Dodaj do ulubionych

5 dni temu zawalił się świat, jak żyć?

23.08.04, 14:27
Nie wiem co najbardziej boli - zdrada, opuszczenie, poczucie krzywdy, a może
uświadomienie sobie, jaką byłam ślepą, naiwną idiotką i to tyle czasu. Jak
sobie naiwnie tłumaczyłam wszystkie zmiany, jakie zaszły w jego zachowaniu,
jak czepiałam się szczęśliwych dni, jaką czerpałam z nich nadzieję...
Wydawało mi się, że wiele w życiu przeszłam i ból, cierpienie nie są mi obce,
a teraz czuję się jak zwierzę złapane w potrzask, momentami robi mi się już
wszystko jedno, żeby tylko tak okropnie nie cierpieć, żeby tylko zelżał ten
potworny ból ... Chudnę w oczach, od środy zeszłego tygodnia zjadłam : cztery
krakersy, pomidora, pół kromki chleba, pół kotleta i miseczkę rosołu. Z czego
większość zwymiotowałam. Jak mam nie oszaleć, jak mam żyć, chodzić,
oddychać????? Jutro mam ważne spotkanie w pracy, jak pójdę, blada, z
czerwonymi oczami, z obłędem na twarzy,ja wprost nie rozumiem, co ludzie do
mnie mówią, zastanawiam się, jak udało mi się dojechać autem do pracy i nie
zabić się po drodze........Może tak by było najlepiej...
Obserwuj wątek
    • madbach Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 14:37
      Wiem jak sie czujesz, przezywalam to dwa lata temu. znam ten bol, poczucie, ze
      jestes beznadziejna, pytania: jak moglam niczego nie zauwazyc, co teraz bedzie,
      moj swiat sie zawalil, chce umrzec....
      Potrzebujesz teraz kogos, przed kim moglabys sie wygadac, kogos, kto -cie
      bedzie wspieral, podnosil na duchu. Mnie pomogli bardzo moi rodzice i
      przyjaciolka. Na pewno sa w Twoim otoczeniu osoby, na ktore mozesz liczyc.
      Wierz mi, to nie koniec swiata. Ludzie wiaza sie ze soba i rozstaja. Tak musi
      byc. To potrwa ale w koncu pogodzisz sie z tym, 5 dni to wlasciwie nic.
      Najlepiej nie widuj go, nie dzwon, wszystkie zdjecia i pamiatki wynies do
      piwnicy (albo jak mozesz, to wyrzuc w cholere!). Nie analizuj, co zrobilas zle,
      bo co sie stalo to nie nie odstanie. Zajmij sie czyms, co sprawia ci
      przyjemnosc (nie wiem, zakupy, czytanie, ogladanie durnych filmow). Badz dla
      siebie dobra i wyrozumiala. Poplacz, rzuc czyms o sciane, wyladuj sie (moze
      jakis sport).
      Bol minie. a Ty bedziesz o nastepne doswiadczenie bogatsza. I na pewno
      wyciagniesz wnioski. trzymam kciuki:):)
      • alcoola Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 15:01
        Moja Mama, mimo że jest wiekową i schorowaną osobą bardzo mnie podtrzymuje na
        duchu. Ale to jest tak, że kiedy z nią rozmawiam jest mi lepiej, potem znowu
        popadam w szalony wir bolesnych myśli i koszmar trwa. Nie mogę go nie widywać,
        bo mieszkamy razem. Już 16 lat. Nie jestem młodą panienką, którą rzucił
        narzeczony, ja już myślałam o tym jak to będziemy się razem szczęśliwie
        starzeć...A on mnie w tym utwierdzał. Fałszywie.
      • Gość: Kasia Re: NIE DAJ SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.acn.pl 02.09.04, 21:04
        Trzy lata temu mój mąż powiedział że chce spróbowac innego życia. Miałam tylko
        jego, żyłam tylko jego życiem , znajomi dawno o mnie zapomnieli, umiałąm tylko
        być przy nim. Sądziłam że to moja wina, że przeze mnie mój syn nie będzie miał
        szczęśliwego dzieciństwa. Bardzo cierpiałam, tym bardziej że nadal go kochałam
        i nie chciałam żeby to był koniec. Nie maiałam wyjścia - on poznał "tę lepszą">
        Znajomi dyżurowali u mnie żebym nie była sama w nocy- schudłam 20 kg w 2
        miesiące...Ale wierz mi przeszło- żyłam dalej wbrew wszystkiemu i samej sobie.
        Wybaczyłam choć wiem że to droga nie dla wszystkich - ja tego chciałam - on
        także. Ale było to długo potem kiedy mogłam o tym rozmawiać normalnie bez
        płaczu i żalu- Ty także wygrasz i będziesz lepsza silniejsza , bardziej
        wartościowa- TO NIE TY JESTEŚ PROBLEMEM to on go ma , nie potrafi kochac
        Pisz kiedy tylko masz taka potrzebe + wierze w CIEBIE
        Pozdrawiam!!!!!!!!!!!
    • reniatoja Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 14:55
      Wiesz co? Przepraszam za brak zrozumienia dla Twojego bólu, ale jak czytam taka
      rozpacz w Twoim poscie spowodowana odejsciem faceta, to zastanawiam sie co
      zrobilyby takie osoby jak Ty gdyby stracily dziecko, gydby ciezko sie
      rozchorowaly, gdyby wybuchła wojna. Daj spokoj dziewczyno, rozejrzyj sie
      dookola siebie - tyle jest niesczesc, a Ty widzisz tylko koniec wlasnego nosa?
      Pewnie, ze to przykre, ale sprobuj zrozumiec, ze skoro on moze zyc bez Ciebie,
      to Ty bez niego rowniez potrafisz zyc. Bo TAKA WLASNIE JEST PRAWDA!!
      • limonie Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 15:31
        może ona pisze trochę nieskładnei i trudno sie w tym połapać...no ale wiesz,
        jak się traci kogoś kogo się kocha nie przezywałabyś tego? Według Ciebie
        inaczej godzisz się z sytuacją jesli tracisz męzczyzne którego kochasz a
        inaczej kiedy dziecko?Czyli jak mąż odejdzie..to mam mysleć, a dobrze niech
        stara cholera idzie i nie psuje mi humoru swoim widokiem? Może dla autorki
        wątku jest lepiej, ze odszedł, może nie...ale z bólem trzeba sobie jakos
        poradzić, połakac, powrzeszczeć ale nie dusic go w sobie...i jesli przynosi jej
        ulgę, gdy napisze na forum...niech pisze, a jesli Ciebie takie posty denerwują
        to po prostu nie odpisuj na nie.
        • reniatoja Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 15:41
          limonie napisała:

          > no ale wiesz,
          > jak się traci kogoś kogo się kocha nie przezywałabyś tego?

          Na pewno nie do tego stopnia. Z postu Autorki tego watku przelewa sie rozpacz.
          Dla mnie to niezrozumiale.

          > Według Ciebie
          > inaczej godzisz się z sytuacją jesli tracisz męzczyzne którego kochasz a
          > inaczej kiedy dziecko?

          Wiesz co, od niej odszedl mezczyzna. Nie porownujmy tego jednak do smierci,
          zwlaszcza smierci dziecka, bo dla mnie to oczywiste, ze cierpialabym o siedem
          piekiel bardziej po smierci dziecka niz po rozwodzie czy zdradzie meza. Nie
          wierze tez, ze dla Ciebie bol po takiej tragedii bylby porownywalny do
          rozstania z mezem spowodowanego zdrada. Nie schizujmy tez, ze "moze szkoda, ze
          sie nie zabilam tym samochodem". taka histeria jest chora. Znam przypadek, ze
          kobieta z powodu zdrady i generalnie bycia bardzo zle traktowana przez meza
          popelnila samobojstwo osieracajac dwoje dzieci, w tym jedno maleńkie. Uwazam,
          ze to straszna slabosc charakteru doprowadzac sie do takiego uzaleznienia od
          mezczyzny, ze zycie bez niego staje sie jedna wielka czarna dziura. Znam tez
          kolezanke, ktora aktualnie jest w trakcie rozwodu, bo jej maz znalazl sobie
          mlodszy model i tez ja zostawil po 11 latach, z kilkuletnim dzieckiem i bez
          pracy. Ciezko jej jest, ale ma swoja godnosc i nie robi scen, da sobie rade i
          przede wszystkim wie o tym, ze sobie da rade. I dla mnie to jest fajna postawa
          kobiety zdradzonej, a nie popadanie w rozpacz. Tego kwiatu to pol swiatu, jak
          to mowia, a poza tym nawet bez mezczyzny tez mozna swienie zyc.
          • Gość: Kaktusik Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: 209.176.30.* 23.08.04, 16:23
            Jezeli nie jestes w stanie zrozumiec tej rozpaczy, a nawet spogladasz na nia z
            gory, z nagana, to znaczy, ze naprawde nie kochalas. Oczywiscie, ze odejscie
            faceta, to nie to samo co smierc, zwlaszcza dziecka, ale kazdy ma prawo
            przezywac swoj bol na swoj sposob i nie godzi sie tego lekcewazyc czy
            minimalizowac.

            Na pewno za jakis czas, gdy minie pierwszy szok, autorka inaczej spojrzy na
            sprawy ale na razie wierze, ze czuje, ze swiat sie jej zawalil i po prostu uczy
            sie powoli z tym zyc i radzic sobie.

            Nie pouczaj jej z taka wyzszoscia, bo to nie Ty cierpisz.
          • slonikus OT -- do Reni 24.08.04, 01:54
            reniatoja napisała:

            > Na pewno nie do tego stopnia. Z postu Autorki tego watku przelewa sie rozpacz.
            > Dla mnie to niezrozumiale.

            Reniu,
            to nie sa sprawy, ktore ktokolwiek jest w stanie ogarnac _rozumem_. Wiele emocji
            na tym swiecie nie jest wytlumaczalnych. I trzeba dac ludziom prawo odczuwac
            _ich_ emocje. Jesli uwazasz, ze Ty w takiej sytuacji zachowalabys sie inaczej to
            ok. Jesli mowa o emocjach, uwazam, ze kazdy ma prawo mowic _wylacznie_ o sobie.
            Poza tym _nie_wiesz_, jakbys zachowala sie na miejscu autorki postu. Nie mozesz
            tego wiedziec. Bo nie bylas nigdy nia. Ani nigdy nie bedziesz. Kazdy czlowiek to
            skomplikowana skladanka historii, doswiadczen, przezyc, wrazliwosci, mysli itd.
            Jesli _Ty_ jestes silna, to wspaniale. Na pewno latwiej jest Ci isc przez zycie.
            Ale chodza po tym swiecie rowniez ludzie slabi, ktorzy nie radza sobie w takich
            sytuacjach. Ktorzy potrzebuja opieki i czulosci. Potrzebuja po prostu _byc_ z
            kims. Nic wiecej. Zostac objetym ramieniem i moze wysluchanym. Potrzebuja
            ramienia, w ktore mozna sie wyplakac. I tyle. Moze list na forum, list do
            _kogokolwiek_ jest forma pozbywania sie rozpaczy z ciala. Rozpaczy dla mnie
            zupelnie oczywistej.

