.
        Napiszę nieskromnie, że jeszcze te 5 lat temu to jeśli tylko chciałam (pomimo 30-tki na karku) mogłam wybierać, przebierać, ale żaden mnie nie porwał (ok - jednego żałuję, że nie dałam mu szansy - ale już po ptokach). Więc powinnam być mądrzejsza przy wyborze.

        Ten obecny - to taka jednak trochę kalkulacja, ale naprawdę lepszego nie było w zasięgu możliwości. Ostatnio nawet moja rodzina go dobrze przestudiowała i facet wyszedł na +
        Mama stwierdziła - dobrze wybrałaś, tylko czy ty będziesz umiała z nim żyć?
        Więc problem jest we mnie :(
        A jednak ... Kochanowski miał rację, że Polak i przed szkodą, i po szkodzie - głupi
        • light_in_august Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 16:25

          To ja teraz trochę w opozycji do wszystkich wypowiedzi ;) W adwokata diabła się pobawię.
          A on naprawdę tak bardzo Cię drażni? Bo wiesz, motyle w brzuchu zdychają po 2-3 latach, a potem pozostaje szara codzienność. Możesz zmienić tego faceta na innego, ale nie masz żadnej gwarancji, że za chwilę też Cię zmęczy, bo np. problem tkwi jednak w Tobie i twoich wygórowanych oczekiwaniach? Może pora odrzucić romantyczne mrzonki i skupić się na realnym życiu, w którym główne miejsce zajmują rachunki, zakupy, dzieci, choroby i najważniejsze staje się to, że możesz na kogoś w tym wszystkim liczyć. Samce alfa są super na początku, a potem okazuje się, że żyć z nimi trudno jak cholera (mam w domu takiego i czasem mam ochotę go podmienić na ciepłą kluskę ;)).
          Tak sobie tylko rozważam ;)
          • na.rozdrozu Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 16:55
            Light, dzięki za spostrzeżenia :)
            Może i tak rzeczywiście wygląda życia, a ja chcę za dużo.
            Tylko to Twoje ostatnie - życie z "ciepłą kluską" trochę mnie jednak wykrzywiło. Czy ja chcę żeby tak inni oceniali mój związek?
            Nie ma wariantu pośredniego pomiędzy królem lwem a pyzą? :)
            • soonva Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 18:20
              na.rozdrozu napisała:

              > Light, dzięki za spostrzeżenia :)
              > Może i tak rzeczywiście wygląda życia, a ja chcę za dużo.
              > Tylko to Twoje ostatnie - życie z "ciepłą kluską" trochę mnie jednak wykrzywiło
              > . Czy ja chcę żeby tak inni oceniali mój związek?
              > Nie ma wariantu pośredniego pomiędzy królem lwem a pyzą? :)

              Nie przyjmuj rad od kobiety, która ma w domu samca alfa a pisze, że chciałaby żeby był "ciepłą kluską". To oczywiste kłamstwo.
            • light_in_august Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 19:57
              A co Cię obchodzi, jak inni oceniają Twój związek? Ważne, żebyś Ty się w nim dobrze czuła. Tylko musisz sobie na spokojnie odpowiedzieć na pytanie, czego naprawdę oczekujesz i czy jesteś w stanie dobrze czuć się w tym związku... Jeśli jednak nie, to nie ma sensu iść na kompromis.
        • soonva Re: Beznadziejne oświadczyny... 21.03.14, 18:27
          na.rozdrozu napisała:

          > Ten obecny - to taka jednak trochę kalkulacja,

          Nie ma nic złego w kalkulacji. A myślisz, że mężczyźni nie kalkulują? Być może Twój również, tylko o tym nie wiesz.

          > ale naprawdę lepszego nie było w zasięgu możliwości.

          A może nie było, bo nie szukałaś we właściwych miejscach? Wybacz, ale łowiąc w szambie jest większa szansa na złowienie gó**na niż złotej rybki. Naturalnie, wymagania trzeba mieć realistyczne i adekwatnego do tego, co samemu się reprezentuje, ale nie można popadać w przesadę z drugiej strony.

          > Mama stwierdziła - dobrze wybrałaś, tylko czy ty będziesz umiała z nim żyć?
          > Więc problem jest we mnie :(

          Być może jest, ale skoro jesteś zdolna do takiej refleksji, to nie jest jeszcze z Tobą tak źle. Przemyśl to wszystko raz jeszcze bardzo uważnie. Pamiętaj też, że kobieta dojrzała bardziej powinna zwracać uwagę na osobowość oraz mądrość (i naturalnie zaradność życiową) mężczyzny, niż na wygląd. Cały czas masz szanse na poznanie mądrego, błyskotliwego i spełnionego zawodowo pana, którego minusem jest wygląd zdecydowanie poniżej średnie (i ten minus jest też przyczyną, dla którego jeszcze jest wolny). Warto rozważać różne alternatywy i mieć szerokie horyzonty.

          > A jednak ... Kochanowski miał rację, że Polak i przed szkodą, i po szkodzie - głupi

          Jeszcze szkody nie ma. Byłaby, gdybyś za niego wyszła, urodziła dziecko i stwierdziła, że jesteś nieszczęśliwa i popełniłaś błąd. Cały czas jest naprawdę przed szkodą...
      • gzesiolek Re: Beznadziejne oświadczyny... 01.04.14, 15:15
        Znam kilku facetow, ktorzy sa liderami w pracy i kapciami w domu... bo jak ktos wypruwa sie w pracy to w domu szuka po prostu bliskosci, a nie walki o bycie samcem alfa...
        Ok czytam dalej, bo poza opisem samych zareczyn to jakbym czytal o swojej "pie...watosci" ;)

        Bo jakos zadna z osob wypowiadajacych sie nie zauwazyla, ze taka "pie...watosc" u faceta pojawia sie gdy mu za bardzo zalezy, a boi sie, ze nie sprosta...

        Wpadl w pulapke swojej milosci... Gdyby potrzymal autorke troche na dystans... pokazal, ze ma wlasne pasje i ze nie jest mu do niczego potrzebna... Stawiam dolary przeciw orzechom, ze nagle nabralaby do niego choc odrobiny szacunku... a tak nie ma za grosz szacunku do goscia, a rozwaza zwiazek... bez szans... Szkoda czasu i goscia...

        Dal sie stlamscic i ciag dalszy bylby tylko gorszy...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka