Romans z wykładowcą?

01.06.14, 20:42
Mam dość delikatny problem. Mój wykładowca daje mi oczywiste sygnały że mu się podobam i wręcz mnie podrywa. Wydaje mi się że to nie jest normalne kiedy prosi żebym została ostatnia do konsultacji projektu i potem nie rozmawia o projekcie tylko wypytuje mnie o sprawy osobiste, żartuje potem zaprasza na kawę i nie daje się zbyć dopóki nie powiedziałam że się zastanowię. Jest namolny, mało tego mówi że pomoże mi z projektem i mogę do niego wpadać o każdej porze (pomimo że innych studentów odsyła z kwitkiem). To tylko zarys sytuacji, Było więcej akcji i to nawet przy innych studentach. Boję się że jak mu powiem wprost żeby spadał to będę miała nieprzyjemności, i boję się że zaczną się ploty na roku i też będę miała przerypane :( co mam robić?
    • alpepe Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 20:52
      a twój problem jest, że jest brzydki, czy że jak romans się skończy, będziesz mieć kłopoty?
      • blekitna3 Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 21:06
        Jak dam mu kosza to na 100% będzie się mścił... a ja jakoś nie gustuję w takich jak on.
      • mariuszg2 Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 21:09
        czy Ty Pani nie rozumiesz co to znaczy brak zaliczenia?

        a gdzie Twoja empatia i wrazliwość?

        Przecież taki wykładowca w okresie sesji to klasyczna męska szowinistyczna świnia... wszyscy chcą jego zaliczenia ...i to w któtkim czasie... no bądźmy rozsądni...studentka bez wiedzy, umiejętności i praktyki choćby nie wiem jak piękna nie ma szans na zaliczenie.... w tych okolicznościach... szukanie romansu z wykładowca jest nieuczciwe.... ale to jedyny sposób, żeby je zdobyć....dajmy szanse Pani... Polska potrzebuje wykształconych, młodych, pomysłowych, ambitnych osób z należytym wykrztalceniem do pracy w urzędzie...bo to najlepsza praca dla kobiety - matki i żony Polki...
        • blekitna3 Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 21:22
          Niestety tak wyglądają polskie uczelnie. Trzeba mieć farta, aparycję (dziewczyny) kombinować i broń boże nie być uczciwym. Już nie raz się na tej uczciwości przejechałam. Ta sytuacja jest dla mnie na tyle niewygodna, że nie ma z niej idealnego wyjścia, jedynie jak najbardziej komfortowe dla mnie:/
          • mariuszg2 Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 21:29
            blekitna3 napisał(a):

            > Niestety tak wyglądają polskie uczelnie. Trzeba mieć farta, aparycję (dziewczyn
            > y) kombinować i broń boże nie być uczciwym. Już nie raz się na tej uczciwości p
            > rzejechałam.


            mylisz się droga studentko.... każdy z wyobraźnią wie, że na uczciwości nie da się przejechać....kombinować trzeba mocno.... także kombinuj siostro lepiej i pozostań uczciwą....

            to cholernie trudne ale da się.... jak ten egzamin zdasz życie masz ułożone lepiej niż u Andersena...
            • miau.weglowy Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 20:02
              mariuszg2 napisał:

              życie masz ułożone lep
              > iej niż u Andersena...

              o co akurat nietrudno
          • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 21:43
            >Niestety tak wyglądają polskie uczelnie. Trzeba mieć farta,
            >aparycję (dziewczyny) kombinować i broń boże nie być uczciwym.

            Aha, czyli jednak jesteś niedorajdą, której nie chce się uczyć...
    • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 21:42
      Możesz powiedzieć, że wolałabyś skupić się na merytoryce tu i teraz. Masz do dyspozycji także jakieś kodeksy etyczne i regulaminy oraz - jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie - możesz napomknąć, że będziesz zmuszona zwrócić się z problemem wyżej (np. do prodziekana), choć zimny wyraz twarzy, brak chęci opowiadania o swoim życiu powinny wystarczyć. Jeśli sytuacja będzie ciężka to radziłabym iść do prodziekana lub dziekana od razu i wyłożyć problem.

      I przestań opowiadać te bajki, że jeśli się na coś nie zgodzisz to Ciebie celowo obleją, bo to na ogół jest zwykłym histeryzowaniem studenta, który zamiast się wziąć do pracy to wysłuchuje niejednokrotnie głupawych legend wydziałowych.
      • alpepe Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 22:16
        czoklitka, to, że nie miałaś wątpliwej przyjemności studiować w gnieździe żmij i zakulisowych gierek między wykładowcami, nie znaczy, że wiesz, jak jest na uczelniach. Ja studiowałam i jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, którą opisała wątkodawczyni, w tym mszczenie się wykładowcy. U mnie to było mszczenie się jednego wykładowcy na studencie za to, że się nie było jego promotorem i tym podobne historie, student był poszkodowany, a chodziło o to, by dogryźć drugiemu wykładowcy.
        • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 23:16
          >czoklitka, to, że nie miałaś wątpliwej przyjemności
          >studiować w gnieździe żmij i zakulisowych gierek między wykładowcami,
          >nie znaczy, że wiesz, jak jest na uczelniach.

          Byłam w jednym takim gnieździe i wiem, że pierwsze co zrobi dziekan, gdy dowie się o natarczywości profesora to pogada z nim i zaleci, aby się uspokoił.
          Jeszcze gdyby studentka miała na tyle jaj, aby zasugerować ewentualne nagrywanie to w ogóle... Jasne, że nie wiem, jak jest na wszystkich uczelniach i rozumiem, że jakaś szuje mogą się gdzieś trafić. Jednak przede wszystkim kojarzę, że na ogół ci studenci, którzy głupawo histeryzowali, od nauki i pracy preferowali plotki, słuchanie i rozpowiadanie dziwnych legend, na ogół byli najsłabsi, powtarzali egzaminy i nawet lata. Również narzekali na wszechobecny brak sprawiedliwości. To samo dotyczyło dziewczyn, na ogół tych najsłabszych, które wzbudziły zainteresowanie jakiegoś wykładowcy - na zwykłe zagadywanki i żarciki, ale i nawet propozycje protekcji i wstawiennictwa u kogoś innego, aby w ogóle zdały egzamin nie potrafiły w ogóle zareagować, co najwyżej głupawo podśmiewając się pod nosem z tych wszystkich żarcików... Tylko na tyle niektórych było stać niestety.

          Ja akurat nie tylko studiowałam robiąc magisterkę u profesora będącego największym wydziałowym bawidamkiem, ale i potem robiłam u niego doktorat, mając swoje stałe miejsce pracy właśnie w jego gabinecie. Ba, lubiłam się z innym profesorem, kolejnym bawidamkiem według legend, a do którego niejednokrotnie byłam zapraszana na kawę . I jakoś, ani od jednego, ani od drugiego nie padła żadna propozycja, nie było podrywu, mimo że podobno byłam dość atrakcyjna. Więc na własnej skórze przekonałam się, że legendy to legendy.
          zresztą nie tylko ja, ale i koleżanki tez u nich robiące (niektóre bardzo ładne) - dziwiły się tym wszystkim legendom.
          • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 00:05
            >I jakoś, ani od jednego, ani od drugiego nie padła żadna propozycja, nie było podrywu,
            może nie byłaś damą.
            do bawienia.
            albo zbyt odległy numerek wzięłaś.
            są różne straszne sytuacje życiowe, z którymi należy się pogodzić.
            a nie usprawiedliwiać się, że ktoś tam jest niedorajdą.
            nieładnie.
            • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 00:48
              >a nie usprawiedliwiać się, że ktoś tam jest niedorajdą.
              >nieładnie.

              Mój post akurat nie był próbą wytłumaczenia braku tego typu powodzenia. Co za pomysł w ogóle...

              Natomiast skorzystam z okazji i spróbuję.
              Otóż to całe zabawianie studentek polegało głównie na żartowaniu, uśmiechaniu się, niejednokrotnie komplementowaniu (również publicznie, nawet w czasie wykładów), zapraszaniu na kawę i własnie wypytywaniu się o sprawy prywatne oraz poruszaniu tematów dotyczących spraw prywatnych i zawodowych wykładowcy. Niestety, reakcję studentek stanowił na ogół w takich sytuacjach głupawo-nieśmiały uśmiech lub zawstydzenie i rumieniec zamiast zajęcia nieco bardziej kategorycznego stanowiska, jeśli ktoś czuje się zakłopotany. Nie mówiąc o żartach dotyczących seksu, które czasem się przewijały, a które, gdy czasem również pojawiały się, spotykały się znów z reakcją zażenowania (w końcu o seksie nie wypada gawędzić) lub onieśmielenia. Ja tak chyba nie miałam, więc być może dlatego.

              • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 01:12
                > Co za pomysł w ogóle...
                ach, filipie.

                reszta: opisujesz dwie rzeczy. nie znalazłaś się w sytuacji takiej jak autorka + nie wiesz jakie były akcje i reakcje osób które opisujesz w sytuacjach na osobności, bo jak twierdzisz, nie byłaś podrywana. a wniosek ma być taki, że nikt nie jest tak naprawdę podrywany, jest niedorajdą, a w ogóle to leniem. no nie bardzo.
                • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 01:26
                  reszta: opisujesz dwie rzeczy. nie znalazłaś się w sytuacji takiej jak autorka + nie wiesz jakie były akcje i reakcje osób które opisujesz w sytuacjach na osobności, bo jak twierdzisz, nie byłaś podrywana.

                  ja nie, ale miałam koleżanki, które znalazły się i opowiadały; poza tym zaznaczyłam, że sporo czasu przesiedziałam w gabinecie (dwupokojowym), więc czasem słyszałam, co się dzieje w drugim pokoju i w jaki sposób "bawidamek" prowadzi różne dyskusje z onieśmielonymi studentkami.

                  a wniosek ma być taki, że nikt nie jest tak naprawdę podrywany, jest niedorajdą, a w ogóle to leniem. no nie bardzo.

                  w poście do alpepe napisałam swoje doświadczenia - większośc marudzących oraz podrywanych stanowiły, niestety, niedorajdy, nie potrafiące skupić się na nauce i jednocześnie nie umiejące zakombinować (niestety, ta umiejętność czasem się bardzo przydaje) - choćby w zbieraniu materiałów, notatek z wykładów jeśli ktoś nie uczęśzczal, podpytania się atrsz

