Zakochałam się w wykładowcy...

    • jdw35 Re: Zakochałam się w wykładowcy... 09.06.14, 09:35
      Z wlasnego doswiadczenia:
      Dlaczego facet w wieku lat 40 nie ma zony/partnerki? A moze ma, tylko sa w separacji/rowodza sie? Moze mieszkaja nadal wspolnie? Nie ma dzieci? A jezeli nie ma dzieci/zony/partnerki to czy jestem pierwsza studentka w jego karierze, z ktora flirtuje? Jak zakonczyla sie sprawa z poprzednimi?

      Nie podejmuj zadnych decyzji jezeli nie bedziesz umiala odpowiedziec na te pytania. Ja nie znalam odpowiedzi i wpadlam w szambo, a nie w zwiazek, ktory udupilo mnie na 5 lat i z ktorego wyszlam z depresja, bez skonczonych studiow (bzdura, ze koledzy wykladowcy akceptuja takie uklady, niestety wiem co mowie), z zerwanymi kontaktami rowiesniczymi. I absolutnie nie byl (i nie jest) zlym czlowiekiem, byl najnormalniej w swiecie nieodpowiedni dla mnie. Kiedy moja wiedza zostala brutalnie uzupelniona, bylo za pozno na rozstanie, bo zostalam wmanewrowana w jego zycie bardzo gleboko.

      Uzupelnij wiedze, potem podejmuj decyzje.
      • dorry Re: Zakochałam się w wykładowcy... 09.06.14, 14:09
        > Dlaczego facet w wieku lat 40 nie ma zony/partnerki?
        Też się zastanawiałam. Pewnie czeka na tą jedyną... he he.
        Autorko, nie pakuj się w to - będziesz żałować.
        • ptite Re: Zakochałam się w wykładowcy... 09.06.14, 14:28
          jeżeli nie masz z nim zajęć (i nie będziesz miała), to największy problem odpada. znam przypadki podobnych relacji, które funkcjonują dobrze i nie robią krzywdy żadnej ze stron. Pod warunkiem, że facet jest w porządku.
          Sama byłam przez kilka lat w związku z wykładowcą. Nie musieliśmy się specjalnie ukrywać, dziekan wiedział, jego koledzy też. Jedynym niespecjalnie przyjemnym aspektem życia na uczelni były krzywe spojrzenia jego studentek. Pod wieloma względami była to relacja inspirująca i rozwijająca dla nas obojga. Niestety do czasu. On się znudził, a kolejka zapatrzonych w niego dziewczyn czekała. W rezultacie wymienił mnie na młodszy model (dziewczynkę, która pisze u niego obecnie licencjat), a ja od dłuższego czasu leczę się z depresji i rozważam porzucenie doktoratu, bo jesteśmy w jednym zakładzie, a ja nie mogę na niego patrzeć. Jego pozycja na uczelni oczywiście nadal jest niezagrożona.
          • babciajadzienka Re: Zakochałam się w wykładowcy... 09.06.14, 15:46
            Lubie konkrety. Sprawa wyglada tak: -lubie tu popisac; - Ty tu pracujesz to odpisujesz; - w zyciu nie zwiazalabym sie z wykladowca; -i koniec problemu; :) albo po ptokach
            • six_a Re: Zakochałam się w wykładowcy... 09.06.14, 22:44
              >Ty tu pracujesz to odpisujesz
              najwyższa pora wprowadzić jednostkę pt. splątanie internetami.
      • igragitara Re: Zakochałam się w wykładowcy... 09.06.14, 22:41
        Muszę przyznać, że ja też zastanawiałam się nad tym "co z nim nie tak", że w tym wieku jest sam. Niestety nic nie przyszło mi do głowy, poza tym, że to przez pracę. Skończył dwa kierunki studiów, później zrobił doktorat, a później habilitację. W międzyczasie pracował jeszcze poza uczelnią i dodatkowo napisał dwa podręczniki. Może nie miał czasu zadbać o życie prywatne?

