I co byście zrobiły?

13.05.14, 15:22
Po wypaleniu niezliczonej ilości papierosów, kilku dni wstawania o 12tej i prysznica o 15tej czas chyba przerwać ten rażący marazm. Pomyślałam, iż dobrym krokiem będzie "publiczna spowiedź" przed Wami Czytelniczki.
Mam 26 lat, jeszcze przez krótką chwilę i pierwszy chyba najpoważniejszy zakręt na drodze.
Skończyłam studia w jednym z pięknych miast polskich. Przez ten czas zdążyłam uzbierać dobre grono fajnych znajomych, rozwijać pasje i cieszyć się życiem w towarzystwie osoby wyjątkowej. Razem postanowiliśmy, że warto w życiu próbować czegoś nowego, także zaplanowaliśmy wyjazd za granicę. Nowa kultura, sprawdzenie siebie w nowych warunkach, wyzwanie. Łatwo nie było, 2 lata nauki języka, szukanie pracy i cala ta organizacja. To pojechaliśmy! W styczniu tego roku. W nowej pracy na początku było ciężko, potem niestety nie lepiej. Musiał minąć miesiąc lub dwa by stwierdzić, że to niekoniecznie było to. Warunki w nowej pracy były dalekie od wymarzonych. Po rozmowie z Lubym okazało się jednak, iż możliwości powrotu nasze są ograniczone. Poza tym, kto wycofuje się tak szybko? No to dalej wszelkimi sposobami próbowałam polubić pracę, dawać radę. Niestety było coraz gorzej. W końcu każdy dzień był męczarnią. Warunki rozwoju nie lepsze niż w kraju, obcość, dziedzina nie ta, którą chciałam. Stres związany z rozpoczęciem zawodowego życia w obcym środowisku był nie do przyjęcia dla organizmu. Niespanie, niejedzenie, w kółko myślenie o pracy, pracy, pracy...Ale jak nie ta to inna, mówili. Zmieniłam pracę. Z cieszenia się życiem nie zostało nic. Kolejna praca to samo. Po 4,5 miesiącach dochodząc do granic wytrzymałości, zdecydowałam że za wszelką cenę nie muszę mieszkać za granicą, choć jest to fajne doświadczenie. Niestety powrócić mogę tylko w pojedynkę do mojego miasta w Polsce. Luby zachwycony możliwościami oraz stylem życia za granicą nie wraca. 7 lat razem oraz pierścionek nie wiąże, aż tak bardzo. Mamy do czego wracać, praca dla nas się znajdzie, finansowo nie gorsza. Jednakże okazało się, iż Polska nie jest już taka fajna, ludzkie umysły ciekawsze za granicą i możliwości też. "Ty wracaj" slyszę "będziemy żyć na odłegłośc", "ja siebie nie widzę już w tym kraju".
Jak to?
Przecież byliśmy jedną drużyną przyjeżdżając tutaj, jeżeli jednemu nie wyszło to już po wszystkim?
I tak pozbierać się z tego marazmu muszę, wstać, zacząć biegać, zacząć czytać, wrócic, zorganizować pracę w kraju.
Jednakże to nie łatwe, bo zawsze najważniejsza była dla mnie "nasza drużyna" i jakoś ciężko pozostać samej na placu boju.
Tyle na razie, ciąg dalszy na pewno nastąpi.
    • sfornarina Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:39
      Ty wracaj, luby niech zostaje. I tak wam już zawsze nie po drodze będzie.
      A w kraju znajdziesz nowego lubego, bo to jeden po świecie chodzi? :)
      • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:45
        To miał być gość na całe życie, ma przyjechać do mnie "jak się zrealizuje". Gość twierdzi, że zawsze będziemy razem i z nikim innym sobie nie wyobraża. To wszystko wygląda jakoś tak...kiepsko.
        • sfornarina Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:51
          > To miał być gość na całe życie,

          E tam, każdy tak mówi:)
          Jemu się tam podoba, Tobie nie, i tego nie przeskoczycie. Ty zostaniesz, będziesz go za swoje nieszczęście obwiniać, on wróci do Polski, będzie obwiniał Ciebie o podcięcie mu skrzydeł.
          • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:55
            Po 7 super latach rozstawać się, bo nagle życie za granicą jest ważniejsze? Dodam, że w kraju perspektywy mamy naprawdę dobre i to nie był wyjazd w celach głównie zarobkowych.
            • sfornarina Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:56
              > Po 7 super latach rozstawać się, bo nagle życie za granicą jest ważniejsze?

              Zdaje się, że już dwa razy na to pytanie odpowiedziałam.
            • kasianarozdrozach Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 10:54
              Jestes troche niesprawiedliwa. To on moglby miec pretensje, bo "nagle za granica sie nie podoba"? Zaplanowaliscie wspolne zycie, dwa lata uczyliscie sie jezyka i szykowaliscie do wyjazdu, ale Ty po kilku miesiacach chcesz wracac. On odnalazl sie w zyciu, ktore bylo Waszym wspolnym pomyslem. Teraz Ty masz nowy pomysl i on ma wszystko rzucic i wracac? A jesli okaze sie, ze w Polsce nie jest jednak tak fajnie, to znowu bedziesz chciala wszystko rzucac i planowac Wasze zycie gdzie indziej?
              Nie chce Cie krytykowac, tylko pokazac, ze wszystko moze troche inaczej wygladac.
              Jesli chodzi o sama chec powrotu, wyjezdzajac za granice wiedzialas chyba, ze bedzie ciezko? Ze nie od razu znajdzie sie wymarzona robote, ze rodzina i znajomi sa daleko, a nowych jeszcze sie nie ma? Ludzie potrzebuja kilku lat, zeby sie przestawic/przyzwyczaic, a Ty po kilku miesiacach masz dosyc. Wyglada na to, ze nie byl to przemyslany pomysl.
              Zniechecenie, zalamanie czy szok kulturowy to zwykle normalny etap emigracji, wystepuje chwile po tych, gdy rozowe okulary przestaja dzialac.

              Rozpisalam sie, bo temat jest mi bliski. Wyjechalam wprawdzie sama, ale gdybym zaplanowala to z partnerem, a on po jakims czasie (po wszystkich problemach z ktorymi musialam sie zmierzyc i po probach zbudowania nowej egzystencji) by stwierdzil: co, spodobalo Ci sie nagle? Mi nie, wracamy. To chyba bym go poslala... na Ksiezyc.
              • gatonka Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 10:59
                Języka uczyłam się tylko ja, on go nie zna, pracuje po angielsku. To nie tak, że życie za granicą mi się nie podoba. Uważam to za coś naprawdę super, choć tęsknię za rodziną wtedy, ale są samoloty, busy przecież. Po prostu stres związany z rozpoczęciem pracy tutaj był zbyt duży, naprawdę. Jednakże sama zaczynam widzieć, że dłuższa przerwa na rozgonienie stresów i kolejna próba może nie być złym pomysłem.
                • kasianarozdrozach Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 11:08
                  Wiesz, przez to przechodzi wiekszosc emigrantow. Nie wiem oczywiscie, jak to u Ciebie wyglada, moze byc, ze stres jest dla Ciebie naprawde za duzy i powinnas wrocic, dla swojego zdrowia. Jednak rozumiem tez Twojego faceta, ktory powrotu sobie nie wyobraza. On tez duzo w to zainwestowal, przede wszystkim psychicznie.
                  A moze zrobisz sobie dluzsze wakacje w Polsce, poszukasz na spokojnie satysfakcjonujacej Cie pracy (niestety, malo jest osob, ktore od razu trafiaja w 10tke, to raczej jak trafienie w lotka ;)). I przede wszystkim, podchodz do tego na spokojnie. Pogodz sie z tym, ze jest to stresujacy okres, poswiec go na poznawanie nowego, rozgladanie sie, ocenianie sytuacji (nie ostre!) i daj sobie wiecej czasu.
    • wez_sie Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:41
      z reko w majtkach czekam na twoje dalsze losy
      a tak w ogole to ze co, ze on musi sie nagiac do ciebie a ty do niego jusz nie?
      ciesz sie ze nie wyszlas za araba tutaj to chociaz jestes z chlopakiem polakiem
    • mmagi Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:49
      najsamprzód rzuć palenie a potem weż sie za siebie:O
    • alpepe Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 15:58
      Jak długo pracowałaś zawodowo w Polsce, bo na podstawie twojej wypowiedzi można dojść do wniosku, że wcale?
      • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 16:01
        Rok, ale to był tylko staż i moje umiejętności praktyczne są niewielkie. Dodam iż zostawiłam bardzo dobre miejsce pracy w Polsce (miałam zacząć od lutego).
      • wez_sie jadlas juz 14.05.14, 10:22
        jadlas juz szparagi w tym roku?
        • alpepe Re: jadlas juz 14.05.14, 11:04
          nie przepadam, więc nie i raczej nie będę.
    • obrotowy To, co Ty. 13.05.14, 16:03
      gatonka napisał(a):
      Przecież byliśmy jedną drużyną przyjeżdżając tutaj, jeżeli jednemu nie wyszło to już po wszystkim?

      tak. raczej juz po wszystkim.
      jezeli cele sa diametralnie rozne, a Pan wybral Kraj, a nie Ciebie.
      • gatonka Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:06
        Szczęśliwego zakończenia nie będzie? Jak wyjadę - otrzeźwienia, że jednak we dwójkę tylko to ma wszystko sens?
        • sfornarina Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:09
          > Szczęśliwego zakończenia nie będzie? Jak wyjadę - otrzeźwienia, że jednak we dw
          > ójkę tylko to ma wszystko sens?

          Stawiam 1 do 100 że nie będzie.
          • gatonka Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:11
            Hehe, dzięki za optymizm (albo może szczerą prawdę). Po prostu historia jest bardzo świeża (kilka dni) i nie umiem się jeszcze z niczym pogodzić. Wolałabym usłyszeć, że to koniec, a nie "że zawsze będziemy razem, zrealizuję się i wrócę do Ciebie" a potem przeżywać ten koniec za 1,5 roku.
            • po-trafie Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:34

              Jesli chcesz szybki koniec, to Ty to skoncz 'nie wyobrazam sobie zycia na odleglosc. Zrobmy sobie przerwe, niech kazde zyje tam, gdzie chce, tak jak chce. Jesli nam pisane, to jeszcze sie gdzies odnajdziemy'
              • obrotowy Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 16:40
                ludzie zyja po 2-3 lata osobno i mimo to sa razem.

                ale stawiam 20, no gora 30 % szans, ze to sie uda.
                • gatonka Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 16:45
                  Wiem, ale to najpiękniejsza lata życia, i nie chcę być osobno. Albo czekać dwa lata, kursowac za granicę i potem i tak zostać sama.
                  • light_in_august Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 17:17

                    Niestety nikt w żadnym związku Ci nie zagwarantuje, że za 2 lata (razem czy w rozjazdach) nie zostaniesz sama ;) Tak to po prostu jest i dlatego trzeba organizować sobie życie tu i teraz, nie wybiegając za bardzo w przyszłość, która zawsze jest palcem na wodzie pisana.
                  • po-trafie Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 17:37
                    No brzmi jakbys chciala miec ciastko i zjesc ciastko.
                    Byc tam gdzie sie Tobie podoba, gdzie Tobie bardziej odpowiada, z osoba, z ktora chcesz byc i jeszcze zeby ta osoba byla z tego zadowolona. Czasem nie ma innego rozwiazania, niz limitowac swoje zyczenia i z samym soba isc na kompromisy.
                    • gatonka Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 17:41
                      To nie jest tak, że mi się bardziej w Polsce podoba. To po prostu tak, że z powodu za dużego stresu nie moge tu pracować, mialam juz nawet stany lękowe z powodu stresu. POdoba mi sie tu generalnie.
                      • sfornarina Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 17:55
                        > To nie jest tak, że mi się bardziej w Polsce podoba. To po prostu tak, że z pow
                        > odu za dużego stresu nie moge tu pracować, mialam juz nawet stany lękowe z powo
                        > du stresu

                        Czy Ty aby nie dramatyzujesz?
                        Ledwo cztery i pół miesiąca jesteś za granicą, masz drugą z kolei pracę i już uważasz, że nic więcej nie osiągniesz i że tam się nie da pracować?
                        Myślałaś że praca to z nieba spada, szczególnie dla obcokrajowców?

                        Jak masz jakieś kwalifikacje, to pewnie musisz zrobić zagraniczny odpowiednik, odbyć staż/byle jaką pracę w swojej branży i się powoli piąć. Po kilku latach, jak już na pewno będziesz rozumiała, co do Ciebie mówią, będziesz mogła określać, czy tam się da, czy też nie da żyć.
                        • gatonka Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 18:12
                          Sfornarina chciałabym Ci odpisać coś na priv, jak to zrobić jeśli wchodzę na Twój profil i nie otwiera się "wyślij wiadomość"?
                          • sfornarina Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 18:41
                            Dostałam, zaraz odpiszę.
                        • magnusg Re: Teoretycznie mozliwe... 13.05.14, 18:42
                          Ale po co ma sie meczyc,skoro w Polsce ma dobre perspektywy?Dla misia,dla ktorego jest mniej wazna niz jacys tam od kilku tygodni poznani ludzie?
                      • po-trafie Re: Teoretycznie mozliwe... 14.05.14, 12:17
                        Hm, nie chcialabym jakkolwiek podcinac ci skrzydel, ale jesli masz ze stresu stany lekowe, to skad wiesz, ze w Polsce nie bedzie podobnie?

                        Stres zwiazny z rozpoczeciem zycia zawodowego dla wielu osob jest bardzo ciezki, koniecznosc nauczenai sie wielu rzeczy, ugruntowania swojej pozycji, czesto przewalczenia nieprzyjemnych ludzi wkolo, znalezienia swojego sposobu na komunikacje czy ulozenie sobei wszystkiego - to sporo czasu zajmuje.
                        Stres pojawi sie tez w Polsce. Nie twierdze, ze taki sam, ale jakis bedzie. Dodatkowo - bedziesz bez faceta, co zdaje sie nie doda ci sily psychicznej.
                        Czy masz w Polsce cos, co ci zagwarantuje lepsze radzenie sobie ze stresem?
        • obrotowy Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:09
          no przeciez chyba mozesz zostac i byc "kurom domowom" ?

          a zatem masz opcje.

          wybierasz te bardziej Ci pasujaca - to normalne.
          • gatonka Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:12
            Raczej nie bardzo, muszę rozpocząć pracę żeby nie stracić kwalifikacji (formalnie również). Poza tym studia były wymagające i chcę również zarabiać i chodzić do pracy.
            • obrotowy Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:19
              No to tym bardziej: nie masz wyboru.

              c´est la vie... - a ze czasami (to zycie) bywa gorzkie ? - no bywa.
            • rurek00 Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:33
              Wrócić do Polski zawsze możesz, wg mnie zostań tam gdzie jesteś i szukaj innej pracy.
              • gatonka Re: To, co Ty. 13.05.14, 16:48
                Już szukalam innej i w tej innej było to samo. A muszę pracować w zawodzie by nie stracić kwalifikacji. Stres spowodowany obcym środowiskiem i poczatkiem zawodu jest za duży, poza tym muszę być dobra i skoncentrowana, żeby nie zrobić nikomu krzywdy jak pracuję.
    • poprostu_basia Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 16:33
      A pewna jesteś, że w Polsce w pracy będzie lepiej? Wiesz na pewno, że to kwestia zagranicy, a nie na przykład: tego, że nie pasuje Ci to co robisz?
      • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 16:36
        No właśnie tu nie mogę robić tego co chcę, w pracy zawsze na początku jest stres, wiem, w kraju też będzie, ale tu już po prostu dłużej nie mogę, bardzo długo próbowałam. tam mam miejsce w swoim fachu.
        • poprostu_basia Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 16:40
          I nie ma szans na pracę w Twoim fachu na miejscu? Ile zostało Ci czasu, zeby zacząć w tym fachu pracować?
          • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 16:43
            Nie ma bo ja już dałam z siebie wszystko żeby tu pracować, po prostu pewne nie do przeskoczenia wymagania są.
            • poprostu_basia Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 16:47
              Nie wiem jakiej natury to są wymagania, więc będę trochę na ślepo rzucać: może na przykład jest możliwość, żebyś wróciła do Polski, popracowała w swoim fachu, zebrała doświadczenie/ceryfikacje/uprawnienia/pozwolenia i za jakiś czas spróbowała jeszcze raz?

              Rozumiem, że jest Ci przykro, że on nie chce wracać z Tobą, ale z drugiej strony związek polega też na wzajemnym wspieraniu się w rozwoju. Może dałoby się osiągnąć jakiś kompromis.
              • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 16:49
                Jest możliwość, ale w Polsce jak zacznę to muszę zyskać 5 lat doświadczenia, nie mogę przerwać. Takie formalne wymogi:(
                • poprostu_basia Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 17:12
                  Az jestem ciekawa czym Ty sie zajmujesz :p

                  Faktycznie nieciekawa sytuacja. Chyba bym soe na Twoim miejscu zastanowila czy wazniejsze sa dla mnie te najpiekniejsze lata, czy reszta zycia z TYM mezczyzna. Bo jealibreszta zycia, to bym zaryzywowala zwiazek na odleglosc.
                  I nie mowie tego ot tak: moj wlasny Luby ze wzgledu na wymogi formalne bedzie za jakis czas musial pracowac za granica od 2 do 5 lat, a ja z kolei na pewno nie wyjade. I juz wiem, ze jesli, gdy do tego dojdzie, bede uwazala ze to ten, to zaryzykuje.
                  • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 17:15
                    Wiem, związkowi na odległość nie mówię nie, tylko że on w ogóle nie bardzo deklaruje wolę powrotu. Albo deklaruje tak, że jakoś nie mogę w te słowa wierzyć. Muszę mieć na co czekać żyjąc na odległość.
                    • poprostu_basia Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 09:14
                      No to może ustalcie sobie jakiś dead-line na tą jego samorealizację i związek na odległość?
    • light_in_august Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 17:13
      Teraz powinnaś myśleć o sobie i poukładaniu własnego życia tak, żeby poczuć się dobrze. Najgłupszą rzeczą jest poświęcanie się czy robienie czegoś "dla dobra związku", bo to ludzie są ważni, a związki wychodzą niejako przy okazji. Czas zweryfikuje, czy macie być razem, czy to raczej już się wypaliło.
    • 10iwonka10 Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 18:39
      MOja kolezanka byla w podobnej sytuacji. Jemu sie podobalo za granica jej nie. Ona nalegala wiec wrocili. Ona znalazla prace ktora lubila, on zaczal prywatny biznes z ktorego nic nie wyszlo ( wybral zla lokalizacje). W miedzyczasie urodzilo im sie dziecko, zyli wlasciwie tylko z jej pensji...wiec wiadomo czeste klotnie o pieniadze. Chlopak mial dosc i wyjechal znow granice. Niby czasowo ale kolezanka zdawala sobie sprawe ze jesli on bedzie za granica , ona w Polsce to duze szanse ze zwiazek rozleci sie z czasem. Wyjechala za nim. I wlasciwie uklada im sie ok teraz - kupili dom, ona ma dosc dobra prace, on prowadzi firme ( ktora mu dobrtze prosperuje).
      • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 18:43
        No tak finansowo mój partner zarabia tu o 10% więcej niż w Polsce, a szef w kraju czeka na niego z otwartymi ramionami i jeszcze w marcu namawiał do powrotu. Więc ten problem odpada.
        • lled Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 18:54
          problem jest taki ze to ty masz problem a nie on. dlaczego sie za siebie nie wezmiesz i postarasz sie o lepsza prace? latwiej jest jego namawiac do glupich decyzji.
          • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 18:58
            Dokładniej o pracy wyslałam wiadomość priv, ok?
          • magnusg Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 19:18
            Ona ma sie poswiecac,bo Pan sie zauroczyl podobnie chyba jak ty "Wielka Zagranica"??To on totalnie ja olewa ignorujac jej problemy.Z ajego pozostaniem merytorycznie nic nie przemawia,ale Pan sobie tak upodobal,to ona ma cierpiec??
            • lled Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 20:47
              ten sam twoj podpis automatycznie ciebie dyskwalfikuje z jakiej kolwiek rozmowy z toba
              • magnusg Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 10:27
                jesli nie potrafisz akceptowac prawdy to twoj problem.
        • jamesonwhiskey Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 15:07
          > No tak finansowo mój partner zarabia tu o 10% więcej niż w Polsce, a

          to gdzie wy za ta granice pojechaliscie , rumunia , bialorus ?
    • lled Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 18:51
      gatonka napisał(a):

      > Jak to?
      > Przecież byliśmy jedną drużyną przyjeżdżając tutaj, jeżeli jednemu nie wyszło t
      > o już po wszystkim?
      > I tak pozbierać się z tego marazmu muszę, wstać, zacząć biegać, zacząć czytać,
      > wrócic, zorganizować pracę w kraju.
      > Jednakże to nie łatwe, bo zawsze najważniejsza była dla mnie "nasza drużyna" i
      > jakoś ciężko pozostać samej na placu boju.
      > Tyle na razie, ciąg dalszy na pewno nastąpi.




      no wlasnie, byliscie jedna druzyna. a ze tobie nie wyszlo to rozpierdzielasz ta druzyne. jestes samolubna ze go wyciagasz z tego ze jest szczesliwy tam.
      • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 18:55
        Nie mogę się zgodzić, podoba mi się tu i dałam z siebie bardzo dużo by tu zostać. Jednakże nie daję rady tu pracować, walczyłam sobą ponad 4mc.
        • soulshuntr Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 19:09
          > Jednakże nie daję rady tu pracować, walczyłam sobą ponad 4mc.

          Tylko 4 miesiace Jasnie Pani walczyla i polegla? A co powiesz na uklad, gdzie jestes za granica jedynym zywicielem rodziny i musisz zapierdzielac 16 godzin na dobe i nie ma opcji, ze nie lubisz pracy to ja rzucasz? Na dodatek, wykonywany zawod jest kompletnie dla ciebie nowy i zaczynasz sie go uczyc w biegu od ZERA?
          • magnusg Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 19:12
            No ale one nie jest w takiej sytuacji,to dlaczego ma sobie zyly wypruwac?Ma alternatywy zawodowe w Polsce i to nie gorsze niz za granica,wiec po co ma sie na katorge skazywac?Zeby tobie cos udowodnic?Albo zebyskonczyc jak ci,ktorzy zaiwaniaja po 16 godzin-depresja,wypalenie,frustracja,alkoholizm?
          • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 19:15
            Ja nie neguję że inni mają ciężko, tylko dlaczego z twojego postu bije taka agresja? "Jaśnie Pani"? Przecież nie próżnuję i staram się zarobić na życie, tylko wyniknęły problemy natury osobistej.
            • obrotowy tak z ciekawosci: 13.05.14, 19:22
              jestes lekarka, czy pielegniarka ?
            • soulshuntr Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 19:23
              Zamiast uzalac sie nad soba pomysl co zrobic, zeby sie udalo. Thomas Alva Edison dokonal 2000 nieudanych prob zanim ostatecznie wynalazl zarowke. A mogl juz po 4-tej probie pierdyknac wszystkim i powiedziec ze sie nie da.
    • klamkas Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 19:58
      Trudno o dobre wyjście - ty jesteś tam nieszczęśliwa, on odnalazł tam siebie. Po powrocie ty możesz (nie ma gwarancji) być szczęśliwa, on raczej będzie cierpiał. Ty się poświęcisz zostajać tam, on wracając. Obie opcje wymagają, żeby jedno poświęciło się dla drugiego, a żadne nie ma na to ochoty.

      W zapewnienia "zrealizuję się i wrócę" bym nie wierzyła - jak człowiek naprawdę zaczyna się realizować to ciągle mu mało i raczej nie wróci do wegetacji poświęcając dotychczasową pasję życia, pracy czy cokolwiek co na ten rozwój wpływa.
    • 10iwonka10 Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 20:17
      Ja cie troche rozumiem tez mieszkam za granica i 10 miesiecy temu zrobilam blad zmienilam prace na taka ktorej nie znosze...i do tego inny jezyk, kultura, mozna sie czuc samotnym.

      Wlasciwie nie wiadomo ci ci poradzic ale chyba powinnac wrocic i sprobowac w Polsce- w swoim kraju mozesz nabrac wprawy, praktyki ,pewnosci siebie w tym co robisz natomiast moze sie okazac ze w Polsce wcale nie jest az tak rozowo- uklady-ukladziki - nie zawsze az takie szanse rozwoju ale wtedy mzoesz zdecydowac co zrobic.....
    • przeciezwiadomo Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 21:16
      Skąd gwarancja, że w pracy w Polsce nie będziesz czuła tego samego niezadowolenia i stresu, w dodatku zapewne za mniejsze pieniądze? Może Ty masz problem z pracą jako taką?
      • 10iwonka10 Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 22:48
        Ja tez odnosze takie wrazenie- stres w Polsce nie zniknie.

        Ale niestety co do tego mozna sie przekonac tylko na wlasnej skorze. Ja osobiscie jestem mniej zestresowana pracujac w UK niz w Polsce ( wykonujac podobna prace). Do mnie bardziej przemawia argument jak inna kultura, jezyk, tesknota.....
        • gatonka Re: I co byście zrobiły? 13.05.14, 23:19
          W pierwszej pracy miałam bardzo, bardzo kiepskie warunki pracy i dodatkowo poprzez nową kulturę i środowisko poziom stresu tak wzrósł, że po zmianie pracy dalej był strasznie wysoki, pomimo że warunki lepsze.
          • weronika-y Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 01:03
            wIEM, CO przezywasz. Ja w kraju tak mialam, ze do niczego sie nie nadawalam.. bylo ksozmarnie. Okres przez stres stracilam!!!!! Ale potem odpuscilam, wiedzialam, ze mnie wyleją... I okres mi wrocil:))) Pracowalam tam 6 miesiecy i dopiero ok. 4 zaczelam to znosic...odnajdywa sie, wiec... dzien w dzien byl stressssss Czas mi mijal szybko, ale orbilam bledy i nawet nie widzialam ich. Nie mial mi tez kto pomoc, bylam tak zestresowana, ze wszystko robilan na opdwrot... A potem zobojetnialam. Tylko, ze ja do tej pracy szlam z depresją i bylo mi cięzko tak w ogole... Teraz mam mega depresje, problemy w zwiazku i wszystko wlai mi sie na glowe. SPie do 12, myje sie kolo 13, jem sniadanie i.. czekam az polzoe sie znowu... Doszly mysli smaobojcze, bezndzijeny związek. No i mam tez dziecko. Planuje jendak szukac mojej 3 pracy, bo wierze, ze za kazdym razem bedzie lepiej:)))) Zreszta pierwsza byla mega koszmarem, bo denerwowalam sie i jej nie lubilam. Chodzenie tam bylo koszmarne. Druga byla o niebo lespza, serio, ale i tak zawlailam. Z kazda nastepna musi byc lepiej:))) Nawet dla takich nieudacznikow jak ja...:P Wierze w to i pdoejmuje proby. Nie biore niczego do siebie, bo bym sie zalamała!!!! Naprawde robilam rzeczy karyugodne i juz przperaszac nie mialam sily:(((( Po prostu ta druga praca pokazala mi jak bezndzijena jestem, ale tez dala sznase, ze moze cos ze mnie bedzie (po tej pierwszej nie mialam zadnej nadziei..:( ) Korzystaj z tego okresu, nbajplepiej zlaoz ze bedziesz rok 4 mieisace to krotko. Rok i ani dnia dluzej i badz soba. Staraj sie na tyle, na ile mozesz. Nic wiecej. Po prsotu rob to, co muiesz, jak umiesz. Jelsi p oroku bedzie slabo to odejdziesz. 4 meisiace to za krotko (chociaz wiem jak to dluuugo), to jendak za krotko, zeby sie wyronic. Rok na samą orientacje. Rok.
          • 10iwonka10 Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 09:45
            Nie wiem moze ja mieszkam dluzej za granica ale ja rozdzielam stres zwiazany z praca a kwestie innej kultury, jezyka- to mnie nie stresuje raczej czuje sie czasem samotna.