                  Może być, ale nie musi, co zaznaczyłam w którymś poście skierowanym do alpepe.
                  • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 01:30
                    ciąg dalszy:

                    choćby w zbieraniu materiałów, notatek z wykładów jeśli ktoś nie uczęśzczal, podpytania się starszych roczników o jakieś trendy, pytania egzaminacyjne, co tam wykładowca preferuje, czasem niestety - nieumiejętność zaopatrzenia się w jakieś ściągi (inna sprawa, że nie należy tego pochwalać).
                    • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 01:39
                      czyli co, profesor czy tam wykładowca niech se robi co chce, bo mu wolno, a student(ka) niech kombinuje jak koń pod górę. to należy pochwalać, tak?

                      serio, chyba nie ma nic gorszego niż bagatelizowanie takich typków na stołkach, którym trzeba do tyłka włazić i śmiać się z każdego żenującego dowcipu, bo zaliczenie, bo magisterium, bo doktorat, bo coś tam, przy jednoczesnym sprowadzaniu ofiar rzeczonych typków do poziomu histeryków i leni.
                      • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 02:24
                        >czyli co, profesor czy tam wykładowca niech se robi co chce, bo mu wolno, a student(ka)

                        Napisałam wyraźnie powyżej, że jeśli sprawa jest większego kalibru to niech to zgłosi wyżej, zasugeruje nagranie, zbiera świadków jeśli publicznie dochodzi do form molestowania.

                        Absolutnie nie uważam, że wykładowcy mogą sobie robić, co chcą. Jednak w praktyce wychodzi na to, że niejednokrotnie studentki w ogóle nie mają pojęcia, jak się w takich sytuacjach zachować oraz jak się do tego zabrać i jeśli dojdzie do przekroczenia pewnych granic one, zamiast od razu zaprotestować, wolą się zastanawiać, czy ktoś je obleje czy nie (niejednokrotnie sugerując się właśnie jakimiś pomówieniami i legendami) i nie robią dosłownie nic w tej sprawie. A że nie wiadomo od razu, jak się to skończy i czy w końcu obleje, czy nie - no to albo - albo. Albo się boimy i nic nie robimy licząc na zaliczenie (być może kosztem molestowania) albo próbujemy zgłaszać przyczyniając się również dla dobra studentek z młodszych roczników.
                        Nie można w ten sposób do tego podchodzić i zostawiać takich sytuacji bez echa- brak jednoznacznego zakazu niejednokrotnie sprzyja takim zachowaniom, a tacy wykładowcy czują się bezkarni. Uważam zresztą, że na początku studiów powinny zostać wprowadzone obowiązkowo warsztaty dotyczące tematyki molestowania i mobbingu (co zresztą przyda się studentom podejmującym wcześniej lub później pracę).
                  • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 09:55
                    ty chyba nie rozumiesz, że te studentki nie są onieśmielone, dlatego że są głupie, niewyrobione i nie potrafią ściąg szukać, tylko dlatego, że ktoś je onieśmiela, wykorzystując swoją pozycję. obojętne, czy robi to dla swojej satysfakcji, czy dlatego, że chce wymusić określone zachowania. powiedz no, czoklitka, na te kawki z profesorem chodziłaś z autentycznym zaangażowaniem i przyjemnością, czy dlatego, że nie wypadało odmówić?

                    a co napisałaś, to ja widzę, nie musisz mi tego tłumaczyć w kolejnych postach.
                    • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 18:17
                      > ty chyba nie rozumiesz, że te studentki nie są onieśmielone, dlatego że są głup
                      > ie, niewyrobione i nie potrafią ściąg szukać, tylko dlatego, że ktoś je onieśmi
                      > ela, wykorzystując swoją pozycję. obojętne, czy robi to dla swojej satysfakcji,
                      > czy dlatego, że chce wymusić określone zachowania.

                      Ale to jest oczywiste. Jednak pamiętam, że narzekania na wszelkie niesprawiedliwości świata było słychać z ust osób mających ewidentne problemy ze studiowaniem, natomiast jakimś cudem nie słyszało się takich rzeczy od osób radzących sobie co najmniej dobrze - bardzo to ciekawe.

                      Należy pamiętać, że te panie są dorosłymi osobami, a jeśli nie potrafią zareagować na jakieś żarty, zagadywanki, próby podrywu, dotykanie, obejmowanie itd. (choćby zwracając uwagę, ze jakieś zachowanie wykładowcy wywołuje u nich poczucie dyskomfortu itd.), a co dopiero mówić o zgłoszeniu wyżej jakiegoś problemu, no to sorry, ale to jest raczej ich problem z brakiem asertywności.

                      Aby istniała możliwość zapobiegania i eliminowania, wpierw trzeba mieć odwagę zaprotestować. A kto niby powinien protestować jak nie urażony/poszkodowany? No właśnie on sam. Ale skoro wolą chować głowę w piasek, no to jest to ich wybór - wybór dorosłych, pełnoletnich już osób.

                      > a co napisałaś, to ja widzę, nie musisz mi tego tłumaczyć w kolejnych postach.