            Pewnych sytuacji nie da sie pojmowac w kategoriach, do ktorych jestesmy
            przyzwyczajeni. Np. do myslenia. Przy silnych emocjach jedyne, co mozna zrobic,
            to przyjac, ze istnieja. Ale nie jestesmy w stanie ich oceniac rozumowo, a juz
            tym bardziej stwierdzac, czy to dobre czy zle. One po prostu sa.

            To moje zdanie i oczywiscie mozesz miec inne.

            > Wiesz co, od niej odszedl mezczyzna. Nie porownujmy tego jednak do smierci,
            > zwlaszcza smierci dziecka, bo dla mnie to oczywiste, ze cierpialabym o siedem
            > piekiel bardziej po smierci dziecka niz po rozwodzie czy zdradzie meza. Nie
            > wierze tez, ze dla Ciebie bol po takiej tragedii bylby porownywalny do
            > rozstania z mezem spowodowanego zdrada. Nie schizujmy tez, ze "moze szkoda, ze
            > sie nie zabilam tym samochodem". taka histeria jest chora.

            A dla mnie jest to zupelnie oczywiste wolanie o pomoc, a nie histeria, a juz tym
            bardziej nie chora. Sprobuj, Reniu, wiecej sie wczuc, a mniej oceniac. Tak, jak
            pisalam, moze Twoj zwiazek (nie wiem, czy w takim jestes, nie znam Cie), nie
            jest tak silny, jak Jej. Moze _byloby_ Ci latwiej. Ale _istnieja_ ludzie, dla
            ktorych inni ludzie sa calym swiatem. Gdy caly swiat zdradza, odchodzi, znika,
            to co zostaje?

            > Znam przypadek, ze
            > kobieta z powodu zdrady i generalnie bycia bardzo zle traktowana przez meza
            > popelnila samobojstwo osieracajac dwoje dzieci, w tym jedno maleńkie. Uwazam,
            > ze to straszna slabosc charakteru doprowadzac sie do takiego uzaleznienia od
            > mezczyzny, ze zycie bez niego staje sie jedna wielka czarna dziura.

            Tak, jest to oznaka slabosci. Ale, Reniu, co z tego wynika? Co chcialas przez to
            powiedziec???

            > Znam tez
            > kolezanke, ktora aktualnie jest w trakcie rozwodu, bo jej maz znalazl sobie
            > mlodszy model i tez ja zostawil po 11 latach, z kilkuletnim dzieckiem i bez
            > pracy. Ciezko jej jest, ale ma swoja godnosc i nie robi scen, da sobie rade i
            > przede wszystkim wie o tym, ze sobie da rade. I dla mnie to jest fajna postawa
            > kobiety zdradzonej, a nie popadanie w rozpacz.

            Pogratuluj kolezance silnego charakteru. Bardzo dobry przyklad podalas. Ale nic
            to nie wniesie w sytuacje Autorki Watku. Dlatego, ze jest to inna sytuacja i
            inna osoba. I inny charakter.

            > Tego kwiatu to pol swiatu, jak
            > to mowia, a poza tym nawet bez mezczyzny tez mozna swienie zyc.

            Taka zlota ogolna prawda na koniec. Gratuluje Ci glebokiej zyciowej madrosci.


            Pozdrawiam serdecznie,

            Asia.
            • reniatoja Re: OT -- do Reni 24.08.04, 15:56
              Slonikus, dziekuje Ci za wyklad. Uwielbiam, gdy ktos z takim namaszczeniem
              przekonuje mnie, ze kazdy z nas jest inny, kazdy odczuwa inaczej, nie mozna
              ogarnac rozumem i nie wiem co by bylo, bo nie jestem nia. Dlatego nie wolno mi,
              ups, sorry, nie powinnam, oceniac tylko dac przezywac innym ich tragedie.
              Dzieki naprawde, strasznie duzo mi uswiadomilas.



              Zawsze tak jest na tym forum, ze jak ktos napisze cos, co naprawde mysli, a to
              akurat nie jest w ten desen, co reszta sukienki, to dostaje zjebke. Raz
              mocniejsza, raz bardziej wywazona, jak ta od Slonikusa, ale zawsze jest tak
              samo - nie wychylaj sie, bo cie zaraz okroja.

              Duzo wiecej wnioslby moj post do tego watku, gdybym napisala "wiem co czujesz,
              tak to straszne, Twoj maly swiat aktualnie jest w ruinie, ale dasz sobie rade,
              on nie byl tego wart, jestesmy z toba." A jak mi sie cos nie podoba, to moge w
              ogole nie pisac, prawda? :)))
          • medycynka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 25.08.04, 10:11
            Reniu
            To nie ta okolicznosc przyrody, piszesz nie na temat.
            Kazdy ma swoje cierpienia, oczywiscie strata dziecka jest koszmarem, ale autorka
            watku ma INNY problem i nie ma co moralizowac i ustawiac ja do pionu, bo
            stracila TYLKO faceta. Skad wiesz ze dla niej nie byl to najwazniejszy czlowiek
            w kosmosie?
            Wyluzuj i daj spokoj, zaloba po utracie bliskiej osoby musi troche potrwac, a
            forum jest od tego zeby pomoglo. A farmazony o pol swiecie i kwiecie warto
            zachowac na pozniejszy etap.
            Pozdrawiam
            med
      • Gość: s19 Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:04
        rozpacz w Twoim poscie spowodowana odejsciem faceta, to zastanawiam sie co
        > zrobilyby takie osoby jak Ty gdyby stracily dziecko, gydby ciezko sie
        > rozchorowaly, gdyby wybuchła wojna.
        To nie są porównywalne sytuacje
        Ja nie jadłam 3 miesiące, chudłam, wymiotowałam i cały czas odczuwałam fizyczny
        ból, nie dalatego że uważałm jego zdrade i rozstanie za najgorsza rzecz jaka mi
        sie przydażyła (wcześniej przeżyłam gorsze żeczy), takie ujśćie znalazły sobie
        moje emocje, to nie jest wytułmaczalne, tak było i już.
        Wrócił, zaczęłam jeść , wydawało mi się że teraz już wszystko bedzie dobrze,
        nie było, kiedy oczywiście zdradził drugi raz było mi już łatwiej, już tak nie
        bolało.Może tylko za pierwszym razem jest tak mocno, potem już sie uodparniasz,
        mam nadzieję że tak jest
      • Gość: kotka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 16:39
        matce która straciła dziecko powiedziałabyś że jej cierpienie jest przesadzone
        bo w obozach ginęły tysiące dzieci i to zabijane na oczach ich matek. Śmieszne
        jest takie porównywanie i nie ma najmiejszego sensu , to tak jakbyś kazała
        czerpać siły z czyjegoś nieszczęścia... a inny to ma gorzej więc to że mój mąż
        mie zdradził to nic takiego. Widocznie uczucia są ci zupełnie obce , chyba że
        czujesz się "lepsza" bo ciebie spotkało coś według twoich kryteriów gorszego
        niż zdrada.
      • alcoola Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 15:41
        On nie odszedł w sensie, że się wyprowadził. Po prostu dowiedziałam się, że od
        dwóch lat ma inną kobietę. Czułam coś od jakiegoś czasu, ale tłumaczyłam sobie -
        przepracowany, zmęczony, dużo kłopotów, poza tym już 16 lat razem, to może tak
        już mniej tej czułości bywa. I teraz się dowiedziałam. On wszystkiemu
        zaprzecza, mówi "to bzdury, zapomnij o tym, nic nie ma, kocham tylko ciebie".
        Ale nie chce ze mną porozmawiać, wyjaśnić szczerze, czuję, że to nieprawda, co
        mówi, może chce tylko załagodzić mnie, a tamto dalej ciągnąć.... W pierwszym
        odruchu chciałam się spakować i wyjść, ale dlaczego to ja mam wyjść??? Zostawić
        cały dorobek życia? A on twierdzi, że chce zostać ze mną.... Tylko że ja czuję,
        że z nią także....Ona jest młoda, 7 lat młodsza ode mnie, 11 od niego...
        • Gość: Joanna Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.chello.pl 23.08.04, 15:51
          A może warto dać Waszemu związkowi szansę? Zamiast obmyslać czarne scenariusze
          na przyszłośc usiądźcie przy stole i porozmawiajcie. Coś Was przecież przez te
          16 lat łączyło i pewnie łączy - może dzieci, może przyjaźń, może coś naprawdę
          istotnego. Nie popadaj w stany histerycznej rozpaczy, bo to niczego nie
          załatwia. Najważniejsze jest ustalenie czy chcecie być razem. Jesli oboje bez
          emocji i chęci zemsty lub odwetu odpowiecie twierdząco na to pytanie postaw
          warunek zakończenia romansu. Chcesz być przecież tą jedyną w jego zyciu.
          Tylko nie rób scen, nie szantażuj nie awanturuj się, nie pij alkoholu ani nie
          bierz prochów. Weź prysznic, popatrz na cała sytuację tak jakby dotyczyła
          dalekich znajomych.
          Pozdrawiam. Joanna
          • alcoola Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 16:11
            Gość portalu: Joanna napisał(a):

            > postaw
            > warunek zakończenia romansu. Chcesz być przecież tą jedyną w jego zyciu.

