deliberate28
24.04.14, 16:29
Witam. Postanowilam poruszyc ten temat na forum, gdyz chcialabym poznac opinie innych... Mieszkam w UK, wiec z gory przepraszam za brak polskich literek. Jakis czas temu poznalam tutaj faceta. Jestem po dlugoletnim, nieudanym zwiazku w Polsce. Zanim go poznalam bylam singielka prawie dwa lata. Nasze pierwsze spotkanie wspominam bardzo milo. Pojechalismy razem do parku rozrywki. Facet zrobil na mnie pozytywne wrazenie. Ucieszylam sie, ze mamy ze soba cos wspolnego. Po kilku dniach spotykania sie zaproponowal wspolny weekend nad morzem. I te kilka wspolnie spedzonych dni sprawilo, ze zaczelam zastanawiac sie nad przyszloscia naszej znajomosci... Z gory zaznaczam, ze nie uwazam sie za alfe i omege. Ale jestem wyksztalcona i inteligentna osoba. Mam swoj jasno okreslony cel w zyciu, szeroki zakres zainteresowan. Obracam sie w gronie ludzi "na poziomie", pracuje na wysokim stanowisku. Przez ciagly brak czasu ucierpialo moje zycie osobiste. I was sumie ta znajomosc to czysty przypadek. Marek jest wspanialym facetem pod wzgledem charakteru. Czuly, wrazliwy, opiekunczy. Lista Jego zalet jest naprawde dluga. Jest jednak jedno "ale". A mianowicie Jego poziom intelektualny... Nigdy nie ocenialam ludzi pod wzgledem stanowiska, ktore posiadaja, wyksztalcenia czy dochodow, bo nie to swiadczy o inteligencji. W tym momencie jestem jednak w wielkiej kropce. Marek nie ma zadnych zainteresowan, zadnych pasji... Nigdy nie byl w teatrze, w operze. Nie lubi ksiazek ani ambitnych filmow, bo czesto ich fabula jest dla niego niezrozumiala... Nie interesuje sie polityka, nie wie nic o tym, co sie dzieje na swiecie, bo nie czyta gazet ani newsow. Gdy porusze jakikolwiek temat z dziedziny, ktora mnie interesuje robi wielkie oczy i nic nie mowi... Nie wie jak zachowac sie w restauracji, w hotelu... Momentami zachowuje sie jakby cale zycie spedzil za kratkami a przeciez juz 6 lat mieszka w Londynie... Cenie Jego charakter, ale Jego zachowanie staje sie dla mnie irytujace... Znamy sie zaledwie miesiac a on juz zaproponowal mi wspolne zamieszkanie... Rozmawia o dzieciach i o checi ustatkowania sie. Z jednej strony ciesze sie, ze ma takie podejscie, bo oboje jestesmy przed 30-stka i tez marze o stabilizacji. Ale z drugiej strony obawiam sie, ze za bardzo roznimy sie pod wzgledem intelektualnym... W jakims stopniu mi na nim zalezy, nie chcialabym go niczym urazic. Nie wiem co robic... Czy probowac "wprowadzic" go w swoje towarzystwo, pokazac troszke inne zycie? On sam nie ma zbyt wielu znajomych. Kazda wolna chwile chcialby spedzac ze mna, co tez momentami staje sie dla mnie uciazliwe, bo nie mamy o czym rozmawiac... Czy ktos z Was byl moze w podobnej sytuacji? Czy takie roznice w zwiazku mozna pokonac?