                      Moje posty były dedykowane nie tyle Tobie ile innym, zwłaszcza tym, którzy mogą borykać się z takimi problemami, skoro niejeden pewnie samodzielnie ma problem z domyśleniem się, o co może chodzić.

                      >powiedz no, czoklitka, na t
                      > e kawki z profesorem chodziłaś z autentycznym zaangażowaniem i przyjemnością, c
                      > zy dlatego, że nie wypadało odmówić?

                      Jeśli ładniej poprosisz, to może odpowiem.
                      • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 19:49
                        > Należy pamiętać, że te panie są dorosłymi osobami,
                        a wykładowcy nie są? no chyba nie są, skoro kompletnie nie wiedzą jak się zachowywać w miejscu pracy.

                        >Aby istniała możliwość zapobiegania i eliminowania, wpierw trzeba mieć odwagę zaprotestować.
                        to jest tak typowe, że aż żal paczać. od studentów chcesz wymagać, bo są dorośli, a od profesorków nie. a nie wydaje ci się przypadkiem, że na uczelni nie powinno być miejsca na podrywanie studentów, opowiadanie dowcipów z wiejskiej remizy i inne takie? czemu nie przyjdzie ci do głowy, że to uczelnia ma tworzyć standardy, wykładowcy mają dawać wzór, a studenci nie są od tego, żeby ich poniżać, wyśmiewać i robić sobie z nich zakładników zaliczeń czy egzaminów.
                        • alpepe Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 20:28
                          amen, nie, nie przyszło jej. Zamiast tego ustawiła się w jednym rzędzie z "Onymi".
                          • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 20:47
                            >Zamiast tego ustawiła się w jednym rzędzie z "Onym

                            Nie sądzę. :)


                          • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 21:02
                            Aha, aby móc mówić o problemie, najpierw jakieś zachowanie powinno stanowić dla kogoś problem lub być jako takie zdefiniowane. Jeśli dla kogoś jakieś zachowanie nie stanowi problemu, skoro nic z tym dalej nie zrobi, no to sorry, ale czego Ty niby chcesz? I nie zrobi z tym nic ani jedna, ani druga, ani enta?
                            Wg Ciebie niby kto ma oduczać, wyznaczać reguły i trzymać się ich, jeśli jakaś ofiara nie potrafi wziąć się, z miejsca protestować i jeszcze o tym opowiedzieć komu trzeba? No to może niech cofnie się taka z powrotem do przedszkola.
                            Więc chyba sobie raczysz żartować.
                            • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 21:59
                              >Jeśli dla kogoś jakieś zachowanie nie stanowi problemu, skoro nic z tym dalej nie zrobi,

                              rozumiem, że kiedy wykładowca stawia w głupiej sytuacji studentkę, robiąc jakieś aluzje, zapraszając ją w sytuacjach przecież oficjalnej relacji, a nie znajomości prywatnej, to to jest normalne, tak? a nienormalne zaczyna być dopiero wtedy, gdy komuś przeszkadza?

                              no to przenieśmy to na jakiś inny grunt. pakowanie się samochodem na chodnik jest okej, dopóki kogoś na tym chodniku nie potrącisz albo dopóki ktoś ci nie urwie lusterka, bo to będzie znaczyło, że mu przeszkadza. tak?

                              takie zachowanie nie musi AŻ stanowić problemu. ono jest problemem. a wykładowca, któremu zwrócisz uwagę, potraktuje cię dokładnie tak, jak ty autorkę. powie, że ma urojenia, albo że chce wymusić ocenę. to jest bardzo łatwe, bo takie są sytuacje śliskie i bazują na manipulacjach, obarczaniu winą, ośmieszaniu itakdalej. z tego zawsze można się wykpić właśnie dlatego, że jedna strona ma pozycję, a ta druga jest od niej zależna.
                              • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:11
                                > takie zachowanie nie musi AŻ stanowić problemu. ono jest problemem. a wykładowc
                                > a, któremu zwrócisz uwagę, potraktuje cię dokładnie tak, jak ty autorkę. powie,
                                > że ma urojenia, albo że chce wymusić ocenę. to jest bardzo łatwe, bo takie są
                                > sytuacje śliskie i bazują na manipulacjach, obarczaniu winą, ośmieszaniu itakda
                                > lej. z tego zawsze można się wykpić właśnie dlatego, że jedna strona ma pozycję
                                > , a ta druga jest od niej zależna.

                                Czyżbyś zakładała, że sytuacja z góry jest przegrana dla osoby bez pozycji? Błędne to założenie. Atakujący najczęściej czuje się silniejszy, lepszy - inaczej nie atakowałby. Ale czy to znaczy, że wyprowadzanie go z błędu nie ma sensu? Ależ ma. Tak toczy się od zawsze walka ze złem.
                                • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:25
                                  >Tak toczy się od zawsze walka ze złem.
                                  super że uczelnia to dla ciebie armagedon. bardzo interesujące podejście
                                  tyle że przeerotyzowani wykładowcy to nie jest żadne zło, tylko banalna natura ludzka z dużą dawką bezczelności. po drugiej stronie masz równie banalny strach.
                                  • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:39
                                    A czym jest bezczelność wobec ciebie, jeśli nie złem, choć nie w najwyższej postaci? Warto się temu przeciwstawić.
                                    • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:43
                                      nikt nie pisał, że nie warto, więc tę gałąź mamy z głowy.
                                      • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:50
                                        Tak, wiem, to była uwaga ode mnie - po prostu sądzę, że warto. Debil najczęściej nie wie, że jest debilem, więc trzeba zrobić wszystko, aby przynajmniej ograniczyć zasięg jego macek.
                        • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 20:41
                          Mówisz o ideałach six_a.

