to-ci-mowie
15.04.14, 23:49
Zasztyletujcie mnie słowem, wbijcie mi w serce ostrze swojej krytyki. Po jedenastu latach małżeństwa odszedłem od żony. Zostawiłem ją z dwuletnią córką. Nie potrafiłem już dłużej żyć w fikcji. Nigdy nie byłem szczęśliwy. Mam wrażenie, że zawsze robiłem to czego oczekiwali inni, nie to czego sam chciałem. Postępowałem wbrew sobie. Najpierw ślub, którego nie chciałem, z kobietą której jak teraz sądzę nigdy nie kochałem. Po wielu latach zgoda na dziecko, którego nie pragnąłem. Zgodziłem się nie mogąc patrzeć jak cierpi kobieta z ogromnym pragnieniem macierzyństwa. Ożeniłem się z obawy przed samotnością. Okazałem się słabym człowiekiem. Napięcie narastało latami. Czułem się w tym związku coraz gorzej. Nie potrafię nawet tego wytłumaczyć. Narastała we mnie frustracja i złość. Żona w pewnym momencie stała się dla mnie zupełnie obcym człowiekiem. Żyłem obok, samotny w związku. Z pozoru wszystko wydawało się normalne i poukładane. Były kłótnie, ale nie jakieś straszne awantury. Było wiele drobiazgów, które mi przeszkadzały, zachowań, których nie potrafiłem dłużej akceptować. Ona bardzo mnie kocha chociaż ma trudny charakter, ale kto nie ma? Przede wszystkim jednak przestałem akceptować relację, w której oszukiwałem sam siebie. W tej chwili nie czuję do żony zupełnie nic. Jest dla mnie jak obcy człowiek co mnie zastanawia. Na domiar złego po mojej wyprowadzce okazało się, że ona jest poważnie chora. Być może będzie wymagała hospitalizacji, a ja nic nie czuję, żadnego współczucia, zupełnie nic. Znalazłem się w najtrudniejszej sytuacji jaką mogę sobie wyobrazić. Odszedłem od chorej żony. Nikomu nie jestem w stanie wytłumaczyć dlaczego. Nawet nie próbuję. Wiem, że nie spotkam się ze zrozumieniem, wszyscy się ode mnie odwrócą i mnie potępią bo "tak się nie robi". Nie zostawia się samotnej matki z małym dzieckiem, w dodatku chorej. Ja jednak nie potrafię nawet myśleć o powrocie. Już sama myśl, że mógłbym (nawet czysto hipotetycznie) myśleć o powrocie powoduje u mnie stres i ogromne emocje. Tłumaczyłem jej, że nie można zmusić nikogo do miłości. Ona, że mnie kocha i to wystarczy. Gdybym wrócił nie miałbym szacunku do siebie i do niej. Na domiar złego ona zapowiedziała mi, że skoro odszedłem to nie kocham córki, a ona takiego ojca nie potrzebuje więc mam zapomnieć o dziecku bo nie pozwoli mi się z nią widywać ponad to co ustali sąd. Nie uważam się za złego człowieka, ale to co zrobiłem jest złe. Skrzywdziłem małe dziecko. To moja córka najbardziej ucierpi z powodu moich błędów. Nie potrafię jednak wrócić do żony, nie wyobrażam sobie tego, nie potrafię dłużej siebie oszukiwać. Stąd moja prośba z początku postu. Nie miejcie dla mnie litości.