piataziuta
02.06.14, 11:52
Bo tak twierdzi Wojciech Eichelberger, w pewnej gazecie.
Znaczy to mniej więcej tyle, że wyrywamy mężczyznom z rąk to, ci sami mogli zrobić, bo jesteśmy przekonane, że zrobimy to lepiej i szybciej. A jeśli coś już uda im się coś zrobić, chwalimy ich jakby byli niepełnosprawni umysłowo, wszak "nie ma powodu chwalić kogoś za to że oddycha". Polskie kobiety często podobno naruszają swoje granice i poczucie godności, by zapobiec znikaniu mężczyzn. Są nadopiekuńcze, chwalą i stosują taryfę ulgową w stosunku do mężczyzn - co jest wyrazem nieuświadomionego braku szacunku i lekceważenia.
Dlaczego? Ach, dlaczego to robicie?
Bo mnie, przyznam, czasami po prostu wku...a, jak się faceci grzebią, bo każdą czynność muszą robić osobno zamiast jednocześnie, wydłużając tym każdy proces o 100%.
No i co z tym chwaleniem? Ostatnio czytałam inną panią psycholog, która twierdziła, że warto chwalić zarówno dzieci jak i mężczyzn za proste pozytywne rzeczy.
To co w końcu? Mam mówić "ach, jaką wspaniałą zrobiłeś mi herbatę!", czy traktować jak równego sobie, bez taryfy ulgowej "szybciej ku..., bo już jestem spóźniona"?
Jak żyć?