                          >czemu nie przyjdzie ci do głowy, że to uczelnia ma tworzyć

                          To, że o czymś nie napisałam, nie oznacza, że o czymś nie wiem.
                          • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:05
                            no jednak nie wiesz, bo napisałaś, że nie istnieje zakaz, co sprzyja, chociaż oczywiście takie zakazy istnieją. w postaci chociażby kodeksów etyki i nauczyciele akademiccy są jak najbardziej zobowiązani do ich przestrzegania.
                            • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 01:17
                              > no jednak nie wiesz, bo napisałaś, że nie istnieje zakaz, co sprzyja, chociaż o
                              > czywiście takie zakazy istnieją. w postaci chociażby kodeksów etyki i nauczycie
                              > le akademiccy są jak najbardziej zobowiązani do ich przestrzegania.

                              Najwyraźniej nie zrozumiałaś, o czym pisałam. Nie przejmuj się - to się zdarza.
                              Wzbogacę jednak zasób zdobytych pewnie na forum twoich mundrości, o taką że tak się gra, jak przeciwnik pozwala. Teraz możesz z nią brylować po forach.
                              • six_a Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 10:29
                                > Wzbogacę jednak zasób
                                już mnie zdążyłaś wzbogacić skupianiem się na "merytoryce"
                                do rozpuku nawet.
                                więc za resztę podziękuję.
                        • stephanie.plum Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 21:01
                          >od studentów chcesz wymagać, bo są dorośli, a od profesorków nie.

                          przepraszam że się wtrącę, ale zdaje się, że na forum napisała studentka, a nie profesor.

                          to jej kobitka odpisuje, że POWINNA REAGOWAĆ, nie zaś płonić się i jąkać.

                          jakby napisał profesorek z problemem - szantażować władzą w celu zaciągnięcia do łóżka czy nie, to prawdopodobnie by odpisała profesorkowi, w równie zdecydowanych słowach.
                          • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 21:18
                            Dzięki, Stephanie.
                            W sprawach różnej maści przewinień najlepiej wysłać informację od razu do Ministerstwa (bo raczej wewnątrz każda uczelnia będzie chciała sprawę wyciszyć), a tak jest szansa, że wystraszą się.
                          • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 21:48
                            nie, napisała jej że jest niemotą i leniem. o profesorach to już jest gałąź ze mną, a nie z autorką.
                            jedziem chronologicznie, a nie jak komu pasi. kota ogonem to każdy umi odwracać.
                            • stephanie.plum Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 21:59
                              "Możesz powiedzieć, że wolałabyś skupić się na merytoryce tu i teraz. Masz do dyspozycji także jakieś kodeksy etyczne i regulaminy oraz - jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie - możesz napomknąć, że będziesz zmuszona zwrócić się z problemem wyżej (np. do prodziekana), choć zimny wyraz twarzy, brak chęci opowiadania o swoim życiu powinny wystarczyć. Jeśli sytuacja będzie ciężka to radziłabym iść do prodziekana lub dziekana od razu i wyłożyć problem."

                              I rest my case.
                              • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:06
                                Daj spokój, przecież sixa lata po tym forum niczym jakiś troll. kto chce i się nudzi to nie z nią ciągnie jałowe dyskusje.
                                • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:09
                                  ziew. troll i troll. chyba z doświadczenia przemawiasz. a jakieś argumenty? myślisz, że jak napiszesz komuś, że jest zwykłym leniem, a potem to przykryjesz wykładem, to będzie w porządeczku?
                                  olol.
                                  ziegnam:)
                              • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:06
                                tak tak, a te teksty o tym, że większość ma urojenia, a autorka jest leniem, nie istnieją.
                                • stephanie.plum Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:11
                                  letko mijacie się z logiką, koleżanko.

                                  bywa, bywa. zwłaszcza w ferworze.
                                  • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:18
                                    Wyczuwam u Sixy jakąś nutkę zazdrości o ten doktorat Czoklitki? :)
                                    • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:28
                                      oczywiście, że tak, chociaż papierzyska to tak średnio mnie rajcują, najbardziej zazdroszczę tych kawek z profesoramy i podsłuchiwania pod drzwiami, co tam wyprawiają wykładowcy z podrywanymi studentkami.
                                    • alpepe Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:55
                                      jessu, gdybyś ty katalonja wiedziała, kim w realu jest sixa, to byś się nie droczyła. Na tym forum jest trochę osób, które mogą się pozgrywać, nawet pisać infantylnie, ale to nie znaczy, że w realu były słabymi studentkami, które dawały wiary plotkom o złych wykładowcach.
                                      • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:11
                                        > jessu, gdybyś ty katalonja wiedziała, kim w realu jest sixa, to byś się nie dro
                                        > czyła. Na tym forum jest trochę osób, które mogą się pozgrywać, nawet pisać inf
                                        > antylnie, ale to nie znaczy, że w realu były słabymi studentkami, które dawały
                                        > wiary plotkom o złych wykładowcach.

