oszalalamjuz
22.07.14, 16:33
Witam wszystkich forumowiczow,jak wiekszosc tu obecnych potrzebuje obiektywnej porady.Mam 27lat,5lat temu rozwiodlam sie,mam 2dzieci malzenstwa i od 4lat jestem w "nowym" zwiazku z ktorego 5mies.temu urodzilam swoje 3dziecko,(jego pierwsze).Obecny zwiazek rozwijal sie bardzo powoli,facet byl w pelni swiadomy mojej sytuacji,tego ze mam dzieci itp,mimo wszystko chcial ze mna byc i chce nadal.Po dwoch latach zamieszkalismy razem,po kolejnych dwoch dziecko i zycie sie kreci.Z racji na charakter jego pracy widujemy sie w weekendy-wtedy przyjezdza do domu.Od kad mieszkamy razem moja rodzina,jego rodzina i nasi znajomi ciagle pytaj dlaczego nie mamy slubu,kiedy wkoncu sie pobierzemy itp.Podejmowalismy ten temat kilkanascie razy a kilka razy bylismy juz nawet zdecydowani ale zawsze "cos wypadlo" i docjpdzilismy do tego ze to duzo zamieszania,ze koszt spory itp i temat umieral.Obecnie mieszkamy w moim miescie rodzinnym ale za pare tyg mamy sie przeniesc w jego strony,450km dalej i ze strony mojej rodziny znowu temat slubu zmartwychwstal,ze powinnismy sie pobrac bo byloby lepiej dla nas,dla dzieci itp,moj partner stwierdzil ze nikt mu nie bedzie mowil co ma robic ze to nasza sprawa (z jednej str popieram go w tym ale...)Jak sie wkoncu zapytalam wprost dlaczego nawet w takiej sytuacji nie mozemy sie pobrac skoro oboje deklarujemy sobie ze chcemy i bedziemy razem?Atmosfera sie znaczni napiela i rozmowa sie przeistoczyla w zazarta dyskusje i wtedy spadla na mnie lawina odpowiedzi.Od tamtej pory ciezko mi sie otrzasnac i nie wiem co mam myslec i robic.Powiedzial mi wtedy ze on glupi nie jest i wie ze ten slub to interes mojej rodzinki zeby mnie na chama wydac za maz a jak sie poklucimy po przeprowadzce to rodzinka mnie sciagnie i wycisnie z niego kazdy grosz itp i zeby sobie to wybili z glowy bo skoro go kocham to na co mi slub ze jeden juz mialam i mi starczy.Moje pyt brzmi czy Waszym zdaniem on ma racje?czy to faktycznie tak jest?czy nie mam prawa chciec slubu z nim?