            Tak, postwaiłam taki warunek i on - chociaż oględnie wg moich odczuć - na to
            przystał. Ale czy kiedykolwiek pozbędę się nieufności, podejrzeń, niepokoju?
            • Gość: Joanna Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.chello.pl 23.08.04, 16:44
              To zalezy od Was obojga, ale dajcie sobie szansę. Jeżeli Wasz związek (
              formalny lub nie) przetrwał 16 lat, to cos Was łaczy. Pamietaj, że unosząc się
              żle rozumianą godnością możesz zniszczyć coś czego odbudować już się nie da.
              Zaufaj, wybacz, postaraj się zapomnieć, nie rozdrapuj ran, wymagaj lojalności.
              Wyjedźcie gdzieś razem, przypomnijcie sobie dobre dni.
              Pozdrawiam Joanna
        • Gość: margie Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.kcp.pl / 213.241.45.* 24.08.04, 13:56
          alcoola, posluchaj, ja tez to znam, jak pewnie wiele kobiet tu piszacych. Bol
          jest okropnym ja sie podnosilam na nogi 8 miesiecy... Ale stanelam, zyje teraz
          tak jak hcce, mam nowego faceta i jestem szczesliwa....
          Tyle tylko, z emoja milosc odeszla, nie bylo zadnego ale. W tej sytuacji moge
          podpowiedziec tylko tyle, ze moja kolezaka tez byla w podobnej, moze malzenstwo
          nie trwalo tak dlugo. Tez sie wszytskiego zapieral, bylo bardzo zle, zaczal
          prace w innym miesice, kryzys trwal 2 lata, teraz sa razem,s zczesliwi, znowu
          zakochani... ale ona wykazala wiele cierpliwoscie , chyba ja za to podziwiam..
          Trudno zapewne porownywac sytuacje, ani ja nie moge wszytskiego tu napidac, bo
          czasu i miejsca malo, ani nie wiem wszytskiego i o niej i o Tobie... Jesli
          twredzi, ze nie ma nikogo, masz dwa wyjscia- uwierzyc i sprobowac to
          uratowacvc, nie uiwerzyc i wywalic go z domu lub samej odejsc. Proby rozmowy n
          ie zawsze daja efekty- malo ktory face lubi rozmawiac na takie tematy,moze
          rzeczywiscie chce skonczyc ten romans tylko nie wie jak.... Moze pwoiedz mu,
          ze wiesz, ale chcesz byc z nim i to naparwic... sama juz nie wiem.....
      • alcoola Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 16:00
        To bardzo niesprawiedliwa i pochopna ocena. Ludzie budują swoje życie razem,
        latami, tworzą jakiś swój wspólny świat. To nie chodzi o bycie bluszczem, ale
        przecież kiedy się jest ze sobą, kiedy się kocha to nie zakłada się każdego
        dnia, że to się może w każdej chwili skończyć. Planuje się i myśli o swoim
        życiu w powiązaniu z tym kogo się kocha, z kim się dzieli tyle kolejnych lat. I
        kiedy to runie, to chyba naturalne, że myśli się o końcu świata? Tego świata,
        który był do tej pory. Może gdybym miała dwadzieścia parę-trzydzieści lat
        myślałabym o tym inaczej, miałabym więcej nadziei na przyszłość, ja wiem, że
        każdy powie - zawsze można zacząć od nowa, ale to tylko tak łatwo się mówi.
        • Gość: ballerinka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 22:32
          Wiesz
          Myśłę, że nie masz co sie przejmować komentarzami w stylu" kobieta
          bluszcz" "jak mozna aż tak rozpaczać po odejściu faceta" itp. Może to nieładnie
          ale myślę, że taki komentarz to oznaka niedojrzałości i rzeczywiście, jak
          pisano wczesniej - niezrozumienia Ciebie i sytuacji. to na prawdę nic dziwnego
          ani nic niezdrowego gdy po 16 latach zwiąku, w obliczu zdrady kobiecie wali się
          świat. To bardzo zdrowe. I bardzo bolesne. I trudno to przetrwać, a jedynym
          lekarstwem jest niestety czas.
      • Gość: Sailor Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.bremultibank.com.pl 23.08.04, 16:17
        Triss.
        Twoja odpowiedź była faktycznie krzywdząca i dość brutalna. Chciałbym wierzyć,
        że napisałaś ją, bo jesteś niedoświadczona, młoda i brakuje Ci doświadczenia
        aby to własciwie ocenić, ale tak naprawdę nic o Tobie nie wiem. Może jesteś tak
        cyniczna jak piszesz. Jeśli się kogoś naprawdę kocha (a nie tylko mówi
        się "kocham"), to wraz z odejściem tej osoby świat może się zawalić.
        Alcoola.
        Głowa wysoko. zachowaj godność, bo to jedna z niewielu rzeczy, których nigdy i
        nikt Ci nie odbierze. Możesz stracić wszystko, ale jeśli stracisz szacunek do
        samej siebie będziesz wrakiem człowieka. Czas pomoże i wyleczy rany, ból co
        prawda nie minie nigdy, ale z czasem będziesz o tym myśleć rzadziej.

        powodzenia.
        trzymam za Ciebie kciuki.

        s.
        • Gość: Triss Merigold Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.com 24.08.04, 15:40
          Zakładając wątek na forum, trzeba liczyć się z różnymi komentarzami, nie tylko
          pozytywnymi.
          Ludzie, którzy tu piszą są mi całkowicie obojętni i nie widzę powodu, dla
          którego miałabym być miła i nie pisać tego, co myślę.
          Owszem, jestem młoda, ale nie niedoświadczona. Swoje już w życiu przeszłam. Mam
          za sobą zdrady męża, rozwód, związek z alkoholikiem, kilka skrobanek i bogate
          doświadczenia seksualne (m.in. z seksem grupowym). Uważam, że daje mi to prawo
          do wypowiadania sądów na niemal każdy temat.
          • medycynka wow! 25.08.04, 10:30
            wiesz co, gdyby swiat mierzyc Twoimi doswiadczeniami niewatpliwie bylabys
            liderka, zwlaszcza w temacie doswiadczen seksualnych.
            Ale jesli uwazasz ze to, co zrobilas ze zwoim zyciem upowaznia Cie do
            okrucienstwa wobec innych ( bo akurat sama bylas okrutna wobec siebie) to wiedz
            ze sie mylisz.
            Tymbardziej jesli nie rozumiesz idei forum, nie pojawiaj sie tu, bo nic nie
            wniesiesz ciekawego, ani waznego, skoro jak twierdzisz wisi Ci jak jestes odbierana.
            Poza tym naprawde "kilka skrobanek" nie jest haslem ktorym warto sobie wycierac
            usta publicznie. Nie dlatego ze gorszy - dlatego ze zniesmacza.
      • medycynka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 25.08.04, 10:23
        triss.merigold6 napisała:

        > Jeden facet stanowił cały twój świat?? To wyrazy wspólczucia, a jemu się nie
        > dziwię. Kobiety bluszcze są strasznie męczące na dłuższą metę.

        Zawsze z uwaga czytam Twoje posty, ale tym razem przesadzilas Merigold, bo
        jestes okrutna i podla. I nic madrego tym razem nie napisalas...
        pozdr, med.
      • Gość: Kassia sonnnja i inne szczeniary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 16:58
        Pisza tu takie co najwyraźniej nic o życiu nie wiedzą. sonnnji i innym głupim
        panienkom życzę, żeby sobie przypomniały własne słowa kiedy im się cos takiego
        przydarzy. I- owszem- życzę im tego. Nie jakiejs idiotycznej kłótni czy
        rozstania z chłopakiem/narzeczonym ale opadającej kamieniem na duszę zdrady
        tego z kim dzieli się każdy dzień i noc od kilkunastu lat, z kim się ma dzieci
        i perspektywę na wspólną starość.

        alcoola
        Trzymaj sie trzymaj się trzymaj się! I nie spotykaj się z tą flądrą! Wiem, że
        niektóre kobiety spotykają się z kochankami mężów tylko zupełnie nie wiem po
        co. Kochanka w takiej konfrontacji zawsze jest górą. Oczywiście często pozornie
        bo większość mężów przy postawionym ultimatum- wybiera żonę. Tylko trzeba to
        ultimatum umiejętnie postawić. Bo będzie taki szedł w zaparte, że nikogo nie ma
        i tylko bardziej będzie uważał. Ale możesz być pewna, że jeśli nie było między
        Wami naprawdę źle- on wybiera Ciebie. Chce tylko "mieć ciastko i zjeść
        ciastko". O tym świadczy jego postawa. Tylko, że Tobie może się to nie podobać.
        Ale to nie powód, żebyś czuła się gorsza!
        Zwróć uwagę jaka jest tamta kobieta! Inna niż Ty? Jasne! Bo faceci ZAWSZE
        wybierają na kochanki inne kobiety niż mają żony. Nie ważne jakie. INNE.
        To oczywiste, że czujesz się poniżona. Każda z nas tak by się poczuła. Choć nie
        ma do tego ABSOLUTNIE żadnych podstaw!!!
        5 dni to strasznie mało. Uważaj na siebie. Nie zrób sobie krzywdy. Bo krzywda
        jest nieodwracalna a Twoja sytuacja może się niespodziewanie odmienić na
        lepsze. I to nie dlatego, że "można życ bez faceta" jak piszą tu różne idiotki.
        Po prostu dlatego, że mogą się wydarzyć różne, bardzo różne rzeczy. A skoro w
        tej kwestii już gorzej byc nie może to może będzie coś lepiej??
        Dbaj o siebie.
        Paradoksalnie- to wszystko wcale nie znaczy, że on Cię nie kocha. Choć należy
        mu się porządny kop.
        • reniatoja Re: sonnnja i inne szczeniary 24.08.04, 16:23
          KAsiu zrozum, ze jesli ktos nie zgadza się z Twoim poglądem, czy też nie użala
          się nad Alcoolą, to wcale nie znaczy, że jest szczeniarą, głupią panienką, czy
          nie wie nic o życiu. Skąd Ci w ogóle taka zależność przyszła do głowy?
    • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 16:31
      alcoola napisała:

      > Nie wiem co najbardziej boli - zdrada, opuszczenie, poczucie krzywdy, a może
      > uświadomienie sobie, jaką byłam ślepą, naiwną idiotką i to tyle czasu.

      znam to co napisałaś
      niestety znam
      niestety....dobrze że znam, bo...
      Świat się nie wali przez 5 dni
      kazdy z tych 5 dni może doprowadzić Ciebie złotą nicią wątku do....
      i do tego do....musisz już być przygotowana :)
      głowa do góry
      że chmury?
      a na cóż byłoby to forum potrzebne, gdyby nie nasze chmury gniewu, żalu,
      rozpaczy, łez, radości też i pogody pomiędzy tymi chmurami szarej
      codziennosci :)))

      danka
      • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 17:10
        Gość portalu: borsukowa napisał(a):

        > kiedy dwa lata temu umarł nagle facet mojej kumpelki, powiedziała: łatwiej
        > byłoby mi to znieść, gdyby odszedł do innej, mogłabym go znienawidzić, może
        to
        > by było lekarstwo na Twój ból, swoją drogą ona chyba miała rację, łatwiej
        sobie
        >
        > poradzić ze zdradą ukochanej osoby, niż z jej śmiercią.


