Nie lubię mojej teściowej

02.04.02, 14:22
Może to trywialne, ale bardzo nie lubię mojej teściowej. To okropna baba, która
kocha tylko swoje dzieci, a synowa czy zięć to dla niej nie rodzina, bo nie jej
krew. "Zdałam egzamin" na synową, gdy dopiero urodziłam dziecko potwierdzając,
że kobiety z ujemnym RH też mogą mieć "normalne" dzieci. Miałam do niej uraz i
traktowałam ją z bezpieczną rezerwą, bo na początku mojego małżeństwa bardzo
wiele przez nią wycierpiałam i odpowiedni dystans pozwalał mi na kontakty z nią
przy okazji rodzinnych świąt. Niedawno moja teściowa wyciągnęła rękę do
pojednania i wydawało się, że istnieje szansa na porozumienie. Niestety przy
okazji kilkugodzinnej świątecznej wizyty znowu stałam się obiektem jej agresji.
Nie broniłam się, bo opór z mojej strony spowodowałby jawny konflikt, którego
bardzo chcialby uniknąć mój mąż. Mam ochotę zerwać z nią wszystkie kontakty,
nawet telefoniczne, nie chcę do niej jeździć i nie chcę jej u mnie widzieć.
Jeżeli mój mąż będzie chciał się widzieć z matką, to niech sam do niej jedzie.
Wkrótce mam urodziny dziecka, na które zapraszam zawsze dziadków. Nie chcę jej
zaprosić, ale może sama zechce przyjechać do wnuka,a przecież nie strącę jej
wtedy ze schodów. Czy można jakoś uciąć kontakty z teściową, nie raniąc przy
tym zbytnio męża, który bardzo ją kocha i cześciej bierze stronę jej niż moją?
Dlaczego to zawsze ja mam sie zachowywać spokojnie i odpowiedzialnie, a ją może
roznosić furia?
    • kathy Re: Nie lubię mojej teściowej 02.04.02, 14:39
      Ja też za moją nie przepadam. Chociaż nie jest okropna, czasem nawet ją
      rozumiem, jednak nie zmienia to postaci rzeczy - nie kocham jej. Jednak wiem,
      że powinna być obecna w życiu mojej rodziny. Bliskości żadnej nie ma, nie ma,
      na szczęście, konfliktów. Nic sobie nie robię z jej uwag, których ona teraz ma
      mniej, niż w ubiegłych latach. Ale kiedy byłam młodą żonką jej jedynego syna,
      bywało różnie.Po 10 latach małżeństwa uznała jednak, że zdałam egzamin i choć
      zapewne nie jestem taka, jak jej synowa-marzenie, przekonała się, że nie
      unieszczęśliwiłam jej jedynaka. Mam jednak jej za złe, że ważniejsze dla niej
      są dzieci jej siostrzenicy i siostrzeńca niż jej własne wnuki. W każdym razie
      na to wygląda, bo widuje je częściej. No cóż, własna wygoda jest dla niej
      ważniejsza. Nie chcę, byś odniosła wrażenie, że moja teściowa jest zła- bo nie
      jest, ale, że mi z nią nijako to niestety prawda. Na pocieszenie dodam, że
      teraz jest lepiej niż kiedyś- ona mniej się mnie czepia, a ja nie reaguję już
      tak emocjonalnie. No cóż, czas może wiele uleczyć.
    • anndelumester ja też ... 02.04.02, 14:40
      Nie jest jeszcze formalnie moją teściową... nie lubi mnie, trudno, nie ma
      takiego obowiązku (i vice versa). Nie chce żeby jej syn ukochany ozenił się (ze
      mną - pisałam o tym w którymś z tematów), jakiś czas temu oświadczyła mi że się
      na żonę nie nadaję - w przeciwieństwie do narzeczonej drugiego syna.... OK ma
      prawo tak twierdzić..jej problem...... przez ten cały czas trzymałam się na
      dystans i olewałam całą sytuacj, (mogę bo jestem bardzo samodzielna i raczej
      nie będe potrzebować jej pomocy ani teraz ani w przyszłości, ale ostatnio mój
      facet doprowadziłm mnie do szału mówiąc, że chyba (?????) drażnię jego mamę
      (było to akurat dzień po jego wizycie w domu). Czyli jest jeszcze lepiej niż
      myślałam...zaczyna mieszać aktywnie. Na razie nie mam niestety pomysłu co
      dalej, a mój chłop za moment będzie w klasycznym - jak z taniego wodewilu -
      szpagacie... pozdrawiam..
    • kini Re: Nie lubię mojej teściowej 02.04.02, 14:55
      A może jednak warto od czasu do czasu odpierać ataki, a nie cierpieć w milczeniu?
      W końcu nie jesteś byle kim, jesteś ŻONĄ. Masz swoją wartość i status.
      • Gość: Vera Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 10:41
        Ja na szczęście mam tak kochanego męża, że nie wiem co by się dziło to on
        zawsze stanie po mojej stronie. Jak na razie mieszkamy w domu jego rodziców, na
        szczęście dom jest duży i z osobnym wejściem, tak, że sobie nie wchodzimy w
        drogę. Mieszkamy tam już 2 lata i jeszcze ani razu nie doszło do nawet
        minimalnej kłótni i oby tak dalej. Napewno działamy sobie nawzajem na nerwy,
        ale to jest raczej nie szkodliwe. Najlepiej uważam nie mieszać się w cudze
        sprawy, ja tak robię i jednocześnie dałam jasno do zrozumienia by tak
        postępowali wobec nas.
        pozdrawiam

        Vera
    • Gość: grogreg Re: Nie lubię mojej teściowej IP: 212.160.165.* 02.04.02, 15:03
      Biedna stara kobieta, ktorej Ty ukradlas ukochane dziecko.
      Nabierz do staruszki troche sympatii . W koncu to ona wydala na swiat twoja
      polowice, nie?

    • Gość: mędrzec teściowe IP: 157.25.130.* 02.04.02, 16:40
      a nasz układ jest taki, że konflikty bierze na siebie dziecko, czyli ja zajmuję
      się moją mamą, żona swoimi rodzicami. Nie powiem moja mama jest niezbyt miła
      dla żony, ale to ja się z nią ożeniłem, nie mama i nic jej do naszego związku.
      Jako babcia jest super i mieszkają daleko, daleko.
    • Gość: Maruda Re: Nie lubie˛ mojej tes´ciowej IP: *.nyc.rr.com 02.04.02, 18:51
      Ja za moja tez nie przepadam , a najgorsze, ze nie moge mojemu mezowi o tym
      powiedziec - ot poprostu staram sie ja polubic, chociaz fakt, ze 'musze' wcale
      mi tego nie ulatwia...
      Ech, dziewczyny, przynajmniej nie mieszkacie ze swoimi tesciowymi - ja niestety
      tak...
    • Gość: Gulnara Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.dh.casema.net 02.04.02, 22:03
      wiesz co Magic - mysle, ze Twoim problemem jest nie tyle tesciowa, co Twoj maz.
      Powiedz sama - czy czulabys sie az tak zle, gdybys wiedziala, ze cokolwiek by
      sie nie stalo miedzy Toba a tesciowa - Ty mozesz zawsze liczyc na meza?
      Wiem to z wlasnego doswiadczenia, ze tesciowa mozna ustawic w odpowiednim
      miejscu w szeregu, ale poki Twoj maz nie stanie wyraznie po Twojej stronie - to
      nie licz, ze cos tu zwojujesz. Ja wprawdzie nie bylam obiektem otwartych
      atakow, ale moja tesciowa miala w zwyczaju uwazac, ze pieniadze jej syna sa jej
      pieniedzmi. A maz jej dawal na jej rozne zachcianki, bo ona taka biedna,
      sama... . Az pewnego pieknego dnia tak przegiela pale, ze powiedzialam sobie
      "dosc" i spokojnie i rzeczowo rozmowilam sie z mezem. Podkreslam ze SPOKOJNIE i
      RZECZOWO. POczynilismy ustalenia w temacie "prezenty dla mamusi" i staram sie
      je egzekwowac, ale bez zlosliwosci i przykrecania sruby (chciaz miedzy nami
      nalezaloby sie jej). Najwazniejsze jest to, ze akceptuje to moj maz i tesciowa
      o tym doskonale wie.
      Glowa do gory Magic - to da sie rozwiazac. Pozdrawiam Cie - Gulnara
      PS.A kiedys slyszalam, jak tlumaczyla swojej psiapsiolce "nie atakuj Zosi - bo
      widzisz Twoj Jas jest z nia szczesliwy - jak bedziesz ja atakowala to stracisz
      syna" :))) Czego i Tobie zycze :))))
    • Gość: Marta Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.abo.wanadoo.fr 03.04.02, 00:39
      A ja bardzo lubie swoja tesciowa, ktora traktuje mnie tak, jakbym byla jej
      trzecia corka. Kazdemu jej przyjazdowi towarzyszy zwykle mily rozgardiasz,
      dzieciaki ganiaja, ja nastawiam herbate, maz pomaga rozpakowac walizki.
      Tesciowa siada u nas w salonie i opowiada co tam u niej slychac. Przywozi
      zwykle ze soba jakies bezuzyteczne prezenty ( dziewiata hawtowana serwetke pod
      szklanke, o jeden numer za male kapcie, ozdobny talerz z namalowanym
      labedziem :) Ech, co tam, liczy sie pamiec, no nie? :)
      Moja tesciowa nigdy , przenigdy nie miesza sie w wychowanie naszych dzieci,
      nigdy tez nie krytykuje mnie, jesli jej zdaniem cos robie zle, raczej mowi: a
      moze moglabys sprobowac zrobic tak...
      Moja tesciowa jest bardzo zadbana starsza kobieta, mozna z nia rozmawiac na
      tematy dotyczace mody i urody. Mozna sie jej zwierzac, bo potrafi utrzymywac
      sekrety. No i mozna jej podrzucac dzieci na weekendy, bo je po prostu
      uwielbia :))
      Skarb.
      Ja bardzo lubie swoja tesciowa i staram sie, zeby ona nas lubila. A jak do tej
      pory wszystko wskazuje na to, ze tak jest.


    • Gość: Justyna Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.02, 03:38
      Żyję od 12 lat z teściową.
      Mój mąż, kiedy mu gotuję tradycyjne i eleganckie obiady, mówi o plackach
      ziemniacznych i mortadeli na kanapkach mamusi.
      Kiedy rozliczamy wydatki - to czynsz, prąd i kieszonkowe mamy jest uwzględnione
      co miesiąc w naszym budżecie.
      Kiedy zjawia się sama teściowa - jej rady, co wychowania i diety dzieci są
      święte.Mój mąż zgadza się z nią.
      Jak ośmielam się zgłaszać sprzeciw - to moja wina, bo wykazuję niepotrzebną
      agresję. Ja jestem zawsze ta zła.

