antominka
04.06.14, 18:16
Od wczoraj dumam nad sytuacją, która wydarzyła się wieczorem. Nie wiem czy mnie za bardzo nie poniosło..
Otóż ze swoim starszym dzieckiem grałam na podwórku w paletki, dodam, że na własnej posesji. Sąsiad zza płotu (8-latek) dostrzegł nasze wygłupy. Spytał się babci czy może do nas przyjść i kiedy ta zabroniła on postanowił to olać i mimo wszystko przyszedł.
Lubię tę rodzinę, ale chłopca nie bardzo, bo jest nieposłuszny, niszczy wszystko bez opamiętania, nie ważne czy to jego czy czyjeś, ciągle się przechwala, jest mocno egoistyczny, głośny..
Wszystko jednak było w miarę w porządku. Darł się co prawda, kopał zabawki, powyciągał z garażu wszystkie rowery i hulajnogi, chociaż zabroniłam, bo rzuca je potem byle gdzie. nie chce ich odłożyć na miejsce mimo próśb. Trochę grał z nami w paletki i wtedy był spokój.
Puściły mi nerwy kiedy moje młodsze dziecko wyszło na dwór, aby pobawić się z kolegą. Kilka dni wcześniej mama małoletniego sąsiada przyniosła mi worek z ubraniami po swoim synu, z których ten już zdążył wyrosnąć i syn miał na sobie jedną z tych bluzek. Chłopak na ten widok wpadł we wściekłość, gonił moje dziecko rowerem usiłując je przejechać (choć raczej bardziej chciał je wystraszyć niż przejechać), a moje dziecko wystraszone uciekało z płaczem. Biegłam najszybciej jak się dało, aby ratować sytuację. Dzieciaki doleciały już do domu, gdzie mój zapłakany syn był w połowie schodów na górę, a ten drugi chłopak tuż za nim, już go doganiał, kiedy ja go złapałam.
I tu rodzą się moje wątpliwości. Chłopiec ten jakiś czas temu bardzo wystraszył się bajki, gdzie czarownica chciała wszyć dziewczynce guziki zamiast oczu, o czym wiedziałam od matki tego chłopca, bo mi opowiedziała o tym. Powiedziałam mu, że idziemy teraz poi guziki i zaraz mu przyszyję je w miejsce oczu. Chłopiec wyrwał mi się i w popłochu uciekł do domu.
Mam pewien wyrzut sumienia, bo nie straszę własnych dzieci, uważam to za złą metodę wychowawczą, ale do tego dziecka akurat mówienie czegokolwiek to jak grochem o ścianę. Nie wiem czy nie przesadziłam. Jeśli chłopak poskarży się matce, to jak jej wytłumaczyć to zajście? Ona sama twierdzi, że jej syn jest okropny, nie słucha się jej i kiedy już nic nie działa, to straszy go klapsami, chyba też czasem mu je daje, ale wiem, że mimo tego bardzo złości ją gdy ktoś krytykuje jej syna, po części ma takie trochę klapki na oczach. Jego zachowanie tłumaczy głównie płcią, niegrzecznymi kolegami, z których jej syn czerpie przykład i tak w sumie zawsze uważa, że on w gruncie rzeczy nie jest winny.