angeka2
17.07.14, 07:38
Moją przyjaciółkę 3 miesiące temu rzucił chłopak po 2-letnim związku. Byłam przy niej cały czas w tym początkowym okresie, wspierałam itd. Mogła się wyżalać, płakać, podsuwałam jej różne pomysły na później, co robić z życiem, dużo rozmawiałyśmy.
Teraz jest trochę lepiej, normalnie pracuję, chociaż wpadła w schemat praca - dom - praca i nie robi nic innego, a w domu siedzi i sprawdza w internecie co robi jej były, czy jest, czy go nie ma, straszne - staram się zawsze odwrócić jej myśli filmem, rozmową, czy czymkolwiek, ale efekt średni, bo ona nie chce go pousuwać z tych różnych "gadugadu" i portali społ., więc ciągle patrzy, co on robi i płacze. Polecałam jej nawet psychiatrę (sama kiedyś farmakologicznie wygrzebywałam się z depresji), ale nie chce, mówi, że nie ma depresji, tylko normalnego doła.
Ja za miesiąc wychodzę za mąż, trochę się denerwuję, ale wsparcie przyjaciółki polega na porównywaniu nas, a każda rozmowa przebiega tak: mówię, że mam z czymś problem, a ona na to: "ale chociaż masz cudownego narzeczonego, a ja zupełnie nikogo", no co to ma być za wsparcie? Wytrzymywałam to, bo myślę sobie, no dziewczyna cierpi, ale kiedy się złapałam, że nie mówię jej o swoich kłopotach, bo wiem, co usłyszę, to postanowiłam zapytać o radę, co robić. Bo potrzebowałabym jednak się wygadać przed ślubem, a ona wpędza mnie w poczucie winy (!), że mi się życie układa.
Każda wspólna znajoma w szczęśliwym związku też jest krytykowana na zasadzie "nie idę do knajpy, bo będzie XX i będzie opowiadać o wakacjach ze swoim YY, a ja jestem taka nieszczęśliwa".
Zupełnie się zmieniła, a ludzie w związkach to nagle wrogowie:/ Co robić?