dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn?

02.06.14, 11:52
Bo tak twierdzi Wojciech Eichelberger, w pewnej gazecie.
Znaczy to mniej więcej tyle, że wyrywamy mężczyznom z rąk to, ci sami mogli zrobić, bo jesteśmy przekonane, że zrobimy to lepiej i szybciej. A jeśli coś już uda im się coś zrobić, chwalimy ich jakby byli niepełnosprawni umysłowo, wszak "nie ma powodu chwalić kogoś za to że oddycha". Polskie kobiety często podobno naruszają swoje granice i poczucie godności, by zapobiec znikaniu mężczyzn. Są nadopiekuńcze, chwalą i stosują taryfę ulgową w stosunku do mężczyzn - co jest wyrazem nieuświadomionego braku szacunku i lekceważenia.

Dlaczego? Ach, dlaczego to robicie?

Bo mnie, przyznam, czasami po prostu wku...a, jak się faceci grzebią, bo każdą czynność muszą robić osobno zamiast jednocześnie, wydłużając tym każdy proces o 100%.

No i co z tym chwaleniem? Ostatnio czytałam inną panią psycholog, która twierdziła, że warto chwalić zarówno dzieci jak i mężczyzn za proste pozytywne rzeczy.
To co w końcu? Mam mówić "ach, jaką wspaniałą zrobiłeś mi herbatę!", czy traktować jak równego sobie, bez taryfy ulgowej "szybciej ku..., bo już jestem spóźniona"?

Jak żyć?
    • mariuszg2 Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 11:59
      piataziuta napisała:

      > Dlaczego? Ach, dlaczego to robicie?
      >
      > Bo mnie, przyznam, czasami po prostu wku...a, jak się faceci grzebią, bo każdą
      > czynność muszą robić osobno zamiast jednocześnie, wydłużając tym każdy proces o
      > 100%.
      >
      > Jak żyć?

      a czy byłabyś spokojniejsza i szczęśliwsza gdyby okazało się, że Twój facet kocha się nie tylko z Tobą i wyłącznie ale chędoży również w tym czasie trzy inne panienki obok Ciebie leżące?
      • alpepe Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 12:17
        czemu ją obrażasz i myślisz, że na nią poleciałby tylko wielopenisowy ufoludek?
        • mariuszg2 Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:48
          alpepe napisała:

          > czemu ją obrażasz i myślisz

          ziuta...przepraszam
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 12:21
        Dowcip Ci jakby przytępiał Mariuszku, martwię się.
        Czyżbyś robił coś w trakcie pisania? Pijesz herbatę?
        • mariuszg2 Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:55
          piataziuta napisała:

          > Dowcip Ci jakby przytępiał Mariuszku, martwię się.

          jak mogę rozjaśnić twe śliczne lico co by pochmurny frasunek zeń het przegnać w kosmos (być może do wielopenisowego ufoludka)

          > Czyżbyś robił coś w trakcie pisania? Pijesz herbatę?

          wiem - zacewnikuję się - na herbatę - żebyś mogła się cieszyć li tylko moim pisaniem...;p
    • ursyda Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 13:30
      Nic nikomu nie wyrywam ale robię dokładnie to samo co robiłabym gdybym była sama.
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:02
        czyli wszystko
        i to wynika z jakiegoś założenia, czy po prostu slabo się ustawiłaś?
        • ursyda Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:06
          Myślisz, że ustawiałam się tak żeby miał mi kto podłogę zmyć? A ponieważ się tak nie ustawiłam to słabo?
          Oj ziuta.
          Robię to, co nie sprawia mi problemu, jeśli sprawia to nie robię i zrzucam na bary innych.
          • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:29
            Nie myślę, że ustawiałaś się po to, żeby miał Ci kto podłogę zmywać. Ale skoro się z kimś mieszka, to można się robotą podzielić, nie?

            > Robię to, co nie sprawia mi problemu, jeśli sprawia to nie robię i zrzucam na b
            > ary innych.
            wiedziałam, że sobie dobrze radzisz :P
            • ursyda Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 23:18
              Jak zaczynam czuć, że za dużo robię to zaczynam drzeć japę. Ale bardzo rzadko i zupełnie niepotrzebnie najczęściej.
          • znana.jako.ggigus mycie podłogi i inne - nie tak do końca jest, jak 02.06.14, 14:30
            piszesz. Bo Ty myjesz podłogę i tracisz swój czas, chociaż ktoś inny też mógłby się ruszyć. ALe wiesz, że on tego nie zrobi tak dobrze/dokładnie jak Ty. Mam ten sam problem i dlatego najbardziej lubię mieszkać sama.
            • ursyda Re: mycie podłogi i inne - nie tak do końca jest, 02.06.14, 23:17
              Jak tracę czas na mycie podłóg to druga strona traci czas na np. wypełnienie pitu za mnie. Mogłabym umyć pół podłogi i wypełnić dokumenty a mogę umyć gdy ktoś wypełnia. Lub odwrotnie - chociaż odwrotnie to bym nie chciała :)
              • znana.jako.ggigus rachunek nadal się nie zgadza, ursydo! 03.06.14, 13:30
                pit jest raz na rok, powiedzmy godzina. A ile razy w tygodniu myjesz podłogę? Ja co dwa dni, co mi zajmuje kwadrans. 3 razy 15 minut - 45 minut tygodniowo czyli razy 52 - to daje 2340 minut czyli 39 godzin.
                To samo dotyczy np. wynoszenia mebli, przybijania gwoździ i naprawiania kranu.
                powiedzmy 2 godziny pitowania i 39 godzin mycia podłogi rocznie. Spora różnica, prawda?
                • ursyda Re: rachunek nadal się nie zgadza, ursydo! 03.06.14, 15:41
                  Nie wiem skąd wzięłaś te wyliczenia ale przyprawiasz mnie o dreszcz. Ja ci takich rozpisek nie robię, niech ci wystarczy, że jestem zadowolona.
                  • znana.jako.ggigus nie ma powodu do dreszczów - wyliczyłam tylko w 03.06.14, 15:54
                    MOIM zresztą przypadku, ile czasu zajmuje regularne mycie podłogi, a ile wypełnianie pita.
                    Różnice są ogromne, to chyba Cią przyprawiło o dreszcze. Ja też sobie nie zdawałam sprawy z dysporporcji.
                    • ursyda Re: nie ma powodu do dreszczów - wyliczyłam tylko 03.06.14, 16:16
                      No dobra, ale czy jest problem jeśli mi to nie przeszkadza nawet jeśli bym takie dysproporcje znalazła?
                      Mam to szczęście, że nikt niczego ode mnie nie wymaga i nigdy nie wymagał - oprócz niestety mnie samej (co już takim szczęściem nie jest).
                      I tak jak tam wyżej napisałam, jak jest ciężko i się nie wyrabiam to daję znać, przyznaję że czasami za ostro.
                      • znana.jako.ggigus Twoaj sprawa, co Tobie przeszkadza 04.06.14, 11:29
                        ja niep rowadze zadnej krucjaty. Wyliczylam czas roczny na mycie podlog i PIT-a, aTy sie oburzylas, ze Ci cokolwiek wyliczam. Wyliczalam sobie, bo bralam moja czestotliwosc pod uwage.
                        Nie bede komentoewac Twojej rekacji na moje wyliczanie.
                        Twoja sprawa, rob co chcesz, a ja podalam tylko ramy czasowe.
                        Bo jak juz pisalam, sama mam ten sam problem - robie to, bo zrobie to lepiej i szybciej. I lepiej wyglada podloga, keidy ja myje. I myjac podloge, mysle o Marlenie Dietrich, ktora tez na kolanach myla mowiac, ze lubi miec czysta podloge.
                        • ursyda Re: Twoaj sprawa, co Tobie przeszkadza 05.06.14, 14:30
                          Ale ja nie za bardzo łapię po co to rozliczanie właśnie
                          Jak facet mówi głośno i wyraźnie, że z kobietą mu lżej bo ugotuje i posprząta czy tam o dom zadba to jest wielkie oburzenie, że kucharki czy sprzątaczki szuka. A ty mi tu piszesz, że gdyby mył ze mną podłogę to zaoszczędziłabym 50% czasu. Wynika z tego, że jestem z nim bo mi pól podłogi umyje i zaoszczędzę czas. Czyli mogłabym głośno i wyraźnie powiedzieć, że jestem z facetem po to, żeby mi pół podłogi mył i pół obiadu gotował.
                          Ty czujesz się wykorzystana, ja nie bo, powtórzę - nie robię niczego, czego bym nie robiła będąc sama. Tak samo bym sprzątała, zmywała i myła podłogi.
                          • znana.jako.ggigus nie rozliczałam, a policzyłam. Spora różnica 05.06.14, 15:07
                            policzyłam i porównałam, ile czasu zajmuje w wymiarze rocznym pit i podłoga. Jedna osoba robi pita, a druga podłogę i jedna osoba pitem powiedzmy 3 godz. rocznie, a druga potrzebuje na czynność, nazwijmy ją wyrównawczą, bo każdy robi, co potrafi lepiej. No więc podłoga zajmuje 39 godzin rocznie.
                            Wg mnie spora różnica i sama byłam zaskoczona.
                            Ty nie chcesz wyliczania Tobie (nikt Ci nie wyliczał niczego, to moja statystyka), więc nie musisz wałkować tematu.
                            Ale jeśli jedna osoba zajmuje się pitem, a druga podłogami, to tak to statystycznie wychodzi. No mniej więcej.
                            Bo wielu mężczyzn argumentuje- ja przesuwam szafę, jestem silniejszy o robię to lepiej ,a ty gotuj. Oki, ale szafę przesuwamy raz w roku, a gutujemy codziennie.
                            Stare dyskusje feministyczne, nic nowego.
                            • ursyda Re: nie rozliczałam, a policzyłam. Spora różnica 05.06.14, 15:19
                              A co ma do tego feminizm? Wydawało mi się, że feminizm to wtedy kiedy kobieta ma wybór a nie kiedy musi w tę lub w inną stronę. Ja wybór mam, swoje teorie budujesz na dwóch danych - niekompletnych w dodatku bo nie wiem jak u ciebie ale nasze życie składa się z wielu innych czynności.
                              • znana.jako.ggigus feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domowych 05.06.14, 15:24
                                nazywanych czynnościami reprodukcyjnymi i to właśnie z tej perspektywy. Bo jeśli mówimy, że w związku każdy robi co potrafi najlepiej: czyli pan reparuje krany, robi pity i przesuwa szafę, a pani gotuje i sprząta, to femisnistki w ramach dyskusji policzyły, co ile kosztuje czasowo.
                                No i wyszło 3 godz. i 39 godz tylko na dwie czynności porównawcze - pit i podłoga.
                                Rozumienm, że chciałaś tak złośliwie, że nie wiesz jak u mnie, ale Ty masz jeszcze inne czynności w programie. To nie ma związku, więc zlłośliwość pomijam, bo z reguły chętnie czytam Twoje posty. Tu chodzi tylko o dysproprcję czasową na przykładze dwóch czynności.
                                • stephanie.plum Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:29
                                  no i jak zwykle: pod chorągwią feminizmu baba żyć nie daje babie.