        Podpytałam "zaprzyjaźnione wykładowczynie" i wiem, że nie ma i nigdy nie miał ani dzieci ani żony. Związki się zdarzały, ale teraz od dłuższego czasu jest sam. Nie wiem, czy wiązał się ze studentkami i nie wiem dlaczego te związki, w których był się skończyły.
        • jdw35 Re: Zakochałam się w wykładowcy... 10.06.14, 08:47
          Nie chodzi o to, ze cos jest z nim nie tak,
          Pisalam li i jedynie, ze wchodzac w taki uklad przydaloby sie, zebys miala wiedze w co tak na prawde sie chcesz wpakowac. A tej wiedzy na dzis nie masz. Wpadasz w klasyczna "pulapke mentora", chociaz patrzac na Twoje wpisy - juz w niej jestes. A sama doskonale wiem, ze sa tylko 2 wyjscia: nie sprobowac (i do konca zycia zalowac idealizujac "niespelniona milosc") lub sprobowac i co bedzie to bedzie. Doskonale tez wiem, co wybierzesz. Moge wiec zyczyc Ci tylko powodzenia i po cichu wspolczuc.
        • margonik Re: Zakochałam się w wykładowcy... 10.06.14, 11:09
          Facet ma swoje potrzeby fizjologiczne (chyba, ze nie ma, ale wówczas tym gorzej) i z pewnością praca mu ich nie przysłania. Nawet najbardziej pogrążony w nauce normalny facet znajdzie czas na babki ;) ... Różnica taka, ze jeden znajdzie czas tylko na przygodne znajomosci i zabawę, a drugi w międzyczasie założy rodzinę. Różnica miedzy nimi nie polega na tym, ze jeden ma czasu wiecej, drugi mniej, tylko na wyznawanych wartościach, charakterze i dojrzałości lub jej braku. Jeśli szukasz poważnego partnera na całe życie, który marzy o szczęśliwej rodzinne z Tobą, to na pewno nie ten... Ewentualnie poszukaj sobie 60-latka, który jest wdowcem, to moze to bedzie ten ;)
          Oczywiście zdarzają sie wyjątki, ale samotny 40-latek musiałby być jakimś odpadem, aby zdarzyć sie wsród nich ;)
          To nie znaczy, że nie możesz sie z nim zabawić, ale jeśli na serio jesteś taka poważna i idealistyczna w kwestii związku, to raczej bedzie Cie to "trochę" kosztować.... Wyluzuj i baw sie, albo uciekaj od niego gdzie pieprz rośnie, jeśli nie masz charakteru do takich luźnych związków.
          • tapatik Re: Zakochałam się w wykładowcy... 20.06.14, 09:02
            margonik napisała:

            > Facet ma swoje potrzeby fizjologiczne (chyba, ze nie ma, ale wówczas tym gorzej)
            > i z pewnością praca mu ich nie przysłania. Nawet najbardziej pogrążony w nauce
            > normalny facet znajdzie czas na babki ;) ... Różnica taka, ze jeden znajdzie
            > czas tylko na przygodne znajomosci i zabawę, a drugi w międzyczasie założy rodzinę.
            > Różnica miedzy nimi nie polega na tym, ze jeden ma czasu wiecej, drugi mniej,
            > tylko na wyznawanych wartościach, charakterze i dojrzałości lub jej braku.

            Jest jeszcze trzecia możliwość - nie trafił na odpowiednią partnerkę.
        • anomalia_pogodowa81 Re: Zakochałam się w wykładowcy... 10.06.14, 12:23
          Mężczyzna 40+ który nie był w stanie do tej pory założyć rodziny lub wytrwać w długoletnim związku ZAWSZE będzie budził moją nieufność...
        • mozambique Re: Zakochałam się w wykładowcy... 10.06.14, 14:53
          Skończył dwa kierunki studiów, później zrobił doktorat, a później habili
          > tację. W międzyczasie pracował jeszcze poza uczelnią i dodatkowo napisał dwa po
          > dręczniki. Może nie miał czasu zadbać o życie prywatne?


          nie miec czasu na rodzinę to w tej sytuacji mogłaby mieć kobieta

          facet ukierunkowany rodzinnie bez problemu w tym czasie ożeniłby sie i machnął trójeczke drobiazgu a nawet mógłby ożenić sie drugi raz

          widocznie ten pan ukeirunkowany rodzinnie nie był
          a czy teraz jest ?
          • przeciezwiadomo Re: Zakochałam się w wykładowcy... 10.06.14, 15:00
            Zgadzam się, też mi śmierdzi ta sytuacja, pomijając aspekt etyczny, o którym wspominałam
    • forpoczty Re: Zakochałam się w wykładowcy... 10.06.14, 19:24
      Igragitara, nie słuchaj się tych bandy cynicznych frustratów i rób swoje. Jak na moje facet jest zainteresowany, co najwyżej ma ten sam problem co Ty, czyli "czy wypada wiązać się ze studentką".