      Nie lubię mojej teściowej. Nieprzerwanie przez wiele godzin mówi o swoich
      chorobach, aż szumi w uszach. Jest tak nieszczęśliwa i schorowana, że powinna
      już dawno umrzeć. Ta żywotna, silna kobieta najprawdopodobniej przeżyje nas
      wszystkich.
      • Gość: paulka2 Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.tc.ph.cox.net 03.04.02, 04:43
        Ja moja kocham.I vice- versa ( I hope so ).Jest przyjacielska, madra , kochana
        i zakochana we wnukach.Kiedy ja odwiedzamy ,zawsze jest pyszna (moja ulubiona)
        kawka na stole, super ciasto , mila atmosfera w Jej malym, 36 m. mieszkaniu.Jak
        my sie tam miescimy ? ! Ja bym z moja tesciowa nawet w dziupli zamieszkala.Ale
        wiem, ze to skarb i unikat.Tym bardziej Ja cenie.
    • Gość: Kama Re: NIE MUSISZ LUBIC, SZANUJ JA TYLKO IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.04.02, 05:16
      No furia to nie powinna miec tu miejsca z zadnej strony. Trudno powiedziec czy
      tesciowa jest rzeczywiscie zla kobieta, czy tez ty ja tak przedstawiasz. Chec
      jednak zerwania z nia wszelkich kontaktow i nie zapraszanie jej swiadczylyby ze
      twoj stosunek do niej nie jest dobry. Gdybys miala takiego brata jak moj to
      udalby ci sie twoj zamiar skasowania tesciowej . Biedak tylko kiwa glowa i
      leczy te wrzody zoladka. A tak zupelnie serio, jesli twoj maz ma czynnik krwi
      Rh + , to musisz bardzo uwazac przy nastepnych dzieciach( rozumiem ze ty masz
      Rh-). Poradz sie najlepiej lekarza.Pozdrawiam
      • Gość: gigi Re: NIE MUSISZ LUBIC, SZANUJ JA TYLKO IP: *.lapy.sdi.tpnet.pl 03.04.02, 07:22
        a ja swoja tesciową lubię, mieszkamy pod jednym dachem już pare lat i jeszcze
        poważnie nie było kłótni, może jakieś drobne sprzeczki które od razu poszły w
        niepamięć, a co ważniejsze często bierzemy wspólny front "przeciw" jej
        synkowi,czyli mojemu kochanemu mężulkowi. a ostatnio na imieniny dostałam od
        niej śliczne, naprawdę gustowne kolczyki. pozdrawiam, i życzę tylko takich
        teściowych.
    • kitek1 OBOWIAZKOWA DEKAPITACJA TESCIOWYCH 03.04.02, 07:33
      rozwiaze, chyba w koncu ten problem:)
      • Gość: Kama Re: OBOWIAZKOWA DEKAPITACJA TESCIOWYCH IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.04.02, 19:24
        Czy to rowniez dotyczy twojej mamy?????
        • kitek1 Re: OBOWIAZKOWA DEKAPITACJA TESCIOWYCH 05.04.02, 04:42
          mojej mam juz nie ma,
          ale wam, moze cos to da do myslenia,
          dlaczego, tak okrutnie wredne potraficie byc,
          • mario2 Re: OBOWIAZKOWA DEKAPITACJA TESCIOWYCH 05.04.02, 10:17
            Kitek,
            to gen wrednosci, ktory jest u kazdej baby gleboko zakorzeniony.
            U facetow zreszta tez. Ja mialem szczescie bo bylem wiekszy od tescia :o))
    • rae Re: Nie lubię mojej teściowej 03.04.02, 08:57
      instytucja teściowej została wymyślona, by po ślubie nie było zbyt słodko. w
      żadnym wypadku osoba ta nie służy do tego, żeby ją lubić. byłoby to wbrew
      porządkowi rzeczy.
      to z moich przemyśleń & doświadczeń na w/w temat...
    • Gość: magic30 Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.abb.pl 03.04.02, 15:49
      Dziękuję za wszystkie posty. Nie bardzo mam z kim na ten temat pogadać, a
      musiałam to z siebie wyrzucić... Na początku naszego małżeństwa postanowiłam
      odrzucić wszystkie obiegowe opinie o teściowych i wyjść z założenia, że skoro
      kocham swojego męża, to tą miłością w większym lub mniejszym stopniu "objąć"
      też jego rodzinę. Zachowywałam się równie serdecznie wobec teściów jak wobec
      własnych rodziców.Od razu zaczęłam też mówić do nich "mamo", "tato" . Ujęło to
      mojego teścia i bardzo się polubiliśmy od pierwszego spotkania. Ale moja
      teściowa zarzucała mi później, że byłam "zbyt szczera, spontaniczna i
      rozświergotana" np. na pytanie czy kocham jej syna, odpowiedziałam szczerze
      (zbyt szczerze:-(,że na początku go nie kochałam ,ale miłość przyszła później i
      teraz bardzo go kocham i jest mi najbliższy na świecie. Muszę tu zaznaczyć, że
      nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, chociaż jest jej pełno w filamch i
      książkach. Chodziliśmy z sobą przez pięć lat i z osoby niezdolnej do żadnych
      uczuć (po stracie kogoś bardzo bliskiego i próbach samobójczych) powoli
      zaczynałam znowu wierzyć w ludzi, Boga, miłość. Ale moja teściowa stwierdziła,
      że ja nie kocham jej syna, skoro nie kochałam go od samego początku...Ale to
      tylko przykład, których mogłabym przytaczać zbyt wiele...Teraz już wiem, że z
      teściową nie należy być ani zbyt szczerym, ani zbyt uczynnym, ani zbyt dobrym.
      Ale ta nauka była bardzo bolesna...Nadal jest...Kocham swojego męża i wiem, że
      kłócąc się z jego matką (jaka by nie była) ranię też jego... Jeśli chodzi o
      rodziców - jesteśmy bezbronni- a na wszelkie zarzuty i tak jest tylko jedna
      odpowiedź- "ale to mimo wszystko moja matka". Lepsze kontakty z rezerwą niż
      otwarta wojna... Zresztą mój mąż chyba boi się otwartej wojny i konieczności
      wyboru miedzy żoną a matką. Zresztą nie chcę żeby musiał wybierać i nie chcę mu
      zabierać matki, bo z miłością jest tak, że im się jej więcej daje, tym więcej
      jej do nas przychodzi... tylko dlaczego ona tego nie rozumie...Przecież nie
      jestem jej konkurentką i ona zawsze będzie mieć w sercu własnego syna, ale
      skoro jesteśmy już tyle lat małżeństwem i chociaż nie jestem jej wymarzoną
      synową (powiedziała mi to), to czego ona ode mnie chce. Nie jesteśmy od niej w
      żaden sposób zależni, wręcz przeciwnie staramy się jej pomagać przy każdej
      okazji i potrzebie, więc skąd tyle w niej jadu, niechęci...Nie chcę zrywać jej
      więzi z synem, ale nie chcę więcej przez nią płakać i czuć się ciągle
      gorsza...Nie musi mnie kochac ani lubieć, ja też już mam dość ciągłego
      wyciągania do niej ręki ... Czasem chciałabym przestać ją widywać, słyszeć...
      • Gość: Kama Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.04.02, 19:23
        Oj dziewczyno ty przezywasz jakis powazny kryzys. Mysle, ze chcialabym miec cie
        za bratowa. Ludzie sa rozni, widzisz moja mama na przyklad to fajna babka i
        moge sie zalozyc ze chcialabys ja na swoja tesciowa. Z kolei jednak moja
        bratowa to potwor w ludzkiej skorze, wierz mi. Ona izoluje brata i dzieci nie
        dlatego ze ja ktos zle traktuje ale aby miec kontrole i wylacznosc nad nimi.
        Nie sadze jednak abys ty taka byla. Co ja to moze obchodzic ze z twoim mezem to
        nie byla milosc od pierwszego wejrzenia. Trzymaj sie dziewczyno i postaraj sie
        podejsc mniej emocjonalnie do tematu.Pozdrawiam
    • magic30 Re: Nie lubię mojej teściowej 04.04.02, 10:05
      Dzięki Kama,
      Trochę mi już emocje opadły i stwierdzam, że temat teściowa-synowa to "temat-
      rzeka" i nie wyczerpie się go tu na forum ani w realu. Moja mama przeżyła (i
      nadal żyje) blisko 40 lat z teściową pod jednym dachem i moja babcia twierdzi,
      że moja mama jest dla niej lepsza niż własna córka...A też nie zawsze bywało
      różowo...Cóż, z teściowymi to tak jak w totku, raz się trafi lepiej, raz
      gorzej...ja trafiłam niestety gorzej i nic już na to nie poradzę...Moja
      teściowa to naprawdę nieszczęśliwy człowiek, który chyba zatracił "organiczną"
      cechę każdego żywego stworzenia cieszenia się życiem. Nie mówię o pernamentnej
      euforii, ale o prostej refleksji ,że "tu i teraz" w tej chwili, życie jest
      piękne... Sama jestem matką i kiedyś prawdopodobnie będę teściową i mam
      nadzieję, że nie będę się złościć i zazdroscić, gdy moje dziecko będzie
      szczęśliwe i chociaż nie będę musiała sie zgadzać z jego wyborami, to na pewno
      je uszanuję, bo mam zaufanie do siebie i swojego dziecka oraz do tego, jak
      staram się je wychowywać: na dobrego i mądrego człowieka...Pozdrawiam
      wszystkich, tych z dobrymi i mniej dobrymi teściowymi...
      • an.ia Re: Nie lubię mojej teściowej 04.04.02, 12:17
        Wiesz Kamo, jak pisałaś o swojej bratowej - że izoluje męża i dzieci od ciebie
        i mamy, to tak pomyślałam sobie że to jest podobne do mojego przypadku w
        kontakatach synowa - teściowa. Na temat mojej teściowej już nie mam siły pisać,
        straciłam przez nia dużo nerwów, łez i trochę zdrowia. W moim przyp. jest tak,
        że to moja teściowa to potwór w ludzkiej skórze (przynajmniej z mojego punktu
        widzenia). Przez jakiś czas mieszkaliśmy z teściami - i już wtedy była wobec
        mnie tak złośliwa, że mało nie wykończyła mnie psychicznie - teśc o.k., mąż -
        super , ale ona - koszmar -( na dokładkę wszelkie podłości wobec mnie, docinki,
        zjadliwe uwagi niby nie do mnie ale tak żebym odczuła że to do mnie i żeby
        zabolało) czyniła zwykle jak nie było w domu mojego męża i teścia - potem się
        wypierała, że ona nic takiego, absolutnie, że ja jestem przewrażliwiona i.t.d. -
        a i jeszcze że jestem niewdzięczna.
        Opróćz tego przekręcała celowo moje słowa, obgadywała mnie do teścia, buntowała
        mojego męża przeciwko mnie.
        Wyprowadziliśmy sie od nich najszybciej jak to było możliwe i wtedy moja
        teściowa rozpoczęła zarządzanie moim małżeństwem na odległość- codzienne
        wizyty, wielokrotne w ciągu dnia telefony z "kontrolą" albo z pytaniami: czy
        zdążyłam wyszykować jej synka do pracy, z czym mu zrobiłam kanapki, czy zdążył
        na autobus itp. A podczas codziennych wizyt np. grzebanie w koszu na brudną
        bieliznę, przestawianie wszystkich produktów w lodówce, bo ja to niby
        niepraktycznie poukładałam i powinnam mieć tak jak u niej w lodówce...Miałam
        już jej dość, serdecznie dość, u siebie w domu czułam się jak w bigbraderze
        albo jak podczas kontroli sanepidu, na dźwięk telefonu dostawałam palpiracji
        serca. Podjęłam decyzję: odizolować ją od nas. Nie wiem jak mi się to udało,
        ale się udało:)) i teraz jesteśmy oboje (podkreślam oboje) najszczęśliwsi. Na
        początku było ciężko, ona puka do drzwi - my udajemy że nas nie ma, wydzwania o
        każdej porze dnia i nocy - my nie odbieramy. Kontaktowaliśmy się z nimi, ale
        postanowqiłam że nie będę żyła z kimś kto wpędził mnie w nerwicę i twardo nie
        pozwalałam na nieumówione wizyty, wtrącanie się w moje sprawy, spowiadanie się
        z każdej minuty dnia i tłumaczenie ze wszystkiego. Telefonu nie odbieraliśmy
        miesiącami. Ona wpadła na genialny pomysł napastowania mojego męża w pracy -
        tam nie mógł nie odbierać telefonu - ale jak parę razy powiedział mamusi że nie
        ma czasu rozmawiać w pracy o takich rzeczach (czyli pierdołach) to się
        obraziła. Pomału zrozumiała, że nie jesteśmy dwójką małych dzieci, które
        pozwolą sobą rządzić i pomiatać i przystopowała.
        Ja i mój mąż jesteśmy teraz szczęśliwi - uratowaliśmy nasze małżeństwo - no i
        odizolowaliśmy mamusię - żyjemy sami naszym życiem, sami decydujemy o sobie,
        nie jesteśmy kontrolowani, a ja przy okazji niszczona psychicznie. Sk0ończyły
        sie docinki, wtrącanie, i wszystko co złe. Sytuacja z teściami też się
        unormowała - widujemy się średnio 2 razy w miesiącu + plus kila telefonów w
        miesiącu, i ja zdaję sobie sprawę że jest to absolutne maksimum na jakie mogę
        pozwolić teściowej żeby nie rozpoczęła swojej akcji niszczenia i kontrolowania
        od początku. Tylko zastanawiam się czy dla niej ja nie jestem tym potworem bez
        serca, który izoluje od niej syna?
      • mirelka2 Re: Nie lubię mojej teściowej 12.04.02, 17:49
        J mialam tesciowa przez osiem lat.... Na szczescie mieszkalysmy 2000 km od
        siebie, niemniej potrafila i na odleglosc zatruwac mi zycie, poza tym trzeba
        bylo od czasu do czasu sie spotykac . Nikomu nie zycze takich ukladow z
        tesciowa, jakie mialam ja, zapewniam, ze matka meza moze zniszczyc malzenstwo,
        u nas na szczescie do tego nie doszlo, ale przypuszczam ze wylacznie dzieki tej
        odleglosci. No coz, tesciowa zmarla pol roku temu, nie wiem dlaczego , miesiac
        temu zmarla tez moja mama, ktorej niegdy nie bede umiala odzalowac.... Czy cos
        sie zmienilo po smierci tesciowej? co czuje? Juz nic, ale wtedy, gdy zmarla,
        bylo mi bardzo zal, nawet samam sobie sie dziwilam ze nie czuje zadnej,
        absolutnie zadnej ulgi a jedynie zal, ze nie udalo nam sie nigdy dogadac. Nie
        wiem jak to zrobc zeby stosunki z tesciowa byly poprawne, wydaje mi sie ze
        problem nie lezy w nas zonach, lecz w zranionych aspiracjach matek facetow,
        ktore nie potrafia dostrzec, ze ich maly syneczek nie jest juz maly, ze musi
        wyjsc z domu i zyc po swojemu, wlasciwie jestem przekonana ze tak wlasnie jest.
        Na szczescie mam same corki wiec nie bede tesciowa zadnej kobiety, pozdrawaim
        serdecznie wszystkie dziewczyny, ktore nie potrafia porozumiec sie z tesciowa.
        Ja mam to juz za soba i dzisiaj juz nawet mila jest ta mysl, to jak o jeden
        problem w zyciu mniej, ale szkoda, ze tylko smierc mogla zalatwic ta sprawe.
    • spacja Re: Nie lubię mojej teściowej 04.04.02, 14:01
      U mnie jest tak: nie tylko nie lubie swojej tesciowej, ale tez czuje do niej
      ogromna niechec i mam do niej mnostwo powaznych zali. Na szczescie mieszka
      dosyc daleko i rzadko sie widujemy. A gdy dojdzie juz do spotkania, to zaciskam
      zeby, maska na twarz i ukradkowe spojrzenia na zegarek.
      Za pare dni chrzciny mojego synka, tescie oczywiscie przyjada, a ja dzis
      zamawialam tort. I baaardzo mnie korcilo, zeby szepnac cukiernikowi: "I prosze
      dorzucic do kremu pare truskaweczek, moja tesciowa jest baaardzo na nie
      uczulona". A tak serio: powinnas chyba powaznie pogadac z mezem. Z kazda
      tesciowa da sie wytrzymac, jesli tylko ma sie wsparcie swojej drugiej polowy.
      Zrywanie kontaktow to ostatecznosc, to w koncu matka Twojego meza i babcia
      waszych dzieci.
    • magic30 Re: Nie lubię mojej teściowej 04.04.02, 16:27
      An.ia współczuję Ci teściowej. Moja nie jest aż tak straszna, ale jest
      naprawdę "jedyna w swoim rodzaju"...Może Twój sposób na teściową byłby niezły,
      ale wymagałby konsekwencji ze strony również mojego męża, ale tego nie chcę
      zerwania przez niego kontaktu z matką...Muszę tylko "odpocząć" od jej
      przycinków, złośliwości, zawiści i agresji. Zresztą uzgodniłam to z moim mężem
      droga Spacjo, że nie będę się w żaden sposób kontaktować z teściową przez co
      najmniej 3 miesiące, bo doszłoby niechybnie do jawnej wojny, w której wszyscy
      mogą być tylko przegrani, a przecież nie o to chodzi...Mój mąż będzie odbierać
      telefony od niej i do niej jeździć, jeśli chce, może brać z sobą dziecko, które
      ją na marginesie denerwuje, bo jest jeszcze małe i ciągle coś rozlewa, brudzi
      itp.ale ja nie chcę mieć z nią kontaktu...skoro tak ją denerwuję (tak twierdzi
      i vice versa) to po co się wzajemnie męczyć...przynajmniej przez jakiś czas.
      Bardzo Wam wszystkim dziękuję, bo chyba zaczynam wychodzić z tego doła, którego
      miałam jeszcze parę dni temu i zaczynam to sobie jakoś układać...pozdrawiam...
      • Gość: Kama Re: A JA WAS LUBIE. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.04.02, 16:53
        Dzieki dziewczyny za listy. Tak jak juz pisalam ludzie sa rozni i to widac z
        waszych listow. Nie wyobrazam sobie , zeby moja mama komus zagladala do
        lodowki, albo zeby sie wtracala do malzenstwa jak maja zyc i gospodarowac w
        swoim domu. To chyba zwykly brak kultury.Bardzo madre te wasze uwagi na temat
        wzajemnych relacji. Spacja masz racje to matka meza i babcia waszych dzieci.
        Jesli tylko mozna to trzeba robic wszystko aby te kontakty byly i w miare mile
        dla wszystkich. An.ia twoja tesciowa przekraczala dopuszczalne normy dobrego
        wychowania traktujac was gorzej niz male dzieci. Dobrze sie stalo, ze wasze
        kontakty nabraly teraz bardziej zdrowego charakteru. Mysle, ze glownym
        problemem jest zawsze brak poszanowania drugiej strony. Ludzie nie wszyscy
        musza sie lubic , ale jesli tylko szanuja swoja odrebnosc i staraja sie wyjsc w
        pol drogi to wszystko powinno wygladac w miare dobrze. Po przeczytaniu waszych
        listow dochodze do wniosku ,ze wszystkie was chcialabym miec za swoje bratowe i
        ciebie Magic i ciebie Spasjo i ciebie An.iu. Jest w was duzo dobrej woli do
        pojednania i poprawy wzajemnych stosunkow. Pozdrawiam serdecznie was wszystkie.
        Kama.
    • Gość: Martyna Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.proxy.aol.com 05.04.02, 03:40
      magic30 napisał(a):

      > Może to trywialne, ale bardzo nie lubię mojej teściowej. To okropna baba, która
      >
      > kocha tylko swoje dzieci, a synowa czy zięć to dla niej nie rodzina, bo nie jej
      >
      > krew. "Zdałam egzamin" na synową, gdy dopiero urodziłam dziecko potwierdzając,
      > że kobiety z ujemnym RH też mogą mieć "normalne" dzieci. Miałam do niej uraz i
      > traktowałam ją z bezpieczną rezerwą, bo na początku mojego małżeństwa bardzo
      > wiele przez nią wycierpiałam i odpowiedni dystans pozwalał mi na kontakty z nią
      >
      > przy okazji rodzinnych świąt. Niedawno moja teściowa wyciągnęła rękę do
      > pojednania i wydawało się, że istnieje szansa na porozumienie. Niestety przy
      > okazji kilkugodzinnej świątecznej wizyty znowu stałam się obiektem jej agresji.
      >
      > Nie broniłam się, bo opór z mojej strony spowodowałby jawny konflikt, którego
      > bardzo chcialby uniknąć mój mąż. Mam ochotę zerwać z nią wszystkie kontakty,
      > nawet telefoniczne, nie chcę do niej jeździć i nie chcę jej u mnie widzieć.
      > Jeżeli mój mąż będzie chciał się widzieć z matką, to niech sam do niej jedzie.
      > Wkrótce mam urodziny dziecka, na które zapraszam zawsze dziadków. Nie chcę jej
      > zaprosić, ale może sama zechce przyjechać do wnuka,a przecież nie strącę jej
      > wtedy ze schodów. Czy można jakoś uciąć kontakty z teściową, nie raniąc przy
      > tym zbytnio męża, który bardzo ją kocha i cześciej bierze stronę jej niż moją?
      > Dlaczego to zawsze ja mam sie zachowywać spokojnie i odpowiedzialnie, a ją może
      >
      > roznosić furia?+

      Co to znaczy , ze moze ja roznosic furia? Czy urzadza Ci dzikie , wrzaskliwe
      awantury czy przejawia sie to w inny sposob?
      Przepraszam moze bedzie to ostre ale czy ty sama nie robisz z siebie ofiary
      pozwalajac jej zahowywac sie w ten sposob , ze to tolerujesz?
      Wiem jak trudna jest relacja miedzy tesciowa a synowa bo sama mam tesciowa , za
      ktora zreszta nie przepadam.

      • an.ia Re: Nie lubię mojej teściowej 05.04.02, 09:42
        Magic - myślę, ze to bardzo dobry pomysł z tym 3-miesięcznym odpoczynkiem od
        teściowej - wypoczniesz psychicznie, odetchniesz, uodpornisz sie na przyszłość,
        a może i ona zrozumie, że dla Ciebie nie jest przyjemnością mieć z nią
        kontakty, które doprowadzają cię do takiego stanu. Wiesz co Magic, pamiętam,
        na początku, zaraz po wyprowadce od teściowej też miałam ochotę nie widywać jej
        w ogóle - może to jakaś reakcja obronna organizmu jest czy co? Teraz jest juz
        lepiej, i od czasu do czasu jakoś ją trawię, zresztą i ona jest już trochę
        lepsza dla mnie (w sensie - nie czyni żadnych podłości).Celowo tak dokładnie
        pisałam o sobie (i super że dużo więcej dziewczyn wypowiedziało się na ten
        temat) żebyś poczuła, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma i takich wariatek jak
        nasze teściowe jest mnóstwo - u każdego w rodzinie trochę inaczej to wygląda -
        a i mnie wypowiedzenie się na forum pomaga, bo nie ma to jak wywalić z siebie
        żale.Ten mój, jak napisałaś, sposób na teściową podziałał - nastąpiła b. duza
        poprawa.
        Spacjo - ale ja działałam razem z mężem - on też był już wykończony, w końcu to
        dorosły, poważny facet, a też był traktowany jak gówniarz. Oboje chcieliśmy
        jakoś uspokoić jego mamę, a to było jedyne rozwiązanie - odizolowanie jej od
        nas i pokazanie, że jesteśmy dorośli, stanowimy nową rodzinę, że nie przybyło
        jej do rodziny jeszcze jedno dziecko ( i to wyraźnie niechciane przez nią).No i
        my nie działaliśmy z założeniem całkowitego zerwania kontaktów raz na zawsze -
        ale musieliśmy zrobić "coś" bo gdybyśmy pozwolili jej tak robić cały czas, to
        ja (w tym stanie psychicznym w jakim wtedy byłam) byłam gotowa na odejście od
        męża (który jest cudowny, przekochany i w ogóle nie mam mu nic do zarzucenia),
        byleby tylko już jej nie widzieć. Także przypuszczam,ze gdyby nie ta ostra
        akcja to teraz byłabym młodą rozwódką wciąż kochającą swojego męża - a swoją
        drogą, że taka teściowa jest w stanie swoim postępowaniem rozbić taki mocny
        związek...
        No i jeszcze jedno - my nie mamy jeszcze dzieci - wówczas miałabym pewnie
        większe wyrzuty sumienia przy izolowaniu się od teściów (choć teściowa dzieci
        nienawidzi). A dziecka nie mamy na razie i to przez nią - przez ten czas kiedy
        z nimi mieszkaliśmy (już wcześniej pisałam że to była koniecznośc) nie
        pracowaliśmy obydwoje - no i moja teściowa uważała, że skoro ja nie daję
        pieniędzy na swoje utrzymanie to nie mam prawa jeśc - i było np. chowanie
        jedzenia przede mną i tej podobne akcje. Później nawet jak już nie chowała to i
        tak nie jadłam u niej bo by mi przez gardło nie przeszło - więc jadałam tylko
        jak odwiedzałam moich rodziców (na szczęście miałam b. blisko). No więc szybki
        spadek wagi, brak witamin, plus duży stres non stop no i doszło do zatrzymania
        miesiączki na pól roku (prawdopodobnie ne tle nerwowym, nie z niedojadania),
        potem długoie leczenie hormonalne, no ale teraz jest o.k. i mogę pomału zacząć
        myśleć o dzidziusiu :))
        A teraz kiedy jest mi w życiu tak dobrze i wszystko układa się jak w bajce,
        zastanawiam sie jak ja ten koszmar przetrwałam, i jeszcze jedna myśl mi po
        głowie kołacze, że nic gorszego od tego półrocznego psychiczenego znęcania się
        teściowej nade mną juz mnie nie może spotkać :)
        Kama, ja też bym Ciebie chciała za bratową - buźka :)
        Pozdrawiam Was wszystkie :))
        • Gość: królik Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.04.02, 10:39
          moja teściowa też jest z piekła rodem, nikt nigdy mnie tak nie obraził i nie
          doprowadził do stanu nienawiści, gdyby nie to że jest matką mojego męża
          powiedziałabym, co o niej myślę i nasza znajomośc skończyłaby się, na sama
          myśl, że będzie ona babcią mojego dziecka robi mi się niedobrze i jeszcze
          trzeba mówić do niej mamo!!
          • Gość: bea Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.02, 21:28
            Ja też ukradłam ukochanego synka.Na szczęście ukradłam go dokumentnie i mogę
            być ponad.To ona jest na drugim miejscu.Niestety , nigdy się z tym nie pogodzi.
            Nawet mi jej żal.Mamy z nią stały kontakt , zero awantur(ona by chciała), może
            na nas liczyć.I tak jest rozżalona , bo on jest ze mną , a nie z nią.Tylko jego
            powrót dałby jej szczęście.Przecież nikt nie odbiera jej pozycji matki ,
            dlaczego chce być jedyną kobietą w jego życiu?
    • magic30 Re: Teściowa to nie problem... 09.04.02, 13:43
      Mój problem z teściową to w zasadzie mój problem z mężem, który niezbyt trzyma
      moją stronę tak ogólnie... Niestety miałaś rację Gulnaro... Dzięki, Kamo,
      Spacjo i An.iu, też chciałabym mieć Was za bratowe, ale mój brat ma jeszcze
      mleko pod nosem...chyba, że macie jakieś bardzo młode i nastoletnie wcielenia?
      Od teściowej trochę odpocznę przez te trzy miesiące i nie będzie tak źle, gdy
      ją znowu zobaczę...Ale sypie mi się małżeństwo... i nie wiem co
      robić...zwłaszcza, że jest dziecko...gdyby nie to...chyba bym coś sobie
      zrobiła...Naprawdę nie chce mi się żyć, gdy wali się cały mój świat...Chyba
      skończę ten wątek, bo problem z teściową to pestka...w porówaniu z tym, co mam
      teraz...Niemniej dziękuję forumowiczom za wsparcie i wypowiedzi...
      • kathy Re: Teściowa to nie problem... 09.04.02, 14:25
        Magic, bardzo mi przykro. Nie wiem, jakiego rodzaju masz problemy, ale uwierz-
        większość można rozwiązać. Ja też miałam w przeszłości pewne problemy- nigdy
        bym nie uwierzyła, że trudności dnia codziennego mogą wpłynąć na harmonię w
        małżeństwie-ale tak było, na szczęście minęło, choć nie obyło się bez wysiłku.
        Sprawa się jednak komplikuje, gdy nie spróbujesz rozwiązać problemu, bo wtedy
        niestety narasta. Trzymaj się.
        • magic30 Re: Teściowa to nie problem... 09.04.02, 15:20
          Dzięki Kathy,
          Problem w tym, że już nie jestem tą radosną, spontaniczną i zakochaną
          dziewczyną sprzed lat... i jest mi z tym bardzo źle...I nie chcę sprowadzać
          małżeństwa do instytucji, ale ciągle staram się dbać o jakość tego bycia RAZEM.
          Bycia razem z wyboru potwierdzanego każdego dnia przez wzajemną troskę,
          fascynację, radość z bycia razem... marzenia... Ciężko dbać o uczucia w tym
          ogłupiałym, zagonionym i zwariowanym świecie, ale jeśli nie warto dbać o nie,
          to nie warto dbać o nic... Bo nie potrafię zasnąć, gdy z kochaną osobą dzieli
          mnie chociażby drobna sprzeczka, a nie ogromny mur...póki nie wyjaśnię
          wszystkich nieporozumień. A mój mąż zasypia i jeszcze chrapie...nie chce
          rozmawiać, bo zawsze pora jest nieodpowiednia albo jest zbyt zmęczony, albo nie
          ma nastroju, albo jest zbyt późno lub po prostu woli włączyć telewizor...Bo
          moja "połówka pomarańczy" nie widzi we mnie kobiety tylko maszynę do...Bo
          nieważna jest dla niego ta szczególna więź, która nas połączyła i jej
          utrzymanie, tylko równo położone kafelki...Bo mam dość "zmuszania" go do
          rozmowy o nas...pytania "jak się czuje w naszym związku", "co należałoby
          zmienić, żeby było lepiej"... mam dość "ratowania" naszego
          małżeństwa..."żebrania" o rozmowę, dobre słowo...jestem jeszcze młoda, a w
          środku tak zgorzkniała...bo mojej miłości już brakuje na nas
          dwoje...Odeszłabym...jestem w stanie utrzymać siebie i dziecko bez
          alimentów...ale wbrew wszystkiemu wciąż go kocham...i to bardzo boli... tak
          boli...
          • Gość: d Re: Teściowa to nie problem... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 09.04.02, 15:53
            Zastanów się czy kochasz jego czy może... wyobrażenie o nim, lub to jaki był
            kiedyś, jaki chciałabyś żeby był. Musisz twardo spojrzeć na sprawę. Masz prawo
            być szanowana, nikt nie może wymagać więcej od Ciebie niż sam od siebie - to
            jest podstawowa zasada. Spróbuj dbać o swojego męża na tyle, na ile on o Ciebie
            dba (chodzi tu nawet o zwykłe domowe obowiązki), może wtedy sam zauważy że coś
            jest nie tak, może da mu to do myślenia. Powodzenia
            • magic30 Re: Jedna jaskółka wiosny... 11.04.02, 10:43
              Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale wczoraj bez powodu dostałam od męża
              kwiatek... Może to głupie, ale się cieszę, bo może jest jeszcze jakaś nadzieja
              na porozumienienie...Dzięki "D". Zrobiłam dokładnie tak, jak
              radziłeś(-aś)...dawać tyle, ile się otrzymuje...i może stąd ta zmiana... w
              każdym razie dzięki za radę...
              • Gość: Jasiek Re: Jedna jaskółka wiosny... IP: *.abo.wanadoo.fr 11.04.02, 15:42
                magic30 napisał(a):

                > Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale wczoraj bez powodu dostałam od męża
                > kwiatek... Może to głupie, ale się cieszę, bo może jest jeszcze jakaś nadzieja
                > na porozumienienie...Dzięki "D". Zrobiłam dokładnie tak, jak
                > radziłeś(-aś)...dawać tyle, ile się otrzymuje...i może stąd ta zmiana... w
                > każdym razie dzięki za radę...

                Witaj Magic!
                Pozwol, ze jako niespecjalista w dziedzinie zabiore glos.
                Otoz wiemy wszyscy, ze choc jestesmy ludzmi, znacznie sie roznimy.
                Dwie siostry blizniaczki potrafia miec mozgi uksztaltowane totalnie odmiennie.
                Co dopiero mezczyzna i kobieta? Tomy o tym napisano...
                Niemniej jednak zwiazek TRZEBA budowac. Innego wyjscia nie ma.
                I Twoj maz musi to zrozumiec.
                Wyglada na to, ze nie rozumie nawet, iz ma problem w relacji z mama...
                To jak ma w ogole cokolwiek probowac budowac z TOBA?
                Pewnie mu sie wydaje, ze powinnas tak samo tanczyc wokol niego i zachwycac
                sie kazdym przejawem jego bycia... A Ty stale czegos wymagasz...
                Jesli nie odpowiadaja mu rozmowy, to moze warto do niego napisac?
                A moze po prostu pokazac mu ten watek?
                W kazdym razie jakos trzeba mu uswiadomic, musi do niego dotrzec, ze
                sytuacja jest niebezpieczna!
                Przeciez jasno z tego watku wynika, ze nie tylko Twoj maz ma takie
                problemy z komunikacja.
                Byl w GW niedawno sensowny artykul o maminsynkach... MOze mu go warto
                podrzucic (byla/jest nawet dyskusja na ten temat na forum Wysokie Obcasy)?
                Zawsze mozesz go zostawic, pewnie.
                Tylko przeciez NIE O TO CHODZI!
                Ani Tobie, ani jemu, a juz na pewno nie waszemu dziecku...
                MOze tylko tesciowej...
                Pozwolisz jej wygrac?
                Jesli go zostawisz - on pojdzie na dno. NIe bedzie mial szansy sie od niej
                uwolnic. Bedzie skonczony - jako Twoj maz, ale i jako czlowiek.
                Walczysz wiec nie tylko o Wasze malzenstwo...
                Walczysz o szczescie i prawdziwa realizacje zycia wlasnego, Twojego
                meza, WASZEGO MALENSTWA oraz waszych wnukow itd.
                Bo Wasze skrzywdzone dziecko byc moze nie sprosta
                potem wyzwaniom jego zycia...
                Dlatego MUSISZ WALCZYC!
                Bardzo Ci wszyscy - mozesz byc pewna - zyczymy
                ZWYCIESTWA!
                • Gość: Mona Re: Synowa- wybawiciel, matka-kat IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.04.02, 19:54
                  Jasiek czy ty nie przesadzasz. To wyglada na to ,ze ta tesciowa to kat i syna
                  tylko maltretuje , a zona to jak wybawicielka, prawie Chrystus we wlasnej
                  osobie.Az dziw bierze, ze ten facet mial szanse przezyc przy matce. Mysle, ze
                  te synowe nie oceniaja sie az tak negatywnie same jako matki wlasnych dzieci,
                  no chyba, ze kiedys beda mialy synowe, ktore je tak zdyskredytuja.
                  • Gość: Jasiek Mona, jestes dobra tesciowa? IP: *.abo.wanadoo.fr 11.04.02, 22:53
                    Gość portalu: Mona napisał(a):

                    > Jasiek czy ty nie przesadzasz. To wyglada na to ,ze ta tesciowa to kat i syna
                    > tylko maltretuje , a zona to jak wybawicielka, prawie Chrystus we wlasnej
                    > osobie.Az dziw bierze, ze ten facet mial szanse przezyc przy matce. Mysle, ze
                    > te synowe nie oceniaja sie az tak negatywnie same jako matki wlasnych dzieci,
                    > no chyba, ze kiedys beda mialy synowe, ktore je tak zdyskredytuja.