                                  buhaha.
                                  • stokrotka_a Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:33
                                    stephanie.plum napisała:

                                    > no i jak zwykle: pod chorągwią feminizmu baba żyć nie daje babie.
                                    >
                                    > buhaha.

                                    Stefanio, widzisz jakiś związek logiczny lub przyczynowo-skutkowy pomiędzy feminizmem a tym, że baba żyć nie daje babie?
                                    • stephanie.plum Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:36
                                      no właśnie nie.
                                      a jednak.
                                      • stokrotka_a Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:45
                                        stephanie.plum napisała:

                                        > no właśnie nie.
                                        > a jednak.

                                        No właśnie, istnieją zjawiska zupełnie ze sobą niezwiązane, a to "jednak" powstaje jedynie w głowie obserwatorów.
                                        • stephanie.plum Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:52
                                          jaaasne, wszyscy mają urojenia. oprócz ciebie.
                                          • stokrotka_a Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:56
                                            Wniosek zupełnie bezpodstawny. Ja też miewam, ale jeśli nie jestem w stanie sformułować istnienia związku przyczynowo skutkowego, to nie twierdzę, że on istnieje.
                                            • stephanie.plum Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:59
                                              czuję się pouczona.

                                              i z obawy, że nie dasz mi żyć, wyłączam się!!!

                                              :~D
                                              • stokrotka_a Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 16:03
                                                Stefanio, nie obawiaj się, moją dewizą jest "żyj i pozwól żyć". ;-)
                                  • znana.jako.ggigus nie wiem, kogo masz na myśli 05.06.14, 15:36
                                    ja podałam moje wyliczenia mojego czasu.
                                    Odwołałam się do feminizmu, bo to dyskusja stara jak świat. Czas, inwestowany w życie czas zależy od płci, jak to udowodnić łatwo.
                                  • ursyda Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 16:01
                                    No właśnie to mnie najbardziej zaskakuje. Ja nie mam prawa być zadowolona z obecnego stanu rzeczy bo ja myję podłogi 10 godzin w roku a on wypełnia pit 15 min. Już abstrahując od innych czynności, skoro mnie taki stan zadowala to znaczy, że jestem zniewolona. No ludzie.
                                    • stokrotka_a Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 16:04
                                      ursyda napisała:

                                      > Już abstrahując od innych czynności, skoro mnie taki stan zadowala to znaczy,
                                      > że jestem zniewolona.

                                      A ktoś tu twierdzi, że jesteś zniewolona?
                                      • znana.jako.ggigus no właśnie - samo wyliczenie 05.06.14, 16:10
                                        nie oznacza, że ktokolwiek komukolwiek nadaje jakikolwiek status
                                    • znana.jako.ggigus nie pisałam ANI słowa o Twoim zadowoleniu 05.06.14, 16:10
                                      tylko wyliczałam czas.
                                      A Ty zarzuciłaś mi , że zajmuję się Tobą, a potem się mną:))
                                • ursyda Re: feminizm właśnie dyskutuje na temat prac domo 05.06.14, 15:58
                                  Nic nie miało być złośliwie, ja po prostu jestem zaskoczona tym co piszesz! Bo uparcie bierzesz tylko te dwa czynniki pod uwagę.
                                  • znana.jako.ggigus porównuję dwie wybrane czynności i to u MNIE 05.06.14, 16:13
                                    a dla Ciebie to była okaza do paru wycieczek osobistych, które z sympatii pominęłam.
                                    Szersza analiza wszystkich czynności - wtedy musiałabym się zająć albo Twoim życiem, na co nie mam ochoty, albo wywnętrzyć się, na co też nie mam ochoty.
                                    A to zaskakujące, że dwie czynności i tyle dyspoporcji czasowych. Mówią same za siebie, niestety.
                                    I dodam też jestem z frakcji myjących podłogę.
                                    • ursyda Re: porównuję dwie wybrane czynności i to u MNIE 05.06.14, 20:47
                                      Bez wycieczek osobistych.
                                      Odpowiada ci ta frakcja? Jeśli tak, to dlaczego robisz z tego zagadnienie?
                                      Może tak nerwowo reaguję bo to dla mnie w ogóle nie podlega kwestii. Ponieważ mnie to pasuje, gdyby nie pasowało to uwierz, cały świat by się o tym dowiedział:)
                                      • znana.jako.ggigus wybacz ursydo, ja tylko policzyłam spędzony czas 05.06.14, 20:58
                                        u mnie, co z kolei było okazją dla Ciebie do pisania, że ci Coś wyliczam i że uważam, że jesteż zniewolona.
                                        Ani razu nie nazwałamm nie przypusczczałam tego, jak się czujesz. To była Twoja reakcja, np:
                                        Nie wiem skąd wzięłaś te wyliczenia ale przyprawiasz mnie o dreszcz. Ja ci takich rozpisek nie robię, niech ci wystarczy, że jestem zadowolona.
                                        albo:
                                        ale czy jest problem jeśli mi to nie przeszkadza nawet jeśli bym takie dysproporcje znalazła?
                                        albo:
                                        Ty czujesz się wykorzystana, ja nie bo, powtórzę - nie robię niczego, czego bym nie robiła będąc sama.
                                        (dodam, że nie pissłam o tym, abym to ja czuła się wykorzystywana)

                                        albo:
                                        swoje teorie budujesz na dwóch danych - niekompletnych w dodatku bo nie wiem jak u ciebie ale nasze życie składa się z wielu innych czynności.

                                        albo:
                                        Ja nie mam prawa być zadowolona z obecnego stanu rzeczy (...) Już abstrahując od innych czynności, skoro mnie taki stan zadowala to znaczy, że jestem zniewolona.

                                        (nie pisałam o Tobie)
                                        • ursyda Re: wybacz ursydo, ja tylko policzyłam spędzony c 06.06.14, 12:07
                                          No to wybierz sobie którąś odpowiedź.
                                          • mazgalis Re: wybacz ursydo, ja tylko policzyłam spędzony c 06.06.14, 12:53
                                            Ja wybieram taką:

                                            Najbardziej jesteś zadowolona, kiedy jest gdzieś (np. na podorędziu) jakaś podłoga do umycia. I najbardziej się spełniasz myjąc ją po ciemku.

                                            Zdałę? :)
                                            • ursyda Re: wybacz ursydo, ja tylko policzyłam spędzony c 06.06.14, 15:25
                                              Tak.
                            • no_easy_way_out Rozpiska i rozliczenia godzinowe.. 06.06.14, 12:46
                              Droga ksiegowa od nierownosci mesko-damskich czasowych,
                              Widze, ze to co ursyda rzecze- zapewne zbyt racjonalnie i w sposob zbyt na Twoj gust odmatematyzowany - srednio dociera.
                              Bo ma byc sprawiedliwie. Krecisz sie caly czas wokol tego, ze "netto" godzinowo docelowo ma byc 0. Rowno ze az linijka piszczy z rozkoszy.
                              Dobra. Trzymajac sie tego, skoro rozdmuchujesz te 39 godzin i wsadzasz je na szczyt podium, to jak sie ma w Twoich wyliczeniach fakt np to, ze zwykle facet pracuje zawodowo wiecej niz kobieta? Te kilka/kilkanascie godzin tygodniowo, przemnozone przez 52 tygodniedajace kilkaset godzin pracy meskiej wiecej na rok?

                              www.hrtrendy.pl/2013/11/06/czas-pracy-vs-wysokosc-zarobkow-badanie/
                              "Ciekawe wnioski płyną z analizy porównawczej pracy kobiet i mężczyzn. O ile niemal trzykrotnie więcej mężczyzn niż kobiet przyznaje, że pracuje powyżej 8h dziennie, o tyle to właśnie kobiety są zwykle pracownikami, którzy korzystają z możliwości zmniejszenia wymiaru etatu – aż 18,1proc.respondentów płci żeńskiej pracuje średnio mniej niż 8h dziennie. Jest to wynik dwukrotnie wyższy niż w przypadku mężczyzn."

                              Domyslam sie, ze "to jest inna sytuacja", "to sie nie liczy" - jesli tak, to jest tak, bo? jak juz robimy szczegolowa rozpiske godzin?
                              • znana.jako.ggigus nigdzie nie pisałam, ile czasu jest wg mnie 09.06.14, 13:40
                                sprawiedliwe.
                                Natomiast proporcja 3 do 39 to jednak mało sprawiedliwe.
                                Wszelkie Twoje nieeleganckie uwagi na mój temat pomijam milczeniem, bo to nie na temat.
                                • no_easy_way_out czyli? 39 godzin > 500 godzin? tak? nie? 09.06.14, 16:26
                                  Zdeycduj sie. To jak w koncu ma byc?
                                  Rozliczanie godzinowe determinuje czy zwiazek jest ok czy nie?

                                  Kilkaset wiecej godzin rocznej pracy faceta (!!) komentuejsz teraz w mglisty, niemal nierozstrzygalny sposob, ze "nigdzie nie napisalem ile czasu jest wg mnie sprawiedliwie".
                                  Natomiast 39 godzin vs 3 godziny metkujesz jako malo sprawiedliwe, powolujac sie na proporcje.

                                  Tak a propos kladzenia nacisku na proporcje, takie skojarzenie z nowomowa stosowana:

                                  www.youtube.com/watch?v=Omo-JU08hXg
                                  • znana.jako.ggigus pisałam, jak widzę tę sprawę 09.06.14, 16:42
                                    jeśli nie rozumiesz jakiejś części mojej wypoiwiedzi, podaj cytat, a ja postaram się jeszcze raz wyjaśnić.
                                    bo 3 godz. i 39 godz. na dwie czynności - traktowane jako TEN SAM wkład w związek - to niesprawiedliwe. Sam przyznasz chyba. Wolałbyś coś robić 3 czy też 39 godzin?
                                    • no_easy_way_out Re: pisałam, jak widzę tę sprawę 09.06.14, 17:29
                                      Moje wtracenie robie w odniesieniu do dokonanej powyzej gadki jako calosci.

                                      Bo tak bez kontekstu to wlasnie potem masz, ze odczekanei 24 godzin dla kogos, kto czeka 8 godzin, to 300% wiecej czasu.
                                      Jest czy nie?
                                      no jest.. ;)
                                      • znana.jako.ggigus wybacz, ale nie rozumiem 09.06.14, 17:38
                                        moje wypowiedzi nie dotyczą odczekiwania na cokolwiek, ale czasu pośw. przez 2 osoby na 2 czynności, które to czynności traktujemy wymiennie. Przy czym ty siedzisz nad tym 3 godz., a ja 39 godz. , więc się zastanawiam, komu się to opyla.
                                        • no_easy_way_out Re: wybacz, ale nie rozumiem 09.06.14, 22:37
                                          Przeciez akurat ten caly nieszczesny pit to byl przyklad sciagniety bezposrednio z okolic sufitu, jako przeciwwaga mycia podlogi.
                                          Chodzi o to, ze jesli komus nie przeszkadza mycie kibla skoro druga osoba wylapuje w domu pajaki, a takze przetyka umywalke i zlew to w czym problem?
                                          Taki uklad obu stronom odpowiada, i to malo istotne, ze wyjdzie na to, ze mycie kibla zajmuje 7 godzin i 21 minut wiecej w roku niz suma czasu poswieconego na wylapanie 13 pajakow i 7 przeczyszczen zlewow i 3 umywalki.
                                          Gdyby sie upierac, ze przeciez mycie kibla zajmuje wiecej, to wyszlo by np. ze 35% kibla powinno byc umyte przez zbieracza badz zbieraczke pajakow.
                                          No chore to to.

                                          Ale jesli juz tak sie czepiac tego pita / umytej podlogi jak w przykladzie, z racji 39 godzin vs 3 godzin, to konsekwentnie wypadaloby spojrzec na caloksztalt poswieconego czasu na rzecz wspolnego gospodarstwa domowego. Wskazalem wiec palcem na ogromnego zjadacza czasu jakim jest po prostu praca zarobkowa - zwlaszcza, jesli sie policzy z dojazdami.

                                          O rownym podziale obowiazkow tych domowych slyszy sie ciagle. Obrywa sie plci szpetnej i pocacej sie, jako tej ,ktora STATYSTYCZNIE mniej robi w domu.
                                          Kazda pani ma do tego dazyc, zeby ona czula ze robi niewiecej niz polowe. No rownosc, sprawiedliwosc, nie. A co jesli jej to pasi, bo ona robi domowych zadan gospodarczych wiecej, ale czuje ze jej mezczyzna nadrabia to z nawiazka w innych sferach zwiazku?
                                          Niedopuszczalne. Jesli pani to tego nie dazy, bo ja takie "rozpiski" nie parza ani ziebia, bo dobrze jej jest po prostu, to znaczy sie jest zniewolona, jest ofiara patriarchalizmu i wogle.
                                          Dobra.

                                          Ale skoro tak wazne jest dzielenie wszystkiego po polowie to probuje zwocic uwagi, ze STATYSTYCZNIE mezczyzna wiecej pracuje od kobiet.
                                          Wiec jak w tym swietle wyglada taka rozpiska/rozlicznenie wtedy?

