moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł

IP: 192.168.0.* 03.04.02, 19:42
ma kochanke i odszedł
czy każdy piećdziesięciolatek tak musi?
    • Gość: Ewa Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.02, 21:02
      Może nie kazdy,ale mój tak zrobił,był w tym samym wieku,związał się z
      inna,młodszą panną i zostawił moją mame.Rozwód,nowe
      małżeństwo,dziecko.OKROPNOŚĆ!!
      • dr.jekyll Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł 03.04.02, 21:55
        Gość portalu: Ewa napisał(a):

        > Może nie kazdy,ale mój tak zrobił,był w tym samym wieku,związał się z
        > inna,młodszą panną i zostawił moją mame.Rozwód,nowe
        > małżeństwo,dziecko.OKROPNOŚĆ!!

        dlaczego 'okropnosc'?

        mr.hyde
        • Gość: dodo Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: 209.226.65.* 03.04.02, 22:02
          wlasnie - dlaczego "okropnosc"?
          dal wam przezyc dziecinstwo i mlodosc w domu z obojgiem rodzicow. kto wie jak
          dlugo sie meczyl i chcial odejsc a jednak zostal zeby dzieci mialy pelny dom.
          teraz wreszcie moze zyc troche dla siebie. ojcies spelnil swoj obowiazek wobec
          was, teraz moze sobie ulozyc zycie tak, jak mu sie wymarzylo. strasznie
          egoistyczne te wasze posty!
          a wasze mamy - kto wie - moze w sumie tylko na tym skorzystaja. coz to za zycie
          z kims, o kim sie wie, ze marzy tylko o wyprowadzeniu sie?
          • yak-ona Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł 03.04.02, 22:51
            Gość portalu: dodo napisał(a):

            > wlasnie - dlaczego "okropnosc"?
            nie wiesz dlaczego okroipnosc - to Ci wytlumacze...
            bo zostawia rodzine, zdradza swoja zone, ktorej slubowal milosc i wiernosc az ich
            SMIERC nie rozlaczny...
            > dal wam przezyc dziecinstwo i mlodosc w domu z obojgiem rodzicow
            no i co z tego...
            kto wie jak
            > dlugo sie meczyl i chcial odejsc
            zaraz, zaraz...top ktos go zmusil do poslubiania kogokolwiek,zostawania ojcem???
            a jednak zostal zeby dzieci mialy pelny dom
            tak..na pewno, zostal , bo zapewne do pewnego momentu bylo mu wygodniej!!!
            faceci to lenie - a szczegolnie w okolicach 50 boja sie o siebie i troszcza sie
            tylko i wylacznie o swoje dobro!!!

            > teraz wreszcie moze zyc troche dla siebie
            a przed 25 lat malzenstwa to zul dla innych??? tak???
            to po co sie zenil??dzieci plodzil...

            ojcies spelnil swoj obowiazek wobec
            > was, teraz moze sobie ulozyc zycie tak, jak mu sie wymarzylo
            w zyciu nie slyszalam podobnej bdzury!!!
            wymarzylo mu sie???

            strasznie
            > egoistyczne te wasze posty!
            jakie egiostyczne...
            dorosly facet-powiedzmy 24 letni swiadomie sie zeni,przysiega milosc i wiernosc,
            plodzi dzieci, tworzy rodzine,kocha , zyje sobie jak sam chcial(przeciez nikt go
            nie zmusil) az nagle cos mu sie nie podoba i wyprowadza sie ,...kto tu jest
            egoistyczny???
            zastanow sie to piszesz...
            jak sam poczulbys(poczulkabys)sie w takiej sytuacji!!!

            > a wasze mamy
            no wlasnie, wyobraz sobie 50-letnia kobiete, ktora poswiecila sie zalozeniu
            rodziny- wyszla na faceta swojego zycie, wierzyla mu i ufala,urodzila
            dzieci,stworzyli razem dom, az nagle pieknego dnia jasnie pan oswiedzca ze
            odchodzi...
            kobieta zostaje pograzana w rozpatrzy i nie szybko o ile wogole sie z tego
            podniesie...

            - kto wie - moze w sumie tylko na tym skorzystaja
            jezeli tak samo im zalezy na ich mezach jak ich mezom na zonach to na pewno tak...

            coz to za zycie
            > z kims, o kim sie wie, ze marzy tylko o wyprowadzeniu sie
            no zadne zycie, dlatego trzeba bylo trzy razy sprawdzic z kim sie do oltarza
            idzie, nie ufac do konca,nie kochac za bardzo, bo po co byc potem zranionym...
            tylko co to za zycie...


            gdyby moj ojciec odwinal taki numer to bym sie chyba do niego nie odezwala...
            • Gość: dodo do yak-ona IP: 209.226.65.* 03.04.02, 23:03
              yak-ona napisał(a):

              > gdyby moj ojciec odwinal taki numer to bym sie chyba do niego nie odezwala...

              jestes bardzo pryncypialna. moze i tak trzeba, kto wie. ja wole powtarzac za moja
              babcia nauczycielka "blogoslawieni, ktorzy sie niczego nie spodziewaja albowiem
              nie zaznaja rozczarowan".
              ja nie oczekuje, ze moj maz (od prawie 30 lat) bedzie mnie kochal zawsze i po
              grob.
              nie oczekuje tez, ze ja go beda tak kochac.
              pracuje sie nad tym. czasem bardziej solidnie, czasem mniej. roznie bywa.
              roznie tez sie w zyciu udaje.
              napisalas "faceci to lenie".
              ludzie w ogole sa leniwi, wygodni, samolubni i zapatrzeni w siebie. i kobiety,
              i mezczyzni. tak juz jest i to mozna tylko polubic, bo inaczej to trzeba by sie
              wyprowadzic na ksiezyc, gdzie takich paskudnych ludzi w ogole nie ma.
              to, co miedzy rodzicami a dziecmi to jedno, a to co miedzy kobieta i mezczyzna to
              zupelnie inna sprawa.
              ani rodzicom nie wolno wkraczac w zwiazki swoich doroslych dzieci ani dzieciom
              nie wolno ingerowac w zwiazki swoich rodzicow. nalezy sie wzajemnie traktowac jak
              dorosli ludzie a nie jak smarkateria, co to staje w sklepie i tupie nogami
              wrzeszczac "bo ja chce!"
              • yak-ona Re: do DODO 03.04.02, 23:21
                Gość portalu: dodo napisał(a):

                > yak-ona napisał(a):
                >
                > > gdyby moj ojciec odwinal taki numer to bym sie chyba do niego nie odezwala
                > ...
                >
                > jestes bardzo pryncypialna. moze i tak trzeba, kto wie.\
                ja wiem, ze trzeba!!!
                ja wole powtarzac za mo
                > ja
                > babcia nauczycielka "blogoslawieni, ktorzy sie niczego nie spodziewaja albowiem
                >
                > nie zaznaja rozczarowan".
                z jednej strony racja..zycie bez kochania kogokolwiek i ufabnia komukolwiek tez
                moze byc piekne!
                z drugiej strony rozczarowania to czesc naszego zycia!

                > ja nie oczekuje, ze moj maz (od prawie 30 lat) bedzie mnie kochal zawsze i po
                > grob.
                > nie oczekuje tez, ze ja go beda tak kochac.
                nie, to po jaka cholere jest twoim mezem a Ty jego zona...
                kurcze,jestem przeciwniczka instytucji malzenstwa, ale z takimi postwpowymi
                pogladami kobiet zameznych sie jeszcze nie spotkalam!
                skoro tego nie oczekujesz to po co wychodzilas za maz?????

                > pracuje sie nad tym. czasem bardziej solidnie, czasem mniej. roznie bywa.
                > roznie tez sie w zyciu udaje.
                > napisalas "faceci to lenie".
                > ludzie w ogole sa leniwi, wygodni, samolubni i zapatrzeni w siebie. i kobiety,
                > i mezczyzni.
                ale mezczyzni bardziej, szczegolnie kolo 50tki!!!
                tak juz jest i to mozna tylko polubic, bo inaczej to trzeba by sie
                >
                > wyprowadzic na ksiezyc, gdzie takich paskudnych ludzi w ogole nie ma.

                > to, co miedzy rodzicami a dziecmi to jedno, a to co miedzy kobieta i mezczyzna
                > to
                > zupelnie inna sprawa.
                ale jesli deydujesz sie na stwoerzenie rodziny i slubujesz komus wiernosc i
                milosc , potem plodzisz dzieci to automatycznie jest to jedna sprawa!!!

                > ani rodzicom nie wolno wkraczac w zwiazki swoich doroslych dzieci ani dzieciom
                > nie wolno ingerowac w zwiazki swoich rodzicow. nalezy sie wzajemnie traktowac j
                > ak
                > dorosli ludzie a nie jak smarkateria, co to staje w sklepie i tupie nogami
                > wrzeszczac "bo ja chce!"

                tak..tylko ile ja mam kolezanek i kolegow, wychowywanych przez jedno z rodzicow...
                zawsze maja jakies odchylenia i problemy z plcia przeciwna!
                kolezanka i jej siostra wychowywana przez ojca (bo matla odeszla dwa lata po
                urodzeniu siostry ) maja koszmarne problemy- jedna przywiazala sie do jedynego ,
                pierwszego i nie ma zamiaru nawet sprobowac bycia z innymi facetami- to raczej
                dobrze sie nie skonczy, z kolei siostra skacze z kwiatka na kwiatek...
                inna kumpela , zostawiona przez ojca interesuje sie straszymi wylacznie
                facetami,szuka zastepcy ojca!
                moglabym tutja pisac, pisac i pisac o tym....

                nie krytykuje generalnie facetow...
                KRYTYKUJE LUDZI , KTORZY DECYDUJA SIE NA MALZENSTWO, PRZYSIEGAJA STOS BZDUR,
                PLODZA DZIECI A POTEM ODCHODZA!!!
                jest to naganne...OKROPNOSC!!!!

                • dr.jekyll och, yak-ona 03.04.02, 23:31
                  yak-ona napisał(a):

                  > zawsze maja jakies odchylenia i problemy z plcia przeciwna!
                  > kolezanka i jej siostra wychowywana przez ojca (bo matla odeszla dwa lata po
                  > urodzeniu siostry ) maja koszmarne problemy- jedna przywiazala sie do jedynego
                  > pierwszego i nie ma zamiaru nawet sprobowac bycia z innymi facetami- to raczej
                  > dobrze sie nie skonczy, z kolei siostra skacze z kwiatka na kwiatek...
                  > inna kumpela , zostawiona przez ojca interesuje sie straszymi wylacznie
                  > facetami,szuka zastepcy ojca!
                  > moglabym tutja pisac, pisac i pisac o tym....

                  takie wielkie masz serce; o wszystkich wkolo sie martwisz, biedactwo
                  aha, przeciez Ewa i korale juz sa wychowane, przez oboje rodzicow; nie musisz im
                  tak wspolczuc

                  mr.hyde
                  • yak-ona Re: mr.hyde....dr.jekyll 04.04.02, 01:03
                    dr.jekyll napisał(a):

                    > yak-ona napisał(a):
                    >
                    > > zawsze maja jakies odchylenia i problemy z plcia przeciwna!
                    > > kolezanka i jej siostra wychowywana przez ojca (bo matla odeszla dwa lata
                    > po
                    > > urodzeniu siostry ) maja koszmarne problemy- jedna przywiazala sie do jedy
                    > nego
                    > > pierwszego i nie ma zamiaru nawet sprobowac bycia z innymi facetami- to ra
                    > czej
                    > > dobrze sie nie skonczy, z kolei siostra skacze z kwiatka na kwiatek...
                    > > inna kumpela , zostawiona przez ojca interesuje sie straszymi wylacznie
                    > > facetami,szuka zastepcy ojca!
                    > > moglabym tutja pisac, pisac i pisac o tym....
                    >
                    > takie wielkie masz serce; o wszystkich wkolo sie martwisz, biedactwo
                    > aha, przeciez Ewa i korale juz sa wychowane, przez oboje rodzicow; nie musisz i
                    > m
                    > tak wspolczuc
                    >
                    > mr.hyde


                    jakby nie bylo, ojciec po 25 latach malzenstwa zostawiajacy zone i dzieci
                    postepuje wedlug mnie nagannie i tyle..!!!!!

                • Gość: fellow Re: do DODO IP: 157.25.130.* 04.04.02, 15:52
                  yak-ona napisał(a):
                  > tak..tylko ile ja mam kolezanek i kolegow, wychowywanych przez jedno z rodzicow
                  > ...zawsze maja jakies odchylenia i problemy z plcia przeciwna!