        Borsukowa Pani

        Ty masz rację, ale ...najgorsze jest to, że ta "nasza forumowa bidulka" może
        naprawdę sobie zrobić krzywdę jezeli ...ból będzie nie do wytrzymania
        kazdy z nas ma trochę inną "oporność na stres"
        • Gość: borsukowa Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.08.04, 17:17
          prawda, każdy ma inną odporność na stres, a i ja wcale nie za dobrą, kiedyś też
          z powodu stresu wymiotowałam przez dwa tygodnie, ale mimo że moja sytuacja się
          nie poprawiła jakoś się wtedy pozbierałam i sama ją sobie poprawiłam, a raczej
          pogodziłam się z pewnymi faktami, zgoda na to co się stało jest zdecydowanie
          najlepszym lekarstwem jakie znam, czego i "naszej forumowej bidulce" życzę:)
          • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 23.08.04, 17:30
            Gość portalu: borsukowa napisał(a):

            > prawda, każdy ma inną odporność na stres, a i ja wcale nie za dobrą, kiedyś
            też
            >
            > z powodu stresu wymiotowałam przez dwa tygodnie, ale mimo że moja sytuacja
            się
            > nie poprawiła jakoś się wtedy pozbierałam i sama ją sobie poprawiłam, a
            raczej
            > pogodziłam się z pewnymi faktami, zgoda na to co się stało jest zdecydowanie
            > najlepszym lekarstwem jakie znam, czego i "naszej forumowej bidulce" życzę:)


            po[rawiłaś sobie sama Pani Borsukowo, ale...
            jak sama piszesz wystarczyło Twojej "odporności na stress"
            a ja do tego dodam jeszcze późniejsze działanie "oporności na stress", w któryj
            to...sam ze sobą na sam...może sobie nie poradzić taki "bidulek forumowy" jak w
            tym wątku :)

    • Gość: lo Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 23.08.04, 21:39
      alcoola, pisz na forum/gdziekolwiek jak najwiecej to Ci pomoze, wypisuj z
      siebie te rozpacz, zobaczysz łatwiej sie będziesz potrafiła zdystansować.

      a piszę tu bo godzinę temu dowiedzialam sie, ze zginęła w wypadku moja
      koleżanka. Razem z nią jej 3letni synek. Miala 33 lata, wracała od teściów,
      ktoś do niej wjechał, osierociła 9miesiecznego niemowlaka:(

      Popatrz to dopiero tragedia, nieodwracalna. Takie są najgorsze.

      moze za pare miesięcy spotkasz swoją nową miłość, może wygrasz fortunę, moze
      komuś bardzo pomożesz - naprawde wszystko co najlepsze moze sie zdarzyć.

      czego Ci bardzo życzę:)

      • Gość: maganka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.04, 00:34
        Rozumiem Cię doskonale. Witaj w klubie. Kiepskie to pocieszenie, ale wiesz,
        czego się dowiedziałam, jak już okazałam się być żoną zdradzaną? Że połowa
        kobiet wokół mnie ma tak samo. U mnie jest podobnie, jak u Ciebie - kilkanaście
        lat razem, bardzo szczęśliwe małżeństwo, wspaniały dom. I ja wyczuwałam
        ostatnio, że coś jest nie tak, i ja tłumaczyłam to sobie nieco tchórzliwie - bo
        bałam się panicznie poważnej rozmowy... Aż powiedział mi sam - "bo nie mógł już
        dłużej mnie oszukiwać"... Świetny argument! Wyznał w dodatku, że nie może się
        rozstać ani z nią, ani z nami - ze mną i z dziećmi. Wiem, ta sytuacja aż się
        prosi o setki zjadliwych komentarzy. Ja zgodziłam się na trudny dla mnie stan
        rzeczy - uznałam, że na razie zachowam tę wiadomość dla siebie. Bo przez kilka -
        kilkanascie dni potem probowalam odpowiedziec sobie na pytanie - czy chce
        dalej z nim mieszkac, byc dalej rodziną? No cóż - próbuję sobie odpowiedzieć do
        tej pory, a minęło już wiele miesięcy. Nie mam pewności. Za to panienka bardzo
        nalega na to, żeby z nami zerwał - więc prędzej, czy później on sam będzie
        musiał podjąć decyzję, chociaż tak starannie jej unika... A ja teraz chyba na
        to właśnie czekam. Żeby tę decyzję podjął sam. Jak widzisz - czysty koszmar.
        Ale wiesz co? Coś się ze mną stało dziwnego - jestem dużo, dużo silniejsza, niż
        kiedyś byłam. Zrozumiałam, że nie ma żadnej gotowej recepty - póki sama czegoś
        nie przeżyjesz... Kiedyś byłoby dla mnie nie do pojęcia takie trwanie, z
        kochanką na boku! Piłam, ryczałam w łazience, różne takie tam - ta totalna
        depresja trwała kilka miesięcy. Zrobiłam mu kipisz w mailach, w jej sms-ach...
        stanowczo odradzam. Dowiedziałam się paru interesujących rzeczy, ale chorowałam
        z obrzydzenia tygodniami. U mnie przynajmniej - to odpada. Wiesz, starałam się
        w jakiś sposób "zawiesić" moją miłość do niego. To wiele ułatwia, człowiek nie
        przeżywa już tak strasznie mocno wszystkiego. Ale zdrada to także śmierć - to
        śmierć zaufania. Co do mnie, raczej nie mam wątpliwości, że nasz związek - o
        ile przetrwa - nigdy już nie będzie tym, czym był. Od tych kilku miesięcy
        staram się kulawo odbudować siebie - wracam do dawnych przyjaciół, piszę
        dziesiątki maili, nerwowo szukam pracy. Tłumaczę sobie - codziennie, powtarzam
        to, jak mantrę - że nawet, jeśli odejdzie, świat się nie skończy. Nie pocieszam
        się faktem, że moje dzieci żyją, a ja nie mam raka. Staram się ze wszystkich
        sił udowodnić sobie, że to co się będzie działo ZE MNĄ, zależy przede wszystkim
        ODE MNIE. Uwolniłam się trochę od bólu, została gorycz. I pojawiła się
        nadzieja. Jesteś na dnie - teraz może być już tylko lepiej. Pozdrawiam Cię
        serdecznie, trzymaj się, nie jesteś sama!
        • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 24.08.04, 07:09
          Gość portalu: maganka napisał(a):

          . Staram się ze wszystkich
          > sił udowodnić sobie, że to co się będzie działo ZE MNĄ, zależy przede
          wszystkim
          >
          > ODE MNIE. Uwolniłam się trochę od bólu, została gorycz. I pojawiła się
          > nadzieja. Jesteś na dnie - teraz może być już tylko lepiej. Pozdrawiam Cię
          > serdecznie, trzymaj się, nie jesteś sama!


          święte słowa
        • alcoola Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 24.08.04, 09:43
          Bardzo Ci dziękuję za ten post. Nie jest dla mnie pocieszeniem, że nie jestem
          jedyną zdradzaną żoną, ale porównanie tych koszmarnych doświadczeń stanowi
          jakieś tam wsparcie...
          Wczoraj znowu usiłował mnie przekonywać, że ja i tylko ja, że nic nie było i
          nie ma...Nie umiem w to uwierzyć narazie i nie wiem czy kiedykolwiek uwierzę.
          Dzisiaj rano miałam chęć zajrzeć do jego komórki - ale powstrzymał mnie strach,
          że jeśli jeszcze coś tam przeczytam, to już będzie ponad moje siły (właśnie z
          smsów od niej dowiedziałam się tej sprawie). Pierwszy raz w życiu wtedy
          zajrzałam mu do komórki - nigdy mi to nie przyszło do głowy, a wtedy - jakby
          jakieś przeczucie.
          Na razie czekam. Nie wiem jeszcze co będzie - czy uwierzę, czy samo to wszystko
          rozwali się do końca, chcę dać nam szansę, ale czy będę potrafiła - nie wiem,
          na razie pragnę tylko, żeby ten potworny bół zelżał.
          Pozdrawiam Cię serdecznie i jeszcze raz dzięki za ten post.
          • Gość: margie Re:zagladane do komorki IP: *.kcp.pl / 213.241.45.* 24.08.04, 14:11
            Oj, kochana.... Opowiem ci historyjke z wlasnego zycia. Swego czasu czesto
            bywalam na czacie. Poznawalam wiele osob. Zdarzylo mi sie rozniez poznac
            pewnego mlodego czlowieka, ktory zapalal do mnie niewytlumaczalnym uczuciem. I
            nabral pzryzwyczajenia pisania czulych i namietnych sms-ow. Nie mialam i nie
            mam zwyczaju zabierania komorki ze soba nawet do kibla. Pewnego dnia poszlam na
            spacer z psem, zostawilam komorke w salonie na stole, z odczytanym, ale nie
            skasowanym sms-em od niego. Tresc: Kocham cie. Przeczytal to maz. Co sie
            dzialo, nie musze pisac, chyba... Najsmiejszniejsze jest to, ze ja go w zyciu
            na oczy nie widzialam, rozmawialismy na czacie i pzrez telefon, nigdy nie
            chowalam sie z rozmowami, dotyczyly one roznych rzeczy. oczywiscie, mozna
            pisac, ze bylam glupia, ze po co to robilam, ze czemu nie skasowalam.. Po
            prostu byla to dla mnie tak niewazna rzecz, aczkowliek lekko podchlebiajaca ze
            z glupiej babskiej proznosci narobilam sobie problemow....
          • Gość: dziewcze Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.intergeo.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.04, 16:34
            szperanie w smsach ... mailach ... przegladanie wiadomosci usunietych na
            skrzynce ... choc chcemy sie czegos dowiedziec to zazwyczaj placimy zbyt wysoką
            cenę za to ... bo jak juz cos znajdziemy to wali sie nam swiat w jednej
            sekundzie ...
            lecz czasami takie szpiegowanie to jedyny sposob aby sie czegos dowiedziec ...
            aby poznac prawde ... tylko ze ta prawda powinna wyjsc z ust drugiego czlowieka
            a nie z maila czy smsa ... a czytajac tego maila czy smsa zaufanie do drugiego
            czlowieka momentalnie osiaga najnizszy poziom ... zdrady nie mozna wybaczyc !
            zawsze zostanie w pamieci to zdarzenie i wyjdzie ... wtedy kiedy nie
            chcialbysmy tego ...
    • tomasdyg Re: 5 dni , jak żyć? - RATOWAĆ, jeśli chcesz! 24.08.04, 01:12
      -Tak, wszyscy mówią Ci nie rozpaczaj, pocieszają. Ja powiem co innego. Jeśli
      rzecz jasna zależy Ci rzeczywiście na tych 16 latach, na tym związku, to o
      niego walcz. Nie masz czasu na płacz, łzy, użalanie się nad sobą. Wprost
      przeciwnie czas pracuje przeciw. Postaw swoje warunki, tzn. natychmiastowe
      zerwanie -zresztą postawiłaś pewnie, bo napisałaś, że się zgodził.
      Musisz to odkreślić gruba krechą, nie wspominać, nie wypominać i owszem
      ponownie zaufać. Jeśli zawiedzie zaufanie to nie ma co podejmować kolejnych
      prób. Ale daj sobie i jemu szansę, jeśli Tobie i jemu zależy. Do tego jednak
      trzeba przestać kwękać i żalić się -choć rozumiem, że masz powody. Trzeba
      jeszcze raz spróbować i nie tracić czasu.
      Bo jak podpowiada Moja Ukochana: łatwo coś rzucić, skończyć - trudniej, dużo
      trudniej ratować i uratować.
      Pozdarwiam
      • panidanka Re: 5 dni , jak żyć? - RATOWAĆ, jeśli chcesz! 24.08.04, 07:12
        tomasdyg napisał:

        >
        ... Trzeba
        > jeszcze raz spróbować i nie tracić czasu.

        czy uważasz, że TRACIMY tu czas?

