ingeborg
20.06.14, 16:41
Ostatnie winko z dziewczętami zaowocowało takim oto pytaniem. Zaczęło się od tego, co to znaczy być z dobrej rodziny. Wyszło nam, że panny z dobrych rodzin:
- Mają rozległą rodzinę, z którą utrzymują kontakt i znają wszystkich wujków i ciocie
- Spora część tej rodziny mieszka za granicą
- Z reguły są wierzące
- Chodzą do dobrych (drogich) szkół
- Do starszych osób z rodziny zwracają się w trzeciej osobie
- Ubierają się klasycznie
- Są zachowawcze w kwestiach związków damsko-męskich
- Chodzą na nieco trącące myszką imprezy typu bale.
- Należą do KIK-u
- Nie wiążą się z obcokrajowcami z Afryki ani Azji, czasem zdarzają się obie Ameryki, a pożądana jest Europa
- Przedkładają życie w małżeństwie (czasem mało szczęśliwym) nad bycie singlem
- Niekoniecznie są bogate, ale mają duży kapitał społeczny i kulturowy, który z czasem daje się przekuć w ten ekonomiczny
No i zaczęłyśmy się zastanawiać czy awans społeczny jest w ogóle możliwy. Bo o ile bardzo zdeterminowany człowiek znikąd może nabrać klasycznego stylu, reprezentować tradycyjne wartości i zapisać się do KIK-u, o tyle dużej i utrzymującej ze sobą kontakty rodziny sobie nagle nie stworzy, nie wciśnie się też do dobrych szkół, bo często rekrutacja odbywa się tam na podstawie arbitralnych decyzji dyrekcji, o balach nie wspominając. Zawsze się mówiło, że Polska, zwłaszcza w porównaniu na przykład z Wielką Brytanią jest raczej egalitarna, ale wydaje mi się, że są takie przepaście, których nie da się przeskoczyć nawet po wzięciu dużego rozbiegu - chociaż pozostałe dyskutantki nie były o tym przekonane. A co Wy o tym sądzicie?