Gość: renata Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.ath.spark.net.gr 09.05.02, 01:30 Magic napisala: "nie lubie mojej tesciowej" A kto lubi... Nie martw sie, nie jestes sama, jakby moja tesciowa zyla to bym byla z Toba po jednej stronie barykady no ale nie zyje, niemniej łączę sie w bólu, bo wiem jak jest..:))) pzdrw, renia Odpowiedz Link Zgłoś
wierna1 Re: Do Ewki 09.05.02, 10:12 Ty mnie chyba nie zrozumiałaś? Mąż mnie kocha i kocha swoją matkę, więc nie za bardzo wiem o co ci chodzi. Ta kobieta ma ponad 70 lat i ja nic do niej nie mam poza tym , że jest niesprawiedliwa i kłamczucha. Ale ze względu na wiek jej wybaczam. Natomiast mój mąż też widzi , że z jego matką jest coś nie tak. Nie rozumiem więc Twojego postu i tej , przykrej dla mnie, pomyłki w nicku, myślę, że raczej dokonanej z rozmysłem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewka Re: Do Wiernej1 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.05.02, 17:55 Pomylka w nicku jest naprawde pomylka. Jest tu dziewczyna na forum, a raczej chyba dwie , ktore uzywaja czesto nick Wredna 1 i Wredna 2. Na pierwszy rzut oka myslalam ,ze to ten nick, ale jak juz wyslalam post do ciebie stwierdzilam, ze nazywasz sie Wierna, stad moj drugi post z korekta i przeprosinami. Nikomu absolutnie nie zmienilabym nicka, to byloby bez szacunku, a ja go mam do kazdego dyskutanta na forum . Co rzecz jasna nie zmienia tego ze moge miec inne spojrzenie i opinie na dany temat. Wiesz jak przeczytalam twoj post to zrobilo mi sie tak jakos przykro, ze matki synow sa tak nielubiane i niechciane przez synowe. Mysle, ze ktos musi wyjsc pierwszy z wyciagnieta reka aby powstala wzajemna sympatia. Piszesz ze twoj maz przestal lubic wszystko co wiaze sie z matka. Chyba zadna z nas , posiadajaca dzieci nie chcialaby dla siebie takiej przyszlosci.Piszesz, ze dawniej byly awantury jak nie chcialas jechac do tesciowej, a dzisiaj jezdzisz rowniez rzadko, ale juz nie ma awantur. Co sie wiec zmienilo? Ja nie twierdze, ze kazda tesciowa jest dobra i kazda synowa zla, bo to byloby oczywiscie nieprawda, ale mysle, ze czesciej jednak slyszy sie narzekania na tesciowa niz na synowa. Piszesz, ze tesciowie nie sa wieczni , to tak prawie jakbys czekala na ich smierc. Czy ty chcialabys aby oni zaciskali kciuki zeby tobie stalo sie cos niedobrego ? To nie polepszyloby waszych ukladow, prawda? Czy sadzisz ze czytajac twoj poprzedni post nie moglam tak wlasnie pomyslec? Odpowiedz Link Zgłoś
wierna1 Re: Do Ewki 10.05.02, 08:46 Dziękuję za odp. W słowach można więcej zawrzeć niż w forumowej pisaninie. Trudno więc bym opisywała tu kilkunastoletnią historię mojego związku z mężem i jego rodziną. Są pewne niuanse, które złożyły się na takie stosunki między mną a teściową. Widzisz, to jest kwestia wychowania. Jeśli dzieci chowa się dla siebie to ma się później problemy, jeśli zaś wypuszcza z gniazda i cieszy, że ułożyły sobie życie i nie przeszkadza im w tym życiu, to sama radość dla matki. Moja matka nie ma tego problemu, bo nigdy przez te kilkanaście lat mojego niełatwego pożycia z mężem i jego rodzinką, oficjalnego nie wypowiadała się po niczyjej stronie. Czyli upraszczając - nie wtrącała się. Moja teściowa lubi krecią robotę, a potem, kiedy już jest namieszane, robi zbolała minę. I jak tu zareagować? Ani wykrzyczeć prawdę, bo przecież ona taka biedna i schorowana, ani