empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji

28.07.14, 14:16
Lubie to form, bo ludki pisza o swoich sprawach mnie i bardziej powaznych. Najczesciej - co nie dziwi - watki sa o zwiazkach damsko-meskich ale i miedzyludzkich.
i o tym chcialam porozmawiac:
jak postrzegac kazda z osob tej sytuacji: malzenstwo rozpada sie, bo on po latach xxx znalazl sobie inna. Czyli w tej sytuacji wystepuja trzy osoby: zona, maz i ta nowa.
Po 1 - wiadomo on zonie slubowal xxx lat temu wiernosc i wszystko do grobowej deski. Wiec powinien sie z tego wywiazac
Po2 - lata mijaja, wszyscy sie zmieniamy. Moze i codzienne sprawy maz z zona potrafia pozalatwiac, ale on uswiadomil sobie stan obecny swoich uczuc i zainteresowan, wlasnie poniewaz p r z e z p r z y p a d e k (to jest wazne! Ze on nie szukal nowego szczescia!) poznal ta nowa kobiete, ktora go soba zainteresowala. Powiedzmy, ze zona pewnie tez czasem zauwazala szarosc codziennosci, ale tak jej zycie plynelo z tygodnia na tydzien robiac moze troche kariere albo zajmujac starszymi rodzicami poza zwyklymi codziennymi obowiazkami domowymi.
Po 3 - ona, ta nowa, wlasciwie Bogu ducha winna. Nie prosila o zadne szczegolne wzgledy, ale tak sie poukladalo, ze ci dwoje sie polubili... i obecnie maja wspolne zainteresowania, no pewnie i o sex tez chodzi


Moje pytanie: czy ta nowa (lub w podobnej sytuacji ten nowy, jesli to zona poznalaby kogos nowego) to musi byc zawsze postrzegana jako ta klasyczna zdzira rozbijajaca malzenstwo?....
A co ma zrobic on - zostac w malzenstwie bo slubowal, ale bedzie ich laczyc tylko wspolny dach i moze kredyt? Czy jednak rozwiezc sie, zeby z ta nowa (nastepna?) przezyc jednak jakies fajne wzloty (nie tylko seksualne) ?
Co myslicie? :-)
    • makinetka82 Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 14:45
      tak się poukładało, ze ci dwoje się polubili ... no i pewnie o seks też chodzi?
      Tak, jesli w grę wchodzi seks z żonatym, to jest to faktycznie zdzira rozbijająca małżeństwo... i tyle w temacie. Bo jakkolwiek by na sprawę nie spojrzeć, seks na boku raczej małżeństwa nie scali...
      • zabieganab Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 14:54
        zgadzam sie:
        seks na boku raczej małżeństwa nie scali...

        ale jak to jest? Chodzi mi o to, czy dwoje ludzi w wieku powiedzmy 45+ powinni ze soba nadal byc, bo sobie i slubowali i sie "zasiedzieli", czy jesli podczas tych lat wspolnych nie byli uwazni i ich zainteresowania rozwineli w roznych kierunkach - po aby moc byc szczesliwszym czlowiekiem moga zajac sie soba na bazie nastepnego zwiazku?...

        Tak sobie patrze na swoich znajomych... i przeraza mnie ich "bycie razem"
        • leptosom Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 09:52
          A jak dokładnie brzmi formuła ślubowania?
          • zabieganab Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 09:58
            nie wiem, bom nie slubowala ;-)
      • leptosom Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 09:51
        seks na boku raczej małżeństwa nie scali...

        znasz może wyniki badań na ten temat, czy raczej tak ci się wydaje?
    • wez_sie dobre 28.07.14, 15:01
      dobre rypanko jest najwazniejsze
      nawed z reko
    • stephanie.plum Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 15:19
      w tym, co waćpani pisze, zdecydowanie najmniej empatii jest dla "żony od xxx lat"

      on - człowiek wysoce inteligentny, potrafiący " uswiadomic sobie stan obecny swoich uczuc i zainteresowan"
      no i niewinny (nie szukał nowego szczęścia!)

      dama jego serca - postać tragiczna, bo "tak się poukładało, że się polubili", w dodatku honorna, albowiem "nie prosiła o zadne szczególne względy"

      wszystko byłoby pięknie i słodko, gdyby nie ŻONA,
      która stresuje samym swoim istnieniem, bo on wszak POWINIEN się wywiązać,
      a w dodaku, cóż, niestety, jest głupia i bezmyślna:
      "jej zycie plynelo z tygodnia na tydzien robiac moze troche kariere albo zajmujac starszymi rodzicami poza zwyklymi codziennymi obowiazkami domowymi"

      w takiej sytuacji naprawdę trudno, by ON miał wspólne zainteresowania z żoną!
      przecież nie bedzie się pasjonował opieką nad staruszkami! nie mówiąc już o domowych obowiązkach...

      (gdyby ta cała żona była choć trochę bardziej bystra i kreatywna, z pewnością zdradziłaby pierwsza, co nie? wszak zdradzają inteligentni wrażliwcy, przyjmujący w bezradnym zachwycie to, co los przynosi, a potem rozkładają ręce: tak wyszło!)

      niestety, głupiej, przyziemnej żony na to nie stać. pozostaje więc chodzącym wyrzutem sumienia.
      no krowa po prostu. wszak "wszyscy się zmieniamy", tylko krowa nie zmienia poglądów.

      :~(
      • zabieganab Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 15:28
        a w dodaku, cóż, niestety, jest głupia i bezmyślna:
        "jej zycie plynelo z tygodnia na tydzien robiac moze troche kariere albo zajmujac starszymi rodzicami poza zwyklymi codziennymi obowiazkami domowymi"



        po pierwsze nie napisalam, ze zona jest glupia!
        Po drugie nie chcialam sie rozpisywac... To byl pewien skrot myslowy
        Po trzecie na poczatku napisalam, ze taka sytuacja moze dotyczyc tez tej zony, jesli to jej sie ktos nowy w zyciu trafi.

        Chodzi mi w tym watku o dwie sprawy:
        1 - czy ta nowa osoba w opisanej sytuacji musi byc zawsze postrzegana jako zla (delikatnie piszac)
        2 - co powinnna zrobic ta osoba, ktora po wielu latach malzenstwa spotyka nowa osobe, ktora sie zaczyna interesowac: trwac w sytuacji istniejacej, czy "walczyc " o swoje szczescie (niestety kosztem drugiej osoby z malzenstwa)
        • stephanie.plum Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 15:38
          "jeśli jej się ktoś nowy w życiu trafi"

          super wizja małżeństwa: tkwienie w statycznym, coraz bardziej zamulającym się układzie, czekając, że może "ktoś nowy się w życiu trafi"

          szczytem przyzwoitości w małżeństwie jest bierne czekanie na ten szczęśliwy dzień...
          (ci mniej porządni starają się ten dzień przyspieszyć)

          więc to z małżonków, które jeszcze czeka, podczas gdy drugie się już doczekało, nie powinno histeryzować. przegrywać wszak trzeba umieć, i nie ma co stawać komuś na drodze do szczęścia...
          • zabieganab Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 15:43
            ok. Twoja opinie na postawione przeze mnie pytania juz poznalam.
            Dlatego prosze zaprzestaj dalszych wypowiedzi.

            ;-)
            a co na to inni?
            • vvwwvv Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 16:44
              Jakim prawem zamykasz jej usta?
              • obrotowy takim, ze to jej wontek 28.07.14, 20:27
                vvwwvv napisała:
                > Jakim prawem zamykasz jej usta?


                takim, ze to jej wontek
                i ma prawo prosic poszczegolne osoby o niepojawianie sie na nim.

                • vvwwvv Re: takim, ze to jej wontek 28.07.14, 21:04
                  Pierwsze słyszę o takim prawie.
                  • obrotowy Re: takim, ze to jej wontek 28.07.14, 21:17
                    no to w koncu je poznalas. - mala rzecz a cieszy.

                    wprawdzie nie mozna nikomu zabronic pisania na dowolnym wontku, gdyz fora sa publicznie dostepne, ale...
                    gdy sie otwiera jakis wontek - mozna prosic - by poszczegolne osoby nie pojawialy sie na nim
                    - poniewaz autor nie jest ich opinia zainteresowany.

                    osobiscie tego wprawdzie nie czynie, ale niechcianych oponentow beztrosko i bez szacunku wysmiewam - stwarzajac im dyskomfort psychiczny :)))
                    • vvwwvv Re: takim, ze to jej wontek 28.07.14, 21:28
                      > osobiscie tego wprawdzie nie czynie, ale niechcianych oponentow beztrosko i bez
                      > szacunku wysmiewam - stwarzajac im dyskomfort psychiczny :)))

                      To Ci się tylko tak wydaje :)
                      • obrotowy ale ... 28.07.14, 23:55
                        vvwwvv napisała:
                        > To Ci się tylko tak wydaje :)

                        alez to mi w pelni wystarcza.
                    • ursyda Re: takim, ze to jej wontek 29.07.14, 13:57
                      Facecie zwany jasiem. Tu nie chodzi o osobę tylko o opinię, czaisz?
                      • obrotowy nie, dziewojo. 30.07.14, 00:25
                        ursyda napisała: Tu nie chodzi o osobę tylko o opinię, czaisz?

                        nie dziewojo.
                        osoba = opinia.

                        chyba ze chodzi o wieloosobowosc ?

                        piszesz sie na to ?
                        - to wpadaj do mnie .
                        muvilem jusz , ze tapczan mam szeroki.


        • leptosom Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 09:58
          czy ta nowa osoba w opisanej sytuacji musi byc zawsze postrzegana jako zla (delikatnie piszac)

          zawsze? skąd to wzięłaś?
          • zabieganab Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 10:02
            z zycia

            zazwyczaj, gdy slysze gdy ktos opowiada taka historie, to zawsze ta kobitka jest ta zdzira, ta zla, ta rozbijajaca szczescie innych.
            No, czasem ten facet nie jest widziany pozytywnie bo wiadomo... narobil glupot i szkod w swoim malzenstwie

            A coz to za szczescie??? Najczesciej wieloletnie zasiedzenie i znudzenie.... tez mi szczescie....
    • pomorzanka34 Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 16:20
      nie wierzę w coś takiego jak miłość do "grobowej deski" i w ogóle w całą tą diabła wartą przysięgę małżeńską proza życia codziennego nieźle daje się we znaki wiec uważam ,że każdy ma prawo być szczęśliwy nawet jeśli to szczęście wykraczałoby za granice małżeństwa
    • light_in_august Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 17:06
      Nie umiem jednoznacznie ocenić postawy "jego" i "trzeciej". Osobiście nie wierzę w to, że miłość czai się za rogiem i wali obuchem w łeb. Jeśli ktoś ma zasady takie, że nie zwraca uwagi na osoby zajęte albo takie, że jak jest w związku, to nie szuka przygód, to nie ma mocnych, romans sam się nie nawiąże.
      Trzecia winna nie jest o tyle, że to nie ona ślubowała wierność itd.
      Żona - hmm? Nie wiadomo, jaka była jej wina w rozkładzie pożycia małżeńskiego.
      On - guilty as charged ;) Najpierw się zamyka stare sprawy, które uwierają, a później zaczyna nowe. Z zasady, bo życie sobie...
      • vvwwvv Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 20:07
        light_in_august napisała:

        > Nie umiem jednoznacznie ocenić postawy "jego" i "trzeciej". Osobiście nie wierz
        > ę w to, że miłość czai się za rogiem i wali obuchem w łeb. Jeśli ktoś ma zasady
        > takie, że nie zwraca uwagi na osoby zajęte albo takie, że jak jest w związku,
        > to nie szuka przygód, to nie ma mocnych, romans sam się nie nawiąże.

        Prawda, ale ludzie zwykle zaczynają od "przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest możliwa bez konsekwencji" oraz "jedna kawa nie zaszkodzi". A potem się dziwią, że się "samo zadziało". Zaraz pewnie tu się wypowiedzą zwolennicy tychże, ale ja tam swoje wiem. Za długo żyję, żeby wierzyć, że stąpanie po cienkim lodzie nie jest niebezpieczne.
        • obrotowy alesz dlacczego ? 28.07.14, 20:41
          vvwwvv napisała:


          > Prawda, ale ludzie zwykle zaczynają od "przyjaźń między kobietą i mężczyzną jes
          > t możliwa bez konsekwencji" oraz "jedna kawa nie zaszkodzi". A potem się dziwią
          > , że się "samo zadziało". Zaraz pewnie tu się wypowiedzą zwolennicy tychże, ale
          > ja tam swoje wiem. Za długo żyję, żeby wierzyć, że stąpanie po cienkim lodzie
          > nie jest niebezpieczne.

          Jak najbardziej sie wypowiedza: mialem dwie kochanki i rozstalismy sie w zgodzie.
          dzisiaj sa moimi przyjaciolkami.

          zatem przyjazn miedzy kobieta i mezczyzna jest mozliwa.
          po udanej konsumpcji i pokojowym "rozwodzie" :)
          • light_in_august Re: alesz dlacczego ? 28.07.14, 23:48
            > zatem przyjazn miedzy kobieta i mezczyzna jest mozliwa.
            > po udanej konsumpcji i pokojowym "rozwodzie" :)

            Zgoda, z naciskiem na "po" ;)
          • poczta.kwiatowa Re: alesz dlacczego ? 29.07.14, 08:09
            mialem dwie kochanki i rozstalismy sie w zgodzie.dzisiaj sa moimi przyjaciolkami.
            Nigdy nie będziesz pewien, jak to wygląda z ich strony.
            • obrotowy alesz jestem. 29.07.14, 08:40
              poczta.kwiatowa napisała:
              > Nigdy nie będziesz pewien, jak to wygląda z ich strony.

              alesz jestem .
              kazda z nich chciala byc moja zona.
              po latach jednak... (same sie przyznaly) - ze zdaly sobie sprawe,
              ze ja na ten ETAT (meza) sie nie nadaje
              (obecna Slubna tez jest tego zdania, ale jakos jeszcze wyrabia :)
              • poczta.kwiatowa Re: alesz jestem. 29.07.14, 09:14
                kazda z nich chciala byc moja zona.po latach jednak... (same sie przyznaly) - ze zdaly sobie sprawe,ze ja na ten ETAT (meza) sie nie nadaje
                Co wcale nie oznacza, że nie czują zadry w sercu, kiedy Cię widzą z prawowitą małżonką, lecz ambicja (być może urażona) nie pozwala, aby to pokazać.
                :)
                • maly.jasio ladnego masz nicka... 29.07.14, 09:22
                  a w jakim colorze ta poczta ?

                  niech zgadne: - zielono-purpurowo-zlota?
                  brzozowyogrod.blogspot.de/2013/09/trzy-kolory-purpurowy.html
                  • poczta.kwiatowa Re: ladnego masz nicka... 29.07.14, 09:46
                    Dziękuję, wolę wiosenne barwy:)
                    • maly.jasio Re: ladnego masz nicka... 29.07.14, 09:50
                      poczta.kwiatowa napisała:
                      > Dziękuję, wolę wiosenne barwy:)

                      eehh... :)
                      www.youtube.com/watch?v=79Lq9NRhS5k
                      • poczta.kwiatowa Re: ladnego masz nicka... 29.07.14, 12:03
                        Nie masz czego bardziej energetycznego, jakichś Deep Purple?
                        • maly.jasio Re: ladnego masz nicka... 29.07.14, 12:20
                          Jasne ze mam - chociaz wole Led Zeppelin...

                          ale bez tapczana i butelki Champagne - to nic nie podaruje... :)

                          www.youtube.com/watch?v=FC0Om7lkJtE
                          • poczta.kwiatowa Re: ladnego masz nicka... 30.07.14, 11:57
                            Może być. THX.

                            I słusznie, bo ja nie przepadam za tłokiem na tapczanie;)

        • sl-14 Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 20:55
          Masz rację, najlepiej w ogóle nie wychodzić z domu, to zdecydowanie minimalizuje ryzyko.
          • light_in_august Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 23:55
            Wychodzić można, jak najbardziej, ale już niekoniecznie po to, żeby nawiązywać znajomości, które od początku mają jedno "założenie".
            Człowiek sam decyduje, czy zrobić o ten jeden krok za daleko, czy sobie odpuścić. Ja jestem zdania, że nie warto. Ale większość ten krok robi, a potem się dziwuje, że miłość wyskoczyła zza rogu i napadła z obuchem.
            • sl-14 Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 17:54
              > Wychodzić można, jak najbardziej, ale już niekoniecznie po to, żeby nawiązywać
              > znajomości, które od początku mają jedno "założenie".

              Jeśli ktoś po to wychodzi, to rzeczywiście jest problem, ale w podejściu, a nie w samym wychodzeniu.:)
    • obrotowy nic nie myslimy... 28.07.14, 20:19
      bo to k... nie nasza sprawa - tylko tych trojga.

      PS. moze by tak nad j. polskim lepi popracowac ?

    • sl-14 Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 20:53
      > Moje pytanie: czy ta nowa (lub w podobnej sytuacji ten nowy, jesli to zona pozn
      > alaby kogos nowego) to musi byc zawsze postrzegana jako ta klasyczna zdzira roz
      > bijajaca malzenstwo?....

      Poniekąd tak, bo w takich sytuacjach piętnuje się kobiety. Jak żona odchodzi do kochanka, to też ona winna, nie kochanek. Poza tym porzucona pani może się pocieszać, że jakaś wywłoka uwiodła jej misia, a nie że sam chciał, a nie daj borze zielony sam zaczął.
    • piataziuta Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 20:57
      tu nie ma empatii dla wszystkich stron sytuacji
      jest tylko empatia dla kochanki i usprawiedliwianie żonatego

      nie pomożemy ci wyzbyć się wyrzutów sumienia, sory
      • stephanie.plum Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 20:59
        aj, aj!

        zaraz Ciebie też poproszą, byś siedziała lepiej cicho

        :~D
        • vvwwvv Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 21:05
          Żona zawsze jest winna :P
          • stephanie.plum Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 28.07.14, 21:14
            ja dzisiaj jestem piwna...
      • obrotowy pomozemy... 28.07.14, 21:20
        piataziuta napisała:
        > tu nie ma empatii dla wszystkich stron sytuacji

        - jest.

        > > nie pomożemy ci wyzbyć się wyrzutów sumienia, sory

        - pomozemy.
        caly czas to czynie.
    • anna_sla 4 sytuacje 28.07.14, 23:22
      a Ty jesteś którąś ze stron czy zupełnie z boku stoisz? Punkt widzenia zależy również od punktu siedzenia.
      Otóż ja w życiu znalazłam się w kilku takich sytuacjach i powiem Ci, że w żadnej nie zachowałam się i nie czułam tak samo. Nie miałam takiego samego punktu widzenia, bo wszystko zależy właśnie od sytuacji.

      Np. syt.1) Miałam dwie koleżanki, w tym jedna z tych bliższych, obie zaś bardzo się przyjaźniły, opowiadały sobie wszystko. Ta druga poderwała męża tej bliższej mi koleżance. Skąd wiem, że to nie on? Bo sama o tym opowiadała nam, rzekomo przytaczając to jako związek z innym żonatym facetem. No i sorry, ale wyrachowana zdzira z niej bez skrupułów. Rozbiła wieloletnie małżeństwo z trójką dzieci (obecnie mocno zagubionych). Nie potrafię myśleć o niej dobrze, o nim z resztą też, choć poniekąd potrafię go trochę wytłumaczyć, bo nie było im już dobrze, stopniowo topniało. Nie potrafię z nimi rozmawiać, cześć sobie mawiamy (tylko ta druga nie mówi mi i ucieka przede mną), nigdy już nie spotkam się z nimi na stopie koleżeńskiej. Minęło kilka lat i ta moja koleżanka tak naprawdę nadal nie może się pozbierać.

      Syt.2) Moja przyjaciółka poznała na wakacjach faceta. Ona nie jest raczej z tych łatwych, po ciężkich przejściach, młoda wdowa (35lat) z dwójką dzieci.. Flirtowali, ale traktowała to tak niepoważnie, jak zabawę. Wycieczka się skończyła, zapomniała.. odnalazł ją. "Podszedł" ją i rozkochał w sobie. Okazuje się być żonatym!! I wcale nie ma zamiaru się rozwodzić, bo z tego co w półsłówkach od niego wydębiła koleżanka - są dobrze prosperującym małżeństwem. Nie myślę źle o koleżance, współczuję jej i tej żonie, a jego za jaja powiesiłabym. Powinien zostać wykopany przez obie.

      syt.3) Przyjaciel nasz jeden z najbliższych żył w długoletnim związku. Postanowili się pobrać, ale w końcu ślub przełożono o rok, jak się potem dowiedziałam, bo go puściła kantem.. Potem się pobrali, obiecała poprawę... owszem poprawiła się... w udawaniu, bo latach małżeństwa już wyszło, że od kilku lat ma romans z tym samym facetem, co przed ślubem miała wyskok. Mieli się rozwieźć, ale znowu słodkie słówka i przeprosiny mu na uszy nakładła, udała próbę samobójczą.. wybaczył. Aż puściła się z wieloletnim partnerem piosenkarki z zespołu jej męża. Wtedy rozwiedli się, a ta jego była już żona związała się z tym drugim. No zdzira jakich mało i jeszcze drugiemu związek zepsuła.. oczywiście tu znów dzieci "ucierpiały" z tego związku jegomościa (chociaż jego trochę mogę wytłumaczyć, też mu już topniało), bo przyjaciel z żoną na szczęście dzieci nie miał. Jestem z boku, mam do niej żal, ale gadam z nimi normalnie, w końcu prawie mnie to nie dotyczy, nie mój cyrk, chociaż to ja z mężem wyciągaliśmy przyjaciela z ogromnego dołka, był okres, że trzeba było go codziennie pilnować aby coś sobie nie zrobił. To małżeństwo w takim stanie nie miało sensu od samego początku. Może przynajmniej przestała mieć ciągotki do zdrad? Nie dawno urodziła dziecko tamtemu, może to ją zmieni.

      syt.4) mój mąż miał przyjaciółkę... zdzirę oczywiście :D, a z niego to cham zbolały. Nie wybaczyłam im tego nigdy, mimo, że sexu nie było (przynajmniej tak twierdzą).. Ukarani zostali oboje, ona dodatkowo z roboty wyleciała (długa historia).. Jej już nie ma nawet w zasięgu wzroku, dzięki Bogu, z nim jakoś życie poskładało się.. nevermind (to kolejna długa historia, bardzo skomplikowana).. życzyłam im szczęścia i udanego pożycia łóżkowego, nie stałam im na drodze a gdy tylko się dowiedziałam, sama go spakowałam, nie czekałam na jego decyzje, bo nie były mi do niczego potrzebne. To była moja decyzja. Zrobiłam to właśnie dla dobra dzieci, bo nie chciałam im serwować nieszczęśliwej mamy. Zostawanie ze sobą na siłę, bo dzieci, dom, małżeństwo to było najgłupsze co można było zrobić, wiem, że szybciej zwariowałabym z nim niż bez niego... czy miał powód? Oczywiście. Powód zawsze się znajdzie! Nie jestem ideałem, a do tego ideał w ciąży? Miał jakiś stan depresyjny z tego powodu.. bo to były bliźniaki..


      Nie wiem co myśleć o sytuacji przez Ciebie podanej, bo wszystko zależy tak naprawdę od tejże sytuacji jaka jest naprawdę i jak się w niej odnajdują wszystkie strony. Bez względu na wszystko muszą wybrać najmniejsze zło, być ze sobą i krzywdzić się nie ma sensu. Krzywda już jest i będzie, chyba lepiej rozstać się, skoro mąż czuje, że już nie może być szczęśliwy z żoną, bo to tylko pogorszy sytuację. Chyba jednak obstaję przy tym, że za daleko się posunęli. Ja póki co do tej pory zawsze byłam taka, że skoro wiedziałam, że ktoś inny za bardzo mnie interesuje, przestaję kochać swojego partnera, uciekać od niego, to znaczy, że jest w związku źle i należy go zakończyć nim posunę się dalej... i tak robiłam. Nie wiem co zrobiłabym teraz.
      • zabieganab Re: 4 sytuacje 29.07.14, 08:18
        Dziekuje! :-)

        widac, ze bacznie obserwujesz zycie, bo masz wiele do powiedzenia ;-)

        oczywiscie, ze odpowiedz na moje pytania bedzie zalezec od punktu siedzenia
        a ja jeszcze mysle, ze rowniez od wieku osoby oceniajacej jak i wieku osob znajdujacych sie w tej sytuacji.

        Ja sobie tak rozpatruje - raczej teoretycznie - ten temat. I w moich rozpatrywaniach zastanawiam sie nad ludzmi dobrze po 45, czyli raczej nie ma watku malych dzieci.
        Moje dywagacje dotycza ludzi doroslych ( w sensie wiekowych = nie 30latkow).

        Zgadzam sie tez z tym, ze zanjdujac sie w swoich realiach lepiej byc swiadomym swoich poczynan i moze pewnych sytuacji nie prowokowac. Czyli kontrolowac siebie, ale kto to tak na prawde potrafi?... :-) hi hi hiiii
        • mozambique Re: 4 sytuacje 29.07.14, 10:43
          jakos czuje ze jestes tą trzecią - co to ma wspólne zainteresowania z owym męzem
          i no i o sex tez chodzi ale na pewno o tę wspólnotę idei na pewno

          4 dychy mam na karku i absolutnie nie wierzę w "przypadkowy" romans zonatych facetów, co to mu sie zdarzył tak jakos w drodze po bułki do spozywczaka i zupełnie niechcący
          • zabieganab Re: 4 sytuacje 29.07.14, 10:56
            ale ja tez nie twierdze, ze to sie stalo "niechcacy"

            pisalam juz, ze tenze mezulek zyje sobie w swoim swiecie malzenskim od lat. I tak sobie tkwi w tym swiecie nie koniecznie szczesliwie, a raczej nudnawo, bez juz tamtych emocji sprzed lat wieeeelu
            • vvwwvv Re: 4 sytuacje 29.07.14, 11:24
              No jasne, taka sytuacja daje prawo każdemu żeby się wpieprzał w ten układ... wręcz to jest Twoim moralnym obowiązkiem, "uwolnić" pana od nudnej sytuacji życiowej :P jeszcze by się biedak przemęczył pomagając w opiece nad staruszkami.
            • mozambique Re: 4 sytuacje 29.07.14, 13:05
              czyl ijendak jestes tą trzecią
              • zabieganab Re: 4 sytuacje 29.07.14, 14:19
                po 1 - a jesli bylabym, to co?? Wasze opinie beda przeciez takie same

                po 2 - akurat nie jestem ani mezem, ani zona ani ta trzecia. Tak sobie dywaguje obecnie, bo akurat tak sie sklada, ze w ostatnich dniach dowiedzialam sie o wielu rozwodach u moich znajomych
        • anna_sla Re: 4 sytuacje 29.07.14, 21:47
          > oczywiscie, ze odpowiedz na moje pytania bedzie zalezec od punktu siedzenia
          > a ja jeszcze mysle, ze rowniez od wieku osoby oceniajacej jak i wieku osob znaj
          > dujacych sie w tej sytuacji.

          niekoniecznie. Często uczucia są takie same, tylko uśpione na wiele lat.

          > Ja sobie tak rozpatruje - raczej teoretycznie - ten temat. I w moich rozpatrywa
          > niach zastanawiam sie nad ludzmi dobrze po 45, czyli raczej nie ma watku malych
          > dzieci.
          > Moje dywagacje dotycza ludzi doroslych ( w sensie wiekowych = nie 30latkow).

          To chyba tym gorzej. Dochodzą takie małżeństwa do momentu, kiedy wydaje się, że już tak zostanie się w tym duecie, starość za rogiem, a nie latanie i odnajdywanie się z nowym partnerem ;), a tu nagle zonk. Mąż/żona odchodzi i szok jest tym większy. Może mniejsza tragedia, ale szok większy i trudniejszy podział majątku... Poza tym nie wierzę, że nawet jeśli dotyczyłoby to 50latków nie dojdzie ta nowa para do momentu zasiedzenia i marazmu w związku. Ta gorąca miłość wcale nie trwa tak długo. Potem już jest się ze sobą, bo tak wygodnie, ze względu na sympatię, wspomnienia, bo coś się razem stworzyło i teraz fajnie razem to obserwować/wspominać.
    • akle2 Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 14:22
      Myślę, że rzecyzwiście ta nowa Bogu ducha winna, skoro NIE WIEDZIAŁA, że zadaje się z żonatym.
    • tymon99 Re: empatia dla wszystkich stron jednaj sytuacji 29.07.14, 23:36
      a ta nowa panną jest?
Pełna wersja