                  Koleżanko,
                  jeśli Twoje zdanie potraktować serio to ludzie z "pełnych" rodzin nie powinni
                  mieć z tym kłopotów, tylko skąd się one w ogóle wzięły skoro kiedyś były tylko
                  pełne rodziny ... upraszczasz

                  > KRYTYKUJE LUDZI , KTORZY DECYDUJA SIE NA MALZENSTWO, PRZYSIEGAJA STOS BZDUR,
                  > PLODZA DZIECI A POTEM ODCHODZA!!!
                  > jest to naganne...OKROPNOSC!!!!

                  człowiek nie jest skałą, zmienia nam się w życiu. Teraz pewnie jesteś bardzo
                  rozgoryczona... Nie namawiam Cię do akceptacji, ale jeśli ludziom się wiele lat
                  nie układa to lepiej to zakończyć. Wiesz też kiedyś miałem myśli, że jak dziecko
                  będzie dorosłe to..., ale gdy z czasem było coraz gorzej postanowiłem to
                  zakończyć i staram się teraz dać dziecku tyle czasu, uwagi i miłości, żeby nie
                  czuło się opuszczone, to lepsze niż ciągła walka w domu; przy okazji chcę by się
                  ono nauczyło żeby nie trwać bez końca w chorym układzie, jaki ma miejsce w
                  przypadku moich rodziców i mojej byłej żony

                  pozdrawiam
            • Gość: XY Re: Po co ten teatr? IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 02:49
              Dlaczego kobieta zawsze się musi poświęcać. Nie może żyć normalnie. Sama się
              wpędza w ten kierat, a potem się dziwi, że ktoś ma dość tej jej głupoty.
              Przecież na rodzeniu i opiece dzieci świat się nie kończy. To jest tak
              prymitywne zajęcie, bo gdyby było inaczej to dzieci prymitywnych kobiet musiały
              by wyginąć. Ale naszym matkom polkom tylko takie życie odpowiada pełne
              cierpienia, poświęcenia i innych dolegliwości. Nic normalnie wszysto z wielkim
              poświęceniem. Bo nic więcej nie potrafią. Gazety nie przeczyta, filmu nie
              obejrzy, wiecznie zmęczona, ze wszystkiego niezadowolona kto by to wszystko
              wytrzymał? Po co ten życiowy teatr. Publiczność ucieka.
              • Gość: WIT Re: Po co ten teatr? IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 10:27
                Może i masz rację w tym kraju jest rocznie 40.000 rozwodów czyli 1/3 wszystkich
                zawieranych małżeństw, 1.500.000 ojców odchodzi od żon i zostawia dzieci.
                Przeważnie idą do drugiej kobiety. Czy z tamtą na pewno im wyjdzie. Coś w tym
                wszystkim musi być nie tak. Gdzie leży przyczyna może jak zawsze w środku. Za
                dużo tego wszystkiego żeby zwalać na jedną stronę. Sam nie wiem co o tym myśleć.
        • Gość: Ewa Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.02, 22:03
          Okropność-bo tak się wtedy czułam,nie gorzej niż
          mama,porz,zdradzona,zostawiona,zdradzona
          • dr.jekyll Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł 03.04.02, 22:05
            Gość portalu: Ewa napisał(a):

            > Okropność-bo tak się wtedy czułam,nie gorzej niż
            > mama,porz,zdradzona,zostawiona,zdradzona

            a wiesz, dlaczego odszedl?
            a wiesz, jak ON sie czul?

            hmm?
        • Gość: szarak1 Dlaczego okropność? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.04.02, 22:04
          Popatrz na to z innej strony.Twoja matka jest teraz wolną kobietą!Sytuacja jest
          bardziej skomplikowana ,jeżeli Twoja mama bardzo go kocha.Ale nawet jak tak
          jest ,to oby jak najszybciej wyszła z cienia rozpaczy i poznała kogoś bardziej
          godnego jej miłości.A wtedy życie przed nią.Wierze ,że jej sie powiedzie:)
          Pozdr.szarak1
          • Gość: xsenia na peawdę nie wiecie dlaczego to jest okropne? IP: *.bydgoska.krakow.pl 10.04.02, 21:23
            Gość portalu: szarak1 napisał(a):

            > Popatrz na to z innej strony.Twoja matka jest teraz wolną kobietą!Sytuacja jest
            >
            > bardziej skomplikowana ,jeżeli Twoja mama bardzo go kocha.Ale nawet jak tak
            > jest ,to oby jak najszybciej wyszła z cienia rozpaczy i poznała kogoś bardziej
            > godnego jej miłości.

            Kobieta koło 50, ma kogoś poznać? żartujesz sobie?
            Facet nawet najbardziej stetryczały znajdzie sobie panienkę, która jeśli nie leci
            na jego pomarszczone cielsko, to na kasę, prestiż, itepe. Kobieta w wieku lat 40
            jest definitywnie skreslona z matryminialnej giełdy, nawet jeśli jest zadbana i
            ma pieniądze. Często słyszy się nawet opinie, że 25-latka to już wrak, bez
            widoków na znalezienie sobie faceta. Prawda jest taka, że ex-żony takich 50
            latków - amatorów nowych związków z lolitkami czeka samotna starość. Pół biedy,
            jeśli kobieta pracowała i może liczyć na emeryturę (nota bene niższą, niż
            emeryturka mężusia). Jeśli jednak nie pracowała, dzieci są dorosłe, a rozwód nie
            zakończy się orzeczeniem o winie męża, to ex-żona nie otrzyma od swego byłego już
            ani złotówki. Niniejszym pozostaje jej z przeproszeniem zdechnąć w rynsztoku po
            tym jak całe życie poświęciła mężusiowi, jego karierze i wychowaniu dzieci. I to
            jest właśnie to świństwo, które robią tacy faceci swoim już-nie-żonom: skazują je
            na samotność i biedę. Tak właśnie biedę, wszyscy wiedzą że faceci ogólnie rzezcz
            biorąc mają więcej pieniędzy (częściej pracują na lepiej opłacanych stanowiskach,
            za identyczną pracę otrzymują 20-30% wyzsze wynagrodzenie, po reformie
            emerytalnej otrzymają emeryturę wysokości 60% wynagrodzenia, a kobiety w
            wysokości 30%) to jest do bólu trywialne, ale prawdziwe. W rodzinie budzet jest
            wspólny, a darmowe prowadzenie domu i opieka nad dziećmi "z urzędu" przysługuje
            kobietom, przewaznie faceci domagają się takiego podziału obowiązków, a zarazem
            rezygnacji lub ograniczenia pracy zawodowej ich żon - bo to ON musi zarabiać
            więcej pieniędzy. Po rozwodzie nie ma już wspólnego budżetu, a przecież te wyższe
            zarobki "Pana Domu" jego znacznie wyższa emerytura są efektem wspólnej pracy
            małżonków, on natomiast zgarnia wszystko i decyduje, że taeaz będzie kupował
            prezenty jakiejś lolitce, a to stare pruchno które go wspierało przez pół życia
            można kponąć w d... nie ważne że jest już bez szans nie tylko na ułożenie sobie
            zycia osobistego, ale czasem nawet na bilogiczne przetrwanie. Cóż taki jest
            świat.

            >A wtedy życie przed nią.


            życie za nią...

            >Wierze ,że jej sie powiedzie:)

            a ja nie bardzo...
            • Gość: ? Re: na peawdę nie wiecie dlaczego to jest okropne? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 20.04.02, 19:38
              Gość portalu: xsenia napisał(a):

              > Kobieta koło 50, ma kogoś poznać? żartujesz sobie?

              Co ty piszesz dziewczyno, musisz być bardzo młoda, albo mieć w otoczeniu bardzo
              zaniedbane 50 latki.
              W Grudniu minęło 25 lat mojego małżenstwa. Po trzech latach wiedziałam, że to
              pomyłka, ale była już córka na świecie. Nie chciałam jej unieszczęśliwiać,
              zwłaszcza, że poza przekonaniem o pomyłce, dla sądu nie miałam żadnych
              argumentów, nie bił, nie pił, przynosił dobrą pensję, troszczył się o rodzinę -
              jest tzw. przyzwoitym człowiekiem, tylko nie tym... Za miesiąc młodsza córka
              zdaje maturę i jak już dostanie się na studia zamierzam zakończyć tą grę pozorów.
              Wreszcie pomysleć o sobie i iść za głosem serca. W kwietniu skończyłam 50 lat,
              poznałam ostatnio wspaniałego człowieka, którego kocham i przez którego jestem
              kochana. Jest wprawdzie dużo młodszy, ale jemu to nie przeszkadza (mnie tym
              bardziej). 50 lat to nie koniec życia, przy obecnej średniej długości życia przed
              50latkami może być jeszcze 30-40 lat życia, szkoda je marnować w nieudanym
              związku, kiedy dzieci są już dorosłe. (swoja drogą śmieszne są te wszystkie
              wypowiedzi przedmówców o ojcu autorki wątku zostawiającym żonę z dzieckiem, kiedy
              to "dziecko" wg wszelkich danych jest już pełnoletnie)
            • Gość: XXXX Re: na peawdę nie wiecie dlaczego to jest okropne? IP: *.proxy.aol.com 20.04.02, 22:09
              Takie bzdury moze napisac tylko naiwna i niezbyt sliczna Lolitka z PL. Tylko tu
              kobieta ok 50-tki jest skazana na zycie w biedzie i samotnosc. A jaki z tego
              wniosek? nie poswiecajcie sie dla mezow. Pilnujcie swojego wyksztalcenia i
              dobrej posady. Dbajcie o wlasny interes. W kazdym innym panstwie, zona ma prawo
              do wyrobionej w czasie trwania malzenstwa emerytury ex-meza. tylko w PL zony
              traktuja meza jak dojna krowe i prawo nie chroni ich interesow na starosc. I
              dlatego tak sie kurczowo musza meza trzymac. W innych krajach kobieta w tym
              wieku zaczyna oddychac. Dzieci odchowane, majatku sie dorobili, jest wiec co
              dzielic. Swoj udzial w rencie meza tez ma. Jest zabezpieczona. I nie ma winny,
              lub niewinny. Byli malzenstwem, nalezy sie dzielic po rowno. I to nie ci
              mezowie w PL wymyslili takie prawo, oni tylko z niego korzystaja. Kobiety
              powinny o tym glosno mowic i domagac sie zmainy prawa na ich korzysc. Bo kazdej
              sie to moze zdarzc. I jak jest takie prawo? dlaczego z niego nie korzystac? I
              baby sa sobie same winne, ze w naiwnosci swojej wierza, ze on bedzie kochal
              cale zycie. A 50 lat, to zaden wiek. Sama mam tyle. Dzieci odchowane, dorosle,
              samodzielne. Wlasnie ochodze po 20 latach od meza. Nie widze powodu bycia z nim
              dalej. I nie czuje sie skazana na samotnosc. Nie jestem stare pruchno. I nie
              jestem sama. Smiac mi sie chce z takiego widzenia konca zycia w tym wieku.
              • Gość: ? Re: na peawdę nie wiecie dlaczego to jest okropne? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 21.04.02, 02:22
                może ona i ładna i nie aż tak młoda, ale że poglady ma rodem z XX wieku to nie
                ulega watpliwości, podrośnie to zmieni zdanie
                • Gość: XXXX Re: na peawdę nie wiecie dlaczego to jest okropne? IP: *.proxy.aol.com 21.04.02, 14:52
                  A moze tylko sie boi? I dlaczego takie mlode stworzenia mysla, ze istnieja
                  tylko mezczyzni, ktorzy poleca na ich mlode cialo i sliczne buzie? Bo same leca
                  tylko na forse. Do pustych glowek im nie przyjdzie, ze madry mezczyzna nie
                  szuka w zyciu tylko seksu i mlodej du.... Przykre, ale prawdziwe. Wiekszosc
                  mezczyzn szuka przyjazni, zrozumienia, uczucia i dobrego seksu. A co moza dac
                  taka suisiumajtka? I na dodatek bez wlasnych zasobow materialnych, uzalezniona
                  od gestu starszego pana? jakiez to zenujace!!! I byloby o polowe mniej tragedii
                  rozwodowych, gdyby mlode zony, szczegolnie w PL.gdzie ich prawo nie chroni,
                  myslaly troche o swojej przyszlosci a nie poswiecaly sie dla meza. Wszystko
                  pieknie ladnie, milosc miloscia, ale zadne malzenstwo nie musi trwac wiecznie.
                  Poczytaj no post o wspolnej albo osobnej kasie. Ilez to ciezkich slow sie
                  posypalo na zwolennikow osobnych portfeli. I to kobieta na ogol traci przy
                  rozwodzie, prawda. Ale tez nikt jej nie nakazuje uczynic z siebie niewolnice
                  pana. Same tego chca. A potem jest placz, kiedy pan odchodzi. I nie zawsze do
                  mlodszej.
                • Gość: XXXX Re: na peawdę nie wiecie dlaczego to jest okropne? IP: *.proxy.aol.com 21.04.02, 14:56
                  I jeszcze cos: tego wiecznego "poswiecenia" dla dzieci, to tez nigdzie chyba
                  nie ma na swiecie, tylko w PL!! Dzieci kiedys sa dorosle, jak moje. Wychowalam
                  je, dalam wyksztalcenie i zegnajcie. Teraz jest kolej na mnie. Nie znaczy to,
                  ze nie stoje im rada i pomoca, jak o to poprosza. Ale zebym sie moich doroslych
                  dzieci musiala pytac, czy ja moge?? One tez sie mnie nei beda pytaly, czy moga,
                  sa dorosle. I ja tez. Pomyslnosci!
    • Gość: Biala Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.qc.sympatico.ca 04.04.02, 00:01
      Gość portalu: korale napisał(a):

      > ma kochanke i odszedł
      > czy każdy piećdziesięciolatek tak musi?