        > Bo jak podpowiada Moja Ukochana: łatwo coś rzucić, skończyć - trudniej, dużo
        > trudniej ratować i uratować.
        > Pozdarwiam


        tak i dojście do takiego wniosku to...nie jest strata czasu tylko przeżycie
        TEGO CZASU inaczej

        pozdrawiam
        danka
    • Gość: golcia Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.dip.t-dialin.net 24.08.04, 07:10
      hej,dokladnie Cie rozumie ,wlasnie od m-ca przezywam to samo.
      Zadaje sobie tysiac pytan podobnie jak Ty.
      Nie potrafie zrozumiec ,jak moglam sie tak pomylic do tego czlowieka.
      Bylismy razem 10 lat , mamy dwoje dzieci .
      Czasem mam wrazenie ,ze to tylko jakis zly sen ,albo ,ze to nie dotyczy mnie.
      Ale zycie musi sie toczyc dalej i wiem ,ze to boli ,ale jak mi to ktos niedawno
      powiedzial ,"jeszcze nie raz za boli"
      Zycze Ci zebys zrobila z tego to co najlepsze .
      A czas goi rany.
      pozdrawiam
      golcia
    • Gość: Tiye Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: mieszko.pl.u* / 62.29.253.* 24.08.04, 11:18
      Nie jesteś sama, nie wiem czy to jest pocieszające - ale ja jakiś czas temu
      myślałam, że taki ból jest tylko moim udziałem, że nikogo innego nie może tak
      boleć... A jednak boli, każdą z nas, tak samo. Jeszcze do dzisiaj na
      wspomnienie tamtych chwil brakuje mi tchu. Tak, mój świat tez się zawalił, ale
      wiesz co? Żyję w nowym, milion razy lepszym. Odbudowałam swój domek z kart,
      tylko dzisiaj on już nie jest z kart tylko ze stali, i ja też... I wszystkim
      tego życzę.
      • panidanka Re:15 lat temu zawalił się świat, jak żyć? 24.08.04, 11:47
        Gość portalu: Tiye napisał(a):

        zawalił po raz ....trzeci, a może i czwarty, a może i...niee zliczę nawet


        > Tak, mój świat tez się zawalił, ale
        > wiesz co? Żyję w nowym, milion razy lepszym. Odbudowałam swój domek z kart,
        > tylko dzisiaj on już nie jest z kart tylko ze stali, i ja też... I wszystkim
        > tego życzę.

        Gratuluję Ci Tiyje Twojej postawy
        czy mój oddbudowywałam ze stali?
        może jednak za kaazzdym razem ...chyba tak jak ta damasceńska stal
        płatek po płatku

