kobl.ama
24.03.14, 20:42
W maksymalnym skrócie było tak. Od 5 lat w związku, od roku zaręczeni. Ślub zaplanowany był na początek czerwca. Zaplanowany w sensie, wybrane miejsce, zaproszone osoby, sposób organizacji, policzone koszty, podróż poślubna. Bez finansowych zobowiązań jednak - w tym tygodniu mieliśmy wpłacić za rezerwację sali oraz w biurze turystycznym. My: 30latkowie, znający się jeszcze z czasów studiów.
Układało nam się dobrze, fajny partnerski związek, wspólnota zainteresowań, wszyscy nam mówili, że pasujemy do siebie. "Psuć" się chyba zaczęło od początku tego roku. Psuć zresztą to za mocno powiedziane (dlatego cudzysłów). Po prostu on znalazł sobie nową pracę, wreszcie taką, w której poczuł się spełniony, także finansowo. Wcześniej ja zarabiałam nieco więcej, od stycznia jego zarobki to 4,5-krotność moich. Zdecydowana różnica. Cieszyłam się razem z nim, uczciwie na to zapracował, dokształcał się, MBA, próbował. Po miesiącu przepracowanym w nowym miejscu miałam wrażenie, że się zmienił. Nawet nie z powodu zarobków, ale jakby poczuł się "ważniejszy", jakby zaczął szukać czegoś innego w życiu. Do tej pory nasz plan był w sumie prosty: bawić i cieszyć się młodością a koło 30stki wziąć ślub i założyć rodzinę. Porozmawiałam z nim o tym, powiedział mi, że plan dalej obowiązuje, ale rzeczywiście inaczej zaczął postrzegać świat, zależy mu na karierze i samorozwoju, chce jeszcze wiele osiągnąć. Powiedział, że między nami to nic nie zmienia, bo jestem dla niego najważniejsza. Jednak zaczął rzadziej ze mną i naszymi znajomymi chodzić na imprezy, zniknęły dawne szalone piątkowe i sobotnie noce. Wolał siedzieć w domu, czytać, jeździć na seminaria i szkolenia, zaczął spotykać się z nowymi znajomymi ze swojej pracy, którzy dla mnie wyglądali jak banda nudziarzy w garniturach. Nie trawiłam ich sposobu widzenia świata - ot tacy korwinowcy w garniturach, którym się udało.
Mimo to, nadal rozmawialiśmy ze sobą o wszystkim i spędzał czas ze mną. Po prostu częściej we dwójkę, bo w większym gronie nie chciał się spotykać. No i niestety stało się, w ostatnią sobotę wyszłam ze swoją paczką kumpeli na babski wieczór, dom - bar - klub, trochę za dużo wypiłyśmy, w klubie na za dużo sobie pozwoliłam z przystojnym facetem, którego nie znałam. W sensie całowałam się z nim dość długo i pozwalałam "obłapiać". Jak to często się zdarza, jedna z "życzliwych" koleżanek nagrała wszystko smartfonem i już w niedzielne popołudnie film trafił do narzeczonego (wysłany przez chłopaka tej "życzliwej" a jego kolegę).
Obejrzał, odbyliśmy rozmowę. A raczej on mi zakomunikował. Bez scen, bez wielkich słów, bez rozpaczy: spędziłem z tobą wspaniałe kilka lat, jestes cudowna bla bla bla, na pewno będziesz miała szczęśliwe życie bla bla bla, ale ja jestem inny bla bla, nie ma sensu tego ciągnąć". Jeszcze w niedzielę wieczorem się spakował i wyniósł do znajomego. Zostawił mi na stole pieniądze za kwietniowy czynsz (wynajem) - całość a nie tylko swoją część, mówiąc że ponad miesiąc to wystarczająco dużo czasu, żebym znalazła sobie współlokatorkę lub nowe lokum. Nasz wspólny depozyt u właścicielki mieszkania też powiedział, żebym zatrzymała.
Od wczoraj siedzę i ryczę. Przyjaciółka mnie przekonuje, że i tak by mnie zostawił, a zdarzenie z klubu było pretekstem - bardzo wygodnym dla niego. Całe jego zachowanie zaś to zademonstrowanie mi jaki jest wspaniały a ja jaką ja jestem szmatą i jeszcze ta hojność finansowa na koniec. Całe towarzystwo już wie zresztą co zaszło. Więc może to była taka pokazówka? Myślę, że ona ma trochę racji, ale cały czas go kocham. Wiem, że sama też zawiniłam i nie wypieram się tego. Nie mogę się pogodzić z tym co się stało. Nie wiem jak stanę na nogi, emocjonalnie, no bo mam pracę i stać mnie żeby mieszkać tutaj nawet samą, nie ma problemu. Boję się też o przyszłość, czy kogoś poznam. Nawet takie drobnostki jak to, co powiem rodzinie i znajomi, którzy wiedzą o ślubie w czerwcu, którego nie będzie.
Jak sobie z tym poradzić? Proszę o jakieś rady. Jeśli ktoś chce mnie zwyzywać to może się cieszyć, bo to co przeżywam od wczoraj naprawdę trudno opisać.
Bożena