no_easy_way_out
14.07.14, 17:15
O gadulstwie.
Powiem tak - fakt, duzo pan gada plecie i nie moze przestac.
ALE, tak na szybko, kojarze trzech gosci, ktorzy tez maja gadane i moga gadac i gadac i nie maja dosc. Kazdy z nich zagada przecietna babke, na ktorej jedno zdanie przypadac beda cztery od nich
Tyle ze dwoch z nich po prostu gada fajnie, i w razie czego wie kiedy sie zamknac.
Trzeci gada gada gada i gada - i nie wie kiedy juz czas sie przymknac. Gada dalej, i o ile na krotsza mete jest spoko (jedno piwo), na srednia jest dla mnie meczacy (byla wycieczka gdzie szlismy w 4 osoby w tym on przez pare godzin obok siebie w grupce), a na dluzsza nie do wytrzymania (parodniowa wycieczka, bylo kilka osob w tym on w tym samym pokoju co ja).
Natomiast np. kilka moich ciotek jak sie spotka (wszystkie 50-65) to wszyskto wyglada z grubsza jak w kawalach, przesmiewczych serialach - wszystkie trajkocza non-stop i to naraz. Wyglada to z boku dla mnie tak, ze sie zupelnie nie sluchaja - bo przeciez w danym konrketnym momencie gadaja przynajmniej 3, ale ku mojemu zdumieniu zauwazylem, ze czesc tego co sobie przekauzje- rejestruja. Nie duza czesc i troche wedlug chaotycznego klucza, bo kaza sobie powtarzac, dziwia sie czemus, jak nagle zatrybia jakies cos, co juz zostalo powiedziane w ciagu ostatnich 15 minut wiele razy - ale jednak rejestruja to.
No, tyle z mojego fasynujacego frontu.
Ma ktos cos niesamowitego do dodania?
Kiedy czujecie sie najmniej komfortowo; jesli osoba z ktora rozmawiacie mowi mniej wiecej tyle co Wy, mniej, wiecej, czy tez chodzi tu bardziej o to co mowi, albo jak mowi?