                    Maltretowac - znaczy doslownie 'zle traktowac'.
                    U nas to sie kojarzy z przemoca, glownie fizyczna.
                    A juz skoro mowa o Chrystusie, to napisane jest bodaj w Ksiedze Rodzaju, czyli
                    grubo przed CHrystusem, ze opusci czlowiek ojca swego i matke swoja i
                    zlaczy sie z zona, tworzac jedno.
                    Znaczy w tym jednym mama nie moze miec wiecej do powiedzenia, niz zona,
                    bo to wowczas nie jest jedno...
                    A jesli mama sobie uzurpuje prawo do tego, by decydowac w sprawach syna
                    pomimo faktu, ze syn ma juz wlasna rodzine, to znaczy, ze go ZLE TRAKTUJE.
                    I jego w tym glowa, zeby jej z miloscia (jesli sie da) wskazal miejsce, jej nalezne.
                    A ze historia sie powtarza?
                    Ze synowe potem same zostaja tesciowymi?
                    To juz zupelnie inna sprawa...
                    Pozdrawiam
                    Jasiek
                    • Gość: magic30 Re: Białe-czarne...? IP: *.abb.pl 12.04.02, 10:51
                      Witaj Mona i Jasiek...Przeczytałam Wasze posty i nasunęło mi się kilka
                      refleksji z tym związanych...
                      1.Relacja synowa-teściowa to nie jest relacja "białe-czarne", nie ma tak, że
                      zawsze synowa jest dobra a teściowa zła lub odwrotnie...w świecie jest przede
                      wszystkim wiele szarości i barw pośrednich i w tej relacji, szczególnie
                      naznaczonej kuturowo, społecznie a przede wszystkim emocjonalnie, trudno o
                      proste definicje...Niemniej dziękuję Jaśkowi za zdecydowane opowiedzenie się po
                      mojej stronie, bo ostatnio bardzo potrzebuję "pozytywnych sygnałów", żeby się w
                      tym wszystkim jakoś nie pogubić...
                      2.Nie będę psioczyć na własną teściową, bo sama mam syna i kiedyś tez będę (mam
                      nadzieję...) teściową, a nie wiem, jak będę się zachowywać w tej sytuacji...też
                      mogę nie zaakceptować przyszłej synowej...ale jednego jestem pewna...USZANUJĘ
                      JEGO WYBÓR...a moja teściowa nie może tego zrobić pomimo wielu lat naszego
                      małżeństwa...Wspominałam już, że to bardzo nieszczęśliwa w gruncie rzeczy
                      kobieta...zgorzkniała, niespełniona, wiecznie niezadowolona...Wiedziałam o tym
                      jeszcze grubo przed ślubem...moi rodzice odradzali mi ten zwiazek ze względu na
                      teściową...ale uznałam, że skoro będziemy od samego początku mieszkać osobno i
                      daleko i bardzo się kochamy...to jakoś sobie poradzę...chyba się trochę
                      przeliczyłam...choćbym nie wiem, jak się starała, nadal będzie taka
                      niespełniona i nieszczęśliwa...trudno...teściowej już nie zmienię...to jej
                      problem i jej życie...choć miałam taki "ambitny" zamiar, żeby w jej smutne
                      życie tchnąć trochę radości...wiem, że to było głupie i nie wyszło, ale
                      człowiek się uczy na błędach...Sprawa zamknięta...
                      3.Zaczęłam od teściowej, a wyszło, że mam problem z własnym mężem...i tutaj
                      SPRAWA NIE JEST ZAMKNIĘTA I NIE MOŻE BYĆ...Mój mąż jest rozczarowany, że nie
                      robię wielu rzeczy tak, jak jego mama...ale ja nigdy nie byłam nią i jak ognia
                      unikam dziedzin, w których mogłabym z nią konkurować...Nie chcę być przegrana
                      na starcie!!!...Nigdy przecież nie zrobię tak smacznych gołąbków, jak moja
                      teściowa...dlatego wolę zrobić jakąś chińszczyznę, której oboje nigdy nie
                      jedliśmy, a która nam obojgu smakowała, jak już ją przyrządziłam...Wolę
                      eksperymentować w kuchni i uczyć się nowych rzeczy, niż gotować potrawy, które
                      lubi mój mąż, ale "które zawsze NAJLEPIEJ robi jego mama"...i to jest jeden z
                      najpoważniejszych zarzutów mojego męża wobec mnie..., że nie gotuję mu potraw,
                      które NAJLEPIEJ robi jego mama...Dobrze, że w ogóle gotuję....praca, dom,
                      dziecko...nie jest to łatwo pogodzić, a tu jeszcze coś takiego...:-((( Po
                      prostu "radość o poranku"...A wnioski, że nie kocham, bo nie robię pierogów i
                      gołąbków, uważam za ciosy poniżej pasa...KIEDY zresztą miałabym to robić?
                      4.Jasiek, wysłałam do męża maila, bo jak już rozmawiamy, to ja zbyt wiele
                      płaczę (To bardzo boli), a jego denerwują moje łzy, ale mój mąż do tej pory go
                      nie przeczytał...tak przynajmniej twierdzi...
                      5. Mam problem z przekonaiem mężem, że nigdy nie będę taka, jak jego mama i nie
                      będzie u nas w domu tak, jak było w jego domu rodzinnym (porządki, kuchnia,
                      aranżacja mieszkania itp.), bo to nie jest JEGO, ale NASZ dom i u mnie było
                      inaczej... Poza tym nie chcę naśladować jego lub mojego domu rodzinnego, chcę
                      tworzyć WŁASNY... Dawniej podobałam mu się, bo byłam inna niż jego mama...a
                      teraz jest rozczarowany, że nie jestem taka, jak ona...O dijo...
                      6.Z teściową sobie dam radę, już mi tak nie zależy na dobrych z nią stosunkach
                      (wystarczą poprawne...), ale jak zmienić ponad trzydziestoletniego faceta,
                      który pewnego słonecznego dnia mówi, że jest rozczarowany, bo...(już o tym
                      pisałam)Tego nie wiem...pomóżcie...Może powinnam na ten temat założyć nowy
                      wątek...Przepraszam za rozmiar posta, ale chyba trochę mnie poniosło..:0)))
                      • Gość: Jasiek Re: Białe-czarne...? IP: *.abo.wanadoo.fr 12.04.02, 14:41
                        Gość portalu: magic30 napisał(a):


                        > 1.Relacja synowa-teściowa to nie jest relacja "białe-czarne", nie ma tak, że
                        > zawsze synowa jest dobra a teściowa zła lub odwrotnie...w świecie jest przede
                        > wszystkim wiele szarości i barw pośrednich i w tej relacji, szczególnie
                        > naznaczonej kuturowo, społecznie a przede wszystkim emocjonalnie, trudno o
                        > proste definicje...

                        To prawda. Nie o tym jednak byl moj post. To moze spróbuje inaczej.
                        Czy Ty, Magic, chodzisz do domu swojej tesciowej (w koncu obie jestescie kobietami,
                        prawda?) i informujesz ja, co powinna, a czego nie, jak powinna traktowac swego
                        meza itd.? NIE DO POMYSLENIA, prawda? Dlaczego?
                        Bo to nie jest Twoj dom.
                        Dlaczego zatem mama Twojego meza uzurpuje sobie takie prawa wobec
                        Ciebie? Bo jest jego mama? I owszem, jest . I co z tego wynika? W zwiazku
                        z tym miala przez wiele lat wobec niego swoje obowiazki, ktore zapewne
                        wypelniala najlepiej, jak umiala. Teraz jako mama, oczywiscie, ma swoje
                        prawa, a wy macie wobec niej, jako dorosle dzieci, okreslone obowiazki.
                        Niemniej jednak w zakres tych jej praw NIE WCHODZI dyrygowanie Waszym
                        domem, bo to WASZ dom, nie jej. NIe chodzi o to, czy ona jest dobra, czy zla,
                        chodzi o to, na co jej mozna pozwolic w Waszym domu, gdzie jest granica
                        Waszej intymnosci, Waszego 'bycia jednym', gdzie ona juz nie powinna
                        miec dostepu....

                        > 2.Nie będę psioczyć na własną teściową, bo sama mam syna i kiedyś tez będę (mam
                        >
                        > nadzieję...) teściową, a nie wiem, jak będę się zachowywać w tej sytuacji...też
                        >
                        > mogę nie zaakceptować przyszłej synowej...ale jednego jestem pewna...USZANUJĘ
                        > JEGO WYBÓR.

                        Mysle, ze pewno bedziesz probowac go uszanowac. A zyczyc Ci wypada,
                        by sie udalo...

                        > teściową...ale uznałam, że skoro będziemy od samego początku mieszkać osobno i
                        > daleko i bardzo się kochamy...to jakoś sobie poradzę...chyba się trochę
                        > przeliczyłam...choćbym nie wiem, jak się starała, nadal będzie taka
                        > niespełniona i nieszczęśliwa...trudno...teściowej już nie zmienię...to jej
                        > problem i jej życie...choć miałam taki "ambitny" zamiar, żeby w jej smutne
                        > życie tchnąć trochę radości...wiem, że to było głupie i nie wyszło, ale
                        > człowiek się uczy na błędach...Sprawa zamknięta...
                        Zeby kochac, trzeba chciec. Na radosc trzeba sie otworzyc.
                        Ty chcialas kochac swoja tesciowa,
                        z Twoich slow wynika, ze Twoja tesciowa nie kocha Ciebie.
                        Nie wiemy, czy chciala/probowala, czy nie.
                        Nie kocha.
                        Wyglada na to, ze ona kocha tylko swojego syna, co i tak dobre dla niej...
                        Mogloby byc gorzej. Warto ja dalej probowac kochac, ale nie warto wymagac
                        od niej czegokolwiek. Dlatego jasno nalezy wytyczyc reguly Waszych
                        relacji, wlacznie z zaznaczeniem terenu...
                        > 3.Zaczęłam od teściowej, a wyszło, że mam problem z własnym mężem...i tutaj
                        > SPRAWA NIE JEST ZAMKNIĘTA I NIE MOŻE BYĆ...Mój mąż jest rozczarowany, że nie
                        > robię wielu rzeczy tak, jak jego mama...ale ja nigdy nie byłam nią i jak ognia
                        > unikam dziedzin, w których mogłabym z nią konkurować...Nie chcę być przegrana
                        > na starcie!!!...Nigdy przecież nie zrobię tak smacznych gołąbków, jak moja
                        > teściowa...dlatego wolę zrobić jakąś chińszczyznę, której oboje nigdy nie
                        > jedliśmy, a która nam obojgu smakowała, jak już ją przyrządziłam...Wolę
                        > eksperymentować w kuchni i uczyć się nowych rzeczy, niż gotować potrawy, które
                        > lubi mój mąż, ale "które zawsze NAJLEPIEJ robi jego mama"...i to jest jeden z
                        > najpoważniejszych zarzutów mojego męża wobec mnie..., że nie gotuję mu potraw,
                        > które NAJLEPIEJ robi jego mama...Dobrze, że w ogóle gotuję....praca, dom,
                        > dziecko...nie jest to łatwo pogodzić, a tu jeszcze coś takiego...:-((( Po
                        > prostu "radość o poranku"...A wnioski, że nie kocham, bo nie robię pierogów i
                        > gołąbków, uważam za ciosy poniżej pasa...KIEDY zresztą miałabym to robić?

                        Uzaleznianie wlasnych decyzji, nawet w sprawie menu, od tego, co robi, a czego
                        nie robi tesciowa, jest moim zdaniem dowodem na uzaleznienie od NIEJ. To tak
                        troche, jak z dzieckiem, ktoremu na zlosc mamie marzna uszy (wybacz porownanie).
                        Tak troche buntuja sie nastolatki, dlatego robia czesto rzeczy glupie, bo im
                        rodzice zakazali, zatem - na przekor..., choc sami w gruncie rzeczy wiedza,
                        ze to, co robia, nie jest, obiektywnie rzecz ujmujac, najmadrzejsze... Gotuj po prostu to,
                        na co masz ochote! I czas, oczywiscie! Jesli masz czas zrobic raz w roku mezowi
                        jego ulubione pierogi, to je zrob i nie ogladaj sie na nic! A jesli to bedzie z okazji
                        swiat na przyklad, i uda sie tesciowa zaprosic do kuchni z oferta wspolnej pracy,
                        to moze i ona lepiej sie poczuje. Jesli jednak zacznie sie szarogesic w kuchni,
                        co przestanie Ci sie podobac, NATYCHMIAST ja wypros. Oczywiscie elegancko...
                        Na przyklad informujac, ze powinna juz odpoczac i poradzisz sobie sama...
                        Zawsze mozesz miec na podoredziu inna potrawe, gdyby ostatecznie 'pierogi' (golabki,
                        czy co tam jeszcze) nie wyszly...

                        > 4.Jasiek, wysłałam do męża maila, bo jak już rozmawiamy, to ja zbyt wiele
                        > płaczę (To bardzo boli), a jego denerwują moje łzy, ale mój mąż do tej pory go
                        > nie przeczytał...tak przynajmniej twierdzi...

                        Na moj wech to znaczy, ze on wie, iz cos zrobil zle, ale nie ma ODWAGI spojrzec temu
                        w oczy.... NIektorzy mezczyzni dojrzewaja dopiero kolo 40-tki, niestety, innym nie przydarza
                        sie to wcale...
                        > 5. Mam problem z przekonaiem mężem, że nigdy nie będę taka, jak jego mama i nie
                        >
                        > będzie u nas w domu tak, jak było w jego domu rodzinnym (porządki, kuchnia,
                        > aranżacja mieszkania itp.), bo to nie jest JEGO, ale NASZ dom i u mnie było
                        > inaczej...

                        To nie jest dom jego rodzicow...., tylko jego i Twoj, a Wasz dom jest Wasz...
                        Moze warto, zeby kazde z Was mialo w Waszym domu choc kawalek symboliczny
                        wlasnej przestrzeni, ktory moznaby ksztaltowac wg gustu indywidualnego,
                        sprzatac tam tylko wtedy, kiedy chce tego wlasciciel owego 'kawalka' - oczywiscie
                        tylko 'wlasciciel' mialby prawo do tego sprzatania... Moze to by mu pomoglo
                        uswiadomic sobie pewne sprawy...