        danka
        • Gość: Tiye Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: mieszko.pl.u* / 62.29.253.* 24.08.04, 13:09
          widzisz, ja mam dziecko, córeczkę; trochę to jest pokręcone ale to właśnie
          dzięki niej uświadomiłam sobie że to JA muszę być najważniejszą osobą w swoim
          życiu, w myśl zasady, że tylko szczęśliwe matki mają szczęśliwe dzieci - a że
          najbardziej na świecie pragnę jej szczęścia, więc sprawa była prosta. Wydaje mi
          się jednak, że takie podejście można sobie również wypracować nie będąc matką.
          Oczywiście, były całe długie tygodnie "nic nie robienia", siedzenia w kuchni i
          palenia papierosa jednego za drugim, leki psychotropowe itp. Ale to mija,
          naprawdę!!! Uwierzyłam, że czas leczy rany - już tutaj dziewczyny o tym pisały
          i to jest prawda!
          A zresztą, przecież na mężu czy narzeczonym rzadko kończy się świat! Są
          rodzice, rodzeństwo, przyjaciele z dziecinnych lat - ludzie, dla których warto
          żyć i to nie są puste słowa! Dzisiaj rozumiem, że mój świat (ze stali czy nie)
          jest tylko mój, zawsze kawałek muszę zostawić tylko dla siebie i nikogo tam nie
          wpuszczać na wypadek wybuchu - zawsze jest szansa że wtedy coś ocaleje, tam się
          schowam i przeczekam promieniowanie :)
          • alcoola Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 24.08.04, 13:23
            Ja też mam dziecko, ale to dorosła 21 letnia dziewczyna, mieszka osobno,
            studiuje, ma swój świat i swoje sprawy. Oczywiście jestem jej potrzebna, jednak
            to już nie jest taka motywacja do wzięcia się w garść jak w przypadku małego,
            całkowicie zależnego od ciebie dziecka. Ona wie, co się stało, jest też
            wstrząśnięta, ale cóż? Nie pomoże mi, a ja jej nie będę zatruwać swoim
            nieszczęściem.
            Dużo pomagają mi rozmowy z moją Mamą, także z przyjacółką.
            Nie wiem jak będę odbudowywać mój świat - z nim czy bez niego, na razie nie
            umiem na to odpowiedzieć. Boję się tego, że dam się łatwo przekonać do tego co
            mi wpiera, o czym mnie przekonuje (że mnie kocha itd) i zostanę dalej w takim
            popieprzonym układzie, a z drugiej strony nie chcę powiedzieć "odchodzę". Może
            najlepiej by było, żeby to on się wyniósł, ale on tego nie zrobi. Raczej będzie
            czekał, aż ja to zrobię.
            • Gość: Tiye Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: mieszko.pl.u* / 62.29.253.* 24.08.04, 13:41
              czyli już są osoby dla których warto :) może mają swój świat, ale na pewno
              jesteś również jego częścią, tak jak one są częścią Twojego - więc warto go
              budować, czyścić, polerować i ozdabiać, żeby był jak najpiękniejszy. Ja już dwa
              razy miałam wspólny z kimś adres, zarówno plany i wspomnienia, i potem nie było
              nic, a przynajmniej tak mi się wydawało. A jednak się myliłam...
              Za wszelką cenę oderwij się na chwilę, weź urlop, jak się nie da to zwolnienie.
              Dwa tygodnie gdziekolwiek. Spij do południa albo idź na karate albo
              garncarstwo, ja nie żartuję. Oby dalej od niego. Teraz nic nie musisz. Zacznij
              się zastanawiać nad jego słowami dopiero wtedy, gdy troszeczkę
              się "przewietrzysz". A jak bardziej się uspokoisz to wtedy decyduj. Uwierz mi,
              uspokoisz się, nie wiem kiedy, ale tak będzie. Jeśli masz gdzie, to wynieś się
              z domu. Ja też kiedyś się wyniosłam, nie pomogło to mojemu związkowi ale
              pomogło mnie. Bo czas zacząć myśleć w kategorii JA a nie MY. Powodzenia, dasz
              radę!
            • Gość: Joanna Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.chello.pl 24.08.04, 13:52
              Kobieto, posłuchaj osoby, która niejedno w życiu widziała. Daj temu związkowi
              szansę! Czy najłatwiej unieść się honorem, wynieść z domu ( zostawiajac za
              drzwiami dorobek wielu lat) i rozpoczynać w wieku czterdziestu paru lat
              wszystko od początku?
              Zdrady, skoki w bok, nielojalność zdarzają się w co drugim związku. I nigdy nie
              jest tak( no może prawie nigdy), że winę ponosi tylko jedna strona. Musiało już
              wcześniej coś nie grać, musiały być niepokojace sygnały. Uważam, że
              rozdrapywanie ran i rozmyslanie o tym teraz nie ma sensu, bo nie jest istotne
              kto komu co zrobił pierwszy.
              Proponuję uczciwą rozmowę z partnerem. Powiedz, że Cie zawiódł, że to boli, że
              jest Ci źle. Wysłuchaj co on ma do powiedzenia, ale nie pozwól, aby raczył Cie
              szczegółami swojego romansu. Ustalcie zasady na przyszłość. Jeżeli byliście
              razem tak wiele lat musi Was cos łączyć, mieliście przecież wiele dobrych
              wspólnych chwil. Nie zaprzepaszczajcie tego!
              Postaw jasne i jednoznaczne warunki dalszej wspólnej egzystencji. Jakie? Sama
              wiesz najlepiej. Nie domagaj się, aby w ciągu 5 minut zerwał tę znajomość, ale
              nie przewlekaj w nieskończoność. Daj mu kilka dni czasu, mozliwości
              przemyslenia i podjęcia decyzji.
              W żadnym wypadku nie spotykaj sie z jego przyjaciółką. To nic nie da, a jedynie
              Ciebie upokorzy.
              Jesli podejmiecie w s p ó l n ą decyzję, że mimo wszystko więcej Was łączy i
              chcecie być razem - wyjedźcie. Choćby na week-end. Sami , w miłe Wam miejsce.
              Nie wylewajcie na siebie żalu, nie miejcie pretensji. Choć to niełatwe
              zastosujcie zasadę grubej kreski.
              Kobieto, zacznij wreszcie jeść, weź kąpiel, idź do fryzjera. Rozmowy nie
              przeprowadzaj w stanie wskazującym na upodobnienie się do Sierotki Marysi. To
              da marny efekt.
              Nie zadręczaj tym problemem starej i schorowanej matki, bo mogą pojawić się
              dalsze kłopoty!
              Proponuję lekki dystans, spojrzenie na sytuację z boku.
              Pozdrawiam - Joanna
              • Gość: Tiye Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: mieszko.pl.u* / 62.29.253.* 24.08.04, 14:01
                Joanna, w zasadzie dużo racji w Twoim poście, ale wydaje mi się, że tego typu
                rozważania powinny być odsunięte w czasie. Ja bynajmniej nie byłam w stanie
                przeprowadzić RACJONALNEJ i na poziomie rozmowy z moim ex-partnerem, w kilka
                dni po tym jak się dowiedziałam o całej sprawie. Kiedy człowiek czuje się jak
                ścierka od podłogi rzucona w kąt, wyje do księżyca co noc i zagląda do butelki -
                to nie jest czas na rozmowy o przyszłości. Trzeba dać sobie kilka dni, choćby
                po to żeby powyć bez świadków a nawet i komuś w rękaw, i niech to będzie
                właśnie Matka - któż nas lepiej zrozumie?? Ja nie mówię: zostaw go i odejdź,
                ale bez przesady. Nie jesteśmy cyborgami tylko ludźmi - kiedy boli tak, jakby
                ktoś nie tylko nóż wbił ale jeszcze go przekręcał w lewo i w prawo i w górę i w
                dół - to naprawdę nie czas na rozmowę o przyszłości. I nie generalizujmy -
                kazda sytuacja jest indywidualna, nie można nikogo zmusić żeby się pogodził,
                czasem lepiej jest odejść a czasem zostać ale to już decyzja osobista.
                • Gość: Joanna Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.chello.pl 24.08.04, 14:22
                  Oczywiście, że każda sytuacja jest inna, ale będę się upierała, że rozmowa i to
                  rzeczowa, racjonalna jest konieczna. Przeciagajac ja w czasie grasz na swoją
                  niekorzyść.
                  Można wyć, pisać posty, gadać z przyjaciółmi, ale to nie zastąpi rozmowy z
                  partnerem.
                  Odradzałabym również nadmierne wciaganie matki w tę sytuację. Autorka watku
                  pisze , że jest to starsza i schorowana osoba- po co ja jeszcze tym obciążać?
                  Po co generować nowe problemy?
                  Przez 10 lat byłam lekarzem ogólnym w wiejskim ośrodku zdrowia. Jedynym w
                  okolicy. Siłą rzeczy pełniłam równiez role psychoterapeuty, doradcy w sprawach
                  rodzinnych, małżeńskich itp. Leczyłam także duszę. Zawsze namawiałam ( z różnym
                  skutkiem) do racjonalnych i rzeczowych rozmów, często do prób ratowania
                  małżeństwa ( prócz sytuacji ewidentnych, gdy rozstanie było najlepszym
                  wyjściem). Z moich doświadczeń wynika, że tam, gdzie emocje zostawiło sie z
                  boku zyskało się więcej. Gorąco namawiam do rozmowy.
                  Sama jestem mężatka od prawie 20 lat. Nie zawsze wszystko układało sie
                  idealnie, ale nigdy nie podejmowałam gwałtownych i nieprzemyslanych decyzji,
                  nie zadręczałam sie, nie awanturowałam. Rozmawialiśmy, wyjasnialismy to co było
                  do wyjaśnienia. I gdy pojawia się problemy ( oby nie), tez będziemy tak
                  postępować.
                  Pozdrawiam Joanna
      • Gość: Joanna Re: a co bys wolala bardziej infantylna dziewczyn IP: *.chello.pl 24.08.04, 14:48
        Ludziom z różnych powodów "wali się świat". W danym momencie. Dla jednych jest
        to śmierć bliskiej osoby, ciężka choroba ( nie używaj określenia śmiertelna, bo
        kiedy jest ona rzeczywiście taka niewiadomo), zapaść finansowa, odejście
        partnera i wiele innych rzeczy.
        Byłabym ostrożna w formułowaniu twierdzeń typu "co byś wolała". Ludzie różnia
        sie wrażliwościa, odpornościa na stres itp. Jest to wypadkowa m.in. doświadczeń
        i przezyć zyciowych. Mój ojciec przeżył Oświęcim. Stracił tam pół rodziny. Jego
        świat łatwo się nie wali. Kolezanka mojego syna nie zdała do nastepnej klasy -
        zawalił sie jej świat. Trzeba zrozumieć i tych i tych.
        Ja zaś uparcie namawiam autorke watku do otrząśnięcia się i rzeczowej rozmowy.
        Jak najszybciej.
        Pozdrawiam - Joanna.
        • Gość: Vanilla Problem główny lub poboczny IP: *.aster.pl 24.08.04, 15:29
          Mam podobne doświadczenia, tzn. kilkanaście lat wspólnych, odkrycie flirtu i
          zerwanie. Nie chciałam "wybaczać", bo nie umiałabym.
          Z tym związany jest właśnie dla mnie problem "główny".
          Może nie do końca chodzi o Tego Człowieka. Nie chodzi też o własną dumę.
          Natomiast pamiętam ból rozstania, przeplatany utrata wiary w człowieka, w miłość
          jako taką, szczerość, zaufanie... To chyba miała na mysli autorka wątku, pisząc,
          że ktoś był dla niej całym światem. Kimś, komu można ZAWSZE zaufać, kto ZAWSZE
          będzie dla nas. Takiego kogoś teraz będzie trudniej znaleźć, nawet gdy wiadomo,
          że każdy człowiek jest inny itp. Ale życzę Ci tego. Ja znalazłam Miłość Swojego
          Życia. Udało się.
          Pozdrawiam.
          Vanilla
        • alcoola Re: Joanno, 24.08.04, 15:36
          Ja próbowałam z nim rozmawiać, ale tak jak pisze Tiye, na razie nie jestem w
          stanie nie wyglądać jak sierotka Marysia, nie zaczynać szlochać po każdym
          wypowiedzianym słowie i sformułować cokolwiek rzeczowo i konkretnie. Wczoraj
          niepotrzebnie dałam się przyłapać na wyciu w poduszkę, oczywiście usiłował mnie
          uspokoić, ale te jego próby jeszcze mnie bardziej dołują. A rzeczowe rozmowy z
          nim to zawsze była porażka, on po prostu zawsze uważał, że sprawę się
          załatwia "krótką piłką", tzn. w tym przypadku - on mi mówi, że mnie kocha i
          żebym zapomniała o sprawie, bo to bez znaczenia - ja mam uwierzyć i przejść do
          porządku nad wszystkim, jakby nigdy nic. Albo go rzucić. Koniec, kropka.
          Roztrząsanie czegokolwiek, tłumaczenie - po co, skoro POWIEDZIAŁEM CI ŻE CIĘ
          KOCHAM I TYLKO CIEBIE.
          Nie wyduszę z niego nic więcej.
          • Gość: Joanna Re: Joanno, IP: *.chello.pl 24.08.04, 15:53
            To skończy się to tak, ze facet się wścieknie i pójdzie tam, gdzie bedzie mu
            miło tj. w ramiona Twojej rywalki. Jesli usiłuje Cię uspokoić to juz jest krok
            do przodu. Nie jestes mu obojętna, chce ratować związek. Zmusić Cie do niczego
            nie mozna, ale nie wpychaj się sama na pozycję przegraną. Powiedz mu, że
            potrzebujesz czasu, jego pomocy, że boli Cię, że jest Ci źle, że czujesz się
            skrzywdzona, że oczekujesz od niego.........................itp.
            Nie odrzucaj wyciągniętej ręki, nie wstydź się okazywać swoich uczuć. Uwierz
            mi, że możesz potem tego żałować.
            Pozdrawiam Joanna
            • alcoola Re: Joanno, 24.08.04, 16:06
              Mówiłam mu jak bardzo cierpię, jak wielki zadał mi ból i że nie mogę ot tak
              zapomnieć o wszystkim i w ciągu kilku dni zacząć dalej normalnie żyć. On na
              razie uczepił się jak rzep tego mojego niejedzenia, ciągle namawia mnie zjedz
              to, zjedz tamto, wykonczysz się. A nie pyta jak ulżyć bólowi mojej duszy, jakby
              to że przestanę rzygać oznaczało, że wszystko jest OK. Może dlatego wydaje mi
              się to wszystko fałszywe, obliczone tylko na to żeby mnie jako tako udobruchać
              i dalej robić swoje (tzn. spotykać się z tamtą).
              W niedzielę przyjęłam jego wyciągniętą dłoń, wtuliłam się w jego otwarte
              ramiona, oddałam uścisk... A on za chwilę spytał wesoło : to co jedziemy do
              ogrodnika po tę winorośl, posadzimy dziś? Jakby sprawa już była załatwiona, bo
              rzucił mi ochłap w postaci kilku czułych słówek, przytulanki, buzi, buzi, więc
              już jest OK, baba załagodzona i fajnie, mam z bańki.
              Tak to odbieram, te jego gesty, niestety.
              • reniatoja Re: Joanno, 24.08.04, 16:09
                A ja wlasnie sobie pomyslalam, ze alcoola to kolejny nick osoby, ktora pod
                tysiacem roznych nickow zaklada tysiac roznych watkow, a kazdy z dramatyczna
                historia, ktora polowe braci forumowej powala na kolana. Pozdrawiam.
              • Gość: Joanna Re: Joanno, IP: *.chello.pl 24.08.04, 16:17
                To trzeba było iść do tego cholernego ogrodnika, posadzic krzaczysko, przyjąć
                gest pojednania. Jesli będziesz z uporem maniaka odrzucać jego, nie wiem czy
                prawdziwą czy udawaną chęć pogodzenia się- przegrasz!!!!!!!! Może byc różnie,
                ale jesli facet będzie tylko natrafiał na mur i opór pójdzie tam, gdzie będzie
                mu przyjemnie. Oczywiście zmusić Cie nie mozna do niczego, ale apeluje do
                Twojego rozsądku- jeśli zalezy Ci na tym związku, jesli cos Was łaczy, daj się
                przeprosić, zacznujcie od początku.
                Zaproponuj mu wizytę u ogrodnika, pogadajcie- nawet o bzdurach- i zacznij jeść,
                pić! Chyba, że chcesz wykoczyć siebie, spisać na straty związek, a przy okazji
                dać w kość najbliższym( matce i córce), którzy Cię kochają i się o Ciebie
                martwią. Ja już chyba niczego więcej nie wymyslę. Życzę Ci jak najlepiej, ale
                nie przeprowadzę za Ciebie tej rozmowy.
                Pozdrawiam i przemyśl to o czym piszę- Joanna.
                • Gość: maganka Re: Joanno, IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.04, 17:31
                  He, he, znam to, u mnie było kupowanie choinki... Joanno, Twoje rady są bardzo
                  dobre, ale rozumiem opór alcooli - ja na przykład byłam w stanie rozmawiać jako
                  tako "na temat" po miesiącu, albo i później... Pamiętam pierwszą rozmowę, kiedy
                  nie poryczałam się w trakcie - jako duży sukces! I to było po dwóch miesiącach!
                  A mnie na przykład wkurzało, że tak ryczę - widziałam, że on patrzy na to
                  bezradny i oczywiście, bardzo mu przykro - a ja byłam w gruncie rzeczy
                  wściekła, to było upokarzające! Dlatego raczej unikałam długich rozmów na
                  początku. Tym bardziej, że u mnie właściwie nie było o czym gadać... Owszem,
                  gadałam - z kilkoma zaufanymi osobami. Traf chciał, że mój przyjaciel przeżywał
                  równolegle kryzys małżeński i mieliśmy gorącą linię... Bardzo pomogło. No i te
                  maile na cały świat, bo tak się składa, że najbliżsi ludzie mi się rozjechali.
                  To było, jak psychoterapia - której nie podjęłam i do dziś trochę się boję jej
                  poddawać. Wolę uporać się z tym sama - o ile rozumiecie, co mam na myśli.
                  Chodzi mi o możliwość zasugerowania czegoś - podejrzewam, że taka sugestia z
                  ust psychoterapeuty jest silniejszym bodźcem, niż rady przyjaciół. Swoją drogą,
                  czy któraś z Was - mam na myśli kobiety zdradzone - szukała pomocy u
                  psychologa? Jeśli tak, czy możecie się podzielić uwagami - jak bylo, czy warto?
                  Alcoola, trzymam za Ciebie kciuki. Zobaczysz, że przetrwasz, sama się zdziwisz,
                  jaka jesteś silna. A co do wyjazdu - myślę, że to nie muszą byż dwa tygodnie...
                  Wystarczy weekend, a nawet jeden dzień - byle spędzony tak, jak najbardziej
                  lubisz - najlepiej w towarzystwie, które jest Ci bliskie. Spróbuj.
                • alcoola Re: Joanno, 25.08.04, 11:22
                  pojechałam wtedy do ogrodnika i winorośl posadziliśmy. Tak jak wszystkie inne
                  drzewa, krzaki i rośliny w ogrodzie, który od dwóch lat razem urządzamy, razem
                  w nim pracujemy, tylko że teraz okazało się, że ktoś cały czas z nami
                  był....Tylko ja o tym nie wiedziałam. Wczoraj nie wrócił na noc do domu, nad
                  ranem zjawił się napity, znowu zaczął te swoje teksty...Nie sądzę żeby był u
                  niej, kiedy dzwonił w nocy do mnie raczej wyglądało na to że jest u takiego
                  jednego swojego kolegi, który wódki nigdy nie odmawia...Ale przecież tak do
                  końca tego nie wiem...
                  • Gość: Joanna Re: Joanno, IP: *.chello.pl 25.08.04, 13:02
                    To może oznaczać 2 rzeczy- albo, że oprócz zdrady jest jeszcze problem
                    alkoholizmu, a w każdym razie nadużywania tego napoju- a to już całkiem inna
                    bajka, albo, że facet miał dość i postanowił odwiedzić kumpla.
                    Namawiałam Cię na twardą, rzeczową rozmowę, na postawienie swoich warunków i
                    nie odtrącanie wyciągniętej ręki, na egzekwowanie Twoich praw. Upierasz się
                    robisz swoje- Twoje życie i Twoje prawo. Ja także nie mam patentu na
                    nieomylność, jednak intuicja i zyciowe doświadczenie podpowiada mi, że
                    postępujesz wbrew sobie.
                    Pozdrawiam Cie, życzę powodzenia w podejmowaniu decyzji, jakiekolwiek by one
                    nie były, i pozbierania się możliwie szybko. Trzymaj się- Joanna
              • Gość: blondyna z wioski Re: alcoola IP: *.proxy.aol.com 24.08.04, 18:12
                co ty wlasciwie chcesz - kobieto???
                Przeciez ty jemu juz dawno wybaczylas!
                Nie chce byc okrutna, lecz wszystko wskazuje, ze on mam to z juz banki ........
                az do nastepnego razu!
                Coz sama go sobie wybralas, i masz to na co zaslugujesz.
                Nie mam litosci dla ciebie, i mowie to szczerze.
                I zamiast tego, ktory jak sama mowisz - zadal ci bol, niech placza nad toba i
                uczielaja ci swiatlych porad - inne ciotki forumowe.

              • agata.z3 Re: alcoola 25.08.04, 00:27
                Alcoola, trzymaj się, ale jeżeli zalezy ci na utrzymaniu związku, jeżeli chcesz
                to ratować - otwórz sie na niego, spróbuj...
                Mój świat rozpadł sie po 14 latach małżeństwa. Walczyłam tak jak umiałam, i
                madrze i głupio, i wcale niemam wrażenia, że cokolwiek w tej walce wygrałam.
                Mój mąż został ze mną, zerwał tamten związek. Powiedział, że kocha mnie i nasze
                dzieci - a ja przyjęłam to za dobrą monete choć powiedziałam mu, że to od niego
                zalezy, bym w to uwierzyła. Widze że się stara.
                Moja czujność nie śpi, choc wiem, że tak naprawde nie jestem w stanie go
                kontrolowac, ale też nie widzę powodu, by dac mu całkowite poczucie
                bezpieczenstwa jak kiedyś.
                Napisz na mój mail gazetowy, gdybyś chciała pogadac. gadaj z kazdym kto tylko
                bedzie Cię chciał słuchac, ale rób tylko to czego naprawde chcesz.
          • Gość: bzdura Re: Joanno, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 15:52
            Co za gnój.Zdradził,skrzywdził i jeszcze stawia ultimatum: "albo zrozum, ze Cie
            kocham, albo mnie rzuć".
            Co to w ogóle ma być? Jak Cię tak kocha to czemu Cię zdradził?
            Niech zrobi cos w tym kierunku, zeby Ci ulżyć. To Ty teraz rozdajesz karty i
            decydujesz o Waszym losie. I jesli do cholery masz ochote na długie rozmowy to
            ma z Toba rozmawiać, to chyba nie jest aż takie poświęcenie w porównaniu do
            krzywdy jaką wyrządził, niech pokaże jak wiele jest w stanie zrobić dla Waszego
            małżeństwa.
            Ja bym mu dała popalić!
            Przeraża mnie świadomość, że to samo może mnie spotkać. Nie chcę!!!
            Czy do jasnej cholery, nie ma prawdziwych męzczyzn na tym świecie? Lojalnych,
            którzy potrafia oprzeć się pokusom w imię czegos co ślubowali nie Bogu, czy
            gościom weselnym tylko swojej kobiecie? Czy wychodzac za mąż muszę zakładać
            zdradę męża? To ja od razu chcę być jego kochanką, a on niech się żeni z kimś
            innym.Czy mnie do cholery nie kręcą inni męzczyźni? Nie miewam pokus kilka razy
            dziennie? Oczywiście, że miewam. Kobiecie jest łatwiej, do tego nie musi
            szastać pieniędzmi,żeby zwabić jakiegoś ogiera. Wystarczy skinąć palcem. Na
            taki niezobowiazujący seks wielu jest chętnych. I co? Mam przyprawiać rogi
            swojemu facetowi? Straciłabym dla niego cały szacunek, nie chcę żyć z jeleniem,
            który daje sie oszukiwać. Jesli uczucie sie wypala, lub zauroczenie kimś innym
            nie mija, czas podjąć decyzję co dalej.
            Jestem cholernie terytorialna, mam nadzieje, ze mój facet o tym wie, bo wie na
            pewno na co mnie stać.Jesli chce mnie zdradzać, niech kurde robi to tak,żeby
            mnie dym nie zaszedł, albo niech da sobie spokój, bo jak sie dowiem to zrobie
            mu z dupy jesień średniowiecza.
            Ale sie wkurzyłam. Wybaczcie.
            Ale niedługo mam wyjść za mąż i niech nie ma więcej seksu, jesli pozwole sobie
            na takie upokorzenie! AMEN

    • Gość: iwonka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.crowley.pl 24.08.04, 18:53
      Ja przeżyłam dokładnie to samo ale już mineły od "dnia zero "jak ja to określam
      dwa miesiące.Miałam dokładnie aż trudno uwierzć te same myśli.Też chciałam
      popełnić samobójstwo.Wkońcu poszłam do lekarza dostałam doskonałe leki na
      depresje i teraz śmieje sie już z mojej sytuacji.Doskonale się czuje
      psychicznie i fizycznie mimo że ja schudłam 10 kg.Zaczynam dostrzegać tylko
      dobre strony tego że on odszedł i zostawił mnie z synem.Jestem nareszcie wolna
      mam czas tylko dla siebie.Nigdy bym w to nie uwierzyła że to moge czuć jeszcze
      miesiąc temu.CZAS GOI RANY PAMIETAJ.ON NIE BYŁ CIEBIE WART............To jest
      to zdanie które sobie co dzień rano powtarzam.JA BEDE JESZCZE SZCZEŚLIWA.Ja mu
      to udowodnie.
    • Gość: Marta Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.proxy.aol.com 24.08.04, 22:20
      nie wiem, jaka jestes kobieta ale ja przezylam odwortna sytauacje. przez rok
      zylam z czlowiekiem nie wiedzac ze ma rodzine. najstraszniejszy byl dla mnie
      moment kiedy dowiedzialam sie o tym fakcie nie od niego ale od niej.
      przedtawila mi sie jako jego zona, matka jego dziecka.
      nie chce tutaj uspawiedliwac kobiety, ktora swiadomie badz nieswiadomie
      wyrzadzila ci krzywde. chodzi mi jedynie o to, ze w takim ukadzie calkowita
      odpwiedzialnosc ponosi mezczyzna. wiem jak trudno jest powiedziec sobie po 16
      latach to juz koniec bo jestem skrzywdzona. jak mi sie wydaje wybaczysz mu tak
      czy inaczej ale im pozniej to zrobisz tym lepiej. daj sobie czas na
      przemyslenia, moze sie okazac ze na nim sie swiat nie konczy mimo tych 16 lat
      wspolnie przezytych. moze sie okazac ze i on znajdzie czas na przemyslenia i
      doceni to, co tak upokorzyl ( wasz zwiazek ). ktos kiedys powiedzial ze zdrada
      cementuje - ja w to nie wierze ale moze w twoim przypadku okaze sie to prawda.
      pozdrawiam
      • Gość: blondyna z wioski Re: dla Marty IP: *.proxy.aol.com 24.08.04, 23:29
        Chyba tutaj na tym Forum, wiekszosc kobiet - jest walnieta w leb, tuz od chwili
        urodzenia. Przysiegam, ze az do dnia wczorajszego ( kiedy tu zawitalam ),
        mialam jeszcze zludzenia. Dzisiaj juz - nie!

        No, jesli jestem w bledzie, co do w/w to powiedzcie mi ~ prosze?

        Jak mozna zyc przez rok z czlowiekiem, nie wiedzac, ze on ma rodzine????
        Albo ja zglupialam, albo swiat juz calkiem zglupial?
        I nie zwalaj Marta "calkowitej odpowiedzialnosci na mezczyzne".
        Bosssszzzzeee, czy to mozliwe, ze takieeeee ~ stworzyles?????



        • Gość: zdziwiona Re: dla Marty IP: *.proxy.aol.com 25.08.04, 05:39
          Przeczytalam te posty i nie wiem czy potrafie zrozumiec autorke pierwszego. Nie
          ma dowodu na zdrade meza, on mowi, ze kocha, przytula. W czym problem. Chyba,
          ze cos przeoczylam.
          Moze zdarzylo mu sie jakies zauroczenie inna kobieta. I co z tego, przeciez
          chce byc z Toba. Dlaczego rozpaczasz???



        • panidanka Re: dla Marty 25.08.04, 06:55
          Gość portalu: blondyna z wioski napisał(a):

          > Jak mozna zyc przez rok z czlowiekiem, nie wiedzac, ze on ma rodzine????
          > Albo ja zglupialam, albo swiat juz calkiem zglupial?
          > I nie zwalaj Marta "calkowitej odpowiedzialnosci na mezczyzne".
          > Bosssszzzzeee, czy to mozliwe, ze takieeeee ~ stworzyles?????
          >
          >
          >

          jak niezły "krętac\" to przez rok da radę "zakręcić" bez rodziny jeśli do tego
          dodamy różne środowiska i miasta
          a że Bóg i takie KOBIETY stworzył?
          jakich miał MĘŻCZYZN do dyspozycji takie tez im stworzył kobiety na codzienność
          :)))
          te inne są jakbu "od święta" :)))
          święta od codzienności nieraz bardzo nudnej :)

          pozdrawiam oburzoną tym, że TAKIE też jesteśmy- MY KOBIETY
          takie codzienne po prostu :)

          danka
      • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 25.08.04, 06:51
        Gość portalu: Marta napisał(a):


        ... chodzi mi jedynie o to, ze w takim ukadzie calkowita
        > odpwiedzialnosc ponosi mezczyzna.

        nie ponosi
        nie koniecznie TYLKO ON
        takie po prostu czasami bywa życie pomiędzy dwojgiem czy trojgiem
        może mąż naszej rozpaczającej forumowiczki ....spotkał kobietę, która....
        wypełniła mu lukę uczuć nie zaspokojonych przez jego żonę
        czy można wtedy obarczać GO za...te inne uczucie?
        za tę JEGO chęć poznania?
        żona cierpi?
        ano cierpi?
        ale czy cierpienie nie jest "wpisane" w nasze wątki życia?

        tak ja myślę
        może się myle
        ale po wielu różnych moich wątkach cierpienia wiem, że....mądrzeję życiowo,
        kiedy się z nimi uporam do końca :)
        i to jest optymistyczne w moich cierpieniach mojej duszy



        pozdrawiam WSZYSTKICH i WSZYSTKIE, które MAJĄ ODWAGĘ cierpieniu duszy wyjść
        naprzeciw

        danka
    • julia001 Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 25.08.04, 07:31
      Nie rozczulaj się tak nad sobą. Świat jest piękny i nie kończy się na facecie.
      Skoro tak postąpił, to chyba nie masz czego żałować... Wolałabyś być
      okłamywana??? Wiem co mówię. Przeżyłam to. Tylko, że mój były nie przyznał sie
      do licznych... hmmm... nawet bardzo licznych zdrad. Dowiedziałam się tego od
      osób trzecich... I jak byś się czuła w takiej sytuacji??? Wiem, że jestem od
      Ciebie młodsza, ale to zawsze boli tak samo. Zajmij się czymś, co pozwoli Ci
      chociaż na chwilę przestać myśleć. To pomaga. Nawet nie wiesz, jak. Zdaję sobie
      sprawę, że to na początku wcale nie będzie łatwe... Ale minie. Życzę Ci
      powodzenia.
        • Gość: maganka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.04, 17:43
          Mam wrażenie, że niektóre z Was po prostu nie rozumieją, o co w tym wszystkim
          chodzi. Chyba niekoniecznie o to, że alcoola straciła siebie, swoją jedyną
          wartość etc. - tracąc (choćby pozornie, bo są dalej razem) męża. Człowiek ma
          poczucie, że się zapada, że znika, że jest porzuconą ścierką - z powodu UTRATY
          ZAUFANIA. Ponieważ okazuje się, że związek, który budowalo się we dwoje -
          wyznając pozornie te same zasady - okazał się kłamstwem, porażką. To ciężka
          trauma, trudno się z tym uporać. Odczuwałam dokładnie to samo, nie ma to
          żadnego związku z tym, czym się naprawdę jest, czy ma się poczucie własnej
          wartości, czy nie. Cierpi się z prostego powodu - na waszych oczach rozpada się
          domek z kart, o którym myślałyście, że jest niemal fortecą... Dookoła padały
          inne fortece, ale wy myślałyście - mnie to nie dotyczy, bo mój dom... bo moja
          rodzina... A tymczasem - owszem, to dotknęło właśnie was. Myślicie wtedy
          rozpaczliwie - gdzie popełniłam błąd?? Kiedy to się zaczęło?? Niby wydaje się,
          że jego wina jest ewidentna, powinien był najpierw przyjść do nas - powiedzieć,
          co jest źle, a nie szukać pocieszenia na boku... A jednak wyrzuty sumienia
          męczą, człowiek gryzie się godzinami. Ja miałam przez tych kilkanaście
          cudownych lat wielkie poczucie bezpieczeństwa. Bo miałam kochającego człowieka,
          który codziennie zapewniał mnie o swojej miłości. Zapewniam was, że to jak
          narkotyk. Nie da się ukryć, że nagły brak takiego poczucia bezpieczeństwa daje
          po tyłku - choćbym miała niezbitą pewność, że mam urodę seksbomby i
          inteligencję noblistki (a nie mam ;((...)! Kobiety! Trochę empatii, proszę!
          • Gość: realistka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.04, 18:28
            Dlaczego kobiety są takie naiwne?? Czy naprawdę wierzysz Alcoola, że mąż
            zrozumiał swój błąd, w jednej sekundzie zapomniał o tamtej kobiecie i marzy
            tylko o tym, aby być z Tobą?? Czy naprawdę uwierzyłaś w jego słowa, kiedy
            mówił "Kocham tylko Ciebie? Jeśli tak, to naprawdę nie znasz życia...

            Twój mąż chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie licz na to, że Cię
            zostawi, bo tego na pewno by nie chciał. Zależy mu na posiadaniu żony, która
            stworzy jako takie ognisko domowe, poprowadzi dom,posprząta, ugotuje, pójdzie z
            nim na bankiet, urodziny, do znajomych. Z drugiej strony pragnie kochanki. Czy
            tego chcemy czy nie wizja uprawiania seksu z młodszą kobietą strasznie facetów
            podnieca i chociaż byłabyś niewiadomo jak wspaniała w łóżku, on i tak będzie
            kontynuował znajomość z kochanką. Najlepsze jest to, że faceci zawsze wypierają
            się zdrady, nawet przyłapani w niedwuznacznej sytuacji z inną kobietą. Kłamią
            jak z nut, mówią teksty: "jesteś jedyną kobietą, którą kocham" itd. Nie bądź
            naiwna i zamiast codziennie płakać do poduszki, wywal go z domu. Mieszkając z
            nim pod jednym dachem, kiedy już wiesz o tej drugiej, dajesz mu do zrozumienia,
            że akceptujesz tę sytuację. Nie marnuj swojego życia, bo nawet jeśli Twój mąż
            zerwie tę znajomość, za jakiś czas pozna kogoś innego.
            Zawsze będę miała żal do matki,że nie odeszła od ojca, kiedy się dowiedziała o
            tym, że ma kochankę. Efekt jest taki, że nadal mieszka z nim pod jednym dachem,
            a kochany tatuś jest w rozjeździe między jednym domem a drugim,w którym razem z
            kochanką czeka na niego ich dziecko, a raczej bękart, którego z całego serca
            nienawidzę....

            Pozdrawiam...
        • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 25.08.04, 19:11
          Gość portalu: wiruska napisał(a):

          Kobiety musza się nauczyć że stanowia
          > wartość samą w sobie a nie tylko gdy mają faceta (obojętnie jakiego). Jakies
          > chore myślenie czy co?

          a to wszystko przez ten patriarchat przez tysiąclecia :))))
          a ty byś chciała tak od razu -pstryk- i tych tysiączków nie ma, a....
          sklepy jednak kuszą tymi setkami już nawet :)))

          danka
          • Gość: wiruska Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.futuro.pl 25.08.04, 19:28
            Sami tworzymy przestrzeń wokół siebie. To od nas zależy na co się godzimy a na
            co nie. Nie interesuje mnie co inne kobiety przez tysiąc lat myslały. Ważne
            jest tu i teraz. Kobiety powinny nauczyć się jak najszybciej, innego myślenia
            na swój temat, innego traktowania własnej osoby.

            Ja nie jestem stereotypowa kobieta, ja się nie zgadzam na takie traktowanie
            kobiet i na cały ten brud związany ze zdradą.
            • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 26.08.04, 07:23
              Gość portalu: wiruska napisał(a):

              > Sami tworzymy przestrzeń wokół siebie. To od nas zależy na co się godzimy a
              na
              > co nie. Nie interesuje mnie co inne kobiety przez tysiąc lat myslały. Ważne
              > jest tu i teraz. Kobiety powinny nauczyć się jak najszybciej, innego myślenia
              > na swój temat, innego traktowania własnej osoby.
              >
              > Ja nie jestem stereotypowa kobieta, ja się nie zgadzam na takie traktowanie
              > kobiet i na cały ten brud związany ze zdradą.

              i to jest w was 30-tkach obecnych piękne i wartościowe co w WAS podziwiam

              danka
      • katja Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 25.08.04, 21:09
        Mysle tak samo. Zwiazek wymaga zaufania, jesli go podwazono, to nie ma zwiazku,
        mieszkasz ze swoim mezem? To juz nie jest twoj maz, to sublokator z ktorym
        dzielisz mieszkanie
        Gdyby twoj najlepszy przyjaciel ciebie oszukal, zdradzil , okradl lub
        naplotkowal za twoimi plecami to pozegnalabys go bez pardonu, a mezowi
        wybaczasz? To tez mial byc twoj przyjaciel, kochanek etc..
        Jednorazowa zdrade mozna wybaczyc ale oszustwa ciagnacego sie kilka lat lub
        miesiecy , nie! Bo to juz klamstwa i podwojne zycie a na to nie powinnas sie
        zgodzic. Kto chce zyc z oszustem? Zlodziejem? Bandyta? Nikt.
    • Gość: Robi Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.04, 22:04
      Mnie też kilka lat temu świat się zawalił. Kochanek mojej żony jest w
      związku .Rozmawiałem z jego żoną .Początkowo była załamana tak jak Ty.Po kilku
      miesiacach ją spotkałem.Powiedziała że jest szczęśliwa . Z tym samym
      facetem ! Może Ty też jeszcze będziesz?Życzę Ci abyś mogła przebaczyć i
      zapomnieć.Ja przebaczyłem ,ale nie mogę zapomnieć.Niestety:(
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka