de_presja11
24.04.14, 21:19
Witajcie.
Na wstępie zaznaczę, że będzie długie i może nieskładne. Poszukuję pocieszenia, gdyż znalazłam się w sytuacji dla mnie ciężkiej i przykrej. Muszę się wygadać, bo wszystko się we mnie gotuje.
Rok temu zmarł mój ojciec. Nie był dla mnie bardzo bliską osobą, kiedy poszłam do podstawówki rodzice rozstali się. Powodem był alkohol, ojciec pił, nie łożył na utrzymanie rodziny. Zamieszkał w innym mieście. Tam miał jeszcze dwoje dzieci z inną kobietą (nie wiedziałam o tym). Ja odnowiłam kontakty z ojcem 6 lat temu, gdy byłam na studiach w tym samym mieście w którym on mieszkał (on nie kontaktował się ze mną, ale nie protestował gdy ja się z nim skontaktowałam). Po 2 latach znów zaczął pić i ja bardzo ograniczyłam te kontakty.
Ojciec nigdy tak naprawdę nie pracował, żył głównie z tego co przysyłała mu z zagranicy matka (moja babcia, która z resztą nie zarabiała tam kokosów a ciężko harowała). Ojciec mieszkał w wielkim pięknym domu wybudowanym z pieniędzy babci, miał też mieszkanie które wynajmował swojemu znajomemu tylko za czynsz (którego i tak nie płacił). Babcia wysyłała też pieniądze swojej siostrze na opiekę nad moim ojcem, z czego w czasie gdy dolary miały jakąś wartość siostra ta wybudowała sobie również dom. Ojciec nie płacił alimentów, wiem że babcia przysyłała na ten cel pieniądze ojcu ale on robił z nich lepszy użytek (drogie prezenty dla znajomych itp.). Wiele razy prosiłam o jakikolwiek kontakt do babci ale nigdy go nie dostałam.
Po tym jak rozluźniłam kontakty z ojcem, zachorowałam na nowotwór. Leczyłam się 2,5 roku, musiałam zbierać pieniądze przez fundację na niedostępny w Polsce lek. Kiedy moja Mama zwróciła się do ojca, aby pomógł mnie ratować, zaśmiał się i powiedział, że możemy sobie zbierać. Tygodniami leżałam w szpitalu 400m od jego domu i ani razu mnie nie odwiedził ani nie zadzwonił.
Po tym jak ojciec zmarł (powodem był alkohol) dowiedziałam się, że mam brata i siostrę. Poznaliśmy się, polubiłam ich, chyba z wzajemnością. Zorganizowaliśmy razem pogrzeb.
Chcieliśmy skontaktować się z babcią ale rodzina nam to uniemożliwiła (jej brat mieszkający w USA i siostra). Dostaliśmy wiadomość od nich że babcia uczyniła nas (mnie i moje przyrodnie rodzeństwo) pełnomocnikami do sprzedaży domu. Każde z nas miało dostać po 1/3 kwoty a babcia miała sobie zatrzymać 50 tys. Spłaciliśmy więc zadłużenie na domu (media, kilkanaście tysięcy) i ponosiliśmy bieżące opłaty oraz niepłacony od 5 lat podatek, załatwialiśmy formalności (dom nie był zgłoszony do odbioru).
Staraliśmy się sprzedać dom. Po kilku tygodniach dostaliśmy następne pełnomocnictwo, że dla nas jest po 1/4 kwoty ze sprzedaży i dla babci 1/4. Ok, pomyśleliśmy, starszy człowiek musi mieć jakieś zabezpieczenie na przyszłość. W krótkim czasie przyszło kolejne pełnomocnictwo, z tym, że babcia przekazywała w nim swoją 1/4 bratu (brat mieszka w USA i pracuje, ma dom i 2 mieszkania i utrzymuje dorosłą córkę i wnuki, dobrze zarabia).
Babcia mieszka w kiepskiej dzielnicy w czynszowym domu w 1 pokoiku z łazienką, z tego co wiem żyje bardzo skromnie. Dodam że w czasie kiedy się to działo ja cały czas zbierałam pieniądze na leczenie o czym oni wiedzieli. Nikt nigdy nie zapytał mnie jak się czuję i jak sobie radzę (pracował tylko mąż a ja nie mam prawa do renty), mamy małe dziecko. Moje przyrodnie rodzeństwo też żyje bardzo skromnie, matka sama ich wychowała, na nich też ojciec nie płacił alimentów.
Parę dni temu dowiedziałam się że do podziału jest już 6 osób (ja i rodzeństwo, siostra babci i brat i jeszcze jedna jej siostra) i zagrozili, że jeśli się nie zgodzimy majątek przypadnie tylko rodzeństwu. Z babcia nie dają nam się skontaktować. Apetyty im rosną cały czas. Wiem że wykorzystują babcię, ma 85 lat i od śmierci ojca zachowuje się bardzo dziwnie, nie bardzo jest z nią kontakt (takie słuchy do nas doszły).
Może miałabym to gdzieś, bo wiem co w życiu jest naprawdę ważne, ale wszyscy wiedzieli, że pieniądze są mi potrzebne na leczenie. Jest mi przykro i cała się gotuję jak pomyślę o tym jak zostaliśmy potraktowani. Ja nigdy w życiu nie wyciągnęłabym ręki po nie swoje, zwłaszcza od chorej osoby. Ktoś inny pewnie od razu sprzedałby za bezcen fikcyjnie i dobrze na tym wyszedł, ale my chcieliśmy z rodzeństwem być uczciwi.
Myślałam że jak to siebie wyrzucę będzie mi lżej. Nie wiem czy jest.
Ale dziękuję, że mogłam to z siebie tutaj wyrzucić. Nawet jeśli nikt tego nie przeczyta. Fajnie że jest forum.