kol.3 Re: Nie rozumiem żony 01.07.14, 18:52 Zróbcie sobie piąte dziecko ;). Nie za bardzo rozumiem, czym się kierują ludzie, którzy najpierw, nie używając mózgu robią sobie z życia harówę a potem dziwią się, że jest tak ciężko. Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Re: Nie rozumiem żony 01.07.14, 19:18 kol.3 napisała: > Zróbcie sobie piąte dziecko ;). > Nie za bardzo rozumiem, czym się kierują ludzie, którzy najpierw, nie używając > mózgu robią sobie z życia harówę a potem dziwią się, że jest tak ciężko. Napiszę łagodniej - najpierw budują dom ZA MIASTEM, a potem dziwią się, że dojazdy. Najpierw nie kontrolują wydatków, a potem dziwią się, że są wciąż na minusie. Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Mnie się udało 01.07.14, 19:06 doczytać do końca. Niemniej wniosek jest smutny - żona sama nie wie, czego chce. Odpowiedz Link Zgłoś
ahhna Re: Nie rozumiem żony 02.07.14, 23:31 Z grubsza wyglądasz na fajnego faceta. O ile nie jesteś trollem - bo dla mnie facet piszący do ładu i składu więcej niż 3 zdania (do tego wielokrotnie złożone) to gatunek nieistniejący. Żona też z opisu całkiem ok, choć chyba miej rozsądna niż ty. Wyślij ją na badania tarczycy - rada całkiem serio. Mogłabym się podpisać po komentarzami, że żona ma rozdwojenie jaźni: chce i bliskości, i standardu życia. Z jednej strony śmieszne, z drugiej sama tak przez wiele lat miałam. Aż poszłam do pracy i zobaczyłam, jak to jest (jestem mężatką z 2 dzieci, pracującą na pełen etat). Przy domku i 4 tym bardziej się nie da. Ale można ustalić jakiś plan, np.: harujemy przez rok, odłożymy trochę pieniędzy, dzieci podrosną, a potem zobaczymy, w jakim punkcie jesteśmy i bardziej zadbamy o bliskość. Natomiast, przy tym wszystkim, naszła mnie taka refleksja: o co chodzi z tą szaloną bliskością emocjonalną, której tak kobietom ponoć bardzo brakuje. Ja w takim związku, do jakiego dąży twoja żona, zwyczajnie bym się udusiła. Jeśli rodzina spotyka się w komplecie o 18, macie większość wkndów wspólnych, to jest to lepiej niż optymalnie, jak dla mnie. Żona nie ma swojego świata? Wiem, życie w domku za miastem z niemowlakiem przez cały dzień jest frustrujące. Tyle że u mnie skutkowałoby to zawijaniem się z domu o 18, zaraz po powrocie szanownego małżonka. Gdziekolwiek, chociaż na godzinę. Żona ma jakieś swoje wyjścia? Jakieś hobby czy coś? Może to o to chodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 16:26 ahhna napisała: > Z grubsza wyglądasz na fajnego faceta. O ile nie jesteś trollem - bo dla mnie f > acet piszący do ładu i składu więcej niż 3 zdania (do tego wielokrotnie złożone > ) to gatunek nieistniejący. A troll piszący takowe zdania to norma? Hm. Odpowiedz Link Zgłoś
ahhna Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:09 Nie tyle troll, co kobieta. Tak pisze zazwyczaj kobieta. Jeśli to jest kobieta, to i troll automatycznie, bo występuje jako facet. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:16 He he świeży nick założyłem żeby mnie żona nie poznała od razu. Jestem wielkim chopem 180cm, 104 kilo :D Odpowiedz Link Zgłoś
ahhna Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:35 Z całym szacunkiem, ale 180cm i 104 kg to nie jest wielki chłop ;) Ja mam 180, i nie uważam się przy tym za wielką babę, wprost przeciwnie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 22:35 > Z grubsza wyglądasz na fajnego faceta. O ile nie jesteś trollem - bo dla mnie f > acet piszący do ładu i składu więcej niż 3 zdania (do tego wielokrotnie złożone > ) to gatunek nieistniejący. Dzięki :P nie wiem co Wy z tymi trolami - naprawdę animuje się tematami z dupy_sensacyjnymi, żeby się tylko forum klikało? To mój 2 wątek w życiu, pod zupełnie czystym nickiem (może dlatego to wygląda na trolla), żeby mnie gdzieś żona nie poznała. Z resztą pokazałem jej ten wątek jakiś tydzień temu licząc na jakąś głęboka rozmowę, awanturę, cokolwiek - właśnie nie dostałem nic. Nie przeczytała nawet mojego inicjacyjnego postu do końca. Nie chciała nawet z babskiej ciekawości dowiedzieć się co ludzie napiszą. To mnie pozostawiło w smutnym wniosku, że ona nie chce poprawy, rozwiązania - chce tylko narzekania i roszczenia. >Żona nie ma swojego świata? Wiem, życie w d > omku za miastem z niemowlakiem przez cały dzień jest frustrujące. Tyle że u mni > e skutkowałoby to zawijaniem się z domu o 18, zaraz po powrocie szanownego małż > onka. Gdziekolwiek, chociaż na godzinę. Żona ma jakieś swoje wyjścia? Jakieś ho > bby czy coś? Może to o to chodzi? Dobrze wyłowiłaś - coś jest na rzeczy. Oboje jesteśmy poza naszym rodzinnym miejscem zamieszkania. Znajomych trochę się w czasie studiów zapoznało, ale te lata mamowania i tatowania elegancko odsiewa (przez brak czasu na wypady) sporo znajomych. Żona mówi, że tęskni za znajomymi z rodzinnego miasta, duuużo dzwoni do sióstr i mamy. I faktycznie ma jakiś problem z tymi swoimi zainteresowaniami. Jak ją zapytam (jak już wiem że pracuję) czy nie może parę wieczorów zająć się tym co lubi, to mnie najeżdża, że to ja nie mam jakiegoś hobby, jakiejś pasji. No więc obejrzała sama dwa seriale, coś patchworkuje delikatnie, ostatnio Catana łoi online (bo ja nie mam czasu z nią zagrać). Tak naprawdę to my oboje mamy mało życia na zewnątrz tej rodziny. Poszlibyśmy na jakiś kurs tango raz w tygodniu, ale co tu z 4 dzieci zrobić na 2 godziny w mieście? Czasem sobie wyskakuje właśnie na złapanie powietrza po całym dniu z dzieckiem i ja to doskonale rozumiem. Ale jak ja 3 razy w roku chcę wyjść na rower sam, żeby sobie przewiać głowę - "to może weźmiesz małą i młodszą ze sobą, co będziesz się tak alienował..." >Wyślij ją na badania tarczycy - rada całkiem serio. Zobaczy się. Podgryzę trochę - jak widzę teściową to myślę, że po prostu żona się stacza w tym kierunku. Bardzo ją denerwują jakiekolwiek zarysy prób porównania ich. Bardzo. Bo teściowa z teściem całe życie w stanie wojny, ale dzieci i religijność trzymają ich razem. Wiele już rozmów z teściem o charakterkach kobiet z tej rodziny odbyłem - radził pokojowe manipulacje - otwarta wojna przez parę lat - nie przyniosła mu żadnych wyników. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 07:01 Generalnie wszystko się Autorowi nie zgadza, co rusz zmienia fakty. Najpierw pisze że mają za sobą 7 lat związku, dalej pisze cytuję: "Dokładnie. My nie mieliśmy 10-ciu lat lajtowego związku przed dziećmi, gdzie by się relacja elegancko rozwinęła. Od razu PAC! - hardcore. Rok po ślubie dziecko, rok odstępu drugie, dwa lata - trzecie, trzy lata - czwarte. Z takimi maluchami 1,5 rocznymi jest największy harcore i jakoś ten trud codzienny przygniata love motylki. " Dalej pisze że dzieci są w wieku 0,8, 4 ,6 i 7 lat. Podejrzewam wakacyjną twórczość animatorów forum. Tak czy inaczej - irytujący opis historii nierozgarniętej pary, która nie ma pojęcia o antykoncepcji lub jej świadomie nie stosuje. To ostatnie można robić ,ale wtedy trzeba "nieść swój krzyż" jak s to się ładnie mówi i nie narzekać na forum. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 22:42 My nie mieliśmy 10-ciu lat lajtowego związku przed dziećmi, tylko chwilę po ślubie dziecko, dziecko dziecko i tak już siedem lat minęło... Nie jestem żadnym trollem. Wyżej pisałem - pisze pod świeżym nickiem, bo ten oficjalny jest podobny do mojego normalnego maila, żona mogłaby poznać. Zresztą jak wyżej napisałem - pokazałem jej ten wątek licząc na jakiś bodziec konkretny - rozmowę, awanturę, seks po burzy :P Nic, nawet do końca mojego pierwszego posta nie doczytała. Ona nie chce rozwiązania - fochy to chyba jej sposób na trzymanie mnie za mordkę. Z resztą, nie wiem co ona osiąga, bo kwas się tylko roznosi po naszym domu. Za moje tygodniowe nadgodziny w pracy mam już drugi tydzień focha i 3 zdania dziennie rozmowy. Nie rozumiem kobiety. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 07:47 Po co wytłuszczasz nie to co trzeba. Piszesz że macie za sobą 7 letni związek, piszesz także , że pierwsze dziecko było rok po ślubie, dalej piszesz że ma 7 lat. W Twoich nie zgadza się kompletnie wiek wszystkich dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 22:14 Łojezusmaria - Znaliśmy się może rok przed ślubem, najstarsze ma dokładnie 7,5. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: Nie rozumiem żony 06.07.14, 19:11 No więc Wasz związek trwa dłużej niż 7 lat, skoro najstarsze ma 7, 5 roku, dalej piszesz że najmłodsze ma 0,8 roku, w następnym poście, że najmłodsze dziecko urodziło się 4 lata po ślubie. To dość duża rozbieżność, nie sądzisz? Pies trącał ile mają te dzieci. Sytuacja w jakiej by się znalazła potencjalna para jest skutkiem idiotycznego postępowania pary ludzi. Nie zrzucaj wszystkiego na żonę (nie usprawiedliwiam jej) bo sam minąłeś się z rozumem jeśli zrobiłeś czworke dzieci niestabilnej kobiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
rachellinda Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 22:25 Ona starzeje sie samotna, postaraj sie zrozumiec, splacone dlugi to kiepskie pocieszenie jesli czujesz, ze kiedy sam siedzisz w domu zycie ci miedzy palcami uchodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 22:51 > Ona starzeje sie samotna, Rozumiem to, ale z jej światopoglądu wychodzi na to że właśnie tego chciała zawsze - domek, dzieci, nie zbyt ciężka praca, grzebanko i relaksik w ogródku po pracy. A wytłumacz mi jak nie ma być samotna jak mi teraz wymierza drugi tydzień focha za nadgodziny w pracy. Łaskawie wymieniamy 3 zdania dziennie, idzie spać o 19 ( pół godziny po moim przyjeździe), bo jest zmęczona po całym dniu z dziećmi. Pewnie jest, no ale ludzie o 22 umawiają się na piłkę na hali żeby coś z życia mieć. No jak tu mamy się komunikować. Już dostaję ochrzan, że te 8 godzin siedzę w pracy. Jestem sobie własnym szefem i to żona ma z tym największy problem. Co wakacje wybucha kłótnia o te 2 tygodnie nic nie robienia - a mogły by być 2 miesiące. Aż mnie kusi, żeby odpuścić i dać się ponieść relaksowi, wtedy we wrześniu obudzilibyśmy się z 15tys debetu. I jak myślisz czyj to byłby problem? Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais A musicie robić debet? 03.07.14, 22:55 To jest takie nieuchronne? Nie umiecie policzyć wydatków? Jeśli nie jesteś trollem - na co niby "tak ciągle wydajecie"? Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: A musicie robić debet? 03.07.14, 23:24 prawie 2tys kredyt prawie 1 tys dzieci w przedszkolu prawie 1 tys benzyna ----------------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Re: A musicie robić debet? 06.07.14, 19:21 ma_nowy napisał(a): > prawie 2tys kredyt Nie wiedzieliście o tym biorąc go??? > prawie 1 tys dzieci w przedszkolu Prywatnym??? > prawie 1 tys benzyna Otwieramy garaż. Wstawiamy samochodzik tamże. Wstajemy rano, IDZIEMY NA STACJĘ I WSIADAMY W POCIĄG. Najdroższy bilet okresowy sieci Intercity kosztuje 300 zł, a koszt zależy od odległości, poza tym kolej podmiejska to nie Intercity i tam jest zapewne taniej. Wynik - oszczędność minimum 700 zł. Proste, prawda? Wystarczy pozbyć się przekonania, że samochodzik jest niezbędny do egzystencji. > > dodaj jedzenie, jakieś buciki, kurtki, dentystę x3, Co miesiąc mam dodawać buciki i kurtki? I dentystę? Macie dobrze w głowie? Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Re: A musicie robić debet? 06.07.14, 19:36 a miejsc w państwowym przedszkolu nie było? Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:02 to przestań robić te nadgodziny, kasa się skończy i raz dwa przestanie marudzić. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:30 dwie opcje: - odcinam debet - za 2 tygodnie nie mamy nic przy duszy - a że żona honorowa - własnego ojca o pomoc nie poprosi - to czyj to będzie problem? - nie odcinam debetu - lajtowe wakacje bez pracowania - gdzieś sobie wyjedziemy, ja nie mam etatu, wiec nic nie zarabiamy, żadne tam Chorwacje, nawet rundka po Dolnym śląsku, Wrocławiu (lubimy chaotyczny tramping) takie tam - we wrześniu żona patrzy zaskoczona na konto a tam minus 12 tys - b]i to czyj to będzie problem?[/b] Może była by rozmowa o powadze sytuacji, ale nie wiem na jak długo by starczyło. Mieliśmy już parę aż takich wahnięć na koncie i wychodziliśmy na plus. Debet jest nam teraz potrzebny do płynności finansowej, niestety. Nie zapada się, używamy i oddajemy. Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: Nie rozumiem żony 03.07.14, 23:53 przepraszam, ale jeśli macie 2000 kredytu, a do tego robicie debet na 15 tysięcy, bo inaczej byście co dwa tygodnie musieli pożyczać pieniądze, to obydwoje macie nierówno pod sufitem. ten kredyt to pewnie dom, tak? na jakieś 20 lat powróz na szyjce, tak? a żona taka ultraoptymistka, że przecież TEŻ pracuje? no za dwa lata może się okazać, że już pracować nie będzie, albo tobie się pogorszy i finansowo będziecie leżeć, bo nie wiem, czy się orientujesz, ale ten debecik to też za darmo nie jest. więc tak: debet należy zmniejszyć, tak żeby faktycznie zapewniał płynność w razie potrzeby, a nie był worem bez dna, z którego każdy bierze ile mu się podoba. z obu pensji należy w pierwszej kolejności spłacać wydatki nieuniknione - kredyty, czynsze, szkoły/przedszkola, paliwo inne. a za resztę żyć. żona niech się zaprzyjaźni z biedronką i lidlem, wakacje to sobie zróbcie na trawniku przed domem, a ty pilnuj kasy. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 00:10 wiesz, ta sinusoida z tego się bierze, że ja pracuję jako wolny zawód i czasem zarobię 2tys, czasem 9 miesięcznie. Tu się naciągnie, potem się zasypuje. A debetem to głównie ja się przejmuje, żona zagląda na konto raz na 2 miesiące. O przyszłości trudno gdybać- jutro może mnie przejechać tramwaj, a w Polsce to jak dożyjesz emerytury to i tak nic to nie będzie oznaczać(+700zł na koncie). Ja będę pracował w takiej albo innej formie do możliwie długa. Biedrę znamy, czasem się jakiś lumpeks zdarzy, serio nic nadzwyczajnego nie trwonimy codzie - gdyby to było widoczne na pierwszy rzut oka to bym interweniował. Gdybym tylko miał na kartce spisane 2 miesięczne wydatki to by było jasno widać gdzie jest dziura, ale jakoś się nie możemy ogarnąć (żona nie widzi potrzeby). Powinienem mieć lepiej płatną i nieobciążająca godzinowo pracę - oto jej złota rada :P. I się inaczej zorganizować. Alkoholu trochę muszę kupować, bo tego nie przetrwam :D Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 00:35 nawet gdybyś 9 zarabiał regularnie, a nie zarabiasz, to przy tak licznej rodzinie, kredycie, wykańczaniu domu, dojazdach itepe itede po prostu NIE MA nawet na średnionormalne życie, o wystawnym nie wspominając - co zresztą potwierdzasz opisami, jak to wygląda w praktyce, czyli wieczny debet. jeżeli już z czegoś ciągnąć wnioski, to nie z bieżącej sytuacji, a z pitów za zeszły rok - ile się zarobiło, ile wydało itakdalej. jeśli to nie trafi wam do rozumu, to już nie wiem co. >A debetem to głównie ja się przejmuje, żona zagląda na konto raz na 2 miesiące. no pewnie, pszesz ściana wypłaca pieniądze. co się będzie jakimś kontem przejmować. > ale jakoś się nie możemy ogarnąć (żona nie widzi potrzeby). Powinienem mieć lepiej płatną i nieobciążająca godzinowo pracę - oto jej złota rada :P. I się inaczej zorganizować. no ty się też nie możesz zebrać, bo marudzisz o tym od nie wiem ilu postów. za to za bardzo przejmujesz się radami żony, która nie przejmuje się niczym. bierz z niej przykład;) picia jednakowoż nie polecam. polecam spanie. przynajmniej głupoty do łba nie przychodzą. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 00:48 jak mam się nie przejmować żoną? Poza tym, że mam do niej uczucie jakieś tam, przywiązanie i sentyment - to co dzień mi tak dopieka, że nie da się zlać. Dziś np w ramach focha kładła dzieci o 19.30 spać ( lato, słońce, jasno) bo ona idzie spać i dzieci też już powinny, bo musza spać 10 godzin dziennie. Oczywiście do 21 próbowała, a one się nie poddały. Jutro idziemy na basen ( z mamą się na basen nie chodzi). Pity coraz lepiej jak patrzę parę lat w tył, choć różnie z pracą bywało. Odpowiedz Link Zgłoś
merlondynu99 Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 01:19 Wiesz stary wspólczuje takiej sytuacji. Zona bije w twoje czule punkty. Zle zle wszystko zle. Musisz powoli pokazac swoje jaja, masz gdzies je tam. Jestes odpowiedzialnym gosciem dbasz o dom rodzine 4 dzieci, pracujesz na to wszystko wspomagasz dajesz rade. Zona taka jest byc moze bo ma poczucie bezpieczenstwa. Jest spelniona ma 4 dzieci. Tak sie mowi 9k ale tak na prawde zyjesz jak zaplacisz 4k. 5k na 6 osob plus pensja zony to nie jest nawet srednio. Skoro drobne aluzje rozmowy nie pomagaja musisz jej powiedziec jak krowie na miedzy ze oprocz dzieci jestescie tez Wy i dom ktory sie sam nie splaci i nie pracujesz dla przyjemnosci ale tez dla tego ze jestes odpowiedzialny za wasz team. Ale Wy mozecie realizowac sie bardziej gdy juz te 7k zarobisz i wtedy dbac o siebie wzajemnie i wyrywac wspolne chwile. Nie ma co zyc marzeniami jak miesiac slaby. Twoja zona tego nie rozumie??? Najbardziej bola takie uwagi od osoby ktora sie kocha.Niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 23:28 mój mąż "x" lat temu wkurzył się, że źle dysponuję kasą, wydzielam, bo dziwne, że nie stać nas na pizzę itp. Trudne mieliśmy finansowo początki (i w sumie tak chyba do tej pory zostało ;)). Truł mi i truł, aż pewnego miesiąca powiedziałam "ok, to proszę dysponuj". Ale było cudnie, kino, pizza, restauracja... a po dwóch tygodniach zonk.. pusto!! Na szczęście zrobiłam zapasy "po cichu" wcześniej na tę okoliczność i to nam skórę uratowało, a mąż dostał solidną naukę.. Polecam. Zrób tak żonie.. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 05.07.14, 23:34 No i chwała Ci za ogarniację. U nas nie ma za dużo jakiś widocznie wypasionych i ekstrawaganckich wydatków. Takie normalnie sumowane rzeczy dają w końcu sporą sumkę. kredyt, dzieci w przedszkolu i benzyna na dojazdy to już prawie 4 tys... a to goła podstawa, bez życiowych wydatków. Może fakt, sam już rozumiem za coś "nie ekstrawaganckiego" coś inaczej niż powinienem. kino 3 razy w roku w pełnym składzie, 1-2 w miesiącu spagetti z dziećmi, basen czasem, drożdżówkę i wodę smakową dziecku kupić to też nie chyba jakiś straszny wypas? Odpowiedz Link Zgłoś
miau.weglowy spaghetti to luksus jest? od kiedy? 07.07.14, 19:37 ok, spaghetti dostaje srebro jednak Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: spaghetti to luksus jest? od kiedy? 08.07.14, 21:58 W sensie, że wypad na spaghetti do lokalu to chyba nie jakiś tam nieziemski wypas? Odpowiedz Link Zgłoś
meniera33 Re: Nie rozumiem żony 04.07.14, 09:13 Dlaczego problem z pieniędzmi to ma być tylko Twój problem? Sam traktujesz swoją żonę jak dziecko, odcinając ją od odpowiedzialności i potem się dziwisz, że jest nieroztropna. Daj jej się zmierzyć z życiem i dorosłością - ludzie sobie z tym radzą ( kobiety też), przestań ją chronić jak 5 dziecko. To jest dorosła kobieta w końcu i chyba możesz jej wprost powiedzieć ( stanowczo) jak to widzisz zamiast robić delikatne aluzje. Jeśli babka porwała się na 4 dzieci to jest silniejsza niż Ci się wydaje, tylko daj jej szansę. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 05.07.14, 23:54 Nie wątpię w jej siłę. Cały czas daje mi ku temu dowody. To raczej ona mi cały czas udowadnia, że jest lepsza ode mnie. Że jak liczyć brutto i zus to ona zarabia prawie tyle samo, że ona też była z 3 dzieci na zakupach, że to, że tamto... Ciągła licytacja - nawet już idzie w licytację kto jest bardziej zmęczony - ja po 20 godzinach pracy przy komputerze czy ona po 12 z dziećmi w domu. No właśnie to mnie ciekawi, że sama w domu miała dużo rodzeństwa, swoją matkę całe życie widziała, więc jak sobie wyobrażała swoje życie ze swoimi dziećmi? Odpowiedz Link Zgłoś
brak.slow ____ Nie przejmuj się 05.07.14, 16:04 Sfrustrowana jest i zbyt wymagająca cwaniara. Wybacz złośliwość, ale nie dam rady pozostawić tego bez komentarza... Serio chciałeś mieć aż 4 dzieci ? i to niemal co rok prorok? Piszesz tak, że jestem niemal pewna, że jesteś wielkim pantoflem i nie masz nic do powiedzenia w domu. Jesteś tylko tyrającym bankomatem i dawcą nasienia. Po co Ci było az 4 dzieci? co zaraz będzie piąte? bo ona jest wierząca? człowieku gdzieś musi być koniec, zrób sobie wazektomie, bo inaczej nie wyrobisz. Padniesz na zawał za pare lat. mowie serio. sen 3 godz na dobe to jakaś abstrakcja, a nie życie!. Naucz swoją partnerkę pokory, bo grożąc Ci rozwodem chyba nie wie co mówi, rzucając takimi hasłami, że zasługuje na kogoś lepszego. No powodzenia życzę z czwórkę przychówku. Niestety mój drogi metoda jest jedna, albo faktycznie znajdziesz sobie lepszą pracę i pogonisz do roboty ją, albo zaciskacie pasa i przez kila następnych lat żyjecie skromniej. Urządzanie domu to nie jest 1 sortu potrzeba kiedy się już ma ściany okna i dach. Wieczne zycie na debecie tylko po to, aby mieć nowe agd, tapety i parkiety jest śmieszne. Sam się nakręcasz. idź na forum gazety "oszczędzamy" i poszukaj pomysłów jak obciąć domowe wydatki na zbędne rzeczy. jesli kupujesz dzieciom nowe ciuchy, to przestan, mozna kupować uzywane w second handach, albo niech donaszają po sobie. krzywda im sie od tego nie stanie. a to zapewne znaczący wydatek w domowych budżecie! itd. kupowanie ciągle na kredyt moze sie pewnego dnia źle skonczyć. zapanuj nad tym i nie pozwól żonie ubliżać Ci, bo za takie mężczyznę wiele kobiet dałoby się pokroić. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy ____ Nie przejmuje się zwykle 05.07.14, 23:23 Serio nie widzę problemu w ilości dzieci. Sam mam dwóch braci, normalka(żona ma duuużo wiecej rodzeństwa, też się przyzwyczaiłem) . Wazektomię robię niedługo - aż takim optymistą i atletą nie jestem, żebym pociągnął coś jeszcze... Trudno mi oceniać od wewnątrz, ale do gadania mam wiele w domu, ogarniam większość spraw ( i nie są to zakupy bułeczek w żabce co rano). Jak się deko zastanowić to moje zdanie jest często na górze, bo żona często unika odpowiedzialności za decyzje. Fakt że się z kobiety zdaniem liczę nie oznacza od razu pantofla, c'nie? Już i tak widzę pewien postęp u niej - postawiwszy na swoim, zatrzymawszy jakieś ważne rodzinne posunięcie potrafi po pół roku przyznać, że "dojrzała do decyzji" i zrobić tak jak mówiłem pół roku wcześniej. :D Jak na jej uparty bezkierunkowo charakterek to już coś. Te 3 godziny snu to jest na naprawdę dużym szczycie - zdarza się raz na 2 miesiące - zwykle prowadzę dosyć normalny tryb życia - 6-9 godzin pracy, trochę czasu z dzieciakami, bajeczki, kąpiele, rolki i rowery ostatnio. Czasem coś w nocy porobię. Ale z tym zawałem, to ci powiem już co będzie. Normalnie to jest taki życiowy wstrząs, że ludzie się budzą, zmieniają dietę, pracę, nastawienie do siebie, bo czują, że mogą kogoś stracić, ot tak - w środę. Już widzę moją zonę dobiegającą na oddział - Ty dziadu, mówiłam ci, że się załatwisz tą pracą w końcu! To nie jest tak wycieńczające jak podjazdy psychiczno - emocjonalne. Bo czy nie dałbyś pospać ze 4 godzinki żonie wracającej z nocnego dyżuru? Ja bym dał i jeszcze bym rosół spróbował ugotować na pobudkę. Ale widocznie za dużo oczekuję. Parę razy wstałem o 11, po 4 godzinach snu (położyłem się nad ranem) to słyszę, że jestem pojebany, że tak pracuję i to mój wybór i ona sama musi z dzieciakami ganiać od 7 rano i pół soboty już minęło... Też mnie śmieszą jej pogruszki rozwodowe. Niiiikt przy zdrowym życiu emocjonalnym nie wychowywałby 4 cudzych dzieci. Nikt. To jest ciężki poligon i momentami trzyma przy zmysłach myśl, że to przecież moja krew, MOJE dzieci. Nie wyobrażam sobie motywacji człowieka, który z własnej woli rzuciłby się w to oko cyklonu. Pisałem tu i tam - nie kupujemy dużo nowych ciuchów, dzieci dostają sporo paczek od rodziny, a to jakaś ciocia zbiera fajne lumpexowe ubranka, a to matka chrzestna coś podeśle. Może trochę za dużo idzie na jedzenie, ale jemy zdrowo i to się odbija na praktycznie zerowej zachorowalności dzieci. Jakoś nie mogę żony przekonać do analizy kosztów - spisywania przez 2 miesiące wszystkiego. sam próbowałem, ale to się mija z celem. Wypłacisz 300zł z bankomatu, po 3 dniach nie ma śladu, nie wiesz na co to poszło... Może byśmy zobaczyli dziurę na 2 stronach analizy, ale żona nie widzi problemu... Grubsze wykończenie domu też już dawno zrobione, wiec teraz nie idzie na to, aż tak dużo, by zwichnąć nasz budżet domowy. Gdzieś już ktoś pisał o sposobie na żonę - "Zwracam się w stronę dzieci, zajmuję się nimi, spędzamy czas razem, a żona sobie stygnie i z czasem wraca. Po latach jej wyskoki są o wiele rzadsze..." Próbowałem, ale ciche dni non-agresji kończą się jeszcze większym szantażem emocjonalnym - jak ty mnie traktujesz?!? co ja takiego ci robię? - bo już zapomina po kilku dniach, że ona zaczęła... Odpowiedz Link Zgłoś
symbolika Re: ____ Nie przejmuje się zwykle 06.07.14, 13:39 Nie problem w ilosci dzieci, problem w braku swiadomosci ile dziecko wymaga poswiecenia , zaangazowania, nakladów finansowych. Mozna miec i 10 cioro o ile na to stać. Nie problem splodzić dzieciaka, problem zapewnic mu godziwe warunki zarowno finansowe jak i emocjonalne, psychiczne itd. Ludzie nie decyduja sie zazwyczaj na dzieci nie dlatego,ze ich nie chca tylko,ze w pelni swiadomie wiedza,ze na dziecko, dzieci ich nie stać. To niestety jest problem dlatego ponosi sie pozniej konsekwencję takich wyborow. To samo dotyczy rowniez rzeczy materialnych. Nie stac mnie na wiele rzeczy wiec nie zaciagam kredytów, nie pakuje sie w zoobowiązania bo wiem,ze z czasem mogę sobie nie dac rady. Zyje prosto , skromnie ale bezstresowo. Mam czas dla parnera czy rodziny. Nie rozumiem autora o co mu wlasciwie chodzi. Zona narzeka na marną jakosc zycia i zwiazku. Autor narzeka na zonę bo ona narzeka. Pojade banałem aczkolwiek madrym "jak sobie poscielesz tak sie wyspisz" Odpowiedz Link Zgłoś
karwakz Re: ____ Nie przejmuje się zwykle 06.07.14, 19:15 Wasza sytuacja jest obrazem wielu rodzin, w których ludzie dążą do zapewniania sobie godziwego (wg. ich rozumienia) życia, ale nie potrafią się tym cieszyć. Macie dzieci, dom, rodzinę, zacharowujecie się, ale w tym wszystkim brakuje was, brakuje miłości, zrozumienia, szacunku. Twoja żona od początku związku została przyzwyczajona, że jej oczekiwania są realizowane przez Ciebie, więc naturalne, że oczekuje więcej i więcej...Myślę, że w zdrowym małżeństwie trzeba szybko postawić granicę tego kto ile daje a ile bierze. Inaczej ona będzie tylko oczekiwać, frustrować się, zamiast okazać wdzięczność i radość z tego, że jesteście. To takie typowe dla kobiet. Z drugiej strony ona nie bierze tyle odpowiedzialności co Ty, więc naturalnie nie szanuje Twojej pracy. Może warto pogadać z żoną i podzielić się obowiązkami po połowie, tak, żeby żona spróbowała załatwiać sprawy, którymi Ty się zajmujesz, wtedy na pewno zrozumie ile pracy Cię to kosztuje ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: ____ Nie przejmuje się zwykle 06.07.14, 21:44 Kiedyś padło hasło - dzielimy wszytko na pół, ale jak doszło do "jak siedzisz w pracy 12 godzin a nie 8 to na 4 godziny załatw sobie nianię do dzieci" - to wymiękłem. Ona by tego nie chciała. Ja raczej wszytko potrafię w domu i z dziećmi zrobić, więc to żadne wyzwanie dla mnie. Ostatnio myślę, żeby jednak rozdzielić konta i dla otrzeźwienia przez 2 miesiące dzielić na zimno wszystkie koszty na pół. Pofikałaby do 17-tego. A szacunek to słowo klucz u niej- kiedykolwiek mam inne zdanie niż ona wyjeżdża mi z szacunkiem jej i jej zdania. Sama coś ze swoją wartością ma połamane. W_i_e_l_o_k_r_o_t_n_i_e wymykało jej się, że mam ją chyba za debila... choć nigdy nigdy takiego słowa wobec niej nie użyłem. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: ____ Nie przejmuje się zwykle 06.07.14, 21:34 A to ty taki Pan Darling, co przelicza w exelu czy mu się dziecko w picie zmieści? Fakt zbieram teraz niełatwe konsekwencje, ale tak naprawdę wszystkiego nie przewidzisz. Jakim cudem przewidzisz sytuację rodzinną na np 10 lat do przodu? Ludzie się dopiero poznają na sobie jak są w kryzysowej/ stresującej / wymagającej podwyższonego poświęcenia - sytuacji. Jak jesteś fajny i masz hajs na lekkie życie to z każdą kobietą Ci się ułoży. Dopiero jak noga się powinie, hajs odpłynie, choroba, stres, długi niefart - to się okazuje, że połowa tych napiętych w słońcu uśmiechniętych tygrysiczek jest mało warta. Moja zona jest nawet niezłej próby wojowniczką, nie raz nie wymiękała, choć wydawało się, że powinna już. My też byliśmy( wciąż jesteśmy) młodzi i radośni (trochę rzadziej). Tylko jak non stop dostajesz po najwyższych strunach wytrzymałości, nie przerwanie w długim czasie to wychodzą z człowieka różne rzeczy. Także można coś pisać delikatnie liznąwszy tematu "rodzina bez cukru" - inaczej piszesz tak, jak ja bym pisał 9 lat temu - Eee, no weźcie się szanujcie i wspierajcie i będzie dobrze. Wydaje mi się, że w związku można wejść do nieba i spaść do piekła wiele razy - jeśli razem to się jakoś przejdzie, jak dostajesz po nerach od współpasażera to już słabo. Zaufania chyba brakuje, że co robimy jest słuszne dla nas wszystkich. Może ja czegoś nie rozumiem w stabilności emocjonalnej rodziny, ale z numerami nie pogadasz- jak nie ma to nie ma, tu nie ma nic do zaufania. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: ____ Nie przejmuje się zwykle 07.07.14, 08:46 To powinieneś zacząć widzieć problem w ilości dzieci. Dzieci kosztują, zwłaszcza te w wieku szkolnym, dzieci wymagają poświęcania im czasu. Twoim problemem jest to, że nie wiążesz przyczyn ze skutkami. Odpowiedz Link Zgłoś
miau.weglowy pogruszki rozwodowe ;P 07.07.14, 19:33 nowa odmiana? w moim osobistym rankingu z tego watku na 1. miejscu beda pogruszki rozwodowe a na 2. wiek dziecka 0.8 roku tworz dalej, muza ci sprzyja Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais PantoflaRZEM kurrrrrrde! 06.07.14, 19:22 Pantoflarz to ktoś, kto siedzi POD PANTOFLEM. Samym pantoflem być nie można. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: PantoflaRZEM kurrrrrrde! 06.07.14, 21:45 Dziękuję, znam już swoje położenie :P Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Re: PantoflaRZEM kurrrrrrde! 07.07.14, 16:35 ma_nowy napisał(a): > Dziękuję, znam już swoje położenie :P A jak tam samochodzik? Odstawiony? Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: PantoflaRZEM kurrrrrrde! 07.07.14, 16:41 ma odstawić ten samochód i co? z rocznym dzieckiem i trójką pozostałych telepać się każdego ranka pociągami i komunikacją miejską, żeby wszystkich porozwozić? a jak pociąg nie przyjedzie to się wszędzie spóźniać? policzyłaś sobie zmarnowany czas, wstawanie pewnie o 5 rano z taką czeredą, powroty nie wiadomo o której + bilety dla całej piątki i to nie tylko na pociąg, czy tylko jeden bilecik okresowy przewidziałaś tak jak singla? Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Re: PantoflaRZEM kurrrrrrde! 07.07.14, 16:54 six_a napisała: > ma odstawić ten samochód i co? z rocznym dzieckiem i trójką pozostałych telepać > się każdego ranka pociągami i komunikacją miejską Kolega się z ROCZNYM dzieckiem codziennie telepie? A po kiego? I rozumiem, że pozostałe też dojeżdżają do owego prywatnego przedszkola w mieście? Bo na miejscu nie ma? , żeby wszystkich porozwozić? bilety dla całej piątki i to nie tylko na pociąg Aha. Bileciki komunikacyjne dla trójki (o ile żadne nie jest w wieku, kiedy dziecko komunikacją jeździ ZA DARMO) kosztują 125 ZA TRÓJKĘ MIESIĘCZNIE (kwartalne, karta młodego warszawiaka). Kolejowych niestety nie przeliczyć nie mogę, bo musiałabym znać trasę, na której kolega by jeździł, i obsługującą ją spółkę kolejową. A w ogóle z tymi dziećmi to jeździ ON czy żona? I czy debet trzeba robić na te podstawowe cztery tysiące, czy na inne wydatki, jakie? (też stałe czy raczej "wydałem, a nie wiem na co")? Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: PantoflaRZEM kurrrrrrde! 07.07.14, 16:59 jak ty już nawet wiesz, gdzie gość mieszka, to ja wysiadam, a ty mu zorganizuj życie, bo wiesz lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
maitresse.d.un.francais Re: PantoflaRZEM kurrrrrrde! 07.07.14, 17:25 six_a napisała: > jak ty już nawet wiesz, gdzie gość mieszka, to ja wysiadam, a ty mu zorganizuj > życie, bo wiesz lepiej. chyba napisałam, że NIE WIEM? źle widzisz? Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: Pantoflarzem kurde! 07.07.14, 17:30 no ja dobrze widzę, nie widzę natomiast sensu przystawiania swoich zwyczajów do życia pięcioosobowej rodziny i szydzenia z "samochodziku" albo prywatnych szkół/przedszkoli. a pytania kieruj do niego, a nie do mnie. z tego co pamiętam, facet nie pytał, co ma zrobić z samochodem. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: PantoflaRZEM kurrrrrrde! 08.07.14, 21:50 Oj czepiasz się. Teraz jeździliśmy cały rok ja z 3 dzieci do szkoły/przedszkola. Jak słusznie six_a zauważyła to jest po prostu jedyny możliwy sposób na zawiezienie wszystkich codziennie, punktualnie tam gdzie trzeba. Komunikacja miejska jest ok jak ci się przypadkiem wszystkie punkty zbiegają na eleganckiej trasie dom_szkoły_praca. Czasem , jak samochód i mechanik nawalił wsiadaliśmy wszyscy 4 do pociągu o 6.10 - latareczki w ręku i robimy adventure event - ale jakby to było codzienność to szybko byśmy wymiękli. Na wakacje kupiłem sobie miesięczny na pociąg - jeżdżę ze 4 dni, już 2 dni byłem spóźniony wg tego co obiecuje rozkład jazdy. Teraz to mi rybka, ale dziecko ma być na 8 to ma być na 8, w aucie to nawet biorąc przymiarkę na korki wiesz, że dojedziesz - deszcz, śnieg czy słońce. Inne wydatki to jadło, rachunki mediowe, bilety... no właśnie nie możemy się dokładnie doliczyć, bo żona nie chce inwigilacji (choćby żeby zobaczyć dla własnej informacji co się dzieje). Odpowiedz Link Zgłoś
bumer83 Re: Nie rozumiem żony 08.07.14, 14:14 Zróbcie sobie piąte, będzie wam na pewno lżej. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_nowy Re: Nie rozumiem żony 08.07.14, 22:02 Też polecam :) Dziś padło hasło, że to ja jestem przez nią rozpieszczony, że mi pozwala tak siedzieć w robocie po nocach, kiedy ona ogarnia dom. Jak można się tak rozmijać w spostrzeganiu rzeczywistości (pewnie ja widzę dużo mniej niż ona)? Odpowiedz Link Zgłoś
brak.slow Re: Nie rozumiem żony_______ 12.07.14, 15:12 przeczytałam odpowiedź na mojego posta. słuchaj wiem, ze facetowi ciezko się przyznać do tego, ale serio z mojej perspektywy dałeś sobie wejść na głowę. i dla wyjaśnienia jestem kobietą i piszę, myśląc jak kobieta. Powiedz czy nie zauważasz zmian w jej zachowaniu, czy zawsze taka była? Nie wydaje Ci się nienormalne to, że wytyka Ci iż siedzisz w pracy po godzinach? Co jej się wydaje, że tam jesteś dla przyjemności? Uciekasz od obowiązków? Przecież zajmujesz się dziećmi, jesli wierzyć w to co piszesz, a piszesz całkiem sensownie. Jak to jest, że ona nie rozumie faktu, że krócej pracując mniej zarobisz? Żąda cały czas więcej kasy, jednocześnie wymagając, żebyś zrezygnował z dodatkowej pracy? Z drzewa spadła czy jest chora psychicznie? za taki tekst "położyłem się nad ranem to słyszę, że jestem pojebany, że tak pracuję i to mój wybór wyszlabym z domu i wrocila za 2 dni. Co bym zrobiła na Twoim miejscu, to faktycznie przestałabym choć na jakiś czas tyle pracować, niech wtedy przekona się ile macie środków do życia. Druga sprawa, jak piszesz 300 zł rozchodzi się w 3 dni, to jest to calkiem realne przy obecnych cenach i 4 dzieci, ale jesli kasa jest rozpieprzana bezmyślnie na pierdoly bez ktorych mozna sie spokojnie obejść, albo kupić tansze zamienniki, to jest nie fair. Kobiety po ciąży często mają problemy emocjonalne związane z wahaniem hormonów, albo zwyczajnie dopresję poporodową, a depresja nie objawia się jedynie apatią....to raz. dwa: ciąża może wywołać także chorobę tarczycy, np hashimoto (jedno badanie tarczycy na wszystkie hormony, przeciwciala tarczycowe) + mądry lekarz i wszystko bedzie jasne. niech sie zbada, bo jak dla mnie coś z jej zachowaniem jest nie tak. z ciekawosci....dajesz rade odłożyć jakieś pieniądze na czarną godzinę? Odpowiedz Link Zgłoś