invicta777
01.05.14, 17:40
Witam. To pytanie kieruje przede wszystkim do mezczyzn, ktorzy sa na tym forum. Ale bede wdzieczna za kazda rade... Spotykalam sie z pewnym facetem od grudnia. Wczesniej oboje dlugo bylismy sami. Oboje mamy przykre doswiadczenia z poprzednich zwiazkow. On z gory zaznaczal, ze trudno mu zaufac i zebym do naszej znajomosci podeszla na luzie. Ja jednak totalnie sie w nim zauroczylam. Spotykalismy sie bardzo czesto. Mamy identyczne zainteresowania, rozumielismy sie bez slow. Jego znajomi, z ktorymi mieszka powiedzieli mi kiedys, ze jestem pierwsza kobieta od niepamietnych czasow, ktora do siebie zaprasza. I ze ta znajomosc troche go przeraza, bo boi sie uczuc, ktore sie w nim rodza... Wiem, ze w jakims stopniu mi zaufal... Zostawial mnie sama w swoim pokoju, podal haslo do komputera. Kiedys zazartowal nawet, ze dorobi mi klucze do mieszkania, zebym przyjezdzala, kiedy bede miala na to ochote. Ze jego drzwi zawsze sa dla mnie otwarte. Obojgu trudno nam bylo rozmawiac o przeszlosci, ale wywiazala sie pomiedzy nami niewytlumaczalna nic porozumienia, ktora on czesto podkreslal mowiac, ze jestesmy do siebie bardzo podobni, ze czasami ma wrazenie, ze czytam mu w myslach. I ze jezeli kiedykolwiek nie bede w stanie zrozumiec jego zachowania, mam sie zastanowic jak ja sama postapilabym w danej sytuacji. Ja jednak wszystko popsulam... Chcialam go miec tu i teraz, na juz, dla siebie... Robilam mu wyrzuty, ze rozmawia z kolezankami na fb, ze jest dostepny, ale mi nie odpisuje... Podejrzewalam, ze poza mna spotyka sie jeszcze z innymi, chociaz nigdy nie mialam na to dowodu... Od tamtego czasu zaczal sie ode mnie oddalac... Stwierdzil, ze jest wolnym czlowiekiem i nie mam prawa mowic mu, co ma robic. Zaczelismy sie rzadziej spotykac. To ja w wiekszej mierze nalegalam na spotkania. On sie zgadzal, bo jak twierdzil, zalezy mu na mnie i ma nadzieje, ze zmienie sie w ta pelna ciepla osobe, ktora poznal... I ze to, ze sie nie odzywlal nie oznaczalo, ze o mnie nie myslal, bo myslal caly czas. Chcial jednak dac mi czas na przemyslenie swojego postepowania. Nie zlicze szans, ktore mi dawal. Potrafilismy nie widziec sie i nie kontaktowac przez dwa tygodnie. Zawsze jednak ktores z nas zrobilo pierwszy krok. Kiedy bylismy razem, bylo cudownie. Wystarczylo jednak, zebym wrocila do domu i zobaczyla, ze jest na fb... Napisal mi kiedys, ze nasza znajomosc przypomina wspinanie sie pod gore... Wspinamy sie razem, jest dobrze a ja znowu wszystko psuje i spadamy w dol... Ze moze powinnismy oboje dac sobie troche czasu i przemyslec wszystko... No i wtedy ja zrobilam najgorszy blad, jaki moglam popelnic... Spotkalam sie z facetem, ktory od dawna o mnie zabiegal. On sie o tym dowiedzial... Miedzy nami do niczego nie doszlo. To bylo raczej kumpelskie spotkanie (przynajmniej z mojej strony). Chcialam tym wywolac u niego zazdrosc. I zeby bylo malo, napisalam mu "milego" smsa... Ze w koncu ktos traktuje mnie jak kobiete a nie jak zabawke do lozka... Zrozumialam jednak, ze to byl blad. Bo tak naprawde zalezy mi tylko i wylacznie na nim... Wczoraj odezwal sie do mnie po dwoch tygodniach milczenia. Zapytal, czy chce odebrac swoje buty, ktore u niego zostawilam... Zebralam sie na odwage i wyznalam mu to, co czuje... Ze to byl blad, ze zrozumialam swoje postepowanie. Ze ciagle o nim mysle, ze bardzo tesknie... Ze oddalabym wszystko, zeby byl teraz przy mnie... Ze chcialabym sie spotkac i szczerze porozmawiac... On jednak do teraz nic nie odpisal... A ja nie wiem co robic. Wiem, ze to moja wina. Wiem, ze nie dalam mu czasu, o ktory wielokrotnie prosil. Ze bylam zazdrosna i zaborcza i chcialam go na sile przywlaszczyc, zamiast dac troche wiecej czasu i wyluzowac. Wiem, ze mu na mnie zalezalo... Jak powinnam sie teraz zachowac? Co zrobic, zeby dal mi kolejna szanse...? Nigdy nie spotkalam takiego faceta... Nigdy wczesniej nie czulam czegos takiego... Uczucia, jakbym znalazla bratnia dusze... Jak naprawic to, co w tak glupi sposob zepsulam...?