nie ma co wyjaśniać, bo ona tu nic nie zawiniła. Ach, szkoda słów! Tak, ktoś musi tu być mądrzejszy i cieszę sę, że padło na mnie. Co do oczekiwania na śmierć teściowej. Źle zinterpretowałaś moją myśl. Chodziło mi o to, że szkoda się szarpać, bo nikt nie żyje wiecznie, tym bardziej stary człowiek. Więc po co mu zatruwać ostatnie lata? Ale z drugiej strony taki starszy człowiek potrafi swoimi ostatnimi latami nieźle zatruć życie komuś młodszemu. Ty chyba masz jeszcze młodych teściów więc nie odczuwasz tego tak bardzo. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewka Re: Do Wiernej1 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.05.02, 17:51 Dzieki za post. Rzeczywiscie tyle lat to cala historia i mnostwo roznych sytuacji. Mysle, ze wzajemne , dobre stosunki wynikaja z szacunku dla strony przeciwnej. Tesciowa musi rowniez miec ten szacunek dla synowej. Wiem ze roznie z tym bywa. Ludzie starsi kojarza mi sie troche z dziecmi , dlatego staram sie stawac po ich stronie, ale napewno nie zawsze sa oni niewinni tak jak dzieci. Ja kocham moich synow i wyobrazam sobie, ze zrobie wszystko aby moje stosunki z synowymi byly poprawne, bo zalezy mi na szczesciu moich dzieci. Wiem jednak ze nie zawsze to sie udaje, badz czasami jest to po prostu niemozliwe. Wszystko zalezy od indywidualnych charakterow. Ciekawa jestem jaki jest stosunek twojej tesciowej do meza? Czasami mysle, ze dzieci ktore nie sa wystarczajaco kochane pchaja sie na sile do rodzicow, nawet majac juz wlasne rodziny. Moja tesciowa ( te prawdziwa) nie mialam okazji poznac bo umarla jak moj maz byl malym dzieckiem i zaluje tego bardzo, bo mysle ze go ogromnie kochala, a wiec bylaby i szansa dla mnie w tym ukladzie na ulozenie dobrych stosunkow z nia. Mialam zas do czynienia z tesciowa - macocha. Staralam sie bardzo i nawet mieszkalismy z nimi przez 2 lata bez zadnych klotni. Problem powstal kiedy zaczelismy zbyt szybko jej zdaniem sie dorabiac ( obydwoje bylismy po studiach i mielismy dobre prace, bez dzieci jeszcze). Mieszkalismy z nimi tylko dlatego , ze budowali dom i my mielismy dostac to mieszkanie po nich. Kiedy jednak urodzilo nam sie dziecko, zamieszkalismy u moich rodzicow, bo tesciowa- macocha nie chciala miec do czynienia z niemowlakiem. Ona wykorzystala ten czas aby nas pozbawic tego mieszkania, dajac je mlodszemu bratu meza( 19 lat, bez zony i dzieci), bo nie chciala go zabierac do tego nowego domu. Chciala w nim zamieszkac tylko z tesciem i corka ( swoja i tescia). Postanowilismy wiec nie walczyc juz o to mieszkanie po tesciach , bo zalatwilismy sobie dobra prace z pieknym mieszkaniem w innej miejscowosci. I byc moze wszystko ulozyloby sie dobrze miedzy nami gdyby nie choroba naszego maluszka. Byl doslownie umierajacy , wiec zadzwonilam do nich proszac aby pomogli go ratowac( wiesz jak jest w Polsce). Moj tesc jest dyrektorem duzego szpitala i specjalista wojewodzkim mialby wiec posluch u innych lekarzy nawet w innej miejscowosci. Stwierdzili jednak ,ze nic tu nie moga zrobic. Nie przyjechali wiec nawet go zobaczyc, jesli juz nie pomoc. Od tej pory przestali dla nas istniec. Tesciowa pisala nawet jakies tam listy, ale nigdy nie pofatygowali sie aby odwiedzic nas i zobaczyc dzieciaka. Mysmy wiec tez uznali, ze nie bedziemy jechac z nim i go pokazywac. Niedlugo potem wyjechalismy za granice. Wiesz ja nie zadam od nich wiele, ale przyznania sie do popelnienia bledu, a oni tego w zasadzie nigdy nie zrobili. Taka jest moja historia. Mysle, ze nigdy nie mialaby miejsca gdyby moj maz mial swoja matke, dlatego mimo wszystko zazdroszcze ci ze twoja tesciowa to prawdziwa matka twojego meza, no chyba ze ona go tak traktuje jak obcy czlowiek, jak macocha. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oko31 nawet rozpad małżeństwa IP: *.tpsa.lublin.pl 10.05.02, 00:46 Mój przypadek dowodzi, że jeżeli są tylko możliwości natychmiast po ślubie należy przeprowadzać się "na swoje". Ja tego nie zrobiłem, zamieszkałem z teściami, którzy systematyczną pracą rozwalili nasze małżeństwo. Niestety duży wkład w rozkład wniosła moja żona, która jako jedynaczka nie mogła sobie wyobrazić życia bez rodziców. Ja byłem tylko naroślą na ich pięknej rodzince, którą skutecznie zeskrobali. Najśmieszniejsze jest to, że gdy kategorycznie zażądałem wyprowadzki na swoje to nie żona ale teść zaprotestował. No cóż ale wtedy było już za późno. Moja przestroga dla wszystkich młodych małżeństw, idźcie na swoje. Proponuję taki dystans aby codzienne wizyty były niemożliwe. Konflikty między pokoleniami są nieuniknione. No chyba, że druga połówka stoi twardo za tobą to się nie ma co bać. Odpowiedz Link Zgłoś
wierna1 Re: Popieram Cię Oko 10.05.02, 08:49 Masz w 100% rację. Moja matka też tak uważała, dlatego będąc jeszcze panna psotarałam się o spółdzielcze mieszkanie. Moi teściowie nie zapewnili go ani córce ani synowi. Oni lubią, jak jest tłok i mają wszystkich koło siebie. Ale nie brali pod uwagę, że nie każdy ma takie upodobania. Moje małżeństwo przetrwało. Ale gdybyśmy mieszkali z którymiś rodzicami pewnie już razem byśmy nie byli. Za dużo nas dzieliło. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aton Panna z mieszkaniem IP: 195.94.207.* 10.05.02, 10:22 Za komuny pewnie było inaczej; to czekanie sto lat na przydział mieszkania i inne duperele, o których w wolnym świecie się nie słyszy... Powiem Wam, co myślę. Otóż wydaje mi się, że dla panny mieszkanie to raczej obciążenie niż plus. Chociażby dla tego, że ten, kto się do niej wprowadzi, zawsze będzie mieszkał "u niej" i zawsze będzie w podtekście, że ona może go ze swojego mieszkania wysiudać - spakować walizki i wystawić za próg. Brrr. Nieprzyjemna perspektywa. Znacznie ciekawsza wydaje mi się opcja, w której młodzi, czy to przed ślubem, czy to bezpośrednio po, kupują sobie wspólne mieszkanie i razem na nie pracują i jest "ich", a nie "jego" czy "jej". Zwłaszcza, że jeśli kupują mieszkanie wspólnie, to mogą sobie pozwolić na większe, bo cena metra proporcjonalnie spada. Odpowiedz Link Zgłoś
anndelumester Panna z mieszkaniem - czyli ja 10.05.02, 11:10 ... > Powiem Wam, co myślę. Otóż wydaje mi się, że dla panny > mieszkanie to raczej obciążenie niż plus. Chociażby dla > tego, że ten, kto się do niej wprowadzi, zawsze będzie > mieszkał "u niej" i zawsze będzie w podtekście, że ona > może go ze swojego mieszkania wysiudać - spakować > walizki i wystawić za próg. No to chyba obciążenie dla sublokatora a nie dla właścicielki...tak sie akurat składa że ja jestem właścicielką swojego mieszkania i bardzo sie cieszę zę moja za kilka tygodni teściowa nie dodała do tego interesu nawet złotówki...zero wtrącania zero komentarzy, nic...bo niby dlaczego...ale szczesliwanie była...zabroniła synkowi zabrać (jakby nie było jego rzeczy ) "do niej".