czy to już koniec....

04.04.14, 08:18
Dziewczyny sama już nie mogę poradzić sobie z emocjami,które we mnie narastają...Jesteśmy małżeństwem 14 lat,dwójka dzieci i...cholernie głęboki kryzys.Czuję się jakbym mieszkała w domu z lokatorem nie z mężem!!!Oddaliliśmy się od siebie tak daleko jak tylko można.Mąż jest kierowcą w domu "gości" co najwyżej 2 dni w tygodniu.Oczywiście w obecnych czasach ciężko oczekiwać żeby zrezygnował z pracy i szukał czegoś na miejscu-nie oszukujmy się kasa-jednak wszystko powoli zaczęło się sypać odkąd jeździ.Tak powoli...nie z dnia na dzień,raczej z miesiąca na miesiąc z roku na rok i dziś jesteśmy sobie obojętni...Poza dziećmi,rachunkami itp. nie mamy wspólnych tematów rozmów,wspólnych spraw,wspólnego życia...Mam dopiero 33 lata a czuję się jak niejedna emerytka!Całym problemem jest to,że mąż na moje próby obudzenia na nowo miłości w naszym małżeństwie nie reaguje.Nie chce rozmawiać,ucieka od tematów które są dla niego niewygodne.Udaje że nie zauważa mojego wołania o uczucie,zainteresowanie.Zupełnie odciął się ode mnie!Sex zupełnie nie istnieje.Kochamy się raz na 2 miesiące bez większej przyjemności a co najgorsze to to,że zupełnie przestał mnie pociągać...To nie jest tak,że winię męża i jego pracę za wszystko,nie!Sama doskonale wiem jak ciężki mam charakter i ile błędów popełniam ale ja chcę to naprawić tylko muszę wiedzieć co!!!Wielokrotnie zastanawiałam się na tym czy może jest inna kobieta ale nigdy nie dał mi nawet cienia podejrzenia a wręcz mam wrażenie,ze zwyczajnie nie chciałoby mu się-choć oczywiście mogę się mylić...Zawsze szczerze kochałam męża,oczywiście bywało różnie jak w każdym związku-drobne sprzeczki i prawdziwe burze ale nigdy nie było tak jak teraz...Nawet się nie kłócimy bo zwyczajnie nie chce się.Takie emocjonalne dno!!!Sama nie uratuję tego związku a przecież chyba warto,mamy wspaniałe dzieci,łączyło nas coś bardzo głębokiego.Ostatnio coraz częściej w mojej głowie kołacze słowo-rozwód-coraz częściej zastanawiam się nad tym jak wyglądałoby moje życie gdybym została bez niego.Czy byłoby lepiej,czy gorzej czy może po prostu inaczej.Dziś nie potrafię nawet szczerze odpowiedzieć na pytanie czy kocham męża...nie umiem!!!Znudziły mi się ciągłe próby ratowania małżeństwa i tak z góry skazane na niepowodzenie bo przecież nie da się nikogo zmusić do zmiany nastawienia,do tego żeby wreszcie szczerze porozmawiał ze mną co się między nami dzieje i czy nie jest już za późno na próby sklejenia tego co się rozsypało...Doradźcie szczerze tak od serducha,co myślicie o takiej sytuacji.
    • gocha033 zona kierowcy TIR-a... 04.04.14, 10:18
      to prawie jak zona marynarza...
      godzi sie na ten status, lub nie.
      jasne, ze to trudna sytuacja
      to takie malzenstwo bardzej korespondencyjne...
      - z jego strony wymagaj, by chociaz interesowal sie Toba, wtedy gdy jest w domu...
      - a z Twojej, wiecej wlasnych zainteresowan i wlasnych, tylko Twoich zajec...
      • mariuszg2 Re: zona kierowcy TIR-a... 04.04.14, 10:35
        gocha033 napisała:

        > - a z Twojej, wiecej wlasnych zainteresowan i wlasnych, tylko Twoich zajec...

        o tak....wnikliwe analizowanie odczytów tachografu...
        • gocha033 Re: zona kierowcy TIR-a... 04.04.14, 11:00
          mariuszg2 napisał:
          > o tak....wnikliwe analizowanie odczytów tachografu...

          no tak...
          to przeciez Panowie wybieraja Panie...
          A... Panow to wybiera Policja...