                                        A do czego ta wiedza jest mi niby potrzebna? Sixa może być nawet samą panią prezydentową, co nie zmienia faktu, że trzeba z nią polemizować, kiedy się ma odrębne stanowisko w sprawie.

                                        P.S. jednakowoż ani słowa nie było w moich postach o słabych studentkach, chyba, że coś przeoczyłam...? :/


                                        • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:27
                                          więc wydaje ci się, że jak piszesz o domniemanych frustracjach albo o tym, kto czego zazdrości, albo co twoim lichym zdaniem ktoś powinien robić ze swoim wolnym czasem lub zasobami, to to jest polemika?
                                          • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:39
                                            Prócz polemiki można też się podroczyć, dla równowagi emocjonalnej i oczyszczenia gęstniejącej atmosfery .Bo co byś zrobiła, gdyby pies z kulawą nogą nie odpowiedział na jakikolwiek z twoich postów?
                                            • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:42
                                              >Bo co byś zrobiła,
                                              nic. mam w tym wieloletnie doświadczenie.
                                              coś zupełnie innego rozumiemy przez "droczenie się", stąd efekt marnawy.
                                              • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:55
                                                Dla uściślenia:
                                                1. to z doktoratem to było droczenie;
                                                2. to z frustracją to moja własna ocena emocjonalnego zabarwienia twoich forumowych wypowiedzi.
                                        • alpepe Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:30
                                          w twoich, nie, ale dyskusja toczy się tu przez pryzmat widzenia pani doktor, dla której taka przerażona studentka pewnie jest osobą leniwą, stroniącą od nauki i dającą wiarę plotkom. I tego nie można stracić z oczu.
                                          U mnie jedna wykładowczyni nienawidziła organicznie mężatek i kobiet w ciąży i zdecydowana większość mężatek zdejmowała obrączkę przed jej wykładami. I nie było to jakieś przywidzenie, ta kobieta niszczyła mężatki, które potem z piątkami (sic!) kończyły Uniwersytet Wrocławski, aż w końcu szefowa wydziału się w...rwiła i zadzwoniła do Wrocławia, by nie przyjmowano od nas studentek. Tak, taka paranoja tam panowała. Oczywiście dziekan wiedział, rektor wiedział, nikt nic nie zrobił. A skąd wiem? A stąd, że np. jednej studentki rodzice byli profesorami na tym uniwersytecie i znali tę sytuację od środka, no, a potem to i ja zdobyłam swoje znajomości.
                                          • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 08:27
                                            Masz dużo racji, pewnie każdy wydział (nawet typowo męski) może 'pochwalić się' tego typu sytuacjami. I śmiem twierdzić, że każda ze stron (i pani doktor i pani six) ma swoje racje. Również napatrzyłam się na niezbyt myślące koleżanki, które powtarzały coroczny schemat postępowania z wykładowcami w okresie egzaminów - tej kupmy kwiaty, tylko koniecznie w koszu, bo bez tego to nie da rady; temu trzeba dać butelkę, to nie będzie robił problemów; a do tamtego to trzeba założyć krótkie spódniczki, żeby był łaskawszy. W większości były to bzdury kopiowane bezmyślnie przez kolejne roczniki studentów / studentek. I rzeczywiście trzęsły się nad tym z reguły słabe, neurotyczne jednostki. Co nie oznacza, że wykładowcy nie mają sobie nic do zarzucenia i że czasem nie łamią zasad etyki zawodowej. Ale w takich sytuacjach należy wyraźnie się przeciwstawiać i nie pozwalać sobie na traktowanie przedmiotowe. I o tym pewnie pisała choklitka.
                                            • alpepe Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 08:50
                                              Chocklitka pięknie, ale tylko teoretyzuje. Ja ci opowiem historię. Miałam zajebisty temat na magisterkę, ale profesor uparł się, że nie, bo nie. Znalazłam osobę, która mogłaby mnie prowadzić, ale ona powiedziała tak po pół roku prób przepchnięcia tego: napisze Pani pracę u mnie, ale się Pani nie obroni, bo tu nikt tego Pani nie zrecenzuje. Przykro mi. No i miałam do wyboru, albo napisać superpracę ze współczesnej literatury szwajcarskiej, egzotyczną, trudną i przełomową w owym czasie, która by nie ujrzała światła dziennego, albo po prostu zrezygnować. I cała moja wyższość moralna poszła się j...ba.ć. Mogłam była jako samotna Ifigenia na Taurydzie czarować swoim dobrem i pięknem, ale niestety, tam o mały włos nie zostałam była wypisana z listy studentów, bo jak to, bez tematu i promotora?
                                              I tak na koniec, studentką byłam dobrą, na czwartym i piątym roku miałam stypendium naukowe, miałam jednak czelność próbować zrealizować się na studiach. Sama.
                                              • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 22:56
                                                I jak zakończyła się ta historia? Udało ci się w konsekwencji popłynąć pod prąd? Obroniłaś pracę, którą chciałaś obronić?
                                            • six_a Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 10:39
                                              a ja na ten przykład, nie tylko miałam normalnych profesorów i wykładowców, pod tym konkretnym względem, ale nawet nie słyszałam "z ploteczek" o dwuznacznych propozycjach i ani jednego świńskiego dowcipu nie zaliczyłam podczas zajęć/konsultacji/egzaminów i innych takich okazji.