(czyli do mnie) Znacznie ciekawsza wydaje mi się opcja, w której > młodzi, czy to przed ślubem, czy to bezpośrednio po, > kupują sobie wspólne mieszkanie i razem na nie pracują > i jest "ich", a nie "jego" czy "jej". Tu masz rację ale nie zawsze jest to możliwe... nie każdy pracuje za naprawdę duże pieniadze, dostaje spadki, etc...akurat w mojej rodzinie, ja nie jestem wyjątkiem, było coś takiego że siłami obu rodzin (jak była kasa) kupowałao się dzieciom coś do mieszkania ale to wtedy było dla nich i "ich wspólne"... i raczej sie nikt nie wtrącał.. W rodzinie mojego chłopa coś takiego było nie do pomyślenia...ponieważ "oni (czyli teściowie) dorabiali się od zera" To od zera to były mundurowe mieszkania służbowe w latach 70 i 80 i idące za mundurem przywileje....wreszcie działalność gospodarcza "za nowego" i niesamowita korzyść z transformacji...cóż bywa i tak, ale z pewnością nie jest to tzw. protestancki etos pracy a raczej szczescie z sytuacji historyczno-politycznej. Dlatego teraz mieszkamy w małym ale tylko moim mieszkaniu... i tak jak większość tutaj piszących uważam że mieszkanie z dala od jednych i drugich rodziców to chyba najlepsza sprawa dla związku... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aton Re: Panna z mieszkaniem - czyli ona IP: 195.94.207.* 10.05.02, 14:10 anndelumester napisał(a): > No to chyba obciążenie dla sublokatora a nie dla właścicielki... No właśnie o tym piszę - facet jest w tej sytuacji na posadzie sublokatora. Łojezu jak mi by to się nie podobało. > była...zabroniła synkowi zabrać (jakby nie było jego rzeczy ) "do niej".(czyli > do mnie) Nie rozumiem, co to znaczy. Że co, że komputer i stare gacie musi zostawić i teraz sobie kupować nowe? Wybacz, ale trąci mi to jakąś groteską. > Znacznie ciekawsza wydaje mi się opcja, w której > > młodzi, czy to przed ślubem, czy to bezpośrednio po, > > kupują sobie wspólne mieszkanie i razem na nie pracują > > i jest "ich", a nie "jego" czy "jej". > Tu masz rację ale nie zawsze jest to możliwe... nie każdy pracuje za naprawdę > duże pieniadze, dostaje spadki, etc... Niby racja, ale: 1. Panna może być z gotówką - a to znacznie lepsza forma własności niż mieszkanie (przyczyna prosta - łatwiej zamienić gotówkę na mieszkanie niż odwrotnie). 2. Kawaler też może trochę kasy skądś wyskrobać, wyżebrać, pożyczyć w banku etc. 3. Sam fakt wspólnego wybierania i kupowania mieszkania powoduje, że staje się ono wspólne. Zupełnie inny klimat psychiczny. > W rodzinie mojego chłopa coś takiego było nie do pomyślenia...ponieważ "oni > (czyli teściowie) dorabiali się od zera" To co, nawet nie pożyczą młodemu kilkudziesięciu tyśków na umiarkowany procent? Degeneraci! > i tak jak większość tutaj piszących uważam że mieszkanie z dala od jednych i > drugich rodziców to chyba najlepsza sprawa dla związku... Świnto prawda! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Nie lubię mojej teściowej IP: *.ciechanow.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 22:02 tylko mamisynki maja takie matki , z którymi później trudno jest załapać kontakt. teściowa myśli sobie, ze jej synalek to cały czas malutki chłopczyk którego trzeba trzymać za rączkę aby mógł przejść przez życie bez szwanku, a tak się nie da. Po prostu moje droge panie macie facetów, którzy ze swoimi matkami są w bardzo ciepłych i bliskich kontaktach i swoje matki stawiają za wzór. Odpowiedz Link Zgłoś
ad12 Re: Nie lubię mojej teściowej 10.05.02, 22:48 magic30 napisał(a): > Może to trywialne, ale bardzo nie lubię mojej teściowej. To okropna baba, która > > kocha tylko swoje dzieci, a synowa czy zięć to dla niej nie rodzina, bo nie jej > > krew. "Zdałam egzamin" na synową, gdy dopiero urodziłam dziecko potwierdzając, > że kobiety z ujemnym RH też mogą mieć "normalne" dzieci. Miałam do niej uraz i > traktowałam ją z bezpieczną rezerwą, bo na początku mojego małżeństwa bardzo > wiele przez nią wycierpiałam i odpowiedni dystans pozwalał mi na kontakty z nią > > przy okazji rodzinnych świąt. Niedawno moja teściowa wyciągnęła rękę do > pojednania i wydawało się, że istnieje szansa na porozumienie. Niestety przy > okazji kilkugodzinnej świątecznej wizyty znowu stałam się obiektem jej agresji. > > Nie broniłam się, bo opór z mojej strony spowodowałby jawny konflikt, którego > bardzo chcialby uniknąć mój mąż. Mam ochotę zerwać z nią wszystkie kontakty, > nawet telefoniczne, nie chcę do niej jeździć i nie chcę jej u mnie widzieć. > Jeżeli mój mąż będzie chciał się widzieć z matką, to niech sam do niej jedzie. > Wkrótce mam urodziny dziecka, na które zapraszam zawsze dziadków. Nie chcę jej > zaprosić, ale może sama zechce przyjechać do wnuka,a przecież nie strącę jej > wtedy ze schodów. Czy można jakoś uciąć kontakty z teściową, nie raniąc przy > tym zbytnio męża, który bardzo ją kocha i cześciej bierze stronę jej niż moją? > Dlaczego to zawsze ja mam sie zachowywać spokojnie i odpowiedzialnie, a ją może > > roznosić furia? mysle ze Twoj maz ma rowniez wine w tym jak cie tesciowa traktuje ! Poniewaz pozwala jej na to gdyby sie wstawil za toba powiedzial cos moze ona opanowala by sie ! Porozmawiaj z nim powiedz co czujesz i ze nie chcesz tej sytuacji w twoim domu wsrod twoich dzieci ona nie musi cie kochac ale nich sie przynajmniej zachowuje jak dorosla osoba !Jesli to nie pomoze to masz pech twoj maz to maminsynek i mozesz zastosowac terapie szokowa ( wyprowadz sie do swojej mamy na jakis czas wez wakacje) i zobacz jakie to bedzie mialo skutki?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nell Panaceum na wszystko wg ad12 IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 10:51 "wyprowadz sie do swojej mamy na jakis czas wez wakacje) i zobacz jakie to bedzie mialo skutki??" Droga ad12( to wiek twoj w latach?) Czy w prawie kazdym watku musisz radzic ludziom to samo, ta przeprowadzke do matki na jakis czas?? Czy to twoim zdaniem zloty srodek na wszystkie malzenskie utarczki?? To chyba 2, czy 3 twoj post, w ktorym to radzisz. Ucieczka i obserwowanie, co sie wtedy stanie, to nie zadne rozwiazania. (poetka ze mnie:)) ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Re:Nell IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.05.02, 18:01 Rzeczywiscie ci sie rymlo. Powinnas jeszcze napisac rozwiazanie( a nie rozwiazania) to bylby totalny rym. "Ucieczka i obserwowanie, co sie wtedy stanie to nie zadne rozwiazanie" Dobrze powiedziane. Gratulacje i pozdrowionka. Odpowiedz Link Zgłoś
ad12 Re: Panaceum na wszystko wg ad12 12.05.02, 22:25 Gość portalu: Nell napisał(a): > "wyprowadz sie do swojej mamy na > jakis czas wez wakacje) i zobacz jakie to bedzie mialo skutki??" > > Droga ad12( to wiek twoj w latach?) > Czy w prawie kazdym watku musisz radzic ludziom to samo, ta przeprowadzke do ma > tki na jakis > czas?? Czy to twoim zdaniem zloty srodek na wszystkie malzenskie utarczki?? To > chyba 2, > czy 3 twoj post, w ktorym to radzisz. Ucieczka i obserwowanie, co sie wtedy sta > nie, to nie zadne > rozwiazania. (poetka ze mnie:)) ) Lepsze to nell niz wymyslanie zboczonych rzeczy w stulu spusc jej sie na bbuze to sama przyjemnosc ! Dokladnie tak mysle jak ci sie cos nie uklada zrob sobie przerwe daj spokoj na jakis czas zrelaksuj . Ja oczywiscie rozumiem ze w twoim malzenstwie ty zrobisz swojemu mezowi "laske" i bedzie dobrze prblem z glowy .:)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nell Re: Panaceum na wszystko wg ad12 IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 13.05.02, 09:28 "Ja oczywiscie rozumiem ze w twoim malzenstwie ty zrobisz swojemu mezowi "laske" i bedzie dobrze prblem z glowy .:))" Mam prosbe, mozesz rozwinac te "błyskotliwa" myśl?? Odpowiedz Link Zgłoś
anndelumester Miało być o relacjach z teściową a jest... 13.05.02, 09:59 a tu jakaś erupcja...chamstwa????...kobiety wyluzujcie trochę ... wydaje mi się ten watek założono po to żeby móc porozmawiać o naszych problemach z teściowymi. A robi się jakiś syf maksymalny...i pyskówki..proszę Was, o odrobinę wzajemnego szacunku ok ??? Odpowiedz Link Zgłoś
magic30 Re: Nie lubię mojej teściowej 13.05.02, 10:34 My mamy to szczęście, że mieszkamy osobno, mamy własne mieszkanie w innym mieście, którego dorabialiśmy się wspólnie od zera...Dzięki temu nie ma problemów typu: "jak się nie podoba, to..." Dziękuję Ad 12 za błyskotliwe rady, ale chyba nie skorzystam...Gdyby sposobem na rozwiązanie moich problemów była ucieczka od męża, to nie byłoby mnie na tym forum...Ja chcę się dogadać z mężem (co powoli nam zaczyna się udawać) i ułożyć swoje stosunki z teściową w sposób najbardziej poprawny...Poza tym kocham swojego męża i dziecko, a MAŁŻEŃSTWO TO NIE PLAC ZABAW, na którym jeśli źle się bawię, to biorę swoje zabawki i idę na inne podwórko...Dla mnie "odkryciem" jest, że nie muszę lubieć mojej teściowej, wystarczy, że ją szanuję, chociaż ona mnie nie lubi a chyba nawet niezbyt szanuje...Choćbym nie wiem co robiła i jaka była, nigdy nie dorosnę do jej wyobrażeń o idealnej partnerce dla jej syna...Ciężko mi było przełknąć tę gorzką prawdę, ale z upływem czasu pogodziłam się z tym faktem...Mój mąż nie musi lubieć moich rodziców: wystarczy ,że będzie ich szanował... i ja nie muszę lubieć jego mamy...wystarczy, że będę ją szanować... I wiecie co, ulżyło mi po raz pierwszy od kilku lat...Spotkałam się ostatecznie z moją teściową w czasie tego weekendu... i wiecie co, nie było tak źle...tylko ,że ja po raz pierwszy odważyłam się powiedzieć(oczywiście bardzo grzecznie), że nie będę czegoś tam robić, jak uważa moja teściowa, bo mam na ten temat zupełnie inne zdanie i basta...I wiecie co, nic się nie stało, a stara ziemia nadal się kręci...A że z teściową można bardzo dobrze żyć i nawet nieżle się porozumiewać, wiem to z własnego domu rodzinnego...Wszystkim bardzo dziękuję za wypowiedzi, uważnie je wszystkie czytam i niektóre z nich bardzo, ale to bardzo mi pomogły...niemniej dziękuję za wszystkie posty w tym wątku i pozdrawiam. Są jeszcze normalne kobiety na tym świecie, które będą kiedyś (lub już są) synowymi i teściowymi...Jeszcze raz pozdrawiam... Odpowiedz Link Zgłoś