Znajomości dla lansu....

22.07.14, 11:21
Poznajesz kogoś, kto wydaje Ci się fajnym człowiekiem, kumplem. Spędzacie cenny, wartościowy czas, Wasze dzieci się lubią, rozważasz kontynuowanie znajomości. Po jakimś czasie dowiadujesz się, że ta super osoba to zwykla woźna, sprzątaczka czy salowa. I co? Jej wartość traci, czy kontynuujesz znajomość?
Zwracacie uwagę na to, z kim się kumplujecie? Czy to nie ma znaczenia - liczy się człowiek?

Oczywiście nie mam nic do wyżej wymienionych zawodów.

    • leptosom Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 11:25
      zwykla woźna, sprzątaczka czy salowa...

      taka znajomość może przydać się w życiu, tak, jak i znajomość z grabarzem i Grabażem
    • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 11:25
      Liczy się człowiek, ale salowa czy sprzątaczka to nie są zwykle osoby o szerokich horyzontach umysłowych, więc pogadać o dupie Maryni możesz, ale po jakimś czasie brak tematów czy w ogóle punktów stycznych. Ja mam taką znajomą, która z wykształcenia jest sprzedawcą w cukierni. Lubię ją, ale do pogadania nie mamy zbyt wiele, a nie będę się przed nią mądrzyć, bo dla niej to będzie nudne, a ja mogłabym co najwyżej karmić swoje ego, że jestem taka mądra, och, ach, a przecież nie o to chodzi.
      • wez_sie Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 12:03
        no z toba to na pewno mozna o wielu rzeczach porozmawiac
        jestem tego pewny po tym co piszesz na forum
        np o zyciu na emigracji czy dzieciach oraz jak to nazywasz ojcu swoich dzieci
        jestes moim idealem serio
        • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 12:38
          Och, przestań, wystarczą mi maile pełne uwielbienia od ciebie, nie musisz tak na forum.
          • wez_sie Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 10:44
            nie wiem po co klamiesz
      • makinetka82 Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 21:36
        No patrz, alpepe, ja co prawda jestem tylko nauczycielką, ale po tym jednym Twoim poście już widzę, że właśnie z Tobą brakło by mi jakichkolwiek punktów stycznych, niezależnie od tego , ile i jakich uczelni skończyłaś. Ale prawda, to przecież dlatego, że Ty jesteś taka mądra, och, ach..

        A co do meritum...wykształcenie nie zawsze idzie w parze z inteligencją, to raz. Dwa, znam wielu naprawdę " zwykłych" w Waszym rozumieniu ludzi, którzy pomimo braku pokończonych szkół nie odstają od tych" wykształconych " pod żadnym względem. Idąc dalej, mi osobiście wśród znajomych bardziej by przeszkadzała przekonana o własnej wyższości snobka, niż przesympatyczna salowa czy sprzątaczka. No ale ja jestem dziwna. Dzięki Bogu, bo gdybym miała tyle pogardy dla ludzi, co niektórzy, to wstydziłabym się spoglądać w lustro : ) Pozdrawiam cieplutko : )
        • to.niemozliwe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 02:11
          Nie zamierzam bronic Alpepe, bo i tak sobie doskonale radzi :-), z tym, ze rozumiem Jej wypowiedz w ten sposob, ze faktycznie rzadkoscia jest nawiazywanie nowych i trwalych znajomosci wsrod doroslych ludzi z kims spoza klasy spolecznej do ktorej sie przynalezy. Dlatego awans spoleczny czesto oznacza zerwanie kontaktu z dotychczasowymi znajomymi.
          Wyjatkiem sa grupy hobbistyczno-pasjonackie lub inne, gdzie wspolnie doznawane doswiadczenie ludzi zbliza, np. terapia.
          Z tym, ze wiekszosc dokonuje oceny przydatnosci danego kontaktu i podtrzymuje tylko te, gdzie ocena uzytecznosci jest wysoka.
          • ijonaa.tichy Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 03:29
            Poza tym że ludzie na pewnym elementarnym poziomie są sobie równi, to na innym duchowo-rozwojowym już nie. Arystokracja jest duchowa, i tylko taka.
            Intelektualistka nigdy się nie zaprzyjaźni z woźna, nie ze względu na zawód bynajmniej - co za oczywistości.
            Nie będzie też osobie mniej intelektualnie kumatej ani zaczepiać, ani nią pogardzać. Coś podobnego zwykle można zaobserwować w drugą stronę.
            I tak to raczej wozna będzie starała się kumatej coś udowodnić, podszczypywac ja zza winkla czy podejrzewać o różne niecne, niskie uczucia.
            Cóż, zwykle każdy sądzi po sobie ;D
            • ijonaa.tichy Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 03:30
              ^ też osoby
              • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 16:08
                widzę, że się rozumiemy.
            • to.niemozliwe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 07:14
              Kiedys, po wakacjach, zmienialem grupe u Metodystow.
              W nowej grupie, na poczatkowych zajeciach, lektorka (z ktora, jak pozniej sie okazalo, laczylo mnie uwielbienie dla tekstow Doorsow),
              zaproponowala, by kazdy sie przedstawil co robi. Glownie studentki, moze jeden student. Architektura, prawo, UW, SGPIS...
              Oczywiscie, jak to uslyszalem, to mnie podkusilo powiedziec, ze "ja jestem robotnikiem i pracuje na spawalni". :-D
              Mina otoczenia...bezcenna. Przelkneli ten dyshonor, ze siedzi z nimi robol, choc do rozmow sie nie kwapiono. Jesli juz, to z dosc pretensjonalno-lekcewazacym tonem. Interesujace bylo rowniez odczucie "desinterresment" ze strony kolezanek z grupy na moje proby rozmow.
              Tak, ze oceniamy. Biezemy stereotypowa etykietke, przyklejamy ja sobie w glowach i odkladamy w mozgu na polce z napisem "nic ciekawego". :-)
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 10:05
                Ci co przyklejają to przyklejają...

                Ja jak poznam robola, profesora czy sprzątaczkę zawsze staram się dowiedzieć czegoś nowego. Bo każdy ciekawy człowiek ma ciekawe historie do opowiedzenia.
                A nuż okaże się że sprzątaczka wojskową bazę rakietową sprząta? A robol spawa konstrukcje morskich turbin wiatrowych? A profesor tylko w liceum gó...arzy uczy i rabatki na działce w weekendy kopie...
                • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:27
                  Ja też, ale czasem nie ma za bardzo czego poznawać na dłuższą metę. Ciekawa historia, owszem, każdy człowiek ma ciekawą historię, ale na ile da się to przekształcić w relację długotrwałą i ścisłą?
                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Znajomości dla lansu.... 24.07.14, 18:16

                    alpepe napisała:

                    > Ja też, ale czasem nie ma za bardzo czego poznawać na dłuższą metę. Ciekawa his
                    > toria, owszem, każdy człowiek ma ciekawą historię, ale na ile da się to przeksz
                    > tałcić w relację długotrwałą i ścisłą?

                    Nie, ale chodzi mi o początkowe szufladkowanie.
                    Ścisłe relacje wymagają dużo więcej zgodności.
                    • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 24.07.14, 19:05
                      no to takie szufladkowanie mi jest obce. Natomiast odczułam na własnej skórze, jak ktoś chciał się ze mną zaprzyjaźnić dla lansu.
                      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Znajomości dla lansu.... 24.07.14, 22:09

                        alpepe napisała:

                        > no to takie szufladkowanie mi jest obce. Natomiast odczułam na własnej skórze,
                        > jak ktoś chciał się ze mną zaprzyjaźnić dla lansu.

                        Oh, to problem z którym wszyscy fajni ludzie muszą się borykać :)
                        • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 25.07.14, 08:36
                          o to to!
              • ijonaa.tichy Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 13:29
                Trochę tak jest faktycznie, ale na początku. Prawdziwy poziom można ocenić po tym jak kto się wysławia, buduje myśli, pisze - w tym przejawia się inteligencja.
                Takim studentem z tej czy innej uczelni ktoś naprawdę inteligentny zacznie trochę w duchu "pogardzać", kiedy przekona się, że ten nie potrafi odmieniać prostych słów w ojczystym języku - typu: zamiast "złu", odmienia "w tym źle" itp.

                Poza tym, ad vocem tej pogardy, to ZAWSZE przecież tak jest, że to właśnie brzydsze, nieatrakcyjne dziewczyny zwalczają te piękniejsze. Te drugie najzwyczajniej w świecie nie mają powodów, żeby to czynić... ;)
              • berta-death Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 17:54
                To trochę przypomina mi wątek o obciachu pracy na kasie. Wszyscy się zgodzą z tym, że praca w biurze wymaga dokładnie takich samych walorów umysłowych co praca kelnerki, kasjerki, sprzedawczyni, sprzątaczki, itp. A jednak brzmi lepiej. Nawet jak zarobki są podobnej wysokości. O nauczycielach tyle złego się mówi, że selekcja negatywna, itp, ale mimo wszystko mając sąsiadkę nauczycielkę nikt nie stwierdzi, że mieszka w złym sąsiedztwie. Co innego, niż mając sąsiadkę sprzątaczkę. Ludzie mają zakorzenione w głowach pewne stereotypy i nie potrafią się od nich uwolnić.
            • makinetka82 Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 10:41
              > Intelektualistka nigdy się nie zaprzyjaźni z woźna

              A wiesz, to ciekawe, bo ja wśród swoich najbliższych przyjaciół mam prawniczkę, pedagoga , sekretarkę, dziewczynę sprzedającą w sklepie spożywczym i taką, która wspólnie z mężem prowadzi małe gospodarstwo rolne... To się przypadkiem nie kłóci z Twoją tezą?
              • ijonaa.tichy Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 13:23

                Nie kłóci, bo nie kapnęłaś się, że mnie nie chodzi o wykonywany zawód, a o różnice w poziomie intel.
                Można kogoś z innego poziomu szczerze lubić i szanować, ale o przyjaźni nie ma mowy. Takiej prawdziwej, bo ona zakłada równość, symetryczność relacji.


                makinetka82 napisała:

                > > Intelektualistka nigdy się nie zaprzyjaźni z woźna
                >
                > A wiesz, to ciekawe, bo ja wśród swoich najbliższych przyjaciół mam prawniczkę,
                > pedagoga , sekretarkę, dziewczynę sprzedającą w sklepie spożywczym i taką, któ
                > ra wspólnie z mężem prowadzi małe gospodarstwo rolne... To się przypadkiem nie
                > kłóci z Twoją tezą?
          • mm969696 Re: Znajomości dla lansu.... 24.07.14, 17:33
            nie wiem co robisz ty czy alpepe, ale nie wiem jak bardzo musiałybyście byc wykształcone by ie móc prowadzić konwersacji z mniej wykształconymi. spotykamy się grupą znajomych gdzie jest ludzie są po gimnazjum i po studiach(prywatnych i państwowych), sa robotnicy i pracownicy umysłowi i przedsiębiorcy. Wspólnie jeździmy na wakacje, bawimy się na grillach, wszyscy mamy wspólne tematy. Naprawdę uważacie ze taki mgr jest wybitnie inteligentny? większość z nich to przeciętniaki lubiący pogawędki o dupie maryni jak każdy
            • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 24.07.14, 19:11
              No i świetnie, a teraz zastanów się, do której konkretnie części mojej wypowiedzi się odnosisz, bo za nic nie rozumiem, w jaki sposób doszłaś do wniosków, które mi tu zaprezentowałaś.
        • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:07
          Cóż, niestety nie mam o nauczycielach en gros najlepszego zdania, tym bardziej, że sama nauczycielką z wykształcenia też jestem. Znam to środowisko. Chyba więc faktycznie nie miałabym z tobą punktów stycznych. Twój wywód zresztą tego dowodzi. Nie rozumiesz, że jeśli mnie pasjonuje obecny stan języka politycznego na obszarach niemieckojęcznych i mogłabym to analizować i pasjonować się tym godzinami i z odpowiednim interlokutorem tak robię, to niestety o takiej pasji nie porozmawiam z ową znajomą, bo byłby to wykład uniwersytecki na który ona zwyczajnie może nie mieć ochoty i który będzie ją nudził, albo drażnił, że się chwalę wiedzą. To osoba, z którą mogę poplotkować o sąsiadach, o pogodzie, o planach wakacyjnych, o szkole naszych dzieci, ew. może jeszcze o pypciu na języku, który mi wyrósł, ale przyjaźni z przegadanym godzinami z tego nie będzie. Nie wiem, jak to można prościej wytłumaczyć. Jeśli tobie wystarcza gadanie o pypciu na języku i złych uczniach i ich jeszcze gorszych rodzicach i są z tego rozmowy po świt, to cóż, wracamy do braku punktów stycznych.
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:33
            Nie rozumiesz, że jeśli mnie pasjonuje obecny stan języka politycznego na
            > obszarach niemieckojęcznych i mogłabym to analizować i pasjonować się tym godz
            > inami i z odpowiednim interlokutorem tak robię, to niestety o takiej pasji nie
            > porozmawiam z ową znajomą, bo byłby to wykład uniwersytecki na który ona zwycza
            > jnie może nie mieć ochoty i który będzie ją nudził, albo drażnił, że się chwalę
            > wiedzą.

            Ale to niekoniecznie związane jest z wykształceniem, ale z branżą;) Chyba chodzi o ogólne otwarcie na świat. Poza tym wiele rodaczek/ków pracuje/pracowało na "zmywaku", pomimo wykształcenia. A moja jedna przyjaciółka też zajmowała się sprzątaniem, m.in., bo miała problemy ze znalezieniem pracy. Inne prace też wykonywała. A jest intelektualistką, jedną z mądrzejszych, jakie znam. Więc z taką sprzątaczką mogłabyś rozmawiać godzinami o języku niemieckim, czy języku w ogóle, podczas gdy zanudziłabyś takim wywodem znane mi prawniczki.
            • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:57
              Ale ja nie o tym. Przestrzegam się przed patrzeniem na innych z góry, bo ja mogę być dla kogoś szalenie nudną i dziwną osobą, która nie jest atrakcyjną osobą do przyjaźni. Mam taką przyjaciółkę, która jest po ekonomii, ale kiedyś odkładałyśmy słuchawkę o 2 w nocy, bo ta ciekawość świata i otwartość w tej przyjaciółce siedziała w takim samym stopniu, jak we mnie. Tak samo mam tu sąsiada 81 lat, chyba był stolarzem w fabryce sądząc po tym, co robił "na ogródku", ale za każdym razem, kiedy była okazja do pogaduch, byłam pod wrażeniem, bo to nie były zwykłe rozmowy.
              A co do prawników, to z bratem prawnikiem i jego żoną czasem prowadzimy poważniejsze dyskusje, oni mi opowiadają o swoich sprawach, a ja np. o polityce z niemieckiego punktu widzenia. Ale rozmawiałam też z prawnikiem, kolegą z klasy z LO, który mnie zabił pazernością i myśleniem, czy coś mu się opłaca. Myśli krążyły mu tylko wokół kasy. Nie analizował przypadków dla samej radości rozwikłania ich, tylko skóra, fura i komóra. I dla niego z pewnością byłabym nudną rozmówczynią na dłuższą metę. Brak punktów stycznych.
              • mm969696 Re: Znajomości dla lansu.... 24.07.14, 17:41
                nie, ty wyraźnie dałaś do zrozumienia, zę sprzątaczka nie zrozumie cię i bezie się nudzić a ktoś twojego pokroju będzie tych głupot(sorry, nawet nie wiem co tam podałaś jako przykład "wykładu") słuchał z zapartym tchem. Tymczasem twoja koleżanka ze szkoły tak samo by się nudziła jak ta sprzątaczka. Bo ludzie na co dzień gadają o głupotach. Jeżeli twój mąż nie ma takich zainteresowań jak ty to też z twojej gadaniny nic nie zrozumie.
              • sl-14 Re: Znajomości dla lansu.... 25.07.14, 19:00
                > Mam taką przyjaciółkę, która jest po ekonomii, ale kiedyś odkładałyśmy
                > słuchawkę o 2 w nocy, bo ta ciekawość świata i otwartość w tej przyjaciół
                > ce siedziała w takim samym stopniu, jak we mnie.

                A z ekonomistką to taka sama przepaść jak ze sprzątaczką, skoro podajesz taki przykład?
            • ijonaa.tichy Re: Znajomości dla lansu.... 25.07.14, 10:44
              Bo tu nie ma o co kruszyć kopi.
              Też sobie dorabiałam swego czasu jako sprzątaczka i różne damulki mnie z góry traktowały, ale ja to miałam w nosie. Sama wiem jaka jestem i nic nie musiałam nikomu pokazywać.
              Zresztą ktoś na poziomie takiej sprzątaczki by nie postponowal.
              Problemem tu jest natomiast to, że niektórzy nie potrafią zaakceptować swego realnego miejsca w hierarchii i muszą podgryzać tych, których sami uznają za lepszych, co z jednej strony jest śmieszne, z drugiej bywa męczące.
              No i tego miejsca nie kupi się za pieniądze, ani markowymi ciuszkami - wystarczy posłuchać, co kto i jak mówi i wszystko jasne...

          • sl-14 Re: Znajomości dla lansu.... 25.07.14, 19:04
            > Nie rozumiesz, że jeśli mnie pasjonuje obecny stan języka politycznego na obszarach
            > niemieckojęcznych i mogłabym to analizować i pasjonować się tym godzinami i z
            > odpowiednim interlokutorem tak robię, to niestety o takiej pasji nie porozmawiam
            > z ową znajomą, bo byłby to wykład uniwersytecki na który ona zwyczajnie może
            > nie mieć ochoty i który będzie ją nudził, albo drażnił, że się chwalę wiedzą.

            O ile większe szanse są, że nasze zainteresowania podzieli ktoś na podobnym poziomie, o tyle nie ma na to gwarancji, więc równie dobrze koleżanka bardziej elitarna niż sprzątaczka, może stwierdzić, że przynudzasz lub gadasz głupoty.
    • vinylowska Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 12:59
      zastosuj taką zasadę że traktujesz ludzi tak samo jak oni Ciebie i zobaczysz wtedy jak się wszystko pozmienia:)
      • to.niemozliwe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 02:03
        Bardziej sie zmienia jak traktujesz ludzi tak, jak sama chcialabys byc traktowana. ;-)
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 10:02

          to.niemozliwe napisał:

          > Bardziej sie zmienia jak traktujesz ludzi tak, jak sama chcialabys byc traktowa
          > na. ;-)

          Twoje podejście wymaga dobrej woli i życzliwości. Podejście zaprezentowane przez vinyloską wymaga jedynie zajadłości... O ileż to łatwiejsze...
    • gyubal_wahazar Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 12:59
      >Po jakimś czasie dowiadujesz się, że ta super osoba to zwykla woźna, sprzątaczka czy salowa

      A prezio, czy jakiś inny pieszczoch fortuny jest niezwykły ? Snobizm to choroba umysłowa
    • sweet_pink Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 13:02
      Z jednej strony nie ma znaczenia, liczy się człowiek.
      Z drugiej jakoś nie zdarzają mi się takie "mezalianse".
    • lorelailee Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 13:10
      mam roznych znajomych ale to czym sie zajmuja w pracy mnie malo obchodzi- na pewno za to bym nie mogla sie kolegowac z mecenasem ktory ma prawicowe poglady albo z chirurgiem rasista- no to juz predzej moim zdaniem swiadczy ze ktos po prostu ograniczony jest, niz jak jest sprzataczka albo salowa.
    • mozambique Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 13:29
      no przeciez ta wozna, sprzątaczka czy salowa to najczesciej jest wykształcona na Harvardzie e-matka przycisnieta ratą kredytu
      nie wiedziałas?
    • miau.weglowy Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 14:42
      myslalam,ze o co innego pytasz
      np czy ktos kumpluje sie z dana osoba, dopoki mu to daje wymierne korzysci
      bo takie falszywe znajomosci niestety mi sie trafialy. wlasnie ostatnio jedna spisalam na straty, bo doszlam do wniosku, ze tylko potrzebowala mojej pomocy. sytuacja ulegla zmianie i nagle zaczelo sie klasyczne niemanieczasu (aha, i nie byl to 'osobisty przyboczny', tak gwoli jasnosci ;))
      oh well, plakac nie bede. im czlowiek starszy, tym bardziej sceptycznie i tak podchodzi do roznych znajomosci

      a co do twojego pytania: nie sortuje zawodami.
    • ksiieciiuniio Re: Znajomości dla lansu.... 22.07.14, 23:41
      Ja tam bym zerwał znajomość po dowiedzeniu się iż dany człek jest:
      - politykiem
      - księdzem
      - adwokatem w prywatnej kancelarii
      - lekarzem który podpisał „deklarację wiary”

      Generalnie te zawody budzą we mnie mentalne obrzydzenie, i bym się męczył w kontaktach z takimi osobnikami, wiedząc że takie zawody wykonują.
    • anna_sla Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 00:03
      kompletnie nie ma znaczenia kto kim jest tylko JAKIM jest.
    • arabeska_a Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 02:30
      Moim_Zdaniem, trudno jest przeoczyc duze roznice np. wyksztalcenia czy spoleczne. Co prawda, dosc latwo mozna spotkac prymitywa z dyplomem, ale pani wozna czy salowa beda znaczaco roznic sie od nauczycielki czy bizneswomen.

      Malo tego: uwazam, ze w obecnych czasach raczej przypadkowo sie nie zakumpluja , chocby z tego powodu, ze mieszkaja w innych warunkach, gdzie indziej bywaja, inaczej sie ubieraja, czego innego szukaja w zyciu (od ubran, po rozrywki - po prostu inny styl, inna sila nabywcza, itd.). Malo tego: beda sie poslugiwaly innym jezykiem, innym kodem. Po prostu: gdy lekarz spojrzy na kierowce TIRa, to potrzebuje bardzo krotkieg czasu, zeby sie zorietnowac, ze to inny swiat (to samo dotyczy kierowcy).

      Nieprzypadkowo, ludzie bywaja w miejscach gdzie przychodza podobni do nich. Zatem twoje pytanie mozna traktowac calkowicie teoretycznie.

      Przy duzych roznicach spolecznych czy intelektualnych mozna sie zakochac, bo poped seksualny jest silniejszy niz rozum i swiadomosc, ale naprawde trudno sie przyjaznic, poniewaz przyjazn opiera sie na porozumieniu, wspolnocie. Natomiast "kolegowac sie", czyli luzno spotykac raz na ruski rok mozna z kazdym, z ktorym potrafimy sie dogadac. Oczywiscie, wiekszosc ludzi nie bedzie sie nawet "kolegowac" z wyraznie nizszymi od siebie.
      • mozambique Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 10:21
        o prawda, dosc latwo mozna spotkac prymitywa z dyplomem, ale pani wozna czy
        > salowa beda znaczaco roznic sie od nauczycielki czy bizneswomen.

        kompletna bzdura
        są sytuacje życiowe gdy nauczycielka lub biznesłoman zmuszone sa zaraboac jako woźne czy salowe,
        zycia nie znasz i nic nie wiesz
        • arabeska_a Re: Znajomości dla lansu.... 24.07.14, 22:15

          Twoja odpowiedz jest chamska.

          Owszem, znam zycie. Nauczycielka, nawet jako sprzataczka pozostaje nauczycielka. Fakt, ze myje podloge, nie zabiera jej tego co osiagnela i tego co wlozyla w swoja glowe.
    • berta-death Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 05:51
      Skoro wcześniej po samej rozmowie z tym kimś a nawet dłuższym bywaniu w jego/jej towarzystwie nie zauważyłabym, że ta znajomość to mezalians, to zerwanie kontaktów, po dowiedzeniu się, że ten ktoś ma mało lansiarski zawód, oznaczałoby tylko tyle, że to ja temu komuś do pięt nie dorastam, nie odwrotnie. I to dla tego kogoś blamażem by się okazała znajomość ze mną.

      Ogólne wykształcenie, oczytanie, inteligencja, mądrość życiowa nie zależą od formalnego wykształcenia ani wykonywanego zawodu, ani nawet od środowiska z jakiego ktoś się wywodzi. Jak kiedyś zdarzyło mi się poznać chłopaków z blokersko-kibolskiego środowiska, to mi szczena opadła. Wszyscy z prostych robotniczych rodzin, matur nie pozdawali aczkolwiek do jednego z najgorszych liceów się podostawali, nie, że zawodówka, klasę się zdarzyło jednemu z drugim powtarzać, na ustawki chadzali, kumplowali się z różnym elementem z sąsiedztwa, itp. Na pierwszy rzut oka patologia, której lepiej z oczu i drogi schodzić. Żebyś ty wiedziała jacy oni oczytani byli, jaką wiedzę o świecie mieli, jacy błyskotliwi, inteligentni, z poczuciem humoru, te kujony z elitarnych szkół i studenty vipowskich uczelni to im do pięt intelektem nie dorastały. Nie spotkałam nigdy później nikogo o podobnym poziomie intelektualnym, z kim na każdy temat można by porozmawiać, ani na studiach ani nigdzie indziej, gdzie teoretycznie jakiś lepszy element powinien przebywać.
      • leptosom Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 10:44
        byli za inteligentni by stawiać na dyplomy, naukę, elitarne szkoły i vipowskie uczelnie...? :)
        poradzą sobie i bez tego. w każdym razie nie będą skarżyć się: mam 2 fakultety i nie mogę znaleźć pracy :)
        • 10iwonka10 Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 14:51
          Istnieje tez cos takiego jak inteligencja zyciowa i ciekawosc swiata- tacy ludzie bez wszelkich dyplomow, tytulow sa po prostu interesujacy. Natomiast ludzie pompatyczni ( ktorych tutaj nie brakuje) jak zaczynaja wyjezdzac ze swoja inteligencja to jest to takie sztucznie i nieciekawe bo oni nie mowia tego co naprawde mysla ale to co 'powinni' powiedziec.

          Byl tutaj watek- chyba 'Co czytacie w wakacje'- mozna sie bylo przekrecic czytajac to. Jakies przeintelektualizowane 'dziela'- normali ludzie czytaja w wakacje ksziaki lekkie,przyjemne odprezajace. Moze to byc jakis romans,moze kryminal, moze reportaz.
          • alpepe Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:37
            Nie wypowiedziałam się w wątku o książkach, więc nie czuję się dotknięta tym personalnie, ale świetnie uosabiasz tą postawą krytyki to, o czym pisałam, ja mam w planach w końcu poświęcić się Kantowi i dla własnej rozrywki, a raczej dla ćwiczenia umysłu, przeczytać dzieła Kanta, przynajmniej przebrnąć przez jeden tom, a wiem, co mnie czeka, bo kiedyś kupowałam znajomemu w oryginale i przelotnie zajrzałam. I teraz dla mnie to normalne, dla niektórych czytelników z wątku o książkach to normalne, a ty czytasz i pukasz się w czoło, co za nadęte dupki, bo normalny człowiek to przeczyta tę pościelówę z sadystą w tle, no, to o Greyu, albo Stiega Larssona w wakacje.
            Ja się świetnie będę rozumiała z czytelnikami tych przeintelektualizowanych dzieł z wątku obok, a ty uważasz, że oni tylko robią to dla picu, oni się wywyższają i są nudnymi ludźmi. I tu dochodzimy do tego, o czym pisałam wyżej, że to ty gardzisz nimi, że zachowują się sztucznie i nieciekawie i jeszcze mają zły gust czytelniczy. A tak naprawdę, to brak nam punktów stycznych.
            • ijonaa.tichy Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 18:54
              To samo chciałam napisać. "Normalni" ludzie w wakacje czytają książki lekkie...
              LOL
            • 10iwonka10 Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 20:59
              A moze to wynika z tego ze mieszkam za granica i patrze na to z lekkim dystansem- Nie ma nic zlego w intelektualnych ksiazkach, tez wiele przeczytalam i wcale nie twierdze ze sa nudne. Sa ciekawe poszerzaja horyzonty, zmuszaja do myslenia.
              To raczej ta ostentacyjna forma watku jest po prostu zabawna- taka troche sztuczna. Cos w stylu nowobogackich chwalacych sie ile maja samochodow czy lazienek w domu.
              • sl-14 Re: Znajomości dla lansu.... 25.07.14, 18:59
                Cóż, można napisać 'uderz w stół'. ;)
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:40
            > Byl tutaj watek- chyba 'Co czytacie w wakacje'- mozna sie bylo przekrecic czyta
            > jac to. Jakies przeintelektualizowane 'dziela'- normali ludzie czytaja w wakacj
            > e ksziaki lekkie,przyjemne odprezajace. Moze to byc jakis romans,moze kryminal,
            > moze reportaz.

            Tyrania "normalności" to też obciach. Ludzie odpoczywają przy różnych rzeczach - jedni se odpoczywają przy harlequinie, a inni przy Kirkegaardzie. Klasyfikacja na "dzieła" i "normalne książki", ze wskazaniem na te drugie, to takie samo uprzedzenie jak niezadawanie się ze sprzątaczką a priori, bo na pewno "gupia".
            • berta-death Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:59
              A to bym się nie zgodziła, że książek nie można dzielić na denne i dobre. Czytanie niektórych czytadeł, to jak oglądanie mody na sukces, albo słuchanie disco polo. Nie tyle, że obciach, ale samego czytelnika powinno zmierzić, znudzić i zażenować po kilku zdaniach. Niby też można twierdzić, słucham disco polo i oglądam modę na sukces, bo muszę się odmóżdżyć i zrelaksować po ciężkim i ambitnym dniu pracy, tylko czy przypadkiem nie są to jednak zbyt lekkie dzieła nawet na relaks.
          • arabeska_a Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:49
            >>normali ludzie czytaja w wakacje ksziaki lekkie,przyjemne odprezajace
            Zabawna "definicja" normalnosci. Jak ktos jest zagoniony i dopiero w czasie wakacji moze przeczytac zbior reportazy czy inne trudne ksiazki, bo wczesniej chcial, ale nie mogl, to przestaje byc normalny?
          • sl-14 Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 21:12
            Masz racje z tą pompatycznością, ale racje maja też osoby piszące o tym, że wspólny język znajdą ludzie na podobnym poziomie. To szczególnie widać, jeśli pracuje się w firmie, gdzie jest dużo różnych stanowisk, od sprzątaczki, przez referenta, do specjalisty.
        • berta-death Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:53
          Nie wiem czy za inteligentni, ale jednak coś z nimi było inaczej niż z przedstawicielami innych środowisk, bo nie wykorzystywali tych swoich możliwości. Podejrzewam, że system nie jest przygotowany na takie osoby. Oferta edukacyjna skierowana do takich osób, powinna inaczej wyglądać.

          Nie mniej jednak na pewno nie będą narzekać, że nie mają pracy i środków do życia. Oni już w wieku 19-20lat zarabiali na siebie, każdy miał samochód i nie narzekali na brak gotówki. Jak zarabiali, trudno powiedzieć, ale część dorabiała sobie w warsztatach samochodowych, czy to rodziny czy znajomych, komputery składali i naprawiali, niektórzy, o dziwo, nawet jakieś stałe prace mieli typu biurowe. No i nie było dla nich rzeczy nie do załatwienia, kombinatorzy o szerokich kontaktach, jak mało kto.
          Kiedyś na fb i nk zerknęłam co po latach słychać u tych, którzy mają tam konta, to wierząc temu co tam wypisują, to wszyscy sobie dobrze radzą. Żonaci, dzieciaci, pracujący, raczej nie biedni sądząc po wyposażeniu mieszkań i ciuchach, ale też i nie milionerzy. Studiów wciąż nie mają. Czy matur się chociaż dorobili, to nie wiem.
    • akle2 Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:45
      Zwykle takie rzeczy wie się wcześniej, zanim się zaczyna kumplować, spędzać czas, czy włączać w to dzieci. I jeśli coś ma wpływ na kontynuowanie znajomości, to zespół cech, czynników a nie to czy ktoś jest woźnym
    • bialeem Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 15:52
      Nie mam z tym problemu jeżeli nie łączę środowisk. Kiedyś próbowałam dobrą znajomą, kochaną i prostą jak strzała kobietę poznać ze znajomymi z korpo i odwrotnie - znajomego z korpo z "prostymi wyrobnikami" i w obu wypadkach skończyło się nieciekawie. Wszyscy się dziwili dlaczego jego/ją lubię i o co mi chodzi i kogo ja tu sprowadzam. Tak samo nie łączę swoich znajomych z pracy ze znajomymi z pracy faceta itd.
    • altz Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 17:15
      Niezły tekst, ale jeszcze lepsza dyskusja pod tekstem.
      Widać, jak niektórzy są kiepsko związani z życiem, lewitują stale. ;-)

      Dla mnie to bez znaczenia, liczy się człowiek, nie rozróżniam głupka z dyplomami od głupka bez dyplomów. :-)
    • vvwwvv Re: Znajomości dla lansu.... 23.07.14, 17:51
      Swój ciągnie do swego, zwykle ludzie z podobnych warstw społecznych przyjaźnią się ze sobą.
    • light_in_august Re: Znajomości dla lansu.... 25.07.14, 19:10
      Nigdy nie zwracam uwagi na takie rzeczy jak wykształcenie czy stanowisko. Czło wiek się liczy w przyjaźni, jego cechy, charakter, nastawienie, kultura osobista. Można być pustym burakiem, będąc profesorem na uczelni czy prezesem firmy. Można być super miłym, dobrym, wartościowym człowiekiem, wykonując zawod sprzątaczki. To chyba oczywiste. Mnóstwo ludzi "przyjaźni się" z kimś ważnym, żeby podnieść swoją wartość albo coś sobie załatwić, ale ja tego nie pojmuję zupełnie.
      • black-sandra Re: Znajomości dla lansu.... 25.07.14, 19:55
        Chciałabym w tym miejscu zwrócić uwagę na jeden aspekt całej tej rozmowy . W dzisiejszych czasach wiele wykształconych osób pracuje niestety na stanowiskach niższych niźli Ich kwalifikacje , tak jak np. posada woźnej . Tak więc moi mili nie oceniałabym tutaj po opakowaniu , a zajrzała jednak do środka :)
Pełna wersja