      W życiu można siedzieć na forach i krytykować wszystko co się dzieje dookoła (większośc osób, które wypowiedziały się w tym wątku) a można działać i przekonywać się na własnej skórze, czy było warto czy nie. Kibicuje Ci i wierze, że to może być dobra decyzja :)

      Powodzenia!
      • przeciezwiadomo Re: Zakochałam się w wykładowcy... 10.06.14, 19:50
        Jakich frustratów? Ludzie w tym wątku akurat piszą dość mądrze.
        A zresztą, niech robi co chce, niech podejmuje decyzje i ponosi konsekwencje. Na tym życie polega.
      • igragitara Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 00:50
        @forpoczty Nie wiem co myśleć o tych wpisach. Zauważyłam, że większość kobiet uważa, że jestem niedojrzałą smarkulą, która nie wie co robi i będzie tego żałować. Większość mężczyzn natomiast uważa, że to świetny pomysł i powinnam w to brnąć. I nadal nie wiem co myśleć :)
        • agnieszka.anka Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 08:21
          ja jestem kobietą i na twoim miejscu bym spróbowała. Uważam za cenne rady mężczyzn-wykładowców, którzy tutaj pisali, masz przynajmniej bardzo prawdopodobny obraz sytuacji z jego strony. Myślę, że jestem w wieku twojego wykładowcy i dlatego z tej perspektywy poradziłabym ci żebyś po prostu nie marnowała czasu na dywagacje, rozkładanie na czynniki pierwsze bo i tak nie przewidzimy tu kierunku, w którym to wszystko pójdzie. A ile ludzi tyle opinii i tyle osobistych doświadczeń. Nie marnuj czasu bo leci on bardzo szybko, szkoda też żeby jakaś studentka sprzątnęła ci go spod nosa. Jesteś pełnoletnia i on jest pełnoletni, nie wiem czemu by któreś z was miało za to zapłacić, gdybyście związali się ze sobą teraz. Mamy XXI wiek, teraz wszystko jest możliwe i akceptowalne.
          Z tego co piszesz, jest tobą zainteresowany na bank, też to wiesz, skoro właśnie takie fakty jak pytanie koleżanek o twoją nieobecność, niewinna informacja między wierszami o braku żony zostały przez ciebie odnotowane. Kobieta po prostu wie, kiedy podoba się facetowi i intuicja często dobrze podpowiada.
          Nawet jeśli nie wiesz, czemu do tej pory jest sam, albo czemu rozwaliły się mu związki, nie znaczy że masz nie spróbować i nie znaczy że trafiłaś na popaprańca. Ludzie z mojego pokolenia są powściągliwsi niż roczniki 80-90, chyba wynika to z wielu czynników, może jest nieśmiały, kariera zawodowa była dla niego ważna i nawet się nie obejrzał jak dobił czterdziestki? Bo jeszcze raz chcę podkreślić, czas leci bardzo szybko, warto iść w związki dobrze rokujące, nawet jeśli nie zawsze kończą się sukcesem. Prawdą jest że żałuje się tego czego się nie zrobiło, a nie tego co się zrobiło. Ja żałuję dobrze rokującego związku, na który miałam za mało odwagi, on był 10 lat starszy, po rozwodzie, mieszkał daleko i wycofałam się z tego, choć fantastyczny mieliśmy kontakt. Związał się z inną w moim wieku, która się nie bała, podglądam ich na FB, fajna rodzina, nie było się czego bać, czasem z nim piszę (temat miał miejsce 14 lat temu) i wiem, że on też żałuje, że nic wtedy nie wyszło.
          Mam obecnie męża-rówieśnika, dobry fajny gość, tym razem rozwód jego mi nie przeszkadzał, mamy dwoje dzieci i jest naprawdę dobrze, wszystko byłoby super, gdyby tylko jeszcze różnica wieku była większa, jakoś tak mam sentyment do starszych panów ;).
          Ja bym na twoim miejscu wysłała te delikatne sygnały, które sugerują tu panowie, komplement na temat koszuli - genialny. A nawet jeśli nie będzie z jego strony gestu, wyszłabym z inicjatywą. Ryzyko jest wpisane w życie, czasami naprawdę warto!

          Wyobrażam sobie też, że to jakaś dziennikarka GW sobie ten temat zainicjowała i ciągnie, żeby był jakiś ruch na forum ;)
          • stokrotka_a Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 09:19
            agnieszka.anka napisała:

            > Mamy XXI wiek, teraz wszystko jest możliwe i akceptowalne.

