yasemin
04.07.14, 14:26
Jechałam kiedyś busem, zamyślona. I nagle czuję na policzku całuska, a obok słyszę głos:
-Jest pani piękną kobietą.
Odwracam się, a tu nieznajomy facet, młody, choć urody nieszczególnej, który mnie właśnie pocałował, idzie ku drzwiom wyjściowym.
-Ale co pan robi? - zapytałam dla przyzwoitości. Przyszło mi do głowy, że idąc tropem rozumowania psycholożki, do której kiedyś chodziłam, takie całowanie obcej kobiety znienacka jest przemocą. Ale wcale tego tak nie odczułam!
-Wysiadam - odpowiedział nieznajomy, i wysiadł, bo bus zatrzymał się na przystanku; reszta pasażerów zaśmiała się.
Byłam trochę zawstydzona, ale... ten całus był bardzo przyjemny. Może dlatego, że byłam jakiś czas po rozstaniu z byłym facetem (z którym i tak rzadko się widziałam, tylko gadałam internetowo), i byłam spragniona męskich pocałunków. Nie wiadomo, czy tak samo bym się czuła, gdybym z kimś była. W każdym razie, kiedy wysiadłam na swoim przystanku i idąc, przypominałam sobie tę przygodę, również wybuchnęłam śmiechem.
Co o tym myślicie? Zdarzyła wam się kiedyś, kobiety, podobna przygoda? Jak byście zareagowały na moim miejscu? Czy, jeśli nie lubicie podobnych przygód (bo jednak odczuwacie to jako przemoc, albo jesteście zajęte), macie jakieś sposoby, żeby się przed nimi chronić? Kim mógł być nieznajomy facet? Czy istnieje opcja, że był normalny, tylko tak szaleńczo mu się spodobałam, że nie mógł się oprzeć i tak mu się zdarzył jeden niewinny całusek? Czy może skoro potrafi znienacka pocałować, istnieje opcja, że pójdzie dalej i zrobi coś, czego druga strona sobie w ogóle nie życzy? Dlaczego współpasażerowie się śmiali i co mogli sobie pomyśleć o mnie i o owym facecie?