                        Poza tym nie chcę naśladować jego lub mojego domu rodzinnego, chcę
                        > tworzyć WŁASNY... Dawniej podobałam mu się, bo byłam inna niż jego mama...a
                        > teraz jest rozczarowany, że nie jestem taka, jak ona...O dijo...

                        On jeszcze nie odcial pepowiny, znaczy. Kompleks Edypa, czy jak?
                        Moze powinien sie ozenic z mama, nie z Toba?
                        A moze zaproponowac mu poradnie malzenska?

                        > 6.Z teściową sobie dam radę, już mi tak nie zależy na dobrych z nią stosunkach
                        > (wystarczą poprawne...), ale jak zmienić ponad trzydziestoletniego faceta,
                        > który pewnego słonecznego dnia mówi, że jest rozczarowany, bo...(już o tym
                        > pisałam)Tego nie wiem...pomóżcie...Może powinnam na ten temat założyć nowy
                        > wątek...Przepraszam za rozmiar posta, ale chyba trochę mnie poniosło..:0)))

                        A moze warto postawic kilka madrych warunkow, regulujacych wszystko od poczatku,
                        a na przemyslenie dac mu czas, wziac dziecko i wyjechac na miesiac na urlop?
                        Na wiosne urlop dobrze robi...
                        A moze warto, bys o tym wszystkim porozmawiala z tesciem?
                        A moze macie madrego przyjaciela rodziny, z ktorym mozna wspolnie pogadac
                        o Waszych problemach? Trudno radzic cos jednoznacznie, za malo przeciez wiemy
                        o Tobie..., o Was...
                        Trzymaj sie, Magic!
                        jasiek

                        • Gość: Jasiek Podmiot milosci IP: *.abo.wanadoo.fr 12.04.02, 14:49
                          Podstawowa sprawa, Magic, przyszla mi jeszcze do glowy.
                          Jesli maz wymaga od Ciebie, bys byla jego mama to znaczy,
                          ze on szukal drugiej mamy. NIe CIEBIE.
                          Czy zatem kocha CIEBIE?
                          Czy kocha w tobie wyobrazenie MAMY?
                          Czy chce, by Tobie bylo dobrze, by Wam razem bylo dobrze,
                          czy - by dobrze bylo jego mamie?
                          I jemu z Toba - jako druga mama?
                          Nie mozesz byc taka, jak jego mama, bo Ty jestes Ty,
                          a mama jest mama. Kazda z Was jest innym
                          'bytem osobowym' i powinna wypelniac soba inny fragment
                          jego swiata.
                          Niech on sie zastanowi, jak widzi Ciebie przy sobie?
                          Kim dla niego jestes?
                          A jesli zona, to co to znaczy w praktyce...
                          Dobrego weekendu i czekamy na wiesci!
                          Wszystkiego, co najlepsze!
                      • Gość: Mona Re: Białe-czarne...? Do Magic IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.04.02, 05:48
                        Magic pozdrawiam cie. Ciekawy ten twoj list. Sluchaj nikt nie bedzie dokladnie
                        powielal na sile czyis wzorcow, nawet wlasnej matki sie nie nasladuje , bo
                        wszyscy jestesmy inni. Jest jednak cos takiego jak wspomnienia z dziecinstwa i
                        mysle, ze to jest to do czego teskni twoj maz, my wszyscy tesknimy i staramy
                        sie pewne rzeczy powtarzac aby czuc sie znowu choc przez chwile dzieckiem .
                        Dlatego on teskni do tych pierogow i golabkow, bo jest to smak ktory zna, a
                        poza tym kojarzy mu sie z ta ktora byla kiedys dla niego wszystkim i to jest
                        normalne i dotyczy nas wszystkich ( za wyjatkiem oczywiscie osob pochodzacych z
                        rodzin patologicznych).Dlatego nie odmawiaj mu z takim uporem tych potraw, bo w
                        ten sposob dajesz mu do zrozumienia, ze negujesz wszystko co jest mu bliskie,
                        nie tylko matke, ale i wspomnienia z dziecinstwa i jego samego w rezultacie
                        tez. On sie czuje przez ciebie odrzucony. Niestety nie da sie nikogo wyrwac
                        nagle z korzeniami i zakazac mu mowic z duma o tym co jest mu bliskie.
                        Zaangazuj jego i syna do tych pierogow i golabkow. U mnie robimy to od czasu do
                        czasu( bo jest to pracochlonne) wspolnie. Ja i starszy syn przygotowujemy
                        farsz , maz i mlodszy syn robia ciasto, rozwalkowuja je i wycinaja krazki,
                        nastepnie ja i starszy syn nakladamy farsz, kleimy je i gotujemy. Balagan jest
                        nieprzecietny, ale ile radochy , smiechu i wyglupow. No i oczywiscie takie
                        pierogi smakuja lepiej. Zapros kiedys na takie pierogi swoja tesciowa, moze
                        zapytaj ja jak ona robi, ale uchowaj Boze nie wypraszaj jej natychmiastowo z
                        kuchni jak cos nie bedzie tak jak to radzi ten Jas ,my wszyscy mozemy slowem
                        zranic kogos. Zaznacz rowniez z usmiechem, ze napewno nie beda to takie dobre
                        jak jej pierogi ale ze sie staraliscie.Pozdrawiam
                    • Gość: Mona Re: Mona, jest dobra matka. Do Jaska IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.04.02, 18:17
                      Jasku mily, tesciowa jeszcze nie jestem i uplynie sporo czasu zanim zostane,
                      ale nie cierpie takiej jednostronnosci w ocenie. Badzmy bardziej obiektywni. Sa
                      zle synowe i dobre synowe, sa zle tesciowe i dobre tesciowe. Matke trzeba
                      kochac i szanowac , podobnie jak zone. Kropka. To czesto pazernosc mlodych
                      mezatek doprowadza do wrogich, niepotrzebnych sytuacji. Mlodzi powinni sami sie
                      rzadzic i popelniac bledy uczac sie na nich. Matka nie chce byc kochanka syna,
                      ale rowniez nie chce przestac byc matka . Mysle, ze slaby facet jest tu rowniez
                      przyczyna konfliktow. Jesli biedak nie umie wywazyc sytuacji to albo zrywa z
                      matka, albo wali mu sie malzenstwo. Panie musza wiedziec, ze jest miejsce w
                      jego sercu dla obydwu. Pozdrawiam.
                      • Gość: Jasiek Re: Mona, jest dobra matka. Do Mony IP: *.abo.wanadoo.fr 12.04.02, 22:47
                        Gość portalu: Mona napisał(a):

                        > Jasku mily, tesciowa jeszcze nie jestem i uplynie sporo czasu zanim zostane,
                        > ale nie cierpie takiej jednostronnosci w ocenie. Badzmy bardziej obiektywni. Sa
                        >
                        > zle synowe i dobre synowe, sa zle tesciowe i dobre tesciowe. Matke trzeba
                        > kochac i szanowac , podobnie jak zone. Kropka. To czesto pazernosc mlodych
                        > mezatek doprowadza do wrogich, niepotrzebnych sytuacji. Mlodzi powinni sami sie
                        >
                        > rzadzic i popelniac bledy uczac sie na nich. Matka nie chce byc kochanka syna,
                        > ale rowniez nie chce przestac byc matka . Mysle, ze slaby facet jest tu rowniez
                        >
                        > przyczyna konfliktow. Jesli biedak nie umie wywazyc sytuacji to albo zrywa z
                        > matka, albo wali mu sie malzenstwo. Panie musza wiedziec, ze jest miejsce w
                        > jego sercu dla obydwu. Pozdrawiam.

                        Piszesz pieknie, MOna. Tyle tylko, ze piszesz o sytuacji idealnej.
                        Gdyby bylo tak zawsze, jak postulujesz, byloby dobrze, a nawet
                        lepiej, niz dobrze.
                        Tylko, ze tak nie jest zawsze.
                        Nie wiemy oczywiscie na pewno, jak jest w 'przypadku' Magic.
                        Wie to tylko Magic i jej najblizsi.
                        Nie wszystkie jednak matki kochaja swoje dzieci, jak sobie bysmy
                        tego zyczyli.
                        A wiele innych bardzo pragneloby byc kochankami swoich synow.
                        A wielu ojcow wrecz dokonuje aktow seksualnych ze swoimi
                        dziecmi.
                        Nie przesadzajmy. Wiem. Patologia to margines.
                        Tyle tylko, ze procentowo calkiem spory.
                        A ponadto - dla osoby dotknietej osobistym dramatem - to nie jest
                        jakis abstrakcyjny 'procent', tylko sprawa jak najbardziej realna,
                        dojmujaca na codzien i naznaczajaca wszystko, kazda mysl, kazda
                        sekunde zycia.
                        Zeby zaradzic problemowi, trzeba go najpierw zdiagnozowac, czyli
                        zobaczyc w prawdzie. Jesli zatem (powtarzam: jesli) mam do czynienia
                        z patologicznymi relacjami, to nie pomoge nikomu powtarzajac, ze
                        'matka kocha, wiec trzeba....' Poczatkiem leczenia jest uswiadomienie
                        sobie choroby. A ze to trudne?
                        A gdzie jest napisane, ze ma byc latwo...
                        Chcemy byc dobrymi ojcami i matkami. Przypadki, gdy tak nie jest,
                        przerazaja - bo myslimy, ze moze i nam sie zdarzy... Tylko nie jest metoda chowanie
                        glowy w piasek.
                        Trzeba spojrzec najpierw prawdzie w oczy.
                        A potem dopiero mozemy byc dobrymi synami, ojcami, tesciami, dziadkami...
                        Innej drogi nie ma.
                        Prawda naprawde wyzwala.
                        Pozdrawiam, Mona! I zycze, by Twoja synowa nie miala takich problemow, jak Magic
                        • Gość: Mona Re: Mona, jest dobra matka. Do Jaska IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.04.02, 05:21
                          Jasiek cos za duzo sciemniasz. Piszesz i piszesz i coraz mniej cie rozumiem. O
                          co ci tak naprawde chodzi? Czuje ze piszesz poprzez pryzmat wlasnego problemu,
                          tylko nie wspominasz jakiego. Jak bede miala synowa to ci ja podesle, abys jej
                          pozyczyl czegokolwiek chcesz, poki co skoro jej nie ma to nic jej nie zycz.
                          Druga sprawa piszesz ze nie wiesz co jest a co nie jest prawda, a wierzysz, ze
                          problem Magic jest realny. Ja jej wierze , dlatego napisalam ze sa i dobre
                          synowe( mysle ze ona do nich nalezy).Jestes strasznie upierdliwy i piszesz o
                          marginalnej patologii jak o czyms powszechnym. Wywraca mi sie wszystko w
                          srodku jak piszesz, ze przyczyna nieporozumin malzenskich jest zboczenie
                          seksualne matek. To ty bracie bujasz w oblokach chyba. Wiesz Jasiek ciesze sie
                          ze corki nie mam bo raczej popelnilabym samobojstwo niz zyla ze swiadomoscia ze
                          mam takiego zlosliwego ziecia. Boze bron nas przed Jaskami.
                          • Gość: Jasiek Re: Mona, jest dobra matka. Do Mony IP: 193.252.195.* 13.04.02, 08:34
                            Gość portalu: Mona napisał(a):

                            > Jasiek cos za duzo sciemniasz. Piszesz i piszesz i coraz mniej cie rozumiem. O
                            > co ci tak naprawde chodzi? Czuje ze piszesz poprzez pryzmat wlasnego problemu,
                            > tylko nie wspominasz jakiego. Jak bede miala synowa to ci ja podesle, abys jej
                            > pozyczyl czegokolwiek chcesz, poki co skoro jej nie ma to nic jej nie zycz.
                            > Druga sprawa piszesz ze nie wiesz co jest a co nie jest prawda, a wierzysz, ze
                            > problem Magic jest realny. Ja jej wierze , dlatego napisalam ze sa i dobre
                            > synowe( mysle ze ona do nich nalezy).Jestes strasznie upierdliwy i piszesz o
                            > marginalnej patologii jak o czyms powszechnym. Wywraca mi sie wszystko w
                            > srodku jak piszesz, ze przyczyna nieporozumin malzenskich jest zboczenie
                            > seksualne matek. To ty bracie bujasz w oblokach chyba. Wiesz Jasiek ciesze sie
                            > ze corki nie mam bo raczej popelnilabym samobojstwo niz zyla ze swiadomoscia ze
                            >
                            > mam takiego zlosliwego ziecia. Boze bron nas przed Jaskami.

                            Tylko dwie sprawy, Mona.
                            Nie pisze, jak mi insynuujesz, ze 'przyczyna nieporozumien malzenskich jest zboczenie
                            > seksualne matek', tylko ze moze sie zdarzyc sytuacja, iz matka nie zadowala sie
                            w relacji z dzieckiem (doroslym synem) relacja matka-syn i potrzebuje jej przekroczenia.
                            Bywaja oczywiscie rozne formy tego przekroczenia, ale to juz inna sprawa.
                            Mozesz sobie o tym poczytac w dowolnym podreczniku psychologii, ze o psychiatrii nie
                            wspomne. W tradycji antycznej takie problemy obrazuje para Edyp i Jokasta.

                            Jak chodzi o tesciowa Magic - moze byc tak, jak mowisz Ty, moze byc tez tak,
                            ze problem ma o wiele bardziej skomplikowane podloze. Probujac pytac o to
                            podloze warto moze ustalic, co sie dzieje z tesciem, jaka jest jego funkcja w tym
                            wszystkim. Warto tez zadac wiele innych pytan.
                            Ja nie mowie o mojej pewnosci w tej sprawie.
                            Ja mowie tylko, ze Magic musi zobaczyc swoja sytuacje w prawdzie, zeby ja uleczyc.
                            Bez wzgledu na to, jak bardzo prawda moglaby sie nie podobac.
                            A jesli mama meza rzeczywiscie, w sposob bardziej lub mniej swiadomy, potrzebuje
                            byc jego zona, to trzeba jasno, acz w cywilizowany sposob, zaznaczyc teren,
                            gdzie moze miec dostep. Dla dobra malzenstwa Magic, jej dziecka, oraz....
                            tesciowej...
                            Czy teraz rozumiesz?
                            Czy nadal Ci sie wydaje, ze 'widze tylko patologie'?


                            A teraz powiedz mi, prosze, juz na koniec: dlaczego tak ostro atakujesz mnie
                            osobiscie? Czy w tym, co mowie, jest jakikolwiek atak na kogokolwiek -
                            personalnie?

                            Nie posadz mnie, prosze, o zlosliwosc, ale skoro tracisz panowanie nad soba
                            na forum - wobec obcego w koncu czlowieka, ktorego wypowiedzi na dodatek
                            niekoniecznie sa dla Ciebie jasne, o czym sama piszesz, to co Ci sie moze
                            w tej mierze przydarzyc w zyciu realnym?

                            Zycze dobrego weekendu, dobrych synowych i zieciow oraz w ogole wszystkiego,
                            co najlepsze.

                            Jasiek
                            • Gość: Mona Re: Mona, jest dobra matka. Do Mony IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.04.02, 16:00
                              Napisalam do ciebie ladny list a ty mnie zaatakowales personalnie, wiec nie
                              udawaj teraz niewiniatka i nie pisz ,ze nikogo personalnie nie atakowales, bo
                              czym w takim razie sa twoje zyczenia, dla mojej nieistniejacej synowej aby nie
                              miala takich problemow jak Magik. Panowania nie stracilam tylko potraktowalam
                              cie tak jak ty mnie. To ze cie nie rozumiem, wynika z braku jasnosci twoich
                              mysli, a nie mojego rozumowania. Moim zyciem sie nie przejmuj, mysle ze raczej
                              cos powinienes zrobic pozytywnego ze swoim , bo jest w tobie bardzo duzo
                              goryczy. Notabene czy ty masz jakikolwiek doswiadczenie z tesciowa ( swoja
                              wlasna) czy tez jestes taki dzielny Jasiek - teoretyk? O sytuacji Magik nie
                              bede dyskutowac z toba tylko z nia.
                              • Gość: Jasiek Re: Mona, jest dobra matka. Do Mony IP: *.abo.wanadoo.fr 13.04.02, 19:35
                                Gość portalu: Mona napisał(a):

                                > Napisalam do ciebie ladny list a ty mnie zaatakowales personalnie, wiec nie
                                > udawaj teraz niewiniatka i nie pisz ,ze nikogo personalnie nie atakowales, bo
                                > czym w takim razie sa twoje zyczenia, dla mojej nieistniejacej synowej aby nie
                                > miala takich problemow jak Magik. Panowania nie stracilam tylko potraktowalam
                                > cie tak jak ty mnie. To ze cie nie rozumiem, wynika z braku jasnosci twoich
                                > mysli, a nie mojego rozumowania. Moim zyciem sie nie przejmuj, mysle ze raczej
                                > cos powinienes zrobic pozytywnego ze swoim , bo jest w tobie bardzo duzo
                                > goryczy. Notabene czy ty masz jakikolwiek doswiadczenie z tesciowa ( swoja
                                > wlasna) czy tez jestes taki dzielny Jasiek - teoretyk? O sytuacji Magik nie
                                > bede dyskutowac z toba tylko z nia.

                                Jasne, oczywiscie moj partner ma mame i ona jakos nas obydwu nie
                                akceptuje...:)))) a ja biedny zupelnie nie wiem, dlaczego...
                                te ostatnie debaty w sejmie moze wreszcie pozwola nam
                                zalegalizowac nasz zwiazek....:))).
                                Oczywiste zatem, ze przemawia przeze mnie moj osobisty dramat...
                                Moim zdaniem potraktowalas mnie zdecydowanie ostrzej,
                                niz ja Ciebie, ale to przekonanie mozemy zlozyc na karb meskiego
                                mego braku wrazliwosci... albo tez nadmiaru meskiego
                                przewrazliwienia na wlasnym punkcie, jak wolisz...:))).
                                Nie 'poprawie' sie zatem, i nadal zycze Ci wspanialych ukladow
                                z przyszla synowa, zieciem, czy kogo tam bedziesz miala
                                (pomimo mojej meskosci nie jestem przeciez osoba
                                wszechwiedzaca... Skad moge wiedziec, czy bedziesz
                                miala synowa, czy ziecia?)
                                Jasiek
                                A, jesli mi sie udalo czyms Cie urazic, to wybacz.
                                Nie taka byla moja intencja....
                              • Gość: Jasiek Do Mony - na powaznie IP: *.abo.wanadoo.fr 13.04.02, 21:40
                                Gość portalu: Mona napisał(a):

                                > Napisalam do ciebie ladny list a ty mnie zaatakowales personalnie, wiec nie
                                > udawaj teraz niewiniatka i nie pisz ,ze nikogo personalnie nie atakowales, bo
                                > czym w takim razie sa twoje zyczenia, dla mojej nieistniejacej synowej aby nie
                                > miala takich problemow jak Magik. Panowania nie stracilam tylko potraktowalam
                                > cie tak jak ty mnie. To ze cie nie rozumiem, wynika z braku jasnosci twoich
                                > mysli, a nie mojego rozumowania. Moim zyciem sie nie przejmuj, mysle ze raczej
                                > cos powinienes zrobic pozytywnego ze swoim , bo jest w tobie bardzo duzo
                                > goryczy. Notabene czy ty masz jakikolwiek doswiadczenie z tesciowa ( swoja
                                > wlasna) czy tez jestes taki dzielny Jasiek - teoretyk? O sytuacji Magik nie
                                > bede dyskutowac z toba tylko z nia.

                                Pierwszy Twoj list to komentarz mojego listu do Magic.
                                Zatem to Ty wlaczylas sie do naszej rozmowy, komentujac moja wypowiedz.
                                To pierwsza rzecz.
                                W tytule juz (synowa-wybawiciel, matka-kat, ze przypomne) sugerujesz mi skrajnosc
                                pogladow, co nie wynika z mojej wypowiedzi. Twierdzisz, ze synowa jawi sie tu jako
                                Chrystus, gdy Ja mowie tylko, i powtarzam stale, ze czlowiek ma opuscic swoja matke.
                                Jesli malzenstwo rozpada sie, bo maz nie umie sie odpepowic od mamy,
                                to pewnie nie odpepowi sie od niej nigdy. Zatem jest skonczony, w wymiarze bardzo
                                dojmujacym, by nie wspominac juz o tym, ze krzywdzi zone i ewentualne dzieci.
                                W mojej odpowiedzi, bardzo wywazonej w tonie, choc z lekko prowokujacym
                                Tytulem (nie tak bardzo jednak, jak Twoj tytul poprzedzajacego postu, z calym szacunkiem)
                                zaznaczam moja swiadomosc, ze synowe zostaja tesciowymi... Co wazne bedzie
                                dla naszego dalszego dyskutowania...
                                Potem byl list Magic i moja odpowiedz na ten list, do ktorej znowu napisalas komentarz.
                                Znowu Ty wkroczylas do mojej rozmowy z Magic, nie odwrotnie.
                                Napisalas: 'Matka nie chce byc kochanka syna, ale rowniez nie chce przestac byc matka .
                                Mysle, ze slaby facet jest tu rowniez przyczyna konfliktow. Jesli biedak nie umie wywazyc
                                sytuacji to albo zrywa z matka, albo wali mu sie malzenstwo.'
                                Z pierwszym zdaniem nie zgadzam sie zupelnie, o czym pisalem pozniej, bo to moze nie
                                byc przypadek Magic, po prostu. NIE MOZESZ wiedziec, czego chce, a czego nie chce -
                                tesciowa Magic. Z reszta Twojej, przytoczonej tu, wypowiedzi, w zasadzie sie zgadzam,
                                Choc nie do konca. 'Slaby facet' MOZE byc przyczyna konfiktow, niekoniecznie 'jest'.
                                Ja twierdze, ze moze byc tak, lub tak... Ty raczej, jesli dobrze rozumiem, ze 'wina' jest po
                                stronie meza, a jego mama nie ma tu nic do rzeczy...
                                Generalnie jest tak: ja twierdze, ze moze byc tak lub tak - Ty, ze mama chce tego lub
                                tamtego. Gdy ja mowie, ze bywa, iz mamy chca byc kochankami synow (co nie oznacza
                                wcale od razu, ze chca isc z nimi do lozka; takie jest po prostu znaczenie slowa 'kochanka'
                                w tradycji polszczyzny, to takze wynika z mojego 'wrecz', zastosowanego
                                W odniesieniu do zdarzajacych sie niekiedy karalnych zachowan 'troskliwych tatusiow') Ty
                                wyinterpretowujesz z tego cos, czego nie powiedzialem. Moje zyczenie, skierowane do Ciebie
                                - bedace nawiazeniem do poprzedniej konstatacji, ze synowa zostaje kiedys tesciowa -
                                by Twoja przyszla synowa nie miala takich problemow, odbierasz jako atak personalny.
                                A moja intencja nie byla taka. Przeciez ZADNA ZDROWA PSYCHICZNIE matka nie chce
                                unieszczesliwic wlasnego dziecka, a jesli jej sie to zdarzy, to znaczy, ze cos jest na rzeczy,
                                mowiac oglednie. Tego Ci wlasnie zyczylem, albo raczej: nie zyczylem. To znaczy zyczylem
                                Ci, by w Twojej rodzinie wszystko ulozylo sie jak najlepiej. Moglas nie zrozumiec.To jasne.
                                Wzielas to personalnie i znowu na mnie nakrzyczalas.
                                No to sie staralem wytlumaczyc precyzyjniej, co mialem na mysli, przede wszystkim jak
                                chodzi o sprawe Magic, a Tobie w miare delikatnie przekazac, ze reagujesz w sposob
                                Niewspolmierny do sytuacji, a Ty... Nie komentujesz moich konstatacji w sprawie Magic
                                tylko stwierdzasz, ze teraz udaje niewiniatko, a o sprawie Magic bedziesz rozmawiac tylko
                                z nia, choc - ze przypomne - to Ty sie wlaczylas do dialogu miedzy mna a Magic, nie odwrotnie.
                                Moglbym z tego wyciagnac wnioski podobne do Twoich wobec mnie, a takie mianowicie, ze
                                cos Ci lezy osobiscie na sercu. Moze masz zal do meza (zatem nie lubisz mezczyzn ogolnie i
                                dlatego na mnie krzyczysz), a moze ponadto masz jakies poczucie winy wobec wlasnej
                                tesciowej? Nie bede jednak wyciagac tak daleko posunietych wnioskow, bo sa
                                NIEUPRAWNIONE, tak samo, jak Twoje wobec mnie.
                                Sprobuj sie nad tym zastanowic, dobrze?
                                I naprawde szczerze Cie pozdrawiam.
                                A MAGIC przepraszam za ten zamet - w imieniu nas obojga....
                                Jasiek
                    • Gość: Niuniek A ja lubię teściową,chociaż jej nie lubiłam IP: *.wloclawek.sdi.tpnet.pl 16.04.02, 12:17
                      Dziewczyny,oczy przecieram ze zdumienia,bo wierzyć mi sie nie chce,że macie
                      teściowe-potwory.Tym bardziej wychwalam pod niebiosa moją teściową,która jest
                      normalna.Ma dwóch synów i dwie synowe i obie nas traktuje tak samo
                      dobrze.Pewnie,że to jest zawsze tylko teściowa ,ale matka mojego męża.Doceniam
                      to,że teściowa nie zagląda mi do garów,nie układa w lodówce i nie organizuje mi
                      życia.W ogóle sie do nas nie wtrąca.Ale poproszona o pomoc ,nigdy mi
                      odmówi.Zawsze mogę na nią liczyć.Bardzo lubię tę kobietę a najbardziej za to,że
                      urodziła mojego męża.
                      Na początku też jej nie lubiłam ,ani ona mnie.Miałam pecha być młodszą synową
                      (więc odbierałam jej ostatniego synka).Ale to jest bardzo mądra kobieta i
                      szybko zrozumiała,że kwaśną miną i humorami straci synów ,synowe i
                      wnuki.Przeczekałam krótki(parę miesięcy)okres fochów i unormowało się.Tesciowa
                      ma pełną rodzinę,nie jest sama.My lubimy odwiedzać ją, ona-nas.
                      Cenię ją jeszcze za to,że jest sprawiedliwa.Broni syna,jak ja zawinię.Ale
                      bierze moją stronę jak przeskrobie mój małżonek.Pewnie,że ona ma też jakieś
                      wady,ale zalet ma zdecydowanie więcej.
    • cornik Re: Nie lubię mojej teściowej 12.04.02, 15:30
      A ja tam się nie wypowiadam, bo może sama będę kiedyś teściową i będzie mi
      przykro, że synowa źle o mnie pisze w internecie.
    • Gość: wet Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.02, 13:59
      ja też
    • Gość: ba Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.fnet.pl 13.04.02, 16:03
      Dziewczyny opamietajcie się!!! Teściowe nie są po to, aby je kochać. Są po to,
      aby urodzić i wychować synów na dobrych mężów i ojców i trzeba to im
      uzmysłowić. Ich rola w tym temacie się kończy, gdy oni się żenią. Nie mam
      teściowej, ale miałam i Was rozumię. Niestety też prawdopodobnie będę teściową,
      bo mam syna, który już ogląda się za dziewczynami. nie chciałabym być
      postrzegana jak jakaś okropna zołza. Chciałabym się normalnie dogadywać ze
      swoja przyszłą synową, choć wiem, że nigdy nie będzie ona moją córką. Też nie
      lubiłam swojej synowej, bo była nadopiekuńcza w stosunku do swojego syna a
      póżniej i w stosunku do mnie też. jednak nigdy nie miała złych zamiarów,
      zrozumiałam to trochę za póżno.
    • magic30 Re: Nie lubię mojej teściowej 15.04.02, 11:43
      Mona, dzięki za posty i ciepłe słowa...Z tymi potrawami jest faktycznie tak,
      jak napisałaś...przypominają dzieciństwo i ja to rozumiem...Zapomniałam tylko
      wspomnieć o jednym ważnym szczególe...na początku małżeństwa jako ambitna
      świeżo upieczona żona zrobiłam raz czy dwa te gołąbki i pierogi... Nie
      oczekiwałam pochwał, ale przynajmniej parę słów zachęty do dalszych prób i
      nauki...Zamiast tego usłyszałam, że "nie są takie, jak mamy ...i jego mamy nikt
      nie przebije pod tym względem"...Nie zamierzam konkurować...wiem ,że nie zrobię
      równie dobrych..., ale chciałam tylko zrobić przyjemność mężowi, i to
      podsumowanie podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody na parę dobrych
      lat...Zamiast tego robię pierogi leniwe, kopytka, pyzy...i wiem, jaka jest z
      tego radocha przy stolnicy dla mojego dziecka...i nie tylko...

      Wspólne kucharzenie z teściową to temat tabu...ona nie potrafi się dogadać w
      kuchni z własną córką, a co dopiero ze mną...Mój mąż pod tym względem jest
      wyjątkowo ze mną zgodny i twierdzi, że chociaż jego mama świetnie gotuje, to
      jest -delikatnie mówiąc-nie do wytrzymania przy pracach kuchennych...i on mi
      dobrze radzi, żebym nie wpuszczała jego mamy do swojej kuchni:0))))

      Jasiek, strasznie się zaangażowałeś w moje problemy "teściowo-małżeńskie",
      dzięki za to...Ale wiesz, chyba ten mój mąż jeszcze trochę mnie kocha, skoro
      udało mi się go w końcu nakłonić do rozmowy...Niewiele z tego na razie wynika,
      ale sam fakt rozmowy już jest dla mnie sukcesem...Pomysł z "kawałkiem własnej
      przestrzeni" jest świetny i już umówiliśmy się z mężem, gdzie każdy z nas
      będzie sobie urządzał własny kąt...

      Cornik, Wet - z teściową można dobrze żyć, czego najlepszym przykładem jest
      moja mama, a że ja nie trafiłam najlepiej pod tym względem...No cóż, zdarza
      się... Nie mówię dobrze o mojej teściowej, bo nie za bardzo mam ją za co
      chwalić...Ale to, że jej nie lubię, nie znaczy, że jej nie szanuję... To matka
      człowieka, którego kocham i babcia mojego dziecka...i chociażby z tego względu
      należy się jej szacunek..., poza tym patrząc na nią przez pryzmat jej
      niespełnionego życia, chyba trochę ją rozumiem...Tylko, że ona mnie nie lubi,
      ale i nie szanuje...Dlaczego mam się z tym godzić...Myślałam, że tak ma być...,
      ale wypowiedzi forumowiczów przekonały mnie, że nie muszę stać na gorszej
      pozycji we własnym małżeństwie..., chociażby ona tego bardzo chciała...

      Ba, DZIĘKUJĘ za posta, ale po wypowiedziach Cornika i Wet poczułam się winna,
      że w ogóle śmiałam zacząć taki wątek...Ale ja naprawdę nie mam z kim pogadać o
      tym wszystkim i myślałam, że forum to dobre miejsce na poznanie opinii innych
      ludzi, bez konieczności narażania na przykrość mojego męża lub teściowej...

      NIEMNIEJ PRZEPRASZAM WSZYSTKIE EWENTUALNE LUB PRZYSZŁE TEŚCIOWE, które w
      związku z lekturą tego wątku odczuły przykrość, że piszę o tym na
      forum...Zapewniam, że są też LUBIANE TEŚCIOWE i znam takowe...Ja moją szanuję,
      ale bez wzajemności...
      • wierna1 Re: Do Magic w kwestii kuchni 08.05.02, 09:30
        A ja mam to szczęście, że lepiej gotuję od teściowej, chociaż nie lubię czasu
        spędzać w kuchni, a ona praktycznie z niej nie wychodzi i może dlatego jej
        gotowanie nie wychodzi.
        Robię też wiele innych rzeczy lepiej. Ona to wie, ale nigdy nie pochwali czy
        stanie w mojej obronie. Tak to już jest. Moja matka trzymała zawsze stronę
        byłej synowej, a i tak małżeństwo syna się skończyło rozwodem. Teraz była
        synowa nawet o niej sobie nie przypomni z okazji świąt.
        Może to jest tak, że obie strony zbyt wiele od siebie oczekują? A to jest tylko
        taki układ, którego należy przestrzegać bez okazywania sobie wylewności. pzdr.
    • marina2 Re: Dlaczego nie bede lubic mojej synowej 15.04.02, 12:54
      Nie jestem fanka swojej tesciowej .PO kilunastu latach stosunki ukladaja sie
      poprawnie.To ona zrozumiala , ze nie krzywdze jej syna niejedynaka.To moj maz
      konsekwentnie stal u mojego boku.Mialam szczescie.Mam dwoch synow i zastanawiam
      sie jaki bede miec stosunek do ich zon.Starszy jest cichy delikatny i czuly ,
      chorowity okresowo.Zdazyl sie i szpital,pielegnuje i dbam , noce nieprzespane ,
      leki czy ma dusznosc czy nie , siwe wlosy , dieta ,ocean troski .I teraz
      przychodzi panienka i pomiata nim i wykorzystuje , bo ma chlopiec serce golebie
      i jeszcze jej sie wydaje , ze wszystko wie lepiej a ja dinozaur jakis
      koscisty.Ha co ja na to?Kto wie czy nie zapomne co czulam kiedy moja tesciowa
      podtykala mezowi kąski -w domu przeciez kto Ci ugotuje tak jak lubisz.A i
      majtek tez Ci nie kupi.To dopiero bedzie historia.Boże nie pozwól nie pamiętać.M
    • magic30 Re: Nie lubię mojej teściowej 08.05.02, 09:22
      Minął zaledwie miesiąc i mój mąż znowu chce jechać do swojej mamy. Na moje
      dictum, że może wziąć dziecko i jechać, ale ja zostaje w domu, bo przecież
      inaczej się umawialiśmy, obraził się...Jak trochę "odpocząć" od teściowej, nie
      raniąc przy tym męża? Pomóżcie!!!!
      • wierna1 Re: Nie lubię mojej teściowej 08.05.02, 09:36
        magic30 napisał(a):

        > Minął zaledwie miesiąc i mój mąż znowu chce jechać do swojej mamy. Na moje
        > dictum, że może wziąć dziecko i jechać, ale ja zostaje w domu, bo przecież
        > inaczej się umawialiśmy, obraził się...Jak trochę "odpocząć" od teściowej, nie
        > raniąc przy tym męża? Pomóżcie!!!!

        Odmawiając mu wyjazdu do jego matki robisz krzywdę przede wszystkim sobie. Ja to
        już dawno zrozumiałam. Kiedyś mąż strasznie się boczył, gdy nie chciałam jeździć
        tak często, jak on, do jego matki. Były wieczne awantury. Teraz jestem u niej
        rzadko, ale on też za bardzo nie nalega. Nie smakują mu już jej obiadki,
        denerwują go jej teksty, ale jako kochający syn od czasu do czasu do niej
        zagląda. Zresztą mieszkamy niedaleko więc i ona u nas bywa. Myślę, że z czasem
        wszystko się ułoży tylko nam często brakuje cierpliwości aby przetrzymać tę
        sytuację. Poza tym teściowe nie żyją wiecznie.
        Pzdr.

        • Gość: Ewka Re: Nie lubię mojej teściowej Wredna 1 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.05.02, 00:52
          Beznadziejnie smutny ten twoj list. Nie widzisz w tym minusow rowniez dla
          siebie? Przeciez to musi byc potwornie meczace miec ciagle gdzies ,jesli nie na
          mysli to w podswiadomosci , ze kogos nienawidzisz, kultywujac to odbierasz
          sobie prawdziwa radosc w zyciu. Czy twoj maz mysli juz we wszystkim tak jak ty?
          ( zauwazylam, ze piszesz w liczbie mnogiej).Jak to zrobilas ze obrzydzilas
          mezowi jego matke, jej obiadki, jej rozmowy? A moze on udaje abys mu juz nie
          robila wiecej tych awantur.? A czy lubi cie za to? No chyba niekoniecznie. Moze
          kiedys sie tego od niego dowiesz, kiedy juz dluzej nie wytrzyma tego grania
          przed toba, tylko wtedy to moze byc juz za pozno. Tak czy inaczej wieczna chyba
          tez nie jestes. Czasami mlodzi umieraja szybciej niz starzy. Nikt z nas nie wie
          ile czasu mu zostalo. Czy taki stan jaki masz teraz chcialabys aby zastal cie
          na lozu smierci?
          • Gość: Ewka Re: NiePoprzedni post jest do Wiernej 1 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.05.02, 00:54
            Przepraszam, ze niewlasciwie wpisalam twoj nick.
Pełna wersja