            Jesli jestes dobra w tyum co robisz a ludzie nie traktuja cie w jakis wredny sposob to nie powinnas byc az tak zestresowana....jesli jestes to wez pod uwage ze tak samo mzoe byc w Polsce.
            • gatonka Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 10:35
              Gdybym miała już doświadczenie zawodowe, to mogłabym być dobra, tylko że ja jestem na samym początku. Teraz zastanawiam się nad zrobieniem dłuższej przerwy i spróbowaniem może trochę w innym kierunku ponownie za granicą, gdy cały stres zejdzie.
    • 3eneduerabe Luby egoista... 14.05.14, 08:42
      Jestemn w twoim wieku. I mój obecny mąż też zamierzał mieszkać poza Polską. Więc najpierw sam przecierał szlaki, poznawał znajomych na miejscu- na sokratesie. Potem walczył tam o pracę w swoim zawodzie i dojazdowo było Polska- Szwajcaria. Potem rozgladał sie za mozliwościami pracy w moim kierunku- z tym nie bylo problemow bo mam konkretny fach ale w miejscu gdzie bede dobrze sie czula. Przyjechałam "na gotowe". Obecnie i tak nie pracuję, bo jestem na urlopie macierzyńskim. Mam kilka koleżanek tutaj, nawet jedną polkę. Jest fajnie, chwalę sobie, żyje mi się dobrze, wygodnie. Wiem jedno że gdybym sie męczyła. Moj mąż nie rzuciłby wszystkiego ale rozglądałby się aby pracować w galezi tej firmy w Polsce albo wybralibyśmy jeszcze inne panstwo i znowu probowali. Musicie porozmawiać i znalezc kompromis albo albo wlasnie rozstanie :/ jak sie naprawdę kochacie i to miłość to ten kompromis znajdziecie, a nie tak łatwo zrezygnujecie z siebie, kompromis taki zeby kazdy byl jakos tam szczesliwy i spelniony, a nie tylko jedna ze stron.
      • 3eneduerabe Re: Luby egoista... 14.05.14, 11:54
        Tym bardziej jak jestescie lekarzami, mozecie bez wiekszych problemow zmieniac kraje, a i w polsce nie zginiecie. Ja jestem stomatologiem i wiem co mowie bo mamy podobne mozliwosci. Jesli robisz specjalizacje w Niemczech bez problemow znajc jeszyk mozecie zmieniac kraj np na Szwajcarie. Znacie angielski mozecie zahaczyc sie w Szwecji, Norwegii. Najciezej jest z Anglią i Irlandia bo tam chca specjalistów ale jak jestescie lekarzami naprawde macie wielkie mozliwosci rotacji krajow zamieszkania. Natomiast Polska tez nie jest zla. Jesli nie specjalizaja z rezydentury to z etat, no o zarobek ciezko jedynie dyzurujac, a to dla kobiety jest niefajne, kobiety ktora chcialaby zalozyc rodzine. Spojrzalabym przychylnie na mozliwosci rozwoju w innym kraju albo przynajmniej w innym miescie jesli czujesz sie niezadowolona. A moze to nie ta specjalizacja?i meczysz sie w niej zeby cos sobie czy fac etowi udowodnic. Zreszta 7lat i on Ci sie nie oswiadcza? a nawet pokazuje rogi, ze on zostanie w kraju bez wzgledyu na twoj stosunek do tej pracy....mnie sie to nie podoba. Jesli mezczyzna po okolo 3latach bycia na powaznie ze soba nie sugeruje kroku do przodu to dla mnie nie rokuje, a takie zwiazki silowe(na siłę ze strachu przed samotnoscia) bo juz tyle razem jestesmy(przyzywczajenie i nicv poza tym), bo oboje lekarze(spolka ekonomiczna) to nie jest miłość.
        • 3eneduerabe Re: Luby egoista... 14.05.14, 12:08
          Przepraszam doczytałam teraz, ze pierscionek jest. Jednak nad mezczyzna bym sie powaznie zastanowila stawia kraj ponad ciebie i twoje samopoczucie. I piszesz, ze ciezkie studia wiec musisz pracowac. Nie, nie musisz. Ja sama jestem na macierzynskim i troche pewnie pozstane, lubie to co robie wiec wroce ale nie na pelen wymiar czasu bo planujemy jeszcze dzieci. Moze inna, spokojniejsza specjalizacja np zdrowie publiczne? czemu nie....odpoczniesz troche od medycyny do ktorej mozesz wrocic. Zajmniesz sie bardziej profilaktyka niz strikte leczeniem. Troche nabierzesz psychicznego spokoju, a za kilka lat jesli poczujesz, ze koniecznie cos bardziej medycznego to wrocisz. Juz oswojona z praca, z nowym krajem. Zastanow sie czy skorka warta wyprawki i nie lepiej cos prostszego rozpoczac, cos co da mozliwosc ci zalozenia rodziny i zycia w spokoju, a nie stresem i tylko i wylacznie pracą.
    • 1-smutna-1 Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 11:13
      Gatonka, wspolczuje praca lekarza sama w sobie jest mega stresujaca a juz w innym jezyku, zwlaszcza na poczatku to wogole kicha... tylko ze z doswiadczenia Ci powiem- moze warto sie przemeczyc? tu w Polsce za te 5 lat specjalizacji bedziesz dalej zarabiac grosze, nie bedzie Cie stac na kredyt itp - a zwiazek na odleglosc nie wypali zwlaszcza biorac pod uwage dyzury itp zeby dorobic do marnej pensji.
    • liisa.valo Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 12:40
      Po przeczytaniu wątku przychylam się do zdania osób, które poleciły Tobie wyjechać, a jemu zostać. Też twierdzę, że happy-endu nie będzie, czasami tak bywa, że drogi się rozchodzą, a kompromisu nie ma. I nie przeciągaj pożegnania, bo to bolesne.
    • lorelailee Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 14:44
      no ale powiem Ci ze mialam podobne dylematy jak bylam zagranico, wrocilam i w Polsce w pracy jest podobnie- ciagle mysle o pracy, stresuje sie jakimis zadaniami, itd. Wiec to akurat wszedzie na swiecie jest podobne- z tym ze dodaj sobie ze w Polsce to troche inne panuja zwyczaje, np, dyrektor firmy traktowany jest z dystansem i jakos tak specjalnie, no na pewno lepiej niz pani Jadzia co sprzata, itp ktore niekoniecznie musza Ci sie spodobac. Ale wroc- zobaczysz jak bedzie, i moze zostaniesz a jesli nie to zawsze mozesz znowu wyjechac.
    • magadanskaya Re: I co byście zrobiły? 14.05.14, 15:19
      Jakaś niepozbierana jesteś.
      Z jednej strony to, z drugiej siamto.
      Masz pretensje do chłopaka, że nie chce Ci ustąpić, a nie widzisz, że on jest w podobnej sytuacji.
      Chciałaś wielkiej przygody i zabawy (i nie ma w tym nic złego), a okazało się, że dorosłe życie bywa problematyczne. Zwłaszcza na obczyźnie.
      Weź Ty się ogarnij jakoś i zastanów, czego tak naprawdę od życia chcesz.
Pełna wersja