      W tej sprawie poglad mam uksztaltowany, jest bardzo zblizony do wypowiedzi yak-
      ona.
      Gdyby moj ojciec wycial taki numer - umarl w butach - ma cztery cory.
      • Gość: dodo sie odwolam do mojego wieku:-) IP: *.sympatico.ca 04.04.02, 00:59
        uwaga - jest dluuugie! sorry!
        bardzo to wszystko ladnie brzmi teoretycznie - slubujemy, obiecujemy i jestesmy ze soba do grobowej
        deski.
        w zyciu bywa roznie. zmieniamy sie i fizycznie, i psychicznie. nie wszystkie pary zmieniaja sie rownolegle
        i wspolnie (pod kazdym wzgledem). po latach to, co bylo fascynujace staje sie meczace, to, co bylo
        zagadka, staje sie nie do zniesienia. bywa tez i odwrotnie - malzenstwa zawierane "pod przymusem"
        ciazy lub troche z przypadku okazuja sie trwac i pary odnajduja bliskosc jakiej sie nigdy nie spodziewaly
        odnalezc.
        wiekszosc ludzi wstepuje w zwiazki malzenskie z najlepszymi intencjami i wiekszosc stara sie utrzymac
        czesto nawet bardzo kulejace zwiazki. wielokrotnie jest to jednak niemozliwe i najczesciej (a moze
        nalezy powiedziac "zawsze") odpowiedzialne za koniec zwiazku sa obie strony. bo do tanga trzeba
        dwojga - nie ma innego wyjscia. nie mowimy tu o patologiach spolecznych, bo to zupelnie odmienny
        temat!
        yak-ona reprezentuje jakas chorobliwa niechec do mezczyzn - moze ktos cie skrzywdzil, nie wiem.
        kazdy ma swoj bagaz doswiadczen - ja pewnie wiekszy niz ty, chocby z racji wieku ale nie ma powodu
        odsadzac wszystkich facetow od czci i wiary tylko dlatego, ze od czasu do czasu trafi sie jakis sku...
        nalezy natomiast nauczyc sie takich rozpoznawac, co czasem jest sztuka sama w sobie.
        uwazam, ze na tym miedzy innymi polega doroslosc (np, w zwiazkach miedzy rodzicami i doroslymi
        dziecmi), ze staramy sie wciaz kochac i akceptowac wzajemne dzialania bez dziecinady oceniania w
        kategoriach "grzeczny-niegrzeczny".
        biala napisala, ze odwrocilaby sie od ojca, gdyby opuscil jej matke.
        o cudzym malzenstwie nikt nic nie wie chyba, ze mieszka u tych dwojga ludzi w szafie labo pod lozkiem.
        nawet dzieci wiedza zawsze tylko odrobinke a i te interpretuja zawsze "na swoja korzysc" wedlug zasady
        - poklocili sie, ale sie pogodzili wiec wszystko bedzie ok. a w rzeczywistosci czasem jest ok, a czasem
        nie. dlatego odchodzacy z domu ojciec to czesto taki sam sprawca jak i ofiara nieszczescia jakim jest
        rozstanie. czy naprawde, biala, wolalabys zeby twoi rodzice (teoretycznie, oczywiscie) meczyli sie ze
        soba przez nastepnych 10, 20, 30 lat byle tylko nie zrobic tobie i twoim siostrom (doroslym kobietom!)
        przykrosci i zawodu? stawiasz im straszne wymagania zwazywszy, ze kazdy z nas zyje tylko raz i czasem
        koniec zycia moze przyniesc tyle szczescia jesli tylko ma sie odwage opuscic partnera, z ktorym trwalo
        sie dla dzieci. wylacznie dla nich.
        pisze to, bo mam kilkoro znajomych (roznych plci), ktorzy bedac w moim wieku zaczynaja wreszcie zyc.
        dzieci odchowane, mortgage posplacane, jest sie czym podzielic w przypadku rozwodu i mozna
        wreszcie byc szczesliwym. a tu sie niektorym okazuje, ze dorosle dzieci, ktore same zmieniaja czesto
        partnerow maja o to zal. bo rodzice jak sie poswiecali przez 20, 30, 40 lat - tak powinni poswiecac sie
        dalej. bo tak sobie ich ukochane pociechy wymyslily.
        wydaje mi sie, ze jestesmy szczesliwa para z moim mezem i poki co nic nie zapowiada zeby sie nam mialo
        w najblizszym czasie odmienic ale... gdy tak sie stalo, to bede oczekiwac od moich dzieci kultury,
        uprzejmosci, zrozumienia i milosci a nie osadu!
        • atoja Re: sie odwolam do mojego wieku:-) 04.04.02, 01:37
          Dodo.....napisalas tak,ze kazdy ( sadze ,ze i te dwie mlode kobiety ) rowniez
          zrozumieja..nic dodac nic ujac..uwazam,ze wyrazajac swoje opinie targa nimi
          egoizm,zlosc .....ciekawa jestem jak by zachowaly sie gdyby to np.ich mama
          zapoznala mezczyzne swego zycia i chciala odejsc od ojca?...czy znienawidzily
          by swoja matke rowniez?....czy zostalyby z ojcem?..przeciez one juz sa
          doroslymi kobietami,wiec i one niedlugo zaloza swoje rodziny...a czy autorka
          postu zainteresowala sie przyczyna odejscia ojca?..zapewne on ma swoje powody
          aby po tylu latach malzenstwa odejsc i budowac na stare lata nowe zycie,co
          nigdy nie jest latwe.Jedynie mozna pozazdroscic wam,ze nie bylyscie swiadkami
          klotni,awantur swoich rodzicow....za to powinnyscie byc wdzieczne mamie i ojcu.
          (rowniez)...Za kilka lat spojrzycie na to z dystansu i dojdziecie do wniosku,ze
          decyzja ta byla dla waszych rodzicow trafna..a tak na marginesie...czy wy nadal
          wierzycie w przysiegi???????????.....szczegolnie te wypowiadane w kosciele?
          pozdrawiam.....
        • Gość: Biala Re: sie odwolam do mojego wieku:-) IP: *.qc.sympatico.ca 04.04.02, 04:48
          Gość portalu: dodo napisał(a):

          > uwaga - jest dluuugie! sorry!
          > bardzo to wszystko ladnie brzmi teoretycznie - slubujemy, obiecujemy i jestesmy
          > ze soba do grobowej
          > deski.
          > w zyciu bywa roznie. zmieniamy sie i fizycznie, i psychicznie. nie wszystkie pa
          > ry zmieniaja sie rownolegle
          > i wspolnie (pod kazdym wzgledem). po latach to, co bylo fascynujace staje sie m
          > eczace, to, co bylo
          > zagadka, staje sie nie do zniesienia. bywa tez i odwrotnie - malzenstwa zawiera
          > ne "pod przymusem"
          > ciazy lub troche z przypadku okazuja sie trwac i pary odnajduja bliskosc jakiej
          > sie nigdy nie spodziewaly
          > odnalezc.
          > wiekszosc ludzi wstepuje w zwiazki malzenskie z najlepszymi intencjami i wieksz
          > osc stara sie utrzymac
          > czesto nawet bardzo kulejace zwiazki. wielokrotnie jest to jednak niemozliwe i
          > najczesciej (a moze
          > nalezy powiedziac "zawsze") odpowiedzialne za koniec zwiazku sa obie strony. bo
          > do tanga trzeba
          > dwojga - nie ma innego wyjscia. nie mowimy tu o patologiach spolecznych, bo to
          > zupelnie odmienny
          > temat!

          Oczywiscie Dodo, ze w ciagu dlugiego pozycia malzenskiego poznajemy czlowieka, z
          ktorym sie zwiazalismy. Czesto sie rozczarowujemy i dlatego odchodzimy ale NIE po
          DWUDZIESTU PIECIU latach. To absurd. Rozczarowanie przychodzi zdecydowanie
          wczesniej, nastepuja tzw. kryzysy po 5; 7; 12; 15 latach w zakleznosci od
          malzenstwa. Odejscie po 25 latach swiadczy tylko o fakcie starzenia sie i
          nieodpartej checi dowartosciowania (przewaznie jest to mezczyzna). Malzenstwo to
          loteria, bo jest pelno pustych mezczyzn - napisal J. Joubert
          Gdyby rozstanie nastapilo po, gora, 12 latach wspolnego pozycia to kazde z
          partnerow ma jeszcze szanse zalozyc nowe zwiazki. Niestety po 25 latach procent
          tzw. szczesliwcow drastycznie spada. Powiedz mi jedno: po co tyle lat zawracac
          dupe drugiemu czlowiekowi? Bo na choryzoncie nie bylo nowej, mlodej? A moze do
          tej pory byl szczesliwy i nagle przestal?

          > yak-ona reprezentuje jakas chorobliwa niechec do mezczyzn - moze ktos cie skrzy
          > wdzil, nie wiem.
          > kazdy ma swoj bagaz doswiadczen - ja pewnie wiekszy niz ty, chocby z racji wiek
          > u ale nie ma powodu
          > odsadzac wszystkich facetow od czci i wiary tylko dlatego, ze od czasu do czasu
          > trafi sie jakis sku...
          > nalezy natomiast nauczyc sie takich rozpoznawac, co czasem jest sztuka sama w s
          > obie.
          > uwazam, ze na tym miedzy innymi polega doroslosc (np, w zwiazkach miedzy rodzic
          > ami i doroslymi
          > dziecmi), ze staramy sie wciaz kochac i akceptowac wzajemne dzialania bez dziec
          > inady oceniania w
          > kategoriach "grzeczny-niegrzeczny".
          > biala napisala, ze odwrocilaby sie od ojca, gdyby opuscil jej matke.
          > o cudzym malzenstwie nikt nic nie wie chyba, ze mieszka u tych dwojga ludzi w s
          > zafie labo pod lozkiem.
          > nawet dzieci wiedza zawsze tylko odrobinke a i te interpretuja zawsze "na swoja
          > korzysc" wedlug zasady
          > - poklocili sie, ale sie pogodzili wiec wszystko bedzie ok. a w rzeczywistosci
          > czasem jest ok, a czasem
          > nie. dlatego odchodzacy z domu ojciec to czesto taki sam sprawca jak i ofiara
          > nieszczescia jakim jest
          > rozstanie. czy naprawde, biala, wolalabys zeby twoi rodzice (teoretycznie, ocz
          > ywiscie) meczyli sie ze
          > soba przez nastepnych 10, 20, 30 lat byle tylko nie zrobic tobie i twoim siostr
          > om (doroslym kobietom!)
          > przykrosci i zawodu? stawiasz im straszne wymagania zwazywszy, ze kazdy z nas z
          > yje tylko raz i czasem
          > koniec zycia moze przyniesc tyle szczescia jesli tylko ma sie odwage opuscic pa
          > rtnera, z ktorym trwalo
          > sie dla dzieci. wylacznie dla nich.

          Dodo, ja nie napisalam, ze odwrocilabym sie od taty gdyby opuscil moja mame (na
          starosc tylek bym mu podcierala). Ja napisalam, ze nie mialby "jajec". Tak samo
          potraktowalabym mame. Nie zapominaj, ze to oni mnie wychowali i wpoili takie
          zasady. Poniewaz byli wyjatkowo wymagajacy (i nadal sa) z pewnoscia zdaja sobie
          sprawe z tego, ze ja rowniez stawiam im wysoko poprzeczke.
          Na pytanie czy wolalabym zeby moi rodzice meczyli sie ze soba odpowiedzialam juz
          wyzej. Nie. Powinni sie rozstac zdecydowanie wczesniej, skoro sie mecza. Cale
          szczescie nam to nie grozi.


          > pisze to, bo mam kilkoro znajomych (roznych plci), ktorzy bedac w moim wieku za
          > czynaja wreszcie zyc.
          > dzieci odchowane, mortgage posplacane, jest sie czym podzielic w przypadku rozw
          > odu i mozna
          > wreszcie byc szczesliwym. a tu sie niektorym okazuje, ze dorosle dzieci, ktore
          > same zmieniaja czesto
          > partnerow maja o to zal. bo rodzice jak sie poswiecali przez 20, 30, 40 lat - t
          > ak powinni poswiecac sie
          > dalej. bo tak sobie ich ukochane pociechy wymyslily.

          W imie czego tyle poswiecenia? Po co im nieruchomosci? Jakie mieli zas.... zycie!
          Po co w ogole plodzili dzieci? Po co sie pobierali?
          Sztuka nie jest rozstac sie gdy nadciagaja chmury ale przetrwac, miec zadowolenie
          z zycia i byc szczesliwym.


          > wydaje mi sie, ze jestesmy szczesliwa para z moim mezem i poki co nic nie zapow
          > iada zeby sie nam mialo
          > w najblizszym czasie odmienic ale... gdy tak sie stalo, to bede oczekiwac od mo
          > ich dzieci kultury,
          > uprzejmosci, zrozumienia i milosci a nie osadu!

          A jak Ty bys osadzila sama siebie i swojego meza w takim przypadku? - to jest
          oczywiscie pytanie retoryczne. Pamietaj, ze dla swoich dzieci jestescie
          niedoscignionymi idealami :)
          • Gość: soso Re: sie odwolam do mojego wieku:-) IP: 195.41.66.* 04.04.02, 08:27
            Podpisuje sie pod dodo. Dobry obraz i bez niepotrzebnych emocji.

            Ludzie jak chca byc razem to oczywiscie chca w danym momencie. Tylko ze tak juz
            jest, ze czas robi swoje. Gdyby bylo tak np., ze spolecznym wymogiem bylo by
            pracowanie do zgonu w pierwszej firmie, na ktora sie natknelismy w zyciu to
            zaraz podniosly by sie glosy sprzeciwu. Pracujemy gdzies, po jakims czasie
            widzimy, czy jest to to, czego szukalismy czy nie, czy szefowie sa okay, czy
            koledzy i kolezanki sa w porzadku, czy mozemy sie rozwijac itd. Jak nie -
            szukamy innej pracy i jest to normalne.
            Przymus spoleczny opiekowania sie dziecmi ma oczywiscie silnie zakorzeniona
            tradycje i tysiace powodow, dla ktorych mozna go bronic do zdarcia skory z rak.
            Ale niestety, nie jest to jedyny aspekt malzenstwa. W malzenstwie oprocz dzieci
            jest jeszcze tych dwoje, ich jedno zycie i ich szczescie lub nieszczescie. I
            wszystko to gotuje sie w jednym garnku. Szczesliwcom, ktorzy tak latwo feruja
            wyroki zycze, by nigdy nie natkneli sie na podobny problem zyciowy bo beda
            musieli z pokora szukac rozwiazan, ktore z natury zawsze sa tragiczne.

            soso
        • goga.74 Re: sie odwolam do mojego wieku:-) - do dodo 04.04.02, 13:16
          a ja sie odwolam do mich doswiadczen :)

          >zne wymagania zwazywszy, ze kazdy z nas z
          > yje tylko raz i czasem
          > koniec zycia moze przyniesc tyle szczescia jesli tylko
          ma sie odwage opuscic pa
          > rtnera, z ktorym trwalo
          > sie dla dzieci. wylacznie dla nich.
          > pisze to, bo mam kilkoro znajomych (roznych plci),
          ktorzy bedac w moim wieku za
          > czynaja wreszcie zyc.
          > dzieci odchowane, mortgage posplacane, jest sie czym
          podzielic w przypadku rozw
          > odu i mozna
          > wreszcie byc szczesliwym. a tu sie niektorym okazuje,
          ze dorosle dzieci, ktore
          > same zmieniaja czesto
          > partnerow maja o to zal. bo rodzice jak sie poswiecali
          przez 20, 30, 40 lat - t
          > ak powinni poswiecac sie
          > dalej. bo tak sobie ich ukochane pociechy wymyslily.

          Na poczatku sie z Toba zgadzalam ale jak poczytalam o tym
          posiwecaniu sie dla dzieci i tylko dlatego byciu ze soba
          to sie zdenerwowalam jak zwykle gdy takie cos czytam. Moi
          rodzice rozwiedli sie po 23 lat. Mam do nich zal- nie o
          to ze sie rozwiedli, ale o to ze nie zrobili tego dobrych
          kilkanascie lat wczesniej- wszyscy bysmy na tym lepiej
          wyszli. A oni oczekuja ede mnie wdziecznosci, bo to ze
          wzgledu na dzieci zafundowali nam wszystkim
          kilkunastoletnie piekielko.

    • zlakobieta Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł 04.04.02, 09:32
      Moj tata zachowal sie podobnie.

