Dodaj do ulubionych

Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi

25.06.14, 13:43
I czuje sie z tym dziwnie, ale nie powiem ze zle.
Sa jakiekolwiek okolicznosci, kiedy jest to Waszym zdaniem mozliwe?

Dodam, ze:
- To bylo dawno temu, od tego czasu sie zmienilem
- Ogolnie przespanie sie z mezatka nie jest preferowanym rozwiazaniem, ale samo w sobie nie kloci sie drastycznie z wyznawanymi przeze mnie wartosciami (przyczyny pomijam)
- Jednak ta sama moja moralnosc od dawna absolutnie NIE ZEZWALA na jakikolwiek romans z kobieta w zwiazku malzenskim badz niemalzenskim z moim dobrym / bardzo dobrym kolega, nie mowiac o sypianiu z nia

Czy sa wg Was jakies okolicznosci wyjasniajace taki pozorny paradoks, w zgodzie z moimi wartosciami?

Napiszcie co myslicie, potem jesli kogos to interesuje - wytlumacze, jak to sie stalo, ze cala sytuacja powstala zupelnie niecelowo.
Obserwuj wątek
      • obrotowy no bo to pragmatyk... 25.06.14, 14:04
        mmagi napisała:
        Ogolnie przespanie sie z mezatka nie jest preferowanym rozwiazaniem,,,,,,,,,,,,
        > ,,,,rozwiązaniem czego????


        Zostaw go, bo to pragmatyk.
        We kazdym czynie/problemie szuka jakiegos rozwiązania...

        Ja tam to raczej romantyk jestem i juz chwilowe "związanie" - zupelnie mnie unosi...
      • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 15:03
        > Ogolnie przespanie sie z mezatka nie jest preferowanym rozwiazaniem,,,,,,,,,,,,
        > ,,,,rozwiązaniem czego????
        >

        Satysfakcjonujacego usatysfakcjonowania huci.
        To nie bylo wynikiem koncepcji, planu "poszukam sobie mezatki, to musi byc osoba juz w zwiazku, bo dopiero wtedy bedzie mi fajnie".
        Nie mowiac o tym, ze ma to byc zona kogos, z kim sie - jak sie w przyszlosci okaze - dobrze zakoleguje.
        • six_a Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 17:36
          ej, a może zakolegowałeś się z kolegą, PONIEWAŻ przeleciałeś jego żonę? taki szczycik perwersji.

          w przeciwnym razie generalnie nie rozumiem dylematu. najwyraźniej nie przeleciałeś żony kolegi, bo on twoim kolegą wtedy jeszcze nie był. po prostu przeleciałeś czyjąś żonę. a jeśli teraz się kumplujesz z tym panem, no cóż, nie zazdroszczę takiego koleżeństwa.
          • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 18:31
            > w przeciwnym razie generalnie nie rozumiem dylematu. najwyraźniej nie przelecia
            > łeś żony kolegi, bo on twoim kolegą wtedy jeszcze nie był. po prostu przeleciał
            > eś czyjąś żonę. a jeśli teraz się kumplujesz z tym panem,

            Dokladnie tak bylo.
            Tylko ze rach ciach - teraz to dobry kolega, a oni to dalej maz i zona.
            Na codzien mnie to nie uwiera, ale czasami wlacza mi sie taki moralniak, ze "glupio wyszlo". Co oczywiscie zachowuje dla siebie. Wiesz o kims, kto mial podobna sytuacje?
    • ksiieciiuniio Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 14:00
      Swego czasu kilka żon moich nie za bliskich kolegów wylądowało w moim łóżku, i nie mam wyrzutów sumienia.
      Za to raz żona mojego dość dobrego kumpla wykorzystała chwilę mojego upojenia alkoholowego i uwiodła mnie. Potem z mojej strony dylematy moralne były, wahanie, kilka sekretnych spotkań – ale bez „konsumpcji”. Ona strasznie napalona, już zaplanowała gdzie i kiedy będzie seks między nami, a ja wziąłem się i wycofałem definitywnie –doszedłszy do wniosku że tego kumplowi nie zrobię. I była to dobra decyzja, bo inna pewnie by mnie prześladowała przez resztę moich dni.
    • olaa_a Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 14:04
      Witam, piszesz, że czujesz się z tym dziwnie, ale nie źle, więc w czym problem?
      Niechcący? Nie wydaje mi się, że taka sytuacja może nastąpić "niechcący"... Nie wiem, ale może mam inne poglądy na ten temat niż nie jeden facet, tylko wydaje mi się, że problem tkwi w tym małżeństwie Twojego kolegi. Czegoś najwyraźniej jej brakowało, a mimo iż jest żona nie potrafiła powiedzieć tego Jemu - słuchaj zrób tak, czy tak, albo tak. Postawiła sprawę jasno - jestem zaniedbana, seks z mężem to rutyna, nudzi mi się. Trafiłeś się Ty i tak się stało. Nie chcę być nie miła, ale zrobiła by to z każdym innym, gdyby nasunęła jej się okazja. Ciebie znała, było łatwiej... Nic nie napisałeś o sobie, czy też masz kogoś czy nie. Nie chcę oceniać ludzi, ale dla mnie zdrada jest niewybaczalna. Bo po co wiązać się z kimś na lata, wiedząc o tym że nie umiemy ze sobą rozmawiać?

      Piszesz, że to było dawno temu - czyli że miało to miejsce tylko raz, więc wyżej napisałam że chciała zobaczyć jak to wygląda z kimś innym.
      Preferujesz spanie z mężatkami, czyli jesteś osobą wolną, żyjącą sam dla siebie, nie interesują Cię związki, tylko przypadkowe zaspokojenie swoich potrzeb.
      Uważam, że sam byłeś ciekawy adrenaliny jaka będzie po przespaniu się z żoną swojego kolegi, a ona gdyby nie chciała to by tego nie zrobiła... Każdy ma swój rozum, tylko ciekawe jak możecie oboje spojrzeć koledze w oczy... ? A w tym przypadku Ona.
      Skąd wiesz, może dalej zdradza męża? A Ty masz wyrzuty sumienia?
      • rabatr Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 15:58
        O, ktos nie ocenia natychmiast, pochopnie, bezrefleksyjnie i choc nie popiera, to probuje cos troche zrozumiec - fajnie. Dzieki za to, podziw jest.