            Naprawdę wszystko???

            Związki romansowo-erotyczne wykładowcy/nauczyciela ze studentkami i uczennicami w miejscu pracy też? To ja chyba w innym świecie żyję, bo tu takie rzeczy nie są akceptowalne.
            • igragitara Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 23:41
              Ależ się oburzasz stokrotko... Mogę go nie tknąć przez cały rok, póki nie będę jego "byłą studentką", jeśli tylko o to chodzi i wtedy nie będzie ani erotycznie ani romansowo, tylko przyjacielsko. ;)
              • stokrotka_a Re: Zakochałam się w wykładowcy... 12.06.14, 09:25
                igragitara napisał(a):

                > Ależ się oburzasz stokrotko... Mogę go nie tknąć przez cały rok, póki nie będę
                > jego "byłą studentką", jeśli tylko o to chodzi i wtedy nie będzie ani erotyczni
                > e ani romansowo, tylko przyjacielsko. ;)

                No tak, nie ma się czym przejmować. Jest młoda zakochana studentka, więc jest zabawa, a etyka zawodowa to jakiś bzdet...
          • igragitara Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 23:43
            @agnieszka.anka mój problem polega na tym, że nie wiem czy "wiem" czy tylko sobie "wyobrażam", że to coś znaczy. Ale dziękuję za Twój wpis :)
        • przeciezwiadomo Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 08:57
          Igragitara, odpowiedz szczerze przede wszystkim samej sobie - na czym Ci zależy? Na "pełnoprawnym" związku? Dopuszczasz możliwość "zaliczenia" Cię przez tego pana jako jednej z wielu? W sumie jeśli po prostu chcesz z nim "spróbować" czegokolwiek i liczysz się z tym, że to będzie przelotna znajomość, to idź w to. Ale bądź bardzo ostrożna, o ile to możliwe, bo sądząc po tym co piszesz, już dość mocno się zaangażowałaś, a w takiej sytuacji emocjonalnej trudno o zdrowy rozsądek i ostrożność.
          • igragitara Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 23:35
            Ja już napisałam na czym mi zależy, a ostrożna jestem zawsze.
        • stokrotka_a Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 09:16
          igragitara napisał(a):

          > Większość mężczyzn natomiast uważa, że to świetny pomysł i powinnam w to br
          > nąć.

          Dziwisz się? Większość facetów chciałaby być na miejscu wykładowcy, w którym zakochała się o 15 lat młodsza studentka, więc nic dziwnego, że uważają, że to świetny pomysł. ;-)
          • igragitara Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 23:51
            Nie, nie dziwię się. :)
        • feel_good_inc Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 09:17
          igragitara napisał(a):
          > @forpoczty Nie wiem co myśleć o tych wpisach. Zauważyłam, że większość kobiet u
          > waża, że jestem niedojrzałą smarkulą, która nie wie co robi i będzie tego żałow
          > ać. Większość mężczyzn natomiast uważa, że to świetny pomysł i powinnam w to br
          > nąć. I nadal nie wiem co myśleć :)

          Problem w tym, że nie myślisz, bo - jak to obrazowo moja babcia mawiała - oczy ci ch***em zarosły.
          Jesteś dla Pana Profesora kolejną studentką do zaliczenia, jakich wiele pociąga prestiż misia na piedestale. Wyczochra cię, a za rok zmieni na młodszy model. Jeżeli cię to pociąga i lubisz słuchać przez jakiś czas o tym, jaka to jesteś rozwinięta intelektualnie jak na swój wiek, to proszę bardzo. Wszak mogło być znacznie gorzej - mogłaś wzdychać do księdza czy żonatego szefa.
          • emeralda Re: Zakochałam się w wykładowcy... 11.06.14, 11:15
            Przeczytałam cały ten długi wątek i mogę powiedzieć Ci tylko jedno: Dlaczego pytasz nas o radę? Przecież już zdecydowałaś.
          • tapatik Re: Zakochałam się w wykładowcy... 17.06.14, 08:58
            feel_good_inc napisał:

            > Problem w tym, że nie myślisz, bo - jak to obrazowo moja babcia mawiała - oczy
            > ci ch***em zarosły.

            To bardzo kulturalny argument, i merytoryczny.

            > Jesteś dla Pana Profesora kolejną studentką do zaliczenia, jakich wiele pociąga
            > prestiż misia na piedestale. Wyczochra cię, a za rok zmieni na młodszy model.

            Skąd wiesz, że tak zrobi?
            Czy gdyby ten wykładowca był z innej uczelni i nie uczył Igragitary, to też byś tak uważał.
            A gdyby to był nie wykładowca, a młotkowy z fabryki? Czy to by coś zmieniło?

            > Jeżeli cię to pociąga i lubisz słuchać przez jakiś czas o tym, jaka to jesteś rozwinięta
            > intelektualnie jak na swój wiek, to proszę bardzo. Wszak mogło być znacznie
            > gorzej - mogłaś wzdychać do księdza czy żonatego szefa.

            Ale wzdycha do mężczyzny, który jest bezdzietnym kawalerem. Tyle, że 15 lat starszym.
    • midrasz3 Re: Zakochałam się w wykładowcy... 12.06.14, 11:00
      Jeśli kandydat jest stanu wolnego - to nie warto wahać się ani sekundy. Niebezpieczeństwa są zawsze i jest to normalne. Jeśli kandydat jest żonaty - też można przemyśleć podejście. To wcale nie wyklucza udanego związku. Popieram i do dzieła.
      • enteveradoloco Re: Zakochałam się w wykładowcy... 12.06.14, 21:10
        Napisze tak: znam sytuacje z obu stron.
        I za pierwszym razem jako student : I za drugim jako wykladowca poczekalem do konca semestru. Wtedy widac czy to tylko chwilowa fascynacja czy szansa na cos wiecej.
        Nawet jesli nie wyjdzie jako zwiazek, to moze z tego wyjsc bardzo udana znajomosc jesli okazecie sie dla siebie wartosciowi.
        Co do 'przelatywania' kazdy rozsadny wykladowca tego unika: z Twoich wypowiedzi wynika ze wiatr mu pod sklepieniem nie hula
        Pamietaj o jednym: jego 'koledzy' z pracy, zwlaszcza starsi, poza targetem ;) poprostu zazdroszcza, przynajmniej czesc z nich, kolezanki tez, wiec kilka rad:
        poczekaj do konca zajec I wystawienia ocen semestralnych oficjalnego - jesli to rzeczywiscie cos warte to warto ;)
        przyloz sie do zajec, pokaz ze wazne jest dla ciebie to co robi, ze nie lekcewazysz wiedzy ktora stara sie przekazac: inteligentna i blyskotliwa studentka jest ciekawsza niz atrakcyjna studentka
        wyciagnij go na jakies piwo z grupa po zakonczeniu zajec: to nie zawsze jest tak ze 15 lat robi duza roznice a przy okazji zobaczysz jak sie zachowuje na obcym terenie :)
      • zsmarek3 Re: Zakochałam się w wykładowcy... 16.06.14, 22:14
        BZDURY PISZESZ Z TAKIEGO PODEJŚCIA WYJDĄ SAME KŁOPOTY.
    • zsmarek3 Re: Zakochałam się w wykładowcy... 16.06.14, 22:11
      Mam troszeczkę latek i z tego co piszesz odpowiem na Twoje pytanie. Owszem i to nawet wielkie szanse. Niestety raczej po ukończeniu przez Ciebie studiów. No chyba, że dojdziecie wcześniej do porozumienia, ale od razu Ci mówię na pewno będziesz wśród przyjaciółek miała wielkie problemy. Powiedzą, że oceny dostałaś nie za naukę ale za d.... Jemu też nie będzie łatwo. Różnie może potoczyć się życie na studiach jeszcze. Moja rada. Jeżeli myślisz o tym poważnie jak dojdzie do prywatnej rozmowy z ,,profesorkiem'' wrzuć hasełko czy wziąłby z Tobą ślub gdyby była taka okazja. Lub czy podobasz się jemu na tyle, że gotów byłby wziąć ślub z Tobą. Lata po jakimś czasie się wyrównają i nie będzie tego aż tak tego faktu widać. Niemniej różnicę wieku po jakimś czasie to Ty odczujesz. Czy jesteś pewna swoich uczuć? To poważna sprawa a nie zauroczenie na jeden dzień. Pamiętaj wszystko po studiach.
    • leptosom Re: Zakochałam się w wykładowcy... 20.06.14, 10:05
      Czy tylko wyobrażam sobie, że mam u niego szansę?

      Na jedno bzyknięcie raczej masz.
    • iskram Re: Zakochałam się w wykładowcy... 21.06.14, 00:41
      głupota nie boli!
Pełna wersja