                                              czy to znaczy, że na podstawie tego doświadczenia mam prawo snuć wnioski o tym, jaką studentką jest autorka? co ma piernik do wiatraka?

                                              wmawianie ludziom urojeń, bagatelizowanie i zwalanie całej odpowiedzialności na drugą stronę: no jeśli ci to przeszkadza, to coś z tym zrób z podtekstem, że większość studentów takich problemów nie mają, jest odtworzeniem schematu przemocowego.
                                  • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:26
                                    jak chcesz, możesz mi to bliżej wytłumaczyć.
                                    przynajmniej coś interesującego będzie.
                                    • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:35
                                      Po co zaraz interesująco. Wystarczy, że jest zabawnie :) Bez obrazy. Sixa, przecież ty tryskasz pomysłami, rzucając nietuzinkowymi, inteligentnymi odpowiedziami i uwagami. Od razu widać, że potencjał nawet w połowie niewykorzystany. To może jakiś doktorat by sklecił? :)
                                      • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:48
                                        >To może
                                        gdybym taką potrzebę miała, to bym mogła klecić, a na razie klecę co innego i gdzie indziej, więc nie będę trwonić, rozmieniać ani rzucać przed wieprze. ale dzięki za troskę.
                                        • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:57
                                          Eee, jaka tam troska. Zwyczajny racjonalizm. Po co trwonić i rozmieniać tutaj oraz ujawniać ukryte frustracje, skoro można coś pożytecznego zrobić :). Być może humor wówczas dopisze i jakaś pozytywna uwaga wskoczy na forum ;)
                                          • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:58
                                            nie radzę iść tą drogą.
                                            • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:14
                                              Brzmi złowrogo i trąci groźbą.
                                              • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:33
                                                niezbyt. po prostu dochodzi się do ściany. ogólnie nie polecam.
                                                • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 23:46
                                                  Nie znam pojęcia "ściana". Dla mnie osobiście nie istnieje. No chyba, że zdecyduję się kiedyś na przebiegnięcie maratonu - prawdopodobnie na jakimś 35 km odczuję tę "ścianę".
                                                  Czar prysł. Dyskusja zjałowiała :(
                                    • stephanie.plum Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:47
                                      przeciwnie. streszczanie naszej wymiany zdań jest zadaniem nudnym, ale proszę bardzo:

                                      JA:
                                      to jej kobitka odpisuje, że POWINNA REAGOWAĆ, nie zaś płonić się i jąkać.

                                      TY:
                                      nie, napisała jej że jest niemotą i leniem.

                                      JA na to cytuję fragment pierwszego w tym wątku wpisu Czo, w którym jak byk stoi, że dziewczę powinno reagować.

                                      TY na to:
                                      tak tak, a te teksty o tym, że większość ma urojenia, a autorka jest leniem, nie istnieją

                                      no przepraszam, gdzie tu logika?
                                      ja nie twierdzę, że tamte teksty nie istnieją.

                                      ty natomiast twierdzisz, że nie istnieje tekst, który istnieje. jak byk.

                                      dziękujędobranoc.
                                      • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:51
                                        nie ma za co.
                                        ja nie udaję, że tamten tekst nie istnieje, tylko rozmowa w mojej gałęzi rozwinęła się znacznie bardziej, niż to, co zacytowałaś, więc sorry, ale dopie...nie w jednej gałęzi, a rady dobrej ciotki: nie krzyw się, stój prosto, odszczeknij mu, szukaj ściąg, kiwaj jego, jeśli on kiwa ciebie, wyglądają nawet gorzej niż sam wymysł z leniem poparty wątpliwymi badaniami terenowymi nad seksem wykładowców.
            • czoklitka Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 01:04
              No i jak zwykle zapomniałam dopisać. :)

              >albo zbyt odległy numerek wzięłaś.

              Ja nigdy do nikogo nie brałam/rezerwowałam żadnego numeru. Więc takie gadki prosiłabym kierować do kogoś, kogo znasz np. do swoich dzieci, o ile je posiadasz, ale nie do mnie, bo przecież nic o mnie nie wiesz. :)
              • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 01:13
                >Więc takie gadki prosiłabym
                tulejt.
    • soulshuntr Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 22:07
      Alez to banalnie proste! Powiedz panu psorowi, ze jak najbardziej jest w twoim typie, i owszem ten tego chcialabys zaliczyc, ale masz taka mala przypadlosc, ktora sie nazywa HIV i nie wiesz czy ona przypadnie do gustu panu psorowi. Poza tym mozesz cos napamknac o dwoch braciach pseudokobicach i ich kolegach, ktorzy lubia sobie czasem dla rozrywki skuc komus morde. I tak bym to widzial.
      • przeciezwiadomo Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 23:20
        Glupota, bo może się okazać, że psor też ma HIV i się ucieszy, że może bez gumki z bratnią - hehe - duszą.
        • mendigo Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 19:59
          Nie może. Są różne typy wirusów i nie należy mieszać. Do książek, a nie dezinformacje siać, lubieżnicy!
          • przeciezwiadomo Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 20:01
            Nie znam się na tym. I kurde, dobrze mi z tą niewiedzą akurat :)
            • leptosom Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 11:34
              a na czym ty się znasz? dobrze ci do twarzy akurat z tym
              • przeciezwiadomo Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 20:04
                Pomyłka :)
    • wiarusik Re: Romans z wykładowcą? 01.06.14, 23:42
      musisz przestać dbać o higienę. są tacy, których to kręci, ale ja bym cię kijem nie trącił.
      • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 00:06
        >są tacy, których to kręci, ale ja bym
        przesz ty świnie trącasz.
        ubłocone.
        • wiarusik Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 00:09
          www.youtube.com/watch?v=9lsuHpq1L0c
          nie wszystkie świnie puszcza się do błota, by nie pobrudziły pościeli.
          • six_a Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 00:19
            karły?
            wiarusik, zaprawdę, ogarnij te dewiacje. bo skończysz w niebie.
    • piataziuta Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 18:56
      jak nic musisz się puścić
      nie ma innego wyjścia
      • stephanie.plum Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 19:10
        weź nawet tak nie żartuj!

        są dziewczyny, które NAPRAWDĘ myślą, że skoro ON zechciał, to ONA musi.

        to jest przerażające.
        :~(
        • piataziuta Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 19:37
          ee nie sądzę
          to raczej troll z gimnazjum
          • blekitna3 Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:02
            Uwierz mi że chciałabym żeby to był troll...
            • stephanie.plum Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:09
              no to powiedz sobie, że NIE MUSISZ się domyślać, o co temu capowi chodzi.

              po prostu w ogóle nie bierz pod uwagę żadnego romansu. zachowuj się tak, jakbyś NIE MÓWIŁA W TYM JĘZYKU.

              bo jeżeli on WIDZI, że Ty pojmujesz aluzję i się wahasz, to wykorzysta sytuację.

              i nawet przez sekundę nie pozwól sobie na myślenie, że Cię ta sytuacja troszkę kręci, albo troszkę ci jego zainteresowanie pochlebia - bo przepadniesz.
    • blekitna3 Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:07
      Dziś znów kolejna sytuacja, zaproszenie do gabinetu. Postawiłam sprawę jasno że nie życzę sobie takich zachowań, że mnie to krępuje takie zapraszanie na kawę itp. Zero reakcji, myślę że jeżeli nie ulegnie to zmianie czas na drastyczniejsze środki, tylko że nie chciałabym mieć w nim wroga zwłaszcza że mam z nim dwa egzaminy.
      • katalonja Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:27
        Teraz już nie ma odwrotu - jeśli wiesz czego chcesz, lub, lepiej to ujmując, czego NIE chcesz, to realizuj plan spokojnie, acz skrupulatnie. Pan wykładowca najprawdopodobniej wkrótce wróci na swoje miejsce. Przemyśl dalszą, ewentualną drogę postępowania.
        • soulshuntr Re: Romans z wykładowcą? 02.06.14, 22:47
          polecilbym jeszcze wlaczony dyktafon lub lepiej kamerke za kazda bytnoscia w gabinecie imc wielmoznego.
    • hajbar18 Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 14:05
      powinnaś go zaliczyć, wydy..ć, czy jak tam inaczej to nazywają to nowoczesne kobiety, apeluję żebyś była nowoczesną kobietą
    • light_in_august Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 14:32
      Robisz z igły widły. Wykładowca może i ma na ciebie chrapkę ;) ale przecież do niczego cię nie zmusza. Wystarczy grzecznie się uśmiechać, ignorować zaloty i na wszelkie zaproszenia odpowiadać "straaasznie mi przykro, ale mam tak dużo nauki, że to w tej chwili niemożliwe"- ani tak, ani nie, zupełnie neutralnie i w taki sposób, że nie ma się do czego przyczepić i za co mścić. Przecież cię nie zgwałci w sali wykładowej ani nie postawi ci dwói za to, że się grzecznie uśmiechasz.
    • light_in_august Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 14:36
      A, i jeszcze jedno - to, że wykładowca w tak wyraźny sposób okazuje względy jednej ze studentek i jeszcze obnosi się z tym przed innyhmi studentami (mam na myśli wypytywanie twoich koleżanek), oznacza, że albo nie ma instynktu samozachowawczego, albo jest kretynem bez klasy.
      • leptosom Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 21:44
        większość wykładowców to kretyni.
        • light_in_august Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 22:02
          Ci, co kretynami są, powinni przynajmniej udawać, że nie są i nie podrywać wybranych studentek na oczach wszystkich.
    • leptosom Re: Romans z wykładowcą? 03.06.14, 21:43
      na studiach wszystkie chwyty dozwolone: catch as catch can!
    • sofii5 Re: Romans z wykładowcą? 04.06.14, 06:57
      Jest z pewnoscia sposob na tego pana...nie ulegaj mu, badz asertywna...
Pełna wersja