Nie rozumiem żony

22.06.14, 00:30
Hej
Jesteśmy małżeństwem od 7 lat, mamy 4 wspaniałych dzieci, wybudowaliśmy dom za miastem, oboje pracujemy w całkiem fajnych miejscach.
Wydawałoby się git jest. Ale nie jest. Praca, dojazdy, dzieci - młyn jest konkretny.

Zaczynamy, a żona twierdzi że sinusoidalnie powracamy do osamotnienia w tym całym młynie.

Żona teraz jest z najmłodszym dzieckiem w domu, a ja ogarniam logistykę dzieci i pracuję. Zimą wyjeżdżamy ciemno, wracamy ciemno. Widzimy się ze 2-3 godziny dziennie, jak są siły do pogawędki (często nie ma). Zanim opędzimy ten cały ambaras wieczorem, wiadomo. Żona twierdzi, że musi iść spać o 21, bo wstaje do dziecka i będzie nieprzytomna jutro. Czatu w ciągu dnia nie będzie używać, bo to takie nieludzkie. No i tak się rozmijamy - niby nikt nic nikomu nie robi, ale jakoś wysycha.
Tak wiem randki trzeba sobie robić... 4 dzieci zostaw niani... tia...

Mimo, że oboje pracujemy od czasu wybudowania domu i ciągłego urządzania go nie mamy żadnych oszczędności. Żadnego szału zakupowego nie ma, na żadne wycieczki zagraniczne nie jeździmy ( moja to wina, twierdzi żona) - słowem - cienko nie jest, kokosów nie było nigdy. Otrzymany za czasów budowy debet ciągle używamy - od 2tys na minusie po 2 na plusie i znów 3 na minusie... ciągle na minusie mniejszym lub większym. Przy urządzaniu domu często tak bywa - każdą ilość gotówki można upłynnić, bo tak jest jeszcze dużo do zrobienia.

Ja, jako facet średniowieczny biorę na klatę trochę więcej roboty niż normalny człowiek powinien, a że jestem grafikiem to zlecenia robię po nocach. Po wielu kłótniach na temat samotnego zasypiania wymyśliłem wstawanie o 3 w nocy, żeby wieczór z żoną spędzić coś oglądnąć, wspólnie zasnąć, a rano od 3 do 7 coś jeszcze zrobić i wycisnąć z doby.
Generalnie staram się.
Kwiatek czasem kupię bez okazji, coś ugotuję jak mam czas, dzieci ogarniam chętnie i często - mi się wydaje że do tańca i do różańca. Może seksu za mało daję żonie :) Żonie właściwie też nie mogę niczego wielkiego zarzucić - dziewczyna całkiem poukładana, może deko zbyt konserwatywna, atrakcyjna, w miarę pracowita, no git.

Ale charakterek miewa i zderzeniu z moim chłopskim rozumowaniem - zarób, odkuj się i do przodu - jakoś kulejemy.

To ja jestem ten "na ziemi" - przelewy, bilingi, dokumenty, mechaniki, baseny i dentystki. Mimo iż żona pracuje nie rozumie, że wydajemy trochę więcej niż zarabiamy. Nie chce się ograniczać (dramat w tym, że nic takiego strasznie głupiego finansowo nie robimy), nie chce przeanalizować wydatków, po prostu zmień albo zorganizuj sobie chłopie pracę jakoś, żebyś po nocach nie siedział.

Ideał mojej pracy wg żony to - koniec o 15, zarobki ok 10 tys, etat, socjal, czas dla rodziny. Też bym tak chciał.

Ja wiem, że dzieciom ojca nie nadrobią żadne ipady, wiem że czas wspólnie spędzony jest bezcenny, ale też wiem (w przeciwieństwie do żony) że mamy ciągły deficyt kasy - debet ciągle na użyciu, oby to się nie zapętliło głębiej.

W ostatnim miesiącu z tego poczucia misji wziąłem znacznie więcej roboty na głowę i faktycznie zostawałem w pracy na noc, spałem po 3 godziny na dobę, wracałem nad ranem, żeby dzieci odwieść. Faktycznie sporo mniej mnie było, ale wyszliśmy na spory plus na koncie - to nowość od roku.

Ucieszyłem się, głupi, prostak. Pochopnie.

Żona mi tu wyjeżdża,
że to już szczyt mojego chamstwa,
że ona już tak dalej nie może żyć i
że nie piszę czy wrócę o 22 czy o 5 rano,
że jak tak dalej będzie to niech ja się wyprowadzę do tej swojej pracy,

Zbeształa mnie po raz kolejny od najgorszych, trzaskanie drzwiami, jazz konkretny.
Tu nie chodzi o tę konkretną sytuację, ale ogólny narastający problem życia obok siebie, mimo że się gra w jednej drużynie.

Wpadam w to forum w nadziei znalezienia jakiegoś potwierdzenia dla moich albo żony odczuć.
Czy moja żonka przesadza?

Ja mam wrażenie, wypełniam pierwotny psi obowiązek- żeby zarobić na co trzeba.
Ona, wydaje mi się walczy o jakość tego naszego życia, choć ciągle podstawy finansowe naszych potrzeb kuleją.
Wiadomo coś za coś.

W czasach gdy ponoć mało normalnych facetów, a kobiety walczą o partnerów alkoholików, czuję jakbym non stop dostawał po mordzie niezasłużenie.

Bo czy ja wracam nad ranem z balangi spity i zeszczany? Czy ja robię żonie jazdy( no, jak mnie bezpodstawnie najeżdża to robię:P )? Czy ja mam w dupie obowiązki, dom, dzieci? Czy jakimś ostatnim burakiem bez empatii i horyzontów jestem? NO NIE.

Żonie się jednak cały czas wydaje, że potrzebuje czegoś więcej - zasługuje na coś extra - czulszego męża, wycieczki po świecie, jakieś odziedziczone mieszkanko. No jakieś notoryczne niespełnienie, syndrom zielonej trawy sąsiada.

O co chodzi mojej żonie? Pytałem, emocje biorą górę po 10 minutach, przed uzyskaniem jakiś danych do analizy. Może to różnice w modelach rodzin jakie w sobie przynieśliśmy z rodzinnych domów...

Płakałem już kiedyś z tej niemocy rozwiązania...

Kto to doczyta do końca?
    • eat.clitoristwood Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 00:39
      ma_nowy napisał(a):
      > Kto to doczyta do końca? (...)

      Właśnie. :)
      • eat.clitoristwood Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 00:40
        Ja, przeczytałem tytuł i ostatnie zdanie. :)
      • milenaherman Re: Nie rozumiem żony 14.07.14, 21:25
        :)
    • znana.jako.ggigus masz rozpuszczoną przez życie 22.06.14, 00:42
      i siebie samego żonę.
      Przeczytałam całość, od czasu do czasu skakałam po linijkach, bo były powtórzenia.
    • przeciezwiadomo Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 00:48
      Nie róbcie sobie jazd, tylko spokojnie porozmawiajcie.
    • gyubal_wahazar Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 00:51
      Bije Twojej babie i tyle. 4-ka dzieci, budowa domu i myśli że ma być jak u karingtonów ?
      W ogóle się tym nie gryź, świr jej na plecy wskoczył i tyle. Nie daj sie wpuścić w żadne poczucia winy, czy inne emocjonalne szantażyki. Jak ochłonie to jej przejdzie, a jak nie, to niech sie gryzie ad mortus defecatus. Luz
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 00:57
        Jej najbardziej chodzi o więź emocjonalną/przyjaźń/miłość. Mając 4 dzieci i sporo różnych obowiązków nie może się pogodzić z faktem, że nie będziemy wszyscy RAZEM wesoło gnać załatwić coś razem, żeby potem RAZEM odebrać dzieci ze szkoły i RAZEM zjeść normalny popołudniowy obiadek o 16. Razem, razem... ja nie mam nic przeciwko razem, ale tego jest tyle, że normalnie na czterech by starczyło czasami, a ona najchętniej by razem...
        • przeciezwiadomo Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 01:00
          Tak bajdełej, czwórka dzieci... podziwiam.
          Sama znam taką rodzinę - 4 córki. w wieku od niecały rok do 7. Też dom na wsi. A dojeżdżają do miasta. I wszystko mają super zorganizowane.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 01:02
            Może to my, bo tak to własnie wygląda z zewnątrz :P
          • klawiatura_zablokowana Re: Nie rozumiem żony 24.06.14, 19:18
            Zorganizowanie jedno, ale koszty zorganizowania drugie.

            Ja rozumiem sytuację. Domu nie mamy, dzieci też nie, ale dwie prace plus dorabianie plus ambicje dokształcania robią swoje. Różne godziny pracy, różne sprawy do załatwienia i mimo że dom chodzi jak w zegarku, łapiemy się czasem na samotnym siedzeniu przed kompem, bo to drugie ZNOWU nie ma czasu.
            • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 25.06.14, 08:56
              Dokładnie. My nie mieliśmy 10-ciu lat lajtowego związku przed dziećmi, gdzie by się relacja elegancko rozwinęła. Od razu PAC! - hardcore. Rok po ślubie dziecko, rok odstępu drugie, dwa lata - trzecie, trzy lata - czwarte. Z takimi maluchami 1,5 rocznymi jest największy harcore i jakoś ten trud codzienny przygniata love motylki.
    • gyubal_wahazar Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 00:54
      I kładź sie spać, bo najwyraźniej laske kładzie na to, że się tak napinasz
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 00:59
        A to zdecydowanie mi podkreśla, także już mi mówiła, że sam będę popylał na wózku jak się na niego zagnam takim życiem. Wiem że po trosze się przekornie przekomarza, ale...
        • gyubal_wahazar Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 01:17
          Eee, to kokiet jesteś i tyle. Kobita do rany przyłóż i wpatrzona w Ciebie jak w obraz, a Ty tu jakieś gorzkie żale odp..rawiasz ;)

          Wyobracaj dziewczynę rzetelnie i nie będzie wiedziała w co Cię całować
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:54
            Wyobracanie czasem działa, a czasem nie jestem dopuszczony, za karę. Nie było mnie, zapieprzam, a teraz co - pojawiam się i myślę że mi żona wskoczy w ramiona? Nie wskakuje, nie pozwala się dotykać przez parę dni focha...
        • mm969696 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 13:45
          sorry, ale twoja żona jest głupia, albo niedojrzała.
    • xegar Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 02:49
      Udam, że nie zauważam redakcyjnej prowokacji. ;-)

      Często w życiu robienie tego co trzeba i tak jak trzeba nie jest docenione, za to wpadka zostanie niezawodnie zauważona i napiętnowana. Znajdź radość w tym, że robisz to co należy, tak jak należy i najlepiej jak potrafisz. Satysfakcji pewnie nie będziesz miał, ale przyjrzyj się temu co już macie: dom jest, dzieciaki z czasem podrosną i będą bardziej samodzielne. Czy dotrwacie razem do czasu, kiedy będziecie mieli czas dla siebie? Gwarantuję Ci, że nie! :-P W najlepszym razie będziesz żył dalej ze swoją żoną, ale oboje będziecie już zupełnie innymi ludźmi, żyjącymi w zupełnie nowym świecie. Wcześniej ona albo zrozumie i przywyknie, albo Ty w którymś momencie będziesz miał dość bycia aniołem. Albo jedno i drugie. Wiele się zmieni.

      Ona uważa że zasługuje na lepszego męża? Proszę bardzo, niech szuka, niech znajdzie! Pomóż jej w tych poszukiwaniach. :-)

      Szczyt chamstwa? Może wypada pokazać, że są wyższe? W starym żydowskim kawale, mądry Rabin nakazał Żydowi skarżącemu się na ciasnotę w mieszkaniu, dokwaterować sobie kozę... To działa.

      Jedna rzecz Cię zgubi, jeśli na nią pozwolisz: poczucie winy. One są naprawdę dobre w wywoływaniu go. Jeśli jej się uda choć raz, przepadłeś. Jeśli nie zamierzasz jej na to pozwolić, będziesz instynktownie wiedział co zrobić.

      "Żona mnie nie rozumie" - to podstawowy zwrot na rozpoczęcie romansu...
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:06
        "Udam, że nie zauważam redakcyjnej prowokacji. ;-)"
        Że hę?

        Ani ja, ani jak sądzę ona nie myśli o żadnym romansie, skoku w bok. Żona jest konkretnie wierząca (choć czasem w praktyce zapomina o podstawowej chrześcijańskiej kindersztubie) i chyba nawet rozwód nie doszedł by do skutku. Choć czasem nim straszy, ale to ponoć znany trik z wachlarza zachowań kobiecych.
        Ona jest nawet ogarnięta w tym całym młynie rodzinnym, ale jak straszy wyprowadzką albo rozwodem to tak naprawdę nie wie co mówi - po pół roku byłaby wrakiem człowieka. Nie da się pracować i ogarniać czegoś takiego samemu. Ja bym nie chciał położyć lachy na własnych dzieciach i pozwolić jej wychować je i dołożyć do tego jeszcze traumę rozbitej rodziny.
        No nie, nie rozejdziemy się.
        Aniołem się nie uważam, ona też nie jest jakąś roszczeniową suczą - ona po prostu chce JAKOŚCI ZWIĄZKU.
        • to.niemozliwe Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:25
          Straszy wyprowadzka z dziecmi, czy bez dzieci? :-)
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:35
            Z dziećmi. Nie wiem jak ona sobie to wyobraża. :) Jak ona sobie wyobraża pół roku później.
            • six_a Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:44
              > Jak ona sobie wyobraża pół roku później.
              mnie się wydaje, że ty już całkiem poważnie ten wariant z rozstaniem rozważasz.
              i zauważ, że nie jesteś jedynym mężczyzną na świecie. bo zdaje się obstawiasz wieczną samotność swojej żony. niekoniecznie słusznie.

              zacznijmy od tego, że jak ty wy sobie niby to wasze życie wyobrażaliście? budowa domu równolegle z czwórką dzieci? jeśli nie jesteście rockefellerami, to wiadomo, że będzie zapieprz.

              kiedy twoja żona ma tę fajną pracę z dojazdami, skoro macie czworo, jak rozumiem, małych dzieci? a jeśli pracuje, to nie wierzę, że nie pojmuje tak prostych rzeczy, jak przychody i rozchody oraz bidula nie wie, co to debet.

              poza tym piszesz jak kobita. żaden facet o suczach i jakości związku by nie pisał, taka impresyja.
              • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 12:02
                > > Jak ona sobie wyobraża pół roku później.
                > mnie się wydaje, że ty już całkiem poważnie ten wariant z rozstaniem rozważasz.
                > i zauważ, że nie jesteś jedynym mężczyzną na świecie. bo zdaje się obstawiasz w
                > ieczną samotność swojej żony. niekoniecznie słusznie.

                > zacznijmy od tego, że jak ty wy sobie niby to wasze życie wyobrażaliście? budow
                > a domu równolegle z czwórką dzieci? jeśli nie jesteście rockefellerami, to wiad
                > omo, że będzie zapieprz.

                Ja tam wiedziałem, że będzie i czasem jej pytam czego ona się spodziewa - ma 4 dzieci- to już nigdy nie będzie lajcik.

                > kiedy twoja żona ma tę fajną pracę z dojazdami, skoro macie czworo, jak rozumie
                > m, małych dzieci? a jeśli pracuje, to nie wierzę, że nie pojmuje tak prostych r
                > zeczy, jak przychody i rozchody oraz bidula nie wie, co to debet.

                Pojmuje, na wszystko ma jeden argument - "ja przecież też pracuję". Faktycznie ma niezłą pracę i bez niej to by się już nic nie kręciło. Dzieci są już po przedszkolach, szkołach porozsadzane, wiec pracować się da, trzeba tylko płacić. Tak ogólnie to coś wie, ale w takie detale że wydajemy tysiąc więcej niż zarobiliśmy to już nie wnika.

                > poza tym piszesz jak kobita. żaden facet o suczach i jakości związku by nie pis
                > ał, taka impresyja.

                :D sucz mi się spodobał wyraz, a jakość to żona cały czas lansuje. Pseplasam
                • six_a Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 12:11
                  aaa, ona ma czworo dzieci.
                  ty nie masz? no to luzik.

                  nieno daj spokój, przesz napisane jak wół: żona siedzi z najmłodszym dzieckiem, tak? to jakie porozsadzane po przedszkolach i szkołach? w jakim wieku te dzieci? 4 dzieci w ciągu 7 lat? jak nie czworaczki to jedno w szkole dopiero, tak? czy katolicka żona jednak machnęła se dzieci ze 4 lata przed ślubem? :)
                  • przeciezwiadomo Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 12:13
                    Six_a.... uspokój się :)
                    • six_a Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 12:16
                      ojnobo, trzymałby się treści przynajmniej :)
                  • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:18
                    Oj tam oj tam
                    0,8 , 4, 6 i 7.
                    Bardzo się z tych dzieci cieszę, nie chciałbym im i sobie zniszczyć domu rodzinnego.
                    • six_a Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:26
                      >Bardzo się z tych dzieci cieszę
                      to niezwykle uprzejmie z twej strony, niestety żaden normalny ojciec by tak nie napisał. tak więc powodzenia w rozwijaniu wątku życzę. ze 300 nabijesz.
                      • miau.weglowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:49
                        ojtam czepiasz sie
                        widac, ze pana matematyka fascynuje: 0,8 roku ma dziecko. ciekawi musza sobie wyliczyc :D
                        • six_a Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 17:16
                          optymistka:)
                      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:59
                        A co takiego nienormalnego napisałem. Nie żałuję niczego, szukam rozwiązania win-win.

                        Jak dobiję do 300 to wygram i zrozumiem? :P
                      • hajbar18 Re: Nie rozumiem żony 23.06.14, 15:25
                        a od kiedy ty będziesz ustalać wzorce, normy itp? wklej tu swoje zdjęcie, podaj wagę, wymiary i zobaczymy jak bardzo odstajesz od normy
                        • six_a Re: Nie rozumiem żony 23.06.14, 22:42
                          od wczoraj.
                          pacz, akurat się załapałeś.
              • maly.jasio no wreszcie ktos poszedl po rozum do glowy 22.06.14, 14:16
                six_a napisała:
                poza tym piszesz jak kobita. żaden facet o suczach i jakości związku by nie pisał, taka impresyja.


                no wreszcie ktos poszedl po rozum do glowy.

                co ja bym bez Cię robil, Sissi ?
                hiba musialbym Cie wyczarowac z lampy Alladyna.
        • xegar Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 13:53
          ma_nowy napisał(a):

          > "Udam, że nie zauważam redakcyjnej prowokacji. ;-)"
          > Że hę?

          Że hę. Ale dostarczę Paniom Redaktorkom materiału na artykuły, co mi tam.

          > Ani ja, ani jak sądzę ona nie myśli o żadnym romansie, skoku w bok. Żona jest
          > konkretnie wierząca

          Nie jest, inaczej nie robiłaby Ci tego wszystkiego. Deklarowanie jakichś nieokreślonych "wartości chrześcijańskich" a zrozumienie nauk Chrystusa w praktycznym życiu, tak aby się wzajemnie nie krzywdzić i nie zabijać, to dwie różne rzeczy. Inna sprawa, że wierzących w opisany przeze mnie sposób jest niewielu.

          Nie wątpię, że jej źle, ale taka natura ludzka, że chce się więcej. Może naoglądała się telenowel, naczytała kolorowych czasopism, nasłuchała w kościele, jaka to powinna być rodzina, od tych co o rodzinie nie mają zielonego pojęcia? "Jakość" to reklamowy buzzword, a depresję się leczy.

          Jeśli nadal się będzie upierać przy owej "jakości", niech przygotuje listę swoich oczekiwań (wraz z konkretną, mierzalną miarą, np. 2 wspólne wyjścia do kina w miesiącu). Raz w miesiącu usiądźcie i sobie zróbcie "kontrolę jakości" na podstawie tej listy. A gdy coś będzie spełnione poniżej oczekiwań, zastanówcie, co Wam w tym przeszkodziło i czy wymagania były realne. Rozmowa konkretna: oczekiwania - osiągnięcia - braki - przyczyny. Obwinianie zakazane. Jeśli czegoś nie możecie osiągnąć, to albo z tego rezygnujecie, albo przestawiacie inne sprawy tak, aby było możliwe.

          Jeśli powyższe nie zadziała, idźcie po pigułki na depresję. Z tego co mówisz, naturalna metoda leczenia depresji w postaci romansu odpada, a po rozwodzie "jakość życia" Twojej żony się nie polepszy. Poradnia Rodzinna tylko pogorszy sprawę, jeśli przyczyną jest zła chemia w mózgu.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 15:56
            Listę "kontrola jakości" zrobimy chyba. Kiedyś już żona już wypisała rzeczy które robię źle i było tego dwie strony. Wysłuchałem i wziąłem do siebie, ale jak zapytałem na końcu czy ona widzi cokolwiek u siebie co robi źle i co nie służy temu związkowi - TO POWIEDZIAŁA, ŻE ONA NIE ROBI NIC ŹLE I ŻE TO WSZYSTKO MOJA WINA. Witki mi opadły. Zawsze jest po obu stronach, a przynajmniej coś z czegoś wynika, a tu proszę...

            A dlaczego poradnia nie? Myśleliśmy o tym, nawet razem. Żona ciągnie do jakiś chrześcijańskich mediatorów. Coś czuję że to pójdzie w stronę wspólnej rodzinnej komunii co załatwi wszystko. Wolałbym jakiś kontakt od pary której taki psycholog rodzinny uczesał trochę życie (Kraków).
            • kalllka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:35
              A to ciekawe z tym wysluchaniem" Kazań Skargi"
              Stałes, nieboraku, bez słowa gdy zon grzmiala wielkimi literami.. Niech cię, masz cierpliwość iście chłopska..( introwertyzm)
              I może właśnie o takie chłopskie podejście do rzeczy chodzi... Bo Ty widzisz (tylko) problem, a ona jego skomplikowane uwarunkowania... I wychodzi jej, ze uciekasz, gdy ty po prostu idziesz go rozwiązać (do pracy)
              Tak se myśle, ze nie rozumiałes i nie akceptowales siebie w waszym związku, chcąc spełnić wyższe cele ( przyszłość dzieci spokój finansowy) spełniałes tylko zachcianki. Zachcianki których tak naprawdę nie rozumiesz i nieakceptujesz...
              Wiesz myśle, ze najlepiej zrobisz gdy sam pójdziesz do psychologa wygadać się! Zanim rozgoryczenie zacznie rządzić w twoim domu i waszymi decyzjami.

              • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:39
                Nie twierdzę, że wszystko wiem, umiem w odpowiedni sposób rozwiązać... może i powinienem porozmawiać ze specjalistą, może żona powinna, ot zapuszczam żurawia forum, żeby jakieś spostrzeżenia zebrać.
                • kalllka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:48
                  To jasne, ze nie wszystko wiesz. Skoro tytulujesz ze nie rozumiesz zony, szukasz czegoś co ci pomoże ja zrozumieć;
                  Tyle ze wedle mnie, szukasz po omacku i się miotasz. Nie bardzo rozumiejac siebie i własne potrzeby nie porozumiesz się z żona..
                  A Psycholog, pewnie pokaże ci jak się zwerbalizowac.
            • xegar Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 17:10
              ma_nowy napisał(a):

              > zapytałem na końcu czy ona widzi cokolwiek u siebie co robi źle i co nie służy
              > temu związkowi - TO POWIEDZIAŁA, ŻE ONA NIE ROBI NIC ŹLE

              A co ma pisać, "haki" na siebie? Ty jej napisz i bacznie obserwuj, gdy będzie czytać.

              > A dlaczego poradnia nie? Myśleliśmy o tym, nawet razem.

              A to spróbujcie. Duży plus za owo "razem". Może się uda, będzie super, pierwszy duży kryzys pokonany wspólnie. Natomiast poradnia rodzinna gwarancji nie daje, w związku z tym gdyby to ewidentnie nie zadziałało, poszukajcie porady gdzieś indziej. Katolicka poradnia pokaże Wam drogę, ale ona nie może wszystkich dróg pokazać. Spróbuj po "żonowemu", ale umówcie się na wstępie, że jeśli to nie zadziała, będzie po Twojemu. Ważne, aby nie doszło do sytuacji, że tylko Ty będziesz się czuł winien porażki. Może traficie na kogoś mądrego, a może na kogoś, kto właśnie będzie wymagał od Ciebie Wiary Niezłomnej i obwiniał za porażkę Twoje wątpliwości. Tak to nie zadziała. Keep thinking.
    • jan_hus_na_stosie2 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 06:58
      To proste, związałeś się z roszczeniową egoistką, której empatia jest na poziomie ameby.

    • po-trafie Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 09:10
      Mam wrazenie, ze sie z zona nie komunikujecie.

      > W ostatnim miesiącu z tego poczucia misji wziąłem znacznie więcej roboty na gło
      > wę i faktycznie zostawałem w pracy na noc, spałem po 3 godziny na dobę, wracałe
      > m nad ranem, żeby dzieci odwieść. Faktycznie sporo mniej mnie było, ale wyszliś
      > my na spory plus na koncie - to nowość od roku.

      Znakomicie, bardzo Twoje dzialania i odpowiedzialne podejscie do finansow rodziny podziwiam i szanuje. Ale czy wyjasniles zonie co robisz i dlaczego robisz? Czy wspolnie ustaliliscie, ze przez ten miesiac, w imie poprawy finansowej waszego konta, w domu bedzie cie malo?

      Piszesz, ze jestescie jedna druzyna, ale mam wrazenie, ze nie ustalacie wspolnie planu.

      Czy macie jakies miejsce - wspoldzielony dokument na googlach, kartka papieru, COS - gdzie zapisujecie planowane wydatki, stan kont, to jak sie miesiac skonczy? Zebyscie obydwoje byli swiadomie ile wam na konta wpada i ile mozecie wydac?
      Piszesz o uplynnianiu kazdej ilosci pieniedzy - urzadzilam niejeden dom i zdecydowanie polecam ZAPLANOWANIE tych wydatkow, ktore zaplanowac sie da. A nie probe posiadania wszystkiego jak najszybciej. Z niektorymi zakupami mozna i rok poczekac, a rodzina na tym zyska.

      Sprobujcie z zona popracowac nad komunikacja, nad wspolnym ustaleniem oczekiwan, planow, checi. Realia sa jakie sa, pracy moze nie zmienisz, sprobujcie w tych realiach ustalic, co dla was WSPOLNIE jest wazne.
      Bo moze ona wolalaby zebyscie jednak raz na dwa miesiace zostawili dzieci z niania i spedzili czasem razem kosztem jakies elementu wykonczenia? Moze jesli bedziesz w domu spedzal wymiernie wiecej czasu, to ona moglaby ograniczyc pewne wydatki?

      Co jest dla was wspolnie najwazniejsze: nie wpasc w dlugi? Urzadzic dom do konca roku na tiptop? Pojechac na wakacje? Miec codziennie czas wspolny i razem? Odpoczac, chocby sie walilo i palilo?

      Duzo spraw da sie obgadac. A przy czworce dzieci do ogarniecia, warto by bylo te umiejetnosc pocwiczyc.
      • kazjenka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:17
        > Mam wrazenie, ze sie z zona nie komunikujecie.
        >
        > > W ostatnim miesiącu z tego poczucia misji wziąłem znacznie więcej roboty
        > na gło
        > > wę i faktycznie zostawałem w pracy na noc, spałem po 3 godziny na dobę, w
        > racałe
        > > m nad ranem, żeby dzieci odwieść. Faktycznie sporo mniej mnie było, ale w
        > yszliś
        > > my na spory plus na koncie - to nowość od roku.
        >
        > Znakomicie, bardzo Twoje dzialania i odpowiedzialne podejscie do finansow rodzi
        > ny podziwiam i szanuje. Ale czy wyjasniles zonie co robisz i dlaczego robisz? C
        > zy wspolnie ustaliliscie, ze przez ten miesiac, w imie poprawy finansowej wasze
        > go konta, w domu bedzie cie malo?

        Mam podobne wrażenie. Pokazałeś jej wyciągi z kont z ostatniego roku? Powiedziałeś jej to, co napisałeś nam? Skoro ona nie ma świadomości, ile wydajecie, to nie wcale nie musi rozumieć Twojej perspektywy. Co więcej, może postrzegać Twoje zachowanie jako ucieczkę w pracę przed życiem rodzinnym.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:30
        > Piszesz, ze jestescie jedna druzyna, ale mam wrazenie, ze nie ustalacie wspolni
        > e planu.
        Deko planowania jest, ale na taką propozycję tygodnia nocek żona stwierdza, że powinienem się jakoś inaczej zorganizować. Wie dlaczego to robię i neguje ten mój wybór. Teoretycznie wie, że mamy notoryczne braki w kasie, ale jak przychodzi do takiej sytuacji zarobienia extra na dodatkowym ciśnieniu to jakoś nie kojarzy razem tych dwóch rzeczy.

        Planowanie.
        Wspólny dokument, nie to nie przejdzie. Za dużo dziubdziania. Ja próbowałem jakieś aplikacje, spisywałem w notesiku, ale jak ona tego też nie będzie robić to nic się nie dowiemy. Żona reaguje alergicznie na moje hasła, żebyśmy pospisywali dla własnej wiadomości na co wydajemy. Że ją chcę ograniczyć. Z konta czegoś się dowiesz, ale jak wypłaciłeś 300zł w bankomacie (i to się w 2 dni rozchodzi) to już nie wiesz na co poszło.

        Z planowaniem też jest ten problem, że pracuję na umowy o dzieła i raz jest fajny miesiąc, raz 3x fajniejszy, raz czekamy na przelewy. A jak się ma otwarty debet to właściwie widzisz, że na koncie leży 30tys i nie ma buttom-line, bankomat ci nie odmawia. Jak bym wycofał debet to byśmy co 2 tygodnie musieli pożyczać po znajomych, a że żona jest honorowa i nie umiałaby nawet ojca poprosić o trochę kasy - to byłby szybko mój problem.
        Teraz to właściwie na wykończenie domu już niewiele idzie, wiec to jest rozmowa o codziennych finansach.

