magic30
02.04.02, 14:22
Może to trywialne, ale bardzo nie lubię mojej teściowej. To okropna baba, która
kocha tylko swoje dzieci, a synowa czy zięć to dla niej nie rodzina, bo nie jej
krew. "Zdałam egzamin" na synową, gdy dopiero urodziłam dziecko potwierdzając,
że kobiety z ujemnym RH też mogą mieć "normalne" dzieci. Miałam do niej uraz i
traktowałam ją z bezpieczną rezerwą, bo na początku mojego małżeństwa bardzo
wiele przez nią wycierpiałam i odpowiedni dystans pozwalał mi na kontakty z nią
przy okazji rodzinnych świąt. Niedawno moja teściowa wyciągnęła rękę do
pojednania i wydawało się, że istnieje szansa na porozumienie. Niestety przy
okazji kilkugodzinnej świątecznej wizyty znowu stałam się obiektem jej agresji.
Nie broniłam się, bo opór z mojej strony spowodowałby jawny konflikt, którego
bardzo chcialby uniknąć mój mąż. Mam ochotę zerwać z nią wszystkie kontakty,
nawet telefoniczne, nie chcę do niej jeździć i nie chcę jej u mnie widzieć.
Jeżeli mój mąż będzie chciał się widzieć z matką, to niech sam do niej jedzie.
Wkrótce mam urodziny dziecka, na które zapraszam zawsze dziadków. Nie chcę jej
zaprosić, ale może sama zechce przyjechać do wnuka,a przecież nie strącę jej
wtedy ze schodów. Czy można jakoś uciąć kontakty z teściową, nie raniąc przy
tym zbytnio męża, który bardzo ją kocha i cześciej bierze stronę jej niż moją?
Dlaczego to zawsze ja mam sie zachowywać spokojnie i odpowiedzialnie, a ją może
roznosić furia?