                                          I o to mi chodzi.
                                          Mam nadzieje, ze rozumiesz teraz o co mi chodzi. Watpie, ze sie zgodzisz, ale taki juz urok forum, i w ogole dyskusji, ze jesli na cos wplynie, to tylko kazdy utwierdza sie w wlasnym przekonaniu.
                                          • znana.jako.ggigus nikogo nie agitowałam i nie pisałam, że 10.06.14, 10:24
                                            to powinno przeszkdzadzać. Wyliczyłam TYLKO że dwie czynności, uważane za ekwiwalenty zajmują 3 i 39 godz. Bez komentarza z mojej strony.
                                            A Ty też się oburzasz jak Ursyda na to zestawienie, POZBAWIONE mojego komentarza.
                                            ciekawe dlaczego?
    • znana.jako.ggigus Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 13:49
      chwalić za herbatę??
      dobre
      Chwalenie za proste rzeczy oznacza, że ktoś nie daje sobie rady. I tak np. moja była teściowa nie mogła wyjechać sama, bo mąż nie dałby sobie rady w kuchni. Dorosły mężczyzna, która przed emeryturą kierował fabryką.
      Nie wiem, jestem dzieckiem socjalizmu i nie było chwalenia. Pani w szkole mówiła do mnie na lekcji takie rzeczy, które dziś mówią uczniowie do nauczycieli:)
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 13:59
        jak mi różni faceci mówili, że za mało ich chwalę, za mało komplementów i w ogóle pozytywnych rzeczy, to też im mówiłam "ale kochanie, to dlatego, że nie traktuję cię protekcjonalnie, tylko jak równego sobie" ale jakoś nigdy nie działało :P
      • light_in_august Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:55
        Chwalenie czy po prostu powiedzenie czegoś miłego? Jak zrobię obiad i ktoś powie, że jest super smaczny, to jest mi miło i nie biorę tego za traktowanie z góry. Dlaczego w drugą stronę miałoby być inaczej?
    • znana.jako.ggigus ps do piatej ziuty: 02.06.14, 13:50
      a możesz podań link do art.? Lubię wywiady z Eichelbergiem
      • piataziuta Re: ps do piatej ziuty: 02.06.14, 13:55
        nie, bo to z papierowej gazety Zwierciadło

        ło borze, listopad 2013
        a kupiłam w jakimś kiosku tydzień temu
        • znana.jako.ggigus dzięki!! 02.06.14, 14:01
          sprwdzę, może wrzucili do sieci
    • no_easy_way_out Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:41
      > To co w końcu? Mam mówić "ach, jaką wspaniałą zrobiłeś mi herbatę!", czy trakto
      > wać jak równego sobie, bez taryfy ulgowej "szybciej ku..., bo już jestem spóźni
      > ona"?

      No ja w zyciu nie powiem zonie, ze cos jest smaczne, dobre.
      Nie zamierzam sie usmiechnac nawet w jej kierunku, jesli przyniesie mi rano herbaty czy kawy do lozka.


      Jak zacznie sie guzdrac z okrecaniem klem przy akumulatorze, to potraktuje jak rowna, na cale podworko drac sie "rozrozniasz lewa i prawa strone???"

      Wszystko w imie, zeby czasem nie myslala, ze mam ja za manualna inwalidke czy co.
      Jest fajnie, tak partnersko i nowoczesnie.
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:07
        :D
    • light_in_august Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 14:52
      Mam wrażenie, że to jeszcze wychowanie naszego pokolenia pokutuje. Że jak facet zrobi coś w domu, to jest wielkie wow, bo przecież faceci z zasady nigdy nic w domu nie robili. Poza tym, w ogóle Polki mają tendencję do matkowania: pogłaskać, pocieszyć, pochwalić, skarcić, pozwolić pobawić się z kolegami albo zabronić. Wszystko wziąć na swoją głowę "bo on sobie nie poradzi", a potem narzekać "wszystko na mojej głowie, mam w domu drugie/trzecie dziecko, a nie faceta".
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:45
        Eichelberger twierdzi, że to wpływ historii - kompleks ofiary i poczucie winy, ze tyle razy w dziejach zawiedli swoje kobiety i dzieci.
        Że faceci często udają że nie potrafią specjalnie.
        I że rozwiązaniem jest docenić matkę (faceci) i ojca (kobiety), bo podobno kobiety od lat wylewają swoją gorycz i gniew na synów.

        Jak dla mnie to popłynął trochę w świat fantazji, ale co ja tam wiem.
        • light_in_august Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:54
          Ale że niby faceci mają kompleks ofiary? No mnie się nie wydaje ;) To raczej kobiety - i dlatego maja potrzebę udowadniać, że są przydatne, że bez nich się wszystko zawali etc.
          • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 16:13
            O tym też pisze, że kobiety boją się porzucenia, więc stosują m.in. taryfę ulgową w stosunku do facetów.
            Ale dlaczego przyczyny tego wszystkiego szuka w historii Polski, to nie wiem. A to magiczne rozwiązanie "doceń ojca/matke" to juz w ogóle abstrakcja.
        • mazgalis A znowóż taka jedna lejdi (też w prasie) 02.06.14, 23:45
          zajmuje stanowisko podobne do light_in_august.

          W końtekście:

          > Eichelberger twierdzi, że to wpływ historii - kompleks ofiary i poczucie winy,
          > ze tyle razy w dziejach zawiedli swoje kobiety i dzieci.
          > Że faceci często udają że nie potrafią specjalnie.
          > I że rozwiązaniem jest docenić matkę (faceci) i ojca (kobiety), bo podobno kobi
          > ety od lat wylewają swoją gorycz i gniew na synów.

          tamta druga lejdi zapodaje tak oto:

          ... Matki dzisiejszych trzydziestolatków jako pionierki szły do pracy poza domem. W końcówce lat 80. etat miało osiem na dziesięć z nich, choć w pokoleniu matek z lat 50. – zaledwie sześć na sto, a w pokoleniu, które niańczyło dzieci w latach 30. – trzy. Ale jeszcze w latach 80. prasa kobieca lansowała model pracującej westalki. „Aby wszyscy członkowie rodziny czuli się dobrze, pani domu powinna pokazywać życzliwą, radosną twarz”. „Wolne soboty, jakież to ułatwienie dla kobiet”. Albo wręcz tak: „(Prawdziwa) kobieta jest mądra mądrością kobiecą, dzielna, spracowana i gospodarna, jest gotową do wyrzeczeń opiekunką dzieci oraz ludzi starych i chorych w rodzinie, powiernicą kłopotów mężczyzny, towarzyszką jego życia”.

          Pokolenie pracujących matek – i jednocześnie doskonałych opiekunek domowego ogniska na drugich etatach – wychowało więc synów przyzwyczajonych do bycia serwisowanymi oraz doinwestowane edukacyjnie córki, wobec których te matki miały dużo wyższe aspiracje niż wobec samych siebie. Te córki spotkały się teraz z tamtymi synami i założyły rodziny. ...


          klik
          • berta-death Re: A znowóż taka jedna lejdi (też w prasie) 03.06.14, 08:02
            Dawniej kobiety też pracowały, ktoś musiał te pola obrabiać, stać za straganami, przy taśmach fabrycznych, w przydomowych warsztatach rzemieślniczych i przydomowych sklepach, ktoś robił za służbę w bogatych domach.
            Popytaj dziadków i babć, jak często widywali swoje matki leżące i pachnące, albo zajmujące się dziećmi i mężem.
      • berta-death Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 07:58
        Ludzie nie bardzo potrafią dostrzec kontekst pewnych zwyczajów, takich jak np zachwycanie się facetem, który po sobie szklankę umył. W czasach kiedy faceci w domu byli obsługiwani, mieli takie obowiązki, o jakich się współczesnym nie śniło. Kobiety co prawda podstawiały im michy żarcia pod nos, ale ich nie obchodziło skąd wziąć kasę na to żarcie, za co wybudować i utrzymać dom, nie obchodziło ich też załatwianie różnych rzeczy. To była transakcja wiązana, masz tu Zdzichu wyprasowaną koszulkę i obiad dwudaniowy, ale nie obchodzi mnie to skąd weźmiesz na niego kasę, z czego spłacisz kredyt, za co kupisz nowy sprzęt do domu, za co kupisz dzieciom buty na zimę i podręczniki do szkoły. Nie obchodzi mnie to, że do lekarzy są kolejki, masz mnie i dzieciom załatwić wizytę już w tym tygodniu, nie obchodzi mnie jak to zrobisz, za ile i skąd weźmiesz na to kasę i znajomości. A jak Zdzichu nie wyrabiał, to natychmiast stawał się pośmiewiskiem całej wsi, niczym Al Bundy czy Ferdek Kiepski. Wtedy już tak koło niego nikt nie skakał, ani żona ani dzieci go nie szanowały. I nikogo nie obchodziło dlaczego się nie sprawdza, czy chory, czy niepełnosprawny czy cokolwiek innego. Ot baba nie chłop. I wtedy o takim mawiano, że jak się do roboty i zarabiania pieniędzy nie nadaje, to w sam raz zajęciem dla niego będzie pranie pieluch i szorowanie garów.