        Juz sie odnosze:

        > Niechcący? Nie wydaje mi się, że taka sytuacja może nastąpić "niechcący"...

        Nie dziwie sie nadmiernie. Gdybym sam nie znalazl sie w takiej sytuacji, tez raczej bym nie uwierzyl, bo to troche zagadka logiczna.

        < tylko wydaje
        > mi się, że problem tkwi w tym małżeństwie Twojego kolegi.


        Tkwi, tkwi, tzn. tkwil. Bo to bylo dawno. Ale nie znaczy to ze ja nic nie zrobilem. Nikt mnie do niczego nie zmuszal a jednak bylem aktywnym uczestnikiem wydarzen o zabarwieniu seksualnym.

        > Nie chcę być
        > nie miła, ale zrobiła by to z każdym innym, gdyby nasunęła jej się okazja. Cieb
        > ie znała, było łatwiej...

        Nie jestes niemila. Tez tak mysle, ze trafilem sie ja po prostu. Ja sie w niej nie zakochalem wtedy wiec to nie boli, wiec bez obaw - choc byl niedlugi okres ze duzo o niej rozmyslalem - to pamietam. W swiecie rownoleglym jakis jeden drobiazg by nastapil - i nie bylbym to ja tylko ktos inny. I vice versa - byc moze z powodu jakies pierdoly nie mialem takiej "przygody" z 3-ma innymi mezatkami. Co wiecej - moze gdybym np. pare tygodni wczesniej mial w kieszeni 5zl wiecej, zostalbym w jakims pubie o jedno piwo dluzej i po prostu znalazlbym superkobiete stanu wolnego, w ktorej ramiona bym padl wniebowziety obopulnie, i z ktora bym sie wtedy zwiazal. A zdradzic bym nie zdradzil, bo sam nie zdradzam.
        No ale tak nie bylo.

        > Nic nie napisałeś o sobie, czy też masz kogoś czy nie
        >

        Obecnie? Mam - od ponad 2 lat. Wczesniej bylem w dlugim zwiazku i dorobilem sie dziecka. Jednak to co chyba istotniejsze to sytuacja z wtedy - "akcja" tematu przewdoniego miala miejsce niebylem z nikim, bylem wolny. Rozstany pare miesiecy wczesniej.

        > . Nie chcę oceniać ludzi, ale dla mnie zdrada jest niewybaczalna. Bo po co wiąz
        > ać się z kimś na lata, wiedząc o tym że nie umiemy ze sobą rozmawiać?

        Zdziwisz sie byc moze, ale ja z zasady podzielam to zdanie.
        Rowniez sam nie zdradzam.
        I sadze, ze zdrady bym nie wybaczyl.
        Zauwaz, ze nie ja bylem zdradzajacym.

        > Preferujesz spanie z mężatkami, czyli jesteś osobą wolną, żyjącą sam dla siebie
        > , nie interesują Cię związki, tylko przypadkowe zaspokojenie swoich potrzeb.

        I znow - rozdzielmy wtedy i teraz. To wazne.
        Ludzie zmieniaja sie. Czy Ty, czy tez ktokowliek jest ta sama osoba, ktora byla wiele lat temu? Znasz kogos, kto nie zrobilby czegos inaczej, gdyby mogl cofnac czas?
        Sa rzeczy, ktorych nie zaluje. Ale ja bym zmienil to i owo, na pewno, gdybym tylko mogl.
        Nigdy nie bylo tak, ze preferowalem spanie z mezatkami. Zdarzylo mi sie to 2 razy w zyciu. W tym przypadku bylem w zupelnie innej sytuacji niz jestem teraz. W moim umysle swiat wygladal zupelnie inaczej. Bylem slabszy psychicznie. Nie mialem pracy od wielu miesiecy i cala wymarzona wizja zycia oddalala sie bardzo bardzo. Kobieta, z ktora wczesniej bylem miala prace. Byle jaka, ale miala. Odeszla do innego.
        Jako bezrobotny, bez pieniedzy, plecow, czulem sie wart mniej i mniej. Mialem doly. Chyba nje bilo ze mnei jedno wielkie zakompleksienie, jeszcze dume mialem i jakas wiare w siebie, ambicje, ale mocno podupadla - i autentycznie w tamtym czasie wierzylem w takie fatum, ze po prostu nigdy nie znajde kogos kto by mi odpowiadal tylko dla siebie.
        Wokol nie brakowalo ladnych, milych, atrakcyjnych, sympatycznych kolezanek, ale wszystkie zajete - zwykle szczesliwie zajete.
        Gdy bylo zle - wszyscy mieli to w odwloku i nikogo to nie obchodzilo.

        I trafila sie ona. Byla mna zainteresowana takim, jaki bylem wtedy.
        Chcialem poczuc sie dobrze, potrzebny, i seksualnie spelnionym. Kims, kgoo ktos chce, pozada. Kompletnie nie widzialem alternatywy, zeby to osiagnac, wiec poszedlem jedyna droga jaka widzialem.

        > Skąd wiesz, może dalej zdradza męża

        Ale co skad wiem. Przeciez nie wiem, to chyba oczywiste. Pojecia nie mam, moze tak, moze nie.
        I powiem Ci, kiedy pojawilby sie dylemat , z ktorym naprawde, naprawde nie wiem jak bym sobie poradzil ; gdybym spotkal sie z tym kolega i on przyznalby, ze w jego malzeenstwie jest zle, ze podejrzewa, ze zona moze go zdradzac i nie wie co robic. Naprawde nie wiem co bym wtedy zrobi - nie wiem!! Na szczescie tak nie jest, on bardzo malo mwoi o swoim malzenstwie, duzo chetniej o dziecku. Poza tym gadamy o innych rzeczach.

        > A Ty masz wyrzuty sumienia?

        Wlasnie w zasadzie nie, na codzien nei uwiera mnei to. Czasami najdzie mnie taka dziwna refleksja i wtedy jest mi tak ..dziwnie?


        I jeszcze jeden wazny fakt, stad to moje do znudzenia podkreslanie ze to bylo dawno.

        Tamten 20-paro latek ktorym wtedy bylem, nie wiedzial, ze za kilka lat bedzie mial wlasne dziecko. Nie wiedzial, ze jego przyszle zycie bedzie mialo miejsce na obczyznie. Tamten 20-kilku latek szukal wtedy pracy za niewiele ponad minimum krajowe, marzac o tym, zeby dostac skromna, ale nieminimalna pensje, czyli np 1100zlotych. Bo minimalna wtedy byla 3-cyfrowa. Polowa samochodow na polskich drogach miala wtedy jeszcze czarne tablice, a druga polowa biale. Maluch dopiero pare lat wczesniej przestal byc produkowany, a o fali emigracji do krajow Unii jeszcze nikt nie slyszal. Teledyski ogladalo sie w telewizji a nie w telefonei czy youtubie, ewentualnie sciagniete na Kaziee na kompie na duzym monitorze, a papiezem byl Jan Pawel II.
        I wreszcie... maz tej pani nie byl wtedy moim dobrym kolega.
        Widzialem go moze 1-2 razy w zyciu i nie zamienilem z nim wiecej niz kilku zdan.
        Z jej mezem zaprzyjaznilem sie pozniej. Sporo pozniej. Po prostu okazalo sie, ze w porzadku koles! I zupelnie nie wiem, co jej w nim nie pasowalo a wczesneij podawane przez nia pwoody byly dosc mgliste.
        No, ale te wiedze posiadlem pozniej.

        I po roku-dwoch nagle kapnalem sie, ze..to co w temacie.

        Ze wyglada na to, ze .. niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi.
        • olaa_a Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 16:23
          To z czym Ci tak źle? Było minęło, sama tego chciała i do tej pory zdradza męża, bo takie kobiety nie mają skrupułów! Taj jak napisałeś to ona zdradziła, a nie Ty! Przypomnijmy, że jeśli kobieta nie da, pies nie weźmie ;) tak po ludzku powiedziane :)
          Obecnie to obecnie, ciesz się z Kobiety którą masz teraz, a nie wspominaj starych, przeszłych "wypadków".
          Oczywiście, że każdy w życiu popełnił błąd i ja też chciałabym cofnąć czas lub o wielu sprawach po prostu zapomnieć! Każdy ma jakieś tajemnicę do śmierci, które nie ujrzą światła dziennego... a jeśli chodzi o kolegę, pewnie wie... tylko mu głupio! Mówiąc mu o tym będziesz tym złym, a ona się wykręci! Nikt nie chciałby być okłamywany, ale w takich sprawach nie ma przyjaźni, kolegów- bo zawsze będzie rzucone spojrzenie mówiące - "zazdrościsz?"...
          Teraz jest teraz, to co było kilkanaście lat temu nie ma znaczenia teraz... Po prostu kobieta lekkich obyczajów (przepraszam).

          --
          • rabatr Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:06
            > Było minęło, sama tego chciała i do tej pory zdradza męża
            > , bo takie kobiety nie mają skrupułów

            No, tego nie wiem na pewno, ale to mozliwe.

            > To z czym Ci tak źle?

            Nie jest mi z tym jakos szczegolnie zle. Bywa, ze jak sobie przypomne to sie czuje nieswojo. Co ciekawe nie dzieje sie to wtedy, kiedy sie akurat widze z tym kolega. Wtedy po prostu o tym nie mysle. Zupelnie.

            > --
            • przeciezwiadomo Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:10
              > "Ale nudny temat, ale glupi temat, ale zalosnie napisane, ale Ci sie musi nudzi
              > c, oh jakie glupie macie problemy, ale to nudne co piszecie, o, robisz bledy or
              > tograficzne wiec cala Twoja wypowiedz jest niewazna, jak w ogoel ktos smie pisa
              > c na forum o problemach ktore ja uwazam za blache. W ogole to musze napisac kon
              > iecznie kilka razy w tygodniu na forum,poswiecic wiele mojego czasu, ze jestem
              > bardzo normalna osoba, a Ty nienormalna, bo spedzasz czas na forum"
              >
              > :)

              Celne :)
          • stokrotka_a Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:09
            olaa_a napisał(a):

            > Teraz jest teraz, to co było kilkanaście lat temu nie ma znaczenia teraz... Po
            > prostu kobieta lekkich obyczajów (przepraszam).

            O tak, to wina złej kobiety! Wiadomo, że w takich sytuacjach to kobiety (puszczalskie) są winne, a biedne misie doznają krzywdy. chlip chlip :-(
            • rabatr Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:16
              > O tak, to wina złej kobiety! Wiadomo, że w takich sytuacjach to kobiety (puszcz
              > alskie) są winne, a biedne misie doznają krzywdy. chlip chlip :-(

              Czekaj no. Podsumowujac, czy naprawde sugerujesz, ze kobieta zdradzajaca swojego meza byla mniej winna, niz ja, ktory nie bedac z nikim wdalem sie w romans z mezatka goscia, ktorego wowczas nie znalem? Ale po paru latach poznalem?

              Rozumiem, ze ona jest tu ofiara, tak? :))
              • stokrotka_a Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:54
                rabatr napisał:

                > Czekaj no. Podsumowujac, czy naprawde sugerujesz, ze kobieta zdradzajaca swojeg
                > o meza byla mniej winna, niz ja, ktory nie bedac z nikim wdalem sie w romans z
                > mezatka goscia, ktorego wowczas nie znalem? Ale po paru latach poznalem?

                Nic nie sugeruję i nie odpowiadam za sugestie, które powstają w twoim mózgu. ;-)

                > Rozumiem, ze ona jest tu ofiara, tak? :))

                Nie odpowiadam za tok twojego rozumowania. ;-)
        • stokrotka_a Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:06
          rabatr napisał:

          > Nie dziwie sie nadmiernie. Gdybym sam nie znalazl sie w takiej sytuacji, tez ra
          > czej bym nie uwierzyl, bo to troche zagadka logiczna.

          To zagadka alogiczna - tak tytułem sprostowania. ;-)

          > Nie jestes niemila. Tez tak mysle, ze trafilem sie ja po prostu.

          No, w takim przypadku to nie twoja wina - cała odpowiedzialność spada na nią. ;-))

          Ja sie w niej

          > A zdradzic bym nie zdradzil, bo sam nie zdradzam.

          Ale w zdradzie uczestniczyłeś. Niechcący. ;-))

          > I sadze, ze zdrady bym nie wybaczyl.
          > Zauwaz, ze nie ja bylem zdradzajacym.

          Zdradziłeś kolegę. ;-)
          > I trafila sie ona. Byla mna zainteresowana takim, jaki bylem wtedy.
          > Chcialem poczuc sie dobrze, potrzebny, i seksualnie spelnionym. Kims, kgoo ktos
          > chce, pozada. Kompletnie nie widzialem alternatywy, zeby to osiagnac, wiec pos
          > zedlem jedyna droga jaka widzialem.

          Widzisz, jak ładnie potrafisz się usprawiedliwiać. ;-)

          > I po roku-dwoch nagle kapnalem sie, ze..to co w temacie.

          > Ze wyglada na to, ze .. niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi.

          Masz niesamowity refleks! ;-D
          • rabatr Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:14
            > > A zdradzic bym nie zdradzil, bo sam nie zdradzam.
            >
            > Ale w zdradzie uczestniczyłeś. Niechcący. ;-))

            Ja nikogo nie zdradzalem.
            A uczestniczyc uczestniczylem. Chcacy.. ;)

            > I po roku-dwoch nagle kapnalem sie, ze..to co w temacie.
            >
            > > Ze wyglada na to, ze .. niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi.
            >
            > Masz niesamowity refleks! ;-D

            No nie? ;) Ale czy Ty mialabys inny? gdybys Ty teraz poznala fajna dziewczyne, ktora kiedys widzialas raz przelotnie, ale nie byla ani Twoja dobra, ani zla przyjaciolka, tylko po prostu jakas dziewczyna?
            I teraz np. zaczelybyscie razem powiedzmy pracowac, duzo gadac, fajna babka by byla, zaprzyjaznila sie z nia, po czym dowiedziala, ze 4 lata temu ten facet z ktorym mialas romans to byl wowczas i teraz jest jej maz?

            Tez okazalo by sie, ze przespalas sie z obecnym i owczesnym mezem Twojej serdecznej kolezanki.
            Twoj reflex bylby jeszcze bardziej opozniony ..;)

            Ja wiem, ze tak sie nie wydarzylo, ale czy faktycznie bylabys w stanie z cala pewnoscia przewidziec 4 lata temu, w 2010 ze za 4 lata, skolegujesz sie sie z zona goscia, ktory Cie wlasnie bzyka ? ;)
            • stokrotka_a Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 17:56
              rabatr napisał:

              > No nie? ;) Ale czy Ty mialabys inny? gdybys Ty teraz poznala fajna dziewczyne,
              > ktora kiedys widzialas raz przelotnie, ale nie byla ani Twoja dobra, ani zla pr
              > zyjaciolka, tylko po prostu jakas dziewczyna?
              > I teraz np. zaczelybyscie razem powiedzmy pracowac, duzo gadac, fajna babka by
              > byla, zaprzyjaznila sie z nia, po czym dowiedziala, ze 4 lata temu ten facet z
              > ktorym mialas romans to byl wowczas i teraz jest jej maz?

              > Tez okazalo by sie, ze przespalas sie z obecnym i owczesnym mezem Twojej serdec
              > znej kolezanki.
              > Twoj reflex bylby jeszcze bardziej opozniony ..;)

              Piszesz jakieś s-f? Bo ja nie. ;-)

              > Ja wiem, ze tak sie nie wydarzylo, ale czy faktycznie bylabys w stanie z cala p
              > ewnoscia przewidziec 4 lata temu, w 2010 ze za 4 lata, skolegujesz sie sie z zo
              > na goscia, ktory Cie wlasnie bzyka ? ;)

              Daj już spokój z tym trolowaniem. ;-)
              • rabatr Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 18:38
                Wiesz co..?
                Jesli ktos wszedzie widzi trolle, nawet tam gdzie ich nie ma, to znaczy ze ma powazny problem z postrzeganiem osob w internecie, wszedzie weszac spisek, podchody, scieme, trolle.

                Mowie to bez zadnej zloscliwosci czy uszczypliwosci.

                Sam mialem taki okres, wiele lat temu. Troche wyluzuj, wyjdz czesciej z domu, z internetu nie rezygnuj, ale wyraznie ogranicz. Z poczatku bedzie tak osobliwie, ale minie.
                Zobaczysz roznice.
                • stokrotka_a Re: Tak dokladniej to bylo tak 25.06.14, 20:54
                  rabatr napisał:

                  > Wiesz co..?
                  > Jesli ktos wszedzie widzi trolle, nawet tam gdzie ich nie ma, to znaczy ze ma p
                  > owazny problem z postrzeganiem osob w internecie, wszedzie weszac spisek, podch
                  > ody, scieme, trolle.
                  >
                  > Mowie to bez zadnej zloscliwosci czy uszczypliwosci.

                  Nie wiem, o czym piszesz, bo nie widzę troli wszędzie. Napisałam tylko, że mam nadzieję, że jesteś trolem. ;-)
                  >
                  > Sam mialem taki okres, wiele lat temu. Troche wyluzuj, wyjdz czesciej z domu, z
                  > internetu nie rezygnuj, ale wyraznie ogranicz. Z poczatku bedzie tak osobliwie
                  > , ale minie.
                  > Zobaczysz roznice.

                  Och, jakżem wdzięczna ci za radę. ;-)
    • czoklitka Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 15:37
      >Czy sa wg Was jakies okolicznosci wyjasniajace taki pozorny
      >paradoks, w zgodzie z moimi wartosciami?

      Że krowa ktora dużo ryczy mało mleka daje?

      - Jednak ta sama moja moralnosc od dawna absolutnie NIE ZEZWALA na jakikolwiek romans z kobieta w zwiazku malzenskim badz niemalzenskim z moim dobrym / bardzo dobrym kolega, nie mowiac o sypianiu z nia

      Hehehehehehe, jaka moralność? Co ty człowieku w ogóle pier....
      • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 16:15
        > Hehehehehehe, jaka moralność? Co ty człowieku w ogóle pier....

        Normalnie, moralnosc.

        W swietle zwiazkow np:
        - oferuje siebie na wylacznosc.Nigdy bym nikogo nie zdradzil, tego samego oczekuje od partnerki. Gdyby w zwiazku bylo zle - dlugo, ale to dlugo probowalbym to rozwiazac, a nie szukac szczescia poza zwiazkiem. Nawet gdybym przez dlugie miesiace a nawet lata walil glowa w sciane. To konrket. Udokumentowane.
        - jestem za pelna uczciwoscia w zwiazku w ktorym jestem. Przemilczanie niektorych faktow traktuje jako klamstwo. Niemoralnym jest wg. mnie ukrywanie niektorych nawet niewygodnych dla mnie faktow przed partnerka, malzonka. Wiec wie o wszystkim, nawet jesli jest to dla mnie niewygodne i nie przedstawia mnie w najlepszym swietle. Nawet jesli o to sama z siebie nie spyta. Taka wyznaje zasade
        - zawsze zamykam jeden rozdzial, zanim rozpoczne drugi
        - od kilku lat pewien nieduzy procent od swoich zarobkow przeznaczam dla Organizacji non-profit (Charity poza PL), pomimo zetu gdize mieszkam sam nie posiadam nadal wlasnego lokum, nawet na kredyt


        A Twoje moralnosc czym sie rozni, skoro o niebo lepsza?
        opowiadaj, potrzebuje autorytetow.
        • stokrotka_a Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 16:58
          rabatr napisał:

          > - zawsze zamykam jeden rozdzial, zanim rozpoczne drugi

          Niestety nie poczekałeś na zamknięcie rozdziału czytanego przez kolegę tylko przyłączyłeś się do czytania bez wiedzy i zgody czytającego. ;-) To żadna moralność - to się hipokryzja nazywa. ;-)
              • przeciezwiadomo Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 17:19
                W każdym razie z tego wątku dowiadujemy się między innymi, że kobieta zawsze jest zła. Jak zdradza męża, to jest zła, bo zdradza, a jak jest kochanką, to też jest zła, bo to ona skusiła żonatego.
                Ciekawe, że w przypadku mężczyzn działa to jakoś inaczej najwyraźniej - kochanek z tego wątku uparcie twierdzi, że on nie brał udziału w zdradzie, a oczywiście zdradzający mąż miał milion usprawiedliwionych powodów do zdrady. Forum = kopalnia wiedzy wszelakiej.
                • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 17:33
                  kochane
                  > k z tego wątku uparcie twierdzi, że on nie brał udziału w zdradzie, a oczywiści
                  > e zdradzający mąż miał milion usprawiedliwionych powodów do zdrady. Forum = kop
                  > alnia wiedzy wszelakiej.

                  Easy easy babe!
                  Bralem udzial w zdradzie, o czym napisalem juz na dziendobry.
                  Ale byla to czyjas zdrada, a nie moja, wiec nie rob noza winnym morderstwa, skoro ten noz trzymal ktos inny.

                  Poza tym w tej historii nie ma zadnego zdradzajacego meza, wiec to juz dorabianie historii nie wiem zupelnie skad.
                  Jest tylko zdradzajaca zona. Kropka.
                  • przeciezwiadomo Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 17:40
                    rabatr napisał:

                    >
                    > Easy easy babe!
                    > Bralem udzial w zdradzie, o czym napisalem juz na dziendobry.
                    > Ale byla to czyjas zdrada, a nie moja, wiec nie rob noza winnym morderstwa, sko
                    > ro ten noz trzymal ktos inny.

                    Serio przyrównujesz człowieka do narzędzia? No no. Czyli byłeś nieprzytomny, jak ją bzykałeś? To jak to zrobiłeś? Bo coś mi tu nie gra, wiem, że w odwrotną stronę się da, ale nieprzytomny facet chyba nie bardzo ma takie możliwości.

                    >
                    > Poza tym w tej historii nie ma zadnego zdradzajacego meza, wiec to juz dorabian
                    > ie historii nie wiem zupelnie skad.
                    > Jest tylko zdradzajaca zona. Kropka.

                    A ja zrobiłam sobie ogólne podsumowanie Twojej filozofii, bejb.
                    • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 18:52
                      > Serio przyrównujesz człowieka do narzędzia?

                      Porownuje dwie sytuacje. Uwazam to porownanie za bardzo dobre.
                      Oskarzenie noza o to, ze jest winne czyjejs smierci, bagatelizujac tego, kto tego noza uzyl i z premedytacja go pchnal uwazam za bardzo daleko idaca probe zonglerki konkretami.

                      Dodam cos wiecej - gdyby mnie zdradzila parnerka z jakims lolkiem-samorodkiem, to - choc sympatii to niego bym nie poczul, ale chyba by mnie musial sufit na glowe po wielokroc spasc z wszystkich stron, zebym jego winic za puszczenie sie mojej partnerki na rowni, albo bardziej niz ja.

                      Poza tym interesujace, ze porownanie pozamalzenskiego seksu kobiety, ktora zdradza swojego meza, do morderstwa, juz Cie nie bulwesruje. Ale dobra, zapomnij, nie jest to w tym istotne.

                      > A ja zrobiłam sobie ogólne podsumowanie Twojej filozofii, bejb.

                      Obawiam sie, ze ma taka wartosc merytoryczna, na zasadzie to pijak - i zlodziej! bo kazdy pijak to zlodziej!

                      A nawiasem mowiac - jesli Tobie zdarzy sie jakis blad w zyciu - rowniez po 10 latach przypominajac sobie o nim, nawet jesli dawno zdalas sobie z niego sprawe, psotanowials nigdy tego nie powtorzyc i trzymasz sie tego twardo i bezproblemowo - nadal bedziesz podkreslac, jaka to jestes beznadziejna, zla,do niczego, na rowni z tymi, dla ktorych takie bledy to chlebb powszedni od zawsze i nic sobie z tego nie robia?
                      Bo tak troche odczytuje to, co wiekszosc tu w kierunku moim pisze. To nie dotyczy tylko Ciebie, Twoj glos jest jednym z kilku.
                      • przeciezwiadomo Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 19:23
                        rabatr napisał:

                        >
                        > Porownuje dwie sytuacje. Uwazam to porownanie za bardzo dobre.
                        > Oskarzenie noza o to, ze jest winne czyjejs smierci, bagatelizujac tego, kto te
                        > go noza uzyl i z premedytacja go pchnal uwazam za bardzo daleko idaca probe zon
                        > glerki konkretami.

                        Wybacz, ale nie mam dobrego zdania o Twojej inteligencji na podstawie tej - właśnie Twojej- żonglerki argumentami.
                        Dobra, napiszę prościej, żeby dotarło: nie uważam, żeby zdradzająca była bez winy, ale nie uważam też jej kochanka za bezwolną owieczkę, prowadzoną na tę zdradę jak na rzeź.

                        >
                        > Dodam cos wiecej - gdyby mnie zdradzila parnerka z jakims lolkiem-samorodkiem,
                        > to - choc sympatii to niego bym nie poczul, ale chyba by mnie musial sufit na g
                        > lowe po wielokroc spasc z wszystkich stron, zebym jego winic za puszczenie sie
                        > mojej partnerki na rowni, albo bardziej niz ja.

                        Kolejny raz nie popisujesz się zbytnio umiejętnością myślenia. Bywają osoby - i kobiety i mężczyźni, których hobby jest rozwalanie, czy próbowanie rozwalania czyichś związków. Już to widzę, jakby Ci oko nie drgnęło, kiedy ktoś ordynarnie rwałby Ci Twoją kobietę na Twoich oczach. Ale nie... pewnie Ty byś uznał, że to jej wina! Są takie chłopy. Jakiekolwiek cudze zachwyty nad nią, nawet niewinne to jest prowokacja z jej strony, prawda?

                        >
                        > Poza tym interesujace, ze porownanie pozamalzenskiego seksu kobiety, ktora zdra
                        > dza swojego meza, do morderstwa, juz Cie nie bulwesruje. Ale dobra, zapomnij, n
                        > ie jest to w tym istotne.

                        Litościwie pominęłam. Ale fakt, niestosowne porównanie i bez sensu, co usiłuję Ci bezskutecznie wykazać.

                        > A ja zrobiłam sobie ogólne podsumowanie Twojej filozofii, bejb.
                        >
                        > Obawiam sie, ze ma taka wartosc merytoryczna, na zasadzie to pijak - i zlodziej
                        > ! bo kazdy pijak to zlodziej!

                        Niekoniecznie. Ty prezentujesz szczególną, antyfeministyczną postawę.

                        >
                        > A nawiasem mowiac - jesli Tobie zdarzy sie jakis blad w zyciu - rowniez po 10 l
                        > atach przypominajac sobie o nim, nawet jesli dawno zdalas sobie z niego sprawe,
                        > psotanowials nigdy tego nie powtorzyc i trzymasz sie tego twardo i bezproblemo
                        > wo - nadal bedziesz podkreslac, jaka to jestes beznadziejna, zla,do niczego, na
                        > rowni z tymi, dla ktorych takie bledy to chlebb powszedni od zawsze i nic sobi
                        > e z tego nie robia?

                        Co to ma do rzeczy? Bo nie rozumiem tej dygresji.
                        > Bo tak troche odczytuje to, co wiekszosc tu w kierunku moim pisze. To nie dotyc
                        > zy tylko Ciebie, Twoj glos jest jednym z kilku.
      • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 17:23
        Nie jestem, choc domyslam sie, ze zaden troll nie przyzna ze trollem jest, wiec bede tu nikogo przekonywac. Z przyczyn mysle wiadomych nie bede przedstawial szczegolow, imion, miejsc, ale nawet jakby tak bylo zawsze kazdy moglby powiedziec ze to wymyslone.
        Z reszta niech kazdy wierzy w co chce.

        Ale czemu myslisz, ze jestem trollem?
        Pytam, bo to zdarzylo sie naprawde, a trolle wymyslaja o ile wiem rozne historyjki, byle summa summarum zbesztac wszystkich z blotem.

        A czy jestem biednym ? hmm.. troche przyznam, ze tak.
        Mialem w mlodosci tej wczesnej ale tez pozniejszej bardzo zwichrowany system wartosci, z czego pojecia sobie nie zdawalem. Porzadkowanie trwalo dlugo ,wlasciwie troche trwa do teraz.
        Ale zycie mam jedno, nie moge go zrestartowac, wiec nie spisuje siebie na straty; zwlaszcza, ze musze przekazac wartosci dziecku, wiec to wazne, zebym sam w pore ulozyl sobie w glowie co jest dobre a co zle.
        Mowa o niewinnym, niepchajacym sie na ten swiat parolatku - dziecku.
          • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 19:09
            > Wydawalo Ci się, że miałeś jakieś zasady. moze nawet je posiadaleś i głęboko je
            > wyznawałeś, jednak byłeś za słaby, aby im być wiernym w krytycznym momencie.

            Ale ja bylem wierny tym zasadom.

            - nie zdradzalem swojej parnerki (bo jej nie mialem)
            - nie oszukiwalem swojej parnerki (bo jej nie mialem)
            - kochalem sie z czyjas zona (co dopuszczalem, wierzac w to, ze caly wybor w moim zyciu to albo mezatka/zajeta, albo zadna)
            - nie robilem ogriomnej krzywdy dobremu koledze, bo nie znalem przyszlsoci, i nie wiedzialem, ze jakis tam 2 razy przelotnie widziany maz tej laski, z ktora chedoze, ktory nawt nie pamietam jak wyglada, jest tak naprawde bardzo fajnym czlowiekiem, i zostanie w przyszlosci moim dobrym kolega.

            Natomiast pozmienialo mi sie, i np. obecnie juz nie dotknalbym kobiety w powaznym zwiazku; chyba ze zwiazek bylby tylko na papierze, byla w separacji z mezem, byla w zwiazku otwartym itp. To gdybanie,bo jestem w udanym zwiazku i inne kobiety mnie nie interesuja.
            Pozmienialo mi sie rowniez to, ze kiedys, po bardzo licznych porazkach w podchodach do kobiet, na ktorych mi zalezalo, podczas gdy poznalem sporo dziewczyn wartosciowych, ale zajeych- uwierzylem swiecie, ze nei jest mi dana po prostu zadna fajan dziewczyna na wylacznosc i taki widocznie pisany mi los.
            Teraz wiem, ze troche mialem pecha, troche tak po prostu nie mialem "piorek" ktore kobiety lubia (np. kasy zeby sie normalnei ubrac, chodzic do fryzjera a nie maszynka do golenia) aby je przyciagnac, wiem, ze jak sie ma pomiedzy powiedzmy 17-23 lata, ze to "rynek" kobiet, i one moga przebierac a faceci juz nei tak masowo, po czym to sie zmienia kiedy facet jest kolo 30 (zapewniam, ze nie jestem osamotniony w tym "odkryciu" ktorego wtedy nie bylem swiadom). W kazdym razie moja ocena moich 'mozliwosci' w tej kwestii byla niska, i wynikala z roznych rzeczy w tym niskiej samooceny.
            Teraz po prostu cierpliwie bym czekal dalej, bo nadal prezentuje sie calkiem sensownie i nie musialbym rozpaczliwie chwytac sie takiej, ktorej zaletami jest, ze nie jest idiotka, jest ladniejsza od swojej kupy i mnie w ogole chce - akceptujac to, zejest puszczalska i wlasnie proponuje mi zebym byl wspolautorem robienia komus rogow.

            To sie zmienilo.

            • czoklitka Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 25.06.14, 21:56
              to napisałes na samej górze:

              Jednak ta sama moja moralnosc od dawna absolutnie NIE ZEZWALA na jakikolwiek romans z kobieta w zwiazku malzenskim badz niemalzenskim z moim dobrym / bardzo dobrym kolega, nie mowiac o sypianiu z nia

              Więc zdecyduj się o czym piszesz. Jesli swoja fajną moralność nabyleś dopiero po tamtym akcie, to ja nie widzę czarów-marów nigdzie.
      • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 27.06.14, 15:54
        :D

        Przyznac musze, ze latwosc z jaka mozna lud zmanipulowac samym tylko naglowkiem i doborem jezyka- a nie poprzez pisanie nieprawdy- przeszla moje najsmielsze oczekiwania :P

        watpie zeby tyle samo emocji wywolalo r- niecodzienna sprawa! Poznalem i polubilem faceta. Okazalo sie, ze kiedys dawo temu, nie znajac go i pojecia nie majac ze go poznam- spalem sie z jego zona"

        OK koniec testu... sporo sie nauczylem! :P
        • obrotowy Nie walnujsa, maladjec... 27.06.14, 16:02
          rabatr napisał:
          sporo sie nauczylem! :P


          Nie walnujsa, Maladjec...

          - najgorsze - to jeszcze przed Toba.

          _____________________________________________________
          prawdziwe zycie zaczyna sie dopiero po pierwszym rozwodzie.
        • stokrotka_a Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 29.06.14, 20:40
          rabatr napisał:

          > Przyznac musze, ze latwosc z jaka mozna lud zmanipulowac samym tylko naglowkiem
          > i doborem jezyka- a nie poprzez pisanie nieprawdy- przeszla moje najsmielsze o
          > czekiwania :P

          Przecież pisałeś nieprawdę, pobawiłeś się jak dziecko w piaskownicy i wydaje ci się, że Amerykę odkryłeś. A tymczasem to tylko trolowanie - moja nadzieja ciałem się stała. ;-)

          > OK koniec testu... sporo sie nauczylem! :P

          A konkretnie czego? ;-)
          • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 29.06.14, 21:18
            > Przecież pisałeś nieprawdę,

            prawde, prawde, caly czas hehehe

            > pobawiłeś się jak dziecko w piaskownicy

            i- trzymajac sie tej metafory mnostwo osob, z Toba na czele gorliwie zaangazowalo sie z wywieszonym jezorkiem w role moich zabawek :)

            i wydaje ci
            > się, że Amerykę odkryłeś.

            Ale ja wiele sie dowiedzialem ;) co mnie obchodzi, ze ktos juz to wiedzial?
            Jesli Ty nauczysz sie -dajmy na to-podstaw grania na gitarze, to czy zaraz zlapiesz dola, ze nie jestes Hendrixonem i Lenny Kravitzem? czy tez masz pelne prawo cieszyc sie z osiagniecia swoich celow?
            A wiec nie wydaje mi sie, ze cos odkrylem. Ja cos odkrylem ;) Tobie wydaje sie, ze mi sie wydaje :)

            pozdrawiam cieplo
            • stokrotka_a Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 29.06.14, 23:45
              rabatr napisał:

              > prawde, prawde, caly czas hehehe

              kłamstwo, kłamstwo, cały czas hehehe

              > i- trzymajac sie tej metafory mnostwo osob, z Toba na czele gorliwie zaangazowa
              > lo sie z wywieszonym jezorkiem w role moich zabawek :)

              Bycie zabawką to rzecz względna. Tobie wydaje się, że bawisz się zabawkami, a tymczasem sam jesteś zabawką. ;-)

              > Ale ja wiele sie dowiedzialem ;) co mnie obchodzi, ze ktos juz to wiedzial?

              Nie odpowiedziałeś na moje pytanie o konkrety. ;-)

              > A wiec nie wydaje mi sie, ze cos odkrylem. Ja cos odkrylem ;) Tobie wydaje sie,
              > ze mi sie wydaje :)

              Tobie wydaje się, że mi się wydaje. ;-)

              > pozdrawiam cieplo

              Przyjmuję zimno. ;-)
              • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 30.06.14, 14:46
                > > Ale ja wiele sie dowiedzialem ;) co mnie obchodzi, ze ktos juz to wiedzia
                > l?
                >
                > Nie odpowiedziałeś na moje pytanie o konkrety. ;-)

                Faktycznie,
                Konkretnie dowiedzialem sie, jak niewielka dawka fantazji slownej wystarczy, by mozna zmanipulowac innych przy pomocy odpowiedniego nagiecia niektorych wydarzen, okreslen.
                Widuje sie taki efekt np w filmach, zwlaszcza przy slownych walkach na sali sadowej, gdzie uwypuklajac jeden fakt, przemilczajac innych, odpowiednia oprawe dodajac do innego, mozna mowic to samo w na tyle inny sposob, ze jedna wypowiedz jest obrona, a druga to oskarzenie.

                Sensu strictio nie ma sciemy, oszustwa, klamstwa. Napisalem jak bylo. Ale poprzez zabawe, gre slowna w odpowiednim kontekscie -tu wlasciwie glwonie w naglowku -mozna "tlum" zaprogramowac tak jak chce, ktory podswiadomie (?) okopie sie na z gory ustalonej pozycji i bedzie jej zaciekle potem bronic, bo coz, taka natura.
                Tyle, ze ta z gory ustalona pozycja zostala ustalona przeze mnie - w tym przypadku.

                Ot, ktos zaczyna czytac "niechaco przelecialem..." - no i reszta juz jest mniej istotna - wyrok zapada juz tu.

                Dopiero po odczytaniu szczegolow, na spokojnie, mozna sie zorientowac, ze nie chodzi o to, ze ktos kogos niechaco przelecial.
                Przelecial z plena premedytacja.
                Niechaco wyszlo tak, ze w przyszlosci mozna bylo rzecz, ze osoba przelatywana to zona kolegi.

                Ale to juz zostalo przez wielu albo niezauwazone (ok, niedociekanie lub niedoczytanie watku jako calosci - w koncu wyrok zapadl juz czytajac naglowek, to po co dociekac?) lub - jeszcze lepiej- zauwazone, ale kompletnie zmarginalizowane. Bo przeszkadza w juz ustalonej i wyrazonej (nagatywnej) ocenie.

                Nie wiem, czy dosc zrozumiale sie wyrazilem. Mam nadzieje, ze rozumiesz moj tok rozumowania. Niezaleznie od tego ze z czymstam, calkiem mozliwe ze ze wszystkim sie nie zgadzasz.
                • stokrotka_a Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 30.06.14, 15:37
                  rabatr napisał:

                  > Faktycznie,
                  > Konkretnie dowiedzialem sie, jak niewielka dawka fantazji slownej wystarczy, by
                  > mozna zmanipulowac innych przy pomocy odpowiedniego nagiecia niektorych wydarz
                  > en, okreslen.

                  Wydarzeń nie można nagiąć, bo one są niezmienne po zaistnieniu. ;-) I nikogo nie zmanipulowałeś, tylko wywołałeś różne rakcje czytających na twoje manipulacje słowne. Tak, tak, tylko słowami manipulowałeś, a nie ludźmi. ;-)

                  > Sensu strictio nie ma sciemy, oszustwa, klamstwa. Napisalem jak bylo. Ale poprz
                  > ez zabawe, gre slowna w odpowiednim kontekscie -tu wlasciwie glwonie w naglowku
                  > -mozna "tlum" zaprogramowac tak jak chce, ktory podswiadomie (?) okopie sie n
                  > a z gory ustalonej pozycji i bedzie jej zaciekle potem bronic, bo coz, taka nat
                  > ura.

                  Jest ściema i oszustwo sensu "strictio", ponieważ wcale nie przeleciałeś niechcąco i pominąłeś określenie "przyszłego" w stosunku do dobrego kolegi, po to żeby celowo wprowadzić czytających w błąd. No i nie dokonałeś żadnego zaprogramowania tłumu, ale przyznaję, że ambicje oraz chęci poprawy własnego samopoczucia poprzez postawienie siebie-manipulatora ponad "zaprogramowanym" tłumem masz wielkie. ;-)

                  > Ot, ktos zaczyna czytac "niechaco przelecialem..." - no i reszta juz jest mniej
                  > istotna - wyrok zapada juz tu.

                  Tu nie było żadnego wyroku, tylko reakcja na to, co napisałeś. Inne twoje wykręty rzeczywiście nie są istotne. Naistotniejsze jest to, że okazało się, że jesteś pospolitym trollem. ;-)

                  > Niechaco wyszlo tak, ze w przyszlosci mozna bylo rzecz, ze osoba przelatywana t
                  > o zona kolegi.

                  Ściemniasz, mój drogi, ale bardzo nieudolnie. Na rzecznika prasowego partii nie nadawałbyś się, choć masz ambicje. ;-)

                  > Nie wiem, czy dosc zrozumiale sie wyrazilem. Mam nadzieje, ze rozumiesz moj tok
                  > rozumowania. Niezaleznie od tego ze z czymstam, calkiem mozliwe ze ze wszystki
                  > m sie nie zgadzasz.

                  Rozumiem twój tok rozumowania, ale stwierdzam, że nieudolnie się tłumaczysz. ;-)

                  EOT
                  • rabatr Re: Niechcaco przelecialem zone dobrego kolegi 30.06.14, 17:48
                    Poniewaz z kazdym postem staje sie coraz bardziej jasnym, ze po prostu chcesz zeby wygladalo ze wyszlo na Twoje, to mam swietna wiadomosc-masz pelne prawo tak myslec. Podobnie jak masz prawo myslec, ze rosa to mocz owadow, a rosliny znosza jajka i nikt nie musi miec szczerych intencji zebys myslala inaczej.

                    Niezaleznie od Twoich przygod i co Twoj wybor z poswieconenia swego czasu w tym watku Ci dal, ja z kolei sie swoje dowiedzialem, o tym jak zonglerka slowem opowiadajac prawde moze wplynac na uzyskanie takiego a nie innego zdania roznych osob na temat swojej historii. Opinie innych co sadza o moim dziwnym odczuciu tez mam.
                    A wiec cel z nawiazka osiagnalem. I wszyscy zadowoleni :)

                    A to, czy nazwiesz mnie trollem, sprzedawca poreczy czy paziem Krola Zygmunta, nie ma kompletnego znaczenia.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka