Nie lubię mojej teściowej

    • Gość: renata Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.ath.spark.net.gr 09.05.02, 01:30
      Magic napisala: "nie lubie mojej tesciowej"
      A kto lubi... Nie martw sie, nie jestes sama, jakby moja tesciowa zyla to bym
      byla z Toba po jednej stronie barykady no ale nie zyje, niemniej łączę sie w
      bólu, bo wiem jak jest..:))) pzdrw, renia
      • wierna1 Re: Do Ewki 09.05.02, 10:12
        Ty mnie chyba nie zrozumiałaś? Mąż mnie kocha i kocha swoją matkę, więc nie za
        bardzo wiem o co ci chodzi. Ta kobieta ma ponad 70 lat i ja nic do niej nie mam
        poza tym , że jest niesprawiedliwa i kłamczucha. Ale ze względu na wiek jej
        wybaczam. Natomiast mój mąż też widzi , że z jego matką jest coś nie tak. Nie
        rozumiem więc Twojego postu i tej , przykrej dla mnie, pomyłki w nicku, myślę,
        że raczej dokonanej z rozmysłem.
        • Gość: Ewka Re: Do Wiernej1 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.05.02, 17:55
          Pomylka w nicku jest naprawde pomylka. Jest tu dziewczyna na forum, a raczej
          chyba dwie , ktore uzywaja czesto nick Wredna 1 i Wredna 2. Na pierwszy rzut
          oka myslalam ,ze to ten nick, ale jak juz wyslalam post do ciebie stwierdzilam,
          ze nazywasz sie Wierna, stad moj drugi post z korekta i przeprosinami. Nikomu
          absolutnie nie zmienilabym nicka, to byloby bez szacunku, a ja go mam do
          kazdego dyskutanta na forum . Co rzecz jasna nie zmienia tego ze moge miec
          inne spojrzenie i opinie na dany temat. Wiesz jak przeczytalam twoj post to
          zrobilo mi sie tak jakos przykro, ze matki synow sa tak nielubiane i niechciane
          przez synowe. Mysle, ze ktos musi wyjsc pierwszy z wyciagnieta reka aby
          powstala wzajemna sympatia. Piszesz ze twoj maz przestal lubic wszystko co
          wiaze sie z matka. Chyba zadna z nas , posiadajaca dzieci nie chcialaby dla
          siebie takiej przyszlosci.Piszesz, ze dawniej byly awantury jak nie chcialas
          jechac do tesciowej, a dzisiaj jezdzisz rowniez rzadko, ale juz nie ma awantur.
          Co sie wiec zmienilo? Ja nie twierdze, ze kazda tesciowa jest dobra i kazda
          synowa zla, bo to byloby oczywiscie nieprawda, ale mysle, ze czesciej jednak
          slyszy sie narzekania na tesciowa niz na synowa. Piszesz, ze tesciowie nie sa
          wieczni , to tak prawie jakbys czekala na ich smierc. Czy ty chcialabys aby oni
          zaciskali kciuki zeby tobie stalo sie cos niedobrego ? To nie polepszyloby
          waszych ukladow, prawda? Czy sadzisz ze czytajac twoj poprzedni post nie moglam
          tak wlasnie pomyslec?
          • wierna1 Re: Do Ewki 10.05.02, 08:46
            Dziękuję za odp. W słowach można więcej zawrzeć niż w forumowej pisaninie.
            Trudno więc bym opisywała tu kilkunastoletnią historię mojego związku z mężem i
            jego rodziną. Są pewne niuanse, które złożyły się na takie stosunki między mną
            a teściową.
            Widzisz, to jest kwestia wychowania. Jeśli dzieci chowa się dla siebie to ma
            się później problemy, jeśli zaś wypuszcza z gniazda i cieszy, że ułożyły sobie
            życie i nie przeszkadza im w tym życiu, to sama radość dla matki. Moja matka
            nie ma tego problemu, bo nigdy przez te kilkanaście lat mojego niełatwego
            pożycia z mężem i jego rodzinką, oficjalnego nie wypowiadała się po niczyjej
            stronie. Czyli upraszczając - nie wtrącała się. Moja teściowa lubi krecią
            robotę, a potem, kiedy już jest namieszane, robi zbolała minę. I jak tu
            zareagować? Ani wykrzyczeć prawdę, bo przecież ona taka biedna i schorowana,
            ani nie ma co wyjaśniać, bo ona tu nic nie zawiniła. Ach, szkoda słów! Tak,
            ktoś musi tu być mądrzejszy i cieszę sę, że padło na mnie.
            Co do oczekiwania na śmierć teściowej. Źle zinterpretowałaś moją myśl. Chodziło
            mi o to, że szkoda się szarpać, bo nikt nie żyje wiecznie, tym bardziej stary
            człowiek. Więc po co mu zatruwać ostatnie lata? Ale z drugiej strony taki
            starszy człowiek potrafi swoimi ostatnimi latami nieźle zatruć życie komuś
            młodszemu. Ty chyba masz jeszcze młodych teściów więc nie odczuwasz tego tak
            bardzo. Pozdr.
            • Gość: Ewka Re: Do Wiernej1 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.05.02, 17:51
              Dzieki za post. Rzeczywiscie tyle lat to cala historia i mnostwo roznych
              sytuacji. Mysle, ze wzajemne , dobre stosunki wynikaja z szacunku dla strony
              przeciwnej. Tesciowa musi rowniez miec ten szacunek dla synowej. Wiem ze roznie
              z tym bywa. Ludzie starsi kojarza mi sie troche z dziecmi , dlatego staram sie
              stawac po ich stronie, ale napewno nie zawsze sa oni niewinni tak jak dzieci.
              Ja kocham moich synow i wyobrazam sobie, ze zrobie wszystko aby moje stosunki z
              synowymi byly poprawne, bo zalezy mi na szczesciu moich dzieci. Wiem jednak ze
              nie zawsze to sie udaje, badz czasami jest to po prostu niemozliwe. Wszystko
              zalezy od indywidualnych charakterow. Ciekawa jestem jaki jest stosunek twojej
              tesciowej do meza? Czasami mysle, ze dzieci ktore nie sa wystarczajaco kochane
              pchaja sie na sile do rodzicow, nawet majac juz wlasne rodziny. Moja tesciowa (
              te prawdziwa) nie mialam okazji poznac bo umarla jak moj maz byl malym
              dzieckiem i zaluje tego bardzo, bo mysle ze go ogromnie kochala, a wiec bylaby
              i szansa dla mnie w tym ukladzie na ulozenie dobrych stosunkow z nia. Mialam
              zas do czynienia z tesciowa - macocha. Staralam sie bardzo i nawet mieszkalismy
              z nimi przez 2 lata bez zadnych klotni. Problem powstal kiedy zaczelismy zbyt
              szybko jej zdaniem sie dorabiac ( obydwoje bylismy po studiach i mielismy dobre
              prace, bez dzieci jeszcze). Mieszkalismy z nimi tylko dlatego , ze budowali dom
              i my mielismy dostac to mieszkanie po nich. Kiedy jednak urodzilo nam sie
              dziecko, zamieszkalismy u moich rodzicow, bo tesciowa- macocha nie chciala miec
              do czynienia z niemowlakiem. Ona wykorzystala ten czas aby nas pozbawic tego
              mieszkania, dajac je mlodszemu bratu meza( 19 lat, bez zony i dzieci), bo nie
              chciala go zabierac do tego nowego domu. Chciala w nim zamieszkac tylko z
              tesciem i corka ( swoja i tescia). Postanowilismy wiec nie walczyc juz o to
              mieszkanie po tesciach , bo zalatwilismy sobie dobra prace z pieknym
              mieszkaniem w innej miejscowosci. I byc moze wszystko ulozyloby sie dobrze
              miedzy nami gdyby nie choroba naszego maluszka. Byl doslownie umierajacy , wiec
              zadzwonilam do nich proszac aby pomogli go ratowac( wiesz jak jest w Polsce).
              Moj tesc jest dyrektorem duzego szpitala i specjalista wojewodzkim mialby wiec
              posluch u innych lekarzy nawet w innej miejscowosci. Stwierdzili jednak ,ze nic
              tu nie moga zrobic. Nie przyjechali wiec nawet go zobaczyc, jesli juz nie
              pomoc. Od tej pory przestali dla nas istniec. Tesciowa pisala nawet jakies tam
              listy, ale nigdy nie pofatygowali sie aby odwiedzic nas i zobaczyc dzieciaka.
              Mysmy wiec tez uznali, ze nie bedziemy jechac z nim i go pokazywac. Niedlugo
              potem wyjechalismy za granice. Wiesz ja nie zadam od nich wiele, ale przyznania
              sie do popelnienia bledu, a oni tego w zasadzie nigdy nie zrobili. Taka jest
              moja historia. Mysle, ze nigdy nie mialaby miejsca gdyby moj maz mial swoja
              matke, dlatego mimo wszystko zazdroszcze ci ze twoja tesciowa to prawdziwa
              matka twojego meza, no chyba ze ona go tak traktuje jak obcy czlowiek, jak
              macocha. Pozdrawiam
    • Gość: oko31 nawet rozpad małżeństwa IP: *.tpsa.lublin.pl 10.05.02, 00:46
      Mój przypadek dowodzi, że jeżeli są tylko możliwości natychmiast po ślubie
      należy przeprowadzać się "na swoje". Ja tego nie zrobiłem, zamieszkałem z
      teściami, którzy systematyczną pracą rozwalili nasze małżeństwo.
      Niestety duży wkład w rozkład wniosła moja żona, która jako jedynaczka nie
      mogła sobie wyobrazić życia bez rodziców. Ja byłem tylko naroślą na ich pięknej
      rodzince, którą skutecznie zeskrobali.
      Najśmieszniejsze jest to, że gdy kategorycznie zażądałem wyprowadzki na swoje
      to nie żona ale teść zaprotestował. No cóż ale wtedy było już za późno.

      Moja przestroga dla wszystkich młodych małżeństw, idźcie na swoje. Proponuję
      taki dystans aby codzienne wizyty były niemożliwe. Konflikty między pokoleniami
      są nieuniknione. No chyba, że druga połówka stoi twardo za tobą to się nie ma
      co bać.
      • wierna1 Re: Popieram Cię Oko 10.05.02, 08:49
        Masz w 100% rację. Moja matka też tak uważała, dlatego będąc jeszcze panna
        psotarałam się o spółdzielcze mieszkanie. Moi teściowie nie zapewnili go ani
        córce ani synowi. Oni lubią, jak jest tłok i mają wszystkich koło siebie. Ale
        nie brali pod uwagę, że nie każdy ma takie upodobania.
        Moje małżeństwo przetrwało. Ale gdybyśmy mieszkali z którymiś rodzicami pewnie
        już razem byśmy nie byli. Za dużo nas dzieliło. Pozdrawiam
        • Gość: Aton Panna z mieszkaniem IP: 195.94.207.* 10.05.02, 10:22
          Za komuny pewnie było inaczej; to czekanie sto lat na
          przydział mieszkania i inne duperele, o których w
          wolnym świecie się nie słyszy...
          Powiem Wam, co myślę. Otóż wydaje mi się, że dla panny
          mieszkanie to raczej obciążenie niż plus. Chociażby dla
          tego, że ten, kto się do niej wprowadzi, zawsze będzie
          mieszkał "u niej" i zawsze będzie w podtekście, że ona
          może go ze swojego mieszkania wysiudać - spakować
          walizki i wystawić za próg. Brrr. Nieprzyjemna
          perspektywa.
          Znacznie ciekawsza wydaje mi się opcja, w której
          młodzi, czy to przed ślubem, czy to bezpośrednio po,
          kupują sobie wspólne mieszkanie i razem na nie pracują
          i jest "ich", a nie "jego" czy "jej".
          Zwłaszcza, że jeśli kupują mieszkanie wspólnie, to mogą
          sobie pozwolić na większe, bo cena metra
          proporcjonalnie spada.
          • anndelumester Panna z mieszkaniem - czyli ja 10.05.02, 11:10
            ...
            > Powiem Wam, co myślę. Otóż wydaje mi się, że dla panny
            > mieszkanie to raczej obciążenie niż plus. Chociażby dla
            > tego, że ten, kto się do niej wprowadzi, zawsze będzie
            > mieszkał "u niej" i zawsze będzie w podtekście, że ona
            > może go ze swojego mieszkania wysiudać - spakować
            > walizki i wystawić za próg.
            No to chyba obciążenie dla sublokatora a nie dla właścicielki...tak sie akurat
            składa że ja jestem właścicielką swojego mieszkania i bardzo sie cieszę zę moja
            za kilka tygodni teściowa nie dodała do tego interesu nawet złotówki...zero
            wtrącania zero komentarzy, nic...bo niby dlaczego...ale szczesliwanie
            była...zabroniła synkowi zabrać (jakby nie było jego rzeczy ) "do niej".(czyli do
            mnie)

            Znacznie ciekawsza wydaje mi się opcja, w której
            > młodzi, czy to przed ślubem, czy to bezpośrednio po,
            > kupują sobie wspólne mieszkanie i razem na nie pracują
            > i jest "ich", a nie "jego" czy "jej".
            Tu masz rację ale nie zawsze jest to możliwe... nie każdy pracuje za naprawdę
            duże pieniadze, dostaje spadki, etc...akurat w mojej rodzinie, ja nie jestem
            wyjątkiem, było coś takiego że siłami obu rodzin (jak była kasa) kupowałao się
            dzieciom coś do mieszkania ale to wtedy było dla nich i "ich wspólne"... i raczej
            sie nikt nie wtrącał..
            W rodzinie mojego chłopa coś takiego było nie do pomyślenia...ponieważ "oni
            (czyli teściowie) dorabiali się od zera" To od zera to były mundurowe mieszkania
            służbowe w latach 70 i 80 i idące za mundurem przywileje....wreszcie działalność
            gospodarcza "za nowego" i niesamowita korzyść z transformacji...cóż bywa i tak,
            ale z pewnością nie jest to tzw. protestancki etos pracy a raczej szczescie z
            sytuacji historyczno-politycznej.
            Dlatego teraz mieszkamy w małym ale tylko moim mieszkaniu...
            i tak jak większość tutaj piszących uważam że mieszkanie z dala od jednych i
            drugich rodziców to chyba najlepsza sprawa dla związku...
            • Gość: Aton Re: Panna z mieszkaniem - czyli ona IP: 195.94.207.* 10.05.02, 14:10
              anndelumester napisał(a):

              > No to chyba obciążenie dla sublokatora a nie dla
              właścicielki...

              No właśnie o tym piszę - facet jest w tej sytuacji na
              posadzie sublokatora. Łojezu jak mi by to się nie podobało.

              > była...zabroniła synkowi zabrać (jakby nie było jego
              rzeczy ) "do niej".(czyli
              > do mnie)

              Nie rozumiem, co to znaczy. Że co, że komputer i stare
              gacie musi zostawić i teraz sobie kupować nowe? Wybacz,
              ale trąci mi to jakąś groteską.

              > Znacznie ciekawsza wydaje mi się opcja, w której
              > > młodzi, czy to przed ślubem, czy to bezpośrednio po,
              > > kupują sobie wspólne mieszkanie i razem na nie pracują
              > > i jest "ich", a nie "jego" czy "jej".
              > Tu masz rację ale nie zawsze jest to możliwe... nie
              każdy pracuje za naprawdę
              > duże pieniadze, dostaje spadki, etc...

              Niby racja, ale:
              1. Panna może być z gotówką - a to znacznie lepsza forma
              własności niż mieszkanie (przyczyna prosta - łatwiej
              zamienić gotówkę na mieszkanie niż odwrotnie).
              2. Kawaler też może trochę kasy skądś wyskrobać,
              wyżebrać, pożyczyć w banku etc.
              3. Sam fakt wspólnego wybierania i kupowania mieszkania
              powoduje, że staje się ono wspólne. Zupełnie inny klimat
              psychiczny.

              > W rodzinie mojego chłopa coś takiego było nie do
              pomyślenia...ponieważ "oni
              > (czyli teściowie) dorabiali się od zera"

              To co, nawet nie pożyczą młodemu kilkudziesięciu tyśków
              na umiarkowany procent? Degeneraci!

              > i tak jak większość tutaj piszących uważam że
              mieszkanie z dala od jednych i
              > drugich rodziców to chyba najlepsza sprawa dla związku...

              Świnto prawda!
    • Gość: ja Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.ciechanow.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 22:02
      tylko mamisynki maja takie matki , z którymi później trudno jest załapać
      kontakt. teściowa myśli sobie, ze jej synalek to cały czas malutki chłopczyk
      którego trzeba trzymać za rączkę aby mógł przejść przez życie bez szwanku, a
      tak się nie da. Po prostu moje droge panie macie facetów, którzy ze swoimi
      matkami są w bardzo ciepłych i bliskich kontaktach i swoje matki stawiają za
      wzór.
    • ad12 Re: Nie lubię mojej teściowej 10.05.02, 22:48
      magic30 napisał(a):

      > Może to trywialne, ale bardzo nie lubię mojej teściowej. To okropna baba, która
      >
      > kocha tylko swoje dzieci, a synowa czy zięć to dla niej nie rodzina, bo nie jej
      >
      > krew. "Zdałam egzamin" na synową, gdy dopiero urodziłam dziecko potwierdzając,
      > że kobiety z ujemnym RH też mogą mieć "normalne" dzieci. Miałam do niej uraz i
      > traktowałam ją z bezpieczną rezerwą, bo na początku mojego małżeństwa bardzo
      > wiele przez nią wycierpiałam i odpowiedni dystans pozwalał mi na kontakty z nią
      >
      > przy okazji rodzinnych świąt. Niedawno moja teściowa wyciągnęła rękę do
      > pojednania i wydawało się, że istnieje szansa na porozumienie. Niestety przy
      > okazji kilkugodzinnej świątecznej wizyty znowu stałam się obiektem jej agresji.
      >
      > Nie broniłam się, bo opór z mojej strony spowodowałby jawny konflikt, którego
      > bardzo chcialby uniknąć mój mąż. Mam ochotę zerwać z nią wszystkie kontakty,
      > nawet telefoniczne, nie chcę do niej jeździć i nie chcę jej u mnie widzieć.
      > Jeżeli mój mąż będzie chciał się widzieć z matką, to niech sam do niej jedzie.
      > Wkrótce mam urodziny dziecka, na które zapraszam zawsze dziadków. Nie chcę jej
      > zaprosić, ale może sama zechce przyjechać do wnuka,a przecież nie strącę jej
      > wtedy ze schodów. Czy można jakoś uciąć kontakty z teściową, nie raniąc przy
      > tym zbytnio męża, który bardzo ją kocha i cześciej bierze stronę jej niż moją?
      > Dlaczego to zawsze ja mam sie zachowywać spokojnie i odpowiedzialnie, a ją może
      >
      > roznosić furia?

      mysle ze Twoj maz ma rowniez wine w tym jak cie tesciowa traktuje ! Poniewaz
      pozwala jej na to gdyby sie wstawil za toba powiedzial cos moze ona opanowala by
      sie ! Porozmawiaj z nim powiedz co czujesz i ze nie chcesz tej sytuacji w twoim
      domu wsrod twoich dzieci ona nie musi cie kochac ale nich sie przynajmniej
      zachowuje jak dorosla osoba !Jesli to nie pomoze to masz pech twoj maz to
      maminsynek i mozesz zastosowac terapie szokowa ( wyprowadz sie do swojej mamy na
      jakis czas wez wakacje) i zobacz jakie to bedzie mialo skutki??
      • Gość: Nell Panaceum na wszystko wg ad12 IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 10:51
        "wyprowadz sie do swojej mamy na
        jakis czas wez wakacje) i zobacz jakie to bedzie mialo skutki??"

        Droga ad12( to wiek twoj w latach?)
        Czy w prawie kazdym watku musisz radzic ludziom to samo, ta przeprowadzke do matki na jakis
        czas?? Czy to twoim zdaniem zloty srodek na wszystkie malzenskie utarczki?? To chyba 2,
        czy 3 twoj post, w ktorym to radzisz. Ucieczka i obserwowanie, co sie wtedy stanie, to nie zadne
        rozwiazania. (poetka ze mnie:)) )
        • Gość: Iza Re:Nell IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.05.02, 18:01
          Rzeczywiscie ci sie rymlo. Powinnas jeszcze napisac rozwiazanie( a nie
          rozwiazania) to bylby totalny rym. "Ucieczka i obserwowanie, co sie wtedy
          stanie to nie zadne rozwiazanie" Dobrze powiedziane. Gratulacje i pozdrowionka.
        • ad12 Re: Panaceum na wszystko wg ad12 12.05.02, 22:25
          Gość portalu: Nell napisał(a):

          > "wyprowadz sie do swojej mamy na
          > jakis czas wez wakacje) i zobacz jakie to bedzie mialo skutki??"
          >
          > Droga ad12( to wiek twoj w latach?)
          > Czy w prawie kazdym watku musisz radzic ludziom to samo, ta przeprowadzke do ma
          > tki na jakis
          > czas?? Czy to twoim zdaniem zloty srodek na wszystkie malzenskie utarczki?? To
          > chyba 2,
          > czy 3 twoj post, w ktorym to radzisz. Ucieczka i obserwowanie, co sie wtedy sta
          > nie, to nie zadne
          > rozwiazania. (poetka ze mnie:)) )
          Lepsze to nell niz wymyslanie zboczonych rzeczy w stulu spusc jej sie na bbuze to
          sama przyjemnosc ! Dokladnie tak mysle jak ci sie cos nie uklada zrob sobie
          przerwe daj spokoj na jakis czas zrelaksuj . Ja oczywiscie rozumiem ze w twoim
          malzenstwie ty zrobisz swojemu mezowi "laske" i bedzie dobrze prblem z glowy .:))
          • Gość: Nell Re: Panaceum na wszystko wg ad12 IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 13.05.02, 09:28
            "Ja oczywiscie rozumiem ze w twoim
            malzenstwie ty zrobisz swojemu mezowi "laske" i bedzie dobrze prblem z glowy .:))"

            Mam prosbe, mozesz rozwinac te "błyskotliwa" myśl??
    • anndelumester Miało być o relacjach z teściową a jest... 13.05.02, 09:59
      a tu jakaś erupcja...chamstwa????...kobiety wyluzujcie trochę ...
      wydaje mi się ten watek założono po to żeby móc porozmawiać o naszych
      problemach z teściowymi. A robi się jakiś syf maksymalny...i pyskówki..proszę
      Was, o odrobinę wzajemnego szacunku ok ???
    • magic30 Re: Nie lubię mojej teściowej 13.05.02, 10:34
      My mamy to szczęście, że mieszkamy osobno, mamy własne mieszkanie w innym
      mieście, którego dorabialiśmy się wspólnie od zera...Dzięki temu nie ma
      problemów typu: "jak się nie podoba, to..." Dziękuję Ad 12 za błyskotliwe rady,
      ale chyba nie skorzystam...Gdyby sposobem na rozwiązanie moich problemów była
      ucieczka od męża, to nie byłoby mnie na tym forum...Ja chcę się dogadać z mężem
      (co powoli nam zaczyna się udawać) i ułożyć swoje stosunki z teściową w sposób
      najbardziej poprawny...Poza tym kocham swojego męża i dziecko, a MAŁŻEŃSTWO TO
      NIE PLAC ZABAW, na którym jeśli źle się bawię, to biorę swoje zabawki i idę na
      inne podwórko...Dla mnie "odkryciem" jest, że nie muszę lubieć mojej teściowej,
      wystarczy, że ją szanuję, chociaż ona mnie nie lubi a chyba nawet niezbyt
      szanuje...Choćbym nie wiem co robiła i jaka była, nigdy nie dorosnę do jej
      wyobrażeń o idealnej partnerce dla jej syna...Ciężko mi było przełknąć tę
      gorzką prawdę, ale z upływem czasu pogodziłam się z tym faktem...Mój mąż nie
      musi lubieć moich rodziców: wystarczy ,że będzie ich szanował... i ja nie muszę
      lubieć jego mamy...wystarczy, że będę ją szanować... I wiecie co, ulżyło mi po
      raz pierwszy od kilku lat...Spotkałam się ostatecznie z moją teściową w czasie
      tego weekendu... i wiecie co, nie było tak źle...tylko ,że ja po raz pierwszy
      odważyłam się powiedzieć(oczywiście bardzo grzecznie), że nie będę czegoś tam
      robić, jak uważa moja teściowa, bo mam na ten temat zupełnie inne zdanie i
      basta...I wiecie co, nic się nie stało, a stara ziemia nadal się kręci...A że z
      teściową można bardzo dobrze żyć i nawet nieżle się porozumiewać, wiem to z
      własnego domu rodzinnego...Wszystkim bardzo dziękuję za wypowiedzi, uważnie je
      wszystkie czytam i niektóre z nich bardzo, ale to bardzo mi pomogły...niemniej
      dziękuję za wszystkie posty w tym wątku i pozdrawiam. Są jeszcze normalne
      kobiety na tym świecie, które będą kiedyś (lub już są) synowymi i
      teściowymi...Jeszcze raz pozdrawiam...
Pełna wersja