        I tych współczesnych mężczyzn właśnie taki los spotkał. Nie są już mężczyznami, bo nie spełniają swojej podstawowej męskiej roli, nie przynoszą do domu pieniędzy. Który to dzisiaj potrafi wybudować dom i zasadzić drzewo. Z tym drzewem to chodziło w domyśle, żeby mieć własną działkę, bo jeszcze trzeba mieć gdzie go zasadzić. Bo syna to każdy spłodzić da rady, więc on tak jakby się nie liczy. Założę się, że ta garstka najbogatszych i najoperatywniejszych, wciąż nie gotuje sobie samodzielnie ani samodzielnie po sobie nie sprząta i wciąż jest stawiana na piedestale, klękajcie dzieci, bo tatuś żywiciel do domu wrócił.
        • light_in_august Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 14:23
          Czyli kobiety przejęły na siebie tradycyjnie męskie obowiązki, a niestety mężczyźni nie bardzo chcą wziąć na siebie te kobiece. Takie mamy smutne "równouprawnienie", że baby robią wszystko, a faceci nic, generalizując ofc.
          • berta-death Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 14:41
            Właśnie o to chodzi, że nie sięgnęły. Jakby sięgnęły, to też nie musiałyby prać niczyich gaci i były stawiane na piedestale. One też nie budują domów ani nie sadzą drzew. Tylko od nich nikt tego nie oczekuje. Nawet Eichelberger o tym wspomina.
            www.polskatimes.pl/artykul/3395817,wojciech-eichelberger-kobieta-moze-sobie-nie-radzic-dla-mezczyzn-nie-ma-litosci,id,t.html
            Jeszcze w pokoleniu moich rodziców panowało przekonanie, że to ciężki wstyd dziecko z domu wypuścić z gołym dupskiem i o to, żeby gołe w świat nie poszło odpowiedzialny był ojciec. On miał się zatroszczyć o to, żeby każdemu spłodzonemu przez siebie potomkowi zapewnić dom i wykształcenie. Biedniejszy tylko mieszkanie typu garsoniera załatwiał, bogatszy budował wielką chałupę. Biedniejszy posyłał do zawodówki, bogaty przepychał przez studia z wyższej półki a potem jeszcze załatwiał intratną posadkę. I jeden i drugi uchodził za dobrego ojca. Ale ktoś kto nic nie zdziałał w tej materii i dzieci musiały sobie radzić same od zera, to miał status patola i menela. Więc presja na mężczyznach była niemała.
            • light_in_august Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 14:57
              Bez przesady, dzrewa sadzą jak najbardziej (sama sadziłąm) ;), budową domu również się zajmują (nie w sensie dosłownego stawiania cegły na cegle, ale tego dzisiaj też i od mężczyzn się nie oczekuje), załatwiają wszelkie sprawy formalne, urzędowe, pracują zawodowo=przynoszą do domu pieniądze. A do tego robią wszystko to, co tradycyjnie dla nich było zarezerwowane (zajmowanie się domem i dziećmi).
              I nie wiem zaprawdę, gdzie ta wyrozumiałość w stosunku do kobiet , że niby mają prawo sobie nie radzić. Przecież oczekuje się od nich i perfekcyjnego zajmowania się domem, i dziećmi, i jeszcze robienia kariery, bo jak jej nie robią, to są postrzegane jako darmozjady.
              Tak więc jednak pozostanę przy zdaniu, że kobiety zrobiły krok wielki naprzód w stronę sprawiedliwego podziału ról, natomiast faceci nie bardzo i obecnie za sprawiedliwie to to nie wygląda.
              • no_easy_way_out Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 05.06.14, 16:14
                > Tak więc jednak pozostanę przy zdaniu, że kobiety zrobiły krok wielki naprzód
                > w stronę sprawiedliwego podziału ról, natomiast faceci nie bardzo i obecnie za
                > sprawiedliwie to to nie wygląda.

                Fascynujace, jak roznie widzimy zmieniajace sie realia. Ja doszedlem do dokladnie przeciwnych wnioskow, nie odbierajac nic pojedynczym wybijajacym sie przypadkom.
                Przypuszczam, ze kazdy z nas widzi fakty wybiorczo.
                Powiem Ci co ja widze, kilka przykladow:

                - Jak wielu z pokolenia naszych ojcow zmienialo pieluchy swoim dzieciom? Obecnie nie robia tego jeszcze wszyscy, ale jesli w wspolczesnych czasach uslyszysz, ze jakis facet zmienia pieluchy swojemu dziecku, to jestes w szoku, czy tez wzruszasz ramionami, bo uwazasz to obecnie za norme?

                - Mezczyzna w kuchni - 30 lat temu, a teraz? Jak czesto kiedys faceci wchodzil ido kuchni po cos wiecej niz wlozyc flaszke do zamrazarki, bo sasiad zaraz przylezie? Tak zeby spedzic tam przynajmniej godzine, dwie?

                - Jak czesto kiedys gospodyni domowa szla sobie na kawe/piwko pogadac z psiapsiulkami, podczas gdy jej maz zostaje w domu i zajmuje sie dziecmi?

                - Duzo wiecej kobiet realizuje sie teraz zawodowi, nieraz odnoszac sukcesy. To jest niezaprzeczalny fakt. Jednoczesnie, ile obecnie kobiet odchodzi na emeryture w wieku lat 65? (ale TERAZ, a nie po 25-letnim okresie przejsciowym, liczac od przyszlego roku?)

                Dlatego widze to dokladnie odwrotnie, czyli to mezczyzni zrobiły krok wielki naprzód
                w stronę sprawiedliwego podziału ról i to w naprawde krotkim czasie - boweim ledwie w 25-35 lat, czyli jednego pokolenia.
                • berta-death Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 05.06.14, 16:54
                  To się sprowadza do tego co powiedziałam. Jeszcze 20-30lat temu mężczyźni byli de facto jedynymi żywicielami rodzin. Kobiety pracowały na waciki. Chodziła jedna z drugą do biura, żeby poudawać, że pracuje, wypić kawę, poplotkować, mieć okazję do wyjścia z domu. Finanse ich nie interesowały. Mało który ojciec wracał do domu przed wieczorem. Oni pracowali na półtora etatu. I to nikogo nie dziwiło. Gość, który wracał do domu o 15, po 8h byle jakiej pracy, przynosząc średnią krajową, albo i mniej, był traktowany jak Al Bundy. Jeszcze większą sensację wzbudzał, niż ten, który pieluchę dziecku zmienił.

                  Natomiast nie wiem, czy to jest zasługa feminizmu i zmian obyczajowych, czy najzwyklejszych w świecie uwarunkowań ekonomicznych. Większość ludzi choćby chciała, to nie ma możliwości pracować na więcej niż 1etat, bo tej pracy po prostu nie ma. Ale jak się jeden z drugim załapie do roboty w jakiejś korporacji, gdzie można z firmy i 24h/dobę nie wychodzić, to zaraz zaczyna żyć jak jego ojciec.
                  • no_easy_way_out Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 05.06.14, 17:19
                    Berta,
                    Tak, I ja sie z Twoja poprzednia wypowiedzia zgadzam. Duzo ciekawych spostrzezen I podpisuje sie pod wiekszoscia z nich.

                    Natomiast kompletnie nie zgadzam sie z wnioskiem kolezanki z Toba opinie wymieniajacej, jako ze :
                    "Tak więc jednak pozostanę przy zdaniu, że kobiety zrobiły krok wielki naprzód w stronę sprawiedliwego podziału ról, natomiast faceci nie bardzo i obecnie za sprawiedliwie to to nie wygląda"

                    bo jest dokladnie odwrotnie. Podzial rol spolecznych, tzw. obowiazkow, co kto powinien zrobic, jak sie zachowywac- zatarl sie, jest duuzo mniej spolaryzowan.

                    Oczywiscie np. nadal placzaca kobieta wzbudza czesciej litosc I wspolczucie niz pogarde, a u mezczyzna- odwrotnie. Jednoczesnie narabany jak meserszmit mezczyzna jest bardziej akceptowalny, niz slaniajaca sie na nogach, pohepujaca kobieta przemierzajaca miasto.
                    Ale to tez sie zmienia, choc wolniej.
    • wiarusik Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:15
      gdyby któraś mi powiedziała "szybciej ku... jestem spóźniona" , to herbatkie sączyłaby ze zlewu.
      • alpepe Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:22
        chyba jakby zachrumkała i to po japońsku.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:25
      Ale przecież "wszystkie" kobiety w Polsce sa tak wychowane. Są wychowane do bycia kierownikiem swojego faceta/domu/rodziny.

      Nie bez powodu mamy w księgarniach książkę "Jak wychować dziecko, kota, faceta"
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:51
        To dobrze czy źle i jak się z tym czujesz?
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 16:52
          Oczywiście że źle.
    • stephanie.plum Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 15:45
      niektórzy faceci to ludzie inteligentne,
      i jeżeli wyrywa im się z rąk szmatę/obieraczkę do warzyw/zmywak/żelazko/siekierę/łopatę/pogrzebacz/pędzel/klucz francuski
      z wrzaskiem: dawaj to, uch, ty nic nie potrafisz, masz dwie lewe ręce, ja to zrobię,
      to chętnie, i z czystym sumieniem, wycofają się na z góry upatrzone pozycje. nie będą wszak przeszkadzać.

      nie wiem, czy należy "chwalić": ależ ty cudownie wyrzucasz śmieci!, ale jestem pewna, że warto dziękować za duperele, jeżeli je zrobili z myślą o nas.

      w związku, który funkcjonuje pewien czas, pojawia się (samoistnie albo wskutek negocjacji) równowaga polegająca na tym, że każdy robi to, co wychodzi mu lepiej, a w przypadkach gwałtownej potrzeby bierze na siebie wszystko, żeby odciążyć drugą stronę.
      wtedy druga strona nie powinna krytykować, nawet jeśli zrobił coś niewprawnie.
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 16:00
        StefkaŚliwkaCiociaZłotaRadaPerfekcyjnaŻonaKochankaMatkaDzieciomIForumowiczom zawsze rozwieje wszystkie moje teoretyczne wątpliwości.
        Chciałabym mieć w sobie 1/4 równowagi, którą prezentujesz w swoich postach. :)
        • stephanie.plum Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 16:07
          Pfff
          :~D

          to takie moje spokojne alter-ego.
          żebyś Ty mnie widziała... (siedzę w piżamie).
      • no_easy_way_out Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 16:10
        Polac jej, dobrze prawi!

        I powiem, ze to dziala calkiem podobnie w obie strony.
        "Wow, jestem pod wrazeniem, ze nie poje*** Ci sie benzyna i diesel i zatankowalas nasze auto tym co trzeba! I tak dzielnie nie zwazajac na pobrudzenie raczusi, podpompowalas kola - wszystkie 4!" - chyba malo ktora chcialabys uslyszec.

        Ale nie znaczy to chyba, ze wzrok faceta czy kobiety ma mowic "Pmam to w dupie, ze pod moja nieobecnosc odkurzyla(e)s mieszkanie, wymyle(a)s lazienke i zakonserwowala(e)s rowery na czas zimy. Toz to Twoj psi obowiazek bowiem".

        Po prostu nie popadajmy w skrajnosc w zadnej sytuacji; miedzy olewka i bezbarwna reakcja, wrecz zjebka ze to zle i to niedobrze, a wychwalaniem pod niebiosa za kazda bzdure, jest duza przestrzen.
        • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 18:50
          No ale właśnie, że nie.
          Wspomniany wyżej rzecze, że nie należy np. chwalić za determinację pana, któremu w końcu się udało naprawić pralkę, albowiem "nie należy chwalić za to, że się oddycha".

          Analogicznie, nie należy chwalić kogoś za coś tak banalnego jak posprzątanie mieszkania, bo sugeruje się w ten sposób, że to zajęcie nie należy do zwyczajnych obowiązków tej osoby.

          Czy nie?
          • stephanie.plum Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 19:04
            Nie.
            :~)

            wiem, że nie do mnie było, ale przeczytałam Twoją wypowiedź,
            i przez chwilę starałam się sobie wyobrazić szczęśliwe stadło, w którym wysiłek włożony przez każdą z osób dla budowania wspólnego komfortu (zakupy, sprzątanie, naprawy, gotowanie, pranie) kwitowany jest lodowatym milczeniem - wszak to psi obowiązek.
            no i nie udało mi się.

            pan E. nie ma racji, bo chwalenie utożsamia z gombrowiczowskim "upupianiem".
            a wszystko zależy od tonu i intencji.
            • piataziuta ha! 02.06.14, 19:32
              czyli jednak nie ma racji!

              ale poczekamy jeszcze na twoją boginię, która jest zwolenniczką teorii tego pana
              może przyjdzie
      • martishia7 Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 16:16
        Nic dodać, nic ująć.
    • przeciezwiadomo Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 17:44
      Fakt, jest wielu facetów, którzy nie potrafią sobie nawet herbaty zrobić i oczekują obsługi na każdym kroku. Jest wielu takich, którzy uważają, że gotowanie, sprzątanie, pranie itd. to "kobiece zajęcia". Jedyna rada na to - omijać szerokim łukiem.
    • mistrzsztuki Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 20:57
      kobieto musze Ci powiedziec ze mozg faceta jest inaczej zbudowany on ma szufladki a kobiety mają kable i one mogą myslec o 1000 rzeczy na raz a facet nie!
      dlatego do faceta należą konkretne rzeczy do robienia a nie licz, że się robi wiele jednocześnie. po za tym w badaniach naukowych wykazano, że lepiej robić jedną rzecz na raz - to jest NAJPRODUKTYWNIEJSZE DZIAŁANIE.
      • slottka.ja Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 09:29
        mistrzsztuki napisał(a):

        > kobieto musze Ci powiedziec ze mozg faceta jest inaczej zbudowany on ma szufladki a kobiety mają kable i one mogą myslec o 1000 rzeczy na raz a facet nie!
        Miszczunio, a gdzieś Ty te rewelacje wyczytał, czyś od Krula usłyszał?

        po za tym w badaniach naukowych wykazano, że lepiej robić jedną rzecz na raz - to jest NAJPRODUKTYWNIEJSZE DZIAŁANIE.

        Taaa dlatego robicie tylko jedną rzecz, a 999 załatwia za was żona.
        to jest NAJPRODUKTYWNIEJSZE DZIAŁANIE= UPOŚLEDZENIE.
        • no_easy_way_out Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co nic 03.06.14, 14:07
          > Taaa dlatego robicie tylko jedną rzecz, a 999 załatwia za was żona.
          > to jest NAJPRODUKTYWNIEJSZE DZIAŁANIE= UPOŚLEDZENIE

          Taka dygresja.
          Juz pomijam podane proporcje, bo wiem, ze to tak rozdmuchane do absurdu zeby ladniej wygladalo, ale:
          Nieraz spotykam sie z taka wlasnie ocena, ze Ona robi tak oj bardzo strasznie wiele, a On tak strasznie nic malo, no drugie dziecko wlasciwie - sam klopot (lub odwrotnie -ale to rzadziej).

          W koncu niektore odchodza od tego nic nie robiacego mezczyzny (lub odwrotnie), I potem ze zdumieniem slucham lamentu "I teraz musze borykac sie z trudami bycia samotna matka/kobieta I musze sobie radzic sama, sama wszystko zalatwic, sama oplacic, sama zrobic, pozbylam sie pasozyta ale jest ciezko!!".

          (Powtorze, odwrotnie tez bywa)

          Na logike, jesli ja robie niemal wszystko, i pasozyt odejdzie, to jak matematyczno-logicznie wyjasnic czemu nagle po odejsciu znow jestem meczennikiem/meczennica i mam 2 razy wiecej roboty i nie wyrabiam?
          • slottka.ja Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 03.06.14, 14:39
            no_easy_way_out napisał:

            > W koncu niektore odchodza od tego nic nie robiacego mezczyzny (lub odwrotnie),
            > I potem ze zdumieniem slucham lamentu "I teraz musze borykac sie z trudami byci
            > a samotna matka/kobieta I musze sobie radzic sama, sama wszystko zalatwic, sama
            > oplacic, sama zrobic, pozbylam sie pasozyta ale jest ciezko!!".

            Wytłumaczenie tego jest proste, samemu nieraz nie jest łatwiej. Jak się jest w pojedynke to nawet nie ma kto wysłuchać:) Trudna myślę jest też sytuacja przyzwyczajenia się do danego stanu rzeczy.
            >
            > (Powtorze, odwrotnie tez bywa)
            >
            > Na logike, jesli ja robie niemal wszystko, i pasozyt odejdzie, to jak matematyc
            > zno-logicznie wyjasnic czemu nagle po odejsciu znow jestem meczennikiem/meczenn
            > ica i mam 2 razy wiecej roboty i nie wyrabiam?

            Niektórzy lubią być męczennikami i na to już się nic nie poradzi. Znam przypadek dziedzicznego wykluczenia społecznego kobiety, utyskuje na rząd, kościół i byłego, a w sobie nie widzi krzty winy, ale ją usprawiedliwia jedynie jej dom rodzinny-nie otrzymała wsparcia, chociaż widzę, że córkę wychowuje już inaczej.
          • przeciezwiadomo Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 03.06.14, 20:29
            Nie wiem, ja kiedy pozbyłam się pasożyta, to okazało się, że nic nie muszę robić, a i nawet mieszkanie czystsze się zrobiło.
            • no_easy_way_out Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 03.06.14, 23:34
              Ja z kolei odkad pozbylem sie pasozytki, mam porzadek w domu, jedzenie nie kisnie z dala od lodowki, i przede wszystkim mam wiecej czasu.
              Dlatego z daleka ostroznoscia radze podejsc do tego zalozenia, ze wielofunkcyjnosc kobiet czyni z zalozenia mezczyzn malouzytecznymi. Bo i odwrotnie tez jest, reguly dzialajacej w jedna strone nie widze.
              • przeciezwiadomo Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 04.06.14, 13:38
                To jest nie na temat. Większość mężczyzn nie robi w domu nic, podczas gdy kobiety robią wszystko. To, że Ty trafiłeś na wyjątkowy, patologiczny przypadek, to jest tylko wyjątkowo wyjątkowy wyjątek, potwierdzający regułę :)
                • no_easy_way_out Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 04.06.14, 21:18
                  > To jest nie na temat. Większość mężczyzn nie robi w domu nic, podczas gdy kobie
                  > ty robią wszystko.

                  Bo tak wynika z lektury tego obiektywnego i reprezentatywnego forum? ;)

                  I znow dowiaduje sie o swojej niesamowitej wyjatkowosci... ;)
                  • przeciezwiadomo Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 04.06.14, 21:34
                    Nie, tak wynika z życia. Skoro się w nim nie orientujesz, to trudno :)
                    • no_easy_way_out Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 16:23
                      > Nie, tak wynika z życia. Skoro się w nim nie orientujesz, to trudno :)

                      No tak, Ty znasz zycie. Moje sie nie liczy

                      youtu.be/jmMm2GEFx2w?t=14s
                      ;)

                      • przeciezwiadomo Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 17:01
                        Wymień liczbę znanych Ci małżeństw/związków, a następnie liczbę kobiet w tych związkach, które nic nie robią, do pracy nie chodzą, w domu palca nie zagną. Bardzo jestem ciekawa tej "Twojszej racji".
                        • no_easy_way_out Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 17:23
                          > Wymień liczbę znanych Ci małżeństw/związków, a następnie liczbę kobiet w tych z
                          > wiązkach, które nic nie robią, do pracy nie chodzą, w domu palca nie zagną. Bar
                          > dzo jestem ciekawa tej "Twojszej racji".

                          Nie znam takiego mezczyzny. Sa tacy co nie robia NIEKTORYCH rzeczy w domach, ale prace wykonuje kazdy jeden. Serio serio.
                          • przeciezwiadomo Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 17:29
                            No widzisz, a ja znam. I to niejeden przypadek, gdy facet się uwiesza na kobiecie, która go utrzymuje i obsługuje.
                            Mało tego, znam przypadków jeszcze więcej, w których facet owszem, do pracy chodzi, ale w domu już nic nie robi. A kobieta będąca z nim chodzi zarówno do pracy, jak i w domu ma drugi etat.
                            • no_easy_way_out Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 20:16
                              > Mało tego, znam przypadków jeszcze więcej, w których facet owszem, do pracy cho
                              > dzi, ale w domu już nic nie robi

                              ale to slowa facet tego, on potwierdza, ze pracuje i poza tym nie nie musi?
                              Na ile fakty o ktorych mowisz sa obiektywne?
                              Mozesz to oprzec na wyraznych wlasnych obserwacjach, czy "ludzie mowia, ze " albo sama zainteresowana tak uwaza?
                              • przeciezwiadomo Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 20:26
                                A Ty swoje wywody na czym opierasz? Na wlasnych domysłach, chciejstwach i wyłażącej z każdego słowa mizoginii?
                                BTW jeśli chodzi o fakty, to one zawsze są obiektywne :)
                                • no_easy_way_out Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 21:38
                                  Hehehe podsumujmy jak to wyglada

                                  wiem_wszystko_lepiej W zwiazku kobieta robi 99,9%, facet robi 0,1%!
                                  ja: No wiesz, raz jest tak a raz inaczej. Bylem nawet z taka jedna co malo co robila, domagala sie wszystkiego.
                                  wiem_wszystko_lepiej To MUSIAL byc wyjatek, a jak wiadomo wyjatek potwierdza regule!
                                  ja: przesadzasz, wcale tak nie jest. Nie znam zadnego zwiazku, w ktorym mezczyzna robi 0,1% a laska 99,9%.
                                  wiem_wszystko_lepiej Ah tak! W takim razie nienawidzisz kobiet! uzyje madrego slowa "mizoginia" co spowoduje, ze bede miala racje!!

                                  Dziekuje za uwage.


                                  • przeciezwiadomo Re: Partner, ktory wszystko robi, a drugi tyle co 05.06.14, 21:53
                                    Właśnie się pochwaliłeś, że nie umiesz czytać. Brawo.
    • to.niemozliwe Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 22:28
      Dlacsego to sie nazywa maternalizacja? Myslalem, ze okreslenie maternalizacja oznacza "czynienie kogos/czegos matczynym, nadawanie cech matczynych"? Ty piszesz, ze maternalizacja, to wyreczanie mezczyzn, robienie czegos za nich - matkowanie.
      Czy slowo maternalizcja, to to samo, co matkowanie?
      Co do chwalenia, to zalezy jakie osoba chwalona ma oczekiwania co do bycia chwalonym. Wiekszosc osob sobie ceni pochwaly, podejzliwi wietrza manipulacje, narcyzom zawsze bedzie za malo poklasku, na psychopacie nie zrobia wrazenia.
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 09:54
        Nie wiem. Cytuję prosto z gazety. A tam było użyte jako zamiennik "matkowania" - tak myślę.
    • paco_lopez Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 02.06.14, 22:46
      Jak ty to robisz , ze jesteś już spóźniona ? Ty nie poganiaj go, bo nie widziałem nikogo , kto byłby zadowolony, ze się go cały czas pogania.
      • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 10:02
        Ale ja nie poganiam. Znowu wziąłeś to zbyt dosłownie.

        Za to byłam ostatnio poganiana "no szybciej, bo kawa stygnie!" "no ku..., kochanie, mam wyjść do pracy gola?!" "chyba coś ci się popie...lalo! Masz być milsza kiedy robię śniadanie!"
        Wiec wyszłam bez śniadania. A "ukochany" w odpowiedzi rozwalił krzesło.

        Teraz było dosłownie.
        • stephanie.plum Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 11:17
          no to rozrywkowo masz, Ziuta.
          prawdziwy model włoski.

          co było dalej, z krzesłem i z ukochanym?
          • berta-death Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 11:22
            Patrz pani Stefko, jak to się ludziom w głowach z tego dobrobytu poprzewracało. Takie dobre krzesło niszczyć.
            • stephanie.plum Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 11:48
              oj, pani Berto, pani Berto.
              jak się tak zaraz połamało, to ani chybi liche być musiało.
              • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 12:33
                Jasne. Takie słabiutkie było, że byle wietrzyk by je w kawałeczki roztrzaskał. Z pewnością.
          • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 12:30
            Jak wróciłam z pracy nie było już śladu po krześle. Ukochany zaś skierował się (niestety nie bez mojej "sugestii") do miejsca, w którym pokładam nadzieję, że pomoże mu zapanować nad napadami agresji.
            Co myślisz?
            • stephanie.plum Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 13:14
              super, że się skierował, super, że widzi problem (choćby z sugestią)

              ale czujność, kochana, zachowaj czujność!
              jeżeli zachowywałby się w sposób, który wzbudza twój strach, nie bagatelizuj tego!!!

              przekonaj się też, czy to nie jest taki model: wybuch furii - żal, ekspiacja - wybuch furii - żal, ekspiacja - wybuch furii i w koło macieju.

              u nas raz został roztrzaskany telefon, a raz stolik. mieliśmy również bijatyki. siniaki.
              ale u nas pieniackie charaktery się równoważą, a gdy dojdzie do sparingu, jesteśmy w tej samej wadze.
              nigdy się tego faceta nie bałam, nigdy nie myślałam, że może na serio mnie skrzywdzić.
              wybuchy wściekłości, moje, jego, choć były to chwile, którymi naprawdę nie ma się co chwalić, nigdy nie zniszczyły jakiejś głębszej więzi, nigdy nie przerodziły się w niechęć, wstręt, nienawiść do drugiej osoby.

              nie wiem, czy moje wyznania do czegoś Ci się przydadzą, chcę tylko powiedzieć, że osobiście nie skreślałabym człowieka za jedno krzesło, ale skreśliłabym, gdybym czuła nierównowagę sił, która wzbudzałaby mój strach.
              albo gdyby się okazało, że furia jest głównym rysem charakteru tego człowieka.
              życie spędzone na zasadzie: cichutko, na paluszkach, bo mąż lub nie-mąż się zirytuje - to, ku..., nie jest życie!!!
              • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 14:22
                Wiesz, ja mam silny charakter i potrafię odpłacić pięknym za nadobne, nawet gdy miałoby to oznaczać zdemolowanie komuś mieszkania, albo rzucenie się na osobnika dwa razy większego ode mnie. Ale to jest zawsze odpowiedź, bunt przeciwko zastraszaniu, sama z siebie nie miewam takich napadów, nie jesteśmy pod tym względem sobie równi.
                Denerwuje mnie, że zawsze muszę być czujna. Bo przez 30 dni jest słodko, a 31 wiatr zawsze musi zmienić kierunek, i to nawet gdy przez 30 dni przechodziłam siebie w byciu slodziutką i milutką - co wcale przecież nie leży w mojej naturze.
                Na codzień staram się zachowywać normalnie - nie chodzę na paluszkach, nie jestem bardziej miła i układna niż byłabym z innym człowiekiem. Ale nie ma dla mnie miejsca w tym związku na okazywanie irracjonalnej złości, irytacji z byle powodu, czy gorszego dnia bez przyczyny. Bo jeśli mi się coś takiego wymsknie, jest po prostu katastrofa.

                Oczywiście, że można by się popukać w czoło i zapytać, dlaczego się tak męczę. Ano dlatego, że w 90% czasu to jest to dobry, wartościowy człowiek, o dużej inteligencji, i to, póki co, przeważa.
                Ale planów dalekosiężnych nie miewam - bo jak?

                Oczywiście że wyznania się przydadzą :), potrzebuję sobie czasem porównać, czy sięgam już dna, czy po prostu napotykam trudy związku ludzi z mniejszymi/większymi problemami.
                • stephanie.plum Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 15:12
                  a czy w ciągu 30 "dobrych" dni gadacie czasem - ale tak mega szczerze - na temat tego, co i dlaczego dzieje się w dniu 31?

                  i jeszcze - czy jest tak, że dzień 31 to mały wypadek przy pracy, coś jak nagły atak sraczki, zjawisko przykre i niepachnące, ale szybko przemijające i zaniedbywalne w szerszej perspektywie,
                  czy JEDNAK kładzie się on cieniem na kolejnych dniach trzydziestu i w perspektywie on liczy się najbardziej, potencjalnie wciąż zagrażający?

                  czy RAZEM czujecie się silniejsi niż dopust dnia 31, czy jest on czymś co was dzieli głębiej, niż potraficie się zjednoczyć i sobie zaufać?
                  (sory za wzniosły styl)

                  ja generalnie nie jestem za szybkim rzucaniem, bo wiem, że dobro może wyrosnąć, tylko jeżeli da mu się szansę,
                  ale z drugiej strony w końcu możesz uznać, całkiem słusznie, że życie jest za krótkie na NIE ROBIENIE PLANÓW.

                  trzym się
                  :~)
                  • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 15:34
                    Tak, w przypadku 2/3 odpowiedzi.
                    Dzięki. :)
                    • znana.jako.ggigus nie chcę się wtrącać, ale syndrom 03.06.14, 15:56
                      30 dni pokoju i 1 dnia piekła to kumulowanie złożci, agresji i tłumienie jej w sobie do wybuchu. Znam taką osobę z autopsji, to jest nieuleczalne i nie do zmienienia. Z czasem robi się z jednego dnia parę dni, tygodni nawet, kiedy taka osoba jest nieznośna i to też w oczach przyjaciół.
                      Radzę się poważnie zastanowić, co dalej.
                • light_in_august Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 21:04
                  > Oczywiście, że można by się popukać w czoło i zapytać, dlaczego się tak męczę.
                  > Ano dlatego, że w 90% czasu to jest to dobry, wartościowy człowiek, o dużej int
                  > eligencji, i to, póki co, przeważa.

                  Nie, żebym chciała straszyć, ale z opisu wynika, że to klasyczna osobowość psychopatyczna...
            • ursyda Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 16:24
              Jakie to miejsce?
              • piataziuta Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 17:08
                Wysłałam go do kąta, a co?

                Mogę wysłać linka na prv.
                • ursyda Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 22:01
                  dawaj
        • przeciezwiadomo Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 20:30
          piataziuta napisała:

          > Ale ja nie poganiam. Znowu wziąłeś to zbyt dosłownie.
          >
          > Za to byłam ostatnio poganiana "no szybciej, bo kawa stygnie!" "no ku..., kocha
          > nie, mam wyjść do pracy gola?!" "chyba coś ci się popie...lalo! Masz być milsza
          > kiedy robię śniadanie!"
          > Wiec wyszłam bez śniadania. A "ukochany" w odpowiedzi rozwalił krzesło.
          >
          > Teraz było dosłownie.

          Ja bym się bała takiego kogoś, kto rozwala krzesło. I bałabym się eskalacji.
          • nudzimisie_strasznie Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 20:56
            przeciezwiadomo napisała:

            > piataziuta napisała:
            >
            > Masz być milsza
            > > kiedy robię śniadanie!"

            Po takim tekście, to ja bym połamała krzesło.

            Pomijając już ozdobniki, rozbijanie mebli i rzucanie w siebie przedmiotami, to gość jest super chamski i despotyczny. No ale co kto lubi.
            • przeciezwiadomo Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 21:37
              Ten tekst pominęłam, bo rękoczyny uderzyły mnie bardziej.
              Chociaż faktycznie, moim zdaniem tekst również dyskwalifikujący.
              Ale to zawsze się łatwiej z boku widzi. Albo po latach. Niestety :(
    • mm969696 Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 03.06.14, 15:56
      co do chwalenia to przypomina mi się jak moja znajoma ostaniu poszła z mężem alkoholikiem do psychologa. i dowiedziała się od tego psychologa ze jej mąż tak pije bo ona go nie chwali i męża to dołuje. hahaha, myślałam że padnę! pije bo ona go nie chwali. Oczywiście zaraz wprowadziła rady psychologa w czyn i chwali go nawet za wyniesienie śmieci.:/ A mężuś oczywiście dalej pije, tylko że lepiej sie kryje.
    • headvig Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 04.06.14, 06:58
      ten eichelberger to jakiś szarlatan jest, nie czytaj go :)
    • rybka.11 Re: dlaczego maternalizujecie polskich mężczyzn? 05.06.14, 21:01
      piataziuta napisała:

      czy trakto
      > wać jak równego sobie, bez taryfy ulgowej "szybciej ku..., bo już jestem spóźni
      > ona"?
      ___________________________________
      Zdecydowanie ta opcja bez taryfy ulgowej ;) Chwalenie, jeśli chodzi o mężczyzn - w większości wypadków nie prowadzi do dalszej motywacji w jego działaniu, a powoduje tylko "spoczywanie na laurach" :P
Pełna wersja