      Moi rodzice przez wszystkich (rowniez przeze mnie i brata) uznawani zawsze byli
      za wzorowe malzenstwo. Mama co prawda jest osoba troche zrzedliwa i "ukladajaca
      wszystkim zycie" ale tata jest spokojny, zrownowazony i uwazalismy, ze
      doskonale sie uzupelniaja. Mama zawsze deklarowala swoja milosc do taty i widac
      bylo jej tesknote gdy wyjezdzal. Nigdy nie spojrzala na innego faceta, zawsze
      byla wierna i kochajaca. Tata z kolei byl wspanialym tata, na ktorego zawsze
      mozna bylo liczyc. Wszyscy zawsze zachwycali sie jego troska o zone i dzieci.
      Pomagal w domu, wyreczal mame w czym mogl. Nie wyobrazam sobie sytuacji, w
      ktorej mama poprosilaby go o cos, a on by odmowil, czy chociazby sie skrzywil.

      W wieku 50 lat znalazl sobie kochanke.

      Przez dwa lata nikt nic nie zauwazyl, potem nagle sie wydalo. Powiedzial, ze ja
      kocha... Mojej mamie swiat sie zawalil. Dramat!

      Historia miala jednak inne zakonczenie. Moja mama zaczela popadac w histerie,
      klopoty z sercem, mysli samobojcze... Myslalam, ze tego nie przezyje. Sadze, ze
      mialo to zwiazek rowniez z zaburzeniami hormonalnymi, ktore sa czeste u kobiet
      w wieku przejsciowym. Bylam wykonczona psychicznie jej telefonami, placzem i w
      ogole wszystkim. Żądala, zebysmy z bratem zerwali kontakty z "wyrodnym ojcem".
      My nie chcielismy tego zrobic. Nie dlatego, ze pochwalalismy jego postepowanie,
      ale dlatego, ze to NASZ OJCIEC.
      Tlumaczylam mamie, ze to nie koniec swiata, ze nie powinna chciec byc z
      facetem, ktory kocha przeciez inna. Nie jest jeszcze stara i powinna zyc
      przyszloscia, a nie tym co bylo, bo pewnych rzeczy nie da sie juz zmienic.
      Przytakiwala, a potem robila cos przeciwnego.
      W ten sposob minely juz cztery lata. Moi rodzice sa razem. Tata zerwal kontakty
      z tamta kobieta zaraz po pierwszych "aferach" mamy. Nie rozmawialam z nim o tym
      ale mysle, ze nie potrafi zapomniec o tamtej kobiecie. Zdaje sobie sprawe, ze
      skrzywdzil mame i zostajac z nia (tak jak chciala) mial pewnie zamiar zachowac
      sie odpowiedzialnie i naprawic to zlo, ktore wyrzadzil.
      Uciekl w strone Kosciola. Posci, chodzi na nabozenstwa i msze, czyta ksiazki i
      chyba uwaza to za rodzaj pokuty.
      Mama tez nie potrafi zapomniec. Ma rodzaj satysfakcji, ze sa razem ale
      jednoczesnie bez przerwy wypomina mu to, co zrobil. Wiesza psy na kochance i po
      prostu nie da sie tego sluchac. Robi to w ironiczny, zlosliwy sposob, albo
      wrecz w ramach karczemnych awantur. Twierdzi, ze ojca nie kocha i nie chce z
      nim byc ale ze wzgledow finansowych nie potrafia sie rozstac (mama zarabia
      bardzo dobrze, a tata ma niesplacony kredyt i klopoty finansowe).
      Nie wiem sama... Moze nie chodzi o finanse tylko to taki pretekst, bo mama boi
      sie tego rozstania. Nie zmienia to faktu, ze ich zwiazek jest porazka. Mecza
      sie oboje. Po co?!
      Wolalabym chyba, zeby byli osobno i szczesliwi.
      Uwazam, ze moja mama moglaby sobie jeszcze ulozyc zycie. Jest kobieta
      atrakcyjna i zawsze miala powodzenie u mezczyzn, a finansowo jak juz pisalam
      tez dobrze sie jej powodzi.
      Nie rozumiem jej postepowania. Nie moge oprzec sie wrazeniu, ze robi to
      wszystko zeby sie zemscic ale dlaczego tak sie temu poswieca i marnuje przy
      okazji swoje zycie?
      To chyba DODO napisala, ze trzebaby siedziec w czyjejs szafie, zeby moc sie
      wypowiedziec na temat malzenstwa. To swieta prawda. Dopiero w trakcie kryzysu
      moich rodzicow mama zaczela mi opowiadac rozne fakty z ich wczesniejszego
      pozycia, a mnie wlos jezyl sie na glowie, bo nigdy bym nie pomyslala, ze takie
      rzeczy mogly sie dziac pod nosem moim i brata, a my nic nie widzielismy!
      Istnieje oczywiscie prawdopodobienstwo, ze koloryzowala lub przesadzala, ale
      jednak...
      To wszystko jest takie skomplikowane. Teraz potrafie juz o tym myslec i mowic
      spokojnie ale wtedy, gdy sie o tym dowiedzialam... Zawalil sie caly moj swiat.
      Wszystkie wartosci, w ktore wierzylam stracily nagle swoje znaczenie, bo skoro
      moj doskonaly ojciec zrobil cos takiego, to jak mozna miec zaufanie do
      kogokolwiek. Przeszlam kryzys malzenski, z ktorego juz wlasciwie nie wybrnelam.
      Zamrozily mnie slowa mojej mamy "zyj dziecko wlasnym zyciem i nie ogladaj sie
      na meza, ani na nikogo, bo obudzisz sie w wieku 50 lat z reka w nocniku jak ja".
      Mimo wszystko jednak nie potrafie potepic ani taty ani mamy. Kazde z nich
      robilo i robi to, co uwaza za stosowne. To ich zycie, a my - ich dzieci mamy
      swoje i jako dojrzala kobieta potrafie wyobrazic sobie co czuje kazde z nich.
      Na pewno nie bede ich oceniac, bo nikt nie ma do tego prawa (chyba ze we
      wlasnym sercu), a juz nie do pomyslenia jest dla mnie wymagac od nich, zeby
      postepowali tak, jak ja bym chciala, bo to bezczelnosc.
      Nie wiem czy zalozycielka watku wolalaby byc w sytuacji takiej jak ja teraz i
      czy bylaby przez to szczesliwsza.
      Pozdrawiam i przepraszam za rozmiar posta. :)
      • Gość: WIT Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 14:50
        Wiesz, ktoś tu bardzo mądrze napisał:
        Na początku był BÓG, potem ADAM, a potem przyszła kobieta i nastały już tylko
        same nieszczęścia. Czasami wydaje mi się, że mentalność polskiej kobiety jest
        gorsza od mentalności polskiego chłopa. Ma w sobie coś destrukcyjnego, coś z
        fatalizmu, tak naprawdę z niczego nie potrafi się cieszyć, wszystko z biegiem
        czasu niszczy i odrzuca. Przecież 1.500.000 odchodzących w Polsce ojców wręcz
        uciekających od swoich wybranek życiowych to olbrzymi problem społeczny. I nad
        tym musimy się wszyscy razem poważnie zastanowić. Do tego, między innymi, służy
        to forum zapewniając anonimowość wypowiedzi i ich obiektywizm. Gdy ktoś sie
        wychyli drugi to zaraz sprostuje. Tak dalej żyć nie można. To co aktualnie się
        dzieje jest zaprzeczeniem istnienia ludzkości. Co dalej?
        • Gość: Nell Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 16:02
          Gość portalu: WIT napisał(a):

          > Wiesz, ktoś tu bardzo mądrze napisał:
          > Na początku był BÓG, potem ADAM, a potem przyszła kobieta i nastały już tylko
          > same nieszczęścia. Czasami wydaje mi się, że mentalność polskiej kobiety jest
          > gorsza od mentalności polskiego chłopa. Ma w sobie coś destrukcyjnego, coś z
          > fatalizmu, tak naprawdę z niczego nie potrafi się cieszyć, wszystko z biegiem
          > czasu niszczy i odrzuca. Przecież 1.500.000 odchodzących w Polsce ojców wręcz
          > uciekających od swoich wybranek życiowych to olbrzymi problem społeczny.

          Spoko wit, trzeba ten problem spoleczny-baby- wytruc!!! Niech zyje meska milosc...Nie bedzie ta
          destrukcyjna baba plula wam w twarz, zakatrupic je!!! Bo przez nie jest zlo na swiecie...a`propo, leczysz
          sie u czubkow?? czy moze cie jakas baba skrzywdzila?? mamusia bila i zamykala w ciemnicy? Trzymala
          o suchym chlebku i wodzie??

          I nad
          > tym musimy się wszyscy razem poważnie zastanowić. Do tego, między innymi, służy
          >
          > to forum zapewniając anonimowość wypowiedzi i ich obiektywizm. Gdy ktoś sie
          > wychyli drugi to zaraz sprostuje. Tak dalej żyć nie można. To co aktualnie się
          > dzieje jest zaprzeczeniem istnienia ludzkości. Co dalej?

        • yak-ona Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł 04.04.02, 20:13
          Gość portalu: WIT napisał(a):

          > Wiesz, ktoś tu bardzo mądrze napisał:
          > Na początku był BÓG, potem ADAM, a potem przyszła kobieta i nastały już tylko
          > same nieszczęścia. Czasami wydaje mi się, że mentalność polskiej kobiety jest
          > gorsza od mentalności polskiego chłopa. Ma w sobie coś destrukcyjnego, coś z
          > fatalizmu, tak naprawdę z niczego nie potrafi się cieszyć, wszystko z biegiem
          > czasu niszczy i odrzuca. Przecież 1.500.000 odchodzących w Polsce ojców wręcz
          > uciekających od swoich wybranek życiowych to olbrzymi problem społeczny. I nad
          > tym musimy się wszyscy razem poważnie zastanowić. Do tego, między innymi, służy
          >
          > to forum zapewniając anonimowość wypowiedzi i ich obiektywizm. Gdy ktoś sie
          > wychyli drugi to zaraz sprostuje. Tak dalej żyć nie można. To co aktualnie się
          > dzieje jest zaprzeczeniem istnienia ludzkości. Co dalej?

          bardzo madrze napisane...
          pozdrowka...

          • Gość: Nell Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 21:02
            yak-ona napisał(a):

            > Gość portalu: WIT napisał(a):
            >
            > > Wiesz, ktoś tu bardzo mądrze napisał:
            > > Na początku był BÓG, potem ADAM, a potem przyszła kobieta i nastały już ty
            > lko
            > > same nieszczęścia. Czasami wydaje mi się, że mentalność polskiej kobiety j
            > est
            > > gorsza od mentalności polskiego chłopa. Ma w sobie coś destrukcyjnego, coś
            > z
            > > fatalizmu, tak naprawdę z niczego nie potrafi się cieszyć, wszystko z bieg
            > iem
            > > czasu niszczy i odrzuca. Przecież 1.500.000 odchodzących w Polsce ojców wr
            > ęcz
            > > uciekających od swoich wybranek życiowych to olbrzymi problem społeczny. I
            > nad
            > > tym musimy się wszyscy razem poważnie zastanowić. Do tego, między innymi,
            > służy
            > >
            > > to forum zapewniając anonimowość wypowiedzi i ich obiektywizm. Gdy ktoś si
            > e
            > > wychyli drugi to zaraz sprostuje. Tak dalej żyć nie można. To co aktualnie
            > się
            > > dzieje jest zaprzeczeniem istnienia ludzkości. Co dalej?
            >
            > bardzo madrze napisane...
            > pozdrowka...
            >

            A wielkiego mizoginizmu nie zauwazylas w tym poscie?? Wszystko mozna o nim powiedziec, ale nie to,
            ze jest madrze i obiektywnie napisany...
        • Gość: ryżymałp Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: 195.116.167.* 08.04.02, 12:36
          Gość portalu: WIT napisał(a):

          Przecież 1.500.000 odchodzących w Polsce ojców wręcz
          > uciekających od swoich wybranek życiowych to olbrzymi problem społeczny. I nad
          > tym musimy się wszyscy razem poważnie zastanowić.


          A zastanowiłeś się dokąd uciekają ci biedni, stłamszeni mężczyźni? Wcale nie w
          Himalaje gdzie nikogo nie ma , tylko do następnej polskiej, fatalistycznej
          kobiety , której nic sie nie podoba. Chyba nie w tym problem w takim razie.
          Ja mam na ten temat głupia teorię:
          ludzie żyja za długo. Kiedyś żenili sie , odchowali dzieci i umierali w poczuciu
          spełnionego obowiązku w wieku lat, powiedzmy, 50.
          Teraz, gdy maja odchowane , dorosłe dziecie , oni w wieku lat 50 mają prawie
          drugie tyle przed sobą . Powstaje pytanie - czy kolejne lata mają spędzić
          starzejąc się czy lepiej zacząć nowe życie?
          Nie pochwalam oczywiście tego typu zachowań ale z drugiej strony po prostu NIE
          WIERZĘ w ślubowana miłość , wierność i uczciwość - z tego też powodu stan
          staropanieństwa bądź konkubinatu coraz bardziej z wiekiem mi się podoba.

    • Gość: Spring Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.oc.oc.cox.net 04.04.02, 10:02
      Temat smutny, ale fajnie sie to czyta. I mysli.
      Dodo i zlakobieta - Madre z Was kobitki.
      Dzieki Wam zobaczylam i druga strone medalu.
      Dziekuje.
    • Gość: dinozaur Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: 192.168.3.* 04.04.02, 11:19
      Jak łatwo jest dzieciom osadzac swoich rodzicow.Osadzaja na podstawie faktu ze
      on,ona odeszla a oni -dzieci zostali sami.Tylko kto z tych dzieci nierzadko
      doroslych staral sie zrozumiec jedna czy druga strone. Pomyslal jak do tego
      doszlo co bylo powodem, przyczyna.Dzieciom jak jest dobrze to ok potrafia
      walczyc o swoje prawa.Lecz gdy rodzice chca zmienic swoje zycie to wtedy sie
      zaczyna wyrodny ojciec, matka.I czy to nie jest podejscie egoistyczne, nam ma
      byc dobrze a oni sie nie licza.Dzieci odchodza ok a rodzice niech sie
      pozabijaja byle byli razem.
      Rozczarowanie przychodzi po 5-15 latach ale jak moze przyjsc po 25 to
      niemozliwe.A jezeli jedno czy drugie staralo sie zachowac dobrze dla dobra
      dziecka to czy to zostanie docenione, nie maja byc razem typowy egoizm. Bo
      starym to juz sie nic nie nalezy siedziec w domu, bawic wnuki.koniec, a
      zapomnialem czekac na smierc. A jak dzieci strasznie tym rodzicom pomagaja
      pozniej to szkoda mowic. Niech sie pozabijaja byle nie wzieli rozwodu.
      • Gość: zazah Re: moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: 192.168.100.* 04.04.02, 13:25
        moj stary tez, i co? widzialam cierpienie mojej mamy, ktora wprawdzie zawodowo
        potem wystrzelila w gore, ale wybaczcie znalezienie partnera gdy sie ma 45-55
        lat nie jest wcale takie proste. a ja? jasne ze to tez przezylam, tym bardziej
        ze moj stary wogole sie do mnie nie odzywa. no i co? jak on ma mnie w d. to ja
        go tez. tylko co ja mam myslec o facetach? bo przeciez ojciec powinien byc
        wzorcem? czy nie?
        • Gość: re moj ojciec po 25 latach małżeństwa odszedł IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 04.04.02, 13:51
          Żal mi takich 50 letnich pryków, którym udaje sie złapać młodszą żonę.
          Od razu taki musi liczyc się z tym, ze młodsza żona marzy albo ma młodszego
          kochanka. Przecież taki jest zwiotczały i zostało mu niewiele do pokazania.
          Co najwyżej rogi. Obrzydliwe. Musi wiedzieć że młodsze robią to dla forsy. Ale
          jak im to pasuje...
          Hormonom i menopauzie trudno o rozsądek.
          • Gość: dodo juz zupelnie na koniec:-) IP: 209.226.65.* 04.04.02, 16:06
            juz tak zupelnie na koniec tych rozwazan dodam tylko od siebie, ze
            rozczarowanie drugim czlowiekiem moze przyjsc po dwoch dniach i po 40 latach
            bycia ze soba. codziennie sie czegos nowego o sobie dowiadujemy i niech sie
            nikt nie ludzi, ze jesli przetrwal(a) w milosci i przyjazni z partnerem przez
            10, 15, 20 lat to juz sie nim/nia nigdy nie znudzi, nie zdegustuje, nie
            rozczaruje. malzenstwo jest inwestycja bez gwarancji i bez ograniczen
            czasowych :-)
            a jesli chodzi o tworzenie piekla w domu to tez nie musi tak byc. wielu ludzi
            potrafi zyc kolo siebie bardzo rozsadnie i kulturalnie choc bez zadnych
            wiekszych uczuc uznajac zobowiazania jakie wzieli na siebie plodzac dzieci.
            gdy jednak dzieci odchodza z domu, bo sa juz dorosle sytuacja ulega zmianie
            i narzucone sobie wiezy mozna rozwiazac. jak w kazdej sprawie - warto kierowac
            sie kultura i rozsadkiem.
            a ja? ja wcale nie oczekuje, ze moje dzieci beda mnie traktowac jak wzor do
            nasladowania raczej jako przyklad, ze mozna i tak... kazdy rodzic chce aby
            zycie ich dzieci bylo lepsze i szczesliwsze niz jego/jej wlasne. wiec mimo, ze
            jak dotad moje zycie (malzenskie, bo o tym tu mowimy) wydaje sie byc szczesliwe
            i satysfakcjonujace, wciaz zycze moim dzieciom by mialy jeszcze wiecej
            szczescia i radosci. czy jest to mozliwe? nie wiem - to juz od nich zalezy:-)
            • zlakobieta Re: juz zupelnie na koniec:-) 04.04.02, 16:44
              Święte słowa droga Dodo :)))
    • Gość: Kama Re: MALZENSTWO JEST JAK OGROD. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.04.02, 17:13
      Mysle, ze po latach doswiadczen zyciowych czlowiek ma zupelnie inne spojrzenie
      na zagadnienie malzenstwa i bycia razem niz jak ktos jest mlody i na poczatku
      tej drogi. Yak-ona malzenska przysiega nie zawsze gwarantuje ze ludzie beda ze
      soba do konca. Ta przysiega zobowiazuje obydwie strony do pracy nad trwaloscia
      zwiazku, aby byl dobry , serdeczny i satysfakcjonujacy zarowno zone jak i meza.
      Malzenstwo jest jak ogrod jesli sie o niego nie dba to zarosnie chwastami i nie
      pomoze to ze za jakis czas wejdziesz i bedziesz chciala wszystko naprawic, tak
      sie nie da. Co bedziesz wowczas pielegnowac w tym ogrodzie, chwasty??? Dzieci
      beda zawsze rozwod rodzicow odbierac jak tragedie, bo nagle rozpada sie ten ich
      caly poukladany swiat. Dzisiaj ta zona ma pewnie zal, ale gdzies tam rowniez
      musial byc ten jej procent bledow popelnionych w malzenstwie. I choc dzisiaj
      czuje sie jak porzucona koszula, ktora maz zamienil na inna to byc moze w
      przyszlosci spotka kogos kto ja szczerze pokocha, a moze po prostu zacznie zyc
      dla siebie bardziej, zacznie zyc swoim zyciem. Partner ktory jej nie kocha,
      oszukuje i zdradza to chyba nie jest jej najlepszy przyjaciel. W zyciu nie ma
      zadnych gwarancji, przysiega malzenska tym bardziej ich nie daje. Pozdrawiam.
      • yak-ona Re: MALZENSTWO JEST JAK OGROD. 04.04.02, 20:15
        Gość portalu: Kama napisał(a):

        > Mysle, ze po latach doswiadczen zyciowych czlowiek ma zupelnie inne spojrzenie
        > na zagadnienie malzenstwa i bycia razem niz jak ktos jest mlody i na poczatku
        > tej drogi. Yak-ona malzenska przysiega nie zawsze gwarantuje ze ludzie beda ze
        > soba do konca.
        no jasne ze nie~!!

        wiec po co wogele wychodzic za maz/ zenic sie???
        Ta przysiega zobowiazuje obydwie strony do pracy nad trwaloscia
        > zwiazku, aby byl dobry , serdeczny i satysfakcjonujacy zarowno zone jak i meza.
        >
        > Malzenstwo jest jak ogrod jesli sie o niego nie dba to zarosnie chwastami i nie
        >
        > pomoze to ze za jakis czas wejdziesz i bedziesz chciala wszystko naprawic, tak
        > sie nie da. Co bedziesz wowczas pielegnowac w tym ogrodzie, chwasty??? Dzieci
        > beda zawsze rozwod rodzicow odbierac jak tragedie, bo nagle rozpada sie ten ich
        >
        > caly poukladany swiat. Dzisiaj ta zona ma pewnie zal, ale gdzies tam rowniez
        > musial byc ten jej procent bledow popelnionych w malzenstwie. I choc dzisiaj
        > czuje sie jak porzucona koszula, ktora maz zamienil na inna to byc moze w
        > przyszlosci spotka kogos kto ja szczerze pokocha, a moze po prostu zacznie zyc
        > dla siebie bardziej, zacznie zyc swoim zyciem. Partner ktory jej nie kocha,
        > oszukuje i zdradza to chyba nie jest jej najlepszy przyjaciel. W zyciu nie ma
        > zadnych gwarancji, przysiega malzenska tym bardziej ich nie daje. Pozdrawiam.



        • yak-ona Re: do DODO 04.04.02, 20:17
          dzieki dodo za bardzo madre spojrzenie na sprawe!
          pozwolilo mi to zobaczyc tez inne strone medalu!
          pozdrawiam!
        • Gość: kama Re: MALZENSTWO JEST JAK OGROD. DO YAK-ONEJ IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.04.02, 20:39
          Zgadza sie absolutnie. A czy ty jestes pewna ,ze strona " opuszczona" zawsze
          pracuje nad ta trwaloscia? Wina za rozpad malzenstwa nie lezy 100% po jednej
          stronie.
          • yak-ona Re: MALZENSTWO JEST JAK OGROD. 04.04.02, 20:46
            Gość portalu: kama napisał(a):

            > Zgadza sie absolutnie. A czy ty jestes pewna ,ze strona " opuszczona" zawsze
            > pracuje nad ta trwaloscia? Wina za rozpad malzenstwa nie lezy 100% po jednej
            > stronie.

            no oczywiscie ze nie...
            winne sa obie strony- czasami nawet tak samo winne!
            • Gość: boo Re: MALZENSTWO JEST JAK OGROD. IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 06.04.02, 15:31
              Droga Korale bardzo mi przykro, że musisz przeżywasz rozwód swoich
              rodziców,nieżależnie od okolicznosci, które doprowadziły do tej sytuacji jestem
              z tobą, wiem jaki to ból... Trzymaj się
              • Gość: ........ Re: MALZENSTWO JEST JAK OGROD. IP: *.sympatico.ca 07.04.02, 02:10
                Musisz znac swego ojca bardziej anizeli ktokolwiek inny z nas
                tu piszacych. Jestem mezczyzna, wiem ze zostawic kobiete ktora
                kocham bym nie mogl. Odszedlbym gdyby ona tego zyczyla. Kazde
                malzenstwo ma swoja specyfike (jezeli ja ma, a powinno, inaczej
                jest raczej sztuczne, czy sztucznym udawaniem). Napewno po tylu
                latach nie byla to latwa decyzja dla Twojego ojca. Mysle, ze
                on ten swoj zamiar nosil od dawna. To, ze do tego doszlo,
                nie win tylko i wylacznie swojego ojca. Byc moze ze strony
                matki byly wieksze niedopracowania ktore Twoj ojciec tolerowal (
                jak wiesz do czasu) a ona jego. Wzajemne zrozumienie w kazdym
                malzenstwie jest bardzo wazna sprawa. Milosc sie tez
                przeinacza, nie sposob kochac ciagle taksamo jak to sie robilo
                w te tradycyjne 18 lat. Mozna jednak kochac w kazdym wieku, tyle
                tylko ze trzeba zawsze miec w sobie te iskre milosci i
                czuc potrzebe rozpalenia ognia. Nie przezywaj zbytnio rozpadu
                zwiazku swoich rodzicow. Mysle ze bedac ludzmi doroslymi
                rozeszli sie bez wyrzadzania sobie krzywdy lub zrobili to z
                ograniczeniem wzajemnego bolu ( jezeli to okreslenie jakkolwiek
                tu moze podejsc). Rozumiem, a przynajmniej staram sie zrozumiec
                Ciebie bedaca plodem i czescia tej juz nieistniejacej formalnie
                rodziny. Nie chce Ci zadnych porad podawac, nawet o nie nie
                prosisz, ale chyba rozsadna rzecza by bylo z Twojej strony nie
                osadzac rodzicow ( w tym tez ojca, bo to on odszedl) ze ich
                malzenstwo tak a nie inaczej sie skonczylo. Nie znam Twojej
                sytuacji. Mozliwe ze masz swoje wlasne malzenstwo. Dbaj o swoje
                "gniazdo" by nie spotkalo Ciebie cos podobnego w przyszlosci.
                Szanowac raczej by pasowalo z Twojej strony te 25 lat
                ktore ze soba Twoi rodzice przezyli. Sama wiesz zapewne ze to
                jest kupa czasu, w naszym krotkim i ........zyciu. Powiem cos
                tez troche z ironia i troche zartujac ( mysle ze mnie
                zrozumiesz wlasciwie i nie przyjmiesz tego jako obelge):
                niektorzy w te swoje 50 lat odczuwaja znowu swoja mlodosc i
                mysla ze dane im zyc jest wiecznie, a moze wlasnie w te
                swoje 50 chca sie wykazac czyms, czego nie zrobili do 50-
                ciu. Pomyslec, ze pisze to ten, ktory tego "zaszczytnego" i
                rozkosznego wieku nie zna, ale sie ku niemu
                zbliza.............sprawa latek. Pozdrawiam
              • Gość: korale Re: MALZENSTWO JEST JAK OGROD. IP: 192.168.0.* 08.04.02, 12:02
                Gość portalu: boo napisał(a):

                > Droga Korale bardzo mi przykro, że musisz przeżywasz rozwód swoich
                > rodziców,nieżależnie od okolicznosci, które doprowadziły do tej sytuacji jestem
                >
                > z tobą, wiem jaki to ból... Trzymaj się

                dzieki boo
                znika najwazniejszy, okazuje sie ze jedyny tak naprawde punkt odniesienia i nie
                wiesz gdzie jestes
                nikomu tego nie zycze
    • Gość: John1. Re: Znikający ojciec. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 07.04.02, 17:14
      SPOŁECZEŃSTWO Newsweek numer 10/02, strona: 78

      Znikający ojciec

      Rodzina

      Coraz więcej młodych wykształconych mężczyzn ucieka od swoich dzieci. Po latach
      żałują, ale wrócić im trudno.

      Marek Brandt, 34-letni przedstawiciel handlowy, rozstał się z partnerką trzy
      lata temu. Ich syn miał wtedy rok. Na początku Marek go odwiedzał: przychodził,
      bawił się z Grzesiem, zabierał na spacery. Ale wystarczyła jedna kłótnia z
      Agnieszką, żeby się więcej nie pojawić. - Głupia męska ambicja - przyznaje.
      Mijają dwa
      lata, odkąd nie widział syna. I nie wie, kiedy go zobaczy. - Boję się - mówi.
      Potężnie zbudowany mężczyzna, o którym znajomi mówią "twardziel", wbija wzrok w
      meblościankę. - Poszedłbym do syna, on by mnie nie poznał i co bym zrobił? -
      pyta bezradnie i sam sobie odpowiada: - Wyszedłbym.
      Ojców, którzy znikają z życia swoich synów i córek, jest dziś coraz więcej.
      Samotne matki wychowują 1,5 mln dzieci w Polsce - o 300 tys. więcej niż w 1988
      roku.
      W państwach zachodnich już od lat 60. XX w. zaczęła gwałtownie spadać liczba
      małżeństw, za to rosnąć rozwodów i wolnych związków. Wybitny myśliciel
      amerykański Francis Fukuyama pisze w "Wielkim wstrząsie", że stało się to, gdy
      gospodarki tych państw przechodziły z epoki przemysłowej do informacyjnej.
      Wzrosło wtedy znaczenie pracy umysłowej. Wśród ludzi wykształconych wytworzyła
      się "kultura wybujałego indywidualizmu". Egoistyczny kult samorealizacji
      znakomicie się sprawdził na rynku pracy, ale przeniesiony w sferę życia
      rodzinnego, naruszył tradycyjne normy.
      Zdaniem Fukuyamy w latach 90. proces ten uległ zahamowaniu. Ale u nas, z racji
      wieloletniego zapóźnienia cywilizacyjnego, właśnie nabiera przyspieszenia. I w
      coraz większym stopniu normą staje się to, że dzieci znają swych ojców słabo
      lub wcale.
      Z badań dr. Krzysztofa Wszeborowskiego, socjologa z Uniwersytetu Gdańskiego,
      wynika, że 60 proc. mężczyzn po rozpadzie związku nie widuje swoich dzieci w
      ogóle lub widuje je sporadycznie. - W dużych miastach to poważny problem
      społeczny - mówi Wszeborowski. Po części jest on efektem liberalizacji
      obyczajów w wielkomiejskich środowiskach. Są też inne przyczyny. - Kiedyś
      mężczyźni urozmaicali sobie życie erotyczne, biorąc przypadkową kochankę na
      jedną noc. A po takim "skoku w bok" wracali do żony i małżeństwo, lepiej lub
      gorzej, funkcjonowało - tłumaczy socjolog. Dziś zdaniem Wszeborowskiego media
      nauczyły mężczyzn, że trzeba mieć wszystko w najlepszym gatunku. Także
      kobietę. - Poszukują partnerki idealnej. A gdy ją zdobywają, natychmiast
      zaczyna im się wydawać, że następny ideał już czeka na horyzoncie. Gdy angażują
      się w nowy romans, odchodzą na stałe - komentuje Wszeborowski.
      Jego badania to jedno z nielicznych źródeł wiedzy o znikających ojcach, bo ci
      ulatniają się nie tylko z życia dzieci, ale także z danych statystycznych i
      opracowań socjologicznych. "Newsweek postanowił spra-wdzić, kim są mężczyźni,
      którzy tracą kontakt z najbliższymi. Skoncentrowaliśmy się na
      trzydziestolatkach ze średnim i wyższym wykształceniem, bo problem w dużym
      stopniu dotyczy nieźle prosperującej klasy średniej. - Najlepiej świadczą o tym
      dane o samotnych matkach - mówi dr Marek Rymsza, socjolog z Uniwersytetu
      Warszawskiego, współautor raportu Instytutu Spraw Publicznych w Warszawie, o
      samotnym macierzyństwie. - Aż 75 proc. kobiet samotnie wychowujących dzieci
      mieszka w dużych miastach, 51 proc. ma wykształcenie wyższe lub średnie. W
      przeważającej większości taki sam był status ich mężów
      Znikających ojców podzieliliśmy na trzy grupy. Pierwsza - znana i dobrze
      opisana - to ojcowie z rodzin patologicznych. Drugą stanowią dobrze
      wykształceni, emocjonalnie niedojrzali mężczyźni, którzy porzucają dzieci z
      lęku, że przeszkodzą im w karierze. I wreszcie słabeusze - ofiary silnych
      kobiet i sądownictwa. Nie radzą sobie z presją wyemancypowanych partnerek. Po
      rozwodzie zostają sami i tracą kontakt z dziećmi.
      Powody porzucania dzieci przez mężczyzn ze środowisk patologicznych nie
      zmieniają się od lat: nieplanowane ojcostwo nieletnich, zdrady, alkohol,
      przemoc. Ale dlaczego porzucają dzieci młodzi, dobrze zarabiający ludzie?
      Dlaczego jedna kłótnia, jak ta Marka z Agnieszką, wystarczy, by zerwać kontakt
      z dzieckiem?
      Z naszych rozmów ze znikającymi ojcami wynika, że nie traktują oni rodziny jako
      wartości nadrzędnej. Zdecydowaną większość takich ojców stanowią "mężczyźni
      nieprzygotowani" - jak nazywa ich Anna Mieszczanek, dyrektorka fundacji Zadbać
      o Świat, zajmującej się m.in. mediacjami w konfliktach rodzinnych. Taki
      mężczyzna lubi się sprawdzać. Ma określone cele - lepszy status materialny,
      wyższą pozycję środowiskową. Chce swobody, samorealizacji i perspektyw. -
      Mężczyznom coraz łatwiej odchodzić - uważa Mieszczanek. Jej zdaniem nie czują
      już tak wielkiej presji społecznej, by utrzymywać tradycyjny model rodziny.
      Wzrosła też akceptacja dla realizowania egoistycznych potrzeb.
      Generacja współczesnych 20-30-latków coraz częściej szuka recepty na szczęście
      w karierze i konsumpcji. Tak też tłumaczy epidemię rozpadu młodych,
      wykształconych rodzin psychoterapeuta Wojciech Eichelberger. - Związek z drugą
      osobą traktują jak spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością: nie wychodzi z
      jednym partnerem "od interesów", to szukają innego. Dzieci są na drugim planie -
      dodaje Eichelberger.
      Dane statystyczne mówią same za siebie. Chociaż ogólna liczba urodzeń spadła z
      547 tys. w 1990 r. do 370 tys. w 2001 r. (czyli o ponad 30 proc.), rozkwit
      przeżywa samotne macierzyństwo. W 1988 r. było 822 tys. matek utrzymujących
      dzieci. Według badań statystycznych z 1995 r. liczba ta przekroczyła 905
      tysięcy. Dziś, jak szacuje prof. Zbigniew Strzelecki, prezes Polskiego
      Towarzystwa Demograficznego, jest ich około 980 tysięcy. - Liczba samotnych
      matek rośnie z roku na rok - mówi, powołując się na dane GUS oraz szacunki
      własne.
      Teraz wchodzi się w związek znacznie szybciej i prościej. Mieszkanie i presja
      rodziny prawie nigdy nie stanowią przeszkody. Młodzi ludzie lubią luźne układy,
      w których partnerzy mogą się realizować. Mężczyznom do dziecka się nie spieszy,
      ale kiedy partnerka zachodzi w ciążę, uznają - jakby z rozpędu - że wszystko
      jest OK. Po kilku miesiącach to się zmienia, bo zaczynają się "dusić". 34-letni
      Jan, znany w Trójmieście grafik, który jak większość znikających ojców prosi o
      anonimowość ("Nie będę się publicznie biczować"), uznał, że "nie jest jeszcze
      gotowy". Odszedł, gdy jego partnerka była w piątym miesiącu ciąży. Trzyletniej
      córki, nazwijmy ją Marta, mieszkającej przy tej samej ulicy co on, nie widział
      od dwóch lat. Tacy mężczyźni boją się zmiany stylu życia. Kiedy usłyszą od
      partnerki, że teraz powinni skoncentrować się na rodzinie, czują, że ich miłość
      nagle wyparowała. "Nie mogę już z tobą być", "nie daję rady", "nie pasujemy do
      siebie", "mam kryzys" - mówią i odchodzą. Właśnie takie zdania powracały we
      wspomnieniach rozmówców "Newsweeka". Mężczyźni, którzy dłużej wytrzymali w
      ojcostwie, tłumaczą, że odchodzili z powodu ogromnego napięcia,
      przytłaczającego poczucia odpowiedzialności oraz z powodu kłótni - przede
      wszystkim o pieniądze. Z badań psychologów wynika, że są one powodem prawie 80
      proc. rodzinnych awantur.
      Andrzej, 38-letni muzyk rockowy, przez kilka lat próbował godzić rolę ojca i
      męża z muzyczną pasją. - Ale nie wyszło - wyznaje z rozbrajającą szczerością.
      Zdaniem żony nie zarabiał dość, by starczyło i na dom, i na urządzenie studia.
      Kazała mu wybierać. W końcu nie wytrzymał wymówek. Teraz ma swoją muzykę, ale
      córki nie widuje.
      - Jeśli miałabym bronić mężczyzn, to tym, że żyją dziś pod wielką presją. Z
      jednej strony muszą utrzymać dom, z drugiej stawić czoło wymaganiom i
      aspiracjom coraz bardziej wyemancypowanych partnerek - argumentuje Anna
      Mieszczanek.
      Zacierają się tradycyjne role w społeczeństwie. Mężczyźni coraz trudni
      • Gość: John1. Re: Znikający ojciec cd. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 07.04.02, 17:22
        Zacierają się tradycyjne role w społeczeństwie. Mężczyźni coraz trudniej
        odnajdują się w rodzinach. Muszą liczyć się z zawodowymi ambicjami partnerek,
        dzielić z nimi domowe obowiązki i realizować postulat równości płci, ale ciężar
        utrzymania domu wciąż spoczywa na ich barkach. Jeśli im nie wychodzi, czują się
        zagrożeni w roli mężczyzny, spada ich samoocena i uciekają.
        Marek Brandt, tata Grzesia, do dziś nie rozumie, czego tak naprawdę chciała od
        niego Agnieszka. Żądała, żeby znalazł dodatkową pracę, a kiedy to zrobił,
        narzekała, że za mało czasu poświęca jej i dziecku. Agnieszka ripostuje: -
        Marek nie chciał się nawet do mnie wprowadzić. Nie było perspektyw na normalną
        rodzinę, a ja po prostu chciałam stabilizacji - mówi cicho, ale w jej głosie
        nie słychać żalu.
        Może to brzmieć sarkastycznie, ale oboje mają teraz wymarzoną stabilizację.
        Agnieszka wie, że musi liczyć na siebie, Markowi nikt nie suszy głowy. Ma swoją
        pracę, życie towarzyskie, mieszka z bratem i szwagierką. - Jestem sam i jest mi
        z tym dobrze - mówi i zaraz sobie przeczy: - Ale z życia zadowolony nie jestem.
        Ma wyrzuty sumienia wobec syna, choć możliwości kontaktu na razie nie widzi.
        Nieobecność chce mu wynagrodzić większymi alimentami, jeśli tylko znajdzie
        dodatkową pracę.
        Podobnie żyje Jan. Dużo pracuje, więcej pije, z kobietami jest ostrożny.
        Introwertyczny typ cierpiącego artysty. - Już raz nabałaganiłem - mówi.
        Opowiada o miłości do córki, o tym, że Marta śni mu się po nocach. Wieczorami
        ogląda jej zdjęcia sprzed 2 lat, z których uśmiecha się roczny niemowlak. 500
        metrów, jakie dzieli go od córki, to dla niego dystans nie do pokonania.
        Dlaczego? Nie wie, jak to zrobić, tym bardziej że Marta ma już nowego "tatę".
        Współczesnym mężczyznom jest trudniej, uważa Wojciech Eichelberger, bo nie mają
        wzorów ojcostwa. Najczęściej wychowywały ich matki i babki. Ojcowie, nawet
        jeśli byli w domu, to jako "wielcy nieobecni". - Jeśli ojca pamięta się jako
        kogoś, kto wraca wieczorem z pracy, czyta przed telewizorem gazetę i czasem się
        wkurzy, jak są jakieś problemy, to nic dziwnego, że samemu ma się potem problem
        z nawiązaniem więzi z własnym dzieckiem - mówi Eichelberger.
        Odnalezienie się w roli ojca jest tym trudniejsze, im większe jest w mężczyźnie
        poczucie porażki po nieudanym związku. - Wielu z nich, nawet jeśli sami dążyli
        do rozstania z rodziną, przechodzi silny kryzys. Z jednej strony czują, że się
        nie sprawdzili, z drugiej są rozżaleni uprzywilejowaną pozycją matki - mówi 36-
        letni Robert Kucharski, założyciel internetowego serwisu informacyjnego "W
        stronę ojca" (www. wstroneojca.ngo.pl). Kucharski, który rozwiódł się pięć lat
        temu, ale warunki podziału majątku i opieki nad synem ustalił z żoną w zaciszu
        własnego domu (do sądu poszli ze wspólnym adwokatem), stara się wyciszać
        nastroje. Namawia do mediacji, zachęca do kontaktu z psychologiem, otworzył
        grupę dyskusyjną, a raz w tygodniu prowadzi czat.
        Współczesnym mężczyznom jest trudniej, uważa Wojciech Eichelberger, bo nie mają
        wzorów ojcostwa. Najczęściej wychowywały ich matki i babki. Ojcowie, nawet
        jeśli byli w domu, to jako "wielcy nieobecni". - Jeśli ojca pamięta się jako
        kogoś, kto wraca wieczorem z pracy, czyta przed telewizorem gazetę i czasem się
        wkurzy, jak są jakieś problemy, to nic dziwnego, że samemu ma się potem problem
        z nawiązaniem więzi z własnym dzieckiem - mówi Eichelberger.
        Odnalezienie się w roli ojca jest tym trudniejsze, im większe jest w mężczyźnie
        poczucie porażki po nieudanym związku. - Wielu z nich, nawet jeśli sami dążyli
        do rozstania z rodziną, przechodzi silny kryzys. Z jednej strony czują, że się
        nie sprawdzili, z drugiej są rozżaleni uprzywilejowaną pozycją matki - mówi 36-
        letni Robert Kucharski, założyciel internetowego serwisu informacyjnego "W
        stronę ojca" (www. wstroneojca.ngo.pl). Kucharski, który rozwiódł się pięć lat
        temu, ale warunki podziału majątku i opieki nad synem ustalił z żoną w zaciszu
        własnego domu (do sądu poszli ze wspólnym adwokatem), stara się wyciszać
        nastroje. Namawia do mediacji, zachęca do kontaktu z psychologiem, otworzył
        grupę dyskusyjną, a raz w tygodniu prowadzi czat.
        Ale przeważają głosy rozgoryczonych ojców, którzy nie mogą skontaktować się ze
        swoimi dziećmi, bo są w konflikcie z byłą partnerką. To oddzielna kategoria
        znikających ojców - odsunięci od dzieci. Krzysztof Wszeborowski szacuje, że w
        takiej sytuacji jest co dziesiąty mężczyzna po rozpadzie związku. "Od 16
        miesięcy jestem w trakcie rozwodu, rok temu żona wywiozła dzieci do swoich
        rodziców - pisze "Benitavel" na stronie internetowej "W stronę ojca". - Byłem
        przed świętami u syna w szkole, zobaczył mnie, siatkę z prezentami i zaczął
        płakać. Powiedział, że nic nie chce, bo go mama skrzyczy, że mnie kocha, ale
        żebym już sobie poszedł, bo się boi, że przyjdzie mama albo ktoś z jej rodziny.
        (...) Wszędzie, gdzie pójdę po pomoc, słyszę, że muszę czekać na decyzję sądu.
        (...) Pytam: Gdzie tu jest dobro dzieci. (...) Powie ktoś: dogadać się. Cha-
        cha - wyśmieję go".
        Zdaniem Roberta Kucharskiego takie sytuacje to przede wszystkim wina
        sfeminizowanych i stronniczych sądów, stawiających partnerów w pozycji walki. A
        w tej walce, posługując się dzieckiem, można boleśnie zranić przeciwnika.
        Walczą więc zarówno kobiety, które są w uprzywilejowanej pozycji i chcą się
        odgryźć, jak i mężczyźni, próbujący udowodnić, że matka jest zła, a oni dobrzy.
        Krzysztof Korzeniewski, 37-letni policjant, który rozstał się z partnerką, gdy
        była w trzecim miesiącu ciąży, na pierwszej sprawie rozwodowej o ustalenie
        ojcostwa usłyszał od niej, że córki nigdy nie zobaczy. Nie walczył, tylko
        regularnie płacił alimenty i proponował pomoc. Po trzech latach pierwszy raz
        zobaczył córkę, dziś nastoletnią. - Założyłem nową rodzinę, ale chciałem, żeby
        Daria mnie znała - mówi. - Nie ma między nami wielkiej więzi, ale zależy mi na
        niej - dodaje. Darii chyba też, bo odkąd skończyła 10 lat, marzy, żeby zostać
        policjantką, jak jej tata.
        Z naszych rozmów ze znikającymi ojcami wynika, że większość chciałaby mieć
        kontakt z dziećmi. Problem w tym, że byłe partnerki nie chcą ich okazjonalnej
        obecności. Podstawowy argument to utrata zaufania. Zniknął raz, może zniknąć i
        drugi - mówią matki. Boją się cierpienia ponownie porzuconego dziecka.
        Taki lęk paraliżuje 32-letnią dziś Alicję, pisarkę i redaktorkę. Długo się
        waha, czy rozmawiać z "Newsweekiem", nie chce ujawniać żadnych danych
        umożliwiających jej identyfikację. Mąż odszedł od niej, gdy była w siódmym
        miesiącu ciąży. Nie widział syna przez dwa lata. Gdy się pojawił na sprawie
        rozwodowej, zażądał nieograniczonych widzeń z dzieckiem. Sąd nie znalazł
        przeciwwskazań. - Gdy nagle zaczął się często pojawiać, myślałam, że oszaleję -
        mówi. Synowi bardzo się podobał czas spędzony z tatą na wspólnych przejażdżkach
        meleksem po rynku. Po kilku miesiącach wizyty stały się coraz rzadsze.
        Przedostatni raz był u syna w listopadzie, ostatni - na początku lutego. -
        Kiedy patrzę, jak zamyka za sobą furtkę, wiem, że jest już w innym świecie
        - opowiada Alicja. - Nie ma w nim naszego syna. Nigdy do niego nie dzwoni,
        tylko informuje, kiedy przyjeżdża. Dał mi numer na głuchą komórkę. Co się
        stanie, kiedy syn będzie go potrzebować wbrew jego terminarzowi?
        Mąż Alicji na zostawioną w poczcie głosowej wiadomość "Newsweeka" zareagował po
        dwóch tygodniach. Nie chce rozmawiać o swojej rodzinnej sytuacji. - To jest
        temat tabu także dla nas dwojga - mówi Alicja.
        Ta nieumiejętność rozmowy obu stron, to zdaniem psychologów największy problem.
        Anna Mieszczanek, prowadząca jeden z dwóch bezpłatnych warszawskich ośrodków
        mediacji rodzinnych, mówi, że kontaktu z ośrodkiem szukają mężczyźni
        autorytarni, ze średnim lub wyższym wykształceniem, którzy dobrze czują się z
        bezradną kobietą. Gdy taka kobieta nie wytrzymuje zamknięcia i ucieka, wtedy
        ojciec wa
        • Gość: John1. Re: Znikający ojciec cd. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 07.04.02, 17:25
          Ta nieumiejętność rozmowy obu stron, to zdaniem psychologów największy problem.
          Anna Mieszczanek, prowadząca jeden z dwóch bezpłatnych warszawskich ośrodków
          mediacji rodzinnych, mówi, że kontaktu z ośrodkiem szukają mężczyźni
          autorytarni, ze średnim lub wyższym wykształceniem, którzy dobrze czują się z
          bezradną kobietą. Gdy taka kobieta nie wytrzymuje zamknięcia i ucieka, wtedy
          ojciec walczy o dziecko i próbuje udowodnić światu, że matka jest potworem.
          Argument, że kobieta to też człowiek i ma prawo żyć po swojemu, dociera do
          niego z ogromnym trudem. Ale, dodaje Mieszczanek, z kobietami bywa podobnie: -
          Także i je trudno przekonać, że mężczyźni to ludzie - mówi. A kim jest dziecko?
          Często obie strony nie zadają sobie tego pytania.

          Ameryka bez ojców



          W USA bez ojca wychowuje się co czwarte dziecko, w sumie 25 mln. To o 17 mln
          więcej niż w latach 60.

          Problem zauważono na początku lat 90. Wówczas zaczęły powstawać organizacje
          ojcowskie, rozpoczęto badania uniwersyteckie nad zmieniającą się rolą ojca. Za
          poprzedniej kadencji prezydenckiej, w odpowiedzi na apel ówczesnego
          wiceprezydenta Ala Gore'a, podjęto działania na rzecz włączania mężczyzn w
          edukację ich dzieci. Ojców zachęca się, by przychodzili do szkół, pomagali
          dzieciom w rozmaitych projektach i opowiadali o swojej pracy i hobby. Szpitale
          prowadzą szkolenia dla mężczyzn, których partnerki oczekują dzieci. W 1998 r.
          Departament Zdrowia USA wraz z władzami czterech stanów zorganizował zmasowaną
          kampanię
          medialną. W spocie telewizyjnym pokazano chłopca bawiącego się małą
          ciężarówką. "Jego ojciec odszedł dziś z domu. Na zawsze - informował głos
          lektora.
          - Jego szanse, że wyleci ze szkoły, zwiększyły się dwukrotnie, że popełni
          samobójstwo o 30 procent".
          Z innych amerykańskich danych wynika, że 90 proc. dzieci bezdomnych i
          uciekających z domu wychowało się bez ojca. Podobnie 75 proc. nastoletnich
          narkomanów i 85 proc. nieletnich przestępców. Szanse, że dziewczęta wychowane
          bez ojców jako nastolatki zostaną matkami, są dwukrotnie większe niż w
          przypadku dziewcząt wychowanych w pełnych rodzinach. Amerykańska uczona Judith
          Wallerstein z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley w 2000 r. opublikowała
          wyniki najdłuższych, bo trwających 25 lat, badań nad wpływem rozwodów na
          dzieci. Przeprowadziła je na ponad setce dziś już dorosłych osób. Zaledwie 60
          proc. z nich weszło w związki małżeńskie (osoby z pełnych rodzin: 80 proc.), 40
          proc. ma problemy z nawiązywaniem kontaktów, 57 proc. spośród tych, którzy
          weszli w związki małżeńskie przed 25. rokiem życia, rozwiodło się.


          • Gość: hserwin Re: Znikający ojciec cd. IP: *.chello.pl 07.04.02, 22:31
            Po przeczytaniu Johna1 zapomniałam o czym jest ten wątek.
            Nie obchodza mnie statystyki,bo kazdy przypadek jest indywidualny.
            Wiele zależy od wieku pozostawionych dzieci i tego w jakich warunkach
            przychodzi im dalej zyć.
            Moi rodzice rozwiedli sie w wieku ok.60 lat,kiedy byłysmy juz z siostrami na
            swoim.Nie układało im sie całę zycie,ale ojciec stwierdził,że jego odejście
            zmniejszy nasze szanse na założenie rodziny.
            Przyjęłysmy to ze spokojem,z czego jak sie potem okazało wcale nie była
            zadowolona Mama.Czuła sie oszukana nie tyle przez Ojca,że to zrobił,ale,że my
            przyjęłysmy to ze spokojem.Miała do nas pretensje przez całe swoje życie.

            W tym konkretnym przypadku radziłabym dużo przebywac i rozmawiać z Matka,aby
            nie czuła sie samotna i opuszczona,ale kochana,potrzebna i wazna dla Was.
            • Gość: ałka Re: Znikający ojciec cd. IP: *.jmk.lodz.pl 08.04.02, 13:01
              Dodo dobrze napisane, ja może troche bardziej dobitnie.
              Tez jestem dorosła. Mam nadopiekunczą mame juz strasznie wykończona
              psychicznie. Po kilku latach ciagłych awantur łącznie z rozbijaniem mebli i
              kopaniem mamy, ciagle jest tak samo. Mama ze statystyczna perfekcja już 3 dnia
              rano kiedy to od trzech dni nie było awantury, zaczyna układac sobie z tatą
              zycie na nowo, powoli sie do niego zaczyna odzywać, gotuje mu obiadek i podaje
              czyste skarpetki, az do nastepnego dnia kiedy znów jest awantura itd itd.
              Mama zachowuje się kompletnie irracjonalnie, wpada z nastroju w nastrój. Żal mi
              jej jak cholera, ale nie wiem co poradzić żeby wreszcie do mniej dotarło że to
              juz koniec. Ona ma wciaż nadzieję.
              I co wieczór modle sie o ten własnie skrytykowany przec autorke wątku rozwód
              • Gość: Marta Re: Znikający ojciec cd. IP: *.abo.wanadoo.fr 08.04.02, 23:15
                W domu byla nas czworka dzieci. Ojciec murarz pil na umor a po pijaku tlukl
                matke, plul jej w twarz, kopal i szarpal ja za wlosy. ( zawsze tak, by nie
                zostawic sladow)
                Krzyczal przy tym przerazliwie i obsypywal ja wyzwiskami. Bylismy biedni, bo
                wszystko przepijal. Czasem zdarzalo sie, ze przez 3 dni nie mialam nic w ustach
                i mdlalam w szkole. Nasza czworka trzymala wszystko w tajemnicy. Ze wstydu.
                Teraz, kiedy o tym mysle, mam ochote uderzyc sie w twarz. Dlaczego nikomu nie
                powiedzialam o tym piekle? Moglam przeciez powiedziec wychowawczyni, sasiadce,
                ksiedzu... Moglam sie komus zwierzyc...
                Ale to jest tak, ze dzieci nie maja w sobie na tyle odwagi. Boja sie kary ze
                strony rodzicow, ktorzy zawsze uczyli ich, ze brudy pierze sie w domu. Boja sie
                spojrzen kolegow ze szkoly, boja sie tez, ze nikt im nie uwierzy...

                Bylo mi zal matki, plakalam razem z nia. Nie moglam zrozumiec dlaczego od ojca
                nie odejdzie. Jako 10- letnia dziewczynka ( najstarsza w rodzenstwie)
                probowalam ja jakos oslaniac przed jego uderzeniami, wchodzilam miedzy nich i
                czasem to mi sie obrywalo.
                Matka przypominala male, zaszczute zwierzatko. Boze, jak bardzo bylo mi jej
                zal! Dzieci tak silnie wszystko przezywaja. Modlilam sie w ukryciu o cud, o
                rozwod rodzicow, o trzesienie ziemi, o to, by ojciec umarl!

                Pieklo moich rodzicow trwalo 7 lat. Skonczylo sie poniewaz ojciec zginal w
                wypadku samochodowym. Mama doszla do siebie, ale ja nie. Zostaly mi otwarte
                rany w sercu, ktorych nawet czas nie bedzie w stanie zacykatryzowac.

                Teraz mam 26 lat, kochajacego meza i dwojke wspanialych dzieci. Ulozylam sobie
                zycie i jestem naprawde szczesliwa, ale zdarza mi sie jeszcze zrywac z krzykiem
                w nocy. We snie czesto przezywam wszystko od nowa i budze sie placzac jak
                dziecko. Musi uplynac dobra chwila w ramionach mojego meza, bym zdala sobie
                sprawe, ze to byl tylko sen.

                Dlatego...jesli czyjs ojciec czy matka naprawde chce odejsc, niewazne z jakich
                powodow, nalezy to uszanowac i dac mu wolna droge. Bo jesli zostanie to nikomu
                nie wyjdzie to na dobre.

                Marta.





                • Gość: John1. Re: Do Marty. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 09.04.02, 01:35
                  Wiesz Marta takich przypadków w życiu, tak w tym kraju, jak i na świecie jest
                  około mnóstwo. Problem polega na tym, że przeważająca większość tych
                  cierpiących ludzi znosi to w samotności i w milczeniu. Pozostawia to bardzo
                  głębokie rany w psychice ludzkiej. Mówi się, że czas goi rany, lecz niestety
                  tych ran nie da się do końca wyleczyć. Więc należy może przerwać tą zmowę
                  milczenie i zacząć głośno, wyraźnie i ze szczegółami o tym mówić. Część tych co
                  to tutaj czyta, sądząc po ich poziomie intelektualnych wypowiedzi, to są wierni
                  naśladowcy Twojego ojca, sami jeszcze o tym nie wiedząc. Może utkwi im coś
                  z tego co przeczytają w pamięci, coś pozostanie na przyszłość, może zapobiegnie
                  to niejednej tragedii życiowej założonej przez nich rodziny.
                  I o to w tym wszystkim chodzi, żeby sprokurować życiową, merytoryczną dyskusję,
                  przeprowadzić konstruktywną analizę postępowania tych damskich bokserów i
                  wyciągnąć rzeczowe wnioski. I te wnioski powinni sobie dokładnie zakonotować
                  przyszli, potencjalni chuligani rodzinni chodzący po tym forum.
                  Sądząc po ilości tego typu tragedii rodzinnych, ten temat winien być cały czas
                  odświeżany, lub założony oddzielny wątek. Nie można pozwolić mu umrzeć
                  śmiercią naturalną - dla dobra polskich rodzin. Przecież są tutaj i prawnicy,
                  którzy na pewno pomogą w tak newralgicznych chwilach życia. Razem można bardzo
                  wiele zdziałać. Napisz co o tym sądzisz. Pozdrawiam.


                • goga.74 Re: Znikający ojciec cd. 09.04.02, 02:33
                  Marta,
                  u mnie nie bylo az tak drastycznie, mniej dzieci chyba
                  wiecej pieniedzy (ale nie za duzo), bez agresji
                  fizycznej (za to znecanie sie psychiczne nawzajem nad
                  soba- po rowno) i rozwod rodzicow o 20 lat za pozno.
                  Ktos kiedys powiedzial ze rozwody powinno sie ulatwic a
                  sluby utrudnic i chyba cos w tym jest.
                  Czytam tutja te wypowidzi w tym i w podobnych watkach i
                  wciaz pojawia sie to nieszczesne dobro dzieci. Dzieci
                  najbardziej krzywdzi sie bedac ze soba gdy chce sie
                  rozstac, prawie kazdy kto to przezyl to potwierdzi.
                  • Gość: xsenia Re: Znikający ojciec cd. IP: *.bydgoska.krakow.pl 10.04.02, 21:31
                    goga.74 napisał(a):

                    > Marta,
                    > u mnie nie bylo az tak drastycznie, mniej dzieci chyba
                    > wiecej pieniedzy (ale nie za duzo), bez agresji
                    > fizycznej (za to znecanie sie psychiczne nawzajem nad
                    > soba- po rowno) i rozwod rodzicow o 20 lat za pozno.
                    > Ktos kiedys powiedzial ze rozwody powinno sie ulatwic a
                    > sluby utrudnic i chyba cos w tym jest.
                    > Czytam tutja te wypowidzi w tym i w podobnych watkach i
                    > wciaz pojawia sie to nieszczesne dobro dzieci. Dzieci
                    > najbardziej krzywdzi sie bedac ze soba gdy chce sie
                    > rozstac, prawie kazdy kto to przezyl to potwierdzi.

                    Zgadzam się z tym postem, jeśli małżeństwo nie jest udane trzeba się rozejść jak
                    najszybciej. Póki ludzie mają po 30 lat, obie strony mogą jeszcze ułożyć sobie
                    zycie, podporządkowanie 20 kolejnych lat wymaganiom okreslonej sytuacji, a potem
                    zmiana to zbyt późno, zwłaszcza dla kobiet, które poświęciły się wychowaniu
                    dzieci i karierze męża.
                    • Gość: Marta Do Johna IP: *.abo.wanadoo.fr 10.04.02, 22:03
                      John, przyznaje, ze to bardzo dobry pomysl, aby zalozyc tu w "Kobiecie" staly
                      watek dotyczacy zycia rodziny. Moglby sie nazywac np. "Ognisko domowe" lub
                      nosic nazwe bardziej przemawiajaca jak np.: "Za sciana".
                      Bo wiesz, co mnie najbardziej bolalo to fakt, ze ludzie wogole nie zdawali
                      sobie sprawy z tego, ze zaledwie za sciana ich kuchni czy pokoju dzieja sie
                      takie straszne rzeczy.
                      Twoj pomysl jest o tyle dobry o ile moglby pomoc wielu maltretowanym kobietom.
                      Gdyby na ich problemy odpowiadal nie tylko psycholog a takze( czy moze raczej
                      przede wszystkim)prawnik byc moze wiele kobiet znalazlo by w sobie odwage by
                      powiedziec: Stop!


                      Marta.



                      • Gość: John1. Re: Do Marty. IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 13.04.02, 12:44
                        Wiesz Marta. ten problem to jest problem ogólnospołeczny i rozwiązywać się go
                        powinno w jak najszerszym gronie. Widzisz ile instytucji jest powołanych do
                        pomocy w rozwiązywaniu tego problemu i co z tego wynika. Jednak zasada życiowa
                        jest jedna:umiesz liczyć licz na siebie. Nawet jak się znajdą tacy jak ja co
                        zainteresują się tym problemem to i tak będą szukać szerszego poparcia i
                        zainteresowania tym problemem przez innych ludzi. Myślałem, że to forum
                        pomoże w tym względzie, lecz sama widzisz jakie tematy interesują zaglądające
                        tu dzieci. Wszystkie mądre i interesująca tematy odeszły w niepamięć. Lecz taka
                        jest polska rzeczywistość, gdyby było inaczej - inaczej stałby cały naród.
                        A tak nędza z bidą w Polskę idą. I to i umysłowa.
                        Poradż co w takim wypadku mamy robić, doradż coś, jak Ci pomóc.
                        Rozumię, że nawet logiczna i konstruktywna rozmowa wiele może tu pomóc.
                        Ale jak tu logicznie rozmawiać w tym przedszkolu umysłowym.
                        Pozdrawiam Cię serdecznie i napisz coś. Może znajdziemy inne forum?
                    • dr.jekyll Re: Znikający ojciec cd. 10.04.02, 22:09
                      Gość portalu: xsenia napisał(a):
                      > zmiana to zbyt późno, zwłaszcza dla kobiet, które poświęciły się wychowaniu
                      > dzieci i karierze męża.
                      ktore to? gdzie takie sa?

                      mr.hyde
                      • Gość: xsenia do mr.Hyde IP: *.bydgoska.krakow.pl 11.04.02, 01:16
                        dr.jekyll napisał(a):

                        > Gość portalu: xsenia napisał(a):
                        > > zmiana to zbyt późno, zwłaszcza dla kobiet, które poświęciły się wychowani
                        > u
                        > > dzieci i karierze męża.
                        > ktore to? gdzie takie sa?
                        >
                        > mr.hyde

                        Przeczytałam kilka(naście?) może i naście, Twoich postów na róznych wątkach i
                        myślę,że dziwny z Ciebie gość. Trudno się oprzeć wrazeniu, że Twoje opinie mają
                        b.słabe odniesienie do świata zewnętrznego, a w 90% procentach stanowią ekspresję
                        tego co, siedzi w Twojej głowie, a to mie są dobre proporcje. Zapewne dr.Jekyll
                        zaraz naskoczy na ten post (zjadliwa agresja werbalna to Twoja mocna strona), ale
                        może mr.Hyde się zastanowi? albo na odwrót, albo i nie...
                        Z góry uprzedzam, że to nie jest zadna analizapsycho.
                        x



                        • dr.jekyll dzis mr.Hyde 11.04.02, 22:41
                          Gość portalu: xsenia napisał(a):
                          > Przeczytałam kilka(naście?) może i naście, Twoich postów na róznych wątkach i
                          > myślę,że dziwny z Ciebie gość.
                          > Trudno się oprzeć wrazeniu, że Twoje opinie mają
                          > b.słabe odniesienie do świata zewnętrznego, a w 90% procentach stanowią
                          > ekspresję tego co, siedzi w Twojej głowie, a to mie są dobre proporcje.
                          niestety, tak byc musi, bo lekarz jeszcze nie zezwala na przepustki; pisze wiec
                          o tym, co siedzi w mojej glowie; czy myslisz, ze to, co ty piszesz, to wykwit
                          jedynej prawdy, a nie to, co jest w _twojej_ glowie?

                          bo zza twoich postow wyziera obraz swiata, w ktorym kobiety gnebione, uciskane,
                          porzucone, dreczone wyczekuja wyzwolenia; probuja tu dorosli ludzie
                          wytlumaczyc, ze zycie skomplikowane jest, straszne jest i cudowne jest; i ze
                          nie nam sadzic innych; ty zas swoje, ze kobieta 30% a mezczyzna 60% (czego?)

                          kobiety, ktore sie poswiecaja dla dzieci i meza; sa takie, ale mniej liczne,
                          niz sadzisz, bo poswieca sie cos (np. swoja kariere) - trzeba wiec cos miec do
                          poswiecenia i podjac swiadoma decyzje;

                          duzo osob (kobiet i mezczyzn za jedno) bezwolnie leci przez zycie, jak te
                          pustynne krzaki gnane wiatrem, cedujac wszystkie decyzje na innych;
                          o 'poswieceniu' mowia wtedy, kiedy trzeba cos rzucic mezowi albo zonie w twarz
                          przy klotni

                          to poswiecenie jest tylko wymowka, ucieczka od wykuwania swojego losu - tak
                          naprawde wybieraja to, co chca

                          mr.hyde
                          • Gość: xsenia Re: dzis mr.Hyde IP: *.bydgoska.krakow.pl 12.04.02, 00:13
                            dr.jekyll napisał(a):

                            > Gość portalu: xsenia napisał(a):
                            > > Przeczytałam kilka(naście?) może i naście, Twoich postów na róznych wątkac
                            > h i
                            > > myślę,że dziwny z Ciebie gość.
                            > > Trudno się oprzeć wrazeniu, że Twoje opinie mają
                            > > b.słabe odniesienie do świata zewnętrznego, a w 90% procentach stanowią
                            > > ekspresję tego co, siedzi w Twojej głowie, a to mie są dobre proporcje.
                            > niestety, tak byc musi, bo lekarz jeszcze nie zezwala na przepustki; pisze wiec
                            >
                            > o tym, co siedzi w mojej glowie; czy myslisz, ze to, co ty piszesz, to wykwit
                            > jedynej prawdy, a nie to, co jest w _twojej_ glowie?
                            >
                            > bo zza twoich postow wyziera obraz swiata, w ktorym kobiety gnebione, uciskane,
                            >
                            > porzucone, dreczone wyczekuja wyzwolenia; probuja tu dorosli ludzie
                            > wytlumaczyc, ze zycie skomplikowane jest, straszne jest i cudowne jest; i ze
                            > nie nam sadzic innych; ty zas swoje, ze kobieta 30% a mezczyzna 60% (czego?)
                            >
                            > kobiety, ktore sie poswiecaja dla dzieci i meza; sa takie, ale mniej liczne,
                            > niz sadzisz, bo poswieca sie cos (np. swoja kariere) - trzeba wiec cos miec do
                            > poswiecenia i podjac swiadoma decyzje;
                            >
                            > duzo osob (kobiet i mezczyzn za jedno) bezwolnie leci przez zycie, jak te
                            > pustynne krzaki gnane wiatrem, cedujac wszystkie decyzje na innych;
                            > o 'poswieceniu' mowia wtedy, kiedy trzeba cos rzucic mezowi albo zonie w twarz
                            > przy klotni
                            >
                            > to poswiecenie jest tylko wymowka, ucieczka od wykuwania swojego losu - tak
                            > naprawde wybieraja to, co chca
                            >
                            > mr.hyde

                            Dokładnie tak, jak przewidywałam agresja i jeszcze raz agresja dosłownie w każdym
                            poście, pod tym wzgledem mr.h/dr.j nie ma sobie równych, to zastanawiające.
                            Swoją drogą kolega ma problemy z czytaniem, stoi napisane jak wół, że 60% i 30%
                            dotyczy wynagrodzenia. W takiej wysokości będą emerytury po reformie ubezpieczeń,
                            baby dostaną mniej bo te cholery za długo zyją i za krótko pracują (niższy wiek
                            emerytalny). Jedak mr.h nie widzi nawet tego, co jasno napisane.... nic dodać nic
                            ując.
                            amen
                            z oczywistych wzglęów nie odpiszę już panu j/h, to był ostatni post

                            • dr.jekyll prawda was wyzwoli 12.04.02, 00:42
                              agresja? czy kazdy, kto ma inne poglady na dowolny temat (blondynek) to cham bez
                              czci i wiary?
                              uparcie odmawiasz wyjscia poza myslowe ograniczenia, ktore sobie sama narzucasz;
                              coz, niektorzy wola tak

                              > Swoją drogą kolega ma problemy z czytaniem, stoi napisane jak wół, że 60% i 30%
                              > dotyczy wynagrodzenia.
                              zrodlo! zrodlo!
                              mysle, ze powtarzasz falszywe informacje

                              bywaj xsenia, mino wszystko bylo milo, choc niezbyt bystra jestes

                              mr.hyde
                              • Gość: xsenia o dr.J/mr.H chociaż nie do niego IP: *.bydgoska.krakow.pl 12.04.02, 01:02
                                refleksja: rzadko zdarza się tak zgodny dysputant, jak 2w1, czyli
                                dr.jakyll&mr.hyde, który każdym zdaniem potiwrdza argumenty drugiej strony,
                                jedyny problem polega na tym, że nie zdaje sobie z tego sprawy, ale to
                                właściwie wcale nie jest problem, to nawet lepiej...dzięki temu zabawa jest
                                lepsza
                                • dr.jekyll oj, klamczuszku 12.04.02, 01:10
                                  1. mialas juz nie pisac
                                  2. jakie argumenty? w tym watku serwujesz same oceny

                                  mr.hyde
    • Gość: nick Po co mu gderliwa,... baba( jeśli taka jest ?! ) IP: 62.233.175.* 11.04.02, 22:46
      Gdy są młode i ładne próbują obwiązać sobie facetów dookoła palca.
      Później gdy uroda przeminie są już na łasce.
      Z reguły facet ma dość tego ciągłego trajkotania, narzekania itd.
      Woli taką przy której czuje się facetem a nie popychadłem.
      Czasem głupią, naiwną ale niosącą radość trzpiotkę.

      O ile tak jest w tym wypadku.

      "druga strona"
      • Gość: Vika Re: Po co mu gderliwa,... baba( jeśli taka jest ?! ) IP: *.ewave.at 14.04.02, 00:35
        Gość portalu: nick napisał(a):

        > Gdy są młode i ładne próbują obwiązać sobie facetów dookoła palca.
        > Później gdy uroda przeminie są już na łasce.
        > Z reguły facet ma dość tego ciągłego trajkotania, narzekania itd.
        > Woli taką przy której czuje się facetem a nie popychadłem.
        > Czasem głupią, naiwną ale niosącą radość trzpiotkę.
        >
        > O ile tak jest w tym wypadku.
        >
        > "druga strona"
        No i oto chodzi!!!!A stare ramole,ktorzy rzucaja dla mlodszej i tak sa malo
        samokrytyczni.Ciekawe jak dlugo taka trzpiotka wytrzyma ze starym stekajacym na
        podagre sklerotykiem?Moj kochanek jest ode mnie mlodszy o 10 lat a starego zrzede
        rzucilam i ucieklam od pierdziela gdzie pieprz rosnie.
Pełna wersja