        > Co jest dla was wspolnie najwazniejsze: nie wpasc w dlugi?
        Tak
        Urzadzic dom do konca roku na tiptop?
        Nawet niekoniecznie
        Pojechac na wakacje?
        Ona tak, ja mogę to poświęcić
        >Miec codziennie czas wspolny i razem? Odpoczac, chocby sie walilo i palilo?
        Ona twierdzi, że tak, a widzę że nie zdążamy wszystkiego ogarnąć żeby sobie pozwolić na luksus dna dla siebie np. Cały czas coś goni.

        > Duzo spraw da sie obgadac. A przy czworce dzieci do ogarniecia, warto by bylo t
        > e umiejetnosc pocwiczyc.

        Emocje, emocje biorą górę.
        Teraz mam w końcu wolne i od 3 dni mam focha za ten cały ostatni okres - żona zabiera dzieci i jedzie do koleżanki i zostawiają mnie samego w domu. Za karę.
        Albo jak wracałem po nocy w pracy i kładłem się spać na 3 godziny to foch, że wstaję o 10 a tu sobota leci bezproduktywnie...
        • po-trafie Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:59
          Jesli chodzi o planowanie, to nie myslalam o tym, zeby zapisywac na co sie wydaje, tylko zaplanowac przyszle wydatki np budzet na nastepny miesiac.

          W moim ziwazku dziala to tak, ze okreslamy jakie mamy wieksze wydatki w danym miesiacu, jakie rachunki, jakie platnosci, ile uznajemy za rozsadne jesli chodzi o jedzenie/zycie, ile na rozrywki. Dzieki temu obydwoje wiemy, jakie w danym miesiacu mamy mozliwosci, wspolnie mozemy ustalic, czy wolimy miec wiecej budzetu na jedzenie czy moze wazniejsze jest splacenie 10% debetu/linii kredytowej/czegos tam.
          Nastepnie kontrolnie co tydzien zapisujemy stany kont, dzieki temu widzimy, na ile rozmijamy sie z celem. Robimy sobie co piatek 10-20 minut z excelem i jesli w polowie miesiaca okazuje sie, ze wydalismy 70 czy 80% budzetu, to wspolnie mamy swiadomosc, ze cos trzeba skorygowac.
          Fajnie tez jest miec wspolne cele, ktore sie jakos mierzy. Rok temu obiecalismy sobie, ze nie bedziemy mieli zadnych debetow i wykorzystanych limitow kart kredytowych (bo facet czul sie zle ze swiadomoscia, ze ma dlugi, ciezko mu bylo cieszyc sie zyciem). Wiec rozpisalismy to sobie na miesiace i np debety co miesiac 'skracalismy'. Wymaga to czasem pojscia do banku i prosby i zmniejszenie kwoty dostepnego debetu, ale jesli to wspolna decyzja i wspolny cel, to warto ten wysilek zrobic.
          Po czym wspolnym wyjsciem do restauracji przyswietowac zamkniecie debetow zupelnie i bycie z wlasnym zyciem na czysto.

          Piszesz:
          > Teoretycznie wie, że mamy notoryczne braki w kasie, ale jak przychod
          > zi do takiej sytuacji zarobienia extra na dodatkowym ciśnieniu to jakoś nie koj
          > arzy razem tych dwóch rzeczy.

          Dlatego wlasnie mowie o komunikacji. Nie kazdy czlowiek te same rzeczy laczy, kojarzy czy widzi tak samo. Warto w takim momencie powiedziec 'kochanie, na naszym koncie znowu zrobilo sie minus ilestam, wydawalo mi sie, ze wspolnie ustalalismy, ze nie chcemy wpadac w minus, moge w tym tygodniu/miesiacu dorobic, ale oznaczaloby to, ze nie bedziesz mnie widywac. Co o tym myslisz?' - wspolna decyzja, dwustronny przeplyw informacji.
          Zadnego bazowania na tym, ze myslisz, ze ktos powinien skojarzyc.
          (stad w moim zwiazku wzial sie wspolny excel, bo tez byly napiete sytuacje i zdziwione pytania "jak mozesz nie wiedziec, ze wydajemy za duzo, skoro zarabiamy X a w tym miesiacu wydalismy 120% X?" na co druga strona "no jakos nie przyszlo do glowy").

          > > Co jest dla was wspolnie najwazniejsze: nie wpasc w dlugi?
          > Tak

          Dla ciebie czy dla was razem?
          Jesli zona jest taka honorowa, ze nie chce pozyczac od ludzi, to moze warto wlasnie tym sie podeprzec i wspolnie wlozyc wiecej wysilku w gospodarnosc, komunikacje finansowa etc?

          > Emocje, emocje biorą górę.
          Ano spokojnie rozmawiac o finansach trzeba sie nauczyc i to zajmuje czas. Latwo rzucic cos nieopatrznie, obydwie strony czuja sie obwiniane i chca udowadniac, ze przeciez robia co moga etc.
          Wazne, zeby uswiadomic sobie, ze macie wspolne cele, nikt nikogo nie chce winic, nauczcie sie rozmawiac tak, zeby wspolnie cos realizowac. Bez emocji.
          Jesli temat jest bardzo drazliwy, to moze warto spotkac sie z kims, kto by wam, jako parze, ulatwil bardziej obiektywna i produktywna rozmowe, bez wielkich uniesien?
      • mm969696 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 13:53
        co ty gadasz. Ta kobieta to dorosła osoba. !!! cyz mąż ma jej tłumaczyć jak kilkuletniemu dziecku że sie pracuje więcej bo tego wymaga sytuacja finansowa?! zresztą takie coś wychodzi w codziennych rozmowach.
        • po-trafie Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 15:01
          A w tymn czasie zona mowi kolezankom: moj maz to dorosly facet, ojciec czworki dzieci.
          Jak moze nie widziec, ze jego nieobecnosc rozbija nam malzenstwo. Co z tego, ze splacimy wszystkie debety, skoro nie bedzie zadnej rodziny, 'nas' i zadnego zwiazku miedzy nami?

          Dlaczego 'bo tego wymaga sytuacja finansowa' ma byc wazniejsze od 'bo tego wymaga sytuacja rodzinna? To sa wspolne priorytety, ktore wspolnie malzenstwo powinno przegadac, bez liczenia na to, ze druga osoba idealnie sie z zgodzi z kazda decyzja, ktora zostaje bez konsultacji podjeta.

          Z tego co autor watku pisze, wychodzi, ze bardzo niewiele wychodzi w rozmowach, poza emocjami.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:04
            Dobrze postawione - problemy finansowe a problemy rodzinne - ale jak jednoznacznie określić co ważniejsze - pewnie rodzina w kupie jest najważniejsza, ale te finanse, jak to ktoś wspomniał - nie dają mi się cieszyć życiem...
            Też nie jestem jakimś szalonym pracoholikiem, wiec raczej nie uciekam specjalnie od trudów rodzinnych w pracę. Wielokrotnie, po wykonanej pracy, która momentami spełnienia nie daje - miałem przemyślenia, że super jest ta nasza kupa dzieciaków i że jest do kogo wrócić po pracy i na co pracować. Że to ma sens, po prostu. Inwestycja w dzieci.

            Rozmowy są trochę lepsze merytorycznie niż 4 lata temu, wiec jest szansa, trudy idą w dobrym kierunku.
            • po-trafie Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:30
              Piszesz, ze pracoholikiem nie jestes. Chwala Ci za to, ale jednoczesnie piszesz, ze masz takie tygodnie, gdzie spisz po 3-4h na dobe, bo jeszcze rano od 3 mozesz cos popracowac...
              Na miejscu zony wsciekalabym sie nie tylko o to, czy czas z rodzina jakikolwiek spedzasz, ale tez pytala, czy myslisz ze jestes niezniszczalny? Czy taka praca nie rzutuje na Twoje zdrowie, jesli nie teraz to w przyszlosci, w ktora inwestujesz inwestujac w dzieci?
              Czy nie boisz sie ze minie cie ich dziecinstwo, a doroslosci nie doczekasz albo doczekasz w zdrowiu marnym i zszarganym finansowymi stresami?

              Nie wydaje mi sie, by przekonanie zony do zrozumienia zapracowywania sie po 12-18h na dobe bylo sciezka ku sukcesowi, zdecydowanie stawialabym na optymalizacje finansowa, tak by twoja praca po 8-10h wystarczala na wasze potrzeby.. no ale to juz pozostaje w gestii waszej i waszego porozumienia. Zycze powodzenia!
              • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:35
                Wiem, ale to są rzadkie sytuacje możliwości zarobienia naprawdę dobrych pieniędzy - nie jadę tak non stop- po to odszedłem z 2 etatów, bo jakoś tak o 22 średnio wychodzili wszyscy...
                Ze zdrowiem wiem też, że cudów nie będzie i to co robię to powolne rozmienianie zdrowia. Postanowiłem rzucić to na szalę.
                • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:56
                  Normalnie pracuję 8-16. Tydzień ciśnienia zdarza się raz na 2 miesiące, dwa dni extra pracy po nocach w miesiącu może. Nie sądzę, żeby to była gruba przesada. Ale fakt, nocki coraz więcej mnie kosztują fizycznie...
    • man_sapiens Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 10:49
      Ja nie rozumiem w ogóle ludzi mieszkających "w domu za miastem". Potężną część życia tracą bezsensownie na dojazdy do i z pracy, dzieci w domu piekielnie się nudzą bo do kumpli, kina itd. daleko. Po powrocie do domu zamieniają się w ciecia - trawę trzeb skosić, chodnik pozamiatać, kible ze śmieciami wystawić, naprawić rynnę itd. albo co gorsza chłopa małorolnego - trzeba zebrać jabłka i co z nimi zrobić, cholerne morele znowu obrodziły. Jak człowiek ma dosyć, to może pójść do jedynej knajpki we wsi, wypić okropne piwo którego nie lubi (bo jego ulubionego ta knajpa akurat nie sprzedaje), posłuchać sąsiadów "dyskutujących" przy użyciu słowa na k.. i jak zechce to się dołączyć do dyskusji, zjeść schabowego z frytkami bo to jedyna jadalna potrawa w tej knajpce. Można pojechać do miasta - ale wtedy nie ma mowy o piwku w knajpie, bo po alkoholu nie prowadzimy, no i kolejne godziny spędzone na dojazdach.
      Co to za życie? Cywilizowani ludzie żyją w miastach.
      • jan_hus_na_stosie2 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:13
        Dużo racji jest w tym co piszesz. Mój kuzyn, który kilka lat temu kupił duże mieszkanie na obrzeżach Warszawy, teraz je wynajmuje innym (i spłaca za nie kredyt), a sam z żoną wynajął mieszkanie blisko centrum bo codzienne dojazdy stały się nieznośne.

        Ja jeszcze rok temu na dojazdy do pracy traciłem codziennie ok. 2,5 godziny, teraz codziennie tracę 30 minut piechotą, czyli mam 2 godziny dziennie więcej czasu dla siebie :)


        • to.niemozliwe Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:28
          Alex na wies masz daleko. ;-)
      • przeciezwiadomo Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:19
        man_sapiens napisał:

        > Ja nie rozumiem w ogóle ludzi mieszkających "w domu za miastem". Potężną część
        > życia tracą bezsensownie na dojazdy do i z pracy

        Powietrze.
        Niektóre miasta w Polsce są tak zanieczyszczone, że ja się nie dziwię ludziom, którzy nie chcą w nich mieszkać z dziećmi.
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:28
          przeciezwiadomo napisała:

          > Powietrze.
          > Niektóre miasta w Polsce są tak zanieczyszczone, że ja się nie dziwię ludziom,
          > którzy nie chcą w nich mieszkać z dziećmi.

          Nie przesadzajmy, póki co smogi są w Polsce rzadkością :) Poza tym i tak prawdopodobnie codziennie wszyscy domownicy muszą jeździć do tego zanieczyszczonego miasta (do pracy, szkoły, przedszkola), więc mieszkanie za miastem i tak nie uchroni ich przed wdychaniem brudnego powietrza co najmniej przez 8-9 godzin dziennie.


          • przeciezwiadomo Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:34
            Janku, mieszkasz w Warszawie i nie bardzo chyba wiesz, co się dzieje w innych częściach Polski.
            Polecam link:
            www.twojapogoda.pl/wiadomosci/109524,najbardziej-skazone-miasta-w-polsce
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:49
            Tak, to był argument. I chyba jednak się sprawdziło - nasze dzieci nie chorują prawie wogóle, a znajomych z przedszkola, te w centrum mieszkające non stop coś łapią, alergie, katary, zapalenia, podrażnienia. Weekendy to już 1/5 miesiąca.
        • man_sapiens Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 22:33
          > Powietrze.
          > Niektóre miasta w Polsce są tak zanieczyszczone, że ja się nie dziwię ludziom,
          > którzy nie chcą w nich mieszkać z dziećmi.

          Kiedy na wsi ludzie odpalają ogrzewanie domów węglem, to po świeże powietrze jedzie się do miasta, do tego palenia traw i paru speców jeszcze zawsze spala śmieci. A sezon grzewczy to w Polsce więcej niż pół roku. No i te 2 godziny codziennie w samochodzie czy autobusie do i z miasta - to nie powiew świeżego powietrza...
          • anula36 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 22:44
            Krakow to straszny syf, wiem bo mieszkam.Mieszkam bo musze.
            Tu tez w starych budynkach ludzie odpalaja ogrzewanie weglem najgorszej kategorii i innymi smieciami.
            • man_sapiens Re: Nie rozumiem żony 24.06.14, 17:10
              Ale nikt nie wylewa świńskiego czy krowiego g.. na pole zasmradzając pół wszechświata - na wsi to standard.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 11:45
        Sporo racji. Ale to zawsze jakaś wypadkowa różnych czynników - dzieci mamy małe- strasznie im dobrze na wsi, cały ten 150m domek kosztował tyle co 60m mieszkanko w mieście, wcale nie w centrum, działkę mieliśmy wcześniej kupioną, tanią... Ale z drugiej strony 1,5 godziny dziennie w samochodzie, ok tysiaka na benzynę...
        Gdyby dzieci poszły do szkoły na wsi, a ja pracowałbym w domu, to żona mogłaby jeździć do pracy sama pociągiem. Tylko te różne konstelacje trzeba przetestować, bo nie ma jednej opcji która wszystkim spasuje. Inaczej to byśmy wszyscy w szeregowcach mieszkali w modnych dzielnicach centrum.
        Socjal faktycznie pada trochę, ale wszyscy tatusiejemy i jakoś znajomi już rodzinkami raczej wpadną na grila do nas na działkę niż się w męskim towarzystwie spotkamy w knajpie.
        Ja akurat ten taniec wokół domu lubię, bo ze wsi pochodzę. Ale fakt ,rutynowy relaks to już obowiązek i nie cieszy.
        • bramstenga Re: Nie rozumiem żony 09.07.14, 11:45
          Póki dzieci małe, to jeszcze jakoś z mieszkaniem na wsi da się pociągnąć (choć sam zauważasz, że to bynajmniej nie sam mniód), ale później, na etapie gimnazjum/liceum zaczyna się hardcore. Dzieciaki szybko zaczną kląć na wasz cudowny pomysł wyprowadzki, bo nie będą mogły swobodnie spotykać się po lekcjach z kumplami, a świeże wiejskie powietrze będą miały centralnie w d*. Wiem co mówię - been there seen that - wytrzymaliśmy do początku gimnazjum, potem rozwód i wyprowadzka z podkulonym ogonem z powrotem do miasta. I wiesz co - jeśli czegoś żałuję, to na pewno nie "wymarzonego domku" na wsi.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 09.07.14, 22:52
            Ważny głos. My nie zakładamy, że ten domek to już na dożywocie. Tylko po takim przesileniu "dzieci w szkole" to taki domek były w sam raz. Tak za 15-20 lat od teraz :)
            Słyszałem o tych dzieciach w szkole, dowożeniu na imprezy... mamy stację kolejową teoretycznie (ponoć modernizować będą i w 15-20 minut w mieście ma być), ale te odległości robią swoje. Ponoć studenci z okolic dają rady rok dojeżdżać, potem coś wynajmują w mieście.