          rozmarzylam sie...
          • mariuszg2 Re: zona kierowcy TIR-a... 04.04.14, 15:00
            Gosiu,

            Nie odwracaj kota ogonem... dobrze wiemy, że to Kobieta rządzi Mężczyzną, manipuluje nim za pomocą rajstop, instaluje tachografy, monitoruje jego poczynania, nie pozwala aby jego PC miał trudne do zapamiętania IP, pożera jego myśli, słowa oraz posty, oblizuje palce i obłazi sierścią kota a co najzabawniejsze wcale nie potrzebuje do tego wysokiego IQ. Jedyne co łączy nas oboje to to, że musimy chodzić do WC - oddzielnie...
    • inna_nowa_ja Re: czy to już koniec.... 04.04.14, 12:27
      mam to samo, a w zasadzie miałam. Mąż zjeżdżał tylko na weekend, był umęczony całym tygodniem i uznawał, że teraz ma prawo li i jedynie odpocząć. Cóż, ja z kolei oczekiwałam, że skoro ja cały tydzień zajmuję się dziećmi to chociaż im poświęci czas. Nic bardziej mylnego. Moje małżeństwo się rozsypało, było naście prób jego naprawienia... nie obarczam winą tylko jego, że taką ma pracę ale po prostu zdziczał w tej kabinie, odizolował się totalnie. Ja przez tyle zdążyłam się przyzwyczaić że go nie ma i w końcu wybrałam samotność bo i tak byłam sama.
      Ja podjęłam decyzję po kilku dobrych latach kiedy pozostała już tylko obojętność.

      • ona3.3 Re: czy to już koniec.... 05.04.14, 04:05
        dokładnie o to u nas chodzi.wczoraj mąż wrócił do domu i pierwsze co zrobił po wejściu w drzwi to złapał pilota i na kanapę.nieważne skaczące obok dzieci czy ja ważny był tylko on i jego spokój.Żeby choć poświęcił tym dzieciakom chwilę,przytulił pogadał a potem dał sobie spokój ok ale nie a przecież one czekają na niego cały tydzień.nie mówiąc już o tym że zwyczajnie ze sobą już nie rozmawiamy bo on tego nie lubi-cały tydzień jestem sam i jestem przyzwyczajony do ciszy więc nie mów do mnie...ktoś tu dobrze napisał żona kierowcy to jak żona marynarza i chyba ja tego nie udźwignę...
        • to.niemozliwe Re: czy to już koniec.... 05.04.14, 22:09
          Daj mu trochę posiedzieć samemu i zresetować się. Wiele kobiet zajmujących się domem robi błąd, że po wejściu męża do domu oczekuje natychmiast uwagi i zarzuca faceta stertą tematów, od chorego kota, przez promocję w sklepie meblowym, po bójkę syna w szkole.
    • marka_tka Re: czy to już koniec.... 04.04.14, 20:25
      Rodzice mojej znajomej żyli w takim układzie. On jeździł, ona w domu. Sporo kasy - jak to w tirach (wyjazdy za granicę). Fajnie było. Aż on się zestarzał. Trochę. Chyba miał udar, czy coś takiego. Miał wypadek, potem drugi. Zwolnili go z pracy. Pomijając spadek stopy życiowej, bo jakoś się przystosowali, okazało się, że gdy byli daleko od siebie było ok, gdy im przyszło żyć razem - porażka. Żrą się, nie mogą się wręcz znieść. Smutno patrzeć na nich. Wcześniej wyglądało na to, że przepadają za sobą. Z naciskiem na "wyglądało". :(
      • ponis1990 Re: czy to już koniec.... 05.04.14, 20:24
        Smutne jest to, co piszesz. Sama siedzę w podobnym układzie i nie widzę w tym przyszłości:( Nie dość ,że on zjeżdza tylko na weekendy to jeszcze mieszkamy oddzielnie, więc czasem jest tylko niedziela dla nas - dla mnie to za mało, a on pracy zmieniać nie zamierza.
      • inna_nowa_ja Re: czy to już koniec.... 07.04.14, 14:42
        nasze małżeństwo też wyglądało na szczęśliwe, heh, szkoda że to była tylko ułuda.Pamiętam jak kiedyś mąż miał przestój 2 tygodnie, to była gehenna i dla mnie i dla niego.
        O dziwo, teraz kiedy się rozeszliśmy nasze relacje są bardzo dobre.
Pełna wersja