            Jaka jest alternatywa? Sprzedać dom i wrócić do miasta do 70-metrowego mieszkania z 2 pokojami, kuchnią i salonem. Chyba byłoby ciężko

            Na dziś jest plan, żeby do czasu liceum i studiów dzieci zrobić sobie małe lądowisko w mieście - jakieś 20metrowe poddasze nie za daleko od centrum. Trochę biuro, trochę przebieralnia, przechowalnia. Znowu jakieś koszty...
            • bramstenga Re: Nie rozumiem żony 10.07.14, 08:45
              Nie chcę Cię brutalnie pozbawiać złudzeń, ale nie sądzę, by taka "garsoniera" załatwiła sprawę, zwłaszcza że - jak sam zauważyłeś - wiąże się z dodatkowymi kosztami. Poza tym i tak na noc dzieciaki musiałyby wracać do domu, bo tam mają wszystkie rzeczy. No i kwestii kontaktów z rówieśnikami to też nie załatwi. Dla mnie główną motywacją podczas przeprowadzki na wieś było zamiłowanie do czynnego wypoczynku, łażenia, jazdy rowerem itp. I wiesz co? Bardzo się rozczarowałam, bo wolne chwile sprowadzały się do krzątania się po kwadracie działki. Przy domu zawsze było coś do zrobienia. Mieszkając w mieście, mogę w weekend pieprznąć drzwiami i po prostu jechać przed siebie na dwa dni, nie martwiąc się o trawnik, rynny, psy i co tam jeszcze. Fakt, jestem w tej dobrej sytuacji, że w tej chwili mieszkam w 2 osoby na 70 m2, co w pełni zaspokaja moje potrzeby dotyczące przestrzeni.
    • mm969696 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 13:39
      Tak jak ktoś napisał , twoja żona jest rozpuszczona. Miałam taki przypadek wśod znajomych. Małżeństwo miało kilkaset zł długu. Kobieta nie chciała pracować, ale chciała trzecie dziecko. jednocześnie on odstał ofertę pracy w Niemczech gdzie mógł zarobic tyle by spłacić choć część długu. Ona sie na to nie zgodziła bo chciała kolejne dziecko. Ale oczywiście jednocześnie nie chciała by mąż pojechał do Niemiec, chciała by został w PL zarabiał tyle by im się żyło dobrze i jeszcze spłacał długi. Masakra!on sie na to wszytko zgodził.
      Nie rozumiem takich facetów jak on i ty. wiecie ż e to chora sytuacja i sie na to zgadzacie. wyjaśnij prosto żonie, że albo żyjecie biednie ale rodzinnie, albo na bogato, ale ona ma zaakceptować ze cię nie bedzie w domu w ogóle.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:11
        Jak to mi powiedział kolega - 5tys to nie debet. :)
        Mnie to martwi, bo bywały momenty że byliśmy 15tys pod kreską, potem wracamy na 0, potem znów spadamy na -8tys. Dziś jesteśmy trochę do przodu.

        Nie chciałem tu liczbami sypać bo to różnie bywa u ludzi, ale serio żadnych poważnych frykasów nie ma. Żona nie wydaje na jakieś super nienormalne duperele - kredyt, przedszkola, paliwa, jedzenie, basen kino czasem, trochę ubrania, ale bez szału, buciki...

        Testowałem różne roboty, dziś pracuję jako freelancer i chyba najwięcej jest mnie w domu przy stosunkowo podobnych zarobkach.
    • czoklitka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 13:57
      >Wpadam w to forum w nadziei znalezienia jakiegoś
      >potwierdzenia dla moich albo żony odczuć. Czy moja żonka przesadza?

      Tak, twoja żonka chyba nie zdaje sobie sprawy, że zarabianie może tak wyglądać - traci na tym życie rodzinne. Może zwróć jej uwagę, aby sama poszukała lepiej płatnej pracy jeśli lubi ciągle wydawać, po drugie - skoro ciągle macie braki finansowe, bo ona rozpuszcza i w dodatku na duperele, to może ty zacznij trzymać kasę. Nie jesteś jej niewolnikiem.

      >Żona mi tu wyjeżdża,
      >że nie piszę czy wrócę o 22 czy o 5 rano,

      no i ma rację.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:15
        > >Żona mi tu wyjeżdża,
        > >że nie piszę czy wrócę o 22 czy o 5 rano,
        >
        > no i ma rację.
        Tylko, że ona śpi od 21. Nie żeby było jakieś barabara o północy, ona nie z takich szalonych.

        Dupereli nie ma, gdzieś to wyżej napisałem - gospodarowanie dziećmi swoje zajmuje i kosztuje.
        • czoklitka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:56
          > Dupereli nie ma, gdzieś to wyżej napisałem - gospodarowanie dziećmi swoje zajmu
          > je i kosztuje.

          Jasne, jednak chciałabym zwrócić uwagę, że można trochę przyoszczędzić rezygnując z kupowania markowych rzeczy i gadżetów, gdybyście jednak tym dzieciom tworzyli konsumpcjonistyczny raj.

          > Tylko, że ona śpi od 21. Nie żeby było jakieś barabara o północy, ona nie z tak
          > ich szalonych.

          Więc informuj ją przed dziewiątą, że wrócisz późno.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 23.06.14, 00:05
            > Jasne, jednak chciałabym zwrócić uwagę, że można trochę przyoszczędzić rezygnuj
            > ąc z kupowania markowych rzeczy i gadżetów, gdybyście jednak tym dzieciom tworz
            > yli konsumpcjonistyczny raj.

            Nic z tych rzeczy- nie ma markowych ubranek ani tabletów, serio - podstawy +
            Nie palimy, nie jemy na mieście, mamy dwa 17- letnie samochody. Nie jest to może życie na minimalu, ale nie wypasione. I wcale nie chcemy wypasionego życia. Ja wiem, że ojca ipad żaden nie zastąpi i dlatego też mam elastyczną pracę i jak coś trzeba nagle to lecę. Ale potem muszę odsiedzieć i obrobić co jest do zrobienia.

            Było już trochę o tych telefonach i smsach. wiem że potrzebuje wiedzieć co robię i kiedy wrócę.
            Ale ja jestem albo w domu albo w pracy, dlaczego ona się tym przejmuje skoro i tak idzie spać.
            • czoklitka Re: Nie rozumiem żony 23.06.14, 00:27
              Było już trochę o tych telefonach i smsach. wiem że potrzebuje wiedzieć co robię i kiedy wrócę.
              Ale ja jestem albo w domu albo w pracy, dlaczego ona się tym przejmuje skoro i tak idzie spać.


              Bo może zbudzi się na siusiu o północy, zobaczy, że ciebie nie ma i zacznie się tak normalnie, po ludzku martwić np. o to czy nie leżysz rozjechany lub potrącony gdzieś na drodze. A normą powinno być informowanie o spóźnieniu przez spóźniającego się.

              >Nic z tych rzeczy (...)

              Aha, więc nie jest tak źle. No co tu można niby poradzić? Wpakowaliście się w czwórkę dzieci, zachciało się domu poza miastem w dodatku (współczuć tylko tym dzieciom, że muszą mordować się ze zmęczeniem wynikającym z dojazdów i pewnie brakiem towarzystwa kolegów z klasy popołudniami czy w weekendy), nie posiadając odpowiednich dochodów. Rzuciliście się na głęboką wodę i dopóki nie stabilizujecie się,to chyba warto się nastawić na jakieś niesnaski pojawiające się w ramach odreagowania. Ale za to,gdy już pozałatwiacie te ileś spraw, w dalekiej przyszłości, wtedy satysfakcja może być z tego wszystkiego ogromna.
              Nie wiem, co tu można napisać oprócz tego tylko, że "jak w ogóle można było do tego dopuścić bedącdorosłum,rozumnym człowiekiem" - i Ty, raczej rozumiejąc, że światem rządzi pieniądz oraz czym grozi seks, jak również ona.


    • kalllka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 15:30
      Przeczytałam do końca wszystkie wypowiedzi.
      A pózniej postanowiłam pobyć trochę twoja żona ( bo byłam kiedyś żona o podobnym do twojej -"pretensjonalnym"charakterku)....
      I wiesz co, wychodzi na to ze zdecydowanie lepiej o niej piszesz niż gdy z nią rozmawiasz.
      I tak sobie myśle, ze jej właśnie chodzi o to byś przestał pokazywać jaki jesteś zaangażowany bo cię wtedy nie ma, a zaczął być i poważnie a nawet bardzo serio, mowić o finansach, twojej wizji przyszłości, zmęczeniu /swoich potrzebach.
    • joanna521 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:10
      pozazdrościć takiego faceta; niektórzy mając dobrze, nie doceniają tego, a szkoda... postaw sprawę jasno - pracuję 8 godz. ale nasze dochody też się odpowiednio zmniejszą.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 16:26
        Jeśli nie odetnę debetu to się po prostu stoczymy głębiej za pół roku i będę miał większy problem do rozwiązania.
        • wiarusik Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 17:04
          przypomina mi się "calineczka". był tam kret, który pokalkulował ile ziarenek taka zje ;)
          • kalllka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 17:31
            Oj wirusik dykteryjki się ciebie trzymają. Bajkami chłopu nie wytłumaczysz.
            Poza tym kreta mysz nauczyła ziarnko do ziarnka ...tyle, ze się szparkowidzu panienki na raz zachciało dla odmiany gatunkowej. W sumie to takie jakieś dziwadlo i pocierpicie z tej calineczki wiec ma dobre mu wyszło.
            • wiarusik Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 18:58
              to chyba nie jakieś przestępstwo?
              • kalllka Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 19:37
                Najwyżej wykroczenie.
                Ale co ci do głowy przyszło andersena opowiadać gdy chłop żywią i bronią
                • wiarusik Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 20:00
                  ja dla tego pana żadnej rady nie mam. natomiast mogę sprzedać swoje odczucia. to małżeństwo to jakby praca po godzinach. żadnych przyjemności tylko łożenie na coś, a szczególnie na dom. wielu polaków bawi się w budowanie własnej chatki, często trwa to latami. lata wyrzeczeń.
                  przeczytałem na portalu o pewnym gościu, któremu samochód zepsuł się na przejeździe kolejowym. facet próbował wypchnąć samochód (jakiś stary golf) i zginął w zderzeniu z pociągiem. pod tą informacją ktoś napisał śmieszną rzecz:"oto ten który rozwiązał odwieczny dylemat-mieć czy być".
                  • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 21:15
                    Czyli okroić to wszystko do minimum i cieszyć się dziadowaniem?
                    Clou tego wątku to jak tak mi się krystalizuje to raczej komunikacja wewnątrz małżeńska. Czwórka dzieci to przy obserwacji z bliska nie jest taki kosmos. Tylko że kosztowniej to całe wychowanie wychodzi. A wszyscy mówią, że problemy i wydatki dopiero przede mną.
                    • wiarusik Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 21:45
                      zależy co definiujesz przez dziadowanie?
                      są różne taktyki i wybory życiowe. znajomy znajomej pracuje na poczcie. to są śmieszne pieniądze w porównaniu z twoimi. co roku bierze kredyt i wyjeżdża za granicę w różne miejsca, zwiedza świat. później przez rok spłaca. no ale ma o czym opowiadać.
                      twoje podejście jest dla mnie niezrozumiałe-po co mieć 4kę dzieci, skoro ich się nawet nie widuje? tyle to chyba dla kogoś kto dzieci lubi, nieprawdaż? przyznaj-to był twój kaprys czy z tych wszystkich wydatków już na gumę nie starczyło?
                      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 22:49
                        >znajomy znajomej pracuje na poczcie
                        i jeszcze powiedz, że ma kawałek rodziny... też bym chciał pozwiedzać, ale dziś to już nam zostały krótsza albo dalsze wypady samochodowe. Dziadowanie to wegetacja, nic poza przetrwanie. Nie mylić z biedą, bo w pewnym sensie też dziadujemy. W pewnym sensie jak ktoś sobie stawia tezę, że go na dziecko nie stać to już dziadowanie. Można by zahaczyć tematem o to czy w Polsce się da nie pracować non stop i coś odkładać... dłuższy temat.

                        4 dzieci to jakoś wyszła naturalnie, trójkę zawsze chciałem mieć... zresztą uwielbiam je. Dzieci widuję, bo je codziennie wożę i odbieram o 16, spędzamy sporo czasu razem - nie pracuję w domu, bardzo rzadko w weekendy. Opisana sytuacja roboty po nocach to tak 2-3 dni w miesiącu, nie przesadzajmy, to nie jest taki dziki zapieprz.

                        Nie spodziewałem się po prostu tych wszystkich kosztów, dom za miastem to też w sumie taki eksperyment na żywej tkance. Ciągle się toczy, nie zakładaliśmy, że tu zostaniemy do śmierci, chociaż dobrze nam się mieszka.

                        Żona nie akceptuje żadnej inne antykoncepcji poza gumką ( to i tak ledwie), a mnie gumka odbiera cały fun- no i jakoś tak.... Poważnie rozważam wazektomię. Serio.



                  • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 25.06.14, 09:01
                    > to małżeństwo to jakby praca po godzinach. żadnych przyjemności tylko łożenie na
                    > coś, a szczególnie na dom.

                    Oj, jak ci się wydaje, że rodzina to wyłącznie wycieczki z labradorem i kompocik przy kolacji to się mocno możesz zawieść w którymś momencie. Nie wnikam czy masz. Może ja mam jakąś dysfunkcyjną rodzinę :)

                    Wielokrotnie widywałem w sąsiedztwie rodziców pary bliźniaków idących w odstępie paru metrów do siebie i bez słów rozumiałem o co kaman.
                    Także tak bywa na froncie, po prostu.
    • berta-death Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 17:35
      Zakładając, że nie jest to redakcyjny wątek, założony celem rozkręcenia foruma, to wystarczy pogonić żonę do roboty, zatrudnić gosposię i opiekunkę do dzieci i wtedy będziecie jechać na tym samym wózku i tym samym lepiej się rozumieć. W PL nie ma możliwości zarabiać min. 10tys pracując na etacie od 8-16, z wolnymi weekendami, świętami i urlopami. Chyba logiczne, że jak się chce tyle zarabiać, to nie ma możliwości być pełnoetatowym rodzicem, co najwyżej można być bankomatem. A jak się chce być prorodzinnym kosztem niższych zarobków, to logiczne jest, że przy spłodzeniu 4 dzieci będzie się dziadem, razem z tymi dziećmi.

      4 dzieci to jest jakiś absurd. Jak to Hilary Clinton mawiała, odpierając zarzuty, że ma tylko jedno dziecko, mimo, że jest bogata i stać ją na więcej, czasu ma tylko na jedno, wszakże nie samymi pieniędzmi dziecko żyje. A i tak córkę wychowywała przez internet. Rozmawiały on-line, on-line sprawdzała jej zadania domowe, itp. I może to jest jakiś pomysł. Pokupuj wszystkim zaawansowane technologicznie smartfony i róbcie sobie wideoczaty nawet kilka razy dziennie. Wysyłajcie sobie smsy z pytaniami jak tam Jasiu sprawdzian ci poszedł, wyślij mi zdjęcie rysunku jaki zrobiłeś na plastyce, itp. W końcu trzeba iść z postępem i osiągnięciami.
      • anula36 Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 17:55
        niestety wpadles w pulapke faceta starajacego sie za bardzo i dlatego zona ma cie w glebokim powazaniu, robiac afery za brak jakosci zwiazku, jednosczesnie na 3 wolne dla Ciebie dni odcinajac sie od Ciebie i zmykajac do kumpeli.
        Kobiety juz tak maja,ze beda walczyc o alkoholika i przemocowca,ale nie o faceta ktoremu moga bezkarnie skakac po glowie.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 21:22
        W rodzinie żony było znacznie więcej dzieci i jakoś nie dziadowali, ale to kosztem nadludzkiej pracy teścia (teściowa od zawsze w domu z dziećmi). Gość jest gigantem, choć podskoczyć też ponoć potrafi.
        Jak się przyjrzeć z bliska to 4 dzieci to nie jest coś okropnego, dużo fajnych aspektów ma, tylko kosztuje trochę.
        10tys da się zarobić ale faktycznie nie 8 godzinnym etacikiem bez napinki.
        Może wynegocjuję żonie niższy standard życia w zamian za moje nieocenione towarzystwo :D

        • berta-death Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:32
          Za komuny było łatwiej. Relacja dolara do złotówki sprawiała, że wcale nie trzeba było jakoś szczególnie harować, żeby się czegoś dorobić, albo chociaż żyć na wygodnym poziomie, nawet mając kilkoro dzieci. Wystarczyło na jakiś kontrakt wyjechać, albo do czarnej roboty, albo pohandować, czy wkręcić się do jakiejś grupy zawodowej, która żyła ze ściągania kasy z tych, którzy ją w dolarach zarabiali. O przekrętasach nie wspominając.
    • light_in_august Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 22:13
      Nie przejmuj się, nie Ty jeden. Ja też nie rozumiem ludzi, którzy chcą zjeść ciastko i mieć ciastko oraz takich, którzy nie rozumieją, że żeby mieć więcej pieniędzy, trzeba więcej pracować...
    • ma_nowy Akt 2 22.06.14, 23:02
      Jednak pierwszoplanowo chodzi o miłość. Że nie dbam i nie okazuję jej szacunku i uczucia, że nie doceniam jej wysiłków. Że po okresie roboty moglibyśmy dzień spędzić razem (moglibyśmy, ale często znów coś wskakuje).

      Jak spytałem czy kiedykolwiek czuła się przeze mnie kochana to powiedziała, że może na początku, ale potem... nie że coś przestałem robić... jej się odwidziało. Ech...
      A to żona mnie "złowiła". Fakt, wpadliśmy z pierwszym dzieckiem i to też ciągle odbija się czkawką, bo to właściwie decyzja została za nas podjęta.

      Miłość… Co to jest miłość? Mleczarz zwraca się znienacka do żony z pytaniem: "Czy ty mnie "kochasz?" Zaskoczona Gołda odpowiada:

      "Dwadzieścia pięć lat prałam ci, gotowałam, sprzątałam, rodziłam dzieci, doiłam krowę… Przez dwadzieścia pięć lat żyłam z tobą, walczyłam, głodowałam, spałam z tobą. Jeśli to nie jest miłość, to co nią jest?"
      • berta-death Re: Akt 2 22.06.14, 23:28
        > "Dwadzieścia pięć lat prałam ci, gotowałam, sprzątałam, rodziłam dzieci, doiłam
        > krowę… Przez dwadzieścia pięć lat żyłam z tobą, walczyłam, głodowałam,
        > spałam z tobą. Jeśli to nie jest miłość, to co nią jest?"

        Kontrakt na wzajemne świadczenie sobie usług. To samo może powiedzieć każdy pracownik korporacji swojemu szefowi, też poświęcił całe życie na świadczenie różnych usług na rzecz firmy, a jednak miłością tego nazwać nie można.

        A ta twoja żona to jakaś Peggy Bundy jest, że ma czas na zastanawianie się nad takimi rzeczami? Statystyczna matka czwórki dzieci, to nie wie jak się nazywa i nie ma czasu palcem do dupy trafić a co dopiero mieć pretensji do męża, że ten mało się angażuje i mało w domu przebywa. Chyba, że ma taki zapieprz, że samodzielnie nie wyrabia ze wszystkimi obowiązkami i myśli, że ty sobie w pracy siedzisz, pijesz kawę, opowiadasz sprośne żarty kolegom albo pornole w internecie oglądasz. A ona w tym czasie biega od szkoły, do sklepu, od sklepu, do szkoły językowej, od szkoły językowej do szkoły na dywanik do dyrektora, od dyrektora do ortodonty, od ortodonty do okulisty, od okulisty do optyka a międzyczasie jeszcze gotowanie, pranie, sprzątanie, prasowanie, odrabianie lekcji, usypianie, przebieranie, wyprowadzanie na spacer, słuchanie skarg sąsiadów na źle wychowane dzieci, które znów jakąś szkodę komuś wyrządziły, zastanawianie się czy aby które nie chore albo nie rozwija się nieprawidłowo i szukanie stosownych informacji w uczonych księgach bądź internecie a w nocy wstawanie albo czuwanie przy chorym.
        • ma_nowy Re: Akt 2 22.06.14, 23:49
          Niby kontrakt, ale jak dla mnie to podstawa.
          Jak jest coś ekstra to ekstra, ale poniżej nie powinno być.
          No i żonie chodzi o to ekstra - żeby było miło i sympatycznie przy okazji huraganu. :P

          Ja wiem, ze chodzi o zacieśnianie relacji, odkrywanie siebie i pogłębianie i inne takie ładne rzeczy. Jak opędzę podstawy to idę w to, ale na razie nie opędzam.
          • ma_nowy Re: Akt 2 22.06.14, 23:51
            Cały opisany kociokwik ogarniamy razem kiedy żona była przed macierzyńskim i jak wróci. Ja jestem facet nowoczesny, żadnej pracy się nie boję.
      • czoklitka Re: Akt 2 23.06.14, 00:10
        Jak spytałem czy kiedykolwiek czuła się przeze mnie kochana to powiedziała, że może na początku, ale potem... nie że coś przestałem robić... jej się odwidziało. Ech...

        Ale zarobione przez ciebie monety lubi wydawać? Na siebie?

        > A to żona mnie "złowiła". Fakt, wpadliśmy z pierwszym dzieckiem i to też ciągle
        > odbija się czkawką, bo to właściwie decyzja została za nas podjęta.

        Troje pozostałych dzieci to też z wpadki?
        • ma_nowy Re: Akt 2 23.06.14, 00:18
          No właśnie gdyby to była tak oczywista sytuacja to bym nie miał jakiś szalonych rozterek.

          Kobieta jest w miarę w porządku. Aczkolwiek zawsze ubiera się lepiej ode mnie, telefon też musiała mieć ciekawszy niż mój, ale bez przesady. Ja trochę wydaję na sprzęt komputerowy od czasu do czasu, bo mi nikt nic nie daje.
          No nie ma jakiś takich oczywistych oszczędności do urwania.

          Każde dziecko było dla nas zaskoczeniem, nie są problemem, ale ja bym już zamknął warsztat. :)

          • berta-death Re: Akt 2 23.06.14, 00:27
            > Każde dziecko było dla nas zaskoczeniem, nie są problemem, ale ja bym już zamknął warsztat. :)

            W czym problem. Wysterylizuj się i po sprawie. Poza tym mówisz, że nie szasta kasą, ale na co jej wypasiony telefon. Na jej potrzeby to by wystarczyła jakaś stara nokia sprzed 10lat. Podobnie z ciuchami. Nie jest celebrytką ani businesswoman, która musi markowymi ciuchami podkreślać swój status społeczny, żeby przypadkiem potencjalni kontrahenci nie pomyśleli, że jej w interesach nie idzie. Nie musi mieć co sezon nowych markowych ciuchów. Trudno, zdecydowała się na 4dzieci, to trzeba się pogodzić z tym, że teraz będzie wyglądać jak skromna zatroskana matka a nie jak gwiazda filmowa. Do tego czas spędzony na bieganie po sklepach i przeglądanie katalogów z najnowszymi gadżetami, spokojnie można przeznaczyć na zarabianie pieniędzy.
            • czoklitka Re: Akt 2 23.06.14, 00:40
              kupienie jakiejś, lepszej klasy, gadżetu od czasu do czasu nie stanowi aż tak dużego problemu bardziej niebezpieczne może być wydawanie, niby nie dużo, ale jednak często, na zbędne drobiazgi np. typu - dziesiąta szminka zakupiona w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy, albo setna para skarpetek czy rajstop, kolejny t-shirt ponieważ był przeceniony itp. Nie wiem, czy żona w ten sposób wydaje, natomiast tak czy siak warto pamiętać, że diabeł siedzi w drobiazgach.
            • ma_nowy Re: Akt 2 23.06.14, 01:02
              Tak też zrobię, jak uzbieram 2tys.
              Kobieta jest w miarę wporzo, nie szasta, nie kupujemy markowych ciuchów, czasem jakiś lumpex się zdarzy. No ale pracuje w dosyć konkretnej firmie i fakt koleżanki wyglądają to jakoś odstawać nie można za bardzo. I tak jest na celowniku jako Matka Polka - pod prąd światopoglądu większości firmy.

              Gdyby sprawa była tak oczywista to bym nie miał rozterek. Po prostu jest sporo wydatków non stop i nie widać czegoś tak bzdurnego do odcięcia na pierwszy rzut oka. Z innej strony jak potrzebowałem 1500zeta na tablet to słowo rozmowy i po prostu kupuję, bo potrzeba do pracy, bez żadnych cudów kredytów.
          • czoklitka Re: Akt 2 23.06.14, 01:45
            Właśnie wpadł mi do głowy, że skoro macie problemy z przeprowadeniem spokojnej rozmowy,to może napisz do niej list, w którym mógłbyś odnieść się do jej pretensji - opisać swoje oczekiwania odnośnie waszego związku, swoje podejście do niego, ale również mógłbyś wypomnieć jej stosunek do ciebie, jednak aby zrobić dobrze to ostatnie, warto przemyśleć sobie choćby to, czy masz podstawy sądzić, że ona ciebie wrobiła:

            >Każde dziecko było dla nas zaskoczeniem, nie są problemem,
            >ale ja bym już zamknął warsztat. :)

            tzn. czy kochaliście się zawsze z prezerwatywą, czy jednak zdarzyło się jej skłamać, że stosowała tabletki antykoncepcyjne... Pisałeś o gumkach - gdy gumka pęka wtedy idzie się szybko do ginekologa po odpowiednie tabletki... Natomiast jeśli kochaliście się bez żadnych zabezpieczeń, to cóż, wina jest obopólna.

            Nie wiem, jak tam między wami było, natomiast osobiście uważam, że kobiety wrabiające kogoś w dziecko zasilają szeregi pospolitych kłamców i,wybacz, zwykłych gnojów.
            • ma_nowy Re: Akt 2 23.06.14, 02:23
              List, może, ale tak dużo wątków jest i pewnie połowa moich odczuć jest nietrafionych wg niej... za dużo papieru by zeszło. Może jednak poszukamy poradni.

              Co do tych spraw to idziesz za daleko, nie ma żadnej sensacji, wrabiania, zbierania większej ilości dzieci na większe alimenty - tego jestem pewien - ona jest porywcza ale nie jest oszustką, może pewnych rzeczy o sobie nie rozumie, ale taaakich wałków to na pewno nie robiła. Dzieci i ich ilość nie są problemem. Nawet kasy by stykało, ot czasem brakuje cierpliwości i ludzkich odruchów w tym całym kociokwitu, który - po obserwacji ludzi z zewnątrz znosimy ponoć nadspodziewanie dobrze.

              Brakuje zacieśniania więzi w niedoli.
              • anula36 Re: Akt 2 23.06.14, 07:01
                kolejne wcielenie Barbary Niechcic??

                Niedoli to sadzac z Twojego opisu jeszcze nie widzieliscie na oczy.
                • ma_nowy Re: Akt 2 23.06.14, 08:11
                  > Niedoli to sadząc z Twojego opisu jeszcze nie widzieliście na oczy.
                  Owszem, grzechem byłoby narzekać, acz ogólnie łatwo nie jest.
              • czoklitka Re: Akt 2 23.06.14, 22:31
                >Co do tych spraw to idziesz za daleko
                >List, może, ale tak dużo wątków jest i pewnie połowa moich
                >odczuć jest nietrafionych wg niej... za dużo papieru by zeszło.

                myślisz, że za dużo? po tych postach można mieć wrażenie, że potrzebowałbyś mało papieru, gdyż jedynym problem stanowi jej niewłaściwe pojmowanie "miłościów" z szarą codziennością w tle i jesczce w przypadku ochoty dorobienia się. Może poszukaj jej życiorysów jakichś sławnych ludzi, którzy do czegoś znaczącego doszli, tym samym pokażesz, że życie rodzinne w takich sytuacjach na ogół cierpi - może to do niej przemówi. Zawsze można powiedzieć, aby sama pofatygowała się układając tobie receptę (bardzo dokładną), odpowiadających jej oczekiwaniom, podejmowanych przez ciebie działań, skutkujących zyskami finansowymi - jeśli nie będzie w stanie tego zrobić, to może niech tak nie marudzi.

                >Co do tych spraw to idziesz za daleko

                Aha, więc przepraszam; A to żona mnie "złowiła" - zabrzmiało dwuznacznie. Doczytałam dopiero, że ona jest wierząca, więc pewnie nie skorzystałaby nawet ze środków wczesnoporonnych.
                • ma_nowy Re: Akt 2 23.06.14, 23:28
                  > Może poszukaj jej życiorysów jakichś sławnych ludzi, którzy do czegoś znaczącego dosz
                  > li, tym samym pokażesz, że życie rodzinne w takich sytuacjach na ogół cierpi -
                  > może to do niej przemówi.

                  Ale my tego nie chcemy. Ani ja ani raczej ona nie chcemy życia Karingtonów. Ona chce wrażenia wspólnoty większej, może by i nawet nie psioczyła na te braki wycieczek wakacyjnych gdybyśmy mieli się bardzo dobrze ku sobie i spijali słodką bidę trzymając się za ręce. Podejrzewam, nie wiem na pewno, ale z tego co mówi to mnie jej brakuje, że mnie nie ma często, bo pracuję żeby starczyło na życie. I żebym inaczej poukładał swoje sprawy zawodowe żeby mnie było więcej w domu bo jej samotnie. I ja bym nawet też chciał takiej sytuacji, tylko że finanse by klapły i zanurkowały głęboko w debet. I na to jako trzeźwo myślący chłop nie mogę dopuścić, nawet kosztem chwilowych smuteczków żony.

                  "Złowiła" w sensie to ona zainicjowała związek, a potem wypominała mi, że bez przekonania o nią walczę. Chyba często tak robią kobiety - zauważają problem i zostawiają błahostkę jego rozwiązania facetowi, a potem spijają splendor sukcesu.
                  • czoklitka Re: Akt 2 24.06.14, 00:12
                    >Ale my tego nie chcemy.
                    >Podejrzewam, nie wiem na pewno, ale z tego co mówi
                    > to mnie jej brakuje, że mnie nie ma często, bo pracuję żeby starczyło na życie.

                    Sobie sporo dopowiadasz. Ja nie napisałam, że chcecie wielkiego bogactwa. Chcecie mieć komfort finansowy - a ten przy takich wydatkach można osiągnąć właśnie kosztem czasu spędzonego z rodziną. Więc jest wybór - albo trzymać sąe za te rączki bidując, albo brać się do pracy i nie kwilić.

                    >Podejrzewam, nie wiem na pewno, ale z tego co mówi
                    > to mnie jej brakuje, że mnie nie ma często, bo pracuję żeby starczyło na życie.

                    Nie musisz się powtarzać, to jest dla mnie jasne.
                    Chodzi o to, że to samo nie jest najwyraźniej takie jasne dla twojej żony, skoro psioczy i ciągle coś jej nie pasuje. Więc zaproponowałam biografie, ewentualnie zwrócenie jej uwagi na waszych znajomych (o ile macie takich), którzy też większość czasu spędzają w pracy, aby finansową satysfakcję osiągnąć. Żona powinna w końćcu załapać, o co chodzi... Choć kto wie, przy was, bez zaplecza finansowego z czwórką dzieci wszystko może się zdarzyć...
              • natka-79 Re: Akt 2 09.07.14, 07:32
                Może lepiej nie bądźcie ze sobą zbyt blisko, bo zrobicie sobie następną czwórkę i się będziecie dziwić, że ciężko finansowo i że dużo trzeba pracować i że dzieci tyle kosztują i trzeba im czas poświęcać. Jak są sprzeczki fochy i ciche dni, to mniejsze prawdopodobieństwo kolejnej wpadki. Czworo dzieci co rok, dwa lata plus kredyt plus debety? no coment. My mamy jedno dziecko, mniejsze zarobki od was pewnie i też budujemy dom , ale nie wiem, co to debet, a na małe przyjemności też wystarcza. Wiem, że jakby było więcej dzieci, to bylibyśmy ze sobą na przymus i też byłyby kłótnie o pieniądze, brak czasu i bliskości. A przede wszystkim, jak mam jedno dziecko, to zawsze bez względu na to, co się wydarzy, dam sobie radę. Nie wytrzymam z mężem, albo on mnie zdradzi, zawiedzie, mogę się rozwieźć i niech się buja. Ale jak ma się gromadkę to jakby dostać wyrok ciężkich robót do końca życia. U moich sąsiadów też czwórka dzieci i narzekają że ciężko i wymagają, żeby im cała rodzina pomagała, no ale oni tak się kochają, że nie wiedzą, kiedy im się następne dzieci poczynają, na zasadzie, ile Bozia da, tyle się urodzi i jakoś to będzie.
                • milka_jogurtowa Re: Akt 2 10.07.14, 19:10
                  Wiem, że jakby było więcej dzieci, to bylibyśmy ze sobą na
                  > przymus i też byłyby kłótnie o pieniądze, brak czasu i bliskości. A przede wsz
                  > ystkim, jak mam jedno dziecko, to zawsze bez względu na to, co się wydarzy, dam
                  > sobie radę. Nie wytrzymam z mężem, albo on mnie zdradzi, zawiedzie, mogę się r
                  > ozwieźć i niech się buja. Ale jak ma się gromadkę to jakby dostać wyrok ciężkic
                  > h robót do końca życia. U moich sąsiadów też czwórka dzieci i narzekają że cięż
                  > ko i wymagają, żeby im cała rodzina pomagała, no ale oni tak się kochają, że ni
                  > e wiedzą, kiedy im się następne dzieci poczynają, na zasadzie, ile Bozia da, ty
                  > le się urodzi i jakoś to będzi

                  Swietne podsumowanie, nic dodac nic ujac ;-)
                  • ma_nowy Re: Akt 2 10.07.14, 23:55
                    Oj tam. Jakiś sens w tym jest, ale czy jedynie słuszny? Coś mi to pachnie TAKTYKĄ asekuranctwem podszytą. Jak nie wytrzymam, zdradzi, zawiedzie - furtki ucieczki porozstawiane, a że tobołek nieduży to tym łatwiej i szanse ucieczki większe. Mi się wydaje nadal, że nawet z największego szlamu da się opłukać i przy założeniu, że partnerzy nie chcą sobie wyrządzać zła da się dogadać sporo. Czasem trzeba też wspólnie coś trudnego przeżyć, żeby się na mniej małostkowy poziom małżeństwa wznieść.

                    Jak się rozstanę z żoną to przy następnej kobiecie zatrzymam się na podobnym poziomie problemów. Ucieczka tylko odwleka w czasie konfrontacje ze swoimi słabościami i nie rozumieniem czegoś.
                    Oczywiście nie przeginajmy w żadną stronę, sąsiedzi to też prze kolorowany obrazek...
    • mierdolinho Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:06
      gdyby jakiś czynnik ograniczał długość mojego snu do 3/24 to yebnąłbym weń rakietą średniego zasięgu; a gdyby się nie dało to sobie w czoło; nikt i nic nie jest warte takich poświęceń; każdy kto twierdzi inaczej musi mieć mózg uszkodzony, najpewniej przez brak snu...
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:10
        Pisałem, że to raczej 2-3 dni w miesiącu i świadoma decyzja. Jakbyś w tydzień napinki zarobił drugą miesięczna pensję to od czasu do czasu nie skorzystałbyś z takiej furtki?
        • mierdolinho Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:30
          gdybym w tydzień napinki zarobił miesięczną pensję to przez pozostałe 3 tyg. leżałbym do góry pytą; wiem, teoretyzuję bo tak się nie da, bo nie mam dzieci itd. tyle że na dłuższą metę nei da się zrobić z mordy pługa - zresztą pisałem że imho nie ma warto, dzieciom nie stanie się krzywda jak nie pójdą na basen a bez ojca może być znacznie gorzej: jak kiedyś, nie dajcie bogowie, po 3h snu owiniesz się autem wokół drzewa to myślisz że twoja żona zapewni dzieciom taki sam poziom życia? przypuszczam że wątpię;

          btw znam też ludzi którzy mają tak samo albo gorzej bo zarabiają mniej, np busistów dowożących codziennie ludzi do pracy z radomia do wawy
          • six_a Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:33
            nie przejmuj się, po 40. to już jakieś 5 godzin snu wystarcza spokojnie;)
            jak dwie urwiesz, to żaden dramat.
            szczególnie, że przy tak licznej i rosnącej rodzinie, to ze dwa razy więcej kasy niż teraz trzeba będzie ładować.
            • miau.weglowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:40
              to ja nic o tym nie wiem i spie za dlugo?!
            • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:44
              He he kwaśno, ale tak chyba będzie.
              Chyba musi coś je.nąć, żebyśmy się obudzili w końcu.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 22.06.14, 23:43
            wiem, wiem że nie jest najgorzej, ale chciałbym żeby w tym całym harcorze żonka też nie zmarniała i nie zgorzkniała. 'No i trochę trudno wyłuskać jak to zrobić, bo ona choć może wie czego jej brakuje, do końca nie wie jak to wycisnąć.
            Z tą owijką wokół drzewa to już miałem przemyślenia - już nie będę jeździł samochodem po nieprzespanej nocy. Jeżdżę pociągiem :D
    • 5th_element Re: Nie rozumiem żony 23.06.14, 14:03
      baba ma powalone jak lato z radiem. 4 dzieci, staz 7-letni, dom i jeszcze maz ma byc na jej skinienie?
    • martishia7 Re: Nie rozumiem żony 23.06.14, 15:11
      Nic Ci nie poradzę konkretnego, bo brak porównywalnych doświadczeń związanych z posiadaniem takiej rodziny. Tym niemniej sensowny się wydajesz i bardzo trzyma się kupy wszystko co piszesz, więc może poświęcę Twej uwadze ten wątek forum.gazeta.pl/forum/w,567,151603393,151603393,Pistacje_powodem_rozwodu.html
      Jakoś tak skojarzyło mi się z postawą Twojej żony, chociaż oczywiście nie pokrywa się w 100%. Generalnie do Twojej zony nie dociera chyba prosty fakt, że nie można mieć wszystkiego. Taki truizm, ale wart przyswojenia.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 23.06.14, 23:36
        Nie, ona nie jest materialistką.
        Podejrzewam nawet że gdybyśmy byli blisko siebie, duchowo/ w więzi... cokolwiek... to nawet w dziadowaniu byłoby dobrze. Pewności nie mam, ale tak sądzę.
        Trochę domieszają się takie fakty jak cienkie miesiące za młodości w domu rodzinnym i jakiś dla mnie niezrozumiały wstyd z powodu "miesiąca ziemniaka" ( jemy tylko ziemniaki, pod różnymi postaciami, bona nic innego nie ma kasy). I że ona się otarła o coś takiego i w życiu nie chce blisko tego znów zawitać. Więc lekka presja na standard życia jest, ale bez przesady.

        Może nie można mieć wszystkiego na 100%, ale opracowanie dobrych procentowych proporcji finansów i więzi rodzinnych chyba jest do zrobienia. Nie dla każdego są przecież takie same.
        • 5th_element Re: Nie rozumiem żony 24.06.14, 14:46
          ma_nowy napisał(a):

          >I że ona
          > się otarła o coś takiego i w życiu nie chce blisko tego znów zawitać. Więc le
          > kka presja na standard życia jest, ale bez przesady.

          presja na standard a co rok prorok? Czy tylko mi sie to jakoś nie łączy?
          • martishia7 Re: Nie rozumiem żony 24.06.14, 15:12
            Tez mi się nie klei, ale z tego co autor pisał małżonka umiłowana w Chrystusie panu. Nawiasem mówiąc styl autora przywołuje mi nieco w myślach tego pana, co to jego narzeczona źle się ubierała, więc zapala się pomarańczowa lampka "może troll", ale dam mu jeszcze szansę.
            Do autora - nie chodziło mi o to, że żona jest materialistką, bardziej o taką mało realistyczną postawę, że wypiera okoliczności w jakich się znalazła. na poziomie intelektualnym, to ona może nawet i rozumie, że nie da się mieć wszystkiego, doba ma 24h, dzieci jest czworo, a liczba zarabianych złotówek jest skończona, ale i tak CHCE. Boli ja tak naprawdę brak umiejętności pogodzenia się z rzeczywistością oraz konsekwencjami swoich życiowych wyborów. Nie bardzo jesteś na to w stanie wpłynąć.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 24.06.14, 18:02
            > presja na standard a co rok prorok? Czy tylko mi sie to jakoś nie łączy?

            Rodzina żony jest duuużo większa, więc może sądzić że jeszcze jest soooory zapas, przecież ojciec dawał rady :)
            • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 24.06.14, 18:03
              i jeszcze zawsze wakacje miał wolne dla dzieci, bo na uczelni pracuje...
              • anula36 Re: Nie rozumiem żony 24.06.14, 18:06
                to moze trzeba isc sladem tescia;)
                • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 25.06.14, 19:30
                  znaczy na uczelnię? :D
                  • anula36 Re: Nie rozumiem żony 25.06.14, 19:50
                    tak, dokladnie.
    • ma_nowy a teraz twist - pokazać wątek żonie? 24.06.14, 18:08
      Tak sobie wczoraj pomyślałem, że może jej pokażę wątek, bez komentarza. Niech poczyta. Odetnie 2 najostrzejsze i 2 mięciutkie komentarze i wyjdzie jakaś średnia-obiektywna. Chyba ze taki już jestem zakłamany sam w sobie, że źle to wszystko Wam przedstawiłem.

      Czy jednak samemu wyciągnąć wnioski i działać?
      Idę w poradnię.
      Chciałbym uzdrowić sytuację, nie gnębić człowieka.
      • mozambique Re: a teraz twist - pokazać wątek żonie? 25.06.14, 10:56
        e czkaj to jak ta rodzina żony ? 9 rodzeństwa czy co ?
        • ma_nowy Re: a teraz twist - pokazać wątek żonie? 25.06.14, 19:29
          minimalnie przestrzeliłaś. minimalnie :)
    • anna_sla Re: Nie rozumiem żony 25.06.14, 13:56
      doskonale Cię rozumiem, bo od prawie roku u nas jest podobnie. Z tą różnicą, że mamy 3 dzieci i żadne małe (najmłodsze mają 8 lat) a ja pracuję.. głównie na drugie zmiany. Widzimy się rano do ok. 6:50, potem mąż wybywa do jednej pracy, wraca po 15stej, często po drodze odbierając dzieciaki ze szkół lub innych zajęć, zawożąc na inne zajęcia, wpada na szybki obiad i na 16 leci do kolejnej pracy. Wraca różnie, 20-22, jak musi dzieci odebrać od jakiejś cioci, to bywa, przed 20stą. Jak mam wolne lub 1 zmianę ogarniam co się da sama, by jego odciążyć, ale jednak w większości to on lata, bo ja najczęściej jestem w pracy i wracam również różnie, 18:30 do 22:30. Widzimy się niewiele. On ma weekendy wolne, tzn. z tej drugiej pracy nie miał, ale, że już wyczerpany pada, bo obie to prace fizyczne, zrezygnował z weekendów.. a ja pracuję w weekendy (mam 3 dni weekendowe wolne w miesiącu + święta). Na mojej głowie jest cały dom i logistyka związana z dowozem do szkoły i zaspokajaniem wszelkich potrzeb szkolnych (zebrania, przybory, materiały, rozmowy z wychowawcami), zakupy, pranie, sprzątanie, opłacanie rachunków, pilnowanie terminów itd. Ten rok bardzo mnie zmęczył, córka szła do komunii, tego latania do kościoła było co nie miara. Ogólnie mąż mój do kościoła nie chodzi, szanujemy jego wybór, podrzuca, pilnuje gdy mnie nie ma aby dzieciaki do tego kościoła dotarły i wróciły, sam osobiście rzadko tam wchodzi... no generalnie rozjechaliśmy się kompletnie. Ja wiem, że on musi pracować, wiem, że to przez moją nieudolność, długo nie miałam pracy, długi rosły, teraz trzeba łatać. Mimo to tęsknię, zostają nam głównie telefony i to pod warunkiem, że on ma możliwość przerwania akurat tego co robi by te 5 minut pogadać ze mną. Prawie nie istnieją u nas rodzinne wspólne obiadki, zawsze kogoś brakuje, mało mamy okazji do jakichkolwiek wspólnych wypadów, chociaż ostatnio gdy mąż zrezygnował z pracy w weekendy bywa tego więcej. Chociaż na rower pojechać... męczą mnie obowiązki domowe, że muszę sama, kiedyś robiliśmy to wspólnie, dzieciaki wredolce nie chcą za wiele pomóc, a jest tego ogrom przy takiej rodzince (+ często dwójka dzieci moich kuzynek, bo pilnujemy sobie dzieci naprzemiennie w zależności od tego jak która pracuje). On przez ogólne zwolnienie z obowiązków domowych nawet jak ma wolny dzień zapomniał chyba jak się myje naczynia, jak się robi obiad, nic nie jest na czas zrobione, dzieciaki nie rzadko latają zbyt długo wygłodniałe, dom nietknięty, wszystko czeka aż ja to zrobię. To mnie dobija...


      Domyślam się, że Twoja żona myśli i czuje podobnie, jest dodatkowo uwiązana z małym dzieckiem, ciągle sama... to cholernie frustrujące, tego nie da się opisać. Ona na pewno rozumie, że pracujesz, że musisz, ale jednak ona wciąż jest sama i przybita i nie radzi sobie z tym co czuje. Ja wiem, że mój mąż jeszcze max rok będzie tak pracował i potem się to skończy, bo gdybym wiedziała, że tak już będzie zawsze to ja w to nie idę.. Porozmawiaj z żoną. Bez emocji, na spokojnie, nie mów, że Ty wiesz wszystko lepiej, że Twój sposób na życie jest jedyny słuszny, posłuchaj co ona ma do powiedzenia, jak ona to widzi. Musicie ciągle rozmawiać ze sobą, bo bez tego to się rozpadnie.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 26.06.14, 04:04
        Wiem, ciężko jest, po trochu to się mało kto spodziewa jak bardzo bedzie momentami trudno w rodzinie. Mi się wydaje, że takie rzeczy trzeba przejść, bo się człowiek hartuje i uczy ogarniać coraz lepiej.

        Masz jak masz - no i co? Obwiniasz męża że ma jakąś taką dziwną pracę, że nie możecie normalnie funkcjonować? Albo, że mógłby więcej zarabiać to byśmy gdzieś wyjechali raz na rok przynajmniej (nie do rodziców, nad morze)?

        Ja próbowałem różnych rodzajów pracy w ramach mojego zawodu - etatu, pół etatu, teraz freelance... i chyba jest najlepiej teraz, acz w żadnym czasie nie pracowałem po minimalu - zawsze się angażuję, a że mam pracę, którą lubię to godzinki lecą. Moja robota daje też elastyczność, która jak pewnie wiesz jest co drugi dzień potrzebna - a to coś odebrać, a to lekarz, a to dokumenty jakieś zdobyć... Gdybyśmy oboje pracowali w "okienku w banku" to by nie mogło funkcjonować. Żadnych dziadków nie mamy, to nie jest rodzinne miasto żadnego z nas.

        Może to trochę emocje po porodowe, przechodziliśmy to po każdym dziecku, także znam to. Ale w sumie teraz ma najłatwiejszy z tych macierzyńskich (może już po prostu za długo, bo się załapała na ten roczny) - siedzi z małym, naprawdę uroczym, niepłaczliwym dzieckiem, ogródek do podlewania i pielenia ma jako relaks. Samochód pod domem, jak chce to sobie gdzieś jedzie. Fajni, do pogadania sąsiedzi za płotem, wpada do nich, oni wpadają czasem. Mamy wspólne konto, raczej nie robię jej wyrzutów o jakieś zakupy (znaczy kupuje co trzeba).
        Jedzie do koleżanki, ktoś wpada... no nie jest tak ciężko. Reszty rodzinki wraca o 18 - też nie dramat.

        Rozmowy są, ale dosyć szybko wchodzą na nutę emocjonalną. Dziś mi żona powiedziała, że jej fochy to są zasłużone (przeze mnie) i że ona się przestaje starać ( bo dotychczas się starała) i nie będzie już udawać, że wszystko jest OK.

        Ja się z kolei nie staram i nie próbuję robić, żeby było OK. Słabo jest.
        • anula36 Re: Nie rozumiem żony 26.06.14, 09:48
          Może to trochę emocje po porodowe, przechodziliśmy to po każdym dziecku, także znam to


          a hormony ma zona w porzadku? czy chcemy czy nie chcemy to one czesto rzadza naszymi nastrojami.
        • anna_sla Re: Nie rozumiem żony 29.06.14, 07:11
          > Masz jak masz - no i co? Obwiniasz męża że ma jakąś taką dziwną pracę, że nie możecie
          > normalnie funkcjonować?

          nie obwiniam jego, obwiniam siebie, ale to nie zmienia faktu, że nie daję rady. Wymiękam. Ja też chciałabym normalnie funkcjonować, bo póki co każde żyje samo.
    • lorelailee Re: Nie rozumiem żony 25.06.14, 21:17
      kurde, ja to wszystko rozumiem- powiem tak- z moim bylym juz, chlopakiem, rozstalam sie wlasnie przez to ze niby razem w 1 druzynie, razem mieszkalismy, ale widywalam go raz na 2 tygodnie bo ciagle siedzial w pracy- z tym ze u nas nie bylo dzieci, kredytow itd. Po prostu pracowal bo lubil i byl ambitny, jemu nie przeszkadzalo to ze, widujemy sie w niedziele hehe, a wiekszosc czasu siedze sama. Ostatecznie w koncu bylismy juz tak oddzielnie emocjonalnie ze sie wypalilo, on wiecej czasu spedzal w pracy z 'kolezanka', ja z nudow zaczelam planowac kariere, wyjazd do innego kraju no i w koncu bam. Peklo.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 26.06.14, 04:09
        Nie no, to już przesadzaliście - 2 tygodnie to już zupełnie mało, tym bardziej w przypadku "chodzenia" - to niby okres poznawania się i "fiołków".
        Z rodzinką to już nie można się odwrócić na pięcie. Z "fiołków" relacja przesuwa środek ciężkości na "mogę na tobie polegać". Nie tylko finansowo, emocjonalnie też. Ja wiem, że może z tym wspomaganiem emocjonalnym trochę słabiej pomagam.
        • alicja_z_drugiej_strony_lustra Re: Nie rozumiem żony 27.06.14, 14:56
          wiesz co, jedna rzecz w Twoim problemie jest całkiem pozytywna.

          że ona czeka na Ciebie i odczuwa Twój brak.

          też tak kiedyś miałam.
          potem się przyzwyczaiłam, później było mi to obojętne.
          teraz wolę, jak go nie ma.

          Wy ciągle macie szansę pozostać na pierwszym etapie.
          • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 27.06.14, 21:51
            Bywa różnie, idzie w tendencję " lepiej już sobie jedź do pracy".
            • anna_sla Re: Nie rozumiem żony 29.06.14, 07:07
              ma_nowy napisał(a):

              > Bywa różnie, idzie w tendencję " lepiej już sobie jedź do pracy".

              bo zaczyna się od Ciebie odzwyczajać. Zaczyna wiele robić sama, czuć sama, myśleć sama.. oddala się. W ten sposób moja kuzynka rozwiodła się, bo przestali patrzeć w jednym kierunku, on praca, praca, kasa na dom, jak już nawet był, nie potrafił jej słuchać, wspierać, rozmawiać a ona już nawet nie chciała tej kasy, wolała klepać biedę na długach byleby go mieć przy sobie.. ale nie miała, więc gdy już był blisko zaczął jej przeszkadzać, bo ona już miała codzienność inaczej poukładaną, sama, a on jej zaburzał wszystko, wszystkie przyzwyczajenia, wszystko ją drażniło, nawet pierdoły.. aż przestała kochać.
          • ewciuszek83 Re: Nie rozumiem żony 01.07.14, 06:34
            Hej, to mój pierwszy wpis tutaj... Czesto śledziłam forum, nigdy jednak nie miałam potrzeby by cokolwiek napisać. Do czasu aż trafiłam na ten wątek... Przeczytałam cały, z zapartym tchem, bo jakbym czytała o swoim życiu... U nas zaraz po ślubie pojawiła się myśl o własnym domku. Chcieliśmy najpierw coś odłożyć, by nie brać kredytu na całość inwestycji. Póki byliśmy we dwoje było całkiem łatwo, po dwóch latach urodził nam się syn... Odkładaliśmy mniej, ale również byliśmy nastawieni pozytywnie. Sytuacja zaczęła się psuć z czasem... Wcześniej żyliśmy z mojej penscji, męza prawie w całości szła na oszczędnościowe. Z roku na rok wszystko drożało, a moja pensja stała w miejscu (brak rewaloryzacji, nie mówiąc o podwyżkach), łatwo się domyślić, ze to z pensji męża zaczęliśmy życ, a moja - niewielka - przeznaczona była do odłożenia... Mąż zaczął coś dorabiać pracując z domu. Na poczatku było to kilka godzin w tygodniu, pracował w tym samym pokoju, w którym ja bawilam się z synem. Z czasem ja sama zesłałam męża do innego pokoju, by mógł pracować w większym skupieniu. Od kilku miesięcy wygląda to tak, że wracamy z pracy i mąż praktycznie od razu idzie "do drugiej". Ja rozumiem dlaczego to robi, często już o tym rozmawialiśmy, często jest tak, ze ja się foszę, ale razem dochodzimy do wniosku, że innego wyjścia nie ma... budowa zaczęta, ja zarabiam niewiele. Paradoksalne jest to właśnie, że wiem, iż nie ma wyjścia, a jednak Co jakiś czas mam doły z tego powodu... Czuje się źle, czuję - jak żona autora wątku- że traci na tym jakość naszego związku... Przeczytałam komentarz alicji_z_drugiej_strony_lustra i aż zaparło mi dech.... wszystkie te emocje, obawy z mojej głowy, ktoś ubrał w słowa... i dokładnie tak to jest... i może tego obawia się Twoja żona, bo czuje, ze jest na granicy... Dla poparcia tezy przykład z życia - wcześniej byliśmy z mężem bardzo blisko emocjonalnie, mówiliśmy sobie o wszystkim, pisaliśmy smsy z pracy, wszędzie chodziliśmy razem... Razem do sklepu, razem do koscioła, razem na spacer, nawet razem na siusiu przed spaniem:P obecnie,gdy mamy niedziele dla siebie czuję, że nawet nie mamy ze sobą o czym rozmawiać... Mąż siedzi przy laptopie, ja włączam komputer i każdy robi swoje... nie ma już tego razem:( odnoszę wrażenie, że gdy jestem sama jestem teraz lepiej zorganizowana, potrafię się czymś zająć, nawet zrobić coś dla siebie; gdy jesteśmy razem drażni mnie coś nieopisanego.... może właśnie tak jak powyżej napisane - wchodze na kolejny etap:(
            • ahhna Re: Nie rozumiem żony 02.07.14, 23:11
              Matko jedyna, umarłabym, gdybym z moim mężem czy chłopakiem musiała chodzić razem na siku. Dal mnie udany i fajny związek to taki, w którym każde ma prawo i możliwość pielęgnowania własnego świata. Mówić sobie o wszystkim, liczne sms-y z pracy... Jezu, wiałabym, gdzie pieprz rośnie. Nadmienię, że jestem szczęśliwą, pracującą mężatką z dwójką dzieci na stanie. Atrakcyjną ;) I z całą kupą pasji, z których z mężowskimi zazębia się może z 15 procent :) Tematów do rozmów nie brakuje.
              • ewciuszek83 Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 17:06
                Dobrze się w takim razie stało, że w związku masz jak masz i umierać nie musisz. Nas nikt do wspólnego chodzenia/spędzania czasu nie zmuszał. Wieczorem wspólnie obejrzany film, potem marsz do łazienki, a potem do łóżka... i tak przez kilkanaście lat. (oczywiście to tylko przykład, bo już widzę jak sypią się komentarze, że Codziennie taki styl życia prowadzić, to do bani;) Dla nas to było naturalne. Nikt nikogo za rękę nigdzie nigdy nie ciągnął. Mnie się zawsze podobało, że jak chciałam jechać na zakupy ciuchowe, to mąż proponował,że mnie zawiezie, a potem był przy mnie. I dla mnie pełna rodzina, to rodzina "w kupie", a nie, ze każdy ma swoje pasje, swoje sprawy (Oczywiście, gwoli ścisłości, nie ma mowy o ograniczaniu się). Mam w rodzinie małżeństwo, które od lat osobno jeździ na wczasy - ona wybiera leżenie na plaży, on woli zwiedzać świat. Mnie taki styl życia nie odpowiadałby, ale też nigdy tego nie krytykowałam, nie potępiałam. Każdy niech robi tak, żeby było mu dobrze. Kazdemu szczęście przyniesie coś innego. Tego chyba atrakcyjnej - zeby nie było - mężatce z 2 dzieci tłumaczyć nie muszę. Twój styl życia nie musi odpowiadać mnie, mój nie musi odpowiadać Tobie. TY masz swoje pasje, mąż swoje, potem sobie o tych pasjach nawzajem poopowiadajcie, ale dla mnie i tak mówienie sobie o wszystkim cementuje zwiazek. i nie mam na myśli gadania tylko i wyłącznie o plotach-głupotach.
                • maitresse.d.un.francais Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 17:20

                  > rz "w kupie", a nie,
                  > ze każdy ma swoje pasje, swoje sprawy

                  Ale tak bez przerwy?
                  • ewciuszek83 Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 17:49
                    No nie, we wszystkim najważniejszy jest umiar. Chodziło mi bardziej o to, by nie żyć obok siebie. Pewnie,że mąż czasem spotyka się z kolegami sam, ale pisze mi - sam od siebie, że przyjechał na miejsce, że czeka na tego i tego, że już wraca. Nie muszę się dzięki temu martwić, że coś mu się stało (jeśli by go miało dłużej nie być). I to też nie tak, że on ucieka przede mną do kolegów:P bo często jest tak,że jak dostaje wiadomość, czy nie chciałby się spotkać i to ja go namawiam by jechał. Nie ma więc mowy o byciu więźniem w związku. Mężowi to odpowiada, i mnie również.
                    Jeszcze jedną rzecz muszę napisać, chyba najistotniejszą - wszystko to wygląda jak wygląda, bo nie mamy i nigdy nie mieliśmy odmiennych pasji... ze niby ja na rower, a on na siłownie, ja na balet, a on na boks:P Ok, przepraszam autora wątku, bo mu chyba kradnę miejsce na stronie pisząc o sobie:P
                    • ewciuszek83 Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 18:09
                      Widziałam kiedyś fajnie zobrazowane relacje w związku...... Pierwsze - to gdy obie osoby żyją obok siebie, takie typowe małżeństwo na papierze, Drugi to gdy nachodzą na siebie - ograniczają się i są od siebie zależni, trzeci - gdy żyjąc razem, jednocześnie zachowując swoją niezależność. Wiem, że opis mojego związku może sugerować ten środkowy - że niby ja bez męża oddychać nie mogę, a on beze mnie sobie sznurówek w butach nie zawiąże, no ale ciężko tak w paru słowach opisać prawie całe swoje życie. Mój związek jest troszkę jakby odbiciem relacji moich rodziców, bo oni też tacy "ciągle w sobie zakochani, zapatrzeni". I szczerze chciałabym by za kilkadziesiąt lat mąż dalej mówił do mnie czule/zdrobniale i byśmy leżąc, leżeli wtuleni w siebie - jak moi rodzice:P teraz jednak - jak pisałam wcześniej -praca, praca, praca
                      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:13
                        Ach, żeby to sobie można było tak ustalić na papierze i potem wykonać.

                        U nas to często jest wieczne poprawianie złego męża, wieczne kwestionowanie jego poglądów - czy chodzi o ubieranie, karmienia, spędzanie czasu czy wypuszczanie dzieci na rower przed dom - zawsze żona- programowo już czasem, mam wrażenie - na inne zdanie. Wychowaliśmy się w różnych miejscach, to fakt. Niech mnie przekona do swojej racji, mówię. Nie, ty mnie nie szanujesz bo masz inne zdanie niż moje i nie szanujesz mojego. Ciągłe przepychanki, porównywanki, udawadnianki... Teść mi już mówił, że on parę lat próbował sił ogień zwalczyć ogniem, ale to nie dało żadnych rezultatów - zaleca łagodną manipulację.

                        Też patrzymy na związki naszych rodziców i wnioski nie są budujące. Teściowie od zawsze prowadzą ze sobą wojnę, a że dzieciaci i religijni (nawet tak konkretnie, nie "po polsku") to się jakoś razem trzymają.
                        Ja do moich rodziców nie mam specjalnie zastrzeżeń. Po drodze różnie bywało, ale się trzymali razem i po latach widać było że docenili siebie - kiedy wyjeżdżaliśmy na studia. Kiedy moja mama wzięła żonę na "babską rozmowę" pt - jak utrzymać dobre małżeństwo - i padło miedzy innymi hasło "uległa" to się w żonie zagotowało. Taka obelga! Ona nie będzie taką pokorną krową...... No i od tego momentu moja mama jest najczarniejszą po mnie personą. Trochę na zasadzie odwracania kota ogonem wiecznie jest moja mama wyciągana jako przykład bezguścia, złych nawyków, czegokolwiek. A, że ja nigdy maminsynkiem nie byłem, od 16 roku życia mieszkam poza domem, tym absurdalniejsze wydają się takie wyjazdy.

                        Jestem jednak dobrej myśli i sądzę, że z zestawienia dwóch różnych ludzi nie będzie nigdy takiego samego wyniku końcowego. Oboje na siebie całe życie wpływamy.
                • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 22:05
                  w teorii to właśnie wszystko powinno być jasne. Trzeba mieć trochę cywilnego miejsca, jakiś rower, wyjście ze znajomymi, nawet jakiś wypad bez drugiej połówki w góry raz na jakiś czas. Luz. W praktyce to przez całą tą dzieciarnię i fakt że mieszkamy oboje w mieście/ wsi z którego żadne z nas nie pochodzi - nie mamy tu pierdyliard znajomych, a rodzicielstwo odcina elegancko znajomości średnio-zażyłe, bo po prostu nie ma już na nie czasu. Jak już jest chwila na jakieś spotkanie to raczej ze sprawdzonymi znajomymi. No i zawęża się to wszystko, zawęża - pozostają telefony do siostry, mamy - mąż się odsuwa w pracę. Smutno, wiem.
                  Dzieci generują mnóstwo obowiązków. Moje "ja" i "moje potrzeby" wydają mi się mniej ważne niż obowiązki rodzinne. Mniej ważne niż żona też - dlatego wielokrotnie robię, ogarniam coś albo czasem się zgadzam na sprawy średniomipasujące.

                  Żona często mi wyjeżdża z "szacunkiem do niej" - to że mam inne zdanie na jakiś temat automatycznie podpada pod brak szacunku dla niej i jej punktu widzenia. Nie musi być po mojej myśli, przekonaj mnie, że twój punkt widzenia jest wart więcej- przyznam ci racje, tylko mnie przekonaj. Nie, jesteś chamem.

                  Miarka się przebrała jak pies dostaje po mordzie za to, że szczeka (a za to mu michę napełniają). Nie raz już dostał po mordzie. Pierwszy raz myślał, że zasłużył. Drugi, że może czegoś nie zrozumiał i zasłużył. Trzeci, że hormony. Czwarty, że zmęczenie, piąty, szósty, siódmy...
                  • maitresse.d.un.francais Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 22:14
                    Trzeci, że hormony.

                    już za trzecim?

                    chłopy, to WAMI tak miotają hormony, i to cały miesiąc, że my to przy tym mały pikuś.
                  • ahhna Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:21
                    >Żona często mi wyjeżdża z "szacunkiem do niej" - to że mam inne zdanie na jakiś temat automatycznie podpada pod brak szacunku dla niej i jej punktu widzenia. Nie musi być po mojej myśli, przekonaj mnie, że twój punkt widzenia jest wart więcej- przyznam ci racje, tylko mnie przekonaj. Nie, jesteś chamem.

                    Chłopie, to jest masakra. Masz mój ogromny szacunek, że dla dobra dzieci potrafisz w tym wytrwać i jeszcze się doszukiwać znamion szczęścia i jeszcze starać się rozumieć.
                    I mówię to ja, zdeklarowana feministka, która zawsze i wszędzie broni kobiet ;)

                    Sorki za trolla, no ale jesteś naprawdę rzadkim okazem.


                  • ewciuszek83 Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 08:18
                    Mimo wszystko czytając Twoje posty, to jak piszesz o żonie, to że tyle razy jej broniłeś, gdy ktoś z forumowiczów nazywał ją materialistką, czy jeszcze gorzej, nie świadczy o braku szacunku - wprost przeciwnie. Takie jest moje odczucie. Naturalnym jest, że ma się odmienne zdania, w takiej sytuacji trzeba dojść do jakiegoś kompromisu, a nie wyskakiwać z szantarzem emocjonalnym:( W sytuacji,gdy ktoś zawsze będzie musial ustępować, tym samym zatraci siebie. TYm bardziej dziwne jest zachowanie żony, że to ona goniła za Tobą.
                    - Model rodziny nie zawsze musi być powielany z pokolenia, na pokolenie. Ja pewnych rzeczy od swoich rodziców powielać nie chciałabym. Np ich podejscia do dzieci:P i to też nie tak, że o! - założyłam sobie to i owo i tak musi być. Nie, do tego trzeba cięzkiej "pracy", zaangazowania, samo nic się nie zrobi.
                    - Wracając do Waszej Rodziny, spróbujcie z tą poradnią, bo problem leży chyba głębiej...dużo głębiej. Tobie na związku zależy, inaczej nie byłoby tej dyskusji, inaczej "nadawalbyś" na żone, a nie szukał zrozumienia w komentarzach innych. Pokaż żonie ten temat, niech się wczyta...moze wtedy zrozumie lepiej. Na początku pewnie się wkurzy, wyobrażam sobie, że mocno:P ale potem gdy emocje opadną, będzie chciała wrócić do lektury. Może sama przed sobą przyzna się wtedy do swoich uczuć, a później wyjawi to Tobie.
                • ahhna Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:17
                  Ok, każdy ma, co lubi, każdy jest inny, masz rację rozumiem, kajam się, do umierania mi daleko :) Ale razem na siku...?!
                  A w związku mam, jak mam, czyli fajnie mam, bo sobie na to oboje zapracowaliśmy.
                  No i jednak nie zgadzam się, że mówienie o wszystkim cementuje związek. Może w pierwszych dwóch miesiącach. Potem - wprost przeciwnie. Mówienie o ważnych rzeczach i do rzeczy - z pewnością tak.
                  • ewciuszek83 Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 08:31
                    To jest trochę tak, że nie ma modelu idealnego, który sprawdziłby się u wszystkich. Nie ma dwóch idealnie takich samych par. Na to składają się tysiące zmiennych. Nie można więc zakładać, że ktoś ma Gorzej, bo ma INACZEJ. Tak jak pisałam szczęście każdemu z nas daje co innego. To jak z wydawaniem pieniędzy... jedni przejedzą, inni przepiją, jeszcze inni będą zwiedzać świat, a Ci, którzy kochają dom sam w sobie, wszystkie pieniądze włożą w niego. I każdy w swoim modelu życia będzie szczęśliwy, bo będzie miał to co lubi. Takie jest moje zdanie.
    • nativeau Re: Nie rozumiem żony 27.06.14, 15:54
      "Ale charakterek miewa i zderzeniu z moim chłopskim rozumowaniem - zarób, odkuj się i do przodu - jakoś kulejemy. " - to mowi duzo o tobie.

      A twoja kobieta stosuje metode ze najlepsza obrona jest atak, tyle ze ma cie za jaja bo dales sobie zrobic 4 dzieci. Jestes skonczony i musisz jej tylko sluzyc. Zawsze patrz jej wiernie w oczy jak pies i powtarzaj: alez ja ciebie tak bardzo kocham, wtedy ci wszystko wybaczy. Przy czworgu dzieciach nie masz prawa na nic i do niczego- oddales swoje prawa jak ja czterokrotnie zapladniales, mam nadzieje ze byl to ten opiewany tutaj "nieziemski seks". Acha, to drugie dziecko to nie z toba, pozostale to tez poewnie nie. zrob sobie test dna i podaj wyniki to sie posmiejemy razem.
      • ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 27.06.14, 21:50
        Nie no proszę Cię, naczytałaś się sensadzideł na tym forum chyba. Nie było żadnych takich - dzieci są bardzo do mnie podobne :) Śliczne :D Jak już wielokrotnie pisałem dzieci nie są żadnym problemem. Seks ok, ale nigdy nie był pierwszoplanowy u nas.
        Wiesz są takie momenty, że żona bierze całą tą karuzelę na plecy, bo ja mam przez prawie tydzień prace poza miejscem zamieszkania - i daje rady- wiec to nie jest wygodna roszczeniowa tipsiara łasa na kasę. Porywcza deko za mocno, ale ok dziewczyna, z grubsza.
    • liwka6 Re: Nie rozumiem żony 01.07.14, 11:19
      Chyba Was to wszystko przerosło i stało sie udręka.
      Planując 4 dzieci trzeba miec swiadomosc tego,ze bedzie niezły rozgardiasz i ciezkiej pracy. Jesli sie nie ma obok siebie mamy, tesciowej, ciotek, babć to nie ma co marzyc o czasu wylacznie dla siebie. Planując dzieci niemal "co rok to prorok" trzeba miec świadomosc,ze niemal kazdą chwilę poswieca sie czy tego chce czy nie dzieciom, bo same o siebie nie zadbają. Mina lata kiedy bedzie lużniej, chociaz o luzie mozna mówic w momencie kiedy stana sie samodzielne.
      same pojda do szkoly, same mogą zrobic sobie coś jesc, same pojda do kina czy spotkanie ze znajomymi, same kupią sobie buty. Wczesniej to zycie na wysokich obrotach.

      Druga sprawa to wpakowanie sie w koszty w zwiazku z budowa domu i urzadzaniem,
      Mieszkanie za miastem ma plusy i minusy jednak nikt kto mieszka w domu nie powie,ze jest lżej i taniej niz w mieszkaniu.
      Mieszkanie w miescie ma to do siebie,ze jest, wprowadzasz sie , robisz remont lub nie, bo tak tez mozna mieszkac, urządzasz w miare mozliwosci i mieszkasz. Nie trzeba martwic sie o opał na zimę, zepsute rury, kapiący dach , koszenie trawy itd. Zyjac w domu musisz sam o wszystko zadbac i ogarniac teren działki. Mieszkajac w mieszkaniu masz od tego spoldzielnie czy wspolnotę. Wlasciwie o nic sie nie martwisz. Zazwyczaj blisko do pracy, szkol.
      Koszty wiec obnizaja sie o dojazdy i ten czas najwazniejszy w przypadku , gdy go nie ma dla rodziny.

      Moim zdaniem ponosicie winę razem bo nie mieliscie swiadomosci tego co Was czeka, teraz to odbija sie tym,ze żona jest rozczeniowa , inaczej to sobie wyobrazała , Ty robisz ile mozesz by zwiazac koniec z koncem. Dochodzi rozczarowanie, frustracja i zmeczenie ciagła szarpaniną , brakiem kasy i czasu.
      Wzieliscie sobie za duzo na głowe ale to jest WASZA decyzja, moze w pewnym monecie trochę rozumu zabrakło teraz ponosicie konsekwencję.

      Mysle,ze nawet jesli dogadacie sie w miarę to i tak któras strona nie bedzie zadowolona.
      Tu nastąpi cos kosztem czegoś, jesli poswiecisz wiecej czasu dla rodziny to bedziecie musieli ograniczyc wydatki i poziom zycia do minimum. bedziecie mieli czas dla siebie , dzieci ale nie stac bedzie Was na wyjazd , zachcianki.
      Zona nawet jakby znalazła lepiej platna prace i przy tym bardziej czasochłonna to w pewnym momencie zacznie narzekac,ze jest ciagle w pracy , dom to tez ciezka praca.
      itd
      Wyjsciem jako takim, poki dzieci sie w miarę nie usamodzielnią jest pozbycie sie tego rozczeniowego tonu do lepszego zycia, pogodzenie sie,ze za parę lat bedzie mozna sobie pozwolic na to i tamto. Ty mniej pracujesz i wiecej czasu spedzasz z rodziną . zona mniej narzeka i w koncu rozumie,ze tego swiadomie chciała i musi trwac , zwlaszcza,ze wyznaje katolickie wartosci powinno jej to przyjśc łatwiej.
      Trzeba sobie to otwarcie powiedziec, Ty pewnych rzeczy nie przeskoczysz i jej gadanie nic nie zmieni bo realnie , na dzisiejszy dzien jest